Beata Biały - Michał Lew-Starowicz: Ponad 30 proc. hospitalizowanych z powodu HIV ma doświadczenia chemseksu. Jakie zagrożenia niesie seks na dragach?
00:00
12:09
Choć w tym, że do kontaktów seksualnych dochodzi pod wpływem różnych substancji psychoaktywnych, nie ma nic nowego, to przez ostatnie dziesięciolecia rozpowszechniło się to na niespotykaną wcześniej skalę. O tak zwanym chemseksie i jego konsekwencjach rozmawiają Beata Biały i Michał Lew-Starowicz.
- Chemseks to nie tylko łączenie seksu z narkotykami – to zjawisko, które wiąże się z poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi oraz psychicznymi.
- „Konsekwencje i zagrożenia płynące z chemseksu z pewnością przewyższają wszelkie pozytywne doznania z nim związane” – podkreśla dr hab. Michał Lew-Starowicz, psychiatra, seksuolog i psychoterapeuta.
- „Osoby zaangażowane w chemseks nieraz używają różnych narkotyków w tym samym czasie” – dodaje ekspert i wyjaśnia, dlaczego takie połączenia są szczególnie niebezpieczne dla zdrowia i życia.
- Michał Lew-Starowicz tłumaczy także, skąd bierze się popularność chemseksu oraz jakie zagrożenia niesie on dla relacji, seksualności i zdrowia.
Wywiad ukazał się w magazynie „Sens” 12/2024
Beata Biały: Czym właściwie jest chemseks?
Michał Lew-Starowicz: Chemseks to stosowanie różnych substancji psychoaktywnych przed aktywnością seksualną albo w jej trakcie po to, żeby wzmocnić lub ułatwić doznania seksualne. Odkąd ludzie mieli dostęp do różnych substancji psychoaktywnych, dochodziło do kontaktów seksualnych pod ich wpływem. Zjawisko to nigdy nie było jednak rozpowszechnione na tak wielką skalę jak obecnie. Bardziej współczesna historia chemseksu to okres ostatniego półwiecza.
Kto wpadł na pomysł, że substancje psychoaktywne mogą zrobić cuda w seksie?
Nie traktowałbym tego w kategoriach cudów. Z mojego punktu widzenia jest to dość ponura rzeczywistość. Często spotykam się w pracy z jej konsekwencjami.
Zjawisko chemseksu zostało pokazane na wielkim ekranie już w latach 80. XX wieku w filmie „Zadanie specjalne” z Alem Pacino. Film opowiada o seryjnym mordercy z Nowego Jorku, który obierał za swój cel gejów. Chemseks był początkowo łączony głównie ze środowiskiem homoseksualnych mężczyzn, którzy przeżywali stres mniejszościowy, mieli trudności z ujawnieniem się (określanym jako coming out) we wrogo do nich nastawionym społeczeństwie. Co za tym idzie – przeżywali obawy przed nawiązaniem kontaktów z innymi mężczyznami, do tych spotkań dochodziło często w klubach dla gejów. Stres i zahamowania były zmniejszane przez dostępne tam powszechnie narkotyki.
Substancje psychoaktywne pełniły funkcję wyzwalacza, miały ułatwić otwarcie się na seks, pokonanie bariery wstydu. Nawiązywane w klubach kontakty były często przygodne, narkotyki zmniejszały zahamowania, ale i ostrożność, stąd powszechny w tych czasach problem infekcji przenoszonych drogą kontaktów seksualnych.
Były to bowiem czasy, kiedy HIV odbierał zdrowie i życie wielu osobom.
Na chemseksie można uprawiać seks całą noc, z przerwami na kolejną kreskę?
W szczególności psychostymulanty podtrzymują stan aktywności, pobudzenia, w tym także seksualnego. Z drugiej strony jednak substancje psychoaktywne mogą osłabiać fizjologiczne reakcje seksualne, dlatego wielu mężczyzn łączy je z lekami poprawiającymi erekcję.
Tylko po to, żeby być „ogierem”?
Chemicznym ogierem. Wpływ narkotyków na pożądanie, erekcję, orgazm czy ejakulację zależy od rodzaju substancji, dawki, czasu stosowania i stanu zdrowia. Zwiększaniu odczuwanego popędu może towarzyszyć działanie na układ naczyniowy powodujące osłabienie reakcji genitalnych. Z kolei narkotyki mające efekt uspokajający mogą zmniejszać lęk przed aktywnością seksualną i ułatwiać osobie zbliżenie, chyba że wcześniej spowodują nadmierną senność albo inne niebezpieczne efekty przedawkowania. Utrata kontroli, oszołomienie czy senność sprzyjają też nadużyciom seksualnym. Jak widzisz, jest to dość złożony temat.
Sprawy komplikują się tym bardziej, że osoby zaangażowane w chemseks nieraz używają różnych narkotyków w tym samym czasie – przyjmują koktajl substancji, których działanie się sumuje, ogranicza, zmienia w czasie…
A jakie narkotyki są dobre na seks?
Jako lekarzowi w ogóle trudno jest mi mówić o dobrych efektach stosowania narkotyków, chyba że myślimy o substancjach stosowanych dla celów medycznych, w sposób kontrolowany i oparty na dowodach naukowych i rekomendacjach klinicznych. Chemseks jednak nie ma z tym nic wspólnego.
To naprawdę ryzykowna zabawa. Może dochodzić do różnych nagłych zdarzeń sercowo-naczyniowych, zaburzeń rytmu serca, aż do zawału mięśnia sercowego czy udaru mózgu. Tego typu powikłania zdarzają się najczęściej pod wpływem stymulantów.
Inną, szczególnie niebezpieczną odmianą chemseksu jest slamsex, czyli używanie narkotyku dożylnie w trakcie aktu seksualnego. Tu ryzyko przedawkowania jest jeszcze większe, a co za tym idzie – zagrażających życiu powikłań kardiologicznych (często po metamfetaminie) czy śmiertelnego tak zwanego złotego strzału po wstrzyknięciu heroiny.
Dlaczego chemseks jest taki wciągający? Chodzi tylko o wstyd, odblokowanie?
I o wzmocnienie doznań. Narkotyki jako takie są bardzo wciągające, ludzie niepostrzeżenie wpadają w sidła nałogu. Tutaj mamy jeszcze połączenie z seksem, który sam w sobie jest nagradzający. Zarówno seks, jak i narkotyki działają bezpośrednio na mózgowy układ nagrody. Osobom, które praktykowały aktywnie chemseks, później nieraz trudno jest odnaleźć się w kontaktach bez substancji psychoaktywnej.
Nieraz słyszałem od pacjentów, w tym od par, że ciągle wspominają seks z okresu, kiedy intensywnie imprezowali, przyjmowali różne substancje, a później to już był dla nich tylko zwyczajny, monotonny seks, na który szybko tracili ochotę.
Niektórzy, już po ustatkowaniu się, fundują sobie czasem taką wycieczkę do przeszłości, pozwalając sobie na doświadczenie chemseksu od czasu do czasu, żeby przełamać tę monotonię. Pamięć stanu odurzenia narkotycznego zapisuje się w mózgu na długo, dlatego tak silna jest podatność na powracanie do stosowania substancji psychoaktywnych. Praca z osobami przyjmującymi te substancje nie jest łatwa, frustrujące są nawroty pacjentów do nałogu, ich brak krytycznego wglądu w szkodliwość substancji psychoaktywnych, obserwowanie, jak ponoszą kolejne konsekwencje, a w najgorszym scenariuszu staczają się, stopniowo tracąc zdrowie, bliskich, pozycję życiową. Ta zmiana nieraz przychodzi niepostrzeżenie.
Warto na koniec wspomnieć o alkoholu, który nie jest bezpośrednio kojarzony z chemseksem, stanowi jednak częsty akompaniament dla doświadczeń seksualnych. Ponad 3 miliony Polaków używa alkoholu w sposób ewidentnie szkodliwy. Do bardzo wielu nadużyć i ryzykownych kontaktów seksualnych dochodzi pod jego wpływem.
Osoby uzależnione bardzo często cierpią z powodu dysfunkcji seksualnych w następstwie powikłań choroby alkoholowej; jednocześnie nieraz wspominają, że w przeszłości alkohol pomagał im właśnie przełamać barierę wstydu podczas aktywności seksualnej, bez niego trudno było im się zbliżyć do drugiej osoby.
Narkotyki wpływają także na poczucie bliskości? Czyli poznałam gościa przed chwilą, a czuję z nim taką bliskość, jakbym budowała ją przez lata?
Pytanie, na ile bliskość, do której przystępujemy w stanie odurzenia, w zmienionym stanie świadomości, jest autentyczną bliskością, która będzie trwać po wytrzeźwieniu.
Czasem słyszę od pary, że wspólne doświadczenie z narkotykiem pozwoliło im osiągnąć szczególny stan bliskości, jednak nie przypominam sobie scenariusza, w którym efektem byłoby utrzymanie tej bliskości na lata i rozwiązanie problemów relacyjnych.
Jeżeli dokonamy bilansu zysków i strat, to konsekwencje i zagrożenia płynące z chemseksu z pewnością przewyższają wszelkie pozytywne doznania z nim związane.
Na które konsekwencje, oprócz przedawkowania i uzależnienia, warto jeszcze zwrócić uwagę?
Wspominałem już o ryzykownych kontaktach seksualnych pod wpływem narkotyków. Będąc pod wpływem substancji psychoaktywnych, człowiek dużo mniej kontroluje swoje zachowania seksualne, rzadziej stosuje metody zabezpieczające przed niechcianą ciążą, chorobami przenoszonymi drogą kontaktów seksualnych, jest bardziej podatny na wykorzystanie seksualne i stosowanie przemocy w seksie.
Ocenia się, że ponad 30 proc. osób, które są przyjmowane do szpitala z powodu infekcji HIV, ma doświadczenia chemseksu. Około 90 proc. osób, które decydują się na chemseks, nie zabezpiecza się podczas przypadkowego seksu.
Wiele osób lekceważy zagrożenie, tłumacząc sobie, że zabezpiecza się przed zakażeniem, biorąc PrEP (profilaktyka przedekspozycyjna HIV). Ale zapominają, że są jeszcze inne choroby przenoszone drogą kontaktów seksualnych, jak: HPV, wirusowe zapalenie wątroby, kiła, chlamydia, rzeżączka.
Zastanawiam się, czy jak się raz spróbuje, to już później zawsze chce się „wspomagać”.
To wynika z czynników indywidualnych. Podatność na chemseks zwykle łączy w sobie problemy w obszarze seksualności ze skłonnością do używania substancji psychoaktywnych. Kiedyś przyszła do mnie para, młodzi, dobrze wykształceni ludzie, kilkanaście lat po ślubie. Oboje byli wychowywani w dość konserwatywnym pod względem seksu środowisku. I chociaż chcieli czerpać z tej sfery satysfakcję, mieli bardzo duży problem nawet z rozmowami na ten temat. W końcu znajomi poczęstowali ich marihuaną, a następnie MDMA. Po narkotykach mieli noc, kiedy pozbyli się wstydu i przeżyli najlepszy seks, odkąd się poznali. Jednak kolejne noce były takie same jak wcześniejsze. Uznali, że nie będą rozwiązywać problemów narkotykami, i wtedy postanowili zgłosić się na terapię.
Jak chemseks ma się do uzależnienia?
Zjawisko chemseksu może, ale nie musi współwystępować z pełnoobjawowym uzależnieniem od substancji psychoaktywnych. Są to jednak dwa odrębne problemy. Zgłaszając się do terapeutów, pacjenci często nie mówią, że używają narkotyków w kontekście związanym z aktywnością seksualną, że jest to powiązane z ich problemami dotyczącymi seksualności.
W końcu mówienie o seksie pozostaje tematem tabu, a osoby praktykujące chemseks odczuwają właśnie często wstyd związany ze swoją seksualnością.
Dlatego ważne jest, żeby terapeuci uwzględniali w rozmowie tematy związane ze sferą seksualną swoich pacjentów – inaczej mogą nie dojść do głównego powodu nadużywania substancji psychoaktywnych.
Beata Biały, dziennikarka, psycholożka, autorka książek
Michał Lew-Starowicz, dr hab. nauk medycznych, psychiatra, seksuolog, psychoterapeuta, profesor Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, kierownik Kliniki Psychiatrii CMKP