fbpx

Psychologia ryzyka – sporty ekstremalne

sport ekstremalne
123rf.com

Skok ze spadochronem to dla jednych świetny pomysł na weekend, dla innych – niepotrzebna brawura. Kto i dlaczego uprawia sporty ekstremalne? Z psycholog sportu Beatą Mieńkowską rozmawia Magdalena Rybak

Ludzie, którzy uprawiają sporty ekstremalne, mają ekstremalne potrzeby?

W rozumieniu psychologa Stevena Reissa podstawowych potrzeb jest aż 16 i u jednych może chodzić o potrzebę władzy, u innych o potrzebę statusu albo akceptacji… To zależy od indywidualnych cech człowieka. Paradoksalnie u niektórych sporty ekstremalne zaspokajają nawet potrzebę bezpieczeństwa, w takim rozumieniu, że osoby te pragną zwrócić na siebie uwagę, być docenione. W dzieciństwie nie otrzymali dostatecznie dużo uwagi, więc podświadomie wybierają taką drogę.

Upraszczając, powiedziałabym, że ci, którzy uprawiają sporty ekstremalne, mają potrzebę wyróżniania się. Chcą uprawiać sport, jakiego nie uprawiają inni, chcą się czuć kimś wyjątkowym. Jest to zdecydowanie zewnętrzny sposób na zaspokojenie takiej potrzeby, tego rodzaju aktywność stymuluje i nagradza, ale nie satysfakcjonuje na głębszym poziomie. Co więcej, może prowadzić do uzależnienia od adrenaliny – hormonu, który pozwala walczyć bądź uciekać, czyli przetrwać. Problem polega na tym, że adrenalina blokuje wydzielanie serotoniny, tzw. hormonu szczęścia. W związku z tym sport ekstremalny daje co rusz to nowe wyzwania, które przestajemy traktować jako zagrożenia i chcemy ich coraz więcej i więcej. Zaczynamy poszukiwać emocji, które na krótką metę poprawiają komfort życia, ale na dłuższą – powodują dezorganizację.

Zobacz także odzież damska do ćwiczeń

Zamiast wspinaczki lepiej wybrać bieganie?

Rozróżnijmy dwie rzeczy, możemy mieć takie pomysły na wakacje: pochodzić po górach albo pojechać w Himalaje i zdobyć ośmiotysięcznik. To drugie wyzwanie dla większości z nas będzie ogromnym zagrożeniem i ostatecznie pewnie byśmy się go nie podjęli. Ale są tacy, którzy to zrobią. Jeżeli jest to jednorazowa przygoda, nie ma problemu. Ale jeżeli są to zdarzenia wielokrotne, to każde implikuje kolejne i pojawia się potrzeba „jazdy po bandzie”. Im więcej doznań różnej natury doświadczamy, tym częściej ich pragniemy. Adrenalina zaczyna nas trzymać przy życiu.

Kiedy zaczyna się uzależnienie?

Często jest to zupełnie niezauważalne, nagle zaczynamy funkcjonować bez poczucia równowagi, zarówno w kwestii ciała, jak i ducha. Dlatego do sportów ekstremalnych dobrze jest się świadomie przygotować – zarówno kondycyjnie, jak i psychicznie. Na przykład po każdej ekstremalnej wyprawie konieczne jest uzupełnienie płynów izotonicznych, witamin, minerałów oraz rozciągnięcie ciała poprzez ćwiczenia. Struktury łącznotkankowe, takie jak powięzi, więzadła, ścięgna czy torebki stawowe też muszą wrócić do równowagi. Inaczej dojdzie do kontuzji. Kontuzja to efekt braku równowagi w ciele, a ten zawsze prowadzi do braku równowagi psychofizycznej. Bo wiąże się z bólem i niemożnością kontynuowania ukochanego sportu.

Dyskomfort psychofizyczny przekładamy na informację: „nie jestem w dobrym humorze, czyli muszę podjąć kolejne wyzwanie”. Często pojawia się wtedy nieuświadomiony lęk o to, co będzie dalej. Dzieje się tak dlatego, że adrenalina przestaje być regularnie wydzielana, metabolizm i przemiany biochemiczne są zaburzone i nie wiadomo, co będzie dalej – można utyć, być mniej sprawnym, mniej zadowolonym, nie móc się pokazać od jak najlepszej strony…

Coraz więcej pacjentów trafia do mnie z tego typu przeciążeniami, związanymi z podejmowaniem niebezpieczeństwa. I nie muszą to być aktywności implikujące bezpośrednie zagrożenie życia. Sporty ekstremalne to mogą być też wymagające kondycyjnie biegi, jeżeli podejmują je osoby nieprzygotowane do takiego wysiłku.

Jak się najlepiej przygotować?

Człowiek, który nie uprawiał sportu wyczynowo, nie ma świadomości, do czego może być zdolne jego ciało i jak z nim pracować. Dlatego zachęcam do konsultacji z fizjoterapeutą, który pomoże przygotować ciało do określonego wysiłku. W pierwszej kolejności powinien on ustawić spoczynkową równowagę mięśniową w ciele (czyli podobne napięcie mięśni i struktur łącznotkankowych po lewej i prawej stronie ciała), bo jeśli żyjemy w permanentnym stresie i napięciu, to zazwyczaj jej nie mamy. A jeżeli nie mamy równowagi spoczynkowej, nie będziemy mieć dynamicznej równowagi mięśniowej (czyli odpowiedniego napięcia mięśni i struktur łącznotkankowych po obu stronach ciała w sytuacji wysiłku). Dopiero gdy osiągniemy równowagę, możemy zacząć trening, także pod okiem specjalisty. Czuwa on nad tym, czy pracują właściwe grupy mięśniowe, uczy rozciągać mięśnie i struktury łącznotkankowe.

Trzeba również pamiętać o właściwie dobranej diecie. Musimy mieć odpowiedni poziom magnezu, potasu i sodu w organizmie, a w sytuacji przeciążenia fizycznego wypłukujemy znaczącą ilość tych elektrolitów. W zasadzie każdy, kto poważnie myśli o przygodzie ze sportem, potrzebuje, tak jak wyczynowy sportowiec, sztabu specjalistów, którzy czuwaliby nad jego rozwojem. Trenera, fizjoterapeuty, dietetyka i psychologa sportu, który zajmie się treningiem umysłu. To wszystko służy temu, żeby dobrze sobie radzić z wyzwaniem, którego się podjęliśmy.

Czy ze sportem można także przesadzić? Co byłoby pierwszym sygnałem ostrzegawczym?

Pierwszą taką pomarańczową lampką powinien być ból. Wymaga natychmiastowej uwagi, a jeśli się utrzymuje – konsultacji ze specjalistą. Każdy sygnał z naszego ciała jest wart pochylenia się nad nim. Także emocje. Dlaczego to, że nie mogłam dzisiaj pobiegać, wywołuje we mnie złość? Dlaczego się denerwuję w sytuacji, gdy mam w koło siebie najbliższe osoby i wszystko, co powinno stanowić o moim dobrym samopoczuciu? Jeżeli przyłapuję się na myśli, że MUSZĘ wziąć udział w rajdzie rowerowym – nie „chciałabym”, tylko „muszę”, i nieważne, że moje dziecko ma wtedy egzamin maturalny to powinna zapalić mi się już czerwona lampka. Gdy pojawia się niepokój, zastanówmy się, skąd się bierze. Może w tym pomóc psycholog sportu. Jeżeli tego nie zrobimy, nie będzie już więcej świateł ostrzegawczych. Dalej jest tylko choroba – załamanie psychiczne albo zmiany organiczne w ciele.

A czy są typy osobowości, które mają skłonność w tym kierunku?

Trudno jest stworzyć konkretny obraz takiej osoby. Temperament jest wrodzony, genetyczny i jest w nim zapisane nasze zapotrzebowanie na stymulację, czyli to, jaka liczba bodźców jest nam potrzebna, żebyśmy czuli satysfakcję z życia. Ale to jest tylko 50 proc. charakteru. Drugie 50 proc. to osobowość, czyli cechy, nad którymi możemy pracować. Wśród nich: neurotyzm, introwertyzm i ekstrawertyzm, sposób reagowania na sukces i porażkę.

Nie znam badań, które wskazywałyby na to, jaki temperament bardziej skłania się ku ekstremalnym aktywnościom, natomiast zbadane jest, że podejmują je ludzie, którzy chcą udowodnić sobie i swoim bliskim, głównie rodzicom, że są warci miłości. Oczywiście dzieje się to na poziomie nieświadomym. W ekstrema idą ludzie zranieni przez los, ci, których granice związane z nakazami i zakazami, z równowagą między krytyką a pochwałą – zostały naruszone. Ci, którzy musieli na wszystko zasługiwać i wciąż nie zasługiwali, którzy byli przymuszani, a nie zachęcani do rozwoju, nauki i obserwacji świata.

Mam wielu pacjentów, którzy są do mnie kierowani przez fizjoterapeutów. Trafiają z poważnymi obciążeniami, ale bez świadomości, że przeciążają swoje ciało, zamiast zająć się psychiką. Udowadniają żyjącym i nieżyjącym, że wszystkiemu podołają. Podejmują wyzwania, które są ponad ich siły. Potencjał z dzieciństwa i praca nad sobą są kluczowe – jeżeli ich zabraknie, to nasze niezaspokojone potrzeby z wczesnych lat będą popychały nas do różnych ekstremalnych działań.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze