1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Filmy
  4. >
  5. Cannes 2026: Z analogowych podglądaczy pozostali pisarze i bezdomni. Asghar Farhadi reinterpretuje „Dekalog” Kieślowskiego [Recenzja]

Cannes 2026: Z analogowych podglądaczy pozostali pisarze i bezdomni. Asghar Farhadi reinterpretuje „Dekalog” Kieślowskiego [Recenzja]

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
Było krótko i z miłością, jest długo, a uczucia brak. Asghar Farhadi, przenikliwy obserwator, mistrz kina społeczno-politycznego wydawał się osobą stworzoną do tego, by przejąć lornetkę po Krzysztofie Kieślowskim, wycelować ją w okna nieświadomych sąsiadów i analizować ich codzienność. Pozornie szarą, ale dziwnie niepokojącą. Pierwotny pomysł przefiltrowany przez estetykę Irańczyka zachwiał się jednak w posadach. „Historie równoległe” miały być filmem gloryfikującym dawne opowieści, a stały się dowodem na to, że najlepiej pozostawić je tam, gdzie ich miejsce – w przeszłości.

Szóste przykazanie brzmi: „nie cudzołóż”. I nawet ono jest w dzisiejszych czasach mocno nieaktualne. Nie da się wejść z buciorami do czyjegoś łóżka, w momencie, gdy gospodarz sam otwiera drzwi i podaje kapcie. W ekranie smartfonu mamy wgląd do cudzej codzienności 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Lornetka stała się zbędna. Właśnie dlatego, na bohaterkę opowieści osadzonej we współczesnym Paryżu, Asghar Farhadi wybiera osoby, które nie należą do dzisiejszego świata.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Z analogowych podglądaczy pozostali tylko pisarze i bezdomni. Autorka powieści, Sylvie, w którą wcieliła się Isabelle Huppert jest żywcem wyciągnięta z innej epoki i narysowana zdecydowanie zbyt mocną kreską. Dzień i noc snuje się po mieszkaniu w wiktoriańskiej koszuli nocnej, wielkich okularach, z petem odpalanym od tostera. Je konserwy prosto z puszki, stroni od telefonu, powieść wystukuje na analogowej maszynie w rytm deszczu za oknem. Momentami można by się pomylić, że to PRL-owska Warszawa. Gdyby irański reżyser został przy babcinym monitoringu łatwiej byłoby mi uwierzyć w jego historię. Nostalgiczna ekscentryczność bohaterki Huppert wychodzi jednak poza cztery ściany, poza jej pokolenie i poza tworzoną przez nią fikcję. I tu leży główny problem „Historii równoległych” – zamiast reinterpretować, sztucznie reanimuje.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Nie wszystko wydaje się jednak przestarzałe. Z duchem czasu poszła motywacja podglądacza. Do szkła powiększającego ucieka się już nie opętany siłą pierwszego zauroczenia 19-stolatek, a wypalona literatka, która rozpaczliwie potrzebuje źródła inspiracji do swojej nowej książki. Sylvie podgląda trójkę swoich sąsiadów, którzy w mieszkaniu po drugiej stronie ulicy urządzili studio nagraniowe. Na podstawie obrazów za oknem buduje własną historię trójkąta miłosnego. Anny (Virginie Efira) szamoczącej się pomiędzy swoim chłopakiem Théo (Pierre Niney), a kochankiem Nicolasem (Vincent Cassel).

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Niewinność młodzieńczego uczucia z „Dekalogu” zastąpiona przez wykalkulowaną korzyść jest najbardziej współczesną cechą filmu Farhadiego. Zmiana ma jednak swoje konsekwencje w tempie opowiadania. W filmie Kieślowskiego obsesyjnie fantazjujący o swojej sąsiadce Tomek dopasowuje do niej rytm swojego dnia. Nastawia budzik, koordynuje posiłki. Tykanie zegara i miarowe dźwięki muzyki Zbigniewa Preisnera tworzą nienamacalną przestrzeń, w której urojenia chłopaka stają się rzeczywistością. Postać Huppert fantazję na temat trójki sąsiadów kreuje na bieżąco, podbiegając co chwilę do okna, żądna najdrobniejszej sensacji, a melodia Preisnera zamiast wprowadzać do głowy bohaterki, sprowadza brutalnie na ziemię.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

„Historie równoległe” nie są krótkim filmem i nie kwapią się z wprowadzaniem kolejnych zwrotów akcji. Nie przywiązują się też do swoich bohaterów. Punkt widzenia pisarki, kluczowy dla pierwszego segmentu, zostaje niespodziewanie porzucony na rzecz Adama, bezdomnego chłopaka (Adam Bessa), którego Sylvie zatrudnia do pomocy przy przeprowadzce i codziennych czynnościach. Kamera zaczyna podążać za jego spojrzeniem, równie ciekawskim, bo wynikającym z jego marginalizacji społecznej. Przejmuje stanowisko przy lornetce i podszywa się pod autora napisanych przez Sylvie rozdziałów. Szkoda, że Farhadi nie zdecydował się na jednego głównego bohatera. Mnogość perspektyw rozrzedza wartki strumień historii napisanej kiedyś przez Kieślowskiego i Piesiewicza.

Czytaj także: Nie żyje Krzysztof Piesiewicz. Wybitny polski scenarzysta był współautorem „Dekalogu” i „Trzech kolorów” Kieślowskiego

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Adam jest jednak potrzebny: staje się pomostem łączącym dwa światy, które nigdy nie miały się spotkać. W „Dekalogu” Tomek mógł wejść w bezpośredni kontakt z ukochaną, neutralny, ale wystarczająco ekscytujący, zatrudniając się przy roznoszeniu mleka, jako okienkowy pracownik poczty, zostawiając jej sfałszowane awizo w skrzynce na listy. Dziś zamiast poczty są paczkomaty, mleko kupuje się w Biedrze, w kasie samoobsługowej lub zamawia z dostawą do domu, o kontakt z człowiekiem trzeba się postarać. I Adam się stara. Wichrzycielsko narzuca się Nicie – rzeczywistemu alter ego Anny – wymuszając interakcję. Zagaduje w restauracji, śledzi, kradnie notes, podkłada własne próby literackie. Nie z miłości, ale by nadać samemu sobie znaczenie. Jego próby zwrócenia uwagi bohaterki kiedyś mogłyby być romantyzowane, dziś to creeperski anachronizm. Przyprawiają o gęsią skórkę. Spotkanie Adama i Nity jest jednak tylko kontrplanem do tego, co dzieje się po drugiej stronie lornetki.

Czytaj także: Cannes 2026: Asghar Farhadi wspomina Krzysztofa Piesiewicza. „Nie mogę się pozbierać”

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

W poprzednich filmach Farhadiego nierozwiązywalny konflikt rodził się na linii państwo-obywatel, tym razem jest to tragedia między fikcją, a rzeczywistością. Najciekawsza i najbardziej „asgharowska” historia rozgrywa się między Nitą, Pierrem i Christophem (również Virginie Efira, Vincent Cassel, Pierre Niney) prawdziwymi tożsamościami ofiar podglądacza. Trójka bohater konfrontuje się z tym, jak dynamikę między nimi oceniają osoby trzecie. Przypisana im historia uruchamia żądze, popędy i niepewności, ich dynamika się przeobraża. Życie staje się fikcją, a fikcja staje się rzeczywistością. Irański reżyser po raz kolejny zwraca naszą uwagę na to, że pozory mogą mylić. A prawdziwe zagrożenie może płynąć od tych, których zawsze byliśmy pewni.

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

Czytaj także: Inspirowany „Dekalogiem” Kieślowskiego dramat z 7-minutowymi owacjami w Cannes. Krytycy mają jednak mieszane odczucia

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE