Czy sprawczość oznacza, że trzeba mieć plan na wszystko? Monika Sobień-Górska i Jacek Dubois rozmawiają o potrzebie kontroli, zaufaniu do intuicji i chwili, w której warto przestać odhaczać kolejne punkty z listy. Bo może sens i ukojenie znajdują się właśnie gdzieś pomiędzy działaniem a odpuszczaniem.
Felieton pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 06/2026.
Monika Sobień-Górska: Wolisz czuć w życiu kontrolę czy poddać się temu, co przynosi los, wierząc, że ma na ciebie dobry plan?
Jacek Dubois: Wyobrażasz sobie adwokata, który nie jest sprawczy? Po tygodniu ogłosiłby spektakularne bankructwo. Bez sprawczości przestałby się liczyć na rynku. Zarządzając zespołem 60 adwokatów, trzeba doskonale wiedzieć, co się chce osiągnąć.
A w życiu osobistym? Szukanie życiowego partnera, relacje z przyjaciółmi to też tylko sztywny plan czy jest w tym jakieś zaufanie do życia?
W tej sferze jest u mnie odwrotnie. Z moją partnerką Anią poznaliśmy się przez zupełny przypadek – przyszła na mój wieczór autorski. Spojrzeliśmy na siebie i wiedziałem, że nie można tego przegapić. Od tego momentu zadziałała sprawczość. Mimo że na wieczorze zamieniliśmy ze sobą zaledwie dwa zdania, następnego dnia za pomocą Messengera już byliśmy umówieni na randkę. Gdybyśmy dalszy rozwój wydarzeń pozostawili ślepemu losowi, pewnie do dziś byśmy się nie spotkali. A ty jesteś z tych kontrolujących?
Przez ostatnie dwa lata zrobiłam dużo, by oduczyć się tej męczącej potrzeby kontroli wszystkiego. Pomogły mi w tym psychoterapia i różne praktyki pracy z ciałem i przekonaniami. Krok po kroku uczyły mnie, jak rozumieć, że kontrola to tylko iluzja wpływu. Nie mamy wpływu na działania i myślenie ludzi, możemy jedynie mieć wpływ na siebie. I tu właśnie pomaga poczucie sprawczości. Bo często jesteśmy dla siebie tym, co robimy w danej sytuacji. Jeśli miałeś odwagę napisać wiadomość do Ani i zaproponować jej randkę, twój mózg otrzymał informację: „Nie jestem jedynie biernym odbiorcą tego, co mi się przydarza, kreuję swoje życie”.
Staram się utrzymać symetrię między tym, co powinienem odpuścić, a tym, gdzie kontrola i analiza są potrzebne. Dajmy na to w życiu towarzyskim. Nie wyobrażam sobie, że miałbym zaplanować z kimś przyjaźń. Poznaję kogoś i wszystko dzieje się intuicyjnie. Ale tu też działają pewne mechanizmy kontrolne, które wysyłają sygnały ostrzegawcze, że na przykład mimo czyjejś towarzyskiej atrakcyjności lepiej się trzymać od niego z daleka. Analiza logiczna pokazuje ci kilka możliwych dróg i wtedy intuicja ma zdanie rozstrzygające.
Kulturowo coraz bardziej jesteśmy wychowywani do tego, by traktować życie jako „zadanie do wykonania”. Produkt, który trzeba ulepszać, rozwijać. Czynimy z życia drabinę celów, na wszystko układamy plan. Jesteśmy tak zajęci działaniem, że zapominamy o tym, że oddychamy, że ciało pozwala nam na odczuwanie przyjemności. Nie chodzi mi o to, żeby non stop gapić się w gwiazdy, ale odpocząć czasem od tej sprawczości.
Kiedy budzę się rano, patrzę w kalendarz i widzę całą listę punktów do zrobienia. Po kolei je odkreślam, po czym padam zmęczony, a od rana ten sam młyn. I teraz tak: to mnie spełnia, bo układa się w sens, którym wypełniam życie. Ale prawdą jest też, że czasem zatrzymuje mnie myśl: „Po cholerę mi to wszystko? Niebo ma taki piękny błękit, pod powierzchnią wody pływają ryby, może warto popływać z nimi, po co tak gonić?”.
W mojej nowej książce „Rok, w którym szukałam sensu i ukojenia” przyglądałam się właśnie tej silnej potrzebie szukania i nadawania sensu własnemu życiu. Ludzie płacą dziś ogromne pieniądze za warsztaty duchowe, ćwiczą uważność, chodzą na psychoterapię. We wszystkim tym szukają odpowiedzi na pytanie, jaki jest sens życia, i jednocześnie sposobu na to, by odzyskać nad nim kontrolę.
Widzisz, ja kocham salę sądową, ale myślę też o Amazonce i o tym, jak byłoby wspaniale nią płynąć. Dostrzegam te dwie natury w sobie: jedna – pilnego adwokata, który próbuje mieć kontrolę nad wszystkim, i ta druga – gościa, który leżałby na łodzi płynącej po rzece i patrzył w niebo. Obie drogi mnie cieszą, nie mógłbym spełniony patrzeć w niebo, gdyby nie świadomość sali sądowej, ale nie mógłbym cały czas być na tej sali bez perspektywy, że już niedługo popłynę tą łódką. Może sens i ukojenie są gdzieś pomiędzy?
Jacek Dubois, adwokat specjalizujący się w prawie karnym. Po godzinach pisze książki i felietony oraz przyjaźni się z Moniką.
Monika Sobień-Górska, dziennikarka, scenarzystka filmowa, autorka książek z gatunku literatury faktu, a ostatnio również powieści sensacyjnej. O życiu może rozmawiać godzinami. Na przykład z Jackiem Dubois.