1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Fantazje erotyczne kobiet

Fantazje erotyczne kobiet

Kobiety w wyobraźni, podobnie jak w życiu, powoli budują napięcie, ale świat ich wyobrażeń jest niezwykle bogaty. Nawet jeśli nie chcą o seksie rozmawiać, w myślach zapominają o zahamowaniach i oddają się czystej żądzy. (Fot. iStock)
Kobiety w wyobraźni, podobnie jak w życiu, powoli budują napięcie, ale świat ich wyobrażeń jest niezwykle bogaty. Nawet jeśli nie chcą o seksie rozmawiać, w myślach zapominają o zahamowaniach i oddają się czystej żądzy. (Fot. iStock)
Fantazje erotyczne kobiet są barwniejsze od męskich. Niejeden kochanek byłby zszokowany. Każdy chciałby wprowadzić je w czyn. Ale prawie żaden się o nich nie dowie.

Przez wiele lat kobiety nie miały fantazji seksualnych – to znaczy nie miały ich oficjalnie. Ta, która się przyznawała, była traktowana jak uzależniona od seksu lub emocjonalnie zaburzona, albo przypinano jej obie łatki jednocześnie.

– „Mężczyźni fantazjują i to jest normalne, a kobiety nie – i tak właśnie ma być”. To jeden z największych i najmniej prawdziwych mitów na temat seksu – mówi Małgorzata Zaryczna, psycholożka, terapeutka i seksuolożka.

Badania Kinseya z 1953 r. były czymś w rodzaju kulturowego szoku, gdyż pokazały, że kobiety nie tylko mają śmiałość fantazjować, ale robi to prawie jedna trzecia żeńskiej populacji! Co się stało w ciągu tych lat? Nagle zaczęłyśmy miewać marzenia erotyczne? Nie, po prostu zaczęłyśmy się do tego przyznawać.

Erotyczne show

W porównaniu z kobiecymi fantazjami, męskie są dosadne, rzeczowe i dość ubogie. Ich scenariusz sprowadza się do konkretów: z kim, jak i gdzie.

– Facet wyobrazi sobie jakiś fragment ciała, zbliżenie narządów, sam akt i… to wystarczy – mówi seksuolożka. – W książce o życiu seksualnym człowieka rozdział poświęcony męskim marzeniom erotycznym, byłby najkrótszy.

Damskie wizje to strefa soczystej imaginacji: są pełne szczegółów opisujących zachowanie obojga kochanków, miejsce i sposób, w jaki się kochają, oraz całą drogę, która doprowadziła ich do zbliżenia. Kobiety w wyobraźni, podobnie jak w życiu, powoli budują napięcie, ale świat ich wyobrażeń jest niezwykle bogaty. Nawet jeśli nie chcą o seksie rozmawiać, w myślach zapominają o zahamowaniach i oddają się czystej żądzy. Wbrew powszechnemu mniemaniu panie fantazjują o podobnych co panowie rzeczach: orgiach, seksie z nieznajomymi z użyciem form przemocy, które uprzedmiotawiają kobietę, z wykorzystaniem najróżniejszych akcesoriów, w miejscach publicznych, przy udziale widowni… Na pozór niezbyt rozbudzona seksualnie kobieta zamienia się w pomiatającą mężczyznami dominę, wyuzdaną kokotę lub ladacznicę, która oddaje się każdemu napotkanemu mężczyźnie.

– Fantazje zabierają nas w cudowną podróż, która wzbogaca rzeczywistość, choć często też ją przerysowywuje – mówi Zaryczna. – Pomagają spętanej wychowaniem i konwenansami świadomości dotrzeć dalej, głębiej i szybciej tam, dokąd chce niepohamowana i bezwstydna podświadomość.

Marzenia erotyczne są częścią naszej seksualności. I mamy z nich całe mnóstwo pożytku, m.in. podczas masturbacji: mało która kobieta jest w stanie doprowadzić się do orgazmu wyłącznie poprzez mechaniczne drażnienie narządów płciowych. Dzięki wyobraźni orgazm jest nie tylko możliwy, alei bardziej intensywny.

– Fantazje są po to, by było nam lepiej – przekonuje Zaryczna. – Pełnią wiele ról: wpływają na nasze obcowanie ze sferą erotyki, niezależnie od tego, czy mamy partnera, czy nie. Pozwalają zmniejszyć lęk, wykazać większą tolerancję dla różnych zachowań seksualnych, wzmóc popęd i apetyt na seks. Także lepiej poznać samego siebie i oswoić ukryte pragnienia. Są też doskonałym afrodyzjakiem. Nierzadko zastępują… zdradę, bo bywają katalizatorem pragnień, których związek monogamiczny nie akceptuje (flirtu, uprawiania seksu z kimś innym). Sprawiają też, że możemy poczuć się wspaniałym kochankiem lub kochanką. To bezpieczne urozmaicenie, dzięki któremu nie umieramy z nudów w małżeńskim łożu, co po latach sypiania z jedną osobą mogłoby się zdarzyć.

– Są tacy, którzy każdą kobiecą fantazję seksualną odczytują jako objaw frustracji, wygłodzenia czy niezaspokojonych potrzeb – mówi seksuolożka. – Jednak duże grono kobiet, prowadzących udane życie seksualne, właśnie dzięki nim szybciej wprowadza się w nastrój i ma więcej satysfakcji z seksu.

Męski lęk

Dlaczego ta kwestia była do tej pory owiana tajemnicą? To proste: na otwartość nie były gotowe ani kobiety, ani społeczeństwo. Fantazje były uważane za domenę mężczyzn – podobnie jak pożądanie i czerpanie przyjemności z seksu. Kobieta w tej materii była mężczyźnie podporządkowana. I nagle panowie dowiadują się, że w głowach ich kobiet, żon i kochanek pojawia się coś, czego nie można zobaczyć, dotknąć czy choćby… oprotestować. Na dodatek może stanowić nie lada zagrożenie, stać się czymś w rodzaju rywala. Ich myśli zaczęły biec według podobnego schematu: „Jak to możliwe, że jakieś marzenie może być dla mojej kochanki źródłem większego podniecenia niż ja sam? Po co jej te fantazje? Rozumiem, że robi to jakaś stara panna, której nikt nie chce, ale moja kobieta?! Czy nie ma ze mną udanego seksu?”. Żaden facet tak łatwo nie zaakceptuje utraty dominującej pozycji.

– Mężczyźni często czują się zagrożeni przez kobiece fantazje – mówi Zaryczna. – Podczas gdy powinni się cieszyć ze wszystkiego, co sprawia, że mamy większą ochotę na seks. Dla niego sama myśl o tym, że jego żona, dziewczyna czy narzeczona mogłaby podczas seksu myśleć o kimś innym, jest niewyobrażalna.

Nancy Friday, autorka kilku książek na ten temat, przyznaje, że badając kobiece marzenia erotyczne, szybko zrozumiała jedno: rozmowa o nich nie ma sensu w mieszanym, damsko-męskim towarzystwie. Większość mężczyzna nie była zainteresowana odnalezieniem czegoś nowego w zwyczajach seksualnych swojej partnerki. Kobiety zamiast czuć się przy nich swobodniej, milkły lub wręcz zaprzeczały, jakoby fantazjują czy to podczas masturbacji, czy też – co gorsza – podczas stosunku.

– O wiele łatwiej jest iść z kimś do łóżka, niż odsłonić to, co prawdziwe, głębokie i bardzo intymne – potwierdza Zaryczna. Aby się przyznać do naszych erotycznych marzeń, trzeba pozbyć się lęku przed odrzuceniem.

Najzabawniejsze i jednocześnie najbardziej zadziwiające jest to, że nikt nie kwestionuje pożytku z korzystania z „rekwizytów”, które mają podnieść apetyt na seks: kolacja przy świecach, wino, rozsypane na łóżku płatki róż, erotyczna bielizna, kajdanki... – to wszystko pomaga obojgu kochankom „złapać nastrój”. Czasem też wspólnie oglądamy erotyczne zdjęcia lub film – i w tym nie widzimy niczego złego. Dlaczego więc nie puścić sobie takiego filmu w naszej głowie, przed wewnętrznym okiem?

Kobiety nie chcą ujawniać swoich fantazji również dlatego, by nie rozbudzić oczekiwań partnerów. Lękają się, że potem oni będą oczekiwać, by realizowały je na okrągło!

Kwestia zaufania

Większości fantazji nie należy traktować dosłownie: jeśli śnię o seksie, w którym jestem zmuszana do współżycia, nie oznacza, że marzy mi się gwałt. Wręcz przeciwnie – żadna kobieta nie chciałaby naprawdę przeżyć tego bólu, strachu. Ta fantazja mówi: „Mam ochotę na seks bez zahamowań, ale jestem w stanie poddać się mu tylko wtedy, kiedy ktoś zdejmie ze mnie odpowiedzialność”. Wiedząc o tym, możemy w pełni wykorzystać umiejętność fantazjowania.

– Wprowadźmy pewne elementy z erotycznych marzeń do wspólnego pożycia – radzi Zaryczna. – Nasz partner może nas na przykład związać i w ten sposób symbolicznie ubezwłasnowolnić. Czasem wystarczy zawiązanie oczu, by seks nabrał zupełnie innego wymiaru.

Fantazja jest kobietą!

W 1993 r. dr Spencer A. Rathus z New York University stwierdził, że 72 proc. kobiet fantazjuje podczas stosunku. I to im młodsze, tym chętniej. Najczęściej wyobrażają sobie romantyczne sceny, seks z kimś innym niż stały partner, w odmiennej niż zwykle scenerii. Z kolei badanie przeprowadzone w latach 90. przez Janet Wolfe, psycholożkę z Nowego Jorku, pokazało, że z grupy 15 tysięcy kobiet nie fantazjuje jedynie 2,5 proc., a 97,5 proc. ma liczne, bardzo zmysłowe i rozbudowane fantazje.

Mówić czy nie mówić?

Czy warto zdradzić ukochanemu, co się dzieje w naszych fantazjach? Niekoniecznie. Zdaniem Małgorzaty Zarycznej, w tej kwestii powinniśmy się kierować zasadą: „Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe” – nikt nie będzie zadowolony, kiedy usłyszy, że kochając się z nim, wyobrażamy sobie na jego miejscu kogoś innego. Takie informacje lepiej zostawić dla siebie. Jeśli jesteśmy w związku na tyle dojrzałym i bliskim, że możemy sobie pozwolić na mówienie o najskrytszych pragnieniach, przyznać się do fantazji, bez lęku, że zostaną ocenione i odrzucone – to wspaniale. Oznacza to bowiem, że zagościło w nim prawdziwe zaufanie i bezpieczeństwo.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Czy mężczyźni myślą tylko o seksie?

Ukuło się takie przekonanie, że mężczyźni myślą tylko o „tym”. A przecież myślą o pracy, o swojej partnerce, relacji, rodzinie, o swoim życiu… i o seksie. Ale wcale nie tak często. (Fot. iStock)
Ukuło się takie przekonanie, że mężczyźni myślą tylko o „tym”. A przecież myślą o pracy, o swojej partnerce, relacji, rodzinie, o swoim życiu… i o seksie. Ale wcale nie tak często. (Fot. iStock)
Czy facetom zawsze chodzi o jedno? Czym różnią się od nas w postrzeganiu seksu? O czym fantazjują? Jak odnajdują się u boku dzisiejszych świadomych swoich potrzeb i wyzwolonych kobiet? Czy naprawdę nie przeszkadza im nasz cellulit? Portret współczesnego mężczyzny staramy się stworzyć wraz z psychoterapeutą Michałem Pozdałem.

Mówi się, że mężczyznom jedno w głowie. Czy to prawda, że myślą tylko o seksie?
Nie! Myślą o pracy, o swojej partnerce, relacji, rodzinie, o swoim życiu… i o seksie. Ale wcale nie tak często. Ukuło się takie przekonanie, że myślimy tylko o „tym”. A wszystko, co jest odpowiednio długo powtarzane, wydaje się prawdziwe. Z badań przeprowadzonych w Ohio wynika, że mężczyzna myśli o seksie 19 razy dziennie, ale nie można tych wyników traktować poważnie. My chyba cały czas nie dopuszczamy do siebie prawdy, że mężczyzna to też człowiek, z własną emocjonalnością. Jako społeczeństwo redukujemy mężczyzn do automatu, oni zresztą sami też to robią. „Jestem facetem i wielu rzeczy nie muszę, bo jestem mało skomplikowany” – takie spojrzenie jest wygodniejsze. Poza tym w rodzinach działają transgeneracyjne przekazy, które też wdrukowują nam, że facet to automat.

Czym jest seks dla takich odciętych od własnej emocjonalności automatów?
Dla większości mężczyzn to strefa zupełnie nieodkryta. To znaczy znają doskonale automatykę seksu, ale nie mają dostępu do jego przeżywania. Czyli nie wiedzą, czym jest seks. Sprowadzają go do erekcji – za przeproszeniem wsadzić do pochwy, ejakulować i wyjąć. Gdy przychodzi do mnie para z problemami z erekcją i pytam, jak wygląda ich życie seksualne, mężczyzna mówi: „Nie uprawiamy seksu”. Dopytuję: „W ogóle się nie dotykacie? Nie pieścicie?”. On odpowiada: „Dotykamy się, pieścimy, ale seksu nie mamy”. Bo seks to stosunek. A gdy pytam mężczyzn w wieku 40–50 lat, jakie miejsce w ich ciele jest najbardziej erogenne, najczęściej nie wiedzą. Zalecam więc w ramach ćwiczeń dla par całowanie po szyi, po uszach czy po sutkach i wtedy odkrywają, że ich to tak stymuluje, że widzą gwiazdy…

A jak to jest z młodszym pokoleniem mężczyzn – są bardziej świadomi siebie i swoich potrzeb?
Jest spora grupa mężczyzn naszpikowanych pornografią, którzy traktują przez to seks instrumentalnie. Ale jest też wielu młodych mężczyzn, którzy zostali już inaczej wychowani, inaczej postrzegają siebie, a przez to inaczej patrzą na swoje relacje seksualne. Są bardziej otwarci na swoją cielesność. A na problemy z erekcją reagują – albo „miałem zły dzień, jestem przemęczony”, albo „nie kocham jej, nie mogę”. Natomiast mężczyźni 40-letni traktują erekcję jak automat. I mają przekonanie, że muszą. I to jest okropne i okrutne. W ten sposób redukują męskość i męską seksualność do penisa. Myślę, że to niesprawiedliwe, gdy media czy reklamy powtarzają, że mężczyzna musi, bo mamy wielu wspaniałych mężczyzn po urazach kręgosłupa, którzy nigdy nie będą mieli erekcji, a są cudownymi kochankami. I żywym dowodem na to, że seks to nie tylko penetracja.

Zubożona jest ta męska seksualność…
Żeby się otworzyć na swoje przeżycia seksualne, musimy rozumieć, co się z nami dzieje, i umieć komunikować swój stan emocjonalny. A wielu mężczyzn nie ma takiej uważności na siebie i to się przekłada na problemy w seksie. Nie wiedzą, dlaczego mają ochotę lub dlaczego jej nie mają. I nadużywają pornografii, która wywołuje hiperstymulację mózgu – po pewnym czasie potrzebują więcej i więcej. Moi pacjenci często opowiadają, że podczas kontaktu seksualnego z partnerką odłączają się od tego, co się dzieje, i przypominają sobie sceny porno, żeby się dostymulować. Nie potrafią się skupić na tym, co jest tu i teraz. Partnerka to wyczuwa i seks zaczyna być co najmniej nieudany.

A jak dla odmiany swoją seksualność postrzegają kobiety?
Dużo lepiej rozpoznają swoje potrzeby i pragnienia seksualne, lepiej też komunikują się w kontekście swojej seksualności. Media zrobiły tu dobrą robotę – wyedukowały was w kwestii rodzajów orgazmów, sposobów zaspokojenia, dbania o swoje potrzeby, upominania się o rozkosz. Nadal w niektórych związkach to mężczyzna warunkuje długość aktu seksualnego. Gdy on ejakuluje, oznacza to koniec seksu. Ale kobiety teraz mówią: „Postaraj się o moją przyjemność”. Kobietom jest łatwiej rozmawiać o seksie, bo dla nich to jest opowieść o emocjach i potrzebach. Chociażby przez sposób wychowania przychodzi im to łatwiej. Zwłaszcza że w seksie czasami trzeba poprosić, trzeba być bezradnym i trzeba się poddać. Mężczyznom przychodzi to z trudem…

Chcąc zgłębić męski punkt widzenia, muszę spytać o jedną rzecz, która spędza sen z powiek wielu kobietom – czy mężczyznom przeszkadza nasz cellulit?
Mężczyźni nie wiedzą, co to jest, dopóki partnerka im tego nie pokaże. I są zaskoczeni, gdy dowiadują się, że kobiety to maskują. Ale wy, drogie panie, jesteście nauczone, żeby się pilnować – golić, depilować, podcinać, wysysać… Mężczyźni nie mają tego obciążenia. To, że mu urósł brzuch, w ogóle nie warunkuje jego wartości seksualnej. Za to często trudno im się skoncentrować na seksie, bo myślami są ciągle w pracy. I z tego powodu pojawia się często problem z erekcją. Jeżeli kobieta się obrazi albo przestraszy, że już go nie podnieca, problem urośnie. A jeżeli przytuli się i powie: „Jak się czujesz? Co się dzieje?”, to w tej atmosferze bliskości i zrozumienia może narodzić się wspaniały seks. On potem mówi, że ona go podnieciła. Ale to była bliskość. Bo żeby uprawiać seks, trzeba podejść do siebie blisko.

No dobrze, a kiedy już mężczyzna zostawi tę pracę, to na czym się skupia w seksie?
Najlepiej, gdyby skupiał się na tym, co się właśnie dzieje. Niestety, mężczyźni, z którymi pracuję, często skupiają się na tym, żeby dobrze wypadli i zaspokoili partnerkę. Wtedy właśnie zaczynają się problemy z erekcją. Żeby uprawiać dobry seks, trzeba się otworzyć i poddać temu, co się dzieje. A jeżeli staramy się coś osiągnąć, pojawia się lęk: „nie dam rady”, i to blokuje wzwód. A kult erekcji jest ogromny…

Czy to jest największy problem współczesnego mężczyzny?
Nie, ten problem był od zawsze. Dzisiaj po prostu mężczyźni zaczynają o tym mówić. Z pewnością na problemy w łóżku przekłada się wysoki poziom stresu. Szczególnie gdy mężczyzna, który ma dużo napięć, redukuje je przez masturbację. Jeśli przed wyjściem z biura masturbuje się w toalecie, oglądając film pornograficzny w telefonie – niwelując napięcie z całego dnia, ale też obniżając libido – to kiedy wraca do domu, nie ma już naturalnej potrzeby zabiegać o względy seksualne swojej partnerki. To jest współcześnie najpoważniejszy problem – uzależnienie od pornografii i masturbacji. Bo po kilku latach relacji, żeby mieć kontakt seksualny, trzeba podjąć pewien wysiłek – coś zorganizować, coś wybaczyć, coś zaproponować. Do seksu trzeba się rozebrać – dosłownie i w przenośni – i powiedzieć: „Potrzebuję cię do zaspokojenia mojej bardzo ważnej potrzeby”.

A o czym mężczyźni najczęściej fantazjują?
Te fantazje są bardzo zubożone przez pornografię. Zamiast uczestniczyć w akcie, który się właśnie dzieje, przypominają sobie obrazy z filmów, którymi są naszpikowani. Oczywiście nie wszyscy. Mężczyźni są bardzo różnorodni, nie chciałbym spłycić męskich fantazji do tego, że wszyscy marzą o seksie ze starszą kobietą, z kobietą o wielkich piersiach czy z nastolatką. Jedno jest pewne – o seksie fantazjują. Ale fantazjują też o bliskości. Bo mężczyźni zaspokajają w łóżku nie tylko potrzebę redukcji napięcia seksualnego, ale również potrzebę miłości, bycia akceptowanym, pożądanym... Ale jak pytam: „Dlaczego pan jej o tym nie powie?”, to słyszę „Ja mam powiedzieć, że ona ma mnie przytulać?”.

W sumie cieszę się, że nie udało nam się tu stworzyć prostej instrukcji obsługi mężczyzny.
Ale to by było niemożliwe i niesprawiedliwe! Nie da się stworzyć instrukcji obsługi mężczyzny, podobnie jak nie da się stworzyć instrukcji obsługi kobiety. To my przywykliśmy do myśli, że mężczyzna jest łatwy w obsłudze. Dziś mężczyźni już wiedzą, że nie muszą być napakowanymi twardzielami. Że mogą być „mięczakami”, mogą płakać, mieć różne uczucia, po prostu być różni. Na szczęście coraz lepiej odnajdują się w tej nowej rzeczywistości.

Dwie proste rady dla par:

  • Zacznijcie uprawiać seks bez penetracji. Poznaj, co w twoim ciele sprawia ci największą przyjemność. Potraktuj ciało partnera jak nieodkrytą wyspę i zacznij po nim podróżować! Takie podejście pozwala cieszyć się seksem przez całe lata, bo największym organem seksualnym człowieka jest skóra, a nie penis!
  • Przytulajcie się nago. Nie musicie każdych pieszczot kończyć seksem. Dzięki temu zaczniecie wydzielać neuroprzekaźniki odpowiedzialne za przyjemność i pojawi się poczucie dobrostanu. Poza tym oksytocyna przywiąże was do siebie, a to strasznie miłe uczucie.
Michał Pozdał psychoterapeuta, seksuolog, wykładowca Uniwersytetu SWPS. Założyciel i kierujący pracą Instytutu Psychoterapii i Seksuologii. Absolwent studiów magisterskich w Instytucie Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego. Stypendysta na Wydziale Dramy Stosowanej Uniwersytetu Exeter w Wielkiej Brytanii. Ukończył z wyróżnieniem podyplomowe studia Seksuologia Kliniczna na Uniwersytecie SWPS w Warszawie. Pracuje w podejściu psychodynamicznym oraz systemowym. Prowadzi psychoterapię indywidualną osób dorosłych oraz par i rodzin.

  1. Seks

Jak bawić się seksem i czerpać z tego radość?

Seks: zabawa dla dorosłych, która może dać wiele radości. (fot. iStock)
Seks: zabawa dla dorosłych, która może dać wiele radości. (fot. iStock)
Radość zabawy seksualnej jest szczególnym połączeniem dorosłej odpowiedzialności oraz dziecięcej beztroski i fantazji. Jak więc bawić się seksem – co nam przeszkadza, a co pomaga? – mówi psychoterapeutka Olga Haller.

W naszych czasach spełnione są liczne warunki, by seks był przede wszystkim zabawą. Nastąpiło już niemal całkowite oddzielenie seksu od prokreacji, także dzięki środkom antykoncepcyjnym. I odpadł w sporej mierze wielki niepokój dawnych czasów – czym to się skończy? A poczucie grzechu w młodych pokoleniach jest na wymarciu... A jednak wcale nie jest tak łatwo odnaleźć klimat dobrej zabawy w seksie. Ludzie są zmęczeni i zagonieni, wyczerpani walką o byt, przeciążeni informacjami. Także wymaganiami, jak powinniśmy żyć, wyglądać, budować świetny związek. I jak doskonalić swoje życie seksualne… Czasopisma, poradniki pokazują setki sposobów, jak to osiągnąć. Uff... poczułam się zmęczona od samego wymieniania tych obciążeń.

Dlatego łóżko bywa jak wyspa – zagonieni już tylko w nim czują się bezpiecznie i swobodnie, jeśli mają siłę, jeśli nie jest to kolejna lekcja do odrobienia. Oby ta wyspa nie była jedynie wyspą snu, na której jedno z pary albo oboje rzucają się skonani, odkładając na później potrzebę seksualnego zbliżenia. Na czas, kiedy będą wypoczęci, może na urlopie albo w weekend? Dlatego tak często słyszymy: co za paradoks, seks jest pod ręką, wolny od zagrożeń, ale ludziom się nie chce, nie mają sił.

Upieram się, że większość jednak ma siłę i chęci. Wtedy seks może łatwo stać się ważny ponad miarę i pełnić nie tylko erotyczne funkcje, a wyspa łóżka kojarzy się z rajską wyspą. Ludzkie raje mają jednak swoje ciernie i nie trwają wiecznie. I wiemy, że nie da się oprzeć związku tylko na łóżku, chociaż jest ono ważne. Seks to sfera zbyt wrażliwa – na dodatek powiązana ze wszystkimi innymi sferami naszego życia – by ją zostawiać ot, tak sobie. Niebezpiecznie jest traktować seks t y l k o jako zabawę, bo wtedy łatwo go odczłowieczyć – uprzedmiotowić kontakt, pozostać na poziomie odruchów i gimnastyki, choćby bardzo wymyślnej.

Nasze możliwości seksualne nie są więc oddzielone od reszty nas samych. Jesteśmy całością, a to, jaki mamy kontakt ze sobą, na ile siebie znamy, jak spędzamy wolny czas, jak się odżywiamy, wpływa na seksualną wrażliwość i inwencję. Gdy ktoś się przepracowuje, nie radzi sobie ze stresem, trzyma się nadmiernie w ryzach obowiązków, ma nikłe szanse na swobodne baraszkowanie w sypialni. Twórczy potencjał obumiera z niedożywienia, ale też kiedy karmimy się w nadmiarze, niszczy go bierna rozrywka, usypia piwo. Słabnie, gdy gonimy za superpodnietami, nowymi technikami, gadżetami. Twórcza kreacja w łóżku jak dziecięca zabawa potrzebuje kilku warunków: odpowiedniego czasu, swobodnej przestrzeni, bezpieczeństwa i kontaktów opartych na zaufaniu. Wzajemnego zainteresowania, zaangażowania, chęci, elastyczności w przejmowaniu i oddawaniu inicjatywy. A wszystko to jedynie w wystarczającym dla konkretnej pary stopniu, nie musi być na maksa.

Seks nie powinien być tylko zabawą, to jasne. Ale od czasu do czasu właściwie czemu nie? Tak, może być tylko zabawą, jasne. Przeczytałam kiedyś zdanie, które mi się bardzo spodobało: „Seks jest najwspanialszą zabawą dorosłych”.

Czym dla ciebie jest zabawa? Beztroska, swoboda, spontaniczność, twórcze pomysły, eksperymentowanie, przyjemność, ekscytacja. I radość czynienia dla samego czynienia. Specyficzna dynamika. Powolne rozkręcanie – do całkowitego zapamiętania się w działaniu, albo rozmyślanie, planowanie, szukanie okazji, czekanie. Tak to bywało w krainie dzieciństwa. Wszyscy znamy takie momenty, dorastaliśmy, ucząc się życia w zabawie. To podstawowa aktywność dzieci, konieczna dla rozwoju. W dorosłym życiu zdolność twórczej zabawy jest również ważna – potrzebujemy jej dla dobrego samopoczucia i zdrowia. Czy nie życzylibyśmy sobie takich przeżyć w seksie?

Seks może być wspaniałym sposobem na odreagowanie napięć codzienności. Dobrze, żeby przestrzeń intymnego spotkania była miejscem, gdzie można zrzucić maski, pancerze, odłożyć broń, odtajać w ramionach partnera. Otworzyć się na swoje i jego potrzeby. Zwolnić się z przymusu wykonania zadania. To są jednak – jak się wydaje – podstawowe trudności w czerpaniu radości z seksu. I nie pomogą tu poradniki, co robić, jak i ile razy. Potrzebna jest świadomość siebie i zdolność do spotkania z drugą osobą – z szacunkiem dla jej inności, z otwartością na poznanie. To jest podstawa, której często nam brak. Jak dobrze się bawić, kiedy nie ma pewności, czy nie grozi nam wykorzystanie, agresja albo manipulacja?

Na warsztatach z kobietami właśnie tym się zajmujemy, jedną z dróg, którą kobiety docierają do ukrytej energii seksualnej, są wspomnienia dziecięcych zabaw. Grupa daje bezpieczeństwo, którego kiedyś zabrakło. Odkrywamy, że w tej dziecięcej ciekawości ciała, płci, seksu nie było nic złego, że nie musimy się wstydzić, czuć się nieczysto, niegodnie. To konieczność, by otworzyć się na radość z łóżkowej zabawy.

Trudno jednak w dorosłym życiu zachować dostęp do naszej dziecięcej natury. Twardniejemy, niektórzy noszą nawet pancerne zbroje. Są tacy, którzy je zdejmują, gdy idą do łóżka, inni z kolei tylko rozpinają. Musimy z dziecka wyrosnąć, to nieuchronne i potrzebne – nauczyć się odpowiedzialności, liczenia się z otoczeniem, odwagi, samodzielności. Ale czy musimy zostawiać za sobą naszą dziecięcą wrażliwość i spontaniczność? Jest wiele sytuacji, kiedy słyszymy lub mówimy sobie: „Nie bądź dzieckiem”, „To takie dziecinne” itp. Co zawsze brzmi jak nagana. Zdobyczą dorosłości jest zdolność wyboru, więc także decydowania np. o tym, kiedy zostawiamy nasze „dorosłe ubranie” na krześle i wskakujemy do łóżka, by poddać się jak w zabawie emocjom i przyjemnościom w intymnym spotkaniu z partnerem. Dzieci do udanej i rozwijającej zabawy potrzebują bezpieczeństwa z zewnątrz. My zaś, dorośli, powinniśmy zapewnić je sobie sami w seksie – by bawić się radośnie, musimy czuć się bezpiecznie. Radość zabawy seksualnej jest szczególnym połączeniem dorosłej odpowiedzialności oraz dziecięcej beztroski i fantazji. Paradoksalnie, by znowu być na chwilę dzieckiem, potrzeba dojrzałości.

Co myślisz o seksualnych zabawkach? Kiedyś byłem pewien, że wibrator będzie tylko śmiesznym gadżetem, a tu się okazuje, że staje się narzędziem powszechnego użytku... Są filmy pornograficzne, tyle się pisze o erotyce. Jest ich mnóstwo. To wspaniale, że są i z łatwością każdy, kto chce, może się w nie zaopatrzyć, choćby dzięki internetowym sklepom. Z drugiej strony, jeśli rozejrzymy się po naszym mieszkaniu, z pewnością odkryjemy, że mamy w zasięgu ręki magazyn erotycznych akcesoriów! Bądźmy otwarte na erotyczne skojarzenia w różnych innych sytuacjach, całkiem nieseksualnych – na zakupach, w kuchni, pod prysznicem. Może zechcemy rozwinąć je w pomysły na zabawę seksualną z partnerem, a może pobawimy się same...

Wszystko na świecie ma swoją jasną i ciemną stronę, tak samo świat seksualnych zabawek, w tym pornografia. Ogromny wybór przedmiotów i środków służących wzmocnieniu podniet podczas uprawiania seksu może także zagrażać uprzedmiotowieniem kontaktów seksualnych. Przerost formy nad treścią, pogoń za coraz to silniejszymi bodźcami stępiają wrażliwość, a jednocześnie podsycają głód. Stąd blisko do uzależnienia od seksu. Szczególnie niebezpieczne może to być dla młodych, formujących się osobowości.

A naprawdę nie chodzi o to, by dążyć do tego, żeby każde zbliżenie było zabawą. I to maksymalnie urozmaiconą. Ważne, byśmy umieli się bawić, jeśli tylko mamy na to ochotę.

  1. Seks

Fantazje erotyczne - jakie skrywają o nas informacje?

To, o czym fantazjujemy w obszarze seksualnym, wiele mówi o naszych brakach, tęsknotach i niespełnionych pragnieniach. (fot. iStock)
To, o czym fantazjujemy w obszarze seksualnym, wiele mówi o naszych brakach, tęsknotach i niespełnionych pragnieniach. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
W fantazjach nie chodzi tylko o podniecenie i rozładowanie jak w pornografii. To tajemniczy język, który kryje ważne treści. Warto go odszyfrować, bo pozwala poznać przyczyny niezadowolenia z życia, nie tylko erotycznego – mówi Karolina Strojecka, psychoterapeutka zaburzeń seksualnych.

W swoich fantazjach był… maskotką: białym puszystym króliczkiem z niebieską kokardką. Jakiś nieudacznik? Gdzie tam! Miał wiele kochanek i partnerek. Ale żadna kobieta nie była dla niego dość dobra. Przyszedł do seksuolożki, bo był już tym zmęczony. No i poznał Elizę. Smukłą, wysoką blondynkę w typie sportowym. Ideał. Po kilku miesiącach, najwyżej roku, zawsze dochodziło do rozstania. Bał się więc, że i tym razem tak będzie. I że to Eliza odejdzie. Dlaczego? Adrian nie lubił inicjować seksu, chciał, żeby kobieta pierwsza go całowała, dotykała. Żeby potwierdzała jego atrakcyjność. Podziwiała. Pieściła jak króliczka…

Fantazja pomogła nam poznać przyczynę jego problemów ze zbudowaniem trwałego i dobrego związku, a także tych seksualnych schematów – mówi Karolina Strojecka, terapeutka zaburzeń seksualnych. – Spoczywała ona ukryta głęboko pod stertą wspomnień, a zwłaszcza trudnych uczuć z czasu, gdy Adrian miał kilka, a potem kilkanaście lat.

Żadna partnerka nie mogła mu dogodzić, bo nie pragnął niczego, co którakolwiek kobieta mogłaby mu dać. Którakolwiek poza jego matką. Adrian chciał tego, czego nie dostał w dzieciństwie. Bezskutecznie zabiegał wtedy o uwagę matki, zakochanej i zapatrzonej w romansującego na lewo i prawo męża. Zwracała się ku synowi tylko wtedy, kiedy odnosił jakieś dziecięce sukcesy, np. pięknie zaśpiewał na akademii w przedszkolu, wygrał konkurs na wypracowanie o babim lecie w szkole. Ładnie ubrany, z aksamitką na białej koszuli, miał rumieńce radości, mogąc przejrzeć się w oczach mamy. Cieszyła się, klaskała, a potem opowiadała jego ojcu, jakiego to mają wspaniałego synka. Reflektor jej uwagi gasł, pogrążając chłopca w mroku smutku, kiedy był zwyczajnym dzieciakiem: bawił się samochodzikami na podłodze w pokoju czy wracał z katarem ze szkoły. Adrianowi brakowało codziennej, zwyczajnej uwagi i czułości matki przez całe dzieciństwo. Ten głód wyraził symbolicznie w swojej pluszowej fantazji.

Dziura w koszyku

Brak miłości w dzieciństwie, kiedy dorośniemy, staje się jak dziura w koszyku, do którego zbieramy radość życia, poczucie bycia wartym miłości i kochanym. Cokolwiek tam wrzucimy, wyleci i koszyk pozostaje pusty, a my emocjonalnie głodni i niepewni siebie. Żadna kobieta, choćby nie wiadomo ile głasków ofiarowała Adrianowi, nie była w stanie zaspokoić jego pragnienia bycia widzianym i kochanym. Pomóc mogło tylko załatanie dziury w jego sercu. Łatą było zobaczenie tego, co odczuwał jako chłopiec. Odreagowanie trudnych emocji z dziecięcego pokoju: złości na matkę, smutku. A potem pogodzenie się z tym, że tamten czas już nie wróci i Adrian nie dostanie miłości mamy. To powinno wystarczyć, by mógł przyjąć miłość erotyczną kobiety.

Fantazje to poważna sprawa – mówi Karolina Strojecka. – Wydaje się, że mówiąc o nich, możemy tylko zawstydzić siebie i innych swoją perwersją. Otóż nie. Ujawnienie i analiza obrazów z naszej wyobraźni pomaga odkryć przyczyny braku zadowolenia z życia, nie tylko seksualnego.

Macho proszony na salony

Fantazja o dominującym kochanku, który łapie kobietę w pół, rzuca na łóżko i trzymając za włosy, bierze nawet wbrew jej woli, nie mówi wcale, że Zuza chce takiego kochanka. Że chce go mieć na co dzień. Ustalać z nim, kto rano idzie pierwszy do łazienki! Albo czy kupić auto w kolorze jej oczu, czy takie, które jest dobrze widoczne na drodze. No nie. Zuza kocha męża – ciepłego misia. Macho to tylko fantazja. Czyli co? – Zazwyczaj odpowiedź na konflikt wewnętrzny i trudności, z jakimi psychika się mierzy – stwierdza Karolina Stojecka. – Warto się zastanowić, dlaczego w lnianej pościeli w błękitne drobne kwiatki obok Zuzy i jej męża pojawia się macho?

Nie wystarczy opowiedzieć misiowi o tej fantazji? A potem wspólnie odegrać takie oto przedstawienie: misio – wciśnięty w drogi garnitur (bo to konieczny kostium macho mana z korporacji) – po przyjściu do domu bierze Zuzę. Trochę siłą, ale zgodnie z jej wolą. Na stole w kuchni albo na podłodze w salonie, byle nie w pościeli w kwiatki.

Karolina Stojecka: – Powiedzieć o swoich fantazjach partnerowi i je zrealizować? Jasne! Tylko że nie umiemy rozmawiać o seksie. Żartować z koleżankami o tym, czego byśmy posmakowały w seksie – tak. Ale odsłonić się przed partnerem? Czemu to takie trudne?

Kochanie, marzę, żebyś...

Ewa chce być jak kwiat. Związana sznurkiem, unieruchomiona. Zatrzymana w pięknie i zmysłowości. Naga. Bondage – zabawa seksualna polegająca na tym, że jeden z partnerów krępuje drugiego sznurem. Jego zwolennicy mówią, że związana tak kobieta wygląda jak bukiet. Takie fantazje ma Ewa, odkąd zobaczyła album japońskiego fotografa Arakiego. A w nim zdjęcia kobiet: jak pudełka prezenty z ciała i seksu. Poczułaby się wtedy bezpieczna. Poddana całkiem woli mężczyzny. Sama myśl ją podnieca, ale czy powie o tym Robertowi?

Kobieta mówi o fantazjach tylko wtedy, gdy ma poczucie bezpieczeństwa i bliskości w związku. Jest pewna, że partner akceptuje ją taką, jaka jest – mówi Karolina Stojecka. – Nie zaatakuje: „No co ty? Jak możesz?” albo „Takie świństwa mnie nie interesują”. Pacjentki obawiają się takiej reakcji partnera i pytają mnie często, jak sobie z tymi obawami radzić. „A jak popłaczę się i ucieknę?!” – mówią, kiedy radzę im mimo lęku opowiedzieć partnerowi o fantazjach. Odpowiadam: „Łzy to nie jest zła rekcja na »nie«”. Niech mężczyzna zobaczy, że jego partnerka ma miękki brzuszek, że jest jej przykro, a więc to dla niej ważne. Byleby odpowiedzią na jego „nie” nie była agresja: „I tak byś nie dał rady!”. Jeśli nawet partner ostro utnie propozycję sekszabawy, to wcale nie znaczy, że źle myśli o swojej kobiecie. Może naprawdę się obawiać, czy sprosta jej oczekiwaniom, czy da radę. A jak dwie osoby się przestraszą, to konflikt może pójść na noże.

Ewa powiedziała o swojej fantazji Robertowi i choć za pierwszym razem ją zbył, nie poddała się. Za radą terapeutki ponowiła prośbę po tygodniu. Robert w tym czasie zaciekawił się tym, czego pragnęła, bo też taka propozycja może rozpalić wyobraźnię mężczyzny. Trzeba mu tylko dać czas, by się z nią oswoił. By przejął kontrolę nad tym, czego chce jego kochanka, zaplanował i umiał zrealizować to, czego ona chce. Tak też się stało, bo Robert powiedział: „Dobrze, w weekend”. A jeśli mówienie o fantazji jest niemożliwe lub zbyt trudne? Albo partner naprawdę nie chce jej spełnić, ale jest otwarty na zmiany w relacji? Są inne sposoby na skorzystanie z mądrości, jaką niesie erotyczna wyobraźnia.

Zobaczyć w Misiu Rozpustnika

Dlaczego, kiedy Zuza zamknie oczy, jak diabeł z pudełka wyskakuje z jej wyobraźni macho? Łapie ją w pół i ciągnie ku całkowitemu zatraceniu zmysłów. Zuza chciała zrozumieć siebie, dlatego znalazła się w gabinecie specjalisty. Ojciec? O to zapytał ją seksuolog. Zuza miała dominującego i wybuchowego ojca. A i z mamą nie było jej lekko. Bała się ojca i czuła dystans do zimnej i wycofanej matki. Wybrała więc na partnera ich przeciwieństwo. Mimo jednak niechęci do powtórki emocjonalnej z dzieciństwa dla Zuzy, tak jak dla każdej kobiety, nieświadomym symbolem męskości pozostał ojciec. Wybuchowość i impulsywność podnieca więc Zuzę, a zarazem ją odrzuca. Odkrycie, kto tak naprawdę ukrywa się w postaci macho, to pierwszy krok. Drugi, dopełnienie jej związku o brakujący męski aspekt. Mąż daje jej poczucie bezpieczeństwa, ale nie ma w sobie nic z macho – nie ma nawet grama spontaniczności. Nie wykazuje też w świecie zmysłów żadnej inicjatywy. Jeśli Zuza chce być z nim szczęśliwa, musi w misiu odnaleźć rozpustnika. Czy to możliwe? Z odkurzaczem w ręku na co dzień nie prezentuje tego męskiego aspektu. Co nie znaczy, że go nie ma. Ona męski aspekt męża może też zobaczyć, kiedy pójdzie do jego firmy. Wyjęty z pościeli w drobne kwiatki misio okazuje się czasem szefem, który potrafi zdominować wielu mężczyzn. Dostrzec w mężu aspekt, którego w domu nie realizuje, to najprostsze rozwiązanie. Udało się: misio jest szefem firmy logistycznej, ma pod sobą kilkunastu kierowców. Uzupełniony o aspekt męskiej dominacji partner otworzył Zuzie drzwi do szczęścia we dwoje.

Dlaczego rozpustnik?

Mężczyźni rozdzielają często miłość i seks, żonę i kochankę. Kobiety czasem nie dostrzegają w mężu namiętnego kochanka. Takie rozszczepienie to efekt podwójnej moralności, odrzucania seksu jako czegoś złego i brudnego. To rozszczepienie (nazywane w seksuologii zespołem rycerza i rozpustnika albo madonny i ladacznicy) staje się powodem, dla którego mężczyźni szukają kochanki. Kobiety zazwyczaj tylko fantazjują, bo kultura nadal uczy je, że seks nie powinien być dla nich tak ważny jak macierzyństwo czy pomoc rodzicom. Dlatego wyobraźnia kobietom zazwyczaj wystarcza. Jednak i kobiety, i mężczyźni powinni starać się połączyć dwie postaci, na które rozpada się w ich doświadczeniu partner, aby być szczęśliwym, mieć poczucie wewnętrznej spójności. Jak połączyć rycerza i rozpustnika? Zuza przyjrzała się swoim wspomnieniom o tacie i zrozumiała, że wybuchowy ojciec był jej o wiele bliższy niż zimna matka. Bywał czuły i ciepły. Przypomniała sobie, jak jeździła z nim na żużlowe zmagania i jak się bawili, kibicując. Dopiero kiedy zaczęła dorastać, ojciec przestał mieć dla niej czas, zajęty pracą, alkoholem i konfliktem z matką. Zobaczenie ojca jako człowieka, który był i dobry, i zły, zintegrowało w wyobraźni Zuzy obraz mężczyzny. Celem jej fantazji nie był seks z macho, ale właśnie to wewnętrzne połączenie dwóch męskich aspektów.

Kiedy to on chce

Czerwone pończochy... Strój stewardesy! Mogę ci kupić! – jeśli mężczyzna przyzna się przed żoną do swoich fantazji, to, co wtedy nastąpi, zależy od tego, czy kobieta ceni siebie, czy nie. Jeśli jest pewna swojej wartości, uważa się za atrakcyjną, założy czerwone pończochy. Jeśli ma kompleksy, zrobi awanturę, że czerwone pończochy nosi żona jego brata! A w samolocie, którym lecieli do Egiptu, widziała, jak ślinił się na widok rudej stewardesy! A następnie wyciągnie z tego krzywdzące wnioski, dopasuje fantazje partnera do swoich kompleksów. Lepiej kupić pończochy i bawić się życiem we dwoje. – Wielu mężczyzn fantazjuje o kobiecych kostiumach. Takie przebieranki mogą im dać poczucie posiadania wielu kochanek, choć tak naprawdę pozostaną wierni jednej – mówi Karolina Strojecka. – Warto iść za ich wyobraźnią. Nawet jeśli żona brata nosi czerwone pończochy, a spotkana podczas lotu stewardesa była piękna, nie ma sensu tego wypominać. Wyobraźnia mężczyzny użyła tych obrazów, by pomóc mu dowiedzieć się, czego mu potrzeba.

Mężczyźni i kobiety miewają dziś często fantazje o męskiej dominacji. Czy to znak czasu? Czy mówi o jakimś wewnętrznym konflikcie toczącym się w kulturze? Mężczyźni czują się dziś niemęscy. Nie mają poczucia wpływu na rzeczywistość. Dowodem na to jest ich gremialna ucieczka w rzeczywistość wirtualną, w Internet, w gry i w pornografię – pisze prof. Philip Zimbardo w książce „Gdzie ci mężczyźni?”. Fantazje o macho są też odpowiedzią na męski kryzys. Kobiety stały się silne, decyzyjne. Kierują ludźmi w pracy i planują życie domu. Chcą więc chociaż w sypialni poczuć się małe, bezbronne i pożądane. Jak Ewa fantazjują więc o byciu bukietem kwiatów, a nie panią wiceprezes. – Kocham Roberta jeszcze bardziej, od kiedy zupełnie mu się oddałam, realizując fantazję w klimacie bondage – mówi Ewa.

Ukrywane pocałunki

Dorota fantazjuje często. Lubi to. Ale dziś jej marzenia wymknęły się spod kontroli. Dorocie „wyobraził się” pocałunek z... Kamą!? Przestraszyła się: „Czyżbym była lesbijką?”. Niekoniecznie. Może to być sygnał, że przeciwna płeć stała się dla Doroty zagrażająca. Dorota pokłóciła się z Tomkiem i od miesiąca nie śpią razem, nawet ze sobą nie gadają, poza technicznymi ustaleniami. Tomek pchnął ją tak, że kobieta ma siniaki na plecach. Jej mózg idzie więc na skróty i daje Dorocie czułość bezpieczną, bo płynącą od kobiety.

Fantazja o pocałunku z kobietą to wyraz złości i lęku, jakie budzi w niej mąż. Dorota potrzebuje namiętności i seksu, ale nie chce jej teraz od mężczyzny. Ta kobieta z jej fantazji, to… sama Dorota w masce Kamy. Bywa, że kiedy kobieta spotka swój ideał kobiecości, gdy marzy, by być tak piękną, atrakcyjną, niezależną i kobiecą jak tamta, to śni, że uprawia z nią seks, staje się więc nią.

Odkrywając fantazje, odkrywamy prawdę o człowieku – mówi Karolina Stojecka. – Jeśli tylko odważymy się im przyjrzeć. Zechcemy zrozumieć. Dorota powinna porozmawiać z Tomkiem i postawić granicę w ich relacji, by nie dochodziło do przemocy. Ale nie jest to proste, bo ojciec Doroty był „smutnym pijakiem”. Nie radził sobie ze sobą, a co dopiero z pracą, karierą. Dorota chce sobie skompensować ten brak męskiego wzorca właśnie eleganckim, ale za to agresywnym mężem. Tomek jest zadbany i silny. Agresja? To znak, że nie jest taki jak jej tato…

Internet niszczy fantazje

Pornografia podnieca. Owszem. Pokazuje kobiety zdominowane, jakimi bywają w fantazjach. Owszem. Ale tu podobieństwa się kończą. Porno to droga do szybkiego podniecenia i zaspokojenia. W fantazjach nie o to chodzi. Niosą także istotne nieświadome treści. – Fantazja pozwala poznać i rozwinąć swoją seksualność – mówi Karolina Strojecka. – Wzmocnić relację z partnerem. Podpowiada, co w niej uzdrowić. Pomaga się rozerotyzować. Otwiera na prawdziwą seksualną naturę.

Karolina Strojecka: psycholożka, psychoterapeutka, terapeutka zaburzeń seksualnych. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego i Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Poznawczej i Behawioralnej. Współpracowała z prof. Zbigniewem Lwem-Starowiczem w Instytucie Seksuologii PTS.

  1. Seks

Erotyzm w pojedynkę - sposób na poznanie swoich potrzeb

Masturbacja może być kluczowym doświadczeniem w poznawaniu swojego ciała i seksualności. (fot. Getty Images/ Gallo Images)
Masturbacja może być kluczowym doświadczeniem w poznawaniu swojego ciała i seksualności. (fot. Getty Images/ Gallo Images)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kiedy kobieta lubi sama dostarczać sobie rozkoszy, może okazać się to bardzo korzystne dla jej związku. Choć nie zawsze.

Podejście do autoerotyki zmieniło się diametralnie od czasów prababek. Dawne bzdury o grzechu, wyrastaniu włosów na rękach albo zezie zastąpiła zupełnie inna teoria. Dziś, gdy poskarżysz się seksuologowi, że seks nie daje ci rozkoszy, usłyszysz: „masturbuj się!”. Nieważne, czy jesteś w związku, czy śpisz sama. Tylko tak masz szansę nauczyć się, co to jest orgazm i gdzie go szukać. Co my na to?

Wzorem starożytnych mędrców pochwalamy umiar. Masturbacja nie jest groźna w skutkach, na pewno dzięki niej wzrasta znajomość własnego ciała. Dziś świat już nie oczekuje od wchodzącej w relację kobiety całkowitej niewinności i absolutnej czystości. Przeciwnie: lepiej, jeśli dziewczyna lubi seks i chętnie mu się oddaje. – I tak będzie, jeśli odkryje siebie, oswoi się ze sobą i samodzielnie zintegruje swoją seksualność – mówi psycholog i seksuolog Joanna Twardo-Kamińska. – Dlatego seksuologowie zalecają treningi masturbacyjne także kobietom w związkach, jeśli mają problemy z osiągnięciem orgazmu podczas stosunku. Warunkiem przyjemności w łóżku jest odpowiednia synchronizacja, pełna akceptacja, zgoda na to, co się dzieje, i całkowity relaks – a to niekiedy łatwiej uzyskać w samotności niż we dwoje.

Kiedy kochanek zbyt młody…

Szczęściarą może się nazwać 20-latka spotykająca rówieśnika, który rozumie kobiece ciało na tyle, że jest w stanie dać jej przyjemność. Większość młodych kochanków nie potrafi jeszcze „postępować” z kobietą. Brak im wprawy, znajomości tajników kobiecego ciała; w dodatku z reguły wszystko dzieje się zbyt szybko. – Masturbacja w takiej sytuacji to często jedyny sprzymierzeniec młodej kobiety związanej z niedoświadczonym partnerem – mówi Twardo-Kamińska. Przekonała się o tym Weronika: – W świat seksu wprowadzali mnie kolejni mężczyźni. Ale trudno ich było nazwać mistrzami ars amandi, nie umieli pieścić kobiety i w ogóle myśleli raczej głównie o sobie. I pewnie nie odkryłabym orgazmu, gdyby nie przypadek: w poradniku przeczytałam, że kobieta orgazmu najlepiej może nauczyć się sama. Zaczęłam więc i… uczyłam się z przyjemnością – opowiada. Weronika próbowała różnych sposobów dochodzenia do rozkoszy – pieściła swoje ciało, sutki, łechtaczkę; trenowała różne siły nacisku i różne rodzaje dotyku. Tymi, które „działały”, dzieliła się ze swoim partnerem. I cóż? I bardzo dobrze!

– Dzięki moim wskazówkom partner wie, jak mnie dotykać i co sprawia mi największą przyjemność. We dwoje korzystamy z wiedzy na temat mojego ciała – mówi Weronika. Czy jej partner wiedział o tych „ćwiczeniach”? Nie, Weronika uznała, że to zbyt intymne doświadczenie.

Brak orgazmu

Ewa ma 30 lat. Jest z Albertem od półtora roku. Kocha go, ale… przez te półtora roku nie miała orgazmu. Zapytana, czy sama też nie osiąga przyjemności, unosi brwi. Przecież ma partnera, a te potrzeby powinien zaspokajać mężczyzna, masturbacja w związku jest czymś nienaturalnym. Owszem, wcześniej się masturbowała. Ale teraz już tego robić nie będzie, bo to niezgodne z jej poglądami.

To częste zjawisko: kobiety, które kiedyś chętnie oddawały się autoerotycznym praktykom, zarzucają je, gdy znajdują partnera. Wciąż wiele osób hołduje stereotypowi, że singielki mogą się masturbować, ale kiedy wchodzą w związki, powinny o autoerotyce całkowicie zapomnieć – chyba że partner wyjechał daleko i na długie miesiące. – Tymczasem masturbacja w związku może być dobra, pod warunkiem że nie zastępuje współżycia z partnerem – komentuje seksuolog. – Ale jako dodatek może stanowić miłe urozmaicenie.

Co to znaczy: dodatek? O takiej sytuacji mówimy wtedy, kiedy para normalnie współżyje i ma z tego odpowiednią dawkę przyjemności, ale kobieta raz na jakiś czas chce zostać ze swoją rozkoszą sama. Zwłaszcza jeśli ma większe potrzeby niż partner. Wiele kobiet lubi takie sam na sam ze sobą, niezależnie od udanego współżycia z partnerem.

– Czasem gdy leżę w wannie, w pachnącej pianie, dookoła palą się świece, a woda i zapachy pieszczą moje zmysły, nachodzi mnie nieodparta ochota, by się podotykać i dać sobie chwilę przyjemności – wyznaje Alicja. – Mam nadzieję, że nie ma w tym nic złego.

Zdaniem Joanny Twardo-Kamińskiej – nie ma, pod warunkiem że nie jest to jedyny sposób dochodzenia do przyjemności. Masturbacja może być jednym z elementów życia erotycznego i wcale nie musi konkurować ze stosunkiem czy go zastępować. Zdarza się też, że masturbacja jest alternatywą dla pozamałżeńskich romansów. Chwila autoerotyki od czasu do czasu jest w porządku, pod warunkiem jednak, że w sypialni nie czeka spragniony naszego ciała i bliskości partner.

– Bo jeśli czeka – lepiej byłoby go do pieszczot zaprosić – mówi seksuolog. – Jeśli sprawiamy sobie rozkosz za zamkniętymi drzwiami, a potem odtrącamy partnera, to nie jest w porządku. Lepiej przyjąć scenariusz Renaty.

– Mój mąż bardzo się starał, ale coś było nie tak, nie mogłam osiągnąć szczytu – opowiada. – Po kilku miesiącach zebrałam się na odwagę i kochając się z mężem, zaczęłam sama się pieścić. Niepotrzebnie bałam się jego reakcji: był zachwycony! Obydwoje szybko osiągnęliśmy rozkosz.

Jak zapewnia seksuolożka: – Widok pieszczącej się partnerki jest dla mężczyzny bardzo atrakcyjny. Warto wciągnąć autoerotykę na listę zabaw, którym oddajemy się wspólnie z partnerem. Większość mężczyzn będzie zachwycona, obserwując pokaz kobiecej rozkoszy.

Erotyczne fantazje

Podczas seansu masturbacyjnego – czy jest on udziałem nastolatki, czy młodej mężatki – ważną rolę spełniają fantazje seksualne. – Kobieta, pieszcząc się, snuje różne wizje, które służą wzbudzeniu i spotęgowaniu podniecenia. Dobrze jest przyjrzeć się tym wizjom i elementom, które nas w nich podniecają, ponieważ to skrócona instrukcja obsługi własnej seksualności – mówi Joanna Twardo-Kamińska.

Bo jeśli znamy swoje fantazje, znamy też swoje upodobania. Te najskrytsze pewnie nigdy nie ujrzą światła dziennego, ale są wśród nich i takie, które kiedyś z przyjemnością zrealizujemy w ramionach partnerów. Zdaniem wielu seksuologów seks w rytm fantazji erotycznych jest jednym z najbardziej satysfakcjonujących.

Jak podkreśla Joanna Twardo-Kamińska: – Często zachęcam moje pacjentki do poszukiwania materiału, który mógłby stanowić wątek ich erotycznych fantazji snutych podczas autoerotyki. Fantazje są zlepkiem naszych doświadczeń, obserwacji, przechwyconych obrazów. Dlatego zajrzyjmy do sex shopu i zapytajmy o film erotyczny. Czytajmy erotyczną literaturę. Nigdy nie wiadomo, gdzie znajdziemy ziarno podniecenia, które zakiełkuje kiedyś cudownym doświadczeniem. Poszerzajmy swój sypialniany repertuar, najpierw w teorii, by potem móc to zrobić w praktyce.

Erotyczne spotkanie ze sobą

Kulturowy zakaz masturbacji przynosi tak naprawdę całkiem sporo szkody. Zabrania czegoś, co jest dla człowieka naturalne, i odcina go od najlepszego źródła doświadczeń pozwalających nauczyć się własnego ciała. – Gdybyśmy żyli wolni od zahamowań narzuconych przez kulturę i normy społeczne, pewnie wszyscy młodzi ludzie masturbowaliby się regularnie i z ochotą. Niezależnie od płci – twierdzi Joanna Twardo-Kamińska. Nie byłoby to złe, bo masturbacja jest niezastąpionym narzędziem erotycznego samopoznania. Bo choć kobiety rodzą się ze zdolnością, której zazdroszczą im mężczyźni: mogą mieć wielokrotne orgazmy – to zanim doświadczą chociaż jednego, muszą poćwiczyć.

– Autoerotyzm pozwala kobiecie poznawać własne ciało, uczyć się ścieżek dochodzenia do rozkoszy, wypracowywać mapę rozkoszy, poznawać własne czułe punkty. Badania potwierdzają, że masturbujące się kobiety mają bardziej udane życie seksualne, a to często przekłada się na budowanie trwalszych więzi – wyjaśnia seksuolożka. I dodaje, że erotyczne ćwiczenia, okraszone fantazjami seksualnymi i zwieńczone orgazmem, mogą przynieść więcej pożytku niż przeczytanie poradnika na temat erotyki.

Ekspert: Joanna Twardo-Kamińska: psycholożka, seksuolożka, współpracuje z Poradnią Seksuologiczną i Patologii Współżycia w Centrum Psychoterapii w Warszawie i Centrum Psychoterapii MAGO.

  1. Seks

Kocham, kiedy boli. Katarzyna Miller o tym, jak rodzi się w nas postawa sadystyczna i masochistyczna

Sadyzm i masochizm kojarzą się z wyżynami ars amandi, uważamy je za kontrapunkt dla nudnego małżeńskiego seksu. (Fot. Getty Images)
Sadyzm i masochizm kojarzą się z wyżynami ars amandi, uważamy je za kontrapunkt dla nudnego małżeńskiego seksu. (Fot. Getty Images)
Masowa wyobraźnia seksualna jest zapełniona przez przeróżne ekscesy, których atrybutem bywają pejcze i czarne skóry. Zamiast z wynaturzeniem sadyzm i masochizm kojarzą się nam dziś z wyżynami ars amandi, uważamy je za kontrapunkt dla nudnego małżeńskiego seksu. Dlaczego tak się dzieje? Jak rodzi się w człowieku postawa masochistyczna i sadystyczna? – zastanawia się psychoterapeutka Katarzyna Miller.

Oto kolejny temat, któremu towarzyszy zwykle fascynacja...
...której nie wahajmy się nazwać niezdrową. Właśnie dlatego nie lubię tego tematu. Kojarzy mi się z podekscytowaniem licznej publiczności przekonanej, że sadomaso to rodzaj rewelacyjnego dekadentyzmu, rozkwitu cywilizacji zachodniej w libertyńskim wydaniu i najlepszym opakowaniu. Błyszczącym, czarnym i lateksowym. O szczególnym traktowaniu tematu świadczy już sam ten skrót i to, że wywołuje niezmiennie porozumiewawcze uśmieszki i spojrzenia, które niby mają sugerować, że my też lubimy się bawić „w te rzeczy”. Co, my jacyś gorsi jesteśmy?! A przecież tak naprawdę mało kto to lubi. Puchate kajdanki, skóry, nawet pejcze dajemy sobie w prezencie jako sugestię czy zaproszenie do udanego seksu. Cóż za nieporozumienie! Dla mnie jako terapeutki masochistyczno-sadystyczny seks to jest upadek. I to nie moralności bynajmniej, tylko ludzkiej nadziei na szczęście i spełnienie życia. Dotykamy tu bezpośrednio nagiej ludzkiej nędzy i poniżenia.

Nie spodziewałam się, że zaczniesz tak ostro. Bo przecież sadomasochizm jak każde zjawisko ma wiele odcieni. Leciutka doza pikanterii od czasu do czasu to chyba nie jest problem, zwłaszcza jeśli to gra?
Oczywiście. Bawić się można we wszystko, jestem jak najbardziej za urozmaicaniem sobie seksu. Pod warunkiem że jest to tylko i wyłącznie zabawa dla obu stron, i jest to dla obojga partnerów jasne. Wtedy niech sobie i będzie ten dreszczyk związany z tym, że nagle ja tu leżę związana, niby to na twojej łasce, i możesz ze mną robić, co chcesz. I sam ten fakt podnieca obie strony. Trochę w tym teatru, trochę gry wyobraźni – szczególnie gdy używamy przy tym jakichś tam fikuśnych rekwizytów. Ale przecież nie zakładam wtedy, że będziesz miał ochotę zadawać mi ból, prawda? Problem pojawia się wtedy, gdy żadna inna forma bliskości seksualnej nie jest w stanie człowieka pobudzić albo gdy bez pewnych tego typu elementów nie jest on w stanie osiągnąć orgazmu. Niestety, w prawdziwym sadyzmie podnieca tylko prawdziwy, nieodgrywany lęk ofiary, a masochista musi poczuć prawdziwy ból, by się spełnić. A więc ludzie dotknięci tą przypadłością, sadyści, masochiści albo sadomasochiści, są po prostu chorzy i powinni się leczyć.

Jednak dość często nasze fantazje erotyczne zawierają elementy przemocy. Przysłużył się temu choćby markiz de Sade, który wprowadził ten temat do masowej wyobraźni.
Był niezłym literatem, dzięki czemu udatnie określił w swoim zapisie normę pewnej choroby. Ale to jest tylko norma choroby i musimy sobie zdawać z tego sprawę. Coś, co ma człowieka pełnego lęku i braku miłości przekonać, że jest władcą życia, własnych i cudzych przeżyć. Czyli że to on rządzi. Podczas gdy w rzeczywistości jest sam we władzy ciężkiego nałogu. Szczególnego seksoholizmu, który człowieka uprzedmiotawia, maltretuje, może nawet zabić. Są słynne śmierci związane z duszeniem. Wyobrażasz sobie, że można żądać, by cię bito albo duszono podczas stosunku? Albo chcieć to robić komuś, żeby zaznać orgazmu? To oznacza, że ów ktoś doznawał w życiu tak silnych przeżyć, że żadne tam zbliżenie się do czyjegoś ciała czy dotyk nie wystarczają. Doznał cierpienia, które przerosło jego zdolność do asymilacji, więc się zamknął, znieczulił, zamroził.

Czyli nie rodzimy się tacy?
Nie. Dzieci są blisko seksualności. Podglądają się, pokazują sobie genitalia, bawią się w doktora. Dziewczynki wkładają sobie do cipki różne przedmioty. Ale jeśli tam włożą agrafkę, to dlatego, że jest mała, a dziewczynce brak jeszcze wyobraźni. Nie włożą otwartej agrafki czy igły, bo to boli, kłuje. Małe dziecko nie chce bólu. Żadne. Ale zdarzają się sytuacje, które uczą dziecko, że ból jest dobry. Dam przykład z mojej praktyki, który pokazuje, jak się rodzi postawa masochistyczna. Pewna kobieta, kiedy miała mniej więcej cztery latka, jadła zupę przy stole, a jej mama była w kuchni. Dziewczynka nieostrożnie machnęła rączką i zrzuciła ze stołu talerz. Zupa się wylała, a talerz stłukł. I ona wpadła w panikę, że mama ją skrzyczy i zbije – była o tym przekonana. Szybko wzięła do ręki ostry odłamek porcelany i przejechała nim sobie po nóżce. Zaczęła lecieć krew. I poczuła ulgę. Ponieważ dla matki tej dziewczynki zbicie talerza to była katastrofa, ona wiedziała, że musi zamienić tę katastrofę w jeszcze większą katastrofę, żeby się ochronić. Ta kobieta, pracując z tym zdarzeniem, odkryła, że wybrała ból, by zyskać ulgę, opiekę i zapobiec gorszemu bólowi. I od tej pory tak zaczęła działać. W związkach pozwalała się źle traktować. Bo masochizm ani sadyzm nie ograniczają się do sypialni. Ludzie pozwalają na siebie krzyczeć, nie szanować się, ranić nie tylko fizycznie. Ta kobieta najpierw sama przekroczyła swoje granice, skaleczyła się specjalnie. I za to spotkała ją nagroda: ulga i radość, że znalazła sposób, żeby się chronić i przyciągnąć uwagę matki. Strach i ból skleiły się w niej z ulgą, bezpieczeństwem i bliskością.

A jak się to ma do seksu?
Celowo mówię o sytuacjach nieseksualnych, żeby pokazać, że seks nie jest niczym innym niż pozostałe części życia. Inny przykład – doświadczenie pewnego chłopca, syna alkoholika, który sam się później stał alkoholikiem: szedł z tatą na spacer po raz pierwszy i jedyny. Miał parę lat. Podskakiwał i nagle jego nóżka ześliznęła się z chodnika. W tym momencie ojciec zareagował tak, jak reaguje alkoholik, czyli w sposób nawet dla siebie samego niezrozumiały. Zawrzał z wściekłości, że się dzieciak źle zachowuje na ulicy. I tak go skatował, że chłopiec nie mógł iść. I co zrobił wtedy tatuś? Posadził go sobie na ramionach i zaniósł do domu. I to jest najszczęśliwsze wspomnienie z dzieciństwa tego chłopca.

Znowu wzór: ból sklejony z ulgą i szczęściem. A jak się rodzi postawa sadystyczna?
Podobnie. Tyle że ulga nie pochodzi z doznanego bólu, tylko z odwetu. Ktoś doznał bólu, upokorzenia i bezradności, więc żeby sobie z tym poradzić, oddał komuś słabszemu. I doznał ulgi, napawając się lękiem swojej ofiary, jej słabością i tym, że w tym momencie to on ma władzę. Już nie jest osobą, która doznaje lęku, bólu i bezradności, tylko tę swoją bezradność przekuwa w siłę.

Nie wszyscy ludzie, którzy są sadystami, są sadystami seksualnymi. Nie wszyscy masochiści są masochistami seksualnymi. Skąd ten szczególny związek?
Żeby w ogóle coś wyszło z seksu, człowiek musi się rozluźnić. A masochista i sadysta żyją w ciągłym napięciu i oczekiwaniu na karę, cios. To napięcie jest nieznośne, paraliżuje, znieczula, więc paradoksalnie jedyny sposób, w jaki taki człowiek może się rozluźnić, to wreszcie poczuć ten ból albo satysfakcję z zadawania go. Jest jeszcze jeden typowy przypadek, który może doprowadzić do wykształcenia się sadomasochistycznej postawy w seksie, a mianowicie dzieci molestowane seksualnie. Z jednej strony, gdy to się dzieje, boją się, nie chcą tego. Nie mogą się obronić, uciec, czują się bezradne. Jednak dość często zdarza się, że odczuwają przy tym przyjemność, a nawet podniecenie, czują się ważne, bo ktoś dorosły – na przykład ojciec – się nimi zajmuje. Te dzieci mają wdrukowany wzór uprzedmiotowienia, podniecenia, poczucia winy i jednocześnie potrzeby bycia za to jakoś ukaranym, a więc kompletnego zagubienia.

Mam w głowie jeszcze jedno skojarzenie: mężczyzna, w domu i biznesie absolutnie macho, a cichaczem chadza do prostytutki, której każe się bić i nazywać niegrzecznym chłopczykiem... to prawda czy wymysł?
Dobrze, że o tym mówisz. Tacy mężczyźni istnieją. I to ilu. Nie wszyscy naprawdę chodzą do tej zastępczej mamusi, żeby ukarała niegrzecznego synka, część tylko o tym fantazjuje. Coś takiego dzieje się, gdy w jakimś sensie dzielisz się na pół i w swoim codziennym życiu pokazujesz i wyrażasz tylko jedną stronę. Wówczas ta druga część ciebie, ukryta, wyparta, jakoś chce dojść do głosu. To bywa doprowadzone do ekstremum - i to jest właśnie ten przypadek, który opisujesz. Taki mężczyzna jako dziecko był zwykle tym bitym, karanym za błędy, za to, że nie spełnia wizji rodziców. I obiecał sobie, że już nikt nigdy go nie upokorzy, że to on będzie panem, będzie zdobywał, karał, zwalniał. I często udaje się mu wejść na sam szczyt, bo jest bardzo zdeterminowany, całą swoją siłę i motywację wkłada w to, żeby obronić tego bitego chłopca przed kolejnymi upokorzeniami. Życie, którym wiecznie się coś komuś udowadnia, jest pełne napięcia. I znowu potrzebne jest tego odreagowanie. Poza tym w głębi duszy taki człowiek nie czuje się wartościowy, uważa, że zasługuje na karę, bo to ciągle słyszał od matki. Więc chce, by go bito. Najchętniej owa zastępcza mamusia, bo od tej prawdziwej jest nadal uzależniony...

To wszystko, co opisujesz, to rzeczywiście wielka krzywda, cierpienie i prawdziwa ludzka nędza. Dlaczego więc zajmuje takie miejsce w kulturze? I dlaczego tak pokrętnie to zjawisko interpretujemy?
Łatwo jest skrzywdzić dziecko, trudno je naprawić. By człowieka tak skrzywionego wyprostować, trzeba naprawdę dużo pracy, odpowiednich warunków i dobrej woli. I kto to ma niby robić? Dlatego nauczyliśmy się to racjonalizować. Udowadniać, że to nieszczęście jest wielką zabawą, która niby świadczy o naszym wyzwoleniu. Dodajemy nieco szminki, lateksu, czerni i już nie wygląda to nędznie. I już możemy udawać, że mamy takie doznania, o których wy, szaraczki, pojęcia nie macie. Co tam ten wasz nudny seks w pozycji misjonarskiej, przy zgaszonym świetle, pod kołdrą. My jesteśmy panami doznań, świata, kontrolujemy, nie nudzimy się. A przecież się strasznie nudzą, nużą, niewiele czują, są uzależnieni. Czy naprawdę mamy im czego zazdrościć?