1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. O wyjątkowości kobiecej seksualności

O wyjątkowości kobiecej seksualności

Seksualność kobiety w szczególny sposób zależy od etapu, na którym ta kobieta się właśnie znajduje. Dlatego wraz z życiową zmianą trzeba ją zbudować na nowo. (Fot. iStock)
Seksualność kobiety w szczególny sposób zależy od etapu, na którym ta kobieta się właśnie znajduje. Dlatego wraz z życiową zmianą trzeba ją zbudować na nowo. Dlaczego wciąż jeszcze jest to dla nas temat tabu – wyjaśnia psycholożka kliniczna i psychoterapeutka Katarzyna Kobyłecka-Bal.

Co to znaczy być kobietą seksualną?
Zgodnie z definicją za seksualne uznajemy to, co dotyczy naszej płci i zaspokajania popędu płciowego. Odpowiadając sobie na to pytanie, każda z nas ujmie na swój sposób, jak wyraża własną seksualność, na ile jest w tym obszarze wobec siebie szczera, czy zna swoje preferencje i czy odnajduje tu osobistą satysfakcję. Nasza seksualność realizuje się na kilku poziomach. Na najniższym, biologicznym, kierowani jesteśmy odruchami i fizjologią  (w tym układu hormonalnego i nerwowego), a celem jest prokreacja.

Kolejny poziom – nazwijmy go psychologicznym – odwołuje się do przeżyć emocjonalnych, a jego celem jest doświadczanie przyjemności i rozkoszy. Na tym poziomie doświadczamy siły popędu seksualnego i tu zapisuje się nasza seksualna pamięć. W tej ostatniej zbieramy wszystkie przeżycia związane z seksualnością, które często wracają jako wzorce przeżyć. Dlatego wszelkie urazy i zranienia w sferze płciowości mogą rzutować na całe życie. Szczególnie te dotyczące pierwszych przeżyć, ponieważ działa tu tak zwany imprinting, czyli prawo pierwszych połączeń. Ostatni poziom, duchowo-intelektualny, jako cel stawia przeżycie miłości. W tym obszarze ogromną rolę odgrywa nasza samoświadomość, wyznawany system wartości czy poglądy religijne.

Od czego zależy to, jak przeżywamy naszą seksualność?
Przede wszystkim od czasu i miejsca, w którym żyjemy, czyli naszego przekazu kulturowego, a także od psychobiologicznej komponenty, tak zwanego temperamentu seksualnego. Dla przeżywania seksualności bardzo ważny jest rodzaj relacji łączącej nas z partnerem, w tym zaufanie, jakim go darzymy. Dlatego gdy kłócimy się poważnie z ukochanym, seks następujący w tym czasie możemy postrzegać jako wymuszony obowiązek, a nie intymność, otwarcie czy samospełnienie. Zaopiekowane, zmysłowo uwodzone i bezpieczne, zapewne szybciej poczujemy ochotę na seks, a sama sytuacja będzie przyjemnością. W kwestiach zaufania ważny jest także temat granic, bo w seksualności kobietom trudno jest wyznaczać sensowne granice i odnaleźć się pomiędzy kulturowo narzuconą uległością a agresywną reakcją, gdy brakuje im wprawy w wyrażaniu siebie w tej sferze lub nie są przyzwyczajone do tego, by te granice wyznaczać w sposób asertywny. Konsekwencją niewyznaczania granic może być brak zdrowego kontaktu ze swoją kobiecą częścią w jej osobistym wymiarze i w oddzieleniu od tego, czego chcą inni, co sugeruje otoczenie czy co jest ogólnie przyjęte.

Jak zacząć budować kontakt ze swoją seksualnością, jeśli czujemy, że mamy z nią kłopoty?
Z racji mojego wykształcenia myślę, że dobrym pomysłem jest odwiedzenie specjalisty seksuologa klinicznego lub certyfikowanego psychoterapeuty specjalizującego się w problemach natury seksualnej. Nie wyklucza to drogi samopoznania, polegającej na obserwowaniu własnych preferencji, ograniczeń i granic, w jakich czujemy się dobrze; na patrzeniu, co sprawia nam przyjemność, co chciałybyśmy poznać, co rozwijać, czego chciałybyśmy doświadczyć. Z uwagą i szacunkiem możemy przyglądać się swoim fantazjom seksualnym, by inspirować się nimi, ale odróżnić jednak od rzeczywistych erotycznych potrzeb. Niezmiernie ważne jest, by posiadać rzetelną wiedzę w tym zakresie i móc przekazać ją partnerowi ku rozwojowi wzajemnej relacji. To o tyle istotne, że kobietom kulturowo wpaja się, że to mężczyzna będzie wiedział, jak doprowadzić je do orgazmu. A taka nadmiernie pasywna postawa, na zasadzie „niech się domyśli”, jest dużym błędem.

Zwłaszcza że kobieta może zadbać o swoje spełnienie, nie korzystając z oferty mężczyzny. Z badań prof. Zbigniewa Izdebskiego wynika, że 11–20 proc. kobiet regularnie uprawia masturbację.
Masturbacja jest chyba bardziej powszechna niż się to deklaruje. Przypuszczam jednak, że znacznie mniej kobiet w porównaniu do mężczyzn korzysta z tej formy przyjemności seksualnej. Z praktyki psychoterapeutycznej wiem, że autoerotyka nadal jest kwestią wstydliwą i często jestem pytana, czy na przykład skoro ma się regularnego partnera, masturbowanie jest czymś normalnym. A przecież płynie z niego wiele korzyści. Z pewnością jest to forma aktywności seksualnej najlepiej oddająca ideę bezpiecznego seksu, służy samopoznaniu, dostarcza natychmiastowego rozładowania napięcia i rozluźnienia, z czego potrafią skorzystać już malutkie dzieci. A dbając o swoją satysfakcję seksualną, kobiety będą wyżej oceniały ogólne zadowolenie z życia.

Dlaczego wstydzimy się tego, co nas podnieca i daje spełnienie?
Przede wszystkim dlatego, że jesteśmy tego nauczone. Poza tym nie potrafimy rozmawiać na ten temat, więc trudno zweryfikować, co jest dzielone przez innych. Na to miejsce zjawia się wstyd i poczucie, że to, co przeżywam, jest nienormalne, i że nie mogę o tym nikomu opowiedzieć. Kobiecie nadal nie przystoi być nadmiernie rozerotyzowaną ani też otwarcie mówić o swoich erotycznych fantazjach. Blokować może też nieumiejętność dostrzeżenia zasadniczej różnicy między fantazją a jej realną realizacją. Mogę fantazjować o tym, jak ekscytują mnie na przykład różne scenariusze krążące wokół motywu bycia porwaną i uprowadzoną, ale cały czar napięcia prysłby zapewne, gdyby przeżywać to w warunkach realnej obawy o własne życie, cielesną nienaruszalność czy wolność.

A czy pornografia może pomóc w wyzwoleniu seksualnym?
Uważam, że pornografia bazuje na obrazie kobiety urzeczowionej, sprowadzonej do seksualnego obiektu – zabawki służącego do realizacji seksualnych potrzeb i fantazji mężczyzny. Zawsze zresztą dziwi mnie ten popularnopornograficzny scenariusz zbliżenia między mężczyzną i kobietą, rozpoczynający się od fellatio, przechodzący przez stosunek genitalny i obowiązkowo zakończony męskim wytryskiem. Zastanawiam się wtedy, w którym momencie tej fantazji kobieta może odnaleźć choćby ochłapy prawdziwej i zdrowej seksualnej satysfakcji. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest to pewien poziom fantazji, jednak jej popularność i powszechna dostępność, przy prawie całkowitym braku edukacji seksualnej czyni potworne spustoszenie w naszej sferze intymnej. Tak wyedukowani mężczyźni – a dla wielu osób pornograficzne produkcje są pierwszym i głównym źródłem wiedzy o seksie – nie mają pojęcia o kobiecej seksualności czy choćby podstawowych strefach erogennych, a co więcej, mogą zostać kulturowo zimprintowani, by nie postrzegać partnerki w tej sferze jako osoby z konkretnymi potrzebami, pragnieniami  i uczuciami.

Pornografia jest też najczęściej pełna scen przemocy wobec kobiet. Powstaje więc obawa, czy jej częste oglądanie nie spowoduje wzrostu zachowań podobnych do obserwowanych. Obraz taki modeluje, poza postawami przemocowymi, niezważanie na potrzeby partnerki. Szkodą jest też wkładanie młodym kobietom do głów, że satysfakcja partnera odbywa się jedynie poprzez jej uprzedmiotowienie i wyzbycie się własnej przyjemności oraz zgadzanie się na wszystko. Wiem, że powstają różne produkcje, jednak mainstreamowy przekaz pornograficzny jest dla kobiet bardzo niebezpieczny.

Bardzo często nasza seksualność ginie w anachronicznych wyobrażeniach, które zwykle sprowadzają się do takich emocji, jak wstyd, wina, strach. Co z tym robić?
Z jednej strony wynika to z tabuizacji samego tematu płciowości, szczególnie w odniesieniu do seksualności kobiecej. Sam język polski w swojej warstwie słownej najmocniej odzwierciedla, jak ważnym i niezręcznym tematem jest nasza płciowość. Zwykle nie znajdujemy słów, by swobodnie i bez nadmiernego skrępowania móc mówić o seksie – język staje się w tym momencie albo infantylny, albo bezosobowo medyczny, albo zwyczajnie wulgarny. Kultura – w przeciwieństwie do natury – jest tworem sztucznym, budowanym przez nas samych. Dlatego ważne jest, by dzieci mogły rozmawiać o własnej seksualności w domach, aby to od rodziców i innych ważnych bliskich uczyły się kultury słownej w tym zakresie, szacunku do siebie nawzajem i tolerancji wobec inności drugiego człowieka. Nasza płciowość rozwija się od narodzin, dlatego trudno przecenić wagę dobrej bazy w postaci merytorycznej wiedzy i właściwej edukacji.

Jak zatem zadbać o swoją dobrą seksualność?
Dbając o wszechstronny rozwój własny, o stawanie się sobą na różnych poziomach, o rozpoznawanie siebie w różnych rolach, ale też poznając własne granice i preferencje, a także budując dobrą komunikację szczególnie z osobami najbliższymi, w tym oczywiście z partnerem. Myślę, że u nas, kobiet, w szczególny sposób seksualność zależy od etapu życia, na jakim jesteśmy. Inaczej bowiem realizuje ją młoda kobieta, inaczej matka niemowlaka, a jeszcze inaczej kobieta doświadczająca zmian okołomenopauzalnych, fizycznego starzenia się, zmagająca się ze skutkami chorób lub problemami z utrzymaniem ciąży. Na każdym z tych etapów konieczne jest zbudowanie się na nowo, by odnaleźć, jak zawsze niezmienny i konstytuujący nas archetyp silnej, oswobodzonej kobiety.

Katarzyna Kobyłecka-Bal, psychoterapeutka, specjalistka II stopnia psychologii klinicznej, diagnostka, biegła sądowa. Zajmuje się diagnozą i terapią osób z zaburzeniami z kręgu psychoz, nerwic, zaburzeń osobowości, zaburzeń adaptacyjnych, lękowych i depresyjnych.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze