Optymizm w życiu

Optymizm w życiu
123rf.com

Jesteś przekonana, że życie to walka? A gdyby tak uwierzyć, że szczęście ci sprzyja? Zaufać sobie i światu, wyjść ze strefy komfortu. Spróbuj!
Mamy różne upodobania i cele, ale tak naprawdę wszyscy kierujemy się tą samą zasadą: dążyć do przyjemności, unikać bólu. Lęk przed cierpieniem – choć często całkiem irracjonalny – bywa paraliżujący. Każe nam „nie wychylać się”, działać rutynowo, poruszać się po wyżłobionych koleinach… Tkwić w ograniczeniach, nie wykorzystywać swojego potencjału. Za przeciwieństwo lęku uważa się odwagę, ale bądź tu odważna, kiedy w brzuchu coś się zaciska, kiedy wszystko w tobie kurczy się na myśl o zagrożeniu!

Wielu ludzi żyje w przeświadczeniu, że świat to miejsce nieustannej walki i rywalizacji. Zaciskamy więc szczęki, przywdziewamy marsową minę i ruszamy do boju (chociaż kolana drżą). Wszystko zgodnie z filmową zasadą, że „twardym trzeba być…”. A można inaczej, na miękko właśnie. Pozwolić, odpuścić. Zobaczyć, co przyjdzie. Co odejdzie. Nie zatrzymywać niczego na siłę. Jeden z największych lęków dotyczy straty – kojarzymy ją z przejmującym, rozdzierającym wręcz bólem. Pamiętasz, co mówi na ten temat Antoine de Saint-Exupéry? „Jeśli coś kochasz, puść to wolno. Jeśli wróci – jest twoje. Jeśli nie – nigdy twoje nie było”.

Wyjść z klatki

Zaufanie nie oznacza naiwności. Nie musi też wiązać się z wielką odwagą. Kiedy ufasz, pozostajesz otwarta. Sprawdzasz różne warianty, żadnego z nich nie forsując. Płyniesz z nurtem. Ufać to nie przywiązywać się do rzeczy, ludzi, scenariuszy życiowych. Przyjąć, że wszystko, co nas spotyka, ma głęboki sens, otworzyć się na każde doświadczenie, jakie staje się naszym udziałem. Może będzie to cudowna niespodzianka, nagroda, może trudna lekcja. Zaboli, ale pozwoli dojść znacznie dalej, osiągnąć znacznie więcej. Ufać to pozwalać, by sprawy toczyły się swoim biegiem. Niekiedy ufną osobę uznaje się za niedojrzałą (bo ufne – czytaj: głupie – są tylko małe dzieci). A czasem ktoś podejrzliwy, węszący wszędzie podstęp, zyskuje miano rozsądnego…

Ufność nie znaczy, że wpuszczasz do mieszkania każdego, kto puka do drzwi, wierzysz w każdą cudowną ofertę. To wiara w pozytywny obrót zdarzeń, w to, że – nawet jeśli się trochę poobijasz – i tak spadniesz na cztery łapy. Że nie ma tego złego… Być może popełnisz błąd, ale akceptujesz go – po coś to było. Ufasz swoim decyzjom, odczuciom, pomysłom, instynktom, pragnieniom. Tak, ma to dużo wspólnego z optymizmem, ale też z poczuciem wartości. Z przekonaniem, że zasługujesz na wszystko, co najlepsze. Najlepsze dla twojego rozwoju.

Bo – żeby się rozwijać – musisz opuszczać swoją strefę komfortu. A jeśli się ociągasz, zostaniesz do tego przez życie „zachęcona”. Strefa komfortu to takie miejsce (przestrzeń psychologiczna), w którym funkcjonujemy na co dzień, celebrując nawyki i przyzwyczajenia, wykonując znane, dobrze opanowane czynności. Jest tam bezpiecznie, stabilnie. I trochę duszno. Ktoś porównał strefę komfortu do złotej klatki, za prętami której rozciągają się niezdobyte, niezwykle ponętne przestrzenie, pełne wspaniałych możliwości i nowych (również tych bardzo ryzykownych) wyzwań. Ale – co najważniejsze – gdzieś tam czekają nasze marzenia… „Wszystko, czego pragniesz, wszystko, czego chcesz, znajduje się poza strefą twojego komfortu” – twierdzi amerykański coach Zan Perrion. Żeby wychylić głowę za pręty, wypłynąć z przydomowego bajorka na szerokie wody, trzeba zaufać światu – że nie zażąda od nas wysokiej ceny za szczęście. Że nam sprzyja.

Złożyć broń

Przyjęcie takiej postawy sprawia, że odprężasz się, przestajesz główkować. Nagle rozwiązanie wyłania się samo. Dla niektórych to proste jak oddech. Dla innych to życiowe wyzwanie. Wolą spinać się, mocować, opierać, nigdy się nie poddawać. Tymczasem – jak mówi autor „Potęgi teraźniejszości” Eckhart Tolle – „Poddanie jest procesem czysto wewnętrznym. Nie oznacza ono wcale, że nie możesz zarazem na zewnątrz przedsięwziąć czegoś, aby zmienić sytuację. Gdy się poddajesz, właściwie nie musisz akceptować jej całej, lecz tylko niewielki wycinek sytuacji, zwany teraźniejszością”.

Ufność nie oznacza bynajmniej bierności. Nie jesteś jak listek na wietrze. Określasz preferencje, podejmujesz działania, tyle że nie przywiązujesz się do rezultatów. Będzie po twojemu – świetnie. Ułoży się inaczej – też dobrze. Widać świat ma dla ciebie coś lepszego. Albo miałaś czegoś doświadczyć, nauczyć się. Chodzi o to, żeby nie walczyć z nurtem rzeki, bo to bezproduktywne. Frustrujące, wyniszczające. Ale też, żeby nie stać jak widz na brzegu, udając, że sama świetnie sobie radzisz, że nie potrzebujesz żadnego nurtu, prądu, żadnej siły, która mogłaby cię wesprzeć. Niektórzy nazywają ją „siłą wyższą”. Inni po prostu życiem.

Łatwiej, prościej, lżej

Według rosyjskiego nauczyciela Vadima Zelanda, twórcy Transerfingu, większość naszych problemów bierze się stąd, że pewnym sprawom nadajemy zbyt dużą wagę. Niepotrzebnie wszystko komplikujemy, podczas gdy wystarczyłoby elastycznie i łagodnie podążać za zdarzeniami. – W przestrzeni wariantów jest wszystko, lecz największe jest prawdopodobieństwo urzeczywistnienia się wariantu najmniej energochłonnego – twierdzi Zeland. I zapewnia, że gdyby nie wyszukane strategie umysłu, gdyby nie bezproduktywne młócenie rękoma, moglibyśmy surfować bez najmniejszego wysiłku po falach życia: – Przyroda nie marnuje na próżno energii i nie ma skłonności do intryg.

Nie musimy więc trudzić się ponad miarę. Możemy pozwolić, by wszystko przychodziło nam z łatwością i lekkością. Upraszczać. Umysłowi bardzo trudno jest przyjąć taką „bezwysiłkową” wersję – on chce wciąż opracowywać szczegółowe rozwiązania. No właśnie – jest nieufny. Ale ty nie musisz go słuchać. Możesz podziękować mu za troskę, pozwolić, żeby trochę odpoczął. Wziąć głęboki oddech, rozluźnić się, uśmiechnąć. Taka postawa pomaga zrzucić niepotrzebne ciężary, uwierzyć, że wszystko jest takim, jakie być powinno.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze