fbpx

Uzdrawianie emocji

Uzdrowić emocje
123rf


Recall Healing to wędrówka. Trzeba sporo odwagi, by się na nią zdobyć i zapuścić się w głąb pamięci. Ale warto: z tej podróży nie przywozi się lokalnych pamiątek, ale zdrowsze ciało i spokojnego ducha.

Zapewne nigdy nie usłyszałabym o Recall Healing, gdyby nie dokuczające mi poczucie braku powietrza. Od dłuższego czasu miałam wrażenie, że wciągam powietrze i wciągam, ale nie czuję tej oddechowej satysfakcji, jaką ma ciało, kiedy się dotleni. Myślałam, że przejdzie – ale nie przechodziło. Zaczęłam szukać pomocy. – Spróbuj tej metody – poradziła mi przyjaciółka. – To praca z emocjami, a ty się tak źle czujesz od ostatniego rozstania. Emocje rzeczywiście dały ci w kość!

Gdy mózg ma już dosyć

Niedawne rozstanie przeżyłam tak bardzo, że przez chwilę nie miałam ochoty żyć. Czy to możliwe, by emocje do tego stopnia wpływały na ciało, że dają fizyczne objawy? Tak silne i ciągnące się miesiącami?Jak najbardziej. W nurcie Recall Healing uważamy, że choroba jest efektem silnych przeżyć i urazów, które zostały wyparte z naszej świadomości. Kiedy mózg już nie może poradzić sobie z emocjami, „spycha” je na poziom fizyczny, by móc odzyskać utracony spokój i równowagę. A że w naturze nic nie ginie, pokiereszowane emocje osiadają w ciele, powodując konkretne choroby – twierdzi Małgorzata Haisig, certyfikowana terapeutka tej metody.

Czy każdą chorobę poprzedza uraz psychiczny? Zdaniem Małgorzaty Haisig – tak. Po prostu na poziomie fizycznym manifestuje się cała energia emocji, którą nasz organizm, po wyparciu ze świadomości, musi jakoś zagospodarować. Recall Healing, zwany także Totalną Biologią, uznaje chorobę za sposób przystosowania się organizmu do istniejących warunków. Z punktu widzenia mózgu automatycznego (podświadomość), zawiadującego rozładowaniem energii i konfliktów, samo zdarzenie nie jest istotne – o wiele ważniejsze jest to, jakie uczucia w nas obudziło i jaki zostawiły po sobie ślad. Recall Healing jest „zdrowieniem przez przypomnienie, ale nie pamiętanie” – analizując krok po kroku swoją emocjonalną historię, znajdujemy punkty krytyczne, które mogą być przyczyną problemów. Odkryte i uświadomione są znów w naszym zasięgu i możemy z nimi pracować. Dopiero kiedy nie będzie żadnych emocjonalnych zaszłości, ciało będzie miało szansę na odzyskanie zdrowia.

Tylko dla odważnych

– Nie każda emocja przechodzi od razu w chorobę – tłumaczy Małgorzata Haisig. – To musi być albo przewlekły, trwający kilka miesięcy lub lat stan emocjonalny, albo jednorazowy, ale niezwykle silny stres – oba mogą zostać wywołane przez intensywne przeżycia, np. bolesne rozstanie lub śmierć bliskiej osoby. Każdy z nas ma tzw. linię wytrzymałości. Wyznacza ona pułap, poniżej którego stres jest tolerowany. Ale kiedy poziom emocji zaczyna przekraczać tę krytyczną linię i pozostaje ponad nią przez pewien czas, włącza się mózg automatyczny, kontrolujący ciało i umysł. Próbuje nas ratować, przerzuca napięcia z psychiki na ciało.

Zanim umówię się na pierwszą konsultację, najpierw mam wypełnić formularz, a w nim wiele pytań nie tylko o choroby, ale i – właśnie – minione przeżycia. – Wiele osób, pytanych o coś z przeszłości, mówi od razu: „przecież ja tego wszystkiego nie pamiętam” – przyznaje terapeutka. – Ale kiedy przez tydzień myślą o pytaniach zawartych w kwestionariuszu, pamięć powraca. To wszystko jest zapisane gdzieś w podświadomości, teraz musi się z niej wyłonić. Czasem jakieś wspomnienie wraca podczas spaceru, czasem coś sobie uświadamiamy we śnie, innym razem jakiś napotkany człowiek sprawia, że zaczynamy drążyć temat. Formularz rozpoczyna pewien proces. Im bardziej szczegółowo przypomnimy sobie przeszłość, tym skuteczniejsza będzie terapia. Kwestionariusz nie jest łatwy – wymaga sporej znajomości siebie. Co lubisz? Czego nie lubisz? Czego się lękasz? Jakie masz zmartwienia? Trudne pytania o poronienia i aborcje, a także o silne, negatywne emocje i zdarzenia z przeszłości. Już mnie nie dziwi, dlaczego Recall Healing nazywany bywa metodą dla ludzi odważnych.

Życie według linii

Podczas pierwszego spotkania dokładnie opisuję trudności z oddychaniem, a terapeutka studiuje mój kwestionariusz. Potem przystępujemy do tworzenia linii życia – jednego z podstawowych narzędzi w Recall Healing. Linia życia to prosta, na której zaznacza się różne okresy i opisuje, co się wtedy zdarzyło i jak się człowiek w związku z tym czuł. Małgorzata Haisig twierdzi, że choć kluczowa jest rozmowa z klientem, dzięki analizie linii życia można wyłapać sporo różnych zależności. Zaczynamy od zaznaczenia obecnego momentu, a potem czasu, w którym przeżyłam tak trudne dla mnie rozstanie. Zapuszczamy się głębiej w przeszłość i… odkrywamy, że napady duszności już mi się zdarzały, ale w nieco innym kontekście! Zupełnie o tym zapomniałam: pięć lat temu byłam w związku z zaborczym, chorobliwie zazdrosnym mężczyzną o niskiej samoocenie. Jak się wtedy czułam? Jakbym się dusiła! Wtedy po raz pierwszy zaczęłam miewać to uczucie braku powietrza. – Wygląda na to, że choroba umiejscowiła się w oskrzelach, a to znaczy, że nieprzepracowany konflikt jest związany z pani prywatnym terytorium – tłumaczy terapeutka. – Jeśli permanentnie powtarzają się sytuacje, w których coś zakłóca nasz spokój wewnętrzny, blokuje nas, mogą się one objawić skurczem oskrzeli i poczuciem, że nie możemy oddychać.

To prawda: wtedy brakowało mi przestrzeni dla siebie. Choć oddałam lub wyrzuciłam wszystko, co mi się kojarzyło z tamtym czasem, moja skurczona przestrzeń nawet po rozstaniu nie wróciła do swojej normalnej wielkości… Kiedy to sobie uświadomiłam, przeżyłam coś w rodzaju małego wstrząsu i… rozpłakałam się! Wstyd z powodu łez mieszał się z poczuciem, że ktoś zdjął ze mnie wielki ciężar. – Proszę się nie wstydzić łez – usłyszałam. – Płacz jest doskonałym sposobem na odreagowanie, oczyszczenie dawnego konfliktu, zaworem bezpieczeństwa, pozwalającym pozbyć się nagromadzonego napięcia.

Ale czy samo uświadomienie wystarczy? Czasem tak. Ale częściej uświadomienie prowadzi do kolejnego kroku: rozwiązania konfliktu – a to może potrwać. Niekiedy chorym pomagają różne sposoby medytacji i wizualizacji, fizyczne ćwiczenia, coś w rodzaju mantry, czy klasyczna psychoterapia. Ja dzięki rzece łez dostałam lekką „pokutę”: miałam dwa razy dziennie słuchać piosenki „Time to say goodbye”.


Lęk pierwotny? Płuca!

Recall Healing to metoda bardzo precyzyjna: Informacja: „mam duszności” – to za mało. Trzeba ustalić, czy ich przyczyną jest serce, oskrzela, a może płuca. Od tego zależy, jakim emocjom będziemy się przyglądać. I odwrotnie: znając już mapę emocji, możemy poszukać dolegliwości, które spowodowały. Okazuje się, że określone emocje wywołują konkretne choroby w odpowiednich narządach.

Nagromadzona złość manifestuje się w woreczku żółciowym. Wątroba z kolei symbolizuje ciągłe poczucie braku, lęk, że coś utracimy. Układ pokarmowy, a zwłaszcza żołądek, to niemożność „strawienia” czegoś lub kogoś. W przypadku utraty bliskiej osoby lub jakiegoś dramatycznego wydarzenia choroba może się różnie umiejscowić. Jeśli wydarzenie czy strata (albo obawa o stratę) dotyczy rodziny (tzw. konflikt gniazda), może się zogniskować w piersi kobiety. Jeśli kobieta jest praworęczna, będzie to pierś prawa. Lewa jest odpowiedzialna za relacje z dzieckiem. Uff, odetchnęłam. Nie mam dzieci, więc przynajmniej lewa pierś jest bezpieczna… Niestety, nic z tego: – Pozycję dziecka w sercu mogą zająć różne istoty: ukochany pies, bardzo bliski człowiek, ukochana siostrzenica – tłumaczy terapeutka. I dodaje: – Utrata bliskiej osoby może się też manifestować w jajnikach. Jeśli jednocześnie była ciosem w naszą kobiecość, może owocować torbielami, zaburzeniami hormonalnymi, a nawet rakiem jajnika.

Problemy z płucami są związane z pierwotnym lękiem przed śmiercią. Ale są i niuanse: kiedy lęków jest dużo, w płucach pojawią się liczne zwapnienia. Gdy lękamy się o jedną, konkretną osobę, może być to jeden guz. Natomiast problemy skórne, np. trądzik różowaty, zawsze są związane z konfliktem rozłąki – czasem nawet sięgającym korzeniami do dzieciństwa, kiedy w rodzinie pojawiło się nowe dziecko, więc starsze „poszło w odstawkę”. Problemy z gardłem to poczucie, że coś ciągle nam ucieka – a im bardziej się zbliżymy, tym szybciej umknie. Arytmia natomiast jest związana z przymusem: kiedy bardzo, ale to bardzo nie chcemy czegoś robić – ale robimy, bo musimy. Nawet zwykłe przeziębienie to efekt konfliktu związanego z terytorium: gdy mamy poczucie, że coś się dzieje za naszymi plecami. Małgorzata Haisig sama przeżyła kiedyś serię przeziębień. Pracowała wtedy w dużej korporacji, gdzie nie wszystko było załatwiane fair. Kiedy rzuciła tę pracę, przeziębienia minęły jak ręką odjął.

Zatrzymać miłość

No dobrze, ale dlaczego moje duszności nasiliły się już po rozstaniu? – Zapewne spotkały się dwie przyczyny– mówi Małgorzata Haisig. Bierzemy się więc za poszukiwanie tej drugiej. Pierwsze pytanie: Jak się czułam? Najpierw wylałam morze łez. Potem straciłam ochotę na wszystko. Zrobiłam się śpiąca, mogłam spać całymi dniami. Opuściła mnie energia. No i ciągle ciężko dyszałam. A teraz drugie pytanie: Jak wyglądał ten opłakiwany przeze mnie związek? Zapamiętałam go jako piękną miłość. Straciłam kompletnie głowę dla mężczyzny, który był w stanie mnie docenić. Ale była to miłość na czas określony. Od początku wiedziałam, że potrwa tylko trochę. Wolałam jednak być z nim krótko niż wcale – choć świadomość tej czasowości bolała…

– No to mamy drugą przyczynę – uśmiecha się terapeutka. – Tarczyca. I to nie rozstanie spowodowało chorobę, bo skoro zostało solidnie opłakane, można założyć, że energia cierpienia została uwolniona. Mnie niepokoi raczej kształt związku. Objawy pasują: apatia, ociężałość, brak energii. Sądziłam, że to rodzaj depresji po utraconej miłości, a tu prozaiczna niedoczynność tarczycy. Zrobiłam badania krwi: potwierdziły diagnozę. Dostałam receptę na leki. – Niedoczynność tarczycy czy każdy inny problem zwalniający jej pracę, np. choroba Hashimoto, to próba spowolnienia upływu czasu, zatrzymania go – wyjaśnia terapeutka. – I odwrotnie: nadczynność to konflikt związany z pośpiechem typu: „boję się, że nie zdążę, muszę wszystko robić szybko, bo…”. A więc jednak jestem romantyczna: robiłam, co mogłam, by zatrzymać miłość!

Historia całej rodziny

Szukamy dalej. Podczas konstruowania mojej linii życia wspomniałam, że młodsza siostra również choruje na tarczycę. W dodatku na bardzo starych zdjęciach widać, że moja babcia i jej siostra miały na szyi wole – ewidentny znak niedoczynności. Czeka mnie więc podróż w bardzo daleką przeszłość…- Ciało jest mapą tego, co się zdarzyło w naszym życiu, w życiach poprzednich, ale też w życiach przodków – mówi Małgorzata Haisig. – Bardzo często powtarzamy losy naszych przodków, np. w linii kobiet. Dlatego warto się przyjrzeć, kim była babcia, na co chorowała. Choroby tzw. genetyczne, krążące po rodzinie, to właśnie wspólny „program” przodków, który warto zatrzymać, by nie przekazywać ich dalej.Teraz moim zadaniem będzie najpierw rozmowa z mamą – o tym, co się działo, kiedy była w ciąży ze mną, oraz przed i tuż po tym, jak w ciążę zaszła. A także przygotowanie drzewa genealogicznego i zdobycie tylu informacji na temat przeszłych pokoleń, ile tylko zdołam. Może dzięki temu, jeśli będę miała kiedyś córkę, to nie będzie chorować tak jak ja.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze