1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Rewolucje kobiet - w warszawskiej „Szpulce”

Rewolucje kobiet - w warszawskiej „Szpulce”

Barbarella
Barbarella
W najbliższą sobotę, 25 lutego, spotkanie dla kobiet pod hasłem: „Dążenie do orgazmów wyzwala kobiety”.

„ Pod płaszczykiem ‘dobrych rad‘ promowany jest stereotyp, że tzw. normalność polega na tym, że to mężczyźni lubią seks, a kobiety powinny się do tego dostosować. Niestrudzenie będę namawiać kobiety do tego, żeby nie wypierały się swoich potrzeb i pragnień erotycznych! Zamiast roztrząsania, co jest normalne i co przystoi polskiej kobiecie, będę zachęcać Was do odkrywania, co jest przyjemne i sprawia, że czujecie się pełne energii i wiary, że też zasługujecie w życiu na rzeczy dobre" - pisze Joanna Keszka z portalu Barbarella.pl.

Spotkanie rozpocznie się o 19.30 w Cafe Szpulka, na Placu Trzech Krzyży. Najpierw będą rozmowy bez tabu o kobiecej seksualności, a o 21.00 Ladies Night Fever, czyli impreza z udziałem didżejek: – ZECIK, – URSA. W trackie imprezy kiermasz gadżetów erotycznych i promocje przy barze. Więcej o wydarzeniu

 

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Jak urozmaicić seks? Pomysły na odmianę w sypialni

W seksie nie o to chodzi, żeby umieć wskazać mapę punktów erogennych. Liczy się to, aby ich wspólnie szukać. (Fot. iStock)
W seksie nie o to chodzi, żeby umieć wskazać mapę punktów erogennych. Liczy się to, aby ich wspólnie szukać. (Fot. iStock)
W radosnym, nieskrępowanym i pełnym zmysłowości seksie nie chodzi o to, żeby znać mapę punktów erogennych. Liczy się wspólne ich szukanie. Delikatne dotykanie i niedotykanie. Bawienie się seksem i cieszenie sobą nawzajem – mówi psychoterapeutka i specjalistka od seksualności człowieka Maja Herman.

Jak urozmaicić seks?
urozmaicenie w sypialni jak urozmaicić seks jak urozmaicić życie w łóżku jak urozmaicić życie w sypialni urozmaicenie w łóżku jak urozmaicić życie łóżkowe urozmaicenie seksu

Porozmawiajmy o przebierankach i innych erotycznych gierkach i zabawach. Nowością na wiosnę, jak słyszałam, jest kostium słowiańskiej Marzanny (troszkę wstążek i słomy) lub – dla lubiących mocniejszą nutę – złota korona i nic więcej.
Skoro jedziemy tak grubo, to opowiem ci, jak to mój pruderyjny kolega wrócił pewnego dnia do domu, a tam w holu w półmroku zobaczył diabliczkę z rogami, ogonem i trójzębem. Był tak przerażony, że wpadł w atak paniki. Zaczął krzyczeć, że nie chce iść do piekła! Że nic złego nie zrobił. Diabliczka rzuciła trójząb i podbiegła do niego: „Uspokój się kochanie, to ja!”. Ale nie mogła go uspokoić i przekonać, że to ona, jego żona w kostiumie z czerwonego lateksu z rekwizytami. Ponieważ, jak mówiłam, był pruderyjny w łóżku, a ona miała temperament, postanowiła zrobić mu grubą niespodziankę! Zainspirowała się postacią Maze z serialu „Lucyfer”. Poszła do sex-shopu, dodała erotyczne atrybuty…

Powinna uprzedzić?
Tylko wtedy nie byłoby niespodzianki. Warto jednak podpytać partnera, żeby wiedzieć, co go kręci, a co przeraża. Bo można, co się wówczas zdarzyło, trafić w jakąś fobię, którą ukrywał przez lata, i to przed najbliższą osobą. Dlatego ja nie przepadam za przebierankami. Są bezpieczne zabawy, jak klasyczny „seks z nieznajomym”, choć i tu może dojść do jakiejś śmiesznej pomyłki. Ta zabawa polega na tym, że para umawia się na spotkanie w hotelu w jakimś malowniczym miejscu, na przykład w Sopocie. Do tego hotelu mają dotrzeć sami. Ten, kto będzie pierwszy, wysyła drugiemu numer pokoju. A potem zostawia drzwi uchylone i czeka w łóżku. A gdy druga osoba dotrze do hotelu, bez słowa wchodzi po pokoju i od razu, bez słowa się kochają. Oczywiście, znam historie, kiedy mąż – podekscytowany tym, że żona dała się w końcu namówić na tę erotyczną zabawę – pomylił cyferki, a więc ona pomyliła pokoje i – przerwała seks jakiejś innej parze. Ale o to chodziło! Bo związek ożywiają: ryzyko, niepewność, zmiana – ale tak podane i zażyte, by nie zatruły miłości, jaka łączy parę!

Niepewność, ryzyko? A może wystarczą czerwone szpilki? Postawiłaś je kiedyś na środku sali, w której prowadziłaś zajęcia dla kobiet.
Doskonały pomysł! To była grupa terapeutyczna dla kobiet, które miały problem z zajściem w ciążę. A kobiety, ba!, pary, które starają się o dziecko, szybko zapominają, że seks jest przyjemny. Można to także powiedzieć o parach, które są ze sobą długo, gdyż one przeniosły swoją intymność na inny poziom, „siostrzano-braterski”. Wzbudzić z powrotem tę erotyczną intymność (z jakiegokolwiek powodu utraconą) można, sięgając po atrybuty seksualności, jakimi są szpilki. Niby nic, a przecież 70 proc. mężczyzn jest fetyszystami kobiecych stóp. Szpilki to ich symbol. Symbol stóp zmysłowo wygiętych. Jak wtedy, gdy kobieta opiera je na pośladkach czy ramionach mężczyzny podczas stosunku. Ubrana tylko w szpilki każda z nas jest bardzo sexy.

A więc o to chodzi w szpilkach, żeby w wyobraźni były jedynym ubraniem kobiety?
O to, aby uruchomiły każdą fantazję, jaką na ich temat można mieć! Ja nie boję się fetyszów, dlatego sama noszę bardzo wysokie szpilki. A jeśli ktoś się swojej seksualnej natury obawia, może zacząć ją odkrywać właśnie dzięki szpilkom i szmince. To takie proste! No, ale już sama nie wiem, ile razy od kobiet słyszałam: „Dopóki nie urodziłam dziecka, też chodziłam w szpilkach”. Ja mam synka, i to już od dziesięciu lat. Albo: „Jak byłam młodsza, to chodziłam, a teraz kręgosłup mnie boli i haluksy mi wyskoczyły”. I tu kobiety ruszają w podróż po mapie swojego ciała, ale niestety nie jest to podróż erotyczna, tylko medyczna. Jest jeszcze trzecie uzasadnienie dla „nie”: „Szpilek nigdy nie nosiłam, nie lubię, to nie dla mnie!”. Ale przecież nie musimy biegać w nich przez 16 godzin. Można założyć, stanąć przed lustrem, posiedzieć na krześle, pomachać nogami w tych szpilkach i uśmiechnąć się. Można też mieć taką sukienkę czy spódnicę, które, kiedy siadamy i przekładamy nogę na nogę, robią wrażenie, że zaraz będzie wszystko widać. To naprawdę erotyczny moment, taka zwykła czynność.

Można się poczuć jak Sharon Stone z „Nagiego instynktu”.
Właśnie! Taki drobiazg, a daje kobiecie poczucie siły, sprawczości. Daje radość z pokonania lęku przed oceną, przed tym, że kiedy tak się ubierze, to będzie postrzegana jako pusta lala. I właśnie dla tych wszystkich powodów postawiłam wtedy te czerwone szpilki na środku sali. Żeby kobietom wskazać drogę do ich seksualności.

Co jeszcze pomoże urozmaicić seks?
Zaczęłabym od wizyty w sex-shopie. Razem! Jeśli para nigdy tam nie była, to będzie odświeżające doświadczenie. Jeśli jednak ten pomysł jest całkowicie sprzeczny z zasadami, jakie dwoje ludzi uznaje, nie trzeba się zmuszać. Opowiem jednak, co można tam znaleźć i dodać do zmysłowej gry. Na pewno odradzam kupowanie online, to nie jest sklep jak inne. Jeśli ma to nas odświeżyć, czyli uczynić nasze zmysły bardziej wrażliwymi, trzeba tam iść i podotykać. Wziąć do ręki to, co nas zainteresuje...

Co to może być, poza wibratorem czy dildo?
Choćby niezwykle seksowne ubrania. I wcale nie chodzi mi o kostium diabliczki czy pielęgniarki z wielką strzykawką. Są tam przepiękne ubrania ze skóropodobnego materiału. Urocze i zmysłowe. Na przykład krótkie spodenki, rozpinane tylko w kroku. Sukienki, które mają suwak z tyłu od góry do dołu i które można rozpiąć z jednej lub z drugiej strony, w zależności od tego, jaką część ciała chcemy mieć dostępną.

Te ubrania są z lateksu? Kojarzy mi się z niemieckimi filmami pornograficznymi...
To już nie jest taki lateks jak wtedy. Oczywiście ludzie mają fantazje o seksie w lateksowych ubraniach, ale tak naprawdę kobiety w słowie „lateks” zniechęca co innego. Boją się lateksowych ubrań, bo myślą, że jak nałożą coś, co dokładnie opina, to uwidocznią się wszystkie fałdki. A jest dokładnie odwrotnie! Lateks wygładza wszystkie niedoskonałości. A poza tym jeśli partner marzy o tym, żeby zobaczyć swoją kobietę w lateksie, to choćby ona była ogromna jak góra i miała same fałdki – on tego nie zauważy! Liczy się co innego, niż kobiety myślą…

Czyli co? Dlaczego lateks jest sexy?
Bo jest drugą skórą. Bo nas dotyka wszędzie i to patrzącego podnieca tak, jakby sam to robił. Bo jest nową skórą, co budzi ciekawość, kiedy swoją skórę bardzo dobrze już znamy. Nie ma się co lateksu bać. A skoro jesteśmy przy skórze, sex-shop to miejsce, gdzie jest wiele pięknych, malutkich rzeczy do stymulacji. Przede wszystkim piórka…

Piórka do pieszczenia skóry?
Jak słyszymy „piórka”, to widzimy coś, co zgubił gołąb. Ale to są pęki piór o różnej strukturze, pięknie pomalowane i połączone ze sobą w miotełki. A jeśli partner jest pruderyjny, bezpieczniej zmieniać jego sztywność i zachowawczość powoli, małymi kroczkami. Nie tyle zaciągać na siłę do sex-shopu, ile otwierać na zmysłowość. Jednym piórkiem dotykać go delikatnie i pytać, czy to mu sprawia przyjemność, czy to dla niego miłe. Jeśli tak, następnym razem użyć ich pęku – może zechce sam spróbować nimi dotykać partnerkę? Są też baciki, ale takie, które nie sprawiają bólu, a tylko drażnią skórę. Są elementem niezwykle zmysłowej zabawy w „dotykam – nie dotykam”. Odświeżającej, bo biorą w niej udział mózg i skóra. Ta zabawa niepokoi, bo sprawia, że tracimy orientację: mózg widzi bacik i ostrzega, że będzie bolało! A skóra, choć silnie unerwiona, odczuwa tylko pieszczotę! Bacik zakończony wstążkami czy frędzlami to zabawka dla tych, którzy zaczynają tę przyjemną podróż do innego seksu. Stopień wyżej są woski do ciała. Specjalne świeczki, które zapalasz i kapiesz woskiem na skórę. Bardzo szybko stygnie, więc nie chodzi o ból, ale o to, że wosk zastyga na skórze i ją ściąga. Wszystkie rodzaje wosków warto najpierw obejrzeć, powąchać. Już samo wejście i wybieranie są ważne. Jeśli ekspedientka wie, co ma i do czego można tego użyć, to wizyta w miejscu, gdzie wszystko służy radości seksu, bywa stymulująca. Oczywiście do każdego z gadżetów są instrukcje, ale istotne jest też to, że z kimś obcym rozmawiamy o tym, co będziemy robić w łóżku! W całkiem niewinny i bezpieczny sposób realizuje się więc jedna z najczęstszych fantazji seksualnych, czyli trójkąt. Mentalnie ekspedientka jest z nami w łóżku! Świadomość, że ktoś wie, co będziemy robić, jest szalenie ekscytująca. Nie naruszamy naszej intymności, ale realizujemy fantazję o trzeciej osobie. Można ją też zrealizować w jeszcze inny bezpieczny sposób – dzięki opowieściom: kiedy już wrócimy do domu i zaczniemy się kochać, jednocześnie zaczynamy sobie opowiadać, co robiłaby teraz z nami ta trzecia czy ten trzeci, gdyby tu byli.

Opowieści o tym trzecim lub tej trzeciej podczas seksu zamiast trójkąta?
Zgadza się. Na przykład mój partner opowiada, co ta trzecia teraz robi. Jak to robimy. Jak ja się z tym czuję, jak on się z tym czuje. Jak ja reaguję na to, co ona robi, jak ona reaguje na jego pieszczoty. Kochamy się i dopowiadamy jednocześnie... Dzięki opowieściom podczas stosunku możemy zrealizować wszystkie fantazje, a jednocześnie ich nie realizować. Nawet takie, które – gdybyśmy się na nie zdecydowali – naprawdę zniszczyłyby naszą miłość. Ale kiedy je sobie tylko opowiadamy, podniecają, a nie niosą żadnego zagrożenia.

A jak jedno z nas się trochę wstydzi?
Może zgodzi się na zabawę w piloerekcje. To szukanie miejsc, gdzie dotyk dłonią czy piórkiem wywoła gęsią skórkę. Jeśli dotkniesz partnera tak, że tę erekcję mieszków włosowych ma, wygrywasz. Jeśli partner zrobi to szybciej i wywoła ją u ciebie, przegrywasz! Ci, którzy się wstydzą, mogą zawsze zamknąć oczy i sobie wyświetlać jakiś zmysłowy obraz, choćby siebie ze świeczką w zwiewnej bieliźnie w scenografii gotyckiego zamku… Piórka, miotełki, świeczki pomogą odnaleźć nowe miejsca erogenne? Nie ma nowych miejsc! Jeśli, tak jak ja, jesteś lekarzem i wiesz, jak przebiega unerwienie skóry, które nerwy łączą się z narządami płciowymi, znasz te miejsca. Ale w seksie nie o to chodzi, żeby umieć wskazać mapę punktów erogennych. Liczy się to, aby ich wspólnie szukać! Właśnie tymi miotełkami czy świeczkami. Delikatnie dotykać i nie dotykać. Omijać te miejsca, o których wiemy, że nas podniecają, jak na przykład szyja, by wędrując powoli po kontynencie ciała, odkrywać nieskończoną skalę nowych doznań. Można zagrać z partnerem w to, kto znajdzie ich więcej na skórze drugiego. Najpierw jedna noga, potem druga. Odczucia mogą być różne! A jak jedno nic nie znajdzie, to daje drugiemu rekompensatę i na przykład realizuje jakąś jego fantazję.

Na przykład rozbiera się bardzo powoli, udając striptiz…
Skoro przy tym jesteśmy, to odświeżenie seksu zacznijmy od kupienia domowej sukienki. Nie przebierajmy się po powrocie do domu w stary, wyciągnięty dres! Nie musimy chodzić w tym, w czym byliśmy w pracy, ale nałóżmy coś ładnego. Ja sama chodzę właśnie w sukienkach. A jak wkładam dresy, to takie, które podkreślają moją pupę, bo wiem, że to jest mój walor. Lubię też chodzić bez stanika, w obcisłych bluzeczkach w jasnych kolorach. Wszystko widać jak na dłoni, ale robię to celowo. Koszulki noszę tak, by spadały z jednego ramienia. Ramiona są bardzo sexy, podobnie jak obojczyki, bo budzą wyobraźnię: Co jest niżej? Czy też jest tak symetrycznie? Bo w zmysłowym ubraniu właśnie o to chodzi, aby budzić ciekawość patrzącego. Nie trzeba być jak lato, które pokazuje kosze pełne owoców. Warto być jak wiosna, zaciekawiać tym, co tylko trochę odsłonięte i ukryte.

Czy radosny seks może poprawić nam samopoczucie zimą, zanim jeszcze nadejdzie wiosna? Przecież to czysta serotonina i inne poprawiające nastrój neuroprzekaźniki!
Seks z pewnością może pomóc na obniżony nastrój, ale nie na depresję, bo wtedy ochota na seks nie jest częsta. Ale jeśli mamy gorszy dzień lub trudny okres i chcemy się kochać, zróbmy to. Poczujemy się lepiej właśnie dzięki dopaminie czy oksytocynie.

Maja Herman, absolwentka Wrocławskiej Akademii Medycznej, lekarka, specjalistka psychiatrii, psychoterapeutka, naukowczyni.

  1. Seks

Wpływ gadżetów erotycznych na seks

Erotyczne gadżety mogą dostarczyć kochankom nowych, ekscytujących doznań. Wprowadzić trochę humoru, element celebracji i, co ważne, dać więcej satysfakcji z seksu. (Fot. iStock)
Erotyczne gadżety mogą dostarczyć kochankom nowych, ekscytujących doznań. Wprowadzić trochę humoru, element celebracji i, co ważne, dać więcej satysfakcji z seksu. (Fot. iStock)
Dlaczego kręcą, czy mogą zmienić jakość seksu i kiedy warto po nie sięgnąć? O wpływie erotycznych gadżetów na miłość opowiada sex coach Marta Niedźwiecka.

Od dłuższego czasu na świecie i od pewnego czasu w Polsce można kupić różnorodne zabawki erotyczne. Nie tylko wibratory, ale też pasy do krępowania, olejki, kostiumy. Co o nich myśleć? Estetyczne gadżety z pewnością nie spowodują odczucia niesmaku i mogą dostarczyć kochankom nowych, ekscytujących doznań. Wprowadzić trochę humoru, element celebracji i, co ważne, dać więcej satysfakcji z seksu. A jeśli nie jesteśmy przekonane do podobnych innowacji? Marta, młoda mężatka, architekt wnętrz, przybyła do sex coach z następującymi wątpliwościami:

Marta: Mój mąż naciska na kupienie wibratora, a ja uważam, że to nienormalne… Sex coach: A co jest normalne?

Jak kobieta kocha się z mężczyzną. Zwyczajnie, bez sztucznych dodatków… A kiedy uprawiają seks, ale nie chcą mieć dzieci i stosują antykoncepcję?

Też, bo przecież nie zawsze chcemy mieć dzieci. A jak uprawiają seks i nie kończy się to orgazmem?

Tak. A seks oralny jest normalny?

No… tak. A analny?

Raczej nie… A po co pani odczucie normalności?

Żebym była normalna, nie puszczalska… Żeby tak o mnie nie pomyślał… A mąż panią akceptuje w łóżku?

Chyba tak, nie rozmawiamy o tym. A na czym pani bardziej zależy: na akceptacji męża czy przyjemności w seksie?

Nie wiem… Chciałabym odczuwać większą przyjemność, ale jego akceptacja też jest dla mnie ważna. Myślała pani, żeby spytać męża o to, jaki jest jego poziom akceptacji wobec pani?

Do tej pory się wstydziłam o to zapytać. Ale może się odważę.

Kategorie normalności lub anormalności często są czynnikiem tłumiącym nasze autentyczne potrzeby. Trzeba do tych potrzeb dotrzeć i przyzwolić sobie na ich odczuwanie, wtedy można mówić o wejściu na drogę rozwoju seksualnego, można korzystać świadomie z tego, co dostarcza nam świat. Tą drogą możemy obudzić w sobie odwagę i ciekawość, żeby przymierzyć się do nowych technik seksualnych albo do wprowadzenia w życie seksualne na przykład zabawki erotycznej. Ale jeżeli niezaspokojona potrzeba akceptacji jest większa niż potrzeba przyjemności, to temat musi poczekać, ponieważ nie warto zmuszać się do innowacji w seksie, jeśli mamy zapłacić za to dyskomfortem.

Aby rozmontować mur przekonań, Marta powinna zacząć rozmawiać otwarcie o seksie, nie licząc na to, że nową zabawkę czy technikę da się skrycie przemycić do sypialni. Jeżeli obawia się gadżetów, ponieważ wierzy, że ich pojawienie się zwiastuje kryzys związku lub jest związane z postrzeganiem jej jako osoby rozwiązłej, lepiej zająć się przekonaniami na temat seksu, a nie forsować temat urozmaicenia za wszelką cenę. Ważne, aby nie zaskakiwać się nawzajem krępującym prezentem czy wibratorem schowanym pod poduszką.

Kiedy wiesz, że chcesz

Wyobraźmy sobie jednak, że Marta czuje w sobie gotowość do zabawy. Nadal warto zacząć od rozmowy, bo to podstawa wprowadzania zmian. Jej celem jest sprawdzenie, czy obydwoje są oswojeni z tą myślą, a także porównanie oczekiwań i ustalenie, że gdy jedno poczuje się niekomfortowo, zabawka wyląduje pod łóżkiem bez zbędnych dyskusji.

Rozpoczynając rozmowę, można uciec się do pretekstów. Na przykład pokazać artykuł znaleziony w prasie czy w Internecie i spontanicznie poruszyć temat zabawek erotycznych. Można potem wspólnie je wybierać. Ponieważ na rynku jest już wiele modeli nienaruszających kobiecego poczucia estetyki i męskiej samooceny, pozostaje skupić się na omówieniu potrzeb i pomysłów, które chcemy w ten sposób zaspokoić. Warto pamiętać, że dobra zabawa pojawia się tylko wtedy, gdy jesteśmy rozluźnieni i w dobrym nastroju.

Wszystko dla pań

Dlaczego warto przekonać się do seks-gadżetów? Bo mogą służyć celebracji seksu w parze, pomagają tworzyć nastrój, scenerię tego, co robimy w sypialni. Mogą też być elementem całych scenariuszy seksownych randek. Butiki erotyczne są pełne akcesoriów i kosmetyków, których można używać w parach. Pasy do wiązania, opaski na oczy, świece do masażu – to wszystko wpisuje się w dobry scenariusz gry erotycznej. Dopóki ich nie wypróbujemy, nie wiemy, na ile nas kręcą. I chociaż do krępowania na łóżku można użyć zwykłego krawata albo apaszki, to większość ludzi tego nie robi. A jeśli kupią szarfę, to raczej jej użyją i dowiedzą się, czy im się podoba. Taka szarfa to świetny początek eksperymentów, bo dla dużej części kobiet i mężczyzn chwilowa utrata kontroli jest niesamowitym bodźcem erotycznym.

Wiele gadżetów erotycznych jest przeznaczonych do używania w parze, ale projektowane są głównie z myślą o kobietach i dla ich przyjemności. Dlaczego? Ponieważ kobieca łechtaczka jest wyposażona w tzw. komórki tango, wrażliwe na wibracje o konkretnej częstotliwości oraz na nacisk. Wibratory, masażery wibrują dokładnie tak, jak lubi kobiece ciało. Można to rozkosznie wykorzystać, zwłaszcza że większość kobiet potrzebuje stymulacji łechtaczki, aby osiągnąć orgazm. Szacuje się, że zaledwie jedna czwarta żeńskiej populacji szczytuje poprzez penetrację waginalną, a i to może być związane ze stymulacją pozostałych obszarów łechtaczki (znajdujących się wokół wejścia do waginy). A skoro mamy zabawki, które służą dokładnie temu, by dopieszczać łechtaczkę, czemu by ich nie wypróbować?

Zabawki pośrednio i bezpośrednio służą także mężczyźnie. Nie tylko – dzięki „dopieszczeniu” kobiety – pomagają zmniejszyć dystans między tempem rozwoju kobiecego i męskiego podniecenia, ale też mogą być używane przez panów. Małe wibratory można wykorzystać do gry wstępnej, do stymulacji męskich genitaliów czy rozluźniającego masażu. Wachlarz zastosowań wyznacza tylko wyobraźnia.

Zabawa na całego

Korzystanie z gadżetów erotycznych powinno być opatrzone klauzulą „stosować tylko z poczuciem humoru”. Bo seks jest ostatnią czysto zabawową aktywnością, która pozostaje nam, dorosłym – niesie przyjemność, ma swoje ramy, ale jest spontaniczny. Jest jak najlepsza dziecięca zabawa – bardzo angażujący, zakotwiczony w „tu i teraz”, kontaktuje z ciałem i ze zmysłami. Jeśli potraktujemy go swobodnie, nie zadaniowo, przyniesie radość, rozkosz i zupełne oderwanie od codzienności. Takie podejście może się okazać dla pary prawdziwym wyzwoleniem: kobiecie dać upragnioną utratę kontroli, mężczyźnie przynieść zwolnienie od wewnętrznego przymusu bycia zawsze gotowym i sprawczym.

Ale uwaga: choć gadżety potrafią przegonić z sypialni nudę, nie mogą być odpowiedzią na kryzys w związku, brak uważności czy umiejętności sprawiania partnerce rozkoszy. Nie powinny też stać się fetyszem, elementem rutynowych działań. Mają zadanie podobne do przypraw – dodają pikanterii, ale przedawkowane powodują niestrawność. Stałe używanie wibratora do osiągnięcia orgazmu może skończyć się niewrażliwością na inne, delikatniejsze pieszczoty, inny rodzaj stymulacji. Ale potrzeba do tego długiego czasu i zupełnego braku świadomości w korzystaniu z gadżetu. Warto zmieniać rodzaj pieszczot i same zabawki. Dla urozmaicenia, ale także by nie popaść w przyzwyczajenie.

Różnorodność i bezpieczeństwo

Zanim oddamy się rozkoszy, zadbajmy jednak o bezpieczeństwo – profesjonalne zabawki są drogie i dlatego bezpieczne. Są wykonane ze specjalnego materiału – silikonu medycznego, który jako jedyny nie wchodzi w reakcje ze skórą i śluzówką. Dlatego jeżeli nie mamy pieniędzy na drogą zabawkę, lepiej poczekać i odłożyć potrzebną sumę, niż ryzykować swoje zdrowie.

Dobrej jakości zabawki produkuje się w Europie i w USA – w fabrykach, które przypominają laboratoria. Wykonane tam wibratory, stymulatory, kulki nie chłoną zapachów, nie tracą koloru. Łatwo je utrzymać w czystości. I pamiętajmy, że gadżety erotyczne zawsze należy stosować z lubrykantem na bazie wody, który jest bezpieczny zarówno dla zabawki, jak i dla naszych śluzówek.

Kiedy decydujemy się na zabawkę erotyczną, czerpmy z tego radość i jednocześnie dbajmy o spełnienie podstawowych warunków – świadomości, konsensualności i uważności. Pamiętajmy, aby świadomie korzystać z tego typu gadżetów. Uzgodnijmy z partnerem zarówno wybór zabawki, jak i warunki jej używania. Korzystając z niej, nie traćmy z oczu drugiej osoby, jej uczuć i potrzeb. Seks to nie teatr, tylko bliskość, zadowolenie i przyjemność obydwojga.

Jak wybrać zabawkę?

  • Pomyślcie, czego potrzebujecie na początek i do czego chcecie tego używać.
  • Zacznijcie od rzeczy prostych i przeznaczonych dla par.
  • Wybierajcie tylko zabawki z silikonu medycznego.
  • Wybierzcie zabawkę, która pozwoli wam skupić się na przyjemności, a nie na obsłudze gadżetu.
Marta Niedźwiecka, coach relacji intymnych, seksualności i związków.

  1. Seks

Wiele kobiecych dolegliwości ma źródło w sferze seksu. Rozmowa z ginekolożką dr Preeti Agrawal

Wstydzimy się mówić o seksie, bo nikt nas tego nie uczył. Jednak po przyjrzeniu się symptomom różnych kobiecych chorób widać, że wiele z nich ma źródło właśnie w tej sferze. (Fot. iStock)
Wstydzimy się mówić o seksie, bo nikt nas tego nie uczył. Jednak po przyjrzeniu się symptomom różnych kobiecych chorób widać, że wiele z nich ma źródło właśnie w tej sferze. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Akt miłosny na wszystkich poziomach energetycznych ma potężną moc uzdrawiania. Pod jednym warunkiem – że nie jest to seks mechaniczny, wymuszony, z poczucia obowiązku. Wiele kobiecych dolegliwości ma źródło w sferze seksu – mówi ginekolożka dr Preeti Agrawal.

Dziś chciałabym porozmawiać z panią o seksie widzianym oczami ginekolożki. Czy pacjentki często zwierzają się pani ze swojego życia seksualnego?
Bardzo rzadko zdarza się, żeby mówiły wprost. Wstydzimy się mówić o seksie, bo nikt nas nigdy tego nie uczył. Jednak po przyjrzeniu się symptomom różnych chorób widzę czasem, że kobieta może mieć z seksem jakiś problem. Nigdy sama nie zaczynam rozmów o tej sferze życia, czekam, aż zrobi to pacjentka. Czasami wystarczy pokazać, że chce się słuchać, lekko naprowadzić.

A jakie problemy zdrowotne ma pani na myśli?
Bardzo częstym schorzeniem mającym źródło w życiu seksualnym są nawracające zapalenia pochwy, częste infekcje. Jeśli nie skutkuje zmiana diety i inne metody leczenia, staram się naprowadzić delikatnie rozmowę na temat jakości życia seksualnego pacjentki. I zazwyczaj odpowiedź jest taka sama – kobiety często nie chcą współżyć ze swoimi partnerami, ale zmuszają się do tego, bo myślą, że tak trzeba, że taki jest obowiązek żony, narzeczonej, partnerki. W głębi duszy nie chcą tego, więc ciało im sprzyja, broni się przed niechcianym seksem. Kobieta nie ma poczucia bezpieczeństwa, nie ma zaufania, jej ciało się nie otwiera. Kiedy tak się dzieje, trudno czerpać przyjemność ze współżycia. A że podczas infekcji nie uprawia się seksu, kobieta jest usprawiedliwiona. Ciało samo rozwiązuje za nią problemy.

Czy jeszcze jakieś inne schorzenia natury ginekologicznej mówią, że sfera seksualności u nas kuleje?
Podobnie rzecz się ma z mięśniakami. Jeśli odpadają czynniki natury medycznej, a widzę, że kobieta jest smutna, zniechęcona, w dodatku problem się pogłębia, delikatnie szukam przyczyn w relacjach. I słyszę często: „on chce codziennie, a ja nie mam siły ani ochoty”, „zamykam oczy i czekam, aż skończy”, „nie chcę mieć z tym nic wspólnego”, „nigdy nie miałam orgazmu”, „on mnie unika, już mnie nie pragnie”. Nieudane życie seksualne w związku jest zazwyczaj symptomem głębszych, bardziej złożonych problemów.

Jakich?
Weźmy pod uwagę choćby taki przypadek: para boryka się z niepłodnością, choć nie ma ku temu żadnych medycznych wskazań, bo oboje są zdrowi. Przeszli dziesiątki badań, ale nikt nigdy nie zapytał ich o życie seksualne! Kiedy pytam kobietę, jak wygląda jej relacja z partnerem, jak często uprawia seks, słyszę, że ona właściwie nie czuje ochoty na zbliżenia, bo ma do męża pretensje, bo on jest pracoholikiem, wraca późno i wcale się nią nie interesuje, bo cały wolny czas spędza przy komputerze... Ciało tej kobiety nie jest gotowe na przyjęcie dziecka, powiedziałabym nawet, że się przed nim broni. Ono nie ma ochoty otwierać się przed tym mężczyzną, a co dopiero tworzyć nowe życie! Jeśli między partnerami jest dobrze, życie powstaje samo z siebie. Jeżeli ludzie są zdrowi, kochają się, uprawiają dobry seks, który jest wzajemnym dawaniem i braniem, nie trzeba się specjalnie starać o dziecko.

Ale w języku polskim słyszymy, że ona daje, a on ją bierze, albo już ją wziął. To chyba wiele mówi o naszym sposobie myślenia o seksie? Tu nie ma równowagi w dawaniu i braniu...
Rzeczywiście. Dobry seks, który daje siłę, szczęście i, co ważne, także zdrowie, jest wbrew pozorom trudną sztuką i trzeba się napracować, żeby ją posiąść. To nie tylko penetracja, ale całe nasze życie. Dzisiejszy pośpiech nie sprzyja seksowi. Nie widzimy siebie nawzajem w biegu życia. Często się zdarza, że nawet kiedy jesteśmy razem, tak naprawdę razem nie jesteśmy, bo jest z nami włączony telewizor czy komputer: coś, co odwraca uwagę od siebie nawzajem. Czasami wystarczy spojrzeć sobie nawzajem głęboko w oczy, by naprawdę siebie zobaczyć. Bardzo ważna jest także rozmowa. Warto nauczyć się, jak słuchać siebie bez pretensji, oskarżeń i za każdym razem próbować wyjaśnić sobie do końca wszystkie problemy. Zadbać o odpowiednią oprawę aktu miłosnego, zrobić z niego ceremonię. A potem uważnie wsłuchać się w siebie i w ciało partnera. Seks na wszystkich poziomach energetycznych ma potężną moc uzdrawiania. Kochający się ludzie mogą podczas aktu seksualnego uzdrawiać siebie nawzajem. Ale, jak już mówiłam, to trudna sztuka. Znacznie łatwiej jest uprawiać seks mechaniczny. Nie ma w nim jednak możliwości dalszego rozwoju, to droga donikąd, akt, który może jedynie na chwilę przynieść nam ukojenie, spuścić z nas napięcie.

Domyślam się, że my, kobiety, na każdym etapie życia borykamy się z innymi problemami natury seksualnej. Zacznijmy od młodych dziewczyn – co z ich seksem?
Często zgłaszają się dziewice, które mimo że są w dobrej relacji, nie potrafią zacząć współżycia. Uważają, że coś jest nie tak z ich błoną dziewiczą, bo penetracja jest dla nich bardzo bolesna. Rzeczywiście, zdarza się, że fałd błony dziewiczej utrudnia wejście do pochwy, ale to bardzo rzadkie przypadki. Kiedy zaczynamy rozmawiać, okazuje się, że gdzieś kiedyś zdarzyło się coś, o czym zapomniały, o czym nie chciały pamiętać – najczęściej chodzi o molestowanie, kiedy były małymi dziewczynkami. To się zdarza przerażająco często. Osoby skrzywdzone, nadużywane w dzieciństwie mają poważne problemy z życiem seksualnym. Są to jednak przypadki, które można skutecznie leczyć psychoterapią. Jest jeszcze sprawa antykoncepcji. Z badań wynika, że kobiety, które zażywają pigułki antykoncepcyjne, po dwóch latach ich brania w 80 proc. przypadków cierpią na suchość pochwy i nawracające stany zapalne; spada też libido. Dobrze o tym wiedzieć.

A młode mamy, które na forach internetowych skarżą się, że nie chcą, a muszą?
To częsty problem moich pacjentek. Młode mamy bywają wyczerpane do cna opieką nad noworodkiem, mają duże deficyty snu, ich ciało jeszcze nie zregenerowało się po ciąży i porodzie, a mężczyźni oczekują, że będzie tak samo jak przed ciążą. Seks jest wymianą energii. Jeśli ktoś sam nie ma energii, nie ma czego wymieniać. Kiedy młoda mama wypocznie i się porządnie zregeneruje, wszystko wróci do normy.

A kobiety będące w wieku menopauzalnym?
Z moich obserwacji wynika, że najczęściej spotykanym problemem u kobiet w tym okresie życia jest suchość pochwy, która sprawia, że penetracja jest bolesna, nieprzyjemna. Jednocześnie u tych pacjentek, o których wiem, że mają udane życie seksualne, obserwuję, że ten problem nie występuje. Wręcz przeciwnie, uważają one, że dopiero seks w tym wieku jest satysfakcjonujący, pasjonujący, wspaniały. Już nie zajdą w ciążę, mają odchowane dzieci, doświadczenie życiowe, które sprawia, że wiedzą, czego chcą, i duże zaufanie do partnera. To pokazuje nam, że dobry seks bierze się z dobrych relacji – z samym sobą i partnerem. Kiedy kobieta czuje się w związku bezpieczna, może z niego czerpać dużo radości. Dopiero kiedy ludzie połączą się ze sobą na wszystkich poziomach, mogą mieć naprawdę dobry seks.

Ale o tym nikt nam nie mówi, nikt nas seksu nie uczy. Jeśli już coś się mówi, to z jednej strony w kategoriach grzechu, brudu, niechcianych ciąż, wirusa HIV i chorób wenerycznych. Z drugiej strony mamy pornografię, która tworzy fałszywy obraz seksualnej rzeczywistości.
A seks to bardzo ważna część życia człowieka, ogromna siła napędowa, życiodajne źródło szczęścia i radości. Pod jednym warunkiem – że nie jest to seks mechaniczny, wymuszony, z poczucia obowiązku, że nie jest gwałtem na własnym ciele, zawoalowaną formą prostytucji. Bardzo często nasze blokady wynikają z tego, jak nam tę sferę życia pokazali rodzice. Na przykład normalną rzeczą jest, iż dzieci między 3. a 6. rokiem życia badają swoje ciało, masturbują się, poznają siebie same...

I jeśli usłyszą od mamy, że od dotykania siebie „tam” uschną im ręce, konsekwencje łatwo przewidzieć. Można się od takiego bagażu uwolnić? Od blokującego poczucia winy, wstydu?
Uważam, że należy zacząć od rozmowy z partnerem. Jeśli problem okazuje się niemożliwy do rozwiązania, można szukać pomocy w literaturze. Ja swoim pacjentkom polecam „Rytuały więzi małżeńskiej” napisane przez małżeństwo Rileyów, ale na rynku wydawniczym jest mnóstwo wartościowych pozycji. Dalszym etapem jest psychoterapia, dzięki której można dotrzeć do źródła naszych problemów. Zapewniam, że przy odrobinie pracy nad sobą widać efekty, także jeśli chodzi o nasze samopoczucie i zdrowie.

Cały czas mówimy o życiu seksualnym w związkach, małżeństwach. A co z seksem samotnych?
Jeśli mam przed sobą 40-letnią dziewicę, która mieszka z mamą, w ogóle nie rozmawiam z nią o seksie, bo wiem, że mogłabym ją urazić. Należy do grupy osób, które całkiem wyparły swoją seksualność – ta sfera życia dla nich nie istnieje. Druga grupa kobiet to te panie, które nie uprawiają seksu, bo czekają na tego jednego jedynego. Trzecia to te kobiety, które uprawiają przypadkowy seks z przypadkowo poznanymi mężczyznami. Każdy ma swoją prawdę i swoje życie. Ale jeśli chodzi o zdrowotną stronę seksualnej abstynencji, to nie ma ona konkretnych konsekwencji dla naszego zdrowia.

A przypadkowy seks?
Dziś już choroby weneryczne, takie jak kiła czy rzeżączka, występują niezmiernie rzadko. Powinniśmy się obawiać wirusów – HIV, HPV czy chlamydii. Osoby, które decydują się na przypadkowe kontakty seksualne, muszą popracować nad swoją odpornością. To bardzo ważne.

Czy wiele z pani pacjentek jest zadowolonych ze swojego pożycia?
Z moich obserwacji wynika, że to niestety bardzo niewielki procent; szacuję, że około 20–30 proc. Pamiętajmy, że na nasze życie seksualne składa się wiele czynników: przeszłość, wychowanie kulturowe, rodzinne, tradycja, dotychczasowe doświadczenia (zwłaszcza pierwsze kontakty zostawiają w nas ślad), akceptacja własnego ciała, poziom stresu, zmęczenia, dieta, używki, jakość naszego związku – jednym słowem, wpływ i znaczenie ma wszystko. Dodatkowo my, kobiety, mamy zakodowane głęboko w sobie lęki i urazy wynikające z patriarchalnego wychowania, z tego, że nasze matki i babki często bywały wydawane za mąż za mężczyzn, których nie kochały, że całe życie, zanim pojawiły się powszechnie dostępne środki antykoncepcyjne, obawiały się niechcianych ciąż albo ciągle w tych ciążach były... To także spore obciążenie, z którego często nie zdajemy sobie sprawy.

Czytałam ostatnio, że potrzeby seksualne kobiet i mężczyzn są różne, bo pobudzają zupełnie inne ośrodki w mózgu.
Myślę, że wyjaśnienie, dlaczego mężczyźni – oczywiście w dużym skrócie – chcą często, szybko, z wieloma partnerkami i z pominięciem gry wstępnej, a kobiety długo, czule, w odpowiedniej oprawie i z jednym, wynika z prostego faktu, iż dla kobiety otwarcie swojego ciała i wpuszczenie do środka mężczyzny wiąże się z wielką odpowiedzialnością. Kobieta, jeśli zajdzie w ciążę, nie ucieknie od niej. To na niej spocznie odpowiedzialność za nowe życie. Dla mężczyzny konsekwencje stosunku nie są tak wiążące. Dlatego my, kobiety, potrzebujemy dowodów szacunku, czułości, zapewnień o miłości. Musimy zaufać, żeby poczuć się bezpiecznie i otworzyć się na mężczyznę.

Dr n. med. Preeti Agrawal specjalista medycyny integracyjnej. Jest doktorem nauk medycznych, ukończyła medycynę integracyjną na Uniwersytecie Arizona Center for Integrative Medicine. Jest specjalistą II stopnia z ginekologii i położnictwa. Prezes Fundacji Kobieta i Natura, założycielka pierwszego w Polsce ośrodka leczenia integracyjnego. W okresie 1995-2001 odbyła szereg staży naukowych specjalizacyjnych w Niemczech (m.in. ośrodek Integracyjnego Leczenia Nowotworów prof. Alexandra Herzoga), Danii, Anglii i Kanadzie. Jest autorką m.in. książek: „Zdrowie jest w nas”, „Siła jest w Tobie” i „Droga do siebie”.

  1. Seks

Kobiecy orgazm - jak go osiągnąć?

Definicja orgazmu mówi, że jest to faza najsilniejszego podniecenia płciowego, uczucia rozkoszy, będącego zwieńczeniem różnego typu zachowań seksualnych. (fot. iStock)
Definicja orgazmu mówi, że jest to faza najsilniejszego podniecenia płciowego, uczucia rozkoszy, będącego zwieńczeniem różnego typu zachowań seksualnych. (fot. iStock)
Orgazm jest jeden, ale drogi do niego różne, trzeba spróbować wielu – mówią psychoseksuolog Bianca-Beata Kotoro i edukatorka seksualna Izabela Fornalik.

Julka z Arturem są ze sobą od roku. To jej drugi chłopak, ale dopiero z nim zdecydowała się na współżycie. Dziewczyna lubi się kochać, ale nie przeżywa orgazmu. Jej chłopak bardzo się stara, widać, że coraz mocniej przeżywa fakt, że Julka nie szczytuje. Próbują różnych pozycji, ale ciągle się nie udaje… Julka coraz częściej odnosi wrażenie, że jej chłopak traktuje problem ambicjonalnie, chce, żeby jej było dobrze, ale też czułby się znacznie lepiej jako sprawny kochanek. Natarczywie dopytuje za każdym razem o jej odczucia. Julka nie rozmawiała z nikim o swoim zmartwieniu, tym bardziej że większość jej koleżanek dość obcesowo chwali się swoimi łóżkowymi podbojami. To wszystko sprawia, że dziewczyna zaczyna podejrzewać, że może coś z nią jest nie tak.

Izabela Fornalik: Fakt, że Julka nie przeżywa orgazmu w trakcie stosunku, nie jest niczym dziwnym i unikatowym. Tym bardziej, że dziewczyna niedawno rozpoczęła współżycie. Kobiecy orgazm nie pojawia się na zawołanie i to na dodatek przy pierwszych stosunkach. W pewien sposób trzeba go wypracować, kobieta musi nauczyć się swojego ciała i jej partner musi dobrze je poznać. Często okazuje się, że jeśli kobieta nie szczytuje, to jest to większym problemem dla jej partnera. Nie wystarcza mu zapewnienie, że współżycie sprawia jej przyjemność.

Bianca-Beata Kotoro: Nie ma jednej, wyczerpującej definicji, czym jest orgazm. Skoro kobieta mówi, że zbliżenia sprawiają jej przyjemność i dąży do ich powtórzeń, można powiedzieć, że nie ma problemu. Wyznacznikiem udanego współżycia jest to, czy chce się kolejnego razu. Bo jeśli tak, to znaczy, że było komuś dobrze. Julka twierdzi, że jest jej dobrze, więc skąd wie, że nie miała orgazmu? Bywa, że kobiety doznają szczytowania, tylko mają o nim tak dziwne wyobrażenie, że go nie rozpoznają. Opisy z literatury czy obrazy filmowe często mówią o czymś niewyobrażalnie wstrząsającym, stanie nieporównywalnym do niczego. Tymczasem każdy orgazm jest inny i każdy człowiek inaczej go przeżywa. Zdarza się też, że kobiety, które w trakcie współżycia nie doznają orgazmu, zaznają go podczas masturbacji. Czyli dowodzi to, że są w stanie doznawać szczytowania. Dlatego najpierw trzeba dowiedzieć się, czy Julka przeżyła kiedyś w trakcie pieszczot autoerotycznych albo podczas zbliżeń z poprzednim partnerem coś, co można by jej zdaniem nazwać orgazmem. Czy to, że nie ma orgazmu, oznacza, że miała go już kiedyś i teraz to doznanie się nie pojawia, czy też nie miała go nigdy, a swoją wiedzę o szczytowaniu czerpie z wyobrażeń i fantazji, a przez to porusza się wśród nierealnych oczekiwań? Czasami kobiety nie rozpoznają własnego orgazmu, bo po szczytowaniu nie reagują tak, jak im się wydaje, że powinny: zmęczeniem, spadkiem napięcia, za to są jeszcze bardziej pobudzone i mają ochotę na dalsze pieszczoty. A przecież to też jest jedna z możliwych reakcji.

Uświadomienie kobiecie, że właśnie przeżywa to, o czym myślała, że jest dla niej niemożliwe, może wtedy wymagać dużo pracy. Oczywiście, zdarzają się przypadki anorgazmii pierwotnej, ale są to naprawdę sporadyczne wyjątki, uwarunkowane fizjologią, budową anatomiczną czy kwestiami neurologicznymi. Diagnoza anorgazmii jest bardzo często nadużywana. W przypadku kobiety, która nie osiągnęła orgazmu nigdy – ani podczas masturbacji, ani podczas stosunku seksualnego – mówimy o anorgazmii pierwotnej, zaś tzw. wtórną diagnozuje się, gdy kobieta problemy ze szczytowaniem ma dopiero od jakiegoś czasu lub tylko w pewnych warunkach.

I.F.: Encyklopedyczna definicja orgazmu mówi, że jest to faza najsilniejszego podniecenia płciowego, uczucia rozkoszy, będącego zwieńczeniem różnego typu zachowań seksualnych. Na jej podstawie można również przedstawiać z perspektywy fizjologicznej konkretne wyznaczniki orgazmu – skurcze pochwy, dna macicy, wytrysk nasienia, skurcze moszny, a po ich ustąpieniu pojawienie się zazwyczaj błogostanu i spełnienia emocjonalnego oraz spadek napięcia.

Wszystko to jest prawda, ale w tym sensie, że takie reakcje często mają miejsce, ale należy podkreślić, że nie każdy i nie za każdym razem przeżywa orgazm tak samo. To są niemierzalne reakcje psychiki i ciała i nie powinno się na ich podstawie budować wyobrażeń czy ostatecznych stwierdzeń na temat orgazmu. U jednej kobiety pojawią się silne skurcze pochwy i nadwrażliwość przy wejściu członka, ale inna nie będzie miała takich objawów.

B.B.K.: Oczywiście, na poziomie fizjologii ciała pewne zjawiska występują za każdym razem, dotyczy to podniesienia ciśnienia krwi i poziomu hormonów, ale zewnętrznie sprawa jest bardzo indywidualna. Przyjmowanie pewnych stwierdzeń dotyczących objawów orgazmu jako niepodważalnych prawd może przynieść dużo szkód. Zdarza się, że mężczyzna usłyszy gdzieś, że podczas orgazmu kobiece ciało zachowuje się tak, a nie inaczej i jest niepocieszony, jeśli u swojej partnerki nie zaobserwuje tych objawów. Zaczyna się wtedy dochodzenie, podejrzliwość co do autentyczności przeżyć i ulepszanie czegoś, co już jest dobre.

I.F.: W przypadku, kiedy kobieta nie przeżywa orgazmu, często okazuje się, że do jego wystąpienia nie wystarcza sama penetracja. Bywa, że potrzebne są również pieszczoty innych stref erogennych. Jedna kobieta ma wrażliwsze piersi, druga łechtaczkę. Para mogłaby też wypracować swoją pozycję maksymalizujacą doznania.

B.B.K.: Być może nasi bohaterowie skupili się na stosunkach pochwowych i tą drogą chcą dojść do orgazmu, a niewykluczone, że dla Julii bardziej satysfakcjonujące byłyby pieszczoty okolic łechtaczki. W przypadku wielu par trzeba odczarować temat penetracji, uważanej za jedyną słuszną drogę do przeżycia „prawdziwego” orgazmu. Wiele osób dokonuje takiego podziału i wartościowania na lepszy orgazm pochwowy i gorszy łechtaczkowy. To bardzo szkodliwy mit, orgazm jest jeden, drogi do niego różne, a każda z nich tak samo dobra. Być może ta para upiera się przy stosunku klasycznym, a tymczasem pozycja seksualna, budowa ciała Julki czy technika mogą nie sprzyjać tej formie stymulacji i trzeba wypróbować np. stymulacje łechtaczki i brodawek sutkowych.

I.F.: Jeżeli Julka rzeczywiście nie odczuwa orgazmu, a przyczyny nie leżą po stronie fizjologii, warto się zastanowić, czy w grę nie wchodzą przyczyny natury psychicznej. Zdarza się, że z jakichś powodów kobieta nie przyzwala sobie na przeżycie orgazmu albo na przeżycie go z danym partnerem. Może być to na przykład powód natury religijnej. Jeśli para żyje bez ślubu, osoba religijna może mieć z tym problem i chociaż przyzwala częściowo na ten związek, to gdzieś w głębi serca ma poczucie, ze robi coś złego i nie pozwala sobie na pełne przeżycie satysfakcji. Może to być też forma „gry” prowadzona przez kobietę – nie mam orgazmu, mój partner wie o tym, więc istnieje obszar do różnego typu manipulacji. W naszej kulturze to mężczyzna jest odpowiedzialny za orgazm kobiety. Nieprzeżywająca orgazmu partnerka może wyegzekwować od niego różne rzeczy, bo ten czuje się winny. Czasami kobiety nie pozwalają sobie na orgazm, bo uważają, że będzie on oznaczał, że mężczyzna ostatecznie ją zdobył i wtedy przestanie się starać.

B.B.K.: Warto dodać, że te gierki damsko-męskie są w nas wyjątkowo mocno zakorzenione. Kobiety, które mają zaburzone poczucie własnej wartości, mogą się bać przyzwolenia na orgazm, bo wówczas stracą kontrolę nad swoim zachowaniem i wyglądem. W przypadku naszych bohaterów może się też okazać, że Julka nie akceptuje w pełni swojego partnera, żywi wobec niego głęboko skrywaną urazę albo podświadomie pragnie zachować dystans – w związku z tym nie przyzwala sobie (ale też jemu) na to, żeby przeżyć z nim orgazm. Pamiętajmy, że brak orgazmu jest często problemem związku, a nie tylko samej kobiety czy mężczyzny.

Dr Izabela Fornalik, pedagog specjalny, edukatorka seksualna, nauczycielka akademicka, autorka pierwszych w Polsce praktycznych poradników na temat seksualności osób z niepełnosprawnością intelektualną.

Bianca-Beata Kotoro, psycholog, psychoseksuolog, terapeuta, psychoonkolog w Instytucie Psychologiczno-Psychoseksuologicznym Terapii i Szkoleń „BEATA VITA” w Warszawie. Główna Przewodnicząca Rady Ekspertów Europejskiego Centrum Edukacji PO PROSTU.

  1. Seks

Trzy mity na temat masturbacji

Masturbacja nie przynosi szkody naszej psychice. (Fot. iStock)
Masturbacja nie przynosi szkody naszej psychice. (Fot. iStock)
Dlaczego warto tropić mity i fałszywe przekonania, które dotyczą tak intymnej sfery życia, jaką jest masturbacja? Ponieważ fałszywe przekonania mają dużą siłę i uniemożliwiają nam poznawanie. Wiemy, że coś jest niewłaściwe, więc nawet o nie myślimy. A okazać się może, że niewłaściwe jest jak najbardziej stosowne.

Masturbacja szkodzi kobietom?

Faceci się masturbują i w większości nie mają z tego powodu poczucia winy. Nikt tez ich jakoś nie posądzą, że stracą ochotę na seks albo się uzależnią. Masturbują się nawet płody w łonie matki, czego dowodzą badania amerykańskich neurologów związane z wielogodzinną obserwację płodów w usg. Masturbacja jest naturalna i nie prowadzi do zahamowań ani nie rozbudza w złym tego słowa znaczeniu. Jest wręcz odwrotnie - dla kobiet to sumienie popędu seksualnego wiąże się z poważnymi konsekwencjami nie tylko natury erotycznej, ale też emocjonalnej.

Masturbacja nie przynosi szkody naszej psychice, oprócz takiej, jaką same możemy sobie wyrządzić - na przykład przez utrzymywanie poczucia winy z tego powodu.  Jeśli używamy jej świadomie, aby zwiększyć kontakt ze swoim ciałem, nauczyć się rozpoznawać sygnały z niego płynące, swoje potrzeby i warunki fizjologiczne -  służy naszemu rozwojowi i budowaniu kontaktu z ciałem.

Oczywiście istnieje ciemna strona masturbacji, gdy jest używana jako środek zaradczy na poczucie osamotnienia, przedłużający się stres, kłopoty w związku. Jeśli masturbujemy się kompulsywnie, nawykowo, nerwowo możemy uzależnić się od niej tak, jak od każdej rzeczy niosącej pozorną ulgę.

Uzależnienie od wibratora?

Wibrator + masturbacja kompulsywna = kłopoty.

Nie można uzależnić się od wibratora, ponieważ wibrator sam w sobie jest czymś obojętnym, neutralnym. Problem może pojawić się w użytkowniczce, gdy popadnie w masturbację kompulsywną, czyli taką, która służy nie przyjemności, a rozładowaniu napięcia. Podobnie jak nadużywanie alkoholu, seks z przygodnie poznanymi partnerami i inne ryzykowne zachowania, tak i masturbacja bywa sposobem na niewłaściwe podejście do stresów i napięć. W dobrej masturbacji, czyli tej prowadzonej świadomie, z uwagą wobec swojego ciała, wibrator jest tylko zabawnym gadżetem lub urządzeniem intensyfikującym doznania. Nie staje się fetyszem czy jedyną drogą do uzyskania zaspokojenia seksualnego.

Spadek zainteresowania normalnym seksem z powodu masturbacji?

Będziesz miała jeszcze większą ochotę nas seks, jeśli będziesz się masturbować. Deborah Sundah w swojej świetnej książce „Kobieca ejakulacja i punkt G. Orgazmy, jakich nie miała twoja babcia" mówi o bardzo ciekawych badaniach. Dowodzą one, że w kobiecym ciele po seksie z człowiekiem (kobietą lub mężczyzną) dochodzi do wyzwolenia dużej ilości dopamin - hormonów szczęścia. Natomiast po masturbacji, niezależnie od sposobu jej prowadzenia, dopamin wydziela się znacznie mniej, dużo natomiast testosteronu - męskiego hormonu odpowiedzialnego m.in. za aktywizację libido. Dodatkowo dobra masturbacja, skierowana na przyjemność, kontakt z ciałem zwiększa twoją wiedzę o potrzebach i reakcjach ciała. Dlatego: im więcej dobrej masturbacji, tym większy apetyt na seks.