1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania

Małgorzata Foremniak: „Możesz nie mieć ścian w domu, ale jeśli jest ognisko, to przetrwasz”

Małgorzata Foremniak: „Nabrałam dystansu do zawodu, do materialnej strony życia. Cieszę się z małych rzeczy. Dotarło do mnie, że naszym celem nie jest tylko realizowanie planu, ale realizowanie życia”. (Fot. A.Tuchliński)
Kobieta jest silna, jest ogniem w rodzinie, a bez ognia nikogo nie nakarmisz, nie ogrzejesz. Możesz nie mieć ścian w domu, ale jeśli jest ognisko, to przetrwasz – mówi aktorka Małgorzata Foremniak. Od dziś możemy oglądać ją w przejmującej roli Małgosi Płonki w filmie „Sonata”. Nam opowiada o nowym etapie swojego życia, na którym chce już tylko wszystko upraszczać.

W filmie „Sonata” zagrałaś matkę niedosłyszącego syna, błędnie zdiagnozowanego jako dziecko autystyczne. Film, oparty na faktach, poruszył widzów na festiwalu w Gdyni. Dostał Nagrodę Publiczności. A ty ogromnie nas zaskoczyłaś. Od dawna nie widzieliśmy cię w roli dramatycznej. Bardziej się z tego zadania aktorskiego cieszyłaś czy go obawiałaś?
Oczywiście, że się ucieszyłam! Wreszcie reżyser wyszedł poza schemat i powierzył mi rolę, w której mogłam się aktorsko wyżyć. Kiedy czytałam scenariusz, wciągnęła mnie niesamowita historia rodziny Płonków, wielowymiarowość i pełnokrwistość mojej postaci. Gdy pierwszy raz zapoznaję się z tekstem i czuję reakcję swojego organizmu, coś w rodzaju przepływu elektrycznego: ucisk w gardle, przyspieszone bicie serca, to wiem, że w tej roli jest prawda.

Musisz z rolą zarezonować?
Tak, muszę poczuć ją organicznie, musi mnie poruszyć jako człowieka. Gdy wchodzę w jakąś postać, chcę ją poznać, zrozumieć, bo przecież będę nią przez jakiś czas żyć. W tym przypadku intuicja podpowiadała mi, że siła tej postaci musi iść głęboko od środka, że wszystko, co ma przykuwać uwagę, powinno być skierowane do wewnątrz, natomiast na zewnątrz mam być bezbarwna, szara. Przyszłam więc na zdjęcia próbne schowana w mojej bohaterce. Miałam wątpliwości, ale dotyczyły one raczej zadania zbudowania postaci, która żyje, co było dla mnie ciekawym, ale i nowym doświadczeniem. Zanim przystąpiliśmy do pracy, dużo rozmawialiśmy z ekspertami, którzy zajmują się dziećmi z niedosłuchem. Miałam też konsultacje z psycholożką pracującą z dziećmi autystycznymi i ich rodzicami. Sam reżyser Bartek Blaschke dał nam też możliwość współtworzenia roli, czyli szansę, o jakiej aktor może tylko pomarzyć.

Twojego filmowego męża, Łukasza Płonkę, gra Łukasz Simlat, a ty, Małgosiu, jesteś Małgosią Płonką. Trochę magiczne te koincydencje.
No tak, to rzeczywiście niesamowite. Podczas realizacji filmu zdarzały się magiczne sytuacje i sploty okoliczności, chociażby to, że znaleziony do zdjęć dom jest tym, który chciała kupić jeszcze za życia Joanna, biologiczna mama Grzesia. Często czuliśmy jej obecność na planie.

W tle jest prawdziwa rodzina Płonków z Murzasichla. Na kanwie ich życia powstał film.
Na ekranie widzimy tylko małą część niezwykłej historii tej rodziny. Małgosia Płonka nie jest rodzoną matką Grzesia. Była przyjaciółką jego matki Joanny. Gdy mama Grzesia zginęła w wypadku, Małgosia zaopiekowała się całą rodziną. Wzięła na swoje barki trójkę dzieci, w tym niepełnosprawnego Grzesia, i ojca, Łukasza, który po wypadku przez wiele miesięcy był unieruchomiony. To niesamowicie mocarna kobieta.

Jej obraz, który zapewne cały czas miałaś w głowie, to było aktorskie ułatwienie, czy wprost przeciwnie?
Na początku to była bariera. Przed rozpoczęciem zdjęć miałam jednak szansę lepiej poznać Małgosię. Zamieszkaliśmy na kilka dni z rodziną Płonków w ich domu. Chcieliśmy podpatrzeć ich życie, poznać i zrozumieć ich reakcje. To na pewno pomogło mi wejść w tę historię. Podziwiałam Małgosię, stała mi się bardzo bliska, a jednocześnie musiałam stworzyć swoją postać. Przez pewien czas zastanawiałam się, czy moja kreacja będzie zgodna z jej wyobrażeniem. Małgosia powierzyła mi przecież swój wewnętrzny świat. Odbyłam z nią wiele rozmów i w którymś momencie powiedziałam sobie: „Już wiem, jaka jest Małgosia. A teraz tworzę swoją Małgosię”.

Trudno cię w tej roli rozpoznać. Postarzono cię, masz siwe włosy.
Chapeau bas dla charakteryzatorki Anny Gorońskiej i kostiumografki Emilki Czartoryskiej. Charakteryzacja wrosła we mnie i stała się niezwykłym dopełnieniem postaci. Była tak spójna, że gdy kończyłam pracę na planie, dziwnie mi było przestawić się na moją prawdziwą twarz.

Największą robotę zrobiły okulary.
Czasem jeden rekwizyt, szczegół – okazuje się kluczowy. Okulary, w których gram, lekko powiększały moje oczy, ale taki efekt chciał osiągnąć reżyser. Musiałam nosić jednocześnie korygujące szkła kontaktowe. Wyraźnie widziałam tylko to, co na wprost, a to, co z boku, stawało się zakrzywione. To dawało mi odczucie zamknięcia i ułatwiło przeniesienie się do innego świata – świata Małgorzaty Płonki.

Kadr z filmu „Sonata”, reż. Bartosz Blaschke. W kinach od 4 marca (Fot. materiały prasowe)

Jaki to świat?
Kobiety silnej, niezłomnej i wytrzymałej, dla której nie ma drzwi zamkniętych, gdy walczy o syna. Swoją delikatność i wrażliwość musiała obudować pancerzem, by być tarczą ochronną dla Grzesia. Rola Małgosi Płonki stała się mi bardzo bliska. Zaprzyjaźniłam się z kobietą fikcyjną, która była we mnie. Znalazłam z nią porozumienie. Pamiętam, że jak skończyliśmy film, ogarnął mnie smutek, że musimy się rozstać, i zaczynałam za nią tęsknić. Po raz pierwszy coś takiego poczułam w odniesieniu do postaci, którą gram.

Też miałaś wyzwania w życiu, wychowywałaś trójkę dzieci, w tym dwoje jako mama zastępcza.
Małgosia Płonka na festiwalu w Gdyni powiedziała mi: „Ten film jest też o tobie”. Może coś w tym jest... Obie jesteśmy bardzo silne, a w środku delikatne.

Czego nauczyła cię ta rola?
Nie tyle nauczyła, ile wzbogaciła mnie o emocje i sposób myślenia osoby, którą gram. Kiedy się gra postać tak niezłomną, poniekąd uczysz się, że ta niezłomność jest ważna. Ona wchodzi w twoje pole. Ta rola utwierdziła mnie w przekonaniu, że kobieta jest silna, że jest ogniem w rodzinie, a bez ognia nikogo nie nakarmisz, nie ogrzejesz. Możesz nie mieć ścian w domu, ale jeśli jest ognisko, to przetrwasz.

Film kręciliście już w pandemii. Jak oceniasz ten czas? Widzisz w nim jakieś pozytywy?
Myślę, że trzeba jeszcze odczekać, by właściwie ocenić to, co się dzieje.

To okres, kiedy doświadczyliśmy niesamowitej konfrontacji z czasem, bo do tej pory na nic tego czasu nie mieliśmy. Aż tu nagle dostaliśmy go bardzo dużo. Pojawiła się szansa na spojrzenie z innej perspektywy na życie, na przyjrzenie się, z czego ono się składa, kto naprawdę jest w nim obecny i dlaczego. To było niesamowite, że cały świat się zatrzymał. W Nepalu opadł smog i można było zobaczyć Himalaje. W tym naszym pędzie wielu rzeczom nadajemy wartość, a one są pozorne, jak puste kalorie. Nabrałam dystansu do zawodu, do materialnej strony życia. Cieszę się z małych rzeczy. Dotarło do mnie, że naszym celem nie jest tylko realizowanie planów, ale realizowanie życia. Trzeba dać życiu możliwość oddychania.

Jesteś optymistką jeśli chodzi o to, w którym kierunku podąża świat i my, ludzie?
Czasem, kiedy siedzę za kulisami, skupiona, w oczekiwaniu na wejście na scenę, patrzę na innych i na samą siebie jak obserwator. Jakbym widziała wszystko spoza tego świata. To niesamowite. Uświadamiam sobie wtedy, że życie jest czymś wyjątkowym i że nie mogę się zaobowiązkować, zazadaniować. Ważne, żeby to, co przejdzie przez serce, miało puentę w głowie, skończyło się konstruktywną refleksją.

Nie masz Facebooka, to dość nietypowe dla aktorów. Nie masz obawy, że coś przez to tracisz?
No nie mam Facebooka. I nie sądzę, żebym coś traciła. Niedawno założyłam konto na Instagramie. Dzielę się tam życiem zawodowym i moim poczuciem humoru. Zapraszając ludzi do swojego świata, daję im informacje bezpośrednio ze źródła i jest to pewnego rodzaju antidotum do surfowania po sieci, w której często publikacje nie mają nic wspólnego z prawdą.

Małgorzata Foremniak: „Gdy pierwszy raz zapoznaję się z tekstem i czuję reakcję swojego organizmu, coś w rodzaju przepływu elektrycznego: ucisk w gardle, przyspieszone bicie serca, to wiem, że w tej roli jest prawda”. (Fot. Adam Tuchliński)

Jaki jest twój sprawdzony sposób dbania o siebie?
Priorytetem jest teraz dla mnie wysypianie się, bo kiedyś zaniedbywałam odpoczynek, zawód był na pierwszym miejscu. Staram się wrócić do regularności i do słuchania własnego organizmu. Bardzo dobrze na mnie działa woda i kiedy tylko czas mi pozwala, mogę pływać nawet godzinę. Wchodzę wtedy w trans. Uwielbiam ten stan.

W jakim momencie życia jesteś?
Jestem kobietą dojrzałą, naturalną i kocham to w sobie bardzo. Wszelkie cezury związane z wiekiem traktuję nie jako zmianę, ale transformację, zdobywanie nowych doświadczeń. Wchodzę na kolejny etap myślenia, odczuwania. Nie chcę żyć przeszłością. Już nie będę czterdziestolatką. Akceptuję swoje starzenie się – to, że pewne rzeczy mnie już nie kręcą, na inne szkoda mi czasu. Dla mnie życie składa się z fraktali – fraktal dojrzewa jak owoc, pęka, powstają z niego kolejne fraktale. Teraz przyszedł czas na fraktal spokojnego, uporządkowanego życia. Chcę je upraszczać, nie chcę zmieniać ani zakrzywiać rzeczywistości. Chcę, żeby życie przeze mnie przepływało swobodnie, by cieszyć się z każdej chwili – tu i teraz.

Zagrałaś w filmie pokazującym siłę rodziny, tradycyjnej, choć dzisiaj rodzina jest różnie definiowana. Jak ty ją rozumiesz?
Rodzina to oparcie, osadzenie w historii pokoleń, to część naszej tożsamości. To ciągłe budowanie więzi, która daje moc, siłę i wiarę. Jest podstawowym paliwem do budowania pogodnego życia. Kocham też moją wieś, jeżdżę tam, kiedy mogę. Mam konia, psy, koty, dużo roślin i drzew. Zawsze witam ich jak członków rodziny, jednocześnie dziękując im za gościnę.

Małgorzata Foremniak, aktorka teatralna i filmowa. Serca widzów skradła rolami w serialach „Radio romans” i „Na dobre i na złe”. Ma na koncie kreacje w takich filmach, jak „Zmruż oczy”, „Pitbull” czy „Miasto z morza”. Oraz serialach „Odwróceni” czy „Sexify”.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze