fbpx

Doris Lessing – małżeństwa bez miłości, liczne romanse i Nagroda Nobla

Fundamentalna bezwzględność kobieca - Doris Lessing
Doris Lessing - angielska pisarka, laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie literatury (2007). (Fot. Forum/Anita Schiffer-Fuchs)

W młodości pisarka Doris Lessing zarzekała się, że nie wyjdzie za mąż i nie będzie mieć dzieci. „Nie będę taka, nie będę” – powtarzała w mściwym zapamiętaniu, patrząc na małżeństwo własnych rodziców. Nie dotrzymała słowa. A może w pewnym sensie dotrzymała?

„Małżeństwo z troski”. Ojciec i matka poznali się w trakcie pierwszej wojny światowej w londyńskim szpitalu, gdzie panna Emily Maude pracowała jako pielęgniarka. Oboje zdruzgotani – ją załamała utrata ukochanego na froncie, on musiał pogodzić się z drewnianym kikutem w miejscu amputowanej nogi. Po wojnie Alfred Cook Tayler miał cierpieć na nerwicę frontową i z czasem stał się niespełnionym uczuciowo marzycielem. Jego żona – wcześniej dowcipna i energiczna – wraz z założeniem rodziny miała przemienić się w zimną, sentymentalną i hołubiącą atrybuty klasy średniej gospodynię. Po ich wyjeździe do Persji (Alfred skusi się na posadę w tamtejszym banku) 22 października 1919 roku w Kermanszah rodzi się Doris May Tayler, a dwa i pół roku później – syn Harry.

Musisz je kochać

Sposób, w jaki matka próbuje przechytrzyć małą Doris, żeby wzbudzić jej miłość do brata, określi ich niełatwe relacje. „To twoje dziecko, musisz je kochać”, powie, pochylając się z noworodkiem nad córką.

Dziewczynka wie, że to kłamstwo, wybieg „mający oszukać zazdrość” i wyraźnie czuje, że to Harry’ego darzy się bezwarunkową miłością. I choć sama pokocha brata, nie wyleczy się z nienawiści do matki („Przez lata nieustannie ją oskarżałam – najpierw gorąco, potem zimno i twardo”). Przy ojcu czuje się bezpieczniej, ale tak naprawdę największą miłością jej dzieciństwa stanie się kot przybłęda, z którym nie rozstanie się aż do wyjazdu rodziny do Afryki w roku 1924 (tym razem państwo Tayler liczą na szybkie wzbogacenie się na prowadzeniu farmy w brytyjskiej kolonii). Odtąd śmierć każdego kota, którego przygarnie Doris, będzie wpędzać ją w rozpacz nieporównywalną z niczym. Nawet z żałobą po rodzicach.

Własny pokój

Życie na farmie w Rodezji Południowej (obecnie Zimbabwe) będzie wyzwaniem dla obojga rodziców (zwłaszcza dla ojca inwalidy), ale dla dzieci busz okaże się azylem, do którego Doris będzie pędzić raz ze strzelbą, innym razem boso, głucha na ostrzeżenia matki przed wężami. Od wczesnych lat umie m.in. prowadzić wóz, polować, szyć i gotować. Wołają na nią „Tygrysek”, od postaci z „Kubusia Puchatka” Milne’a.

Cztery lata w prowadzonej przez katolickie zakonnice szkole z internatem, gdzie w klasie na ścianach wiszą obrazy „feerii tortur i krwi”, a bibliotekę zapełniają książki o szatanie, to wieczność dla stęsknionego za domem dorastającego Tygryska. Z gimnazjum, do którego potem trafi, wyłga się w wieku 13 lat zapaleniem spojówek. To będzie koniec jej szkolnej edukacji i początek walki z matką, która nie ustaje w wysiłkach wychowania „porządnej, dobrze ułożonej córki”. W dzieciństwie obowiązywał harmonogram posiłków i wypróżnień, teraz matka chce przejąć kontrolę nad jej dojrzewającym ciałem (od ubioru, przez miesiączki, skończywszy na jedzeniu). Jedynym sposobem na otrzymanie matczynej czułości jest choroba, co uczy Doris manipulacji. Robi wszystko, byle zaszyć się w łóżku z książką.

Już niebawem jednak odnajdzie swoją przestrzeń, Woolfowski „własny pokój” i zacznie drukować pierwsze opowiadania w czasopismach. W wieku 14 lat rozpoczyna pracę jako opiekunka do dziecka, a chwilę później wyrwie się z domu na dobre. W jednej z rodzin, dla których pracuje, przejdzie coś w rodzaju inicjacji, bo gospodarz podsunie jej książki o polityce i socjologii, a jego dwudziestoparoletni szwagier zacznie ją niewprawnie pieścić, budząc w niej erotyczne tęsknoty i niedosyt. Odkryje, że jest łakoma zarówno życia erotycznego, jak i intelektualnego. W jednym i drugim przypadku wykaże z czasem samodzielność i odwagę, a swoimi lekturami już teraz wkracza na drogę intelektualistki samouka.

W ’37 roku w Salisbury [dawna nazwa stolicy Harare – przyp. red.] dostaje posadę maszynistki. Tymczasem w tutejszym klubie Doris poznaje rozkosze „ostrej podniecającej muzyki”, pitego na potęgę alkoholu i tańca. Efektem nowych znajomości będzie związek z dziesięć lat starszym urzędnikiem Frankiem Wisdomem, którego 19-latka przedstawi swoim zdumionym rodzicom. Mężczyzna jest już zaręczony z dziewczyną z Wielkiej Brytanii. W dodatku nie jest zakochany w Doris ani ona w nim, chociaż osoba mająca tak wiele uzależnień jak ona mogła sobie łatwo coś takiego wmówić. Według niej opanowała ją „fundamentalna bezwzględność kobieca”, z jaką odbiła mężczyznę innej. Niedługo potem zawarli „pozbawiony uroku ślub”.

Skuto mi ręce i nogi

Z początku wydawać by się mogło, że nie są źle dobrani – zarówno pod względem seksualnym, jak i sympatii lewackich. To w Salisbury Doris dołącza do lewicującej grupy, która zaspokaja jej głód koleżeństwa, a także ma podobne odczucia w podzielonym rasistowskim społeczeństwie. Doris dość wcześnie zadaje sobie pytanie, jak to jest, że 100 tys. białych zamieniło w niewolników pół miliona czarnych. Ostatecznie przejdzie na komunizm po słynnej bitwie stalingradzkiej, wbijając się w rytm zebrań, goszczenia u siebie „towarzyszy” i rozprowadzania „Guardiana”. Po latach, wspominając okres aktywności komunistycznej (z przekonaniem działała w latach 1942–44, formalnie wypisała się z partii w 1951 roku), z niesmakiem odsłoni niemal religijny zapał i głupotę swoją – towarzyszki Tygrysek – i reszty jej kolegów usprawiedliwiających ZSRR, „dzielnego sojusznika” w wojnie.

Na razie zachodzi w ciążę. Oboje małżonkowie zgadzają się, że powinna ją usunąć. Po trzech próbach znalezienia bezpiecznego gabinetu lekarz odmówi jej zabiegu, twierdząc, że jest za późno. Mimo to Doris wróci do domu zadowolona. W ’39 przychodzi na świat John, który okaże się nadpobudliwy i niechętny przytulaniu. Zacznie się czas wewnętrznej walki: „Nie ma większej nudy niż ta, jaką czuje inteligentna kobieta zmuszona do spędzenia całego dnia z malutkim dzieckiem”. Ale tak naprawdę dopiero w roku ’43, z urodzeniem „ślicznej, stworzonej do przytulania” córki Jean, w Doris coś pęka. Kiedy Frank chce poszukać dla nich własnego domu, młoda matka czuje, że „skuto jej ręce i nogi kajdanami”. Potem dochodzi wyczerpanie i podejrzenie anemii. Nie upija się jak kiedyś („ani razu nie przyszło mi do głowy, by odstawić alkohol czy rzucić palenie, miałam do tego prawo”), a mimo to kilka razy mdleje. Jest rozdarta. Stara się „być dobrą matką dla obojga dzieci”, ale jej czułość do córki podszyta jest poczuciem winy. To przypomina o nienawiści maskowanej uprzejmością w jej relacjach z własną matką i powtarzany niegdyś refren: „Nie będę taka, nie będę!”. Coraz częściej mówi i w domu, i ze znajomymi o tym, że powinna odejść. Z jednej strony marzy o nowym, wolnym od rasowych uprzedzeń świecie dla swoich dzieci, z drugiej – przyznaje: „[…] Nosiłam przeznaczenie, które – gdybym została – może kiedyś usidliłoby dzieci, tak jak usidliło mnie”. Frank się wścieka. Zachowuje się jak wariat, wynajmuje nawet detektywa, który za nią chodzi. Mówiło się o romansie Doris z sierżantem RAF-u.

W końcu zostawi dzieci – jak twierdzi – z mnóstwem kochających je w domu osób. Są tacy, którzy po tym kroku mieszają ją z błotem. Ale niektóre kobiety zazdroszczą jej odwagi. Ona sama swoje poczucie winy na przemian wypiera albo się z nim utożsamia.

Małżeństwo polityczne

Frank żeni się po raz drugi – z koleżanką z pracy. W tym czasie Doris poświęca czas towarzyszom partyjnym, co przypłaca brakiem snu i złym odżywianiem. Kiedy dopada ją choroba i musi zostać w łóżku (co kiedyś było przecież warunkiem matczynej czułości), opiekę nad nią roztacza lider ich grupy, budzący lęk „150-procentowy komunista” Gottfried Lessing. Nie kocha tego „zimnego milczącego” mężczyzny, zresztą z wzajemnością, bo on z kolei nie może zapomnieć kobiety, z którą musiał się pożegnać, wyjeżdżając z Anglii. A jednak stają się sobie z Doris bliscy i jego częste odwiedziny kończą się ślubem. Jest to, jak twierdzi ona, małżeństwo „polityczne”, zawarte w celu ochrony Lessinga jako Niemca przed powrotem do obozu internowanych. „Po wojnie weźmiemy rozwód”, mówią sobie od początku. I słusznie, bo seks w wydaniu Gottfrieda jest smutny. Niezwykły świat wyobraźni Doris świeżo upieczony małżonek kwituje cytatem z Lenina: „Głupota życia na wsi”, a o jej pisaniu mawia, że to burżuazyjny przeżytek. W międzyczasie ona zakochuje się jeszcze dwa razy, ale w ciążę zachodzi z Gottfriedem. Pragnienie dziecka tłumaczy obawami, że wkrótce będzie już na to za późno (ma 27 lat), zewem matki natury i wreszcie tym, że zwyczajnie marzy, żeby spróbować raz jeszcze.

Można by uznać, że to wtedy dojrzała do rodzicielstwa, chociaż ambiwalencja na stałe była wpisana w jej macierzyństwo. Kiedy krótko po radosnej nowinie jedzie do Kapsztadu i przeżywa gorący romans z pewnym artystą, nachodzi ją pewna myśl: „Jak głupio być znowu w ciąży, skoro nie muszę”. Romans z trzaskającym jej akty malarzem (którego stała dziewczyna również spodziewa się dziecka) okazuje się powiewem świeżego powietrza po pełnym zahamowań Lessingu. Doris ma obsesję na punkcie seksu, jeśli nie czerpie z niego satysfakcji („Kiedy tylko pojawiało się uziemienie w postaci mężczyzny, z którym seks był udany, natychmiast opowiadałam się za moralnością i monogamią – co wynikało z zaspokojonego apetytu”).

Na przekór oskarżeniom matki i racjonalnym pytaniom ojca: „Zostawiłaś dwójkę dzieci, po co ci jeszcze jedno?”, zakochuje się w swoim trzecim potomku – Peterze. Nie przypuszcza, że już niedługo zacznie się okres aranżowanych pikników, na których będzie spotykać się jej nowa rodzina z dwójką porzuconych dzieci, Frankiem i jego nową żoną. Atmosfera jest koszmarna. Krótko po tym Doris przejdzie zabieg podwiązania jajowodów. Uzna, że to jedna z najlepszych podjętych przez nią życiowych decyzji.

Alfred i Emily

W roku 1949 definitywnie wyjeżdża do Anglii, zabierając ze sobą małego Petera i świeżo napisany debiut „Trawa śpiewa”. Londyn zaskoczy ją powojenną nędzą i chłodem nieogrzewanych mieszkań. Dopiero po dziewięciu latach od przyjazdu zarabiać będzie na pisaniu tyle co średnio opłacany robotnik. Gottfried do niej dołączy, rozwiodą się zgodnie z planem i choć mają wspólnie wychowywać syna, on nie znajdzie odpowiedniej pracy i wyjedzie do NRD. Próbuje ją tam zaciągnąć, ale Doris czuje się oszukana. Zwłaszcza kiedy ich łączność się urwie, bo Gottfried będzie miał zakaz kontaktów z Zachodem. Doris wyjedzie do Berlina, żeby się o tym przekonać, i będzie to ostatni raz, kiedy zobaczy Gottfrieda. Przy pierwszym akcie nieposłuszeństwa partia pozbędzie się go w „wypadku” w Ugandzie.

Nie znajdzie potem w żadnym z kochanków zastępczego ojca dla Petera. Obojętność w tym względzie okaże się bolesna zwłaszcza ze strony miłości jej życia – poranionego przez wojnę lekarza. Zwiąże się z nim po trzydziestce. Nie zdradzi nigdy jego tożsamości, ujawni jedynie, że był Czechem i komunistą, którego liczna rodzina zginęła w obozach koncentracyjnych, podczas gdy grono jego przyjaciół komunistów powieszono z przykazu Stalina. Odejście tego mężczyzny po czterech latach miłości, która dla niej będzie mieć wymiar małżeństwa, okaże się ciosem. Od tej pory nie podda się bezkrytycznie żadnemu z romansów, chociaż w jej życiu będą jeszcze mężczyźni, np. młodszy od niej amerykański pisarz Clancy Sigal. Najważniejsi pozostaną dla Doris syn i pisanie, a rozkwitowi jej talentu towarzyszyć będzie literacka płodność, której mogłoby jej pozazdrościć wielu wolnych od obowiązków rodzinnych kolegów. Odżegna się od feminizmu, kiedy pewne feministki będą próbowały ją zawłaszczyć po sukcesie „Złotego notesu” w 1962 roku. Z drugiej strony – jej otwarte mówienie o kobiecej agresji i wrogości spotka się z zarzutami bycia niekobiecą. „Najwyraźniej to, co wiele kobiet myśli, czuje i czego doświadcza, okazuje się zaskoczeniem” – odpowie.

Z matką nie naprawi relacji, nawet kiedy ta zostanie wdową. Jej przyjazd do Londynu po śmierci męża tylko przypomni dawne próby kontrolowania córki. Pisarka odmówi, kiedy matka będzie chciała z nią zamieszkać, a jej śmierć w 1957 roku wpędzi Doris w stan „zmrożonego smutku”. Z czasem na nowo nawiąże kontakt ze swoimi porzuconymi dziećmi i choć przekona się, że wysyłane im listy i książki były wstrzymywane przez Franka, swoją relację z Johnem określi jako przyjacielską.

Umiera w roku 2013, przeżywszy swoich dwóch synów. Stało się to sześć lat po przyznanej jej Nagrodzie Nobla i cztery lata po wydaniu ostatniej powieści „Alfred i Emily” – o rodzicach, których losu tak bardzo nie chciała powtórzyć.

Korzystałam m.in. z książek: Doris Lessing „Pod skórą” i „Spacer w cieniu”, J.M. Coetzee „Dziwniejsze brzegi. Eseje literackie 1986–1999”, a także ze strony www.dorislessing.org.

Tekst pochodzi z archiwalnego numeru „Zwierciadła”.

  • Polecane