Zaufanie się opłaca! Skąd się bierze nasza nieufność?

Aby nauczyć dziecko zaufania, należy budować w nim przekonanie, że jest wartościową osobą. (Fot. iStock)

Z zaufaniem jest jak z drożdżami – dzięki nim wszystko wokół rośnie. Tymczasem Polska należy do krajów o najniższym poziomie zaufania. Nieufność wpajamy dzieciom już na poziomie wczesnej edukacji, mówi Ewa Kastory, negocjatorka, psycholożka i założycielka pierwszej w Polsce szkoły przywództwa.

Mamy w Polsce problem z zaufaniem?
Ogromny, wypadamy najgorzej w Europie. Profesor Janusz Czapiński co dwa lata bada poziom zaufania w naszym kraju. Tylko 14 proc. Polaków wierzy, że nasi bliźni, dalsi znajomi, sprzedawcy, ludzie spotkani podczas spaceru w parku mają dobre intencje. W krajach skandynawskich wierzy w to ponad 70 proc. ludzi. Główny przekaz, z którym wchodzimy w relacje, brzmi: „uważaj”.

Na co?
Uważaj, bo ktoś cię oszuka. Uważaj, bo cię zrani. Najważniejsza dla nas wartość to honor, więc najgorzej jest wyjść na frajera, czyli za dużo z siebie dać. Kapitał społeczny poza odczuwaniem zaufania mierzy się zaangażowaniem w pracę w organizacjach pozarządowych. Przeciętny Szwed działa w 2,5 organizacji pozarządowej, a na statystycznego Polaka przypada 0,2 – przy czym wliczamy w to wszystkie organizacje kościelne, typu chóry i oazy.

Czym jest kapitał społeczny?
To wszystkie procesy, które dzieją się pomiędzy ludźmi. Kluczem są wzajemne powiązania. Im gęstsze i bardziej rozległe, tym lepiej. Zasadniczy element kapitału społecznego stanowi zaufanie. Jak mówi Margaret Heffernan: „Liczy się zaprawa, a nie same cegły”. W Ameryce dzieci od szóstego roku życia działają w różnych zespołach projektowych, zmieniają je regularnie. Przede wszystkim uczą się współpracy. W Polsce jest ważne, by przez kilka lat dziecko było w jednej klasie, z jedną panią, w jednym środowisku, i dochodzi do kuriozalnej sytuacji, w której chodzi o to, by klasa A była lepsza od klasy B, a klasa B była lepsza od klasy A.

Dlaczego tak kiepsko u nas z zaufaniem?
Zaufanie buduje się w relacjach. Im więcej mamy kontaktów z różnymi ludźmi, tym więcej okazji do poproszenia kogoś o pomoc i otrzymania jej, do udzielania pomocy, do poszukiwania informacji i jej znajdowania. Zaufanie i poczucie bezpieczeństwa buduje się dzięki pozytywnym doświadczeniom w relacjach. W Polsce silne są więzi z bliskimi osobami, z rodziną, z kolegami z klasy, z własnym zespołem. Budujemy jednak wysokie mury wykluczające członków innych grup. Pilnujemy podziałów na prawdziwych Polaków i zdrajców, na tych, którzy byli w PZPR, i tych, którzy do PZPR nie należeli; tych, co stoją po jednej stronie Krakowskiego Przedmieścia i po tej drugiej. Te podziały są oczywiste i kultywowane, a jednocześnie nasza wczesna edukacja nie koncentruje się na umiejętności współpracy, chociaż wiadomo, że właśnie umiejętność współpracy i zaufanie są podstawą innowacyjnej gospodarki. My jednak zdecydowanie wolimy politykę historyczną.

Ale historia naszego kraju jest naznaczona tragediami i zaborami.
Historie narodów są podobną mieszanką wojen, różnią się jednak opowieścią, narracją, którą narody budują wokół minionych wydarzeń. Nasza brutalna historia nie jest wyjątkowa, jeśli porównać dzieje wielu podbijanych czy kolonizowanych krajów. Wyjątkowe wydaje się nasze przekonanie o nadzwyczajności. Jesteśmy zanurzeni w przeszłości. Świętujemy zwycięstwo pod Grunwaldem z 1410 roku i klęski kolejnych powstań, a nie świętujemy powstania KOR-u, osiągnięć okrągłego stołu, pokojowego wyzwolenia z komunizmu, wejścia do Unii Europejskiej czy wybudowania infrastruktury drogowej. Świętujemy wydarzenia, które wymagały ofiar, a nie umiejętności współpracy, przedsiębiorczości, kreatywności czy intelektu. Znaczenie mają również przeszłość komunistyczna i procesy kościelne. Od wieków antyreformatorski Kościół promował niesamodzielność umysłową, niechęć do innowierców i trzymał nas w poczuciu winy. Z takim bagażem ciężko komukolwiek zaufać.

Do czego potrzebujemy zaufania?
To klucz do zbudowania trwałego związku osobistego czy biznesowego. Zaufanie zmniejsza niepewność, która jest przeszkodą w inicjowaniu różnych działań. Oznacza gotowość podejmowania działań, opartą na oczekiwaniu, że ludzie i instytucje będą działać w sposób dla nas korzystny. Generalnie można powiedzieć, że zaufanie w życiu społecznym prowadzi do proaktywności, a nieufność – do alienacji. Ludzie, którzy nie ufają innym, uważają także, że nie warto działać społecznie, organizować się, aby załatwić wspólne sprawy albo wspierać słabszych. Ale nie są też w stanie rozwijać swoich zdolności, inicjatyw. Brak zaufania sprawia, że ludzie stają się konserwatywni, nadmiernie ostrożni i mało twórczy. Niepewność zwiększa wydatki na ochronę własnych dóbr, wydatki na zgromadzenie informacji, pozyskanie wiedzy. Zaufanie bardzo ułatwia zawieranie umów, negocjacje, skraca czas podejmowania decyzji, sprzyja długoterminowym inwestycjom i wymianie wiedzy.

Na przykład?
Niedawno w Polsce przeprowadzono badania dotyczące stworzenia straganu z jajkami bez sprzedawcy, kupujący miał wziąć jajka i zostawić określoną sumę pieniędzy. Polacy, zapytani o takie rozwiązanie, twierdzili, że straty dla sprzedającego wyniosą 60, 70 proc. Innymi słowy założyli, że większość tych jajek zostanie ukradziona. Postawiono dwa stragany, w jednym z nich pieniędzy było ponad 100 proc., w drugim 98 proc. Nasze wyobrażenie o braku zaufania wobec obcego jest większe niż rzeczywistość.

A jak jest w firmach i korporacjach?
Z badań firmy Towers Watson wynika, że tylko 35 proc. pracowników korporacji jest zaangażowanych w swoją pracę. Wśród 65 proc. są zdystansowani, aktywnie zdystansowani i 20 proc. skarżących się na brak wsparcia. To ogromny niewykorzystany potencjał energetyczny i intelektualny. Jeśli ludzie w firmie nie znają i nie rozumieją nadrzędnych celów, to poszczególni pracownicy i całe zespoły tracą zaufanie, przez co ciągną w swoją stronę, powstają nieskomunikowane ze sobą, nieefektywne twory, skupione na realizacji partykularnych celów. Gdy nie znam przesłanek działań podejmowanych „na górze”, to tracę zaufanie, czuję, że mój głos się nie liczy. Brak otwartej komunikacji uruchamia domysły, plotki, lęk, tajemnicę poliszynela i rywalizację.

Jak budować zaufanie?
Podejmując małe ryzyko, które daje małe radości. Mam na myśli ryzyko, które nie spowoduje, że pójdę z torbami, ale na przykład stracę 20 zł. Z psychologicznego punktu widzenia większość ludzi obdarzonych zaufaniem czuje się szczęśliwsza, chętna udowodnić z nawiązką, że na nie zasługuje. Zaufanie można świadomie ćwiczyć. Stojąc w korku, skupiamy się na osobie, która się wcisnęła, i pomijamy tych, którzy nas przepuścili, uśmiechnęli się. Po wakacjach pamiętamy i opowiadamy o dniach, kiedy padało, pomijając te bezchmurne. To nasz narodowy nawyk. Na początku warto nastawić się na patrzenie własnymi oczami. W tym celu na kilka dni trzeba zrezygnować z oglądania wiadomości, czyli wyboru najgorszych możliwych wydarzeń z całego świata. Wielu bezrefleksyjnie przyjmuje obraz z wiadomości za obraz świata. Nic bardziej mylnego. Kolejnym etapem jest sprawdzanie, czy podejmuję decyzje oparte na zaufaniu czy lęku, oraz jakie opowieści o świecie, kraju, historii i ludziach są naprawdę moimi przekonaniami.

W jaki sposób należy traktować dziecko, by wzbudzić w nim zaufanie do siebie i świata?
Budując w nim przekonanie, że jest wartościową osobą. Można to robić, pokazując mu, że to, co czuje i przeżywa, jest w porządku. Pamiętam główne przesłanie, jakie dostałam od mojego ojca. Gdy wiedziałam, że powinnam albo chciałam mu pomóc, i pytałam: „Co mam zrobić?”, odpowiadał: „Rozejrzyj się”. Wtedy nie lubiłam tego zwrotu, teraz jestem mu wdzięczna. Przekazał mi, że poradzę sobie, jeśli tylko uruchomię samodzielne myślenie. Mógł mi mówić, że jak jest brudno, to trzeba posprzątać. Jednak wolał, żebym wyciągała wnioski. Uczył mnie w ten sposób zaufania do siebie samej.

Co z zasadami, normami?
Dziecko powinno otrzymać ramy, które są nienaruszalne: nie wolno krzywdzić innych ludzi, używać przemocy, kraść. Naruszenie tych ram musi być związane z określonymi konsekwencjami. Wtedy dziecko może mi zaufać. Jeśli będzie się trzymało tych norm, to wszystko będzie w porządku. A w ramach tych norm, które są przecież szerokie, istotne są i przyzwolenie na eksperymentowanie, i pomyłki. Z zaufaniem jest jak z drożdżami – dzięki nim wszystko wokół rośnie.

Czym podkopujemy i niszczymy w dzieciach ich zaufanie do ludzi i świata?
Niespójnością. Wyjaśniam dziecku, że nie wolno kraść, ale przynoszę z biura ołówki i długopisy. Tłumaczę, że nie powinno się źle mówić o innych za ich plecami, a obgaduję przyjaciółkę, która właśnie wyszła z domu. Można również przesadzić z nadopiekuńczością i urządzaniem życia małym ludziom od A do Z. Przewozić ich ze szkoły na basen, balet, zajęcia językowe i czynić z nich przedmiot, który rozwijamy, bez sprawdzania, czego naprawdę chce dziecko. Przy dzieciach oduczyłam się bycia niezawodną. One często pytają. Nie udzielam im szybkich i łatwych odpowiedzi. Mówię na przykład: „Słyszę, co mówisz, porozmawiamy o tym wieczorem albo jutro, bo chcę się zastanowić”. To dla mnie nawyk. W ten sposób również informuję dzieci, że nie wszystko jest oczywiste, że nic złego w tym, że nie wiedzą i pytają, że dorośli również powinni przemyśleć swoje odpowiedzi i decyzje.

Zaufanie wynika zatem też z wysokiego poczucia własnej wartości?
Gdy poczucie własnej wartości jest obecne, to łatwo zaufać innym. Jeśli umówiliśmy się, że zadzwonisz do mnie o 16, ale nie zrobiłeś tego, to ufam, że miałeś ważny powód. Nie wpada mi do głowy myśl, że uznałeś, że nie warto do mnie dzwonić. Nie mam poczucia, że ludzie muszą mi udowadniać, że mam jakąś wartość, bo ja już to o sobie wiem! To, co się dzieje wokół mnie, i to, co ludzie robią, bardzo rzadko ma związek ze mną, chociaż wiele osób myśli wręcz przeciwnie. Jeśli jestem przekonana o swojej wartości, to twoje spóźnienie w żaden sposób nie może tej wartości naruszyć. Jeśli jednak noszę w sobie wątpliwości co do tego, jakim jestem człowiekiem, czy zasługuję na szacunek, to chętnie uznam twoje spóźnienie lub krytyczną uwagę za bezpośrednio ze mną związaną.