fbpx

Osteoporoza. Czy emocje mogą wpływać na kości?

Osteoporoza. Czy nasze emocje mogą wpływać na kości?
Jeśli łamią się nam kości, znaczy, że pracowałyśmy na to przez ostatnich 30–40 lat naszego życia. Pamiętajmy jednak, że nigdy nie jest za późno, by coś w tym życiu zmienić. (Fot. iStock)

Osteoporoza to choroba powstała w naszych czasach, w naszej cywilizacji. Jej przyczyny są bardzo złożone, ale wiemy na pewno, że mają związek z trybem życia, dietą oraz… przeżywanymi emocjami – mówi ginekolożka dr Preeti Agrawal.

Co to jest osteoporoza?
To choroba kości sprawiająca, że stają się one kruche, słabe, łamliwe. Kiedy choroba jest mocno zaawansowana, nawet codzienne czynności mogą być niebezpieczne. Już przy lekkim uderzeniu można sobie złamać biodro czy uszkodzić kręgosłup.

Mówi się, że to choroba cywilizacyjna.
Jeszcze w latach 70. XX wieku osteoporoza była zjawiskiem marginalnym, a w wieku XIX traktowano ją jako medyczną osobliwość. Obecnie szacuje się, że w ciągu ostatnich 20, 30 lat zachorowalność na osteoporozę wzrosła o 30–40 proc. Ta choroba powstała w naszych czasach, w naszej cywilizacji.

Dlaczego?
To pytanie nurtuje wielu naukowców. Mówi się, że osteoporoza wynika z braku wapnia w diecie i że chorują na nią ludzie, których pożywienie jest ubogie w mleko czy nabiał. Ale jednocześnie mieszkańcy tych krajów, w których diecie mleka po prostu nie ma, nie chorują wcale. Wiemy na pewno, że osteoporoza to schorzenie związane z naszym trybem życia i – rzeczywiście – ze sposobem odżywiania. Ale nie możemy mówić o jakimś jednym czynniku, bo to bardzo złożony proces. Kości mogą być słabe z powodu niedostatku w naszej diecie wapnia, magnezu czy witaminy D, która spełnia ogromną rolę w metabolizowaniu wapnia (o czym świadczy fakt, że w krajach, w których jest dużo słońca, kobiety chorują znacznie rzadziej). Bez odpowiedniej ilości witaminy D w organizmie nie mamy szans na przyswojenie wapnia. W krajach, w których słońce widać tylko przez kilka miesięcy w roku i w czasie tych zimowych intensywnie pracujemy, wychodząc rano, kiedy jeszcze jest ciemno, i wracając, kiedy już jest ciemno, nie mamy kontaktu z życiodajnymi promieniami. Dlatego spożycie tranu w naszej strefie klimatycznej w zimie jest ważne. Poza tym wapnia potrzebujemy także do sprawnego funkcjonowania mózgu i równowagi wszystkich innych narządów; jego poziom we krwi musi być stabilny.

Co się dzieje, jeśli nie jest?
Kiedy nie dostarczamy sobie odpowiednich ilości tego pierwiastka, jest on pobierany z kości. Musimy pamiętać, że kości są magazynem różnych pierwiastków niezbędnych do funkcjonowania wszystkich komórek. Dla kobiecych kości spore obciążeni to ciąża i okres karmienia piersią. Dlatego jest tak istotne, by mamy karmiące piersią dbały o prawidłowy poziom wapnia i witaminy D oraz aktywność fizyczną. Badania statystyczne pokazują, że osteoporoza dotyka dwa razy częściej kobiety niż mężczyzn. Mężczyźni mają genetycznie mocniejsze kości dzięki znacznie wyższemu poziomowi testosteronu. A testosteron kości chroni. Kobiety, które w czasie menopauzy mają wysoki poziom tego hormonu, rzadziej chorują na osteoporozę. Lecz już u mężczyzny, który nadużywa alkoholu, pojawią się kłopoty z kośćmi.

Osteoporozę nazywa się cichym złodziejem kości.
Przebiega właściwie bezobjawowo, więc kiedy się o niej dowiadujemy – bo np. wskutek niewinnego, zdawałoby się, upadku doznajemy poważnej kontuzji – zazwyczaj jest już zaawansowana. Ale jeśli łamią się nam kości, znaczy, że pracowałyśmy na to przez ostatnich 30–40 lat życia. Pamiętajmy jednak, że profilaktyka właściwie zawsze może pomóc zmienić sytuację.

Jak sprawdzić, czy należymy do grupy ryzyka?
Można zacząć od densytometrii, prostego badania, które mierzy gęstość kości. Na pewno warto je przeprowadzić w okolicach czterdziestki, nawet jeśli nic nas nie alarmuje. Jeśli coś nas zaniepokoi, np. w ostatnim czasie bez wyraźnego powodu znacznie straciłyśmy na wadze, koniecznie się przebadajmy bez względu na wiek. Jeżeli okaże się, że kości są słabe, wiele jeszcze można zrobić. Kość jest żywą tkanką, w której nieprzerwanie zachodzą dynamiczne procesy, nieustannie się zużywa i odnawia. W związku z tym można opracować sobie indywidualny program wzmacniający kości – wprowadzić odpowiednie ćwiczenia, zmodyfikować dietę, wyeliminować czynniki ryzyka. Po roku warto powtórzyć badanie i zobaczyć, czy nasze kości się odbudowują, czy nie. (Zaleca się, żeby densytometrię przeprowadzić na tym samym sprzęcie, najlepiej w tym samym miejscu). Dzięki takiemu monitoringowi możemy obiektywnie oceniać stan naszego kośćca. Kolejnym przydatnym badaniem jest sprawdzenie w moczu poziomu wydalanego kolagenu, który powstaje w procesie kościotwórczym. Małe ilości kolagenu w moczu to zjawisko fizjologiczne, ale kiedy normy są przekroczone, warto wdrożyć wspomniany przeze mnie program indywidualnej profilaktyki. Po kilku miesiącach należy sprawdzić, czy udało się zatrzymać nadmierne wydalanie kolagenu w moczu.

A dieta?
Jak wiemy, współczesna dieta jest bardzo mocno przetworzona. Kiedy ludzie sami sobie piekli chleb, używali mąki z pełnego przemiału, dzięki czemu dostarczali organizmowi wszystkich niezbędnych substancji, takich jak magnez, kwas foliowy i inne. Dziś mamy jedzenia w bród, ale nie posiada ono prawie żadnych wartości odżywczych.

Aktywność fizyczna?

Przeprowadzono badania, z których wynikało, że wystarczy ćwiczyć przez pół godziny trzy razy w tygodniu, a gęstość kości może się zwiększyć. Najlepsze są ćwiczenia z obciążeniem, ale z moich obserwacji wynika, że kobiety, które prowadzą aktywny tryb życia i na przykład dużo chodzą, też mają mocne kości. Podczas zwyczajnego codziennego chodzenia kość jest poddawana ciągłemu obciążeniu, działa na nią siła grawitacji. Prawidłowe leczenie oraz profilaktyka powinny zawierać oba te elementy: dietę i ruch. Zmiana tylko diety bez zmiany trybu życia nie wystarczy, co więcej – nawet niewielka ilość ruchu wpływa pozytywnie na nasze kości, i to znacznie bardziej niż modyfikacja diety.

A czynniki ryzyka, o których pani mówiła?
Kluczowe znaczenie mają czynniki, które sprzyjają wypłukiwaniu z naszego organizmu minerałów. Na ich czele wymieniłabym palenie papierosów, które na dodatek jeszcze przyspiesza proces klimakterium – u palaczek zaczyna się ono wcześniej. Podobnie u kobiet, które przez kilka lat nie miesiączkują z powodu zaburzeń hormonalnych lub anoreksji – ich system hormonalny wcześniej się zamyka. Progesteron pobudza kościotwórcze komórki osteoblasty, estrogen zaś – niszczące kość osteoklasty (mają zdolność rozpuszczania i resorpcji tkanki kostnej – to bardzo ważne zadanie, bowiem kość odnawia się przez destrukcję). Zbyt niski poziom tych hormonów albo ich nierównowaga oraz np. zaburzenia tarczycy także mogą być czynnikami większego ryzyka. Alkohol też sprzyja osteoporozie, tak samo jak kawa, cukier i długoletnie zażywanie sterydów. I oczywiście – coś, o czym wspominałyśmy – brak ruchu. Siedzący tryb życia jest dla kości wyjątkowo niekorzystny.

A czynniki natury psychicznej, emocjonalnej?
Ciekawa jest zależność między osteoporozą a depresją. Depresja sprzyja osteoporozie i można to wyjaśnić na kilka sposobów. Przy depresji w organizmie utrzymuje się wysoki poziom hormonu stresu, kortyzolu, który hamuje wchłanianie wapnia i zakłóca funkcje osteoblastów i osteoklastów. Mówiąc inaczej: emocje odgrywają ważną rolę w budowie kości. Dodatkowo możemy założyć, że osoby chore na depresję spędzają niewiele czasu na świeżym powietrzu, dostarczają sobie ze słońcem mało witaminy D i nie są specjalnie aktywne fizycznie, więc czynniki ryzyka sumują się.

Jak się leczyć, kiedy choroba jest zaawansowana?
Popularnością cieszy się leczenie farmakologiczne, ale wiemy, że nie zapobiega ono dalszemu rozwojowi choroby. Działanie jednego z częściej przepisywanych leków polega głównie na tym, że hamuje proces resorpcyjny kości (czyli ich destrukcję). Robią się rzeczywiście gęste, co pokazuje densytometria. Ale ponieważ nie przeprowadzano długofalowych badań, nie wiemy, czy przekłada się to na ich rzeczywiste wzmocnienie. Poza tym lek ten ma spore skutki uboczne, zwłaszcza dla układu pokarmowego.

Jakieś szczególne zalecenia dietetyczne dla naszych kości?
Pierwszy krok to, jak mówiłyśmy, wyeliminowanie czynników ryzyka. Im słabsze kości, tym bardziej restrykcyjnie powinnyśmy traktować wszelkie używki. W tym przypadku eliminacja tego, co szkodzi, ma fundamentalne znaczenie. Tu ważne jest, czego nie jeść – bardziej nawet niż co jeść. W przeciwnym razie żadne suplementy nam nie pomogą, bo będą ciągle wydalane.

A gdy już wyrzekniemy się tego, co nam szkodzi, to co jeść?
To, o czym zawsze mówimy: węglowodany złożone pochodzące z nieprzetworzonych kasz i zbóż, świeże warzywa, szczególnie zielone (ale nie szpinak, bo ten jest źródłem trudno przyswajalnego wapnia Calcium oxalate), ryby morskie dostarczające wielu minerałów i nabiał: biały i żółty ser, migdały. Pamiętajmy też o witaminie D – to ważne zwłaszcza dla osób, które mało czasu spędzają na zewnątrz. Pół godziny dziennie to minimalny czas, jaki powinnyśmy spędzać, naświetlając się promieniami słonecznymi, nawet w najbardziej pochmurny dzień. Najlepsza dieta czy nawet suplementacja na nic się zdadzą, jeśli nie będziemy sobie dostarczały witaminy D niezbędnej do przetwarzania wapnia i innych bardzo ważnych pierwiastków.

A suplementacja?
W okresie zimowym skuteczny jest tran. Ważny jest też wapń z magnezem, ale tu istotne są proporcje obu tych pierwiastków – wapnia powinno być dwa razy więcej niż magnezu. Warto wiedzieć, że „program ratunkowy” obejmujący rezygnację z tego, co szkodzi, aktywność fizyczną, zmianę diety i właściwą suplementację powinien towarzyszyć każdej terapii. Na przykładzie osteopenii (to osłabiona gęstość kości, nieleczona może prowadzić do osteoporozy) widać, że prowadzony równolegle z leczeniem hormonami przynosi nieraz zdumiewające efekty. Pamiętajmy, że same tylko leki mogą okazać się nieskuteczne. Najważniejsza jest profilaktyka, myślenie o swoich kościach, o ich przyszłości już teraz. Powiedziałabym, że osteoporoza to choroba nieświadomości. I nigdy nie jest za późno, żeby coś zmienić, bo nawet 70-letnia kobieta, której kości się łamią, ma szanse je wzmocnić i sprawić, by się łamać przestały. Z każdym kęsem jedzenia i z każdym krokiem budujemy swoje kości. W końcu to żywa tkanka, karmimy ją co dzień.

Preeti Agrawal doktor nauk medycznych, specjalista z ginekologii i położnictwa oraz specjalista medycyny integracyjnej. Obszarem jej zainteresowania jest medycyna holistyczna i psychosomatyczna. Prowadzi praktykę lekarską, wygłasza wykłady, od 8 lat prowadzi centrum medyczne medycyny integracyjnej. Jest autorką m.in. książek: „Zdrowie jest w nas”, „Siła jest w Tobie” i „Droga do siebie”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze