fbpx

Archipelag tysiąca wysp

Choćby najnudniejsze, najbardziej przewidywalne życie może w każdej chwili wywinąć kozła. Maggie takie trzęsienie ziemi przeżywa, kiedy jest już wdową i babcią kilkuletniego Olly’ego.

Znalazłam w Wikipedii spis rozmaitych możliwych rodzajów pamięci, łącznie z tymi w „głowach” komputerów.

Pamiętam tak wiele, że się nieraz czuję jak archipelag tysiąca wysp! Bo pamięć ma naturę wyspową, wspomnienia wynurzają się z niej jak obrazki, które rzadko się ze sobą łączą. Coś jednak je scala, to nasza osobista narracja, bo podświadomie pragniemy, by dzieje naszego życia miały logiczny porządek.

Błękitna suknia mamy, gdy wreszcie wróciła z podróży. Szkolne czasy w K., pierwsze lanie od ojca, przykra historia z promu do Kopenhagi. Cudowne wakacje z najprzystojniejszym chłopakiem na obozie. Skrzywiona buzia synka, gdy właśnie przyszedł na świat, i to, co wtedy poczułam w duszy: jakby się wzbiło do lotu stado białych ptaków…

Proceduralna, ultrakrótka, fleszowa…

Pamięć autobiograficzna, czyli ta najbardziej prywatna. Wikipedia podaje, że jest to pamięć odnosząca się do własnej przeszłości, ma ona charakter deklaratywny, co oznacza, że wspomnienia w niej zawarte zapisujemy w postaci konkretnych lub abstrakcyjnych informacji angażujących język. Tyle. Bardzo mało. Piszą, że to jest zalążek artykułu i, jeśli potrafię, mogę go rozbudować.  A obok w załączonej tabeli znalazłam spis rozmaitych możliwych rodzajów pamięci, łącznie z tymi w „głowach” komputerów! Jest więc pamięć dyskowa, ferrytowa, bębnowa, a z ludzkich, np. proceduralna, ultrakrótka, fleszowa. I nie ma sentymentalnej? Tej, która mnie obchodzi najbardziej? Bo ta pamięć to dla poety, pisarza rdzeń jego talentu, jego być i nie być. Słynna magdalenka, której smak Proust zapamiętał z wizyty u ciotki, zaowocowała dziełem „W poszukiwaniu straconego czasu”, które jest kamieniem milowym historii literatury.

I znajduję jeszcze coś dotyczącego wracania śladami zmysłowej pamięci, piękne zdanie Krzysztofa Kieślowskiego zacytowane w materiałach z jakiegoś sympozjum: „Wiele zależy od tego, kto i jakim tonem mówi nam »nie garb się« przy śniadaniu, i jakiego smaku szukamy przez całe życie, żeby odnaleźć smak bułki z posolonym wiosennym pomidorem zjedzonej w ciepłym wietrze na balkonie szarej kamienicy”. Ta sentymentalna pamięć nazywa się niezbyt fortunnie pamięcią zależną od stanu. Ja na przykład nie mogę zapomnieć ostro-kwaśnego smaku chleba z przecierem pomidorowym i cebulką, co dla mnie było rarytasem, bo dom mego dzieciństwa zbyt zasobny nie był. Wiem skądinąd, że ludzie urodzeni w obozach koncentracyjnych wspominają przez całe życie niepowtarzalny smak obozowego chleba. Ten chleb był przecież obrzydliwy, jak mieszanina gliny i trocin, a oni tęsknią, szukają w sklepach, sami komponują przepisy… Paradoksy pamięci? Dlaczego dzieciństwo, nawet złe, zamienia się w raj utracony? Zapewne dlatego, że rzeczy pierwsze w życiu zajmują w naszej pamięci miejsce szczególne, ponieważ chłonęliśmy je bardzo mocno, wszystkimi zmysłami, w epoce, w której każdy dzień był jak rok, a zawiązanie sznurówki było całym teatrem, sztuką podzieloną na akty!

Synestezja i fałszywe wspomnienia

A młodość i pierwsza miłość? Nasycenie barw tego świata nigdy nie jest tak intensywne jak wtedy, gdy jesteś zakochany! Zmysły zarażają się od siebie i wzajemnie podniecają do przeżywania. Mówi się, że synestezja (łączenie wrażeń różnych zmysłów) jest rzadką zdolnością, a ja myślę, że w fazie miłosnego zadurzenia większość z nas zna takie czary.

W Google’u przy haśle „synestezja” znajduję w jednym ciągu inne, które mnie zaciekawia: „fałszywe wspomnienia”. Nowy problem. Czy wspomnienia mogą kłamać? Od dawna wiadomo, że mogą. Można np. wmówić komuś, że przeżył coś, co w ogóle nie miało miejsca, i to się nazywa pranie mózgu. Można cudze wspomnienia sugestywnie opowiedziane wspominać jak własne, najchętniej robią tak ponoć bliźnięta. Czasem i ja miewałam takie podejrzenia, że mi się sny nielegalnie do wspomnień przeniosły. Tymczasem w archiwum jakiegoś portalu znajduję tekst o najnowszych odkryciach naukowców, co przebadali jak zwykle ochotników i wyszło im, że wspomnienia fałszywe zlokalizowane są w mózgu gdzie indziej niż te prawdziwe i można je zweryfikować.

A jeśli ja zmyśliłam albo przyśniłam ową błękitną suknię mojej matki, w której wróciła z Gruzji? To było przecież tak dawno. A jeśli ojciec nigdy mnie nie uderzył? Tylko ja się na nim „zemściłam”, bo mi tak pan Freud kazał?  

Oszukana biografia?

Przez chwilę czułam panikę, że oto grunt mi się usuwa spod nóg. Pamięć to podstawa, nie chcę nie wierzyć samej sobie!

Chętnie w to wierzę, że przeszłość jest żywa i stwarza się wciąż na nowo. Nasze „teraz” rzuca światło na „było” i widzimy swoją historię coraz to inaczej. To, jaka jestem dzisiaj, ma wpływ na to, jaka byłam dawniej, bo zmieniła się moja samoocena, widzę lepiej kontekst, mam lepszą wiedzę i zmienne doświadczenia. Lubię myśleć, że czas płynie zawsze w obie strony, wtedy się nie czuję taka zdeterminowana i „bezpowrotna”…

Ale tak całkiem nie mieć pewności co do własnej biografii? Nie chcę, by mnie oszukiwał własny mózg. Niektórzy filozofowie  twierdzą, że świat nie istnieje poza naszym wyobrażeniem, znika, gdy się odwracamy…  Dotąd ten pogląd wydawał mi się atrakcyjny i bardzo poetycki. W tej chwili już nie tak bardzo. Siedzę przodem do komputera i czuję pod palcami klawisze. Komputer jest prawdziwy, namacalny. Cieszy mnie jego obiektywne istnienie. I w dodatku jest jakiś szczątkowy ład w sieci, bo przewijając „wałek” wyszukiwarki, trafiam na dalszy ciąg hasła z Wikipedii, zasygnalizowany jako „zalążek artykułu”, o pamięci autobiograficznej, bo to był, okazuje się, wklejony fragment z dużego tekstu prof. Maruszewskiego, który niedawno całą książkę wydał na ten temat.
 
Moja biografia nie jest moja? Niecała jest moja? Czy mogę przyjąć taki sposób myślenia? Jeśli pamięć to archipelag, cała reszta jest wodą, wodolejstwem koniecznym, by wyspy pływały w jakimś określonym krajobrazie? Skoro można szczerze kłamać, można zapewne szczerze wspominać nierzeczywistość.