1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Film Carli Simón „Lato 1993”

Film Carli Simón „Lato 1993”

Zobacz galerię 15 Zdjęć
„Lato 1993” to czarująca i niebanalna podróż w czasie. Film, który doceniła publiczność na całym świecie, w idealnych proporcjach wzrusza i bawi. Carla Simón, wyróżniona Kryształowym Niedźwiedziem na Berlinale, z wyczuciem portretuje proces przeżywania starty i ekscytację towarzyszącą budowie nowej rodziny. Jej film łączy w sobie ciepło i błogość z intensywnymi emocjami czasu dorastania. „Lato 1993” to film, który udowadnia, że szczęście można znaleźć wszędzie – wystarczy się rozejrzeć.

„Lato 1993” poruszający film o cierpkim smaku dzieciństwa ciepło przyjęto na festiwalach na całym świecie. W Berlinie otrzymał nagrodę dla najlepszego debiutu.

Ten obsypany nagrodami film to prawdziwa perełka. Aleksandra Lipczak, Przekrój

Carla Simón:

Nie chcę, żeby widzowie zrozumieli, co ja miałam na myśli, tylko żeby zdali sobie sprawę, co czuje dziecko po stracie najbliższych. W tych trudnych momentach dzieci traktuje się tak, jakby były głupie, a to właśnie one potrafią przystosować się szybciej do zaistniałej sytuacji. Inna sprawa to ich emocje. Wszyscy wokół starają się pomóc, robią, co mogą. Nie można osądzać postaci z kina, choć starałam się, by przy pomocy kamery stworzyć ich bliski, intymny obraz.

Chociaż moja historia brzmi bardzo dramatycznie, nie odebrałam tego pierwszego lata z moją nową rodziną jako tragedii. Byłam dzieckiem i jak to dziecko bawiłam się, śmiałam, przeżywałam dobre chwile, nawet jeżeli tęskniłam za mamą. To było dla mnie bardzo ważne, żeby zrobić film pełen blasku, który zawierałby i smutek i nadzieję, i żeby uniknąć sentymentalizmu. Poza tym uwielbiam subtelność, jestem pewna, że widzowie są na tyle inteligentni, by odebrać całe to złożone spektrum emocji w małej cząstce. Życie nie dostarcza nam wielu informacji na temat naszych relacji, musimy je odczytywać z gestów i nielicznych słów, i lubię grać w tę grę z publicznością, sprawiać, że widzowie powoli odgadują, jak czują się bohaterowie.

Odkąd miałam 14 lat pracowałam z dziećmi w letnich szkołach. Co prawda studiując w USA miałam przerwę, ale już w Londynie założyliśmy organizację, która miała wprowadzać dzieci w świat kina. Kiedy wróciłam po studiach do Hiszpanii skontaktowałam się z Cine en Curso, pytając, czy mogłabym z nimi pracować, bo naprawdę to uwielbiam. Jestem wielką zwolenniczką ich metod, w wyniku których dzieci zaczynają oglądać filmy w sposób, w jaki nigdy by tego nie robiły. Uczymy się razem, wiele się dowiaduję, obserwując, jak dzieci patrzą na kino i jak je interpretują.

Dzieci nigdy nie czytają scenariusza, po części dlatego, że są za małe – jedna z dziewczynek miała wtedy cztery lata. Podczas prób wymyślaliśmy wspólne wspomnienia i różne sytuacje z przeszłości, które mogłyby się wydarzyć latem 1993. To był sposób na stopniowe budowanie zażyłości i intymności, dzięki czemu dziewczynki w jakiś sposób wierzyły w związek między nimi a występującymi w filmie dorosłymi. Dorośli aktorzy dostali scenariusz, ale poprosiłam ich, żeby nie trzymali się go kurczowo i nie uczyli się na pamięć swoich kwestii. Oczywiście zależało mi na tym, żeby ta historia została opowiedziana tak, jak ją napisałam, ale drobne zmiany w dialogach nie mogły tego zniweczyć.  Bardzo dużo mówiłam podczas zdjęć na planie, dla dzieci byłam przewodnikiem, czasami podsuwałam im gotowe zdania do powtórzenia, ale zawsze tkwił w tym element improwizacji, szczególnie w scenach zabaw.

Casting zajął nam dwa miesiące, bo chciałam znaleźć dziewczynki, które przypominały napisane przeze mnie postacie. Możesz poprosić dorosłą osobę o stworzenie bohatera, ale dzieci tego nie potrafią. Wobec tego ich osobowość musi zawierać aspekty osobowości fikcyjnej postaci.

Zależało mi na tym, żeby stworzyć portret wielopokoleniowej rodziny, przyjrzeć się jej dynamice: moi dziadkowie, konserwatywni katolicy, mieli siedmioro dzieci, co zawsze wydawało mi się cudem, wszystkie ich dzieci to dziś lewicujący ateiści. Prawdopodobnie był to efekt czasów, w których żyli, hiszpańskiej transformacji, urodzili się, by żyć w niespotykanej wcześniej wolności. I wtedy nadeszło nasze pokolenie, które było owocem bardziej liberalnego podejścia do życia naszych rodziców, ale też wpływu dziadków. Chciałam położyć szczególny nacisk na odzwierciedlenie tej sytuacji.

 

Media o filmie

Siła tego zaskakującego obrazu płynie ze spojrzenia reżyserki - pozbawionego sentymentalizmu ani pobłażliwości, a jednak bardzo czułego. Carla Simón mierzy się z tematem-polem minowym: tym, jak dziecko stawia czoła śmierci i żałobie. Robi to, pokazując niby zwyczajne, na pozór pozbawione większego znaczenia sceny z życia. Dziewczynki, które bawią się w mamę i córkę, babcia, która każe wnuczce zmawiać co wieczór "Ojcze nasz", sklepowa, która "na pocieszenie" podaje kawałek szynki. Jest trochę zabawnie, trochę smutno, trochę przekornie, a na koniec boli jak diabli, choć jest to ból oczyszczający i konieczny.

Fenomenalną pracę aktorską wykonują dziewczynki, które wcielają się w role Fridy i jej nowej siostry - takich dziecięcych ról nie było chyba w iberyjskim kinie od czasu Nakarmić kruki.

Choć to intymny portret rodzinny, Carla Simón wpisuje go w szerszy społeczny kontekst. Mówi, że w Hiszpanii powstało bardzo dużo filmów o wojnie domowej i frankizmie, ale niezbyt wiele, o tym, co było potem. Swoich rodzicach nazywa ofiarami epoki: Należeli do pokolenia, które dorastało po śmierci Franco, chcieli spróbować wszystkiego" - mówiła w wywiadzie dla radia RAC1. Nie przewidzieli konsekwencji.” Aleksandra Lipczak, „Przekrój”

Debiut hiszpańskiej reżyserki, doceniony na tegorocznym festiwalu w Berlinie, jest częściowo oparty na jej wspomnieniach z dzieciństwa. Film opowiada o dziewczynce, która zostaje zmuszona do przeprowadzki na prowincję po śmierci obojga rodziców. Mimo tak dramatycznych wydarzeń, z którymi musi zmierzyć się mała bohaterka, film oferuje dużo ciepła, miłości i subtelnego humoru. Lato 1993 wydaje się dojrzałym spojrzeniem dziecka na dopiero co poznawany świat.” Michał Piepiórka, „Bliżej ekranu”

„Film o trudzie wychowania. O tym, że dzieci nie wolno spisywać na straty. Trzeba im dawać szansę, uczyć, pokazywać – czasami 1000 razy jedną, prostą rzecz, jak wiązanie butów. W „Lecie...” widzimy czasem, że sama miłość nie wystarcza, ale jest podstawą ukierunkowywania dziecka, prowadzenia go tak, żeby nie zrobiło innym i sobie krzywdy i by było szczęśliwe. Film o tym, że nie ma rodziców ani wychowawców idealnych, a cały proces to lata walki z własnymi nerwami i zmęczeniem, ale i z charakterem drugiego, dużo mniejszego i znacznie bardziej bezbronnego człowieka. Olbrzymią zaletą „Lata 1993” jest ukazanie procesu. Dzięki temu filmowi wiem, że chociaż mała Frida mnie nieziemsko wkurza, duża Frida będzie już kimś zupełnie innym, z olbrzymimi szansami na szczęście i powodzenie.” Sylwana, „Zwykły zeszyt”

„Simón snuje swoją opowieść z perspektywy Fridy. Nie oznacza to, że świat przedstawiony został przefiltrowany przez jej spojrzenie. Kamera jest tu bardziej towarzyszem, obiektywnym rejestratorem kolejnych zdarzeń, które przytrafiają się dziewczynce. Skupiając się na emocjach Fridy, oko tego mechanicznego obserwatora pozostaje jednak okiem współczującym. Lato 1993 przedstawia sposób, w jaki bohaterka przepracowuje bolesną stratę, a także w jaki stara odnaleźć się w całkowicie nowym otoczeniu. Reżyserka nie zapomina jednocześnie o pozostałych postaciach zmagających się z nieco innymi rozterkami: jak zadbać o osieroconą dziewczynkę, która jest być może ciężko chora? Gdzie postawić granicę – jakie zachowania będą dopuszczalne, a jakie będą zagrażać stabilności ich świata? Dzięki zaangażowaniu udaje się tym problemom sprostać, a historia urywa się w przededniu nowego roku szkolnego, kiedy bohaterowie stają się rodziną. Lato 1993 to jeden z tych filmów, który chce się zobaczyć ponownie i który zapada w pamięć.” Justyna Szaferska, fkecinergia.wordpress.com

Carla Simón

Katalońska reżyserka i scenarzystka urodzona w 1986 roku w Barcelonie, obok takich nazwisk jak Neus Ballús, Mar Coll, Meritxell Colell, Nely Reguera, Roser Aguilar przedstawicielka młodego pokolenia katalońskich filmowczyń. Dorastała w małym miasteczku Les Planes d’Hostoles. „Wychowałam się w wielkiej rodzinie, która jest dla mnie rezerwuarem opowieści, związków, uczuć i uwikłań – mówiła reżyserka. Oglądając i słuchając tych historii, zdecydowałam, że chcę robić filmy, by pokazać złożoność ludzkiej kondycji, a w szczególności złożoność relacji rodzinnych”. W 2009 roku skończyła komunikację audiowizualną na Uniwersytecie Autonomicznym w Barcelonie, a następnie spędziła rok na Uniwersytecie Kalifornijskim, kręcąc wspólnie z Marco Businaro pierwsze eksperymentalne krótkie metraże Women i Lovers. Wzięła udział w kursie MA TV Fiction organizowanym przez katalońską telewizję i wyreżyserowała pilotażowy odcinek La Clínica, emitowany w TV3. W tym samym roku TVC powierzyła jej realizację filmu edukacyjnego La Marató TV3.

Następnie rozpoczęła naukę w London Film School, gdzie zrealizowała dwa krótkie metraże: dokument Born Positive i fabułę Lipstick, prezentowane na kilku światowych festiwalach. Las pequeñas cosas jest jej filmem dyplomowym, z którym również odwiedziła kilka festiwali. Llacunes to z kolei bardzo osobisty projekt zrealizowany w oparciu o listy jej matki.

Lato 1993 to pełnometrażowy debiut Carli Simón, premierowo pokazany na Berlinale 2017, gdzie zdobył nagrodę dla najlepszego debiutu i Wielką Nagrodę Jury sekcji Generation Kplus. Między innymi był też wyróżniony na festiwalu w Stambule, Londynie i Maladze, podczas BAFICI zdobył nagrodę za reżyserię.

Obecnie reżyserka pracuje nad swoim drugim filmem pełnometrażowym, jednocześnie prowadząc zajęcia filmowe dla dzieci w Cinema en Curso w Barcelonie.

Filmografia

2009 Women (kr. m)

2010 Lovers (kr. m)

2012 Born Positive (dok., kr. m.)

2013 Lipstic (kr. m)

2015 Las pequeñas cosas (kr. m.)

2016 Llacunes (kr. m.)

2017 Lato 1993 / Estiu 1993 / Summer 1993

Hiszpania 2017, 97’ reżyseria i scenariusz: Carla Simón zdjęcia: Santiago Racaj montaż: Aina Calleja, Dídac Palou obsada: Laia Artigas, Bruna Cusí, David Verdaguer, Paula Blanco, Etna Campillo, Jordi Figueras, Isabel Rocatti, Fermí Reixach producenci: Valérie Delpierre, María Zamora produkcja: Avalon Producciones, Inicia Films nagrody, m.in.: MFF w Berlinie 2017 - najlepszy debiut, najlepszy film sekcji Generation Kplus; BAFICI 2017 - najlepsza reżyseria; MFF w Stambule 2017 - specjalna nagroda jury; FF w Londynie 2017 - specjalne wyróżnienie; Málaga Spanish FF 2017 - najlepszy film hiszpański; MFF w Cannes 2017 – Nagroda Młodzieżowego Jury; Nagrody Fénix 2017 - najlepszy scenariusz; Nagrody Goya 2017 – najlepszy debiutant, najlepszy aktor drugoplanowy (David Verdaguer), najlepsza nowa aktorka (Bruna Cusí) dystrybutor: Stowarzyszenie Nowe Horyzonty

W POLSKICH KINACH OD 6 KWIETNIA

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Musical "Waitress" – premiera w Teatrze Muzycznym ROMA

Fot. materiały prasowe Teatru Muzycznego ROMA
Fot. materiały prasowe Teatru Muzycznego ROMA
Broadwayowski musical „Waitress” opowiadający o kobiecie, która próbuje wyrwać się z nieudanego małżeństwa, zadebiutuje dziś na deskach Teatru Muzycznego ROMA. Wzruszająca i zabawna opowieść spotkała się z uznaniem publiczności i krytyków na całym świecie. Czy równie ciepło zostanie przyjęta przez polskich widzów?

Premiera musicalu „Waitress” odbyła się na nowojorskim Broadwayu w 2016 roku. Muzykę i teksty piosenek napisała Sara Bareilles, a libretto przygotowała Jessie Nelson (w oparciu o film według scenariusza i w reżyserii Adrienne Shelly). Spektakl przedstawia historię kobiety, która próbuje wyrwać się z toksycznego małżeństwa, odzyskać wolność i możliwość samodzielnego decydowania o własnym losie. Jej historia pokazuje, że „odchodzenie” to bardzo złożony proces, a istotną rolą odgrywają w nim przyjaciele, zapewniający kobiecie wsparcie.

Musical jest bardzo współczesny, nie tylko jeśli chodzi o fantastyczną muzykę, charakterystykę postaci i znakomicie poprowadzoną fabułę, ale także o nadrzędną tematykę. Bo oprócz tego, co dzieje się pomiędzy bohaterami na poziomie zwykłych wydarzeń, jest to spektakl o roli kobiet w dzisiejszym świecie, o ich emancypacji, która cały czas trwa – i o tym, że mają same prawo do decydowania o sobie. Te sprawy są cały czas aktualne, bo, niestety, ciągle nieoczywiste.

Autorki i realizatorki doskonale wiedziały, o czym robią spektakl – bo libretto, muzykę i teksty piosenek napisały dwie kobiety, a kolejne spektakl wyreżyserowały i zrobiły do niego choreografię. Inscenizacja, wydobywając te poważne kwestie, nie skupia się jednak tylko i wyłącznie na nich. Musical koncentruje się na konkretnych postaciach, bo tylko opowiadanie fabuły przez pryzmat indywidualnych doświadczeń ma sens i sprawia, że widz może sam odnieść się do tego, co widzi na scenie.

– Nie chcemy moralizować, osądzać wyborów bohaterów. Niech widzowie dokonają tych ocen sami, jeśli mają na to ochotę. Warto jednak najpierw spojrzeć w głąb własnego „ja” – i dopiero potem oceniać innych. To też jest ważne przesłanie „Waitress”. W tym musicalu sprawy układają się dokładnie tak jak w życiu: chwile złe przeplatają się dobrymi, a uśmiech z momentami załamania. Ale to wszystko do czegoś prowadzi. Jak śpiewa główna bohaterka: „momenty złe zyskują sens, gdy kończą się przemianą”. Właściwie nie oglądamy na scenie bohaterów idealnych, bez skazy. Dlatego historia, którą opowiadamy jest taka prawdziwa – mówi reżyser Wojciech Kępczyński.

Polska premiera musicalu „Waitress” już dziś w Teatrze Muzycznym ROMA.

  1. Kultura

Kino noir – zestawienie najlepszych filmów

„Asfaltowa dżungla” w reżyserii Johna Hustona to jeden z najważniejszych filmów noir. W roli Angeli Phinlay wystąpiła znakomita Marilyn Monroe. (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum)
„Asfaltowa dżungla” w reżyserii Johna Hustona to jeden z najważniejszych filmów noir. W roli Angeli Phinlay wystąpiła znakomita Marilyn Monroe. (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum)
"Wielki sen" z Humphreyem Bogartem, "Gilda" z Ritą Hayworth, "As w potrzasku" z Kirkiem Douglasem, czy "Proszę nie pukać" z Marilyn Monroe to kultowe filmy, które zna prawie każdy. Reprezentują one tzw. kino noir - gatunek, w którym królują czarno-białe kadry, najczęstszym tematem jest zbrodnia, a głównym bohaterem prywatny detektyw z piękną kobietą u swego boku. Zapraszamy na nasz przegląd najlepszych filmów noir.

Kino noir to popularny w latach 40. i 50. XX wieku gatunek w kinie amerykańskim, którego powstanie ściśle wiązało się z atmosferą pesymizmu i niepokoju, jaka zapanowała w Stanach Zjednoczonych wraz z wybuchem II wojny światowej. Sam termin wywodzi się natomiast z francuskiego filmoznawstwa, a po raz pierwszy użyty został w 1946 roku przez krytyka Nino Franka. Historie tzw. „czarnej serii” opierano głównie na klasycznych amerykańskich powieściach kryminalnych. Najczęściej pokazywały one niewyjaśnione zbrodnie, jednak bez moralizowania, happy endów i jasnego podziału na dobro i zło. Głównymi bohaterami zwykle byli prywatni detektywi, przeciętniacy przypadkowo wplątani w świat przestępczy oraz tzw. kobiety fatalne, czyli femme fatale. Najczęściej wybieraną lokacją było natomiast miasto, którego mroczny klimat uzyskiwano za sprawą charakterystycznych środków wizualnych: wyrazistych cieni, mocnych kontrastów i agresywnego montażu.

Najbardziej znanym aktorem kina noir był Humphrey Bogart. Wykształcił on charakterystyczny typ męskiego bohatera – prywatnego detektywa lub przestępcy, cynicznego ironisty i zatroskanego twardziela w prochowcu i z papierosem. Wraz ze swoją żoną Lauren Bacall, która partnerowała mu m.in. w „Wielkim śnie” oraz „Mrocznym przejściu” tworzyli najpopularniejszą parę kina noir, podobnie jak Adrian Ladd oraz Veronica Lake („Pistolet do wynajęcia”, „Błękitna dalia”). Ikoną gatunku stała się również Rita Hayworth („Gilda”, „Dama z Szanghaju”) oraz Jane Greer, kultowa odtwórczyni ról kobiet fatalnych. Innymi znaczącymi aktorami kina noir byli też m.in. James Cagney, Richard Conte, Richard Widmark oraz Robert Mitchum. Do najpopularniejszych filmów noir możemy zaliczyć:

„Sokół maltański” (1941)

Pierwszym w historii filmem noir był „Sokół maltański” w reżyserii debiutującego wówczas Johna Hustona. Grupa podejrzanych osobników nie cofnie się przed niczym, aby zdobyć drogocenny skarb - wysadzoną klejnotami statuetkę sokoła. Detektyw Sam Spade (w tej roli znakomity Humphrey Bogart) za wszelka cenę pragnie dowiedzieć się, dlaczego tak bardzo zależy im na jej zdobyciu - i kto stoi za zamordowaniem jego partnera. W pozostałych rolach wystąpili m.in. Jerome Cowan, Mary Astor oraz nominowany do Oscara Sydney Greenstreet.

Kadr z filmu „Sokół maltański”. (Fot.  Film Stills/Forum)Kadr z filmu „Sokół maltański”. (Fot. Film Stills/Forum)

„Gilda” (1946)

„Gilda” Charlesa Vidora to jeden z najsłynniejszych filmów w dorobku aktorskim Rity Hayworth. Jego akcja toczy się w Buenos Aires, a głównym bohaterem jest nałogowy hazardzista Johnny Farrell (Glenn Ford), który zatrudnia się w jednym z tamtejszych kasyn. Wszystko komplikuje się, gdy żona przełożonego, piękna Gilda, okazuje się być dawną kochanką Johnny'ego. Produkcję krytykowano za prowincjonalność, utrwalanie szkodliwych stereotypów, a nawet przesadne epatowanie seksualnością Hayworth. Mimo to, film odniósł wielki sukces, a dziś zaliczany jest do klasyki amerykańskiego kina.

Kadr z filmu „Gilda”. (Fot. Columbia Pictures/Entertainment Pictures/Forum)Kadr z filmu „Gilda”. (Fot. Columbia Pictures/Entertainment Pictures/Forum)

„Wielki sen” (1946)

Filmowa ekranizacja powieści Raymonda Chandlera „Wielki sen” to klasyk nie tylko kina noir, ale również kina detektywistycznego. Tytuł został dodany do National Film Registry, a także znajduje się na liście arcydzieł magazynu „Empire”. Prywatny detektyw Philip Marlowe zostaje wynajęty przez generała Sternwooda, aby rozwikłać sprawę szantażowania jego córki Carmen, która popadła w długi u księgarza Arthura Geigera. Na pozór rutynowa sprawa prowadzi bohatera do mrocznego półświatka Los Angeles pełnego gangsterów, morderców i zepsutych bogaczy. W rolach głównych wystąpili wspomniani wcześniej Humphrey Bogart i Lauren Bacall.

Kadr z filmu „Wielki sen”. (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)Kadr z filmu „Wielki sen”. (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)

„Pocałunek śmierci” (1947)

„Pocałunek śmierci” Henry’ego Hathawaya to kolejny klasyczny obraz kina noir. Po nieudanym napadzie na jubilera złodziej zostaje schwytany i odmawia wydania swoich wspólników. Bohater zmienia jednak zdanie, gdy dowiaduje się, że jego żona popełniła samobójstwo. Film był również bardzo udanym debiutem aktorskim Richarda Widmarka, który za drugoplanową rolę psychopatycznego zabójcy otrzymał Złoty Glob oraz nominację do Oscara. Krytycy byli zgodni: aktor stworzył „błyskotliwą kreację, która utrwaliła jego image na wiele lat”.

Kadr z filmu „Pocałunek śmierci”. (Fot. BEW Photo)Kadr z filmu „Pocałunek śmierci”. (Fot. BEW Photo)

„Dama z Szanghaju” (1947)

Kultowa „Dama z Szanghaju” z Orsonem Wellesem po obu stronach kamery opowiada historię marynarza Mike'a O'Hary, który dołącza do rejsu z państwem Bannister, a tym samym zostaje wplątany w morderczą intrygę. Film zaczyna się, gdy Elsa Bannister (Rita Hayworth) zostaje napadnięta przez młodych złodziejaszków podczas spaceru w parku. Gdy pomocy udziela jej Mike, ta proponuje mu, aby zaciągnął się na jacht jej męża. Problem w tym, że na pokładzie przebywa także detektyw Sidney Broome i Grisby, który proponuje O'Harze 5000 dolców za sfingowanie własnej śmierci...

Kadr z filmu „Dama z Szanghaju”. (Fot. Columbia Pictures/Entertainment Pictures/Forum)Kadr z filmu „Dama z Szanghaju”. (Fot. Columbia Pictures/Entertainment Pictures/Forum)

„Asfaltowa dżungla” (1950)

Gangsterski klasyk kina noir „Asfaltowa dżungla” polecali niegdyś w kultowym cyklu „Perły z lamusa” Tomasz Raczek i Zygmunt Kałużyński - to chyba najlepsza rekomendacja. Pewien złodziej po wyjściu z więzienia decyduje się na ostatni skok w swej karierze, chcąc ukraść dużą ilość drogocennej biżuterii. W tym celu opracowuje perfekcyjny plan i kompletuje ekipę mającą dokonać rabunku. Jego wspólnicy to kierowca, włamywacz i zabójca, a całe „przedsięwzięcie” ma sfinansować pewien adwokat-bankrut. Wkrótce gangsterzy wpadają jednak w poważne tarapaty. Film wyróżniono m.in. nagrodą na Festiwalu w Wenecji i 4 nominacjami do Oscara.

Kadr z filmu „Asfaltowa dżungla”. (Fot. Mondadori Collection/Universal Images Group/Forum)Kadr z filmu „Asfaltowa dżungla”. (Fot. Mondadori Collection/Universal Images Group/Forum)

”Bulwar zachodzącego słońca” (1950)

Zawierający elementy dramatu, horroru i komedii „Bulwar zachodzącego słońca” Billy'ego Wildera to prawdziwa klasyka gatunku. Film przedstawia historię wygasłej gwiazdy kina niemego, która próbując wrócić na ekran, wiąże się z młodym scenarzystą. Gdy mężczyzna postanawia zakończyć związek, kobieta popada w szaleństwo. Strzela do ukochanego, a moment przybycia policji wykorzystuje jako okazję do swego ostatniego aktorskiego występu. Dogłębnie penetrujący świat show biznesu obraz spodobał się nie tylko widzom, ale również krytyce, o czym najlepiej świadczy 11 nominacji do Oscara oraz 3 statuetki.

Kadr z filmu „Bulwar zachodzącego słońca”. (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)Kadr z filmu „Bulwar zachodzącego słońca”. (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)

„Nieznajomi z pociągu” (1951)

Oparty na powieści Patricii Highsmith film „Nieznajomi z pociągu” to wciągająca historia, która wgniecie was w fotel. Podczas podróży pociągiem główni bohaterowie, Guy Haines (Farley Granger) i Bruno Anthony (Robert Walker), rozmawiają o pomyśle na zbrodnię doskonałą: jeden zabija wskazaną przez swego wspólnika ofiarę, po czym drugi rewanżuje się podobnie, dzięki czemu nie sposób powiązać zamordowanych ze sprawcami. Po chwili zawierają umowę: żona Guya „w zamian” za ojca Brunona. Film wyreżyserował i wyprodukował mistrz suspensu Alfred Hitchcock.

Kadr z filmu „Nieznajomi z pociągu”. (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)Kadr z filmu „Nieznajomi z pociągu”. (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)

„As w potrzasku” (1951)

Fabuła filmu „As w potrzasku” z legendą kina Kirkiem Douglasem w roli głównej powstała na podstawie dwóch autentycznych wydarzeń. Głównym bohaterem jest tu arogancki reporter, który zostaje zatrudniony w niewielkiej redakcji. Kiedy dowiaduje się o wypadku wewnątrz pobliskiej kopalni, postanawia wykorzystać go do własnych celów. Wyreżyserowany, wyprodukowany i napisany przez Billy'ego Wildera obraz zapewnia widzom całą gamę emocji, trzymając w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. W pozostałych rolach wystąpili m.in. Jan Sterling, Robert Arthur, Porter Hall i Frank Cady.

Kadr z filmu „As w potrzasku”. (Fot. Collection CSFF/Rue des Archives/Forum)Kadr z filmu „As w potrzasku”. (Fot. Collection CSFF/Rue des Archives/Forum)

„Proszę nie pukać” (1952)

Dramat „Proszę nie pukać” oparty na powieści Charlotte Armstrong przedstawia historię Nell Forbes, która po nieudanej próbie samobójczej trafia do szpitala psychiatrycznego. Niedługo po jego opuszczeniu zostaje zatrudniona jako opiekunka do dziecka przez bogate małżeństwo. Rodzina nie zna jednak przeszłości kobiety, która początkowo nie wzbudza niepokoju swoim zachowaniem, lecz w pewnym momencie zaczyna zagrażać nie tylko sobie, ale też swojej podopiecznej. W rolę Nell wcieliła się Marilyn Monroe - była to pierwsza dramatyczna, i zarazem pierwszoplanowa kreacja aktorki.

Kadr z filmu „Proszę nie pukać”. (Fot. BEW Photo)Kadr z filmu „Proszę nie pukać”. (Fot. BEW Photo)

  1. Retro

Peggy Guggenheim - najsłynniejsza kolekcjonerka sztuki

Peggy Guggenheim w obiektywie Idy Kar, 1952-1953. (Fot. NationalPortraitGalleryLondon/National Portrait Gallery/Forum)
Peggy Guggenheim w obiektywie Idy Kar, 1952-1953. (Fot. NationalPortraitGalleryLondon/National Portrait Gallery/Forum)
W wieku sześćdziesięciu kilku lat opalała się nago na tarasie swojego weneckiego pałacu ku zgorszeniu mieszkańców budynków przy Canale Grande. A kiedy ze sforą tybetańskich terierów i w dziwnych przeciwsłonecznych okularach wychodziła na ulicę, turyści kierowali w nią obiektywy aparatów. Szeptali: „To ona! To Peggy Guggenheim!”.

Była Amerykanką, ale większą część życia spędziła w Europie. Od lat 50. przez jej Palazzo Venier dei Leoni w Wenecji przewijały się tłumy (otwierała pałac dla zwiedzających trzy razy w tygodniu). Ludzie przyjeżdżali zobaczyć słynne obrazy surrealistów, kubistów, ekspresjonistów. W swoim czasie zbiory Peggy należały do najbardziej spójnych kolekcji sztuki współczesnej otwartych dla publiczności. Dzisiaj są cennym nabytkiem fundacji jej wuja Solomona R. Guggenheima. Tej samej, dla której Frank Lloyd Wright zaprojektował słynne nowojorskie Muzeum Guggenheima, a Frank Gehry – hiszpański oddział muzeum w Bilbao.

Współczesny nowojorski marszand Lawrence B. Salander tak podsumował życie Peggy: „Nie sugerujcie się tym, jak wyglądała, z kim spała, jak się ubierała, lecz tym, co uczyniła w swoim zawodzie, którym było kolekcjonowanie i promowanie sztuki nowoczesnej. Gdybym osiągnął połowę tego co ona, uznałbym swoje życie za twórczo spełnione”.

Marmur, poroża i herbatka

Przyszła na świat 26 sierpnia 1898 roku jako druga z trzech córek Florette i Benjamina Guggenheimów. Jej rodzina mieszkała przy Central Parku, w jednej z najlepszych dzielnic Nowego Jorku. Tuż obok swój dom miała m.in. wdowa po 18. prezydencie USA Ulyssesie S. Grancie i klan Rockefellerów.

Rezydencja Guggenheimów w niczym nie ustępowała innym w tej dzielnicy. Dom mieścił w sobie wszystko, co w ówczesnym czasie uchodziło za przejaw luksusu: przeszklone drzwi, szklaną kopułę nad środkową częścią domu (podświetlaną w nocy lampą), fontannę w holu, marmurową klatkę schodową, cieplarnię, salon do organizowania cotygodniowych herbatek, imponującą bibliotekę i wyjątkowy „rodzynek” – salon Ludwika XIV z niezliczonymi lustrami i gobelinami. Pokoje przepełnione były myśliwskimi trofeami ojca, srebrnymi zastawami matki i portretami przodków. Późniejsza fascynacja Peggy abstrakcyjną sztuką nowoczesną stała w jasnej opozycji do estetycznych zamiłowań rodziców, a dom rodzinny nigdy nie kojarzył jej się dobrze.

Zresztą dzieciństwo to chyba najbardziej ponury okres w życiu Peggy. Złożyło się na to kilka czynników – surowe wychowanie, zdystansowani, często kłócący się – głównie o niewierność ojca – rodzice. Peggy nie znosiła rodzinnego piekiełka, buntowała się. Z trzech sióstr to ona była tą „niegrzeczną”. To z nią zawsze były jakieś problemy.

Jako jedyny jasny akcent dzieciństwa wspominała przyjaźń ze starszą o trzy lata siostrą Benitą, która po części zastępowała jej matkę. Benita zmarła w młodym wieku przy próbie urodzenia dziecka. Nikt potem nie zastąpił miejsca siostry w sercu Peggy.

Kochanka

Edukację zakończyła w wieku 18 lat po zaledwie trzech latach spędzonych w prywatnej szkole. Nigdy nie opanowała dobrze ortografii, ale dzięki szkole pokochała literaturę. Być może z miłości do książek (nie musiała przecież pracować) zatrudniła się w awangardowej księgarni Sunwise Turn. Bywali tutaj pisarze tej miary co Francis Scott Fitzgerald, nowojorscy poeci, malarze, wydawcy i przyjaciele artystów. To pierwsze zetknięcie Peggy ze światem artystycznej bohemy. Co zrobić, żeby stać się jego częścią?

Wyjeżdża do Europy. To niezwykle ważna w jej życiu, trwająca niemal prawie dziewięć miesięcy młodzieńcza podróż. Szybko odkrywa, że najbardziej fascynuje ją zwiedzanie rozsianych po europejskich stolicach muzeów ze zbiorami sztuki. Po latach będzie wspominać, jak znawca malarstwa Armand Lowengard zarzucił jej, że pomimo swojego zainteresowania sztuką nie będzie w stanie zrozumieć trudnego dzieła Bernharda Berensona: „Natychmiast kupiłam i przetrawiłam siedmiotomową pracę tego wybitnego krytyka”. Ten drobny epizod nadał kierunek jej dążeniom – zrozumiała, że aby zbliżyć się do cyganerii, musi przemawiać językiem jej przedstawicieli.

Najwięcej czasu spędziła w Paryżu. Montparnasse, z artystami propagującymi świeże idee i pozbywającymi się niewygodnych konwenansów, działał na nią, wówczas 21-letnią dziewczynę, wręcz hipnotycznie. Zresztą nie tylko ze względu na sztukę. W Paryżu zakochuje się w starszym o siedem lat Laurensie Vailu, „królu bohemy”, malarzu i pisarzu, ale też dandysie i hulace. Uczucie nie jest platoniczne. „Wydaje mi się, że Laurence nie miał lekko, bo zażyczyłam sobie wszystkiego, co widziałam na pompejskich freskach” – tak będzie pamiętać ten związek już jako dojrzała kobieta. Młodziutka Peggy odkryła w sobie drugą obok malarstwa pasję, która odbija się na całym jej życiu. Seks. Chętnie podtrzymywała mit dotyczący ilości swoich romansów oraz swojej rozwiązłości. Jej kochankami byli artyści i literaci, w tym znane nazwiska: dramaturg Samuel Beckett, surrealista Yves Tanguy, rzeźbiarz Henry Moore, a być może też – choć biografowie nie są tu jednomyślni – Marcel Duchamp.

Otwarte drzwi

Laurence został jej mężem w 1922 roku. Małżeństwo z nim otworzyło przed Peggy wiele drzwi. Tak jak chciała, stała się częścią świata, do którego aspirowała. Nie zmieniło to jednak faktu, że wszystko ją od tego świata różniło – pozycja społeczna, korzenie rodzinne, sytuacja finansowa. Zwłaszcza ta ostatnia była znacząca.

Szybko zorientowała się, że różnice są tak naprawdę jej atutami. Mogła wykorzystać pieniądze do tego, by utrzymać zainteresowanie swoją osobą, ale też bardziej szlachetnie – by wspierać sztukę. Złośliwi twierdzą, że Peggy „kupiła” sobie miejsce w historii. Trudno jednak zliczyć twórców, którym w dalszych latach pomagała, nie tylko dofinansowując ich, by mogli tworzyć, ale też kupując ich obrazy wtedy, kiedy nikt jeszcze tego nie robił. Znani mężowie Peggy, zarówno Laurence, jak i później Max Ernst, dzięki niej nie martwili się o finanse. Utorowała drogę do kariery Jacksonowi Pollockowi i Williamowi Congdonowi, roztoczyła mecenat nad wieloma młodymi twórcami w Europie i Ameryce.

Skąd wzięła się fortuna rodziny Guggenheimów? Dziadkowie Peggy uciekli z Europy, chcąc uwolnić się przed finansowymi restrykcjami nałożonymi na Żydów. Dotarli do Ameryki w pierwszej połowie XIX wieku. Tutaj w ciągu kilkunastu lat dzięki handlowej smykałce niewiarygodnie się wzbogacili. Imperium Meyera i Barbary Guggenheimów było w swoim czasie jednym z sześciu największych w Ameryce, będąc żywym przykładem ziszczającego się amerykańskiego snu.

Ojciec Peggy radził sobie finansowo gorzej niż reszta jego braci, ale i tak spadek po nim wystarczył córce na rozpoczęcie samodzielnego życia, a pieniądze odziedziczone później po matce – na realizowanie fanaberii związanych ze sztuką oraz na zainwestowanie w galerię, którą w 1938 roku otworzyła w Londynie.

Jeden obraz dziennie

Po swoich przodkach Peggy bez wątpienia odziedziczyła talent do robienia interesów i zamiłowanie do pieniędzy, ale też – co wielokrotnie udowodniła – umiejętność ich utrzymania. Żyłkę do handlu odkryła w sobie w roku 1925, kiedy to udało jej się sprzedać za cenę wielokrotnie przewyższającą oczekiwania przywiezione do Ameryki prace poetki i malarki Miny Loy.

Pierwszego poważnego zakupu dla siebie dokonała jednak dopiero kilkanaście lat później. W 1937 roku weszła w posiadanie jednego z pięciu brązowych odlewów „Głowy i muszli” Jeana Arpa. Zakupione za 300 dolarów dzieło stało się zaczynem dla jej niezwykłej kolekcji. Przy tej transakcji korzystała z doradztwa (przedstawionego jej przed laty przez Vaila) Marcela Duchampa. Duchamp, niezależny klasyk awangardy i swego rodzaju éminence grise, miał ogromny wpływ na estetyczny gust Peggy. Był jej największym mentorem w dziedzinie sztuki nowoczesnej. Często i chętnie korzystała z dobrych doradców. Historyk sztuki Herbert Read stworzył dla niej nawet specjalną listę najbardziej interesujących dzieł. Sama nie była wielką ekspertką, przyznawała się do swojej początkowej ignorancji, umiała jednak słuchać i wyciągać wnioski, nie bała się też ryzykownych posunięć.

Guggenheim Jeune, galeria otwarta przez Peggy w londyńskim West Endzie, prezentowała prace malarzy, których jeszcze nikt w Londynie nie wystawiał. Tutaj swoją pierwszą indywidualną wystawę miał między innymi Wassily Kandinsky. Promowani byli Yves Tanguy, Wolfgang Paalen, Georges Braque, Joan Miró i, oczywiście, Laurence Vail. Konsekwentnie kupowała co najmniej po jednym obrazie z każdej otwieranej przez siebie wystawy, gromadząc w ten sposób coraz ciekawsze, jeszcze nierozpoznawane wtedy dzieła.

Problem w tym, że Guggenheim wyprzedzała swoje czasy. Prowadzenie galerii było zajęciem trudnym i nierentownym. Nikt nie myślał jeszcze o kupowaniu obrazów jako inwestycji. Nabywano je dla przyjemności, ale niewielu było ludzi, którzy mogli sobie na taki luksus pozwolić. Po roku działalności Peggy zamyka deficytowy interes, ale niepowodzenie jej nie zraża. Marzy, żeby stworzyć własne muzeum sztuki współczesnej. I pewnie dopięłaby swego, gdyby planów nie pokrzyżowała jej zbliżająca się wojna. Muzeum nie powstało, ale kwotę 40 tysięcy dolarów, które miała wyłożyć z własnej kieszeni, i tak przeznaczyła na zakup obrazów w Paryżu. Podobno na chwilę przed wybuchem wojny kupowała jeden obraz dziennie.

Nigdy bardziej nie wybałuszyłem oczu

Chroniąc się przed wojenną zawieruchą w Nowym Jorku, udostępniła swój dom wszystkim zainteresowanym sztuką nowoczesną. Odwiedzali ją imigranci z Europy, m.in. Chagall, Léger, Matisse, Breton, marszandzi i hobbyści. Peggy wszystkich uważała za swoich przyjaciół. Dom tętnił życiem, a spontaniczne imprezy, na których czasami pojawiał się tajemniczy doktor serwujący zastrzyki witaminowe (w rzeczywistości amfetaminę), organizowane były nader często. Uzupełniała swoją kolekcję o kolejne dzieła: Klee, de Chirico, Miró, Dalego, Picassa, Mondriana. Wreszcie w roku 1942 przy Zachodniej Pięćdziesiątej Siódmej Ulicy otworzyła kolejną galerię Art of this Century. Zaprojektował ją znany z nowatorskich projektów Frederick John Kiesler. Obrazy zawieszono bez ram, by „uwolnić” sztukę. W sali surrealistów były wklęsłe kauczukowe, a w sali kubistów – płócienne ściany. Sukces! W „New York Sun” znaczący krytyk Henry McBride napisał potem: „Nigdy bardziej nie wybałuszyłem oczu”. Znowu była pionierką – zaprezentowała mistrzów z Europy obok młodych malarzy amerykańskich, a każdy kolejny organizowany przez Peggy pokaz zaskakiwał tematyką. Choćby wystawa prac kobiet – absolutne novum w zdominowanym wówczas przez mężczyzn świecie sztuki.

Ciekawe, że przy całej swojej hojności w sprawach dużej wagi była przeraźliwie skąpa w rzeczach drobnych. Oszczędzała na ogrzewaniu, prądzie, ubraniach. Podobno przez cały rok potrafiła nosić starą czarną spódnicę i zdarte buty z cielęcej skóry. Zapraszając gości na obiad do restauracji, głośno demonstrowała swoje niezadowolenie z racji wysokiego rachunku. Na przyjęciach ograniczała się do serwowania czipsów i rozcieńczonego wina. Gromadzenie choćby najdrobniejszych pieniędzy sprawiało jej wyraźną przyjemność. W swojej nowojorskiej galerii wprowadziła ćwierćdolarową opłatę za wstęp, choć było to w środowisku bardzo źle widziane. Do weneckiego domu wpuszczała co prawda za darmo, ale za katalog, bez którego trudno było oglądać dzieła, trzeba było już płacić.

Przyjemnie jest być ze mną

Nie miała wielu prawdziwych przyjaciół, ale aż do późnej starości zdawała się tego nie zauważać. Jak wspomina marszand i artysta David Porter: „Uwielbiała znajdować się w centrum uwagi, miała potężne ego, jak gdyby mówiła: Dlaczego ludzie mieliby mnie nie lubić? Jestem bogata i seksowna, przyjemnie jest być ze mną”.

W różnych okresach życia sięgała po alkohol. Potrafiła zachowywać się skandalicznie. Pewnego wieczoru odeszła od kolacji, by całkowicie się rozebrać i wrócić do pozostawionych gości okryta tylko przezroczystym płaszczem. Innym razem w napadzie złości zdemolowała ogród i wyrwała rzadkie gatunki roślin. Miała dwóch mężów i trzy poważniejsze związki nieformalne. Nieustannie flirtowała. Zapytana, ilu miała mężów, odpowiadała: „Swoich czy czyichś?”. Być może przelotne romanse utwierdzały ją w przekonaniu, że jest atrakcyjna – miała kompleks z powodu swojego dużego, niekształtnego nosa, o którym malarz Theodoros Seliger powiedział kiedyś: „Nie miała nosa – miała bakłażan”.

Jej związki były burzliwe i niespełnione. Pierwsze małżeństwo rozpadło się po sześciu latach. Podobno w czasie kłótni Laurence wcierał jej dżem we włosy i rzucał w nią czym popadnie, ona zaś nieustannie go prowokowała. Jej związek ze skłonnym do alkoholu pisarzem Johnem Holmesem również nie należał do stabilnych, względnie spokojnie żyła z poetą i wydawcą Douglasem Garmanem. Najwyraźniej potrzebowała jednak pierwiastka nieprzewidywalności, bo po pewnym czasie zaczęła uważać go za nudziarza. Po raz drugi wyszła za mąż w wieku 43 lat, a jej wybrankiem był malarz Max Ernst. Dlaczego on? „Ponieważ jest śliczny, jest znakomitym malarzem i jest sławny”, uzasadniła. Ale i ten związek okazał się nieudany.

W jej zaprzątniętym sztuką życiu nie pozostawało wiele miejsca dla dzieci. Córka Pegeen i syn Sindbad (oboje z pierwszego małżeństwa), mieli słaby kontakt z matką. Peggy, rozwodząc się z Laurence’em, zostawiła kilkuletniego syna pod opieką ojca, zastrzegając sobie jedynie 60 dni w roku na widzenia. Córka Pegeen traktowana była jeszcze chłodniej. W rezultacie przez wiele lat cierpiała na depresję, była uzależniona od leków. Zmarła w wieku 41 lat po przedawkowaniu środków nasennych. Peggy dostała wiadomość o śmierci córki, kiedy mieszkała już w Wenecji (w roku 1962 otrzymała od miasta honorowe obywatelstwo). Czuła się winna jej zaniedbywania, ale odpowiedzialność za tragiczną śmierć zrzuciła na męża Pegeen Ralpha Rumneya. Sama Pegeen za życia otwarcie mówiła o żalu, jaki ma do matki. Zarzucała jej, że kocha sztukę bardziej niż własnego syna i córkę.

Kolekcja to ja

Przy łożu śmierci Peggy Guggenheim był jej syn Sindbad. Umarła w wieku 81 lat, schorowana. Cierpiała na miażdżycę, w dodatku w roku 1979 nastąpił ciąg nieszczęśliwych wypadków: złamała nogę, z powodu której trafiła do szpitala, tam dostała obrzęku płuc, spadła z łóżka i doznała udaru. Odeszła 23 grudnia tego samego roku.

Nigdy nie podarowała nikomu z rodziny nawet najmniejszego płótna. Pragnęła za wszelką cenę utrzymać kolekcję nierozproszoną. Wielokrotnie powtarzała: „Kolekcja to ja”, zdając sobie sprawę, że tylko w ten sposób zapewnia sobie miejsce w historii. Pod koniec życia bała się, że potężna fundacja jej wuja Solomona (nigdy nie utrzymywała z nim bliskich kontaktów ani rodzinnych, ani kolekcjonerskich), której w 1976 roku zdecydowała się powierzyć swoje obrazy, wchłonie jej zbiory.

Tak się nie stało. Kolekcja Peggy jest odrębną całością prezentowaną nadal w weneckim pałacu przekształconym obecnie w muzeum, które dziś przyciąga 300 tysięcy oglądających rocznie.

Tekst pochodzi z archiwalnego numeru „Zwierciadła”.

Korzystałam m.in. z książek: Antona Gilla „Peggy Guggenheim. Życie uzależnione od sztuki”, Dom Wydawniczy Rebis 2004; oraz Peggy Guggenheim „Out of this Century: Confessions of an Art Addict”, Universe Books 1979.

  1. Kultura

Hipnotyzujący, magiczny, iskrzący dowcipem – „Śniegu już nigdy nie będzie” w kinach od 4 czerwca

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Śniegu już nigdy nie będzie". Na zdjęciu Alec Utgoff. (Fot. materiały prasowe)
„Śniegu już nigdy nie będzie” Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta to jeden z najbardziej wyczekiwanych tytułów roku. Prezentowany na międzynarodowych festiwalach film zdążył zachwycić już polskie i międzynarodowe media. Satyryczna opowieść na pograniczu magii i realizmu zabiera widza w wyjątkową podróż w głąb samego siebie.

„Tytułowy śnieg może się wieloznacznie kojarzyć – chociażby ze śmiertelnym żywiołem albo poczuciem bezpieczeństwa, baśniowym powrotem do krainy dzieciństwa. Choć dziś zapewne najbardziej kojarzy się ze zniszczeniem, jakie człowiek wywołał w eko klimacie ziemi, doprowadzając do zmian, przez które śnieg widuje się coraz rzadziej. Bohaterowie naszego filmu, w większości skupieni na własnym, małym, wygodnym świecie, zbyt dużo o tym nie rozmyślają, jednak nie wiedząc czemu zmagają się z poczuciem jakiejś wewnętrznej, duchowej pustki i niezrozumiała tęsknotą za czymś nieokreślonym. Są to różne tęsknoty, za bliskością, dotykiem, seksem, zrozumieniem, wolnością. Są bogaci, syci od strony materialnej, ale głodni duchowo, choć w sposób zupełnie nieuświadomiony. Ich fantazje ogniskują się w jednym – obcym przybyszu, w którym przeglądają się jak w lustrze. On przynosi im wytchnienie. Trudno powiedzieć czy to iluzoryczne, czy prawdziwe doświadczenie, tak jak trudno czasem odróżnić nam własną projekcję od rzeczywistości. Czy magiczny las, do którego przenosi ich przybysz, jest tylko wytworem ich lęków i pragnień, czy istnieje naprawdę. Film nasz, mamy nadzieję, skrywa jakąś tajemnicę, chcieliśmy pobudzić widzów do głębszej refleksji na temat kondycji współczesnego Europejczyka. Zagrać na indywidualnych skojarzeniach, nienachalnie zadać parę pytań, bez tezy i z humorem” – mówią twórcy filmu Małgorzata Szumowska i Michał Englert.

Pewnego mglistego poranka w mieście pojawia się ON – atrakcyjny mężczyzna z prawdziwego, egzotycznego wschodu. Żenia, bo tak brzmi jego imię, ma dar. Jego ręce leczą, a oczy zaglądają w dusze samotnych kobiet. Mężczyzna zatrudnia się jako masażysta na bogatym osiedlu pod miastem. Pracując dla ludzi odgrodzonych murem od „gorszego” świata, poznaje ich historie i osobiste dramaty. Wkrótce niezwykłe zdolności Żeni odmienią życie każdego z nich.

W obsadzie obok Aleca Utgoffa, ukraińsko-angielskiej gwiazdy netflixowego hitu „Stranger Things” i filmu „Mission: Impossible – Rogue Nation”, wystąpiło znakomite grono cenionych polskich aktorek i aktorów: Maja Ostaszewska, Agata Kulesza, Weronika Rosati, Katarzyna Figura, Andrzej Chyra, Łukasz Simlat i Krzysztof Czeczot.

  1. Kultura

Seriale prawnicze na Netflix, HBO i nie tylko – co warto obejrzeć? Najlepsze tytuły o prawnikach

Fot. kadr z serialu
Fot. kadr z serialu "Zadzwoń do Saula", BEW
Seriale o prawnikach cieszą się ogromną popularnością wśród widzów na całym świecie. Wciągający świat wymiaru sprawiedliwości to jednak nie tylko konkretne sprawy klientów, ale również wciągające życie prywatne głównych bohaterów, które przyniosło ogromną popularność także naszych rodzimych produkcji prawniczych, takich jak "Magda M.", czy "Prawo Agaty". Które z seriali prawniczych polecamy szczególnie?

”Suits”

Dostępny na platformie Netflix serial o prawnikach „Suits” to jeden z najpopularniejszych i najbardziej docenianych show na świecie. Nie tylko za sprawą występującej w nim Meghan Markle, która nim stała się księżną Sussexu znana była przede wszystkim z roli Rachel, ale przede wszystkim ze względu na inne podejście do stereotypowego świata prawników. „Suits” to historia Mike'a Rossa - młodego, inteligentnego chłopaka, który został wyrzucony z college'u, i który pomimo tego zostaje zatrudniony u jednego z najlepszych nowojorskich prawników Harveya Spectera. Mike posiada wyjątkowe zdolności, w tym m.in. fotograficzną pamięć, która dotychczas umożliwiała mu zdawanie egzaminów za innych studentów, za co zresztą wydalono go z uczelni. Rozpoczynając pracę u Harveya musi jednak udowodnić, że dyplom Harvarda to nie wszystko, co powinien reprezentować sobą dobry prawnik.

„Ally McBeal”

Wśród nieco zapomnianych, ale równie popularnych kilkanaście lat temu seriali o prawnikach znajdziemy także „Ally McBeal” - prawniczkę, która zaczyna pracę w kancelarii, w której pracownikiem jest m.in... jej były chłopak. Serial zyskał miano kultowego dzięki szczególnie ciekawym postaciom - nie tylko samej, nieco postrzelonej Ally, ale również Fisha, Ally czy Elaine, czyli reszcie bohaterów, którzy pojawiają się w serialu. Tytułowa Ally to jednak postać nie tylko zwariowana, za wszelką cenę szukająca szczęścia w miłości, ale też wrażliwa, subtelna i delikatna. „Ally McBeal” to jeden z najlepszych seriali o prawnikach - choć wszyscy są tam zdrowo postrzeleni (prawnicy, sędziowie, klienci), perypetie i niecodzienne problemy bohaterów ogląda się nie tylko z zaciekawieniem, ale i lekką nostalgią za starymi, dobrymi produkcjami z przełomu wieków.

„Orły z Bostonu”

Serial prawniczy o nieco innej fabule niż „Suits”, czy „Ally McBeal” będący spin-offem popularnego „The Practice”. Osią serialu są tu przede wszystkim relacje między bostońskimi prawnikami oraz sprawy, którymi się zajmują poruszające istotne społecznie problemy m.in. prawo do aborcji czy kwestie związane z posiadaniem broni. Poważne, budzące kontrowersje problemy przeplatają się tu ze świetnym poczuciem humoru dwóch głównych bohaterów - Alana Shore'a i Danny'ego Crane'a, którzy często w absurdalny sposób komentują smutną, brutalną rzeczywistość. „Orły z Bostonu” zyskały dużą popularność właśnie dzięki dwóm głównym bohaterom granym przez Jamesa Spadera i Williama Shatnera, którzy uczynili go jednym z najlepszych seriali o prawnikach w historii.

„Sprawa idealna”

Dostępny na HBO GO serial prawniczy „Sprawa idealna” to spin-off równie świetnie przyjętej „Żony idealnej”. W serialu poznajemy niejaką Diane Lockhart, wziętą prawniczkę, która pracuje w prestiżowej kancelarii. Z czasem dołącza do niej chrześnica, którą Diane wprowadza w prawniczy świat. W związku z bankructwem firmy inwestycyjnej ojca dziewczyny dochodzi do przełomowego momentu w życiu Diane, która traci wszelkie oszczędności i pracę. Razem z chrześnicą zmuszone są podjąć pracę w zupełnie innym miejscu. „Sprawa idealna” okrzyknięta została jednym z najciekawszych seriali o prawnikach podobnych do „Suits”, w którym ukazywane są nie tylko same sprawy i batalie sądowe, ale również poruszane ważne i trudne tematy.

„Sposób na morderstwo”

Dostępny na Netflixie serial opowiadający o grupie ambitnych studentów prawa, którzy wraz z wykładowczynią prawa karnego zostają wplątani w sprawę morderstwa. Jednym z powodów, dla których warto sięgnąć po tę produkcję jest rola Violi Davis - niezwykle charyzmatycznej, inteligentnej i porywającej prawniczki i pani profesor, która ostatecznie musi znaleźć sposób na morderstwo, którego sama nie popełniła. Plusem serialu jest duża różnorodność, jeśli chodzi o wątki, bohaterów (jedni są ciekawsi, inni mniej, ale wszyscy odmienni charakterologicznie) i akcję, która trzyma w napięciu aż do samego zakończenia szóstego sezonu.

„Zadzwoń do Saula”

Spin-off genialnego i świetnie ocenianego „Breaking Bad” okrzyknięto jednym z najlepszych seriali o prawnikach, który trzyma w napięciu bardziej niż najmocniejsze filmy Quentina Tarantino. „Zadzwoń do Saula” to opowieść o podrzędnym prawniku Jimmym McGillu, który ima się samych nieciekawych spraw i zleceń. Dopiero z czasem mężczyzna zmienia się w znanego nam z „Breaking Bad” Saula Goodmana, który nie boi się szemranych interesów i problematycznych, nielegalnych spraw. Serial ma w zasadzie dwojakie zadanie - opowiedzenie historii sprzed czasów, w których Walter White zajął się produkcją narkotyków oraz wprowadzenie nas w świat Saula i zrozumienie, jak tworzyła się jego kariera.