fbpx

Pożądanie na zawołanie

Pożądanie na zawołanie
- Trzeba w seks – jak we wszystko w życiu – włożyć uwagę i intencję, żeby było dobrze - mówi Katarzyna Miller. (Fot. Getty Images)

Bywa, że inaczej nie da rady. Ani spontanicznie, ani kiedy przyjdzie ochota – bo dzieci, bo praca, bo sprawy. Można tylko teraz. Bo dzieci, praca i sprawy są zajęte same sobą. Ale jak i czy można na zawołanie mieć ochotę na seks? Ba! I jeszcze mieć z tego seksu satysfakcję? – wyjaśnia Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Czy można nabrać ochoty na seks tylko dlatego, że okoliczności sprzyjają, bo dzieci właśnie wyszły na spacer z babcią, jest wolny dzień i nie mamy pilnej pracy na poniedziałek?
Można i wielu tak robi. Ludzie sobie radzą, np. oglądając firmy pornograficzne, żeby się w ekspresowym, pendolinowym!, tempie przestawić z życia sprawami domu na czerwone i gorące rytmy. Widzę, jak się krzywisz, że porno, to fu! Ale jeśli porno ogląda się razem i nie za każdym razem, gdy mamy iść do łóżka, to jest taki sam erotyczny gadżet, taki sam afrodyzjak, jak inne. Na przykład gry erotyczne. I nawet ci bogobojni i spokojni inscenizują sobie w zaciszu domu choćby takie scenki: ona ucieka, a on ją goni. To ich podnieca. I jak on ją dopadnie to mają szybki i udany numerek.

Nie jest to zabawa dla każdego i nie w każdym domu możliwa. Ta akustyka, te cienkie ściany i podłogi, które każde stąpnięcie wzmacniają, a co dopiero ucieczkę i pogoń…
Są też ciche sposoby! Najważniejsze i dobre dla wszystkich jest to, by myśleć o seksie, wyobrażać sobie go, nakręcać się, marzyć, że kiedy tylko będzie czas na miłość, to wtedy ho, ho! Seks trzeba mieć na uwadze, jak to, co kupić na kolacje czy jak się ubrać na drugi dzień do pracy. A jeśli wiemy, że jutro dzieci nie będzie, to trzeba wyobraźnię rozbuchać. Warto! Ciało zaczyna się wtedy do seksu przygotowywać. Rusza cała lawina chemii, hormonów itp., a wtedy szybkie spotkanie na drugi dzień może być bardzo smakowite. Gra wstępna trwa wtedy kilkanaście godzin, a nie te kilka minut, kiedy para dorywa się do siebie w łóżku czy na kuchennym stole.

Gra wstępną, o której mówisz, toczy się tylko w naszej głowie?
Czyli w najbardziej erotycznym miejscu człowieka. To wyobraźnia porusza ciało. Przygotowuje je. Jeśli więc wiemy, że dziecko pójdzie do kolegi na całą noc, to myślmy o seksie ze swoim mężczyzną już od rana, aż poczujemy, co się zacznie dziać z naszym ciałem. Rozluźnia się, rozgrzewa, w podbrzuszu zaczynają latać motyle. Od wyobraźni łatwiej nam też przejść – i to w sposób całkiem naturalny – do działań, bo kiedy się już nakręcimy w wyobraźni, możemy wysłać pikantnego SMS-a. Opiszemy, co chcemy robić, gdy się złapiemy w domu. A ta lektura skłoni partnera, by myślał o seksie między jedną a druga biznesową naradą albo i w jej trakcie. Jeśli wiemy, że nasze pociechy jadą następnego dnia do zielonej szkoły, uśmiechnijmy się znacząco – nawet przy dzieciach czy innych domownikach – i powiedzmy, wychodząc do pracy: „jutro”, z takim uśmiechem, że nasz partner będzie miał fantazje erotyczne, czego to jutro mu nie przyniesie.

Pewnie nic więcej mu to jutro nie przyniesie niż poprzednie…
Pewnie nie! Ale wcale nie wiadomo… to jest właśnie przewaga wyobraźni nad rzeczywistością i ją możemy wykorzystać w erotycznej grze. No bo jakie by te poprzednie razy nie były, on, czując jej entuzjazm erotyczny, jest pewien, że „jutro” właśnie wreszcie ją olśni jako superkochanek.

To tylko takie słowne zabawy…
Erotyczny tajny język ma znaczenie! Nie lekceważ zabawy. Podniecające jest już to, że inni nie wiedzą, że gdy para rozmawia o tym, że: „jutro ugotujemy zupę”, kiedy mówi: „będzie pikantna i łagodna”, rozwodzi się nad tym, że przyprawy mają różne smaki, że działają mocno na język, na kubki smakowe, że rozpalają żołądek i sprawiają, że czuje się wewnętrzy ogień – to mówi o kochaniu! To naprawdę sexy! Bo nowe, inne i podkreśla wyjątkowość ich relacji, jej intymność. Para może mówić o „naszej przygodzie” albo o „naszym teatrzyku”, na który chce iść jeszcze raz i czuć się jak na pornosie. Własny język, słowa klucze czy piosenki wystarczą by, kiedy ma być seks, przeżywać go jako coś niepowtarzalnego.

Trzeba więc wciąż myśleć i gadać o seksie, by – kiedy zdarzy się okazja – być gotowym?
Nie tyle wciąż, co często i chętnie. Warto też dawać ciału bezpośrednie sygnały; kiedy się mijamy przy ekspresie do kawy i lodówce, pogłaskać partnera po pupie. Otrzeć się o niego, przytulić, pocałować. Niech tamto ciało wie, że bliskość tego ciała jest sexy. To drugie ciało nie jest tylko po to, żeby zawieść dzieci do szkoły, a ciebie do pracy, czy wytrzepać dywan. Jest też dla rozkoszy. A te zaczepki trzeba uskuteczniać też dlatego, żeby i twoje ciało wiedziało, że jest nie tylko po to, żeby przyciągnąć do domu siatki z zakupami czy zrobić dzieciom kolację. Jest też po to, żeby mieć orgazm.

Gdyby ludzie mieli czas na takie wieczne zaloty, to by pewnie nie było problemu z pożądaniem na zawołanie. Ale codzienność skrzeczy bardzo głośno i to jest właśnie problem…
To nie ma nic wspólnego z ilością czasu, tylko z jego zagospodarowaniem. Czyli z nastawieniem. Czy od myślenia o kredycie on się szybciej spłaca? Nie. Ale od myślenia i wyobrażania sobie seksu podniecamy się. Róbmy swoje, czyli to, na co mamy wpływ. Nikt za nas tego nie zrobi, by nam się chciało chcieć. Trzeba w seks – jak we wszystko w życiu – włożyć uwagę i intencję, żeby było dobrze. Żeby nam się dalej chciało chcieć, trzeba seks doinwestować. Sam z siebie już po jakimś czasie nie wystarczy, zwłaszcza gdy ma być chęć i wzwód na zawołanie.

A jeśli myślimy: seks? To raczej nie w tym kwartale, bo dzieci za małe… Po co się więc nakręcać? Można zbzikować, jak człowiek ma ochotę, a tu nie ma jak… Lepiej myśleć o dentyście, kredycie czy teściowej. O wszystkim, co jak najdalsze do seksu, żeby sobie nie narobić apetytu i nie lizać ciastka przez szybkę. A tu nagle! Jest szansa na seks: u niego w pracy awaria systemu i ma wolne, a ty dziś właśnie na zwolnieniu!
Awaryjnie możemy wówczas wykorzystać to, że lęk i podniecenie dają podobne objawy w ciele. Pamiętam taki eksperyment, kiedy mężczyźni mieli ocenić atrakcyjność pewnej kobiety, którą spotykali w różnych warunkach. Ci, którzy widzieli ją po przejściu przez niebezpieczny most, uznali ją za osobę o wiele bardziej atrakcyjną niż ci, którzy spotkali ją w obojętnej sytuacji. Lęk sprawił, że ich serce szybciej biło i odczytali to jako sygnały podniecenia. Dlatego oceniali jej urodę jako bardziej sexy, niż gdyby spotkali ją w kuchni przy robieniu tostów. Ryzyko zawsze działa jak afrodyzjak, bo podnosi ciśnienie. Może to być też spotkanie z psem sąsiadów, który znów wszedł do naszego ogródka i jak zawsze jest w złym nastroju. Pamiętam amerykański film, w którym mężczyzna wchodził do sypialni przez okno, bo to był jego sposób na małżeńską rutynę. Pomysłów jest wiele, ale warto wiedzieć, że tylko nieduży lęk czy ryzyko podnieci parę z dużym stażem. Podobnie z niecodziennymi miejscami, które grożą nakryciem przez postronnych obserwatorów lub…

Mandat za nieobyczajność pójdzie ze wspólnej kasy i to trochę studzi przynajmniej moje pożądanie.
Straszenie siebie to dobry sposób, o ile para żyje ze sobą bez zobowiązań finansowych albo też staż ich miłości nie jest duży. Stare dobre małżeństwo nie podnieci się w sytuacji, która wyraźnie narusza poczucie bezpieczeństwa. To ich zaktywizuje do innych zachowań – ratowania dzieci, dobytku i siebie nawzajem. I to nie będzie sexy. Podobnie seks w niecodziennych warunkach – podnieca, ale w wypadku nieznajomych lub bycia razem nie za długo. Dzieje się tak, bo inaczej patrzymy na nieznajomego, kiedy ów rozpina spodnie w ciasnej toalecie samolotu, a inaczej na męża.

Co w takim razie może zrobić stare dobre małżeństwo, gdy okazja na seks spada na nich całkiem nieoczekiwanie? Może wykorzystać inny psychologiczny mechanizm. Godowy! Naturalny! Może więc zrobić coś, co będzie sygnałem – „teraz seks”! Na przykład ona wie, że dzieci dziś nie ma, więc wkręca w sypialni czerwoną żarówkę. On to widzi, kiedy już, wracając do domu, parkuje samochód. To jak sygnał godowy u ptaków: więc on zaczyna myśleć o seksie. Ważne, żeby oboje byli zaangażowani w to, by ten seks skonsumować, kiedy się da i jak najmilej. Więc on ją obłapia, kiedy ona wkręci tę żarówkę. Podobnie się zachowuje, jak widzi, że ona założyła czerwone stringi, a nie te majty z Hello Kitty.

Niespodzianka może pomóc? Fajna rzecz, niespodzianka. Ona tym razem wcale nie ma majtek i mówi mu to, kiedy on wchodzi do domu. Dodając, że są i będą sami. Męska wyobraźnia sprawi, że wiele więcej nie będzie musiała zrobić. Oczywiście niektórym się nie chce przebierać albo się wstydzą rozbierać… Mówią, że takie czerwone żarówki czy majtki to głupoty. Ale oni właśnie konsekwentnie dążą ku rutynie, nudzie i rozstaniu albo zupełnemu sflaczeniu. Bo to, że nam się nadal chce siebie, to też dowód, że wciąż jesteśmy dla siebie ważni. Czasem więc gdy brak pomysłu, warto po prostu swojemu facetowi ściągnąć spodnie i tak mu pokazać, że się go pragnie. Że on tobie jest naprawdę potrzebny właśnie do seksu.

A nie można jakoś romantyczniej?
Jasne! Fajnie jest, gdy on wysypie ci różami drogę do łóżka, a na poduszce usypie serce z ich czerwonych płatków. Ale zazwyczaj na to nie ma czasu. Jeśli wejdzie do sypialni z różą w zębach, którą zerwał w ogródku, i położy ją na poduszce, to już coś. A ty możesz mieć specjalną pościel na seks, taką z czarnego atłasu. Albo fioletowego. Możesz też mieć specjalny zapach, jaki roztoczysz w domu, gdy uda ci się dzieci upchnąć sąsiadce. On wchodzi, czuje ten zapach, i już ma ochotę!

Dzieci zasnęły i trzeba cicho, żeby ich nie zbudzić… Zamknąć drzwi na zamek. To właściwe. Dorośli mają prawo do intymności. Jeśli nawet dziecko zapłacze, to nic złego się nie stanie. Można iść sprawdzić, co się dzieje, ale nie dać się wybić z erotycznego stanu. Czyli nie dać dojść do głosu idiotycznemu poczuciu winy: „Zapomniałam o dzieciach! A mówiłam mu, żeby dał spokój! Tak mnie poniosło, tak nie może być! To niedopuszczalne, jestem złą matką”. To bzdury! Masz prawo bzykać się ze swoim mężem, partnerem, mężczyzną. To żadna krzywda dla twoich dzieci. To nawet dla nich lepiej! Bo rano będziesz milsza, mniej zestresowana, mniej napięta. Zadowolona ze swojej kobiecości. Bo seks daje szczęście, spełnienie. A taka matka to lepsza matka niż ta napędzana poczuciem winy. Dla dzieci najważniejsze to wiedzieć, że rodzice się kochają, lubią, szanują. To dla nich szczęście. Poczucie bezpieczeństwa. Jeśli rodzice są szczęśliwi, to i dzieci.

Pisze o tym Wojtek Eichelberger w „Jak wychować szczęśliwe dzieci”, że warunek ich szczęścia to szczęście rodziców.
Właśnie. Dlatego kiedy drzwi są zamknięte i dzieci się dobijają, powiedzmy: „My się z tatusiem kochamy i proszę nam nie przeszkadzać”. Albo inaczej: „My się tu z tatusiem bawimy i proszę nam nie przeszkadzać, kiedy ty się bawisz, my ci też nie przeszkadzamy”. Zacznijmy traktować seks jako coś naturalnego. Nie nadawajmy mu żadnego złego znacznie. Jest elementem życia. Dzieci tak wychowane mają więcej szansy na szczęście, kiedy dorosną.

Ale drzwi mają być zamknięte?
Oczywiście dla dziecka, szczególnie małego, to, co robią dorośli, jest nie do ogarnięcia i nie powinno tego wiedzieć. Trzeba mówić o miłości, ale to ma być dopasowane do ich wieku. Kochamy się, bawimy, to wystarczy. Możemy za to przy dzieciach okazywać sobie czułość. To wskazane – niech się tego uczą. Można się całować, przytulać. „Kochanie, gdybyśmy tego nie robili, ciebie by na świcie nie było, bo dzieci rodzą się z miłości”. To jest wychowanie dzieci do miłości. Uczy je naturalnego podejścia do seksu. I dziś już jest coraz więcej takich małżeństw, które w naturalny sposób podchodzą do seksualności.

Nic złego dla dzieci nie ma w tych zamkniętych drzwiach do sypialni rodziców?
Nic. Gorzej, gdy dzieci widzą, że jedno z rodziców (niestety zazwyczaj matka) manipuluje seksem i te drzwi są zamknięte tylko wtedy, gdy zmusi ojca do tego, czego chce. Źle jest też kochać się zbyt głośno przy dzieciach, bo to może je przerazić.

A jak kobieta może swojemu mężczyźnie pomóc, jeśli chce seksu na zawołanie?
To też wymaga strategii długoterminowej. A więc zawsze przy innych go chwalić, mówić: „Jak on potrafi herbatę zaparzyć i samochód wyszykować na podróż! A jako mężczyzna!? No palce lizać!”.

A jak się zagapiło i nie chwaliło? A tu nagle możliwy jest seks? Zawołać sąsiadów i wychwalać partnera – jaki cudowny?!
Możesz spróbować, bo lepiej kiedyś zacząć. Ale warto robić to zawsze przy okazji, a wówczas, w chwili wolnej na seks, nasz pan stanie na wysokości zadania. Właśnie! Może nie stanąć, jeśli jest naprawdę zmęczony. Wraca z pracy, a tu ona czeka naga w łóżku bez żadnych ostrzeżeń i sprawdzenia, co on na to.

Przestraszy się?
Może nie przestraszy, ale powie: „Ooo, chora jesteś”. Nawet jeśli będzie bardzo chciał, może mu nie starczyć sił, by sprostać takiej seksprowokacji. No chyba że ma 25 lat. Wtedy trudno go aż tak czymkolwiek zmęczyć. Ale jeśli ukochany ma ponad czterdzieści, to zanim skoczy się na niego, trzeba sprawdzić, czy nie zmęczony. Czy nie dostał od szefa po uszach, czy nie stracił pieniędzy w jakiejś inwestycji. Bo jeśli tak – niczym go nie wzruszysz. I ważne! Jeśli ty go prowokujesz, dzieci nie ma, teściowa na Majorce, a w robocie laba, i mu nie staje – nie obrażaj się. To nie znaczy nic poza tym, że mu nie staje. Może cię pragnąć i kochać, ale coś go uwiera w duszę albo jego ciało zaczyna chorować i trzeba to sprawdzić, zanim oskarży się go o romans czy brak uczuć.

Nie ma niezawodnego sposobu? Czytam w poradniku Mastertona, że jeśli ona usiądzie na jego biurku i zademonstruje, iż nie ma bielizny, to żaden on nie będzie dalej klikał. Można spróbować, ale i tak radzę nie obrażać się, jak powie: „Nie teraz, kochanie”. Co prawda mężczyźni są wzrokowcami i zawsze jeśli kobieta pragnie seksu, to powinna odsłonić kawałek piersi, poruszać pupą czy zamachać mu nogami przed nosem. Warto poprzeciągać się jak lamparcica. Westchnąć, oblizać. No wszystko, co pokazuje, że jest miła, miękka i spragniona seksu. Ale mężczyzna też człowiek i mimo to może nie móc. Zwłaszcza gdy tego seksu długo nie było i on długo się hamował. To teraz od razu tego hamulca nie zwolni. Łatwiej o pożądanie na zawołanie, gdy seks jest częsty. Wtedy te neuronowe połączenia, te hormony i nasze ciało działają automatycznie i bez oporu. Mówiąc po ludzku, są przyzwyczajone do podniecenia i spełnienia. Gdy kochamy się od wielkiego dzwonu, trudniej i jemu, i jej.

Po pracy i wyprawieniu dzieci do kina mimo szczerych chęci może człowiek po prostu zasnąć.
I też nie szkodzi. Ważne, by miał ten człowiek w głowie, że jest coś wspaniałego, czyli seks ze śpiącym obok Tygrysem albo Tygrysicą. Bo wtedy kiedy się zbudzi…

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze