– Mam stare kolano – powiedziała moja Madzia, wyciągając je spod koca na światło dzienne i przyglądając się mu uważnie. Nie wiem, czego ode mnie oczekiwała w momencie „kolanowego” kryzysu: potwierdzenia, zaprzeczenia czy w ogóle odwołania tego faktu?
Tego jeszcze nie było, do tej pory informowała o innych starzejących się częściach ciała, były powieki starzejące się po wieki, idące w dół policzki i coś tam z czołem, były pomarańczowe skórki, zastępy rozstępów, aż starość zaatakowała niczego niespodziewające się kolano. Zstąpiła na nie, zeszła w dół, opuściła czoła i policzki. „Mam stare kolano”, mogłoby być tytułem sztuki, książki, a może nawet piosenki. – Przed państwem zdobywczyni Bursztynowego Słowika za całokształt (ciałokształt) Magdalena Majewska w piosence „Mam stare kolano”, przywitajmy ją wielkimi brawami!
Nie wiem, czego ode mnie oczekiwała w momencie „kolanowego” kryzysu: potwierdzenia, zaprzeczenia czy odwołania tego faktu? – Spójrz! Spojrzałem, to było kolano, ortopedyczny fakt w miejscu zgięcia nogi, nic jednak więcej nie umiałem powiedzieć, bo starzeję się wraz z tym kolanem i nie rozpoznaję faz popadania owego w ruinę.
Może miałem zapłakać, rzucić się i zatrzymać jego starzenie? – O nie, nie pozwolę, dawaj retinole i kolageny, trzyjmy, wcierajmy! Zapobiegnę, chcesz ode mnie przeszczep, moje niczego sobie jeszcze!
Nawet nie miałem do czego porównać tych kolan. Nie pamiętam wszak kolan Magdy z epoki pierwszego wejrzenia ani z czasów schadzki romantycznej. Oczywiście wiem, że je miała, bo to właśnie na nich cudownie płynęła przez Krakowskie Przedmieście na randkę ze mną. Randka skończyła się małżeństwem i tak oto Magda weszła z kolanami w moje życie. Mam doświadczenie 33-letnie, a mimo to zgłupiałem przy tym kolanie. Może powinienem odwracać uwagę od kolan ulegających upływowi czasu. Jak tylko ona odkrywa koc, reagować jak komandos: „Patrz! Okno przecieka!”. „Boże, ale szerszeń!” „Kurczę, ale jesteś piękna!”
Albo wychodzić natychmiast z jakąś domową inicjatywą, czymś do mnie niepodobnym, gwarantującym efekt pełnego zamurowania. „Posadzę drzewo, teraz!” „Przesunę ścianę działową, gdzie narzędzia!?” „Wykopię schron!”
Można też zabawić się w specjalistę, kolanoznawcę, który rozumy ortopedyczne i plastyczne pozjadał: „Pokaż, tu, do światła. Daj spokój, to nic nie jest, zmarszczyło się podczas snu”. „Czekaj, wyjdźmy z nim do ogródka, o, w słońcu nie widać”.
Dobrą strategią wydaje się przeniesienie uwagi na własne, będące też w wieku podeszłym, elementy ciała. Zlokalizuj je wcześniej, na pewno masz ich wiele, opadające i zwisłe, omszałe i zwiotczałe, i jak żona z kolanem wyskoczy, śpiesz z ich okazaniem. „Kolano? Żartujesz, patrz na moją łydkę!” „Zakola mi tak idą, że w nocy budzi mnie tupanie”. „Widzisz moje wory pod oczami? To torby na zakupy!” To ją pocieszy, odwróci uwagę, ale, uwaga, może też być opacznie zrozumiane: „Boże, a ty znowu o sobie!”.
Niech będzie! Weź to na siwiejącą klatkę, lepsze bycie sobkiem niż posiadanie żony popadającej w żal nad kolanem. Kolanodepresja może być niebezpieczna. Wiesz, że ona czuje się samotna w obliczu upływającego czasu, więc bądź solidarny, dysz ledwo, gdy przesuwasz sprzęty, poć się, rób przerwy przy odkurzania i prasowaniu, narzekaj na ból ręki przy obieraniu kartofli, podlewaj małą konewką duże rośliny, od razu się zainteresuje:
– Już się zmęczyłeś, serio, co z tobą?
– Nie mam siły, Madziu. Mam już swoje lata…
– Taka mała konewka.
– No wiesz, tamta ważyła z pięć kilo.
Nadal jednak szlifuj formę, ale swoje wyczyny okraszaj tekstem „To już nie to samo”. „Biegałem, ale to już nie to samo”. „Byłem na boksie, ale to już nie to samo”. „Grałem stand-up, ale to już nie to samo”.
Tylko w jednym nie może nie być tak samo. „Kocham cię, zawsze tak samo”.
I pamiętajmy. Starzejemy się od lat!
Szymon Majewski, trochę dziennikarz, bardziej showman, niegdyś wodzirej, pięściarz wagi przestraszonej, trochę harcerz. Uprawia słów cięcie-gięcie. Lubi The Cure i Led Zeppelin. To tu, to tam.