1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. 5 składników, które pomogą wzmocnić odporność jesienią

5 składników, które pomogą wzmocnić odporność jesienią

Jedną z najcenniejszych właściwości jeżówki (inaczej echinacea) jest działanie polegające na wzmocnieniu odporności. Echinacea występuje jako składnik suplementów, naparów oraz herbat.  (Fot. Getty Images)
Jedną z najcenniejszych właściwości jeżówki (inaczej echinacea) jest działanie polegające na wzmocnieniu odporności. Echinacea występuje jako składnik suplementów, naparów oraz herbat. (Fot. Getty Images)
Zanim na dobre przyjdzie jesień, a z nią spadną liście i nasza odporność, warto przejrzeć swoją domową apteczkę (albo spiżarnię) i uzupełnić jej braki. W co warto się zaopatrzyć jesienią?

Sok z malin

Jak głosi przestroga w „Grze o tron” – „Zima nadchodzi”.  Jeśli więc obawiasz się zmasowanego ataku wirusów i bakterii, sięgnij koniecznie po sok z malin. Ta domowa metoda naszych babć stosowana w walce z infekcją to wciąż niezawodny środek na naturalne wzmocnienie naszej odporności. Dlaczego musimy ją wzmacniać? Jednym z powodów osłabionej odporności jest niedobór witamin i składników mineralnych, co z kolei przekłada się na większe ryzyko zachorowania. Tymczasem maliny to same korzyści dla zdrowia. Owoce są bogatym źródłem witaminy C, manganu, błonnika pokarmowego, przeciwutleniaczy, witamin z grupy B, kwasu foliowego, miedzi i żelaza. 100 proc. sok z malin lub miód z jego dodatkiem możemy spożywać samodzielnie lub dodając go do napojów. Ciepła herbata z dodatkiem soku z malin rozgrzeje nas w chłodniejsze dni i wzmocni przed zimą.

Echinacea

Echinacea, zwana również jeżówką, to roślina od wieków stosowana w medycynie i ziołolecznictwie. Jedną z najcenniejszych właściwości jeżówki (zwłaszcza jeżówki purpurowej) jest działanie polegające na wzmocnieniu odporności. Według badań owoc i jego składniki stymulują układ immunologiczny do walki z patogenami m.in. bakteriami czy wirusami, chroniąc przed infekcjami górnych dróg oddechowych. Z kolei jej korzenie, liście oraz kwiaty zawierają związki immunostymulujące, które pobudzają proces fagocytozy, czyli mechanizmy obronne organizmu. Echinacea zapewnia zarówno wzrost liczby, jak i zwiększa aktywność komórek układu odpornościowego – tyczy się to m.in. limfocytów T, mikrofagów, interferonu, interleukiny oraz przeciwciał. Te właściwości potwierdzili naukowcy z University of Connecticut School of Pharmacy przekonując, że stosowanie przetworów na bazie jeżówki redukuje ryzyko przeziębienia od 35 proc. (rotawirusy) do 58 proc. (inne wirusy wywołujące przeziębienie). Echinacea występuje jako składnik suplementów, naparów oraz herbat. W syropy, herbaty, soki, kapsułki i tabletki na bazie jeżówki można zaopatrzyć się w aptekach.

Pyłek kwiatowy

Pszczoły wiedzą, co zdrowe. I nie chodzi tu jedynie o miód. Pyłek kwiatowy, a konkretnie pyłek pszczeli to niezawodny sposób na podniesienie naszej odporności. Produkt ten, wytwarzany przez robotnice pszczoły miodnej, jest prawdziwą bombą witaminową o właściwościach prozdrowotnych. Aby uzyskać 1 łyżeczkę pyłku pojedyncza pszczoła musi pracować przez 8 h dziennie przez miesiąc. Ten trud się opłaca. Produkt ich pracy zawiera praktycznie wszystkie składniki odżywcze korzystne dla naszego zdrowia m.in. aminokwasy, flawonoidy, białko, witaminy, nienasycone kwasy tłuszczowe, węglowodany czy minerały. Pyłek pszczeli działa korzystnie również na naszą florę jelitową, stymuluje także układ odpornościowy, posiada m.in. następujące właściwości – zwiększa wytrzymałość, zwalcza zmęczenie, działa przeciwzapalnie oraz przeciwwirusowo. Pyłek kwiatowy można kupić bezpośrednio u pszczelarzy, a także w sklepach ze zdrową żywnością, sklepach ekologicznych oraz w hipermarketach i sklepach spożywczych.

Acerola

Acerola, zwana również wiśnią z Barbados, została zaliczona do grona tzw. superfoods, czyli produktów o najcenniejszych właściwościach zdrowotnych. Dlaczego? Ten owoc pochodzący z Ameryki Południowej to najbogatsze wśród owoców uprawnych źródło witaminy C (1400-2500mg/100 g), składnika niezbędnego do pobudzenia układu odpornościowego i walki z toksynami. Witamina C jest silnym przeciwutleniaczem, a więc wspiera naturalne mechanizmy obronne komórek w organizmie – pobudza produkcję białych krwinek oraz wspiera regenerację uszkodzonych przez bakterie czy wirusy komórek. Ale to nie koniec, w aceroli znajdziemy również prowitaminę A, magnez, wapń, cynk, żelazo, witaminy z grupy B, białko czy błonnik. Roślinę można zażywać w tabletkach lub w postaci soku. Świeżą acerolę bardzo trudno dostać, najczęściej możemy znaleźć ją w dużych supermarketach. W formie zmielonej, w postaci tabletek lub soku można ją kupić w sklepach ze zdrową żywnością, zarówno internetowych. Idealnym jej zamiennikiem z polskiego podwórka jest dzika róża. Roślina ta to kolejna skarbnica witaminy C.

Probiotyki

Jesienią warto zadbać także o jelita, ponieważ zdolność obronna naszego organizmu zależy w dużej mierze od mikroflory jelitowej. To dzięki niej sprawnie radzimy (lub nie radzimy) sobie z infekcjami lub zapobiegamy ich rozwojowi. Warto więc, aby jesienią w apteczce pojawiły się „dobre bakterie”, czyli probiotyki. Probiotyki to wyselekcjonowane żywe kultury bakterii lub drożdży, najczęściej bakterii kwasu mlekowego Lactobacillus, których zadaniem jest prozdrowotne działanie w przewodzie pokarmowym. Udowodniono, że probiotyki mają działanie immunostymulujące, pobudzają procesy obronne organizmu, zwiększają aktywność m.in. makrofagów, limfocytów i przeciwciał w przewodzie pokarmowym. Poza tym działają bakteriobójczo i hamują rozwój patogenów, przez co chronią przed zakażeniami wirusowymi (rotawirusy). Pomagają również odbudować florę bakteryjną po antybiotykoterapii. Badania opublikowane na łamach Journal of Science and Medicine in Sport wykazały, że wśród sportowców z Nowej Zelandii spożywających probiotyki wystąpiło o 40 proc. mniej przypadków przeziębień i infekcji przewodu pokarmowego w porównaniu z grupą przyjmującą placebo. Probiotyki możemy stosować w formie kapsułek, proszku, ale również tej naturalnej – żywe kultury bakterii zawierają jogurty naturalne, kefir, kimchi lub swojskie kiszonki np. ogórki lub kapusta.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Selen – wzmacnia odporność, wspomaga pracę tarczycy, ma właściwości antynowotworowe

Głównym źródłem selenu jest żywność: ryby morskie, wołowa lub cielęca wątroba, nieoczyszczone produkty zbożowe, mąka z pełnego przemiału, jarzyny, a zwłaszcza brokuły. (Fot. iStock)
Głównym źródłem selenu jest żywność: ryby morskie, wołowa lub cielęca wątroba, nieoczyszczone produkty zbożowe, mąka z pełnego przemiału, jarzyny, a zwłaszcza brokuły. (Fot. iStock)
Selen usuwa z naszego organizmu toksyny i pomaga zachować młody wygląd. Znajdziesz go w brokułach!

Niektórzy nazywają go pierwiastkiem młodości, bo spowalnia proces starzenia się tkanek i zapobiega utracie ich elastyczności. Szczury, którym podawano selen, dożyły sędziwego – jak na swój gatunek – wieku czterech lat. Choć selenu niewiele w naszym organizmie, to jest niezbędny do życia. Słynie z właściwości antyoksydacyjnych, a jego działanie jest wręcz zbawienne w dzisiejszej, mocno zanieczyszczonej cywilizacji, ponieważ neutralizuje wiele toksycznych metali ciężkich, takich jak ołów czy rtęć. Jego stosowanie zaleca się między innymi kobietom w okresie menopauzy, bo łagodzi występujące dolegliwości. U mężczyzn gromadzi się w jądrach i jest łatwo wydalany ze spermą, dlatego i oni powinni wzbogacić nim swoją codzienną dietę. Selen neutralizuje wolne rodniki, dodaje się go także do kosmetyków, np. szamponów przeciwłupieżowych.

Życie w ciągłym pędzie, w coraz bardziej zanieczyszczonym środowisku naturalnym zwiększa zużycie tego cennego pierwiastka. Gdy mamy go w organizmie za mało, czujemy się osłabieni i często się przeziębiamy, jesteśmy też bardziej podatni na zakażenia. Zmiany reumatoidalne, łamliwe paznokcie, bladość skóry i oznaki starzenia to najłatwiej zauważalne objawy.

Jedzmy brokuły

Głównym źródłem selenu jest żywność: ryby morskie, wołowa lub cielęca wątroba, nieoczyszczone produkty zbożowe, mąka z pełnego przemiału, jarzyny, a zwłaszcza brokuły. Te ostatnie zaczęły nawet uchodzić za najbardziej zalecane do spożycia, najzdrowsze warzywo. Oczywiście, jeśli wyrosły na bogatej w minerały glebie. Niedawno japońscy naukowcy wyhodowali brokuły na wzbogaconej w selen glebie, a następnie poddali laboratoryjnym badaniom ich wpływ na tkanki nowotworowe pobrane z prostaty. Okazało się, że znacząco zmniejszyły rozwój raka w porównaniu z pędami pochodzącymi z przeciętnej jakości gleby. Czy selen chroni zatem przed rakiem?

Co mówią badania

Naprawdę głośno zrobiło się o nim kilkadziesiąt lat temu, kiedy po raz pierwszy podjęto próbę udowodnienia jego wpływu na zmniejszenie ryzyka zachorowalności na raka. Badanie przeprowadzone w latach 1985−1991 w chińskiej prowincji Linxian wykazało kilkuprocentowy spadek umieralności na nowotwory złośliwe u osób, którym podawano suplementy witaminowe z dodatkiem selenu, witaminę E oraz beta-karoten. Pacjenci zostali zbadani ponownie w roku 2001 i wyniki się potwierdziły.

Nadzieję budziły także badania przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych, powtórzone w prawie 20 innych krajach, które wykazały wyraźną zbieżność między zawartością selenu w glebie a występowaniem chorób nowotworowych. Niektórzy wiążą niską zapadalność na raka piersi u Japonek właśnie z bogactwem tamtejszych gleb w selen. Znamienne jest, że Japonki, które wyemigrowały do Stanów, o wiele częściej zapadały na tę chorobę.

Bardziej sceptyczni naukowcy studzą jednak te nadzieje, a w europejskim kodeksie walki z nowotworami złośliwymi z roku 2003 czytamy, że obecnie dostępne są jedynie słabe dowody wskazujące na znaczenie suplementacji selenem.

Jedno jest pewne – to pierwiastek niezbędny dla prawidłowego funkcjonowania organizmu, a w oczekiwaniu na przeprowadzenie kolejnych badań naukowych nie zaszkodzi zjadać codziennie dużą porcję świeżych warzyw hodowanych na zdrowym, bogatym w selen, gruncie, tym bardziej, że są pyszne!

Warto przeczytać: Alfreda Walkowska, „Powrót do harmonii”, wydanie drugie, wydawnictwo Polskie Centrum św. Hildegardy, 2008.

  1. Materiał partnera

Nie warto wyrzucać usuniętych zębów - mogą posłużyć do uzupełnienia ubytków kostnych

Katowicka klinika stomatologiczna Dłucik Dental Clinic postanowiła sięgnąć po innowacyjny sposób leczenia ubytków kostnych z wykorzystaniem własnego materiału organicznego. (Fot. materiały partnera)
Katowicka klinika stomatologiczna Dłucik Dental Clinic postanowiła sięgnąć po innowacyjny sposób leczenia ubytków kostnych z wykorzystaniem własnego materiału organicznego. (Fot. materiały partnera)
Ubytki kostne powstają niezauważalnie, m.in. w wyniku zaniedbań po wyrwaniu zębów lub noszeniu stałego aparatu ortodontycznego. Potrafią doprowadzić do poważnych dysfunkcji żuchwy, a także zmian w wyglądzie twarzy, upośledzając jej mimikę.

Katowicka klinika stomatologiczna Dłucik Dental Clinic postanowiła sięgnąć po innowacyjny sposób leczenia ubytków kostnych z wykorzystaniem własnego materiału organicznego. Metoda ta odniosła już sukces w Japonii oraz Europie Zachodniej, a teraz jest dostępna również w Polsce.

Odbudowa kości żuchwy za pomocą własnych zębów

Nauka zaskakuje nas po raz kolejny. Tym razem badania kliniczne, prowadzone od ponad 10 lat udowodniły, że nie warto wyrzucać własnych, usuniętych zębów. Przetworzone w sterylny granulat, stanowią idealne wypełnienie jam kostnych, dzięki czemu odbudowują kości żuchwy. Rozwiązania, które stosują lekarze oraz chirurdzy Dłucik Dental Clinic znacząco skracają leczenie i przede wszystkim nie powodują dodatkowych urazów, jak w przypadku pobierania materiału poprzez przeszczepy autogenne.

Wcześniejsze próby pozyskiwania materiału organicznego z talerza kości biodrowej lub pokrywy czaszki, przynosiły pacjentowi dodatkowy ból i osłabiały układ kostny. Nowoczesne technologie, tj. ATB (Auto-Tooth Bone) umożliwiają przetworzenie wyrwanego zęba stałego (lub mlecznego) w plastyczny, trwały i przede wszystkim w pełni przyswajalny materiał kościotwórczy.

Zalety technologii ATB to m.in:

  • Biokompatybilność;
  • Brak odrzutów materiału wypełniającego;
  • Minimalizacja infekcji;
  • Szybkie gojenie i brak dolegliwości bólowych;
  • Redukcja cięć chirurgicznych;
  • Wyeliminowanie błon zaporowych;
  • Skrócony czas uzyskania zadowalających efektów leczenia (2-3 miesiące);
  • Trwałość;
  • Całkowite odbudowanie tkanki kostnej;
  • Zminimalizowana resorpcja przeszczepu w trakcie przebudowy kostnej;
  • Brak dodatkowych urazów spowodowanych pobraniem materiału organicznego pacjenta.

Augmentacja zęba własnymi zębami może zatrzymać patologiczne zmiany w szczęce oraz żuchwie (torbiele, ubytki po urazach mechanicznych i usuniętych zębach pacjenta).

Wsparcie dla implantów

Wiele z pacjentów dotkniętych ubytkami kostnymi, decyduje się na implanty. W tym przypadku potrzeba stabilnej bazy dla wszczepów. Odpowiednia, trwała powierzchnia może zostać zbudowana z organicznego granulatu pozyskanego dzięki ATB. Materiał dosłownie wrasta w szczękę i utrzymuje nawet cięższe implanty.

Należy również pamiętać, że kość wokół usuniętego zęba sukcesywnie zmniejsza swoją objętość i po pół roku od zabiegu, może skurczyć się nawet o 40%. W celu jej uzupełnienia z powodzeniem można zastosować biomateriał. Dzięki temu „podnosi się” zatokę szczękową i odbudowuje kość, w której docelowo znajdzie się implant.

Ubytki kostne i brak własnego materiału organicznego w postaci zębów pacjenta

W Dłucik Dental Clinic przewidziano taki scenariusz. Niewątpliwie dobra wiadomość jest taka, że biomateriał użyty do wypełnienia ubytków kostnych może również pochodzić spoza organizmu pacjenta. Pozyskuje się go m.in:

  • Z banku kostnego;
  • Od zwierząt hodowlanych (wołów, koni);
  • Z materiałów organicznych (alg, koralowców);
  • Z surowców nieorganicznych (powstałych poprzez syntezę chemiczną).

Oprócz powyższych, istnieje także możliwość wykorzystania:

Kości autogennych zewnątrzustnych (kość biodrowa, kości długie, okolice trójkąta zatrzonowcowego, guz szczęki, bródka);

  • Komórek macierzystych;
  • Czynników wzrostu izolowanych z krwi.

Najbardziej pożądanym materiałem wypełniającym jamy kostne jest oczywiście ten pochodzący z zębów pacjenta. Biokompatybilność, zgodność genetyczna i odpowiednia struktura są gwarancją przemodelowania materiału w kość własną. Warto zatem zachować usunięte uzębienie, zwłaszcza że doświadczony chirurg z jednego zęba jest w stanie pozyskać do 1,5 cm³ biomateriału wypełniającego.

Klinika Dłucik Dental Clinic w Katowicach poza nowoczesnymi technologiami odbudowy kości szczęki i żuchwy pacjenta, stosuje także tradycyjną implantologię. Szeroki wachlarz zabiegów w połączeniu z wieloletnią praktyką personelu i lekarzy otwiera drogę do chirurgii stomatologicznej na światowym poziomie.

  1. Zdrowie

O czym szumią zioła

Ruta Kowalska:
Ruta Kowalska: "Moją misją jest wielki powrót ziołolecznictwa. Marzę, aby każdy/a z nas posiadł/a podstawową wiedzę o roślinach, aby samodzielnie i bezpiecznie stosować je we własnym domu."(Fot. archiwum prywatne)
Ruta Kowalska, dyplomowana zielarka, autorka podręcznika „O czym szumią zioła” i kajetu wielkiej urody „Receptariusz ziołowy” zaprasza do magicznego świata roślin i odkrywania ich niezwykłych właściwości. Na swoim blogu oraz Instagramie „Zioła w pełni” dzieli się zielarską wiedzą, pokazuje innym jak zaprzyjaźnić się z roślinami i korzystać z ich dobrodziejstwa.

W jeszcze nie tak odległych czasach nieomal każda roślina była otoczona nimbem boskości i darzona szacunkiem. Wraz z rozwojem nauki i technologii zaczęłyśmy tracić przekazywaną z pokolenia na pokolenie wiedzę, a dziś dla wielu osób zioła to po prostu popularne przyprawy jak oregano czy tymianek. Czym dla ciebie są zioła i czy były obecne w twoim życiu już wcześniej?
Od dziecka jestem zafascynowana roślinami. Trudno zliczyć ile czasu spędziłam w towarzystwie tych milczących, zielonych istot. Poznawanie ich wszystkimi zmysłami, dzielenie z nimi czasu ma w sobie coś z wtajemniczenia, inicjacji. Spotkanie twarzą w kwiat. Twarzą w liść. Twarzą w owoc.

Zioła są dla mnie czymś doskonałym samym w sobie. To dużo więcej niż potencjalne lekarstwo, chociaż to, że nas leczą jest dla mnie czymś niesamowitym. Nie chcę patrzeć na nie jedynie w sposób użytkowy. Tak jak w Twoim przykładzie o torebce z przyprawami. Nie wystarczy mi dodać suszu do potrawy, aby polepszyć jej smak. Chcę zobaczyć daną roślinę na żywo, poczuć fakturę jej liści, dowiedzieć się jakie ma wymagania glebowe – co mogę zrobić, aby było jej dobrze np. w moim ogrodzie. Sięgam też głębiej, dociekam jak rośliny troszczą się o siebie nawzajem i komunikują między sobą. Dlatego kiedy nauka, która w naszej zachodniej kulturze jest bogiem, potwierdza to, co czułam intuicyjnie od dziecka odczuwam wielką radość. I mimo, że burzy to skrupulatnie budowaną od wieków hierarchię świata, to czuję, że nadejdzie czas, kiedy rośliny będą miały własne prawa. Podobnie jak zwierzęta, o czym przecież naszym przodkom nawet się nie śniło.

Codziennie jestem w bliskim kontakcie z roślinami. Czuję ogromną wdzięczność za to, że mieszkam na odludziu i wystarczy wyjść z domu, aby zanurzyć się w zielonym świecie. Rośliny są dla mnie jak bliscy przyjaciele. Bo jeśli od kilkunastu lat codziennie głaszczę korę rosnących wokół mojego domu drzew, obserwuję ich zmagania się z mrozami czy wiatrem, patrzę jak zmieniają się w rytmie pór roku, to czuję więź. Tak samo w ogrodzie, gdzie doglądam rosnących ziół, czy na łąkach wokół domu, gdzie znam każdy spłachetek ziemi. Mam tylko wątpliwości czy ta więź jest obopólna. Rośliny znakomicie mogą się bez nas obyć. Dzięki fotosyntezie są autonomicznymi, samowystarczalnymi istotami. To my ich potrzebujemy, a nasze życie nie mogłoby bez nich istnieć.

Zioła wykorzystywano nie tylko w obrzędach religijnych i magicznych rytuałach, pełniły one bardzo ważną funkcję w codziennym życiu. Znajomość ich właściwości mogła ratować albo odbierać życie, dlatego wiedza na ich temat była tak cenna. Gdzie ty zaczęłaś swoje poszukiwania na temat ziół oraz ich magicznych i leczniczych właściwości? I kiedy poczułaś, że chcesz dzielić się swoją wiedzą z innymi?
Jako dziecko mogłam godzinami obserwować przyrodę zachwycając się całym tym bogactwem. Dopiero potem poczułam potrzebę nazywania, porządkowania, przypisywania roślinom określonych właściwości. Chciałam wiedzieć jakim zielonym bandażem można opatrzyć ranę podczas leśnych wędrówek, co można zjeść, a czego lepiej unikać, jak wspomóc się przy niestrawności czy w przeziębieniu. Na moim regale pojawiało się coraz więcej książek o ziołach. Nieustannemu czytaniu towarzyszyły częste wyprawy w teren, bo odczuwam jakąś pierwotną, ciągłą potrzebę bycia na świeżym powietrzu, w ruchu, chodzenia po chaszczach.

Zawsze byłam mocno ukierunkowana i zdaję sobie sprawę, że dla niektórych osób może to być zaskakujące, ale już jako 6-letnie dziecko wiedziałam, że chcę mieszkać na wsi i żyć blisko ziemi.

Cała moja formalna edukacja związana jest z przyrodą. Ukończyłam studia magisterskie na kierunku biologia na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. W ostatnich latach, bo wcześniej niestety nie było takich możliwości, ukończyłam roczny kurs zawodowy „Zielarz-Fitoterapeuta”, studia podyplomowe „Zioła w profilaktyce i terapii” na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu oraz „Zioła i nutraceutyki – ich znaczenie dla gospodarki i zdrowia” na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Obecnie uczestniczę w rocznym kursie „Fitoterapia szczegółowa” prowadzonym przez dr. H. Różańskiego.

Ziołolecznictwo to nauka ścisła i takie podwaliny, szeroka wiedza biologiczna i chemiczna są bardzo istotne. Równolegle wciąż uczę się sztuki zielarskiej na najlepszym uniwersytecie. Stworzonym ręką Natury. Na łąkach, polach, w lasach.

Pierwsze warsztaty przyrodnicze zaczęłam robić jeszcze podczas studiów, potem skupiłam się na ziołowych. Bardzo wierzę w moc edukacji. W to, że kropla drąży skałę.

Moją misją jest wielki powrót ziołolecznictwa. Marzę, aby każdy/a z nas posiadł/a podstawową wiedzę o roślinach, aby samodzielnie i bezpiecznie stosować je we własnym domu.

„Zioła w pełni” to nazwa nieprzypadkowa, oprócz istotnych w twoim życiu roślin pojawia się też element lunarny. Jaka jest rola księżyca w tym, czym zajmujesz się na co dzień?
„Zioła w Pełni” to nie tylko nazwa mojej firmy i bloga na którym snuję ziołowe opowieści, ale również odzwierciedlenie tego, co jest dla mnie ważne. Pełnia to dla mnie stan, w którym niczego nie brakuje. Całkowitej harmonii i poczucia obfitości na każdym poziomie życia.

Księżyc odgrywa w moim życiu dużą rolę. Zarówno ja, jak i uprawiane przeze mnie rośliny żyjemy w jego rytmie. Bardzo bliska jest mi idea rolnictwa biodynamicznego, a kalendarz księżycowy autorstwa Marie Thun to mój zaufany doradca. Zawsze mam go na podorędziu. Podpowiada mi jak pielęgnować rośliny, kiedy najlepiej siać, przycinać je, zbierać plon.

Księżyc kiedyś nazywany był miesiącem, a stąd już tylko krok do miesiączki. Od kilkunastu lat przyglądam się temu jak pięknie mój cykl menstruacyjny współgra się z rytmem Księżyca. Opowiadam o tym na warsztatach na temat zdrowia kobiet, kiedy pierwszego dnia zasiadamy w Ziołowym Kręgu Kobiet. Okazuje się, że większość kobiet odkrywa wtedy tę niesamowitą synchroniczność.

Z fascynacją obserwuję jak wpływają na mnie poszczególne fazy Księżyca. Jeżeli Księżyc ma tak potężny wpływ na oceany, to musi mieć też wpływ na nasze ciała, które w większości są zbudowane z wody. Nów to czas skupienia się na sobie, wejścia w ciemność, zasiewania ziaren. Pełnia to moment spełnienia, celebrowania życia i dziękczynienia. Zdaję sobie sprawę, że część ludzi, szczególnie w miastach, zamkniętych w blokach zapomina o spoglądaniu w niebo, dlatego mój ziołowy newsletter wysyłam w nów i pełnię. Czasem czytelniczki piszą mi, że przypominam im przy okazji o tym, co dzieje się na niebie.

Kolejnym księżycowym motywem jest to, że dawniej niektóre zioła zbierano przy pełni ufając, że w tym czasie ich lecznicza moc jest najpotężniejsza. Idea ta mocno mnie porywa, dlatego wzorem naszych przodkiń zdarza mi się wykopywać korzenie ziół w srebrnym blasku Księżyca. Ogarnia mnie wtedy poczucie wspólnoty, zielarskiego siostrzeństwa z tymi, które były przede mną, a z którymi łączy mnie zielona nić porozumienia.

Zioła od początku pełniły ważną funkcję w różnego rodzaju rytuałach. Które rośliny i jakie rytuały są dla ciebie szczególnie ważne?
Nie mogłoby w moim życiu obyć się bez rytuałów związanych z Księżycem. Każdego miesiąca celebruję pełnię sporządzając eliksir księżycowy. Ruszam na łąki, do lasu i zbieram sezonowe zioła. Zimą są to szyszki, kawałki kory, jakieś zapomniane przez ptaki owoce np. berberysu, dzikiej róży. Kryształową karafkę, schedę do mojej babci wypełniam ziołami, zalewam zimną wodą i zostawiam na całą noc. Rano wypijam chłodny, delikatny macerat czemu zawsze towarzyszy jakaś intencja, ale i wdzięczność za wszystko co w życiu otrzymuję. To ostatnie jest bardzo ważne, bo w wirze codziennych zajęć często zapominam o docenianiu tego, co się wydarza, o celebracji każdego dnia, tak jakby był ostatnim. Marzy mi się, aby sporządzanie eliksirów księżycowych stało się powszechne. Wyobraź sobie, że przed pełnią na okiennych parapetach, jak kraj długi i szeroki królują buteleczki, flakoniki i fiolki z ziołami.

Podczas nowiu palę ognisko, aby rozświetlić ciemność nocy, ale również tę w sobie. Spotykają się wtedy wszystkie żywioły – woda, bo miejsce na ognisko jest nad stawem, powietrze bez którego ogień nie mógłby zapłonąć, ziemia.

Bardzo ważny jest też dla mnie rytuał wdzięczności wobec roślin. Proszenia o możliwość skorzystania z ich leczniczych mocy. Zauważyłaś, że w większości przypadków, aby zebrać jakąś roślinę, trzeba przed nią przyklęknąć, pokłonić się? Czuję, że nie bez powodu. Mam taką zasadę i tego uczę na moich warsztatach: Najpierw zaprzyjaźnij się z rośliną, a dopiero potem poproś o coś dla siebie. Weź jedynie tyle, ile potrzebujesz i nie zapomnij podziękować ziołom, że możesz czerpać z ich dobrodziejstw.

Głęboki szacunek do roślin to dla mnie podstawa. Musi istnieć równowaga między braniem a dawaniem. Korzystam z ziół, ścinam je, ale w ramach zadośćuczynienia co roku sadzę drzewa, pielęgnuję łąkę kwietną, nie stosuję żadnych pestycydów w ogrodzie, dbam o bioróżnorodność w moim najbliższym sąsiedztwie.

Ruta Kowalska (Fot. archiwum prywatne)Ruta Kowalska (Fot. archiwum prywatne)

Ziołolecznictwem od zarania wieków zajmowały się kobiety, matki przekazywały córkom wiedzę, którą otrzymały od swoich przodkiń. Dzisiaj ty pełnisz rolę takiej przewodniczki po świecie roślin i zapraszasz kobiety na prowadzone przez siebie warsztaty. Czy możesz opowiedzieć jak wyglądają takie spotkania, czego uczysz i jak na czym polega poznawanie ziół od podstaw?
Wierzę, że ziołolecznictwo to nasza kobieca spuścizna, że w naszych sercach, krwi i kościach zapisana jest wiedza przodkiń. Nasza herstoria mocno splata się z pędami roślin. Dawniej większość kobiet, szczególnie tych mieszkających daleko od miast posiadała jakąś podstawową wiedzę na temat roślin leczniczych.

Moje warsztaty robię w duchu głębokiego poszanowania i wrażliwości na to, co daje nam natura. Na warsztatach „O czym szumią zioła” przekazuję wiedzę na temat podstaw ziołolecznictwa, prawidłowego sporządzania preparatów galenowych: naparów, wywarów, odwarów, nalewek, intraktów, maści, wyciągów na winie, wyciągów glicerynowych czy olejowych. Użycie prawidłowego rozpuszczalnika ma kolosalne znaczenie, tylko mając odpowiednia wiedzę fitochemiczną może przygotować skuteczny preparat ziołowy. Mówię o etyce zbioru, uczę jak prawidłowo zbierać i suszyć zioła, opowiadam dużo o substancjach czynnych w roślinach, bezpieczeństwie stosowania ziół, lokalności i sezonowości. Nie może się oczywiście obyć bez zajęć terenowych. Spotkania z roślinami na żywo są niezmiernie ważne. Po zajęciach często uczestniczki opowiadają mi, że przypomniały sobie, że przecież w dzieciństwie babcia pokazywała im kwitnące podbiały czy świetliki, albo jak sporządzić syrop ziołowy.

Warsztaty „Po zioła. Po moc” dedykowane są zdrowiu kobiet. Podoba mi się to określenie „po moc” - tylko jeśli jesteś w swojej mocy możesz sobie pomóc. Te warsztaty zaczynamy Ziołowym Kręgiem Kobiet. To otwiera uczestniczkom serca i buduje poczucie wspólnoty, które będzie nam już towarzyszyło do końca warsztatów. Rozmawiamy o trzech etapach życia kobiety – Białej Bogini (dojrzewanie), Czerwonej Bogini (kobieta płodna, matka) oraz Czarnej Bogini (kobieta po menopauzie, mądra). Oczywiście wszystko w kontekście ziół.

Dzielę się naukową wiedzą m.in. o tym jak możemy wesprzeć się ziołami w zespole napięcia przedmiesiączkowego, przy bolesnych, obfitych lub skąpych miesiączkach, stanach zapalnych narządów płciowych, przy mięśniakach, torbielach, podczas połogi i laktacji, czy w okresie klimakterium. Te spotkania są bardzo intensywne, chcę przekazać jak najwięcej wiedzy, ale teorii towarzyszy też praktyka – każda z uczestniczek przygotowuje dla siebie po kilkanaście różnych ziołowych remediów. Ich sporządzaniu zawsze towarzyszy dużo radości i poczucia wspólnoty.

Wiosna to czas nowego początku, nowego cyklu życia. To na pewno również bardzo ważny moment w życiu zielarki. Na jakie zioła warto zwrócić szczególną uwagę w tym czasie?
Uwielbiam wczesną wiosnę, kiedy przyroda, ale i moje ciało budzą się do życia. To doskonały czas na zbiór ziołowych korzeni i kłączy, które najlepiej wykopać jeszcze przed rozpoczęciem wegetacji. W tym czasie ilość nagromadzonych w nich substancji leczniczych jest największa.

O tej porze możemy też zbierać korę i gałązki z drzew. Najlepiej zrobić to, wraz z ruszeniem wegetacji. Kiedy rozpoczyna się intensywny wzrost roślin między korą a drewnem tworzy się warstwa młodych komórek twórczych, luźno z nimi złączona, co ułatwia oderwanie kory. Najlepiej zbierać ją podczas przecinek z młodych, gładkich, kilkuletnich gałązek o grubości około 3-4 cm, a nie z żywego drzewa.

Wiosna to też doskonały czas na zbieranie pączków drzew i krzewów. W fitoterapii wyodrębniono nawet specjalny dział im poświęcony - gemmoterapię. Pączki pozyskuje się w różnych fazach wzrostu: od całkowicie zamkniętych po częściowo otwarte z widocznymi rozchylającymi się listkami, ale wciąż jeszcze u dołu otulonymi brązowymi łuskami. Wczesną wiosną możemy też zbierać pierwsze kwiatostany np. olchy, leszczyny czy żółto kwitnącego podbiału.

Bardzo popularny jest też zbiór soku z brzozy zwanego oskołą. Ja osobiście go nie pozyskuję. Czuję, że ten cenny w substancje odżywcze płyn należy do drzewa, jest niczym życiodajna krew, której dopływ zapewnia mu dobry start na wiosnę, witalność i doskonałą kondycję. Nierozważnie i rabunkowo prowadzony zbiór soku naraża zdrowie drzew, może prowadzić do infekcji grzybowych, osłabienia, a nawet obumarcia drzewa.

Wczesne zapisy o zastosowaniu ziół pojawiły się już na babilońskich glinianych tabliczkach pochodzących z 3000 r. p.n.e. Ty również postanowiłaś usystematyzować i skatalogować posiadaną wiedzę o ziołach i tak powstały twoje dwie książki „O czym szumią zioła” i „Receptariusz ziołowy”. Od której warto zacząć i co w nich znajdziemy?
W pierwszej kolejności mocno zachęcam do przeczytania liczącej 416-stronic książki „O czym szumią zioła”. Ta książka pęczniała we mnie jak nasiono na długo zanim ujrzała światło dziennie. Na jej pisanie i wydanie w modelu selfpublishingu poświęciłam dwa lata. Nazwałam ją podręcznikiem, bo wierzę, że jest to książka, którą zawsze warto mieć pod ręką. To esencja mojej wiedzy i kilkudziesięcioletniego doświadczenia w zakresie ziołolecznictwa. Książka, którą sama chciałabym przeczytać wiele lat temu, bo zaoszczędziłaby mi wielu poszukiwań i sporo czasu.

„O czym szumią zioła” to szczodra dawka naukowej wiedzy na temat roślin leczniczych doprawiona szczyptą historii ziół, etnobotaniki i moich własnych doświadczeń w pracy z roślinami. Zawiera niemal 300 pozycji bibliograficznych, a konsultację naukową wykonała prof. dr hab. n. farm. Irena Matławska, z Katedry i Zakładu Farmakognozji Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Oprócz rzetelności merytorycznej zależało mi, aby książka była napisana z poziomu serca, głębokiego szacunku do roślin. Przyjaznym, przystępnym językiem. To taki mój miłosny hołd dla Zielonego Świata Roślin. Niektóre czytelniczki piszą mi, że stworzyłam nowy styl – ziołowa proza poetycka.

W książce przeprowadzam przez najważniejsze tajniki ziołolecznictwa. Dużo miejsca poświęcam temu jak prawidłowo przygotowywać ziołowe remedia. Wyjaśniam na jakiej zasadzie zioła działają na nasz organizm, piszę o prawidłowym zbiorze, suszeniu ziół, o zielarskiej etyce, idei lokalności i sezonowości w pracy z roślinami, o tym dlaczego zioła świeże są bardziej skuteczne od suszonych, o bezpieczeństwie stosowania ziół. Opisuję też 25 gatunków roślin leczniczych, każdej z nich poświęcam kilkanaście stron. O kolejnych roślinach napiszę w następnych tomach, bo planuję stworzyć ziołową trylogię.

Liczący 216 stronic „Receptariusz ziołowy” to kajet wielkiej urody nie tylko do czytania, ale i samodzielnego zapisywania. Zrodzony z miłości do starych przepisów. Czułości, jaką budzą we mnie ręcznie zapisywane zeszyty z przepisami pochowane w szafkach naszych babek i mam. Można znaleźć w nim receptury na ziołowe remedia pochodzące z XIX i początków XX wieku, dowiedzieć się czym były m.in. morsele, cukrosmażki, krążki, kołaczki, zachowki. Zależało mi, aby „Receptariusz” przypominał stary kajet i aby trzymając go w dłoniach mocno czuło się ducha dawnych czasów. Czasem sobie myślę, że powinnam sprzedawać go w zestawie z gęsim piórem.

Od jakiegoś czasu zaczynamy poznawać zioła na nowo. Obserwujemy wielkie zainteresowanie naturalnymi kosmetykami, ludową medycyną, uprawiamy rośliny w przydomowych ogródkach i na balkonach. Chcemy też wiedzieć o nich coraz więcej. Jak zacząć swoją przygodę z ziołami?

Przygodę z ziołami proponuję zacząć z poziomu serca – wybrać się do lasu, na łąki, nad rzekę i po prostu pobyć z roślinami, nawiązać z nimi emocjonalną relację. Dzięki temu nie będziesz traktować ich jedynie w sposób użytkowy. Zawsze powtarzam jak mantrę, że zioła są darem, a nie towarem, a przyroda to sanktuarium a nie darmowy supermarket, gdzie można iść i zrywać bez opamiętania. Mamy teraz wiosnę i słyszę z każdej strony jak ludzie ściągają sok z drzew, często bez jakiejkolwiek refleksji nad tym, że mogą zaszkodzić drzewu, osłabić je. Przyświeca im jedynie myśl – oskoła jest zdrowa, więc wyduszę jej z drzewa dla siebie jak najwięcej.

Bardzo nie chciałabym aby powrót zainteresowania ziołami poszedł w tym kierunku - kolejnej mody, gadżetów, konsumpcji i rabunkowego podejścia do przyrody.

Następnym krokiem jest zapoznanie się z rzetelnymi opracowaniami na temat ziół, fitoterapia to nauka ścisła i ważne, aby dobrze poznać jej podstawy. Nauka rozpoznawania gatunków roślin również będzie bardzo przydatna, aby podczas zbioru nie dochodziło do pomyłek.

Ważna jest również praktyka w sporządzaniu ziołowych remediów, w dobieraniu ziół do mieszanek leczniczych itd., bo od suchej teorii jeszcze nikt zielarzem nie został.

  1. Zdrowie

Zapalenie zatok - przyczyny, objawy i leczenie

Zapalenie zatok objawia się przeszywającym bólem głowy, kaszlem, chrząkaniem i osłabionym węchem. (Fot. iStock)
Zapalenie zatok objawia się przeszywającym bólem głowy, kaszlem, chrząkaniem i osłabionym węchem. (Fot. iStock)
Często objawiają się nietypowo – porannym kaszlem, chrząkaniem, osłabionym węchem. Zapalenia zatok „kochają” nasz klimat. 

Pierwsze skojarzenie z hasłem „zapalenie zatok”? Ból. Rzeczywiście, jest charakterystyczny. Przeszywający, pulsujący. Na początku doskwiera głównie rano i w ciągu dnia trochę ustępuje, nasilając się przy pochylaniu głowy lub nagłych zmianach temperatury. Uczucie rozpierania wokół oczu, potęgujące się przy kaszlu, może świadczyć o problemach z zatokami sitowymi, położonymi po obu stronach nosa. Uciśnij nasadę grzbietu nosa między brwiami. Jeśli ból się nasila, można podejrzewać zapalenie. Kiedy boli cię twarz w pobliżu skroni i policzków, dociśnij miejsce tuż nad górnym kłem. Jest gorzej? Zaatakowane mogą być zatoki szczękowe. W zapaleniu zatok czołowych boli środkowy odcinek górnej ściany oczodołu, tuż pod łukiem brwiowym.

Po kilku dniach ból może przybrać na sile. Pojawiają się też objawy dodatkowe: drapanie w uszach, ból zębów, chrapanie. Śluzowa wydzielina spływa po tylnej ścianie gardła, wywołując chrapanie, kaszel i chrząkanie. A wszystko z powodu… specyficznej budowy czaszki.

Przydatne przestrzenie

– Zatoki przynosowe to wypełnione powietrzem przestrzenie w kościach przedniej części czaszki – mówi dr Norbert Górski, otolaryngolog. Ich wnętrze wyścielone jest błoną śluzową, delikatną i pokrytą rzęskami. W ciągu doby potrafi ona wyprodukować niemal cztery szklanki śluzu! Kiedy wszystko działa normalnie, wydzielina miarowo i spokojnie spływa do jamy nosa, z którą zatoki są połączone kanalikami. – Tam oczyszcza i nawilża powietrze wciągane podczas wdechu – tłumaczy lekarz. To pierwsze zadanie zatok. Kolejne są równie ważne. Dzięki nim głowa jest lżejsza, co umożliwia nam chodzenie w postawie wyprostowanej, i jednocześnie odporna na uderzenia. Puste przestrzenie w twarzoczaszce działają jak amortyzatory, a układ beleczek kostnych ograniczający zatoki tworzy mocną konstrukcję.

Ostatnia funkcja zatok to wzmacnianie głosu. Tworzą one komory akustyczne, dzięki którym mowa staje się dźwięczna. Słychać to szczególnie podczas kataru. Powoduje on obrzęk błony śluzowej i zwężenie kanalików utrudniające odpływ śluzu. Wypełnione zatoki zmieniają akustykę mowy, a głos robi się przytłumiony. O ile ujścia są wąskie, ale drożne, pokichasz, poprychasz, a po kilku dniach sytuacja wróci do normy. Jeśli jednak zatoka się całkowicie zatka, a wydzielina nie będzie miała ujścia, pojawi się zapalenie. – Trwające ponad 12 tygodni nazywamy zapaleniem przewlekłym – dodaje lekarz.

Wirus czy pyłek?

Najczęściej przyczyną zapalenia jest infekcja. Ciepłe i wilgotne środowisko zatok sprzyja namnażaniu się wirusów, za którymi często podążają bakterie, i pojawia się nadkażenie. Zakażeniom sprzyjają jesień, ciepła zima i wczesna wiosna – czyli okresy, które charakteryzują się dużą zmiennością temperatury. Dlaczego u niektórych byle katar kończy się zawsze zapaleniem zatok, a u innych nigdy? Są przyczyny anatomiczne, ale są i środowiskowe. Kłania się smog, czyli wdychanie zanieczyszczonego powietrza, ale też palenie czy nurkowanie. Jednak coraz częściej przyczyną zapalenia są alergie. Klasyczny katar sienny także powoduje obrzęk błony śluzowej i zwężenie kanalików, co sprzyja zakażeniom wirusowym i bakteryjnym. I mamy błędne koło. Im silniejsza alergia i większy obrzęk, tym lepsze warunki dla infekcji. Według badania PBS ponad 25 procent osób cierpiących na katar sienny uskarża się na bóle zatok, a zatem nawet co czwarty alergik z takimi objawami może chorować na zapalenie zatok o podłożu alergicznym. Główną przyczyną takiego zapalenia zatok są sezonowe pyłki roślin, ale i całoroczne alergeny kurzu, pleśń oraz sierść zwierząt. Niekiedy pacjenci niewiedzący o uczuleniu miesiącami leczą się niepotrzebnie i nieskutecznie antybiotykami. Dlatego jeśli kuracja nie przynosi efektów, warto zasięgnąć opinii alergologa.

Sposób na zapalenie

Antybiotyki stłumią jedynie zakażenie bakteryjne. To alergiczne potrzebuje innego potraktowania. Przede wszystkim warto wyeliminować źródło uczulenia, podczas wiosny i latem unikać długich spacerów, okna otwierać wieczorem, brać kąpiel po powrocie do domu. Konieczne jest również stosowanie leków przeciwalergicznych i sterydów. Dlaczego się ich boimy? Kojarzą się nam ze sportowcami stosującymi doping. Niesłusznie, gdyż przyjmują oni zupełnie inne środki, tzw. sterydy anaboliczne. Te używane do leczenia alergii to glikokortykosteroidy. Czy utyjesz po nich lub spuchniesz? Nie po tych do nosa. Ich stężenie jest znacznie niższe niż leków w tabletkach czy zastrzykach. Poza tym podaje się je miejscowo i w niewielkich dawkach.

Nadużywamy z kolei leków obkurczających śluzówkę nosa, nie wiedząc, że mogą doprowadzić na przykład do… zwiększenia ciśnienia krwi. Po ich odstawieniu podwyższone ciśnienie może się zmniejszyć. Dlatego krople do nosa można stosować jedynie kilka dni przed zastosowaniem sterydu, by ułatwić mu dotarcie do zatok.

W każdym typie zapalenia polecane są irygacje, czyli płukanie nosa i zatok roztworem soli fizjologicznej. W aptekach dostępne są zestawy zawierające butelkę i sól do przygotowania roztworu z wodą. Wyjściem ostatnim jest ingerencja lekarza. Może on opróżnić zatoki z wydzieliny za pomocą nakłucia lub drenażu albo skierować na operację. Ważne, by metodę dopasować do źródła problemu.

  1. Zdrowie

Jak spożywać pestki i nasiona, żeby przyswoić z nich to, co najcenniejsze?

Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. (fot. iStock)
Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. (fot. iStock)
Pestki dyni są znane ze swojego działania przeciwpasożytniczego oraz pozytywnego wpływu na gospodarkę hormonalną kobiet. Wszystkie pestki są źródłem antyoksydantów oraz witamin, które mogą być cennym wsparciem zdrowia. Warto jednak pamiętać, że małe pestki, takie jak chia czy siemię lniane, nie są trawione przez nasz układ pokarmowy i po prostu przez niego przelatują, a ich rolą jest po prostu oczyszczenie jelit. Można je również zmielić, by cieszyć się większą ilością składników odżywczych, natomiast nie do końca jest to zgodne z naturą człowieka – pisze Iwona Wierzbicka, autorka książki „Jak wzmocnić odporność”.

Moczenie pestek

Moczenie nasion i pestek zaleca się ze względu na zawartość w nich kwasu fitynowego. Jest to antyodżywcza substancja, która odpowiada za chelatację, czyli wiązanie minerałów, takich jak: żelazo, magnez, wapń i cynk, co znacznie utrudnia ich wchłanianie przez organizm. Ta informacja może okazać się cenna dla osób, których dieta obfituje w nasiona oraz pestki. Przed zjedzeniem należy je namoczyć przez minimum 12 godzin. Rekomenduje się moczenie nasion w samej wodzie, lecz można także dodać do niej sok z cytryny, ocet jabłkowy lub sól, by przyśpieszyć neutralizację kwasu fitynowego. Nie musimy moczyć nasion, jeżeli dziennie spożywamy ich niewiele (20–30 gramów), ponieważ taka ilość kwasu fitynowego nie będzie negatywnie wpływała na nasz organizm. Wręcz przeciwnie, kwas fitynowy spożywany w umiarkowanych ilościach wiąże metale ciężkie, które zatruwają organizm.

Stosunek omega-3 do omega-6

Przy spożywaniu nasion i pestek powinniśmy pamiętać o dążeniu do prawidłowego stosunku kwasów tłuszczowych omega-3 do omega-6, który powinien wynosić 1:2 (maksymalnie 1:4, przykład wspomnianego już orzecha włoskiego). Jeśli sięgasz po pestki dyni, nasiona słonecznika oraz sezamu, a także wybierasz mąkę dyniową i inne tego typu alternatywne produkty, to zwiększasz spożycie wielonienasyconych kwasów tłuszczowych omega-6 o działaniu prozapalnym, co z czasem staje się niebezpieczne, bo może nasilić stany zapalne. Jedz pestki z umiarem!

Jak piszą Małgorzata Białek i Jarosława Rutkowska (Znaczenie kwasu γ-linolenowego w profilaktyce i terapii, „Postępy Higieny i Medycyny Doświadczalnej” 2015):

„Wyniki badań epidemiologicznych wskazują na wzrost zachorowań na nowotwory w populacjach, w których zwiększyło się spożycie kwasów z rodziny omega-6, co spowodowało podwyższenie stosunku kwasów omega-6 do omega-3. Zbyt duży udział kwasów z grupy omega-6 w diecie sprzyja powstawaniu głównie nowotworów jelita grubego, piersi i stercza. Wyjątkiem w tej grupie związków jest GLA (kwas gamma-linolenowy, frakcja antyzapalna kwasu omega-6), który działa hamująco na proces karcinogenezy (nowotworzenia). Kwas GLA znajdziemy na przykład w oleju wiesiołka czy ogórecznika”.

Nie praż pestek!

Prażenie, na przykład pestek dyni lub nasion słonecznika, lub smażenie na oleju lnianym, a także wykorzystywanie mąki dyniowej do pieczenia prowadzi do stanów zapalnych, choroby miażdżycowej, chorób nowotworowych oraz autoimmunologicznych. Tego typu produkty spożywcze nie nadają się do obróbki termicznej i należy korzystać z nich na surowo. Warto także pamiętać o przechowywaniu olejów roślinnych obfitujących w kwasy tłuszczowe omega-3 (na przykład olej lniany) w ciemnej butelce oraz w lodówce, co zapobiega ich utlenianiu.

Najzdrowszymi tłuszczami roślinnymi są tłuszcze nierafinowane. Należy je zawsze przechowywać w lodówce (wyjątek oliwa i olej kokosowy, mogą stać poza lodówką) i zużyć przed upływem terminu ważności.

Terapia pestkowa dla kobiet

Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. Warto jednak pamiętać, że zdrowa gospodarka hormonalna jest zależna od wielu różnych czynników…

Terapia pestkowa

  • Od 1. do 15. dnia cyklu spożywaj pestki dyni i siemię lniane (po dwie łyżki, możesz zmielić).
  • Od 16. do 28. dnia cyklu jedz sezam i pestki słonecznika (po dwie łyżki, możesz zmielić).

Tę terapię stosuje się również w chorobach autoimmunologicznych, aby wyrównać estrogen i progesteron. Jeśli cykl jest nieregularny lub brak miesiączki, można zacząć przyjmować w dowolnym momencie, zaczynając od etapu pierwszego. Po etapie pierwszym następuje drugi i tak regularnie od 3 do 6 miesięcy.

Pestki dyni przeciw pasożytom

Dzięki zawartej w nich kukurbitacynie stają się naturalnym sprzymierzeńcem w walce z niechcianymi mieszkańcami naszego organizmu. Kukurbitacyna ponadto wykazuje działanie przeciwbakteryjne oraz przeciwnowotworowe. W pestce dyni znajduje się tuż pod łupiną, to ta zielona otoczka pestki. Najwięcej tej dobroczynnej substancji jest w pestkach świeżo łuskanych.

Jak przeprowadzić kurację u dzieci i dorosłych?

  • Przez dwa tygodnie zjada się garść świeżo łuskanych pestek dyni (u dzieci około 10–15 pestek lub wielkość ich garści).
  • Do tego powinno być kilka suszonych fig lub śliwek (chodzi o przyśpieszenie perystaltyki jelit).
  • Zamiennikiem pestek może być olej z pestek dyni tłoczony na zimno, dodaje się go do sałatek (nie wolno podgrzewać).

Badania naukowe dowodzą ponadto, że kukurbitacyna ma działanie redukujące stany zapalne w organizmie, wspomaga leczenie nowotworów, bóli stawów i cukrzycy. Ponadto blokuje działanie enzymu 5-alfa reduktazy, dzięki czemu ma oddziaływanie antyandrogenne. Pestki dyni i olej z nich może mieć zatem spektakularne zastosowanie w łysieniu androgennym kobiet i mężczyzn, jak również w PCOS i insulinooporności.

Fragment książki Iwony Wierzbickiej „Jak wzmocnić odporność”.