1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Obalamy najczęstsze mity na temat seksu

Obalamy najczęstsze mity na temat seksu

Istnieje wiele mitów dotyczących seksu - obalamy te najczęstsze. (Fot. iStock)
Jak się kochać wzorowo, zgodnie z zaleceniami poradników? Nie słuchając zbytnio ich nakazów!

Jesteś w udanym, stałym związku, ale… Wyedukowana na medialnych wzorcach, karmiona opowieściami koleżanek, nie wiesz sama, czy brak orgazmu lub ochoty na seks mieści się w normie, czy jest już może symptomem jakiegoś zaburzenia. W prezencie dla ciebie proponujemy nasz sensowny seks-poradnik.

Czy to źle, że kochamy się krótko?

Według ostatnich badań prof. Zbigniewa Izdebskiego, statystyczny Polak kocha się około 15 minut. To krócej niż kiedyś, ale czy rzeczywiście krótko? I czy to, że kiedyś spędzaliście godziny w sypialni, a teraz wasz seks jest raczej ekspresowy, jest zmianą na gorsze?

– Nie ma długiego i krótkiego seksu, jest tylko seks satysfakcjonujący lub nie – uważa Katarzyna Platowska, psycholożka i terapeutka. – Jeśli partnerzy są zadowoleni, kochając się kilka minut, to wszystko w porządku. Najważniejsze, żeby żadne z nich nie czuło się do niczego przymuszane lub czegoś pozbawiane.

Jest wiele kobiet, które czerpią z seksu niewiele satysfakcji – problemy z libido ma ponad 40 proc. pań. Można śmiało przypuszczać, że te kobiety będą zadowolone, gdy stosunek będzie trwał jak najkrócej. Ale i wówczas, gdy kobieta lubi seks i chętnie go uprawia, nie musi przeznaczyć na to całej nocy, po godzinie może być już całkowicie usatysfakcjonowana.

– W tym, że kochamy się krótko nie ma nic złego – uważa Platowska. – Wieczorem wiele osób jest tak zmęczonych, że sama myśl o długiej celebracji prowadzi do rezygnacji ze zbliżenia. A jakoś niezręcznie zaproponować partnerowi szybki numerek… Tymczasem nie ma sensu trzymać się jakichkolwiek zewnętrznych norm. Możemy celebrować długie stosunki w weekendy, w tygodniu nieco szybszy seks jest jak najbardziej na miejscu.

Czy to źle, że nie zawsze mam orgazm?

Mężczyzna orgazm ma zawsze – tak stworzyła go natura. Z kobietami bywa różnie – raz dochodzą na szczyt, innym razem nie. To zupełnie normalne.

– Orgazm kobiety jest funkcją nie tylko fizyczną, ale przede wszystkim psychiczną – tłumaczy psycholożka. – Jeśli kobieta nie jest całkowicie odprężona i obecna tu i teraz, może mieć problemy ze szczytowaniem. Ale to nie znaczy, że seks nie dał jej satysfakcji. Samo zbliżenie może być dla niej na tyle ważne, ze względu na odczuwaną bliskość, intymność i całkowitą uwagę partnera, że uzna stosunek za bardzo udany niezależnie od braku orgazmu. Dobrze traktować szczytowanie jako miły, ale niekonieczny dodatek do emocjonalnej satysfakcji.

Jednak wielu mężczyzn wartościuje swoją seksualną wydajność tym, czy kobieta osiąga przyjemność. Gdy ich partnerki nie mają orgazmu, czują się jak łóżkowi nieudacznicy. I dochodzi do paradoksu: kiedy mężczyźnie tak bardzo zależy na rozkoszy kochanki, ona zaczyna orgazm... udawać – żeby nie robić mu przykrości, by miał poczucie, że jest najlepszym kochankiem na świecie. Albo… dla świętego spokoju.

– Nie bądźmy fanatykami: nawet jeśli kobiety są zdolne do wielokrotnych orgazmów, bywa, że nie mają żadnego. Jeśli to się czasem zdarza – w porządku. Okresowe trudności z dojściem do orgazmu nie oznaczają, że kobieta jest oziębła, a partner nieudolny. Problem jest wtedy, gdy kobieta nigdy go nie osiąga albo bardzo rzadko – konkluduje psycholożka. – Wtedy radzę udać się do seksuologa.

Czy to źle, że nie szczytujemy razem?

To dość powszechny mit na temat seksu: jednoczesny orgazm świadczy o wielkiej miłości i idealnym dopasowaniu. Owszem, dowodzi sporego porozumienia, znajomości ciała partnera i własnego oraz wiedzy, jak się posługiwać tym aparatem. Ale tak naprawdę jest… trikiem natury, ułatwiającym zapłodnienie.

– To jego podstawowa funkcja – mówi Platowska. – Podczas kobiecego orgazmu dochodzi do skurczu macicy, co wzmaga skuteczność wędrówki nasienia do jajeczka. Pod względem seksualnej satysfakcji orgazm przeżywany osobno wcale nie jest gorszy, podobnie jak łechtaczkowy nie jest gorszy od pochwowego. Kochankowie, szczytując każde w swoim czasie, mogą w pełni cieszyć się i napawać przyjemnością drugiego. Bo choć jednoczesny orgazm może być wręcz duchowym przeżyciem, to jest tak intensywnym stanem, że człowiek, chcąc nie chcąc, skupia się jedynie na swojej przyjemności.

Jeśli bardzo ci zależy na wspólnych orgazmach, głowa do góry – to się da wyćwiczyć. Jeśli nie masz nic przeciwko orgazmom jeden po drugim, twój partner powinien pamiętać o zasadzie „ladies first”. Nie ma jednak problemu, gdy zdarzy się, że to on będzie pierwszy – o ile potem zadba o ciebie.

Czy to źle, że w łóżku myślę o kimś innym?

Zdaniem większości seksuologów, odrobina fantazji, zwłaszcza u kobiety, jest jak najbardziej wskazana, bo pomaga wprowadzić się w odpowiedni nastrój. Pod warunkiem oczywiście, że jeśli fantazjuje o koledze z pracy, mężowi tego nie powie. Katarzyna Platowska uważa jednak, że gdy naprawdę zależy ci na dobrych relacjach w związku, erotyczne marzenia powinny dotyczyć… twojego partnera.

– Gdy zaczynasz się bawić w wyobrażanie sobie innego mężczyzny, pojawia się kłamstwo – wyjaśnia. – To znaczy, że własny partner cię nie podnieca. Wtedy lepiej spróbować innych sposobów, np. dołączyć jakieś gadżety czy gry, które urozmaicą seks, niż wyświetlać w głowie film porno z kimś innym w roli kochanka.

Co innego fantazje seksualne, nawet najdziksze, podczas masturbacji – tu można swobodniej i z czystym sumieniem puścić wodze fantazji.

Czy to źle, że się masturbuję?

Mały erotyczny seans sam na sam ze sobą może się zdarzyć także w stałym związku, ale czy to świadczy o braku satysfakcji w relacji? Przecież skoro kochasz partnera i możesz uprawiać z nim seks, kiedy tylko macie na to chęć – chyba nie powinnaś mieć ochoty na „dodatkowe” atrakcje? Otóż, niekoniecznie.

– Zdarzają się kobiety, w których życiu erotycznym masturbacja nie odgrywa żadnej roli – uważa Platowska. – Jeśli od wieku 17 czy 18 lat cały czas są w jakiejś mniej lub bardziej stałej relacji, nie odczuwają takiej potrzeby. I odwrotnie: kobiety, które w różnych okresach bywały same, bardzo cenią sobie taki sposób zaspokojenia seksualnego. A nawet gdy wejdą w nowy, udany związek, mogą przez jakiś czas nie chcieć porzucać „starych praktyk”.

Wszystko jest tak naprawdę kwestią proporcji. Jeśli twoje życie seksualne jest satysfakcjonujące, ale od czasu do czasu zdarza ci się seans autoerotyczny, to wszystko w porządku. Gorzej, jeśli jesteś bardziej zainteresowana własnymi pieszczotami niż seksem z partnerem. Tak może się stać, gdy on nie potrafi doprowadzić cię do orgazmu – a ty zamiast go tego nauczyć, udajesz przyjemność, a potem dogadzasz sobie sama. To ślepa uliczka. W konsekwencji będziecie się tylko od siebie oddalać, aż w końcu w ogóle zaczniecie unikać współżycia.

Czy to źle, że on korzysta z pornografii?

Przyłapałaś kiedyś chłopaka lub męża, jak z wypiekami na twarzy ogląda w internecie pieprzne filmiki?

Bez paniki! Pornografia jest szkodliwa w przypadku osób poniżej 18. roku życia i takich, które jeszcze nie rozpoczęły życia seksualnego. W innych przypadkach… – …oglądanie filmów porno może być taką samą rozrywką jak napicie się piwa: wprawdzie nie z tych najbardziej intelektualnych i z górnej półki, ale służy odreagowaniu – twierdzi Platowska.

Zdarza się jednak, że mężczyźni poświęcają pornografii więcej czasu niż nakazuje zdrowy rozsądek. Jeśli zaniedbują partnerki, bo są bardziej zainteresowani onanizowaniem się przed ekranem niż seksem z kobietą, z którą kochają się od miesięcy czy lat, to pojawia się poważny problem.

– Gdy mężczyzna nabiera ochoty na zbliżenie z żoną tylko po erotycznym seansie, to sygnał, że w jego małżeństwie nie dzieje się dobrze – mówi Platowska. – No, chyba, że ma problemy z libido.

Nagłe zainteresowanie partnera filmami porno może być też sygnałem, że potrzebuje dodatkowych bodźców. Dobrze potraktować ten fakt nie jako nieszczęście, ale wskazówkę – jak wzbogacić, a kto wie – może nawet uratować związek.

Czy to źle, że nie mam ochoty na seks?

Zmęczenie, stres, stan zdrowia, w tym hormonalnego i intymnego, ogólna sytuacja życiowa – to wszystko może powodować, że apetyt na seks będzie rósł lub malał. To oczywiste, że kobieta mająca płaczące po nocach dziecko, będąca w połogu lub krążąca myślami wokół nękających ją nierozwiązanych problemów, raczej nie będzie miała ochoty na miłosne igraszki. Libido spada też u kobiet w drugiej fazie cyklu, gdy rządzi nimi progesteron, gdy przyjmują tabletki antykoncepcyjne czy w okresie menopauzy.

Ale jeśli nie ma obiektywnego powodu, dla którego nie masz ochoty na seks, warto się nad tym zastanowić. – W kobiecej psychice potrzeba seksualna leży bardzo blisko potrzeby bezpieczeństwa, więc jeśli między partnerami nie ma zgody, ona nie będzie miała ochoty na miłosne igraszki – dodaje Platowska.

Łóżko jest czułym miernikiem temperatury uczuć między partnerami. Jeśli do niedawna w sypialni było fajnie, a od jakiegoś czasu zaczynacie unikać zbliżeń, może przyczyny trzeba poszukać w emocjach. Bo nawet jeśli nie ma między wami awantur i kłótni, to nie znaczy, że wszystko jest w porządku. A nieuzewnętrznione i nieponazywane problemy skutecznie dzielą partnerów. Potrafią nawet zniszczyć wieloletnią i udaną relację.

Są pary, które godzą się w sypialni. – To nie jest dobry pomysł – mówi psycholożka. Zaproszenie do seksu staje się utrwaloną metodą redukcji napięcia, zamiast wypływać z potrzeby bycia razem.

Chociaż jest ziarno prawdy w stwierdzeniu, że pary, które się często kłócą, miewają z seksu większą satysfakcję… – Takie pary mają „dobrze przewietrzony” związek, brak między nimi emocjonalnych zaszłości – tłumaczy Platowska. – Cała sztuka polega na tym, by umieć się kłócić dobrze i na temat, a potem godzić.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze