1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wywiady
  4. >
  5. „Dzieje się magia”, czyli premiera Przygodnika.org 2.0 wspieranego przez TK Maxx. Konrad Kruczkowski o tym, dlaczego dzieci bardziej niż ocen potrzebują wiary w siebie

„Dzieje się magia”, czyli premiera Przygodnika.org 2.0 wspieranego przez TK Maxx. Konrad Kruczkowski o tym, dlaczego dzieci bardziej niż ocen potrzebują wiary w siebie

(Fot. Materiały partnera)
(Fot. Materiały partnera)
Zobacz galerię 23 zdjęcia
Aż 60 procent nastolatków żyje w stanie chronicznego stresu i przemęczenia - wynika z najnowszego raportu Ministerstwa Edukacji Narodowej. Trudno jednak mówić tu o zaskoczeniu, skoro na rosnące zagubienie, niepewność i lęk wśród młodych, od lat odpowiadamy kolejnymi rankingami i coraz to bardziej wyszukanymi narzędziami do mierzenia efektywności. O tym, co dzieje się, gdy zamiast oceniać zaczynamy wzmacniać poczucie sprawczości, rozmawiamy z Konradem Kruczkowskim, wiceprezesem Stowarzyszenia WIOSNA, organizatora Akademii Przyszłości i współtwórcą nowej odsłony platformy Przygodnik.org, rozwijanej przy wsparciu wieloletniego partnera programu – TK Maxx.

Charytatywne partnerstwo TK Maxx i Akademii Przyszłości odpowiada na deficyty, z którymi wychowywały się całe pokolenia Polaków. Dorastaliśmy w rzeczywistości skoncentrowanej przede wszystkim na zdobywaniu wiedzy, obowiązkach i osiągnięciach. Znacznie mniej uwagi poświęcano zasobom, które dziś uznajemy za kluczowe dla dobrostanu i przyszłego funkcjonowania młodych ludzi: poczuciu wpływu na własne życie, odporności na zniechęcenie czy umiejętności budowania i utrzymywania relacji.

To właśnie wokół tych kompetencji od ponad dwóch dekad budowana jest Akademia Przyszłości. Program organizowany przez Stowarzyszenie WIOSNA wychodzi z założenia, że szkolne trudności bardzo często są skutkiem, a nie przyczyną problemu. Trudno oczekiwać od dziecka odwagi do podejmowania wyzwań, jeśli wcześniej nauczyło się, że każda pomyłka oznacza porażkę, a każda porażka staje się powodem do kolejnej krytycznej oceny. Akademia nie koncentruje się więc wyłącznie na edukacji czy wynikach w nauce. Interesuje ją przede wszystkim to, co dziecko myśli o sobie, kiedy coś mu nie wychodzi. Bo właśnie na tym etapie rozstrzyga się nie tylko stosunek do szkoły, ale również to, w jaki sposób młodzi ludzie odnajdują się na rynku pracy i w społeczeństwie w ogóle.

Od 2014 roku Akademię wspiera TK Maxx, realizując działania pod wiele mówiącym hasłem „Pomagamy dzieciom rozwijać skrzydła”. Dziś wartości, na których opiera się program, zostały przeniesione także do świata cyfrowego. Przygodnik.org 2.0 to interaktywna opowieść fantasy, która wykorzystuje język bliski współczesnym dzieciom, by opowiadać o lęku, współpracy, sprawczości i odporności psychicznej. Bez osądów, punktów i komunikatów sprowadzających świat do prostego podziału na sukces i przegraną.

Panie Konradzie, Akademia Przyszłości działa przede wszystkim w szkołach i opiera się na relacji uczeń–wolontariusz. Co może wydarzyć się w życiu dziecka, kiedy po raz pierwszy trafia na dorosłego, który naprawdę poświęca mu uwagę?

Dzieje się magia. Coś z pozoru bardzo drobnego, ale ważnego i „na całe życie”. Dzieciaki funkcjonują w świecie, w którym bez przerwy są poddawane ocenie. Dorosły to dla nich często nauczyciel z czerwonym długopisem, trener na boisku, który krzyczy „za wolno” albo zmęczony rodzic, który pyta: „Co dostałeś z matematyki?”. I nagle pojawia się wolontariusz. Ktoś, kto siada obok i nie pyta o stopnie, tylko o to: „co Cię dzisiaj ucieszyło?”. Kiedy dziecko trafia na dorosłego, który daje mu pełną, nieoceniającą uważność, zaczyna prostować plecy. Zaczyna wierzyć, że jest ważne i wystarczające dokładnie takie, jakie jest.

Ale ten format, choć niezwykle potrzebny, ma też swoje naturalne ograniczenia. Wolontariusze nie są w stanie dotrzeć do każdego dziecka, szczególnie w mniejszych miejscowościach. I właśnie tutaj pojawia się Przygodnik. Co dokładnie kryje się dziś za tym projektem?

To prawda, potrzeby są gigantyczne. Przygodnik wziął się z naszej wewnętrznej potrzeby. Chcieliśmy wziąć to całe dobro, które rodzi się na spotkaniach w Akademii i dać je każdemu dziecku z dostępem do internetu. Akademia powinna być wszędzie tam, gdzie jest choć jedno dziecko, które w siebie nie wierzy.

Dziś Przygodnik to darmowa, cyfrowa opowieść fantasy – interaktywny komiks. Dziecko staje się głównym bohaterem, wchodzi w ten niesamowity świat i ratuje szkołę przed magicznym kryzysem. Ale pod warstwą świetnej zabawy ukryliśmy naszego małego „konia trojańskiego”. Fabułę oparliśmy na elementach Treningu Umiejętności Społecznych. To sprawdzone, mądre i bezpieczne mechanizmy psychologiczne. Kiedy dziecko w grze negocjuje z potworami albo szuka wsparcia u przyjaciół, zupełnie niepostrzeżenie zdobywa bezcenne życiowe zasoby: uczy się asertywności, nazywania emocji i radzenia sobie z lękiem. Jeśli miałem w życiu przywilej współtworzyć wartościowe projekty, to Przygodnik zajął właśnie pierwsze miejsce.

Bardzo ciekawi mnie całe zaplecze powstawania Przygodnika. Domyślam się, że nad projektem pracowali nie tylko programiści, ale też specjaliści z wielu różnych obszarów. Jak wyglądał ten proces?

Najpierw był Adam Święcki, wybitny rysownik, który już rok temu stworzył zręby tego komiksowego uniwersum. Potem nasze zaproszenie przyjął Tomek Pstrągowski i jako mistrz opowieści interaktywnej wziął ten świat, stworzył fabułę, wiele ścieżek i dróg, wzbogacił całość o mechaniki i wybory.

Mieliśmy więc z jednej strony epicką przygodę, a z drugiej – psychologów i pedagogów z Akademii Przyszłości, którzy pilnowali, by TUS (Trening Umiejętności Społecznych) był bezpiecznie i mądrze wpleciony w akcję. I jeszcze jedno. Czasami po prostu siadaliśmy przy stole i kładliśmy na nim nasze własne rodzicielskie doświadczenia. Rozmawialiśmy o tym, z czym zderzamy się w domach jako ojcowie i matki, jak brakuje nam czasem narzędzi, by pomóc naszym dzieciom. I co nam było potrzebne, kiedy byliśmy dziećmi.

A czy konsultowaliście się także z samymi zainteresowanymi, czyli z dzieciakami? Jeśli tak, co najbardziej zaskakiwało Państwa w ich perspektywie?

Oczywiście! Przecież stworzyliśmy ten świat dla nich. W Przygodnika grały najpierw nasze własne dzieci, które okazały się najsurowszymi, ale i najwspanialszymi recenzentami. I one w stu procentach potwierdziły to, co o dziewięcio- czy dziesięciolatkach mówią dziś mądrzy psychologowie.

Dzieci w tym wieku mają po prostu ogromną potrzebę decydowania o sobie. Chcą sprawczości, chcą rządzić swoimi wyborami. Ale jednocześnie, pod tą maską „ja sam”, są bardzo wrażliwe i łatwo je zniechęcić. Wiedzieliśmy, że musimy to mądrze ustawić. Zbudować świat, w którym oddajemy im stery, ale dbać o to, by każda decyzja – nawet ta niefortunna – była bezpieczna. Żeby uczyła, a nie karała.

(Fot. Materiały partnera) (Fot. Materiały partnera)

Ekran bardzo często postrzegany jest dziś wyłącznie jako bezproduktywny „pożeracz czasu”. Państwo próbują pokazać, że może stać się także przestrzenią pogłębiania relacji i wspólnego przeżywania historii. W jaki sposób projektowaliście Przygodnik tak, by angażował również rodziców?

Jesteśmy w samym sercu cyfrowej rewolucji. Smartfony, przednie aparaty, uderzenie kultury selfie – wpadliśmy w pułapkę nieustannego porównywania się. Do tego doszły gry, które często opierają się na toksycznej rywalizacji, wciągających algorytmach i mikropłatnościach, przebodźcowując dzieciaki szybką dopaminą. Nic dziwnego, że my, rodzice, często mamy ochotę wyrzucić te ekrany przez okno. Ja też mam.

Ale istnieje przecież mądry „screen time”. Dla wielu dzieciaków sieć to przestrzeń do rozwijania pasji, a nierzadko jedyne miejsce podtrzymywania ważnych relacji. Zależało nam, żeby Przygodnik łączył, a nie dzielił. Z doświadczenia wiem – i często o tym w naszym środowisku rozmawiamy – że w rodzicielstwie przychodzi taki moment - i mam wrażenie, że dotyka to częściej nas, mężczyzn – kiedy zaczyna po prostu brakować pomysłu na mądre spędzanie czasu z dorastającym dzieckiem.

Moje pokolenie, dzisiejszych trzydziesto- i czterdziestolatków, dorastało na pierwszych grach wideo, pierwszym powszechnie dostępnej fantastyce czy komiksach. Bardzo chcemy pokazać ten nasz dawny, fantastyczny świat naszym dzieciom. Podsuwamy im to, co nas ukształtowało, wychowało, było tak ważne, ale zderzamy się ze ścianą… Dla nich te opowieści są nudne, archaiczne.

Szukaliśmy złotego środka. Zależało nam na stworzeniu czegoś, co z jednej strony pochłonie dzisiejszego dziesięciolatka, a z drugiej – da dorosłym autentyczną frajdę z bycia obok. Dziecko dostaje tablet albo myszkę i steruje fabułą, a my co krok puszczamy oko do rodzica. Gwarantuję, że każdy, kto zaczytywał się w polskiej fantastyce, grał w gry RPG, odnajdzie w Przygodniku swoje własne dzieciństwo.

Wspomniał Pan o jeszcze jednym interesującym elemencie całego projektu. W Przygodniku nie ma „złych odpowiedzi”, mechanizmu rywalizacji ani komunikatu „Game Over”. Zamiast walki czy pokonywania przeciwników pojawiają się empatia, współpraca i zrozumienie, a dzieci mierzą się z Marą Zniechęcenia czy Żmijami Zapomnienia – metaforami bardzo prawdziwych emocji i lęków. To właściwie całkowite odwrócenie logiki większości współczesnych gier i szkolnych systemów oceniania. Skąd taka decyzja?

Jest taki moment w grze – uwaga, spoiler alert! – gdzie dziecko może po prostu wybrać, że się boi. I co wtedy? Usłyszy: „trzeba mieć wielką odwagę, żeby przyznać się do strachu”. Mały Człowiek dostaje tym samym komunikat, że ma pełne prawo bać się i że można o tym powiedzieć na głos.

Ilekroć dochodzę do tego etapu w naszej grze, zastanawiam się: ilu z nas, już w pełni dorosłych ludzi, tak bardzo potrzebuje to usłyszeć? Że wolno nam się czasem bać, że mamy prawo się złościć, że możemy się w życiu pogubić. W tradycyjnym systemie i w grach jeden błąd to jedynka albo ekran „Game Over”. Przegrałeś. W Przygodniku nie ma Game Over. Nawet jak pójdziesz ścieżką, która ci nie odpowiada, fabuła żyje i toczy się dalej, ucząc, że to tylko kolejny krok w fascynującej wędrówce.

Wyjątkowo dobrze pamiętam czas, kiedy sam miałem 10 lat. Dorastałem, przechodziłem przez dość trudny moment, często nie potrafiłem odnaleźć się w grupie rówieśniczej. Ratowali mnie wtedy mądrzy dorośli, ale też wspaniałe gry wideo i piękne opowieści fantasy. One wcale nie były ucieczką. Były bezpiecznymi światami, w których mogłem oswajać swój dziecięcy ból i rozczarowanie. Mogłem w nich tworzyć, mieć wpływ na losy bohaterów. Myślę, że to dzięki tamtym doświadczeniom dzisiaj mogę robić rzeczy, które ktoś może uznać za ważne i potrzebne.

Dlatego Mara Zniechęcenia czy Żmije Zapomnienia pojawiają się w Przygodniku nieprzypadkowo. To ukłon również w stronę rodziców. Dajemy im bezpieczny język, garść symboli, których mogą użyć w domu. Zamiast męczyć dziecko pytaniem: „dlaczego się tak frustrujesz przy lekcjach?”, rodzic może usiąść i powiedzieć z uśmiechem: „Oho, widzę, że wpadła do nas Mara Zniechęcenia”. To zdejmuje z dziecka ogromny ciężar i otwiera przestrzeń na szczerą rozmowę.

(Fot. Materiały partnera) (Fot. Materiały partnera)

Wszystko to nie byłoby możliwe bez odpowiednich partnerów. TK Maxx wspiera Akademię Przyszłości już od 2014 roku. Jak na przestrzeni lat zmieniała się ta współpraca i co udało się zbudować dzięki temu partnerstwu?

To partnerstwo to dla nas absolutny fundament. Od 2014 roku zrobiliśmy wspólnie rzeczy wielkie – dzięki wsparciu TK Maxx mogliśmy pomóc tysiącom dzieci Kiedy pojawił się pomysł na Przygodnik, TK Maxx był pierwszym adresem, do którego przyszliśmy z prośbą o wsparcie. Do partnera, ale tak naprawdę do przyjaciół. TK Maxx wierzy w Akademię, w nasze projekty, w Przygodnik, bo wierzy w dzieci.

Wiele marek angażuje się dziś społecznie, ale konsumenci coraz częściej wyczuwają działania „na pokaz”. Co sprawia, że partnerstwo TK Maxx i Akademii Przyszłości ma według Pana autentyczny charakter?

Konsekwencja i czas. Nie mówimy o jednorazowej akcji PR-owej ulepionej naprędce pod premierę gry. TK Maxx wspiera Akademię Przyszłości od wielu lat. Autentyczność polega na tym, że ten partner naprawdę chce wspierać dzieci, szanuje nasz proces i nam ufa. Przygodnik to nasza tegoroczna nowość, ale ten projekt nigdy by nie powstał, gdyby nie ta budowana od lat relacja i poczucie bezpieczeństwa. TK Maxx nie stawia się w roli chłodnego krytyka, ale bierze współodpowiedzialność za to, jak na co dzień pomagamy dzieciakom rozwijać skrzydła. Dzięki obecności TK Maxx obok Akademii możemy dzisiaj złożyć obietnicę: Przygodnik na zawsze pozostanie darmowy. Zawsze będzie dostępny dla dzieci.

Czy widzi Pan zmianę w podejściu samych klientów i konsumentów? Mam wrażenie, że zwłaszcza wśród młodszych pokoleń wyraźnie rośnie potrzeba realnego wpływu na otaczającą nas rzeczywistość, między innymi poprzez codzienne wybory, takie jak udział w akcjach charytatywnych czy mikrodonacjach przy okazji zakupów.

Zdecydowanie! Widzimy to na każdym kroku, a potwierdzają to chyba wszystkie analizy społeczne. Dla dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestolatków konsumpcja przestała być po prostu kupowaniem rzeczy. To pokolenia, które dorastają w bardzo wymagającym świecie, często czując przytłaczającą bezradność wobec wielkich kryzysów. I właśnie stąd bierze się ta piękna potrzeba mikrowpływu. Oni chcą odzyskać sprawczość. Szukają poczucia, że ich codzienne, nawet te najdrobniejsze wybory mają sens i mogą realnie, tu i teraz, naprawić jakiś kawałek rzeczywistości.

Jest takie afrykańskie przysłowie, które mówi, że potrzeba całej wioski, aby wychować dziecko. Dzięki akcji, która potrwa w sklepach TK Maxx do 28 czerwca, w zasadzie każdy może stać się częścią wioski, którą tworzymy w Akademii. W prosty sposób: kupienie produktu charytatywnego albo doliczenie małego datku do rachunku przy kasie, to bycie częścią Akademii.

Dla mnie zarówno Akademia Przyszłości, jak i sam Przygodnik są próbą powiedzenia dzieciom: „jesteś ważny, masz wpływ, ktoś naprawdę cię widzi”. Dodałby Pan coś do tego na zakończenie naszej rozmowy?

Lubimy powtarzać za Januszem Korczakiem, że „nie ma dzieci, są ludzie”. Towarzyszenie Małym Ludziom w ich wędrówce, patrzenie z zachwytem na to, jak prostują plecy, zaczynają w siebie wierzyć i uświadamiają sobie, że są cudowni dokładnie tacy, jacy są – to najpiękniejsza przygoda na świecie. Ale na koniec chciałbym powiedzieć coś rodzicom. Bardzo często zmagacie się z ogromną presją, brakuje wam sił, wpadacie w poczucie winy. Czujecie, że zawodzicie swoje dzieci. Ale one nie potrzebują rodziców doskonałych. Potrzebują tych rodziców, którymi jesteście. Wiemy o tym. Mówią nam.

Do 28 czerwca każdy może dołączyć do działań Akademii Przyszłości. Zbiórka na rzecz programu trwa obecnie we wszystkich sklepach TK Maxx. Wsparcie można przekazać przy kasie lub terminalu płatniczym, a także poprzez zakup produktów objętych akcją charytatywną – po pełną selekcję (a także więcej ujęć z nowego Przygodnika) zajrzyjcie do naszej galerii. Zebrane środki zostaną przeznaczone na rozwój działań Akademii i wsparcie kolejnych dzieci.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email