Tai chi – mądrość płynąca ze Wschodu

Tai chi nie tylko pomaga utrzymać zdrowy kręgosłup. Wpływa korzystnie na układ krążenia, system immunologiczny i pomaga radzić sobie ze stresem. (fot. iStock)

Sposoby na stres i dobrą kondycję mogą być różne. Jeśli mamy holistyczne podejście do zdrowia, warto sięgnąć do praktyk Wschodu.

Głaskałeś kiedyś grzywę konia bez konia? Albo chwytałeś wróbla za ogon bez wróbla? Nie? A miałbyś ochotę? Spróbuj zatem tai chi. Od razu poczujesz przepływ i przypływ energii.

Ludzi najbardziej dziwi, że jest to sztuka walki – tłumaczy Beata Ciuruś, praktykująca tai chi od 18 lat. Mnie też to zdziwiło. Tai chi kojarzyłam z grupą starszych ludzi na trawniku poruszających się w zwolnionym tempie, jakby tańczyli w kisielu. Niekoniecznie w Chinach, widziałam takich też w ogrodzie Saskim w Warszawie. Na walkę wcale to nie wyglądało.

– A jednak – potwierdza Beata. – Regularne ćwiczenia sprawiają, że potem w sytuacji zagrożenia ciało intuicyjnie wie, jak zareagować. Poza tym tai chi uczy dobrze rozporządzać swoją energią.

Trop energii ciekawi mnie najbardziej. Chyba nikt w dzisiejszych czasach nie może powiedzieć, że ma jej pod dostatkiem. Jak podaje „Gazeta Prawna”, wypalenie zawodowe to problem co czwartego pracującego Polaka, a kolejne 9 proc. jest w grupie ryzyka. Jeśli doliczyć do tego kobiety, które w pierwszych latach macierzyństwa też nie mają lekko, i wszystkich, którym brak energii doskwiera przynajmniej okazjonalnie, na przykład na początku zimy, mogłoby się okazać, że wszyscy powinniśmy przynajmniej zorientować się, czym jest to dobroczynne tai chi.

Tai chi a sztuki walki

Tai chi, a właściwie tai chi chuan to rzeczywiście sztuka walki. Wskazuje na to słowo „chuan”, „chi” oznacza energię. A idzie w niej o to, by, po pierwsze, energia płynęła w całym ciele, ale też by dobrze nią gospodarować i nie marnować bez sensu. Sztuka powstała kilka tysięcy lat temu w Chinach. Mówi się o 5 tysiącach lat. – Ruch jest dla Chińczyków tak oczywistym sposobem na zachowanie formy, że każdy z nich stosuje jakiś rodzaj pracy z ciałem – wyjaśnia Beata, która w Chinach była osiem razy. Pięć jest też głównych szkół tai chi – bo, jak w przypadku wielu holistycznych praktyk, są różne nurty. Beata ćwiczy w stylu Yang, najbardziej popularnym w Polsce.

Tai chi wywodzi się z taoizmu, choć dzisiaj jest całkiem świeckim systemem, który ma nas uwrażliwić na to, co dzieje się w ciele i w głowie. – Te powolne ruchy, które obserwujemy u ćwiczących, mogą, choć nie muszą być bardzo wyczerpujące – tłumaczy Beata. – Pracuje się głównie na mięśniach głębokich i dużo zależy od tego, z jakim zaangażowaniem wchodzimy w pozycję. Możemy zrobić relaksującą sesję albo – wykonując te same pozycje – następnego ranka leczyć zakwasy.

Beata zaczęła ćwiczyć tai chi, gdy doszła do wniosku, że taniec nowoczesny, który do tej pory trenowała, jest już dla niej zbyt wymagający i niesie ze sobą za duże ryzyko kontuzji. Szukała czegoś spokojniejszego, co zapewnia jednak pracę z całym ciałem. Odnalazła to, a nawet więcej, bo tai chi okazało się też świetnym sposobem na stres i oderwanie się od problemów dnia codziennego. W czasie zajęć jest się tak bardzo skupionym na wykonaniu kolejnych pozycji, że nie można myśleć o niczym innym poza ruchem, co po zajęciach umożliwia spojrzenie na świat z większym dystansem.

Zarówno w Tai Chi Chuan jak i w Chi Kung występują różne style. Ogólne zasady są jednak wspólne. (fot. iStock)

Tai chi wpływa na świadomość ciała

Do trenowania tai chi nie ma żadnych przeciwwskazań, można je ćwiczyć nawet w podeszłym wieku albo zacząć jako już zupełnie dojrzały człowiek. Jak każdy sport, w rozsądnej dawce pomaga utrzymać w dobrej formie układy krążenia, kostny, immunologiczny i nerwowy. Dodatkowo pomaga zwiększyć świadomość ciała, a to oznacza nie tylko lepszą koordynację, większą siłę i elastyczność, ale też dodatkową wrażliwość na to, jak ma się nasze ciało.

– Przez to, że sesje są podobne do siebie, od razu zauważam, gdy coś z moim ciałem się dzieje, na przykład pojawią się spięcia czy nierównowaga. I mogę szybko na to zareagować – mówi Beata Ciuruś, jednocześnie podsuwając mi artykuł opisujący dobroczynny wpływ niektórych sekwencji na układ limfatyczny.

Gdy zachodnia nauka w końcu wzięła pod lupę praktykę, którą ludzie zajmują się od tysięcy lat, okazało się, że wyróżnia się ona niekończącą się listą zalet. Czas więc przestać się dziwić, że od dawna nie tylko Chińczycy wychodzą na trawę czy spotykają się w sali, żeby złapać wróbla za ogon, rozpostrzeć skrzydła jak żuraw, objąć tygrysa czy pogłaskać grzywę wyimaginowanego konia. Ruchy w tej chińskiej sztuce walki mają piękne nazwy, co jest dodatkową zaletą.

Dbam o zdrowie ćwicząc tai chi

Tak jak niekończąca się jest lista zalet tai chi, niekończąca może też być twoja relacja z tą piękną sztuką walki. Beata dziś właściwie zna już wszystkie pozycje, ale za każdym razem odkrywa coś nowego, na przykład to, że może zrobić dany ruch w inny sposób lub go pogłębić.

Podobnie pewnie uważają tłumy ludzi na całym świecie, którzy praktykują tai chi kilka razy w tygodniu. Są wśród nich przedstawiciele wszystkich generacji. Niektórzy zaczynają wcześnie i jeśli uda im się wytrwać kluczowe dwa miesiące (dopiero potem tai chi zaczyna „wychodzić”), mogą zadbać w ten sposób o swoje zdrowie, równowagę wewnętrzną i poziom energii przez całe życie.