1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Gary Oldman. Złe początki dobrego

Gary Oldman. Złe początki dobrego

Gary Oldman zachwyca w każdej roli. Teraz możemy oglądać go w najnowszym filmie Davida Finchera,
Gary Oldman zachwyca w każdej roli. Teraz możemy oglądać go w najnowszym filmie Davida Finchera, "Mank" (dostępny na Netflixie). (Fot. BEW Photo)
Zobacz galerię 11 Zdjęć
"To wielki aktor. Najlepszy aktor swojego pokolenia" - powiedział kiedyś o nim Francis Ford Coppola. Gary Oldman nie raz już udowodnił, że poradzi sobie z każdą rolą. Na ekranie zachwyca ponadprzeciętną charyzmą i ekspresyjnym stylem gry. Teraz możemy oglądać go w najnowszym filmie Davida Finchera, "Mank", który od piątku dostępny jest na platformie Netflix. 

Gary Leonard Oldman przyszedł na świat w Londynie w 1958 roku. Gdy chłopiec miał siedem lat, jego ojciec, alkoholik, opuścił rodzinę, zostawiając syna pod opieką matki. Szesnastoletni Oldman porzucił szkołę i zatrudnił się w sklepie ze sprzętem sportowym, ale jednocześnie zaczął pracować nad urzeczywistnieniem swoich prawdziwych marzeń związanych z aktorstwem.

Początki jego kariery aktorskiej nie były usłane różami – członkowie komisji w londyńskiej szkole Royal Academy of Dramatic Art poradzili mu, by porzucił marzenia o byciu aktorem, ponieważ zupełnie się do tego nie nadaje. Oldman jednak, wbrew ich radom, nie zrezygnował, po latach zaś przyznawał, że to właśnie dzięki aktorstwu jego życie stało się interesujące i bogate. Wybrał inną szkołę teatralną, a po jej ukończeniu występował na londyńskiej scenie, gdzie odniósł pierwszy sukces – w latach 1984-1985 otrzymał dwie nagrody przyznawane najlepszemu młodemu aktorowi.

Gary Oldman jako Sid Vicious w filmie 'Sid i Nancy'. (Fot. Initial Pictures/Entertainment Pictures/Forum) Gary Oldman jako Sid Vicious w filmie "Sid i Nancy". (Fot. Initial Pictures/Entertainment Pictures/Forum)

Wkrótce potem powoli ruszyła jego kariera w przemyśle filmowym; w 1986 roku, dzięki roli kontrowersyjnego muzyka zespołu Sex Pistols, Sida Viciousa w filmie „Sid i Nancy”, został zauważony i doceniony przez krytykę. Już w 1987 roku znany amerykański krytyk filmowy Roger Ebert nazwał Gary’ego Oldmana jednym z wyróżniających się brytyjskich aktorów swojego pokolenia. Obecnie krytycy często porównują Oldmana z Robertem De Niro ze względu na jego umiejętność doskonałego zmieniania wizerunku scenicznego w zależności od przyjętej roli – z tego powodu zyskał miano scenicznego kameleona.

Przyjmowane przez Oldmana scenariusze powoli uformowały jego charakterystyczne emploi – w jego dorobku przeważają role mężczyzn skrywających mroczne tajemnice, morderców, dziwaków, podejrzanych indywiduów, często szalonych i zdecydowanie nietypowych. Wystarczy tu wspomnieć jego występ w „Leonie zawodowcu”, gdzie jako Norman Stansfield, uzależniony od narkotyków, skorumpowany policjant-psychopata, polował na skądinąd poczciwego seryjnego mordercę Leona i jego podopieczną, małoletnią Matyldę. W serii o Harrym Potterze wcielił się w Syriusza Blacka, ojca chrzestnego głównego bohatera, niesłusznie oskarżonego o morderstwo, i choć obdarzonego dobrym sercem, to nieco rozchwianego emocjonalnie i ukrywającego mroczną przeszłość.

Gary Oldman jako Syriusz Black w filmie 'Harry Potter i Więzień Azkabanu'. (Fot. NG Collection/Interfoto/Forum) Gary Oldman jako Syriusz Black w filmie "Harry Potter i Więzień Azkabanu". (Fot. NG Collection/Interfoto/Forum)

W „Dziewczynie w czerwonej pelerynie” (nowatorskiej wersji baśni o Czerwonym Kapturku) zgrał Solomona, łowcę wilkołaków korzystającego z kontrowersyjnych metod. Nawet wykreowani przez niego bohaterowie pozytywni to postacie niejednowymiarowe i często dwuznaczne, jak chociażby wspomniany Syriusz Black, Jim Gordon z reżyserowanych przez Christophera Nolana „Batmanów” czy też George Smiley ze „Szpiega”, za którego otrzymał swoją pierwszą nominację do Oscara. Międzynarodową sławę przyniósł mu jednak wcześniejszy film, w którym zagrał postać będącą swoistym konglomeratem cech kojarzonych z granymi przez Oldmanami bohaterami, „Dracula” Francisa Forda Coppoli. Jako książę ciemności, praojciec wampirów i uwodziciel Winony Rider zdobył prawdziwą popularność – mimo iż samemu filmowi miłośnicy prozy Stokera zarzucali wiele, sam występ aktora nie spotkał się z zastrzeżeniami.

Gary Oldman jako komisarz Gordon w serii filmów o Batmanie Christophera Nolana. (Fot. BEW Photo) Gary Oldman jako komisarz Gordon w serii filmów o Batmanie Christophera Nolana. (Fot. BEW Photo)

Co ciekawe, statuetkę Akademii Filmowej otrzymał dopiero w 2018 roku za rolę Winstona Churchilla w filmie "Czas mroku". Kreacja brytyjskiego premiera zapewniła mu również Złoty Glob oraz nagrodę BAFTA.

Teraz możemy podziwiać go w najnowszym filmie Davida Finchera zatytułowanym "Mank". Oldman wciela się w nim w zjadliwego krytyka społecznego i uzależnionego od alkoholu scenarzystę Hermana J. Mankiewicza, który ściga się z czasem, aby ukończyć scenariusz „Obywatela Kane’a” dla Orsona Wellesa. Ten fascynujący obraz, będący nowym spojrzeniem na Hollywood lat 30. XX wieku, dostępny jest na platformie Netflix.

Kadr z filmu 'Mank' w reżyserii Davida Finchera. Gary Oldman jako Herman J. Mankiewicz. (Fot. materiały prasowe Netflix) Kadr z filmu "Mank" w reżyserii Davida Finchera. Gary Oldman jako Herman J. Mankiewicz. (Fot. materiały prasowe Netflix)

Mrok i tajemnice spowijają nie tylko jego aktorskie wybory, ale i życie prywatne. Idąc w ślady swego ojca, Oldman popadł w nałóg alkoholowy – by go zwalczyć, poddał się terapii, którą zakończył zwycięsko w 1997 roku. Wtedy też powstał jego reżyserski debiut „Nic doustnie”, częściowo autobiograficzny, zadedykowany ojcu film opowiadający o patologii w rodzinie. Wprawdzie Oldman zaprzeczał, jakoby ta produkcja miała być w jakiś sposób powiązana z jego życiem, jednak według niektórych „Nic doustnie” stało się dla niego sposobem na odreagowanie, pomogło odegnać nieprzyjazne demony z dzieciństwa.

Gary Oldman jako Norman Stansfield w filmie 'Leon Zawodowiec'. (Fot. BEW Photo) Gary Oldman jako Norman Stansfield w filmie "Leon Zawodowiec". (Fot. BEW Photo)

Niezbyt szczęśliwie wyglądało również jego życie uczuciowe; pierwszy związek małżeński z Lesley Manville zawarty w 1987 roku rozpadł się już po trzech latach, a rozpoczęte w tym samym roku małżeństwo z aktorką Umą Thurman przetrwało zaledwie dwa. Z trzecią żoną, Donyą Fiorentino, Oldman spędził cztery lata (ślub odbył się w 1997 roku), a następnie związał się z z młodszą od niego o 19 lat Alexandrą Edenborough, piosenkarką jazzową, z którą rozstał się w 2015 roku. Obecnie jego żoną jest kuratorka sztuki Gisele Schmidt.

Ma trzech synów, Alfie Ronalda (z pierwszego małżeństwa), Gullivera Flynna i Charliego Johna (ze związku z Donyą Fiorentino). Lecz choć Oldman jest jednym z najpopularniejszych aktorów na świecie, właściwie niewiele o nim wiadomo – chroni prywatność i nie dopuszcza dziennikarzy do swojego życia osobistego, ponieważ, jak zapewnia, nie zależy mu na sławie i wcale o nią nie dba. Jednak z dostępnych, szczątkowych informacji można wywnioskować, że obecnie jego życie osobiste jest coraz bliższe sielanki i stoi w opozycji do wybieranych przez aktora mrocznych ról. Aktorskie gaże, jakie Oldman otrzymuje za swoje występy w filmach, pozwalają mu coraz częściej spędzać czas na opiece nad synami niż pracy na planie. Można chyba powiedzieć, że jest nie tylko spełnionym aktorem, ale i ojcem. Z uśmiechem na ustach mówi, że doskonale sprawdza się w swojej największej jak do tej pory roli.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Hipnotyzujący, magiczny, iskrzący dowcipem – „Śniegu już nigdy nie będzie” w kinach od 4 czerwca

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Śniegu już nigdy nie będzie". Na zdjęciu Alec Utgoff. (Fot. materiały prasowe)
„Śniegu już nigdy nie będzie” Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta to jeden z najbardziej wyczekiwanych tytułów roku. Prezentowany na międzynarodowych festiwalach film zdążył zachwycić już polskie i międzynarodowe media. Satyryczna opowieść na pograniczu magii i realizmu zabiera widza w wyjątkową podróż w głąb samego siebie.

„Tytułowy śnieg może się wieloznacznie kojarzyć – chociażby ze śmiertelnym żywiołem albo poczuciem bezpieczeństwa, baśniowym powrotem do krainy dzieciństwa. Choć dziś zapewne najbardziej kojarzy się ze zniszczeniem, jakie człowiek wywołał w eko klimacie ziemi, doprowadzając do zmian, przez które śnieg widuje się coraz rzadziej. Bohaterowie naszego filmu, w większości skupieni na własnym, małym, wygodnym świecie, zbyt dużo o tym nie rozmyślają, jednak nie wiedząc czemu zmagają się z poczuciem jakiejś wewnętrznej, duchowej pustki i niezrozumiała tęsknotą za czymś nieokreślonym. Są to różne tęsknoty, za bliskością, dotykiem, seksem, zrozumieniem, wolnością. Są bogaci, syci od strony materialnej, ale głodni duchowo, choć w sposób zupełnie nieuświadomiony. Ich fantazje ogniskują się w jednym – obcym przybyszu, w którym przeglądają się jak w lustrze. On przynosi im wytchnienie. Trudno powiedzieć czy to iluzoryczne, czy prawdziwe doświadczenie, tak jak trudno czasem odróżnić nam własną projekcję od rzeczywistości. Czy magiczny las, do którego przenosi ich przybysz, jest tylko wytworem ich lęków i pragnień, czy istnieje naprawdę. Film nasz, mamy nadzieję, skrywa jakąś tajemnicę, chcieliśmy pobudzić widzów do głębszej refleksji na temat kondycji współczesnego Europejczyka. Zagrać na indywidualnych skojarzeniach, nienachalnie zadać parę pytań, bez tezy i z humorem” – mówią twórcy filmu Małgorzata Szumowska i Michał Englert.

Pewnego mglistego poranka w mieście pojawia się ON – atrakcyjny mężczyzna z prawdziwego, egzotycznego wschodu. Żenia, bo tak brzmi jego imię, ma dar. Jego ręce leczą, a oczy zaglądają w dusze samotnych kobiet. Mężczyzna zatrudnia się jako masażysta na bogatym osiedlu pod miastem. Pracując dla ludzi odgrodzonych murem od „gorszego” świata, poznaje ich historie i osobiste dramaty. Wkrótce niezwykłe zdolności Żeni odmienią życie każdego z nich.

W obsadzie obok Aleca Utgoffa, ukraińsko-angielskiej gwiazdy netflixowego hitu „Stranger Things” i filmu „Mission: Impossible – Rogue Nation”, wystąpiło znakomite grono cenionych polskich aktorek i aktorów: Maja Ostaszewska, Agata Kulesza, Weronika Rosati, Katarzyna Figura, Andrzej Chyra, Łukasz Simlat i Krzysztof Czeczot.

  1. Kultura

Seriale prawnicze na Netflix, HBO i nie tylko – co warto obejrzeć? Najlepsze tytuły o prawnikach

Fot. kadr z serialu
Fot. kadr z serialu "Zadzwoń do Saula", BEW
Seriale o prawnikach cieszą się ogromną popularnością wśród widzów na całym świecie. Wciągający świat wymiaru sprawiedliwości to jednak nie tylko konkretne sprawy klientów, ale również wciągające życie prywatne głównych bohaterów, które przyniosło ogromną popularność także naszych rodzimych produkcji prawniczych, takich jak "Magda M.", czy "Prawo Agaty". Które z seriali prawniczych polecamy szczególnie?

”Suits”

Dostępny na platformie Netflix serial o prawnikach „Suits” to jeden z najpopularniejszych i najbardziej docenianych show na świecie. Nie tylko za sprawą występującej w nim Meghan Markle, która nim stała się księżną Sussexu znana była przede wszystkim z roli Rachel, ale przede wszystkim ze względu na inne podejście do stereotypowego świata prawników. „Suits” to historia Mike'a Rossa - młodego, inteligentnego chłopaka, który został wyrzucony z college'u, i który pomimo tego zostaje zatrudniony u jednego z najlepszych nowojorskich prawników Harveya Spectera. Mike posiada wyjątkowe zdolności, w tym m.in. fotograficzną pamięć, która dotychczas umożliwiała mu zdawanie egzaminów za innych studentów, za co zresztą wydalono go z uczelni. Rozpoczynając pracę u Harveya musi jednak udowodnić, że dyplom Harvarda to nie wszystko, co powinien reprezentować sobą dobry prawnik.

„Ally McBeal”

Wśród nieco zapomnianych, ale równie popularnych kilkanaście lat temu seriali o prawnikach znajdziemy także „Ally McBeal” - prawniczkę, która zaczyna pracę w kancelarii, w której pracownikiem jest m.in... jej były chłopak. Serial zyskał miano kultowego dzięki szczególnie ciekawym postaciom - nie tylko samej, nieco postrzelonej Ally, ale również Fisha, Ally czy Elaine, czyli reszcie bohaterów, którzy pojawiają się w serialu. Tytułowa Ally to jednak postać nie tylko zwariowana, za wszelką cenę szukająca szczęścia w miłości, ale też wrażliwa, subtelna i delikatna. „Ally McBeal” to jeden z najlepszych seriali o prawnikach - choć wszyscy są tam zdrowo postrzeleni (prawnicy, sędziowie, klienci), perypetie i niecodzienne problemy bohaterów ogląda się nie tylko z zaciekawieniem, ale i lekką nostalgią za starymi, dobrymi produkcjami z przełomu wieków.

„Orły z Bostonu”

Serial prawniczy o nieco innej fabule niż „Suits”, czy „Ally McBeal” będący spin-offem popularnego „The Practice”. Osią serialu są tu przede wszystkim relacje między bostońskimi prawnikami oraz sprawy, którymi się zajmują poruszające istotne społecznie problemy m.in. prawo do aborcji czy kwestie związane z posiadaniem broni. Poważne, budzące kontrowersje problemy przeplatają się tu ze świetnym poczuciem humoru dwóch głównych bohaterów - Alana Shore'a i Danny'ego Crane'a, którzy często w absurdalny sposób komentują smutną, brutalną rzeczywistość. „Orły z Bostonu” zyskały dużą popularność właśnie dzięki dwóm głównym bohaterom granym przez Jamesa Spadera i Williama Shatnera, którzy uczynili go jednym z najlepszych seriali o prawnikach w historii.

„Sprawa idealna”

Dostępny na HBO GO serial prawniczy „Sprawa idealna” to spin-off równie świetnie przyjętej „Żony idealnej”. W serialu poznajemy niejaką Diane Lockhart, wziętą prawniczkę, która pracuje w prestiżowej kancelarii. Z czasem dołącza do niej chrześnica, którą Diane wprowadza w prawniczy świat. W związku z bankructwem firmy inwestycyjnej ojca dziewczyny dochodzi do przełomowego momentu w życiu Diane, która traci wszelkie oszczędności i pracę. Razem z chrześnicą zmuszone są podjąć pracę w zupełnie innym miejscu. „Sprawa idealna” okrzyknięta została jednym z najciekawszych seriali o prawnikach podobnych do „Suits”, w którym ukazywane są nie tylko same sprawy i batalie sądowe, ale również poruszane ważne i trudne tematy.

„Sposób na morderstwo”

Dostępny na Netflixie serial opowiadający o grupie ambitnych studentów prawa, którzy wraz z wykładowczynią prawa karnego zostają wplątani w sprawę morderstwa. Jednym z powodów, dla których warto sięgnąć po tę produkcję jest rola Violi Davis - niezwykle charyzmatycznej, inteligentnej i porywającej prawniczki i pani profesor, która ostatecznie musi znaleźć sposób na morderstwo, którego sama nie popełniła. Plusem serialu jest duża różnorodność, jeśli chodzi o wątki, bohaterów (jedni są ciekawsi, inni mniej, ale wszyscy odmienni charakterologicznie) i akcję, która trzyma w napięciu aż do samego zakończenia szóstego sezonu.

„Zadzwoń do Saula”

Spin-off genialnego i świetnie ocenianego „Breaking Bad” okrzyknięto jednym z najlepszych seriali o prawnikach, który trzyma w napięciu bardziej niż najmocniejsze filmy Quentina Tarantino. „Zadzwoń do Saula” to opowieść o podrzędnym prawniku Jimmym McGillu, który ima się samych nieciekawych spraw i zleceń. Dopiero z czasem mężczyzna zmienia się w znanego nam z „Breaking Bad” Saula Goodmana, który nie boi się szemranych interesów i problematycznych, nielegalnych spraw. Serial ma w zasadzie dwojakie zadanie - opowiedzenie historii sprzed czasów, w których Walter White zajął się produkcją narkotyków oraz wprowadzenie nas w świat Saula i zrozumienie, jak tworzyła się jego kariera.

  1. Kultura

Polskie seriale kryminalne – do obejrzenia na Netflix

Bogusław Linda jako podinspektor Marek Kaszowski w serialu
Bogusław Linda jako podinspektor Marek Kaszowski w serialu "Paradoks". (Fot. screen z serialu "Paradoks")
Seriale kryminalne w Polsce cieszą się dwutorową popularnością – widzowie uwielbiają je oglądać, a filmowcy uwielbiają je tworzyć, co zresztą bardzo dobrze im wychodzi. Dla tych, którzy pragną poznać zawiłe historie i mroczne zbrodnie pośród naszych rodzimych krajobrazów, przedstawiamy polskie seriale kryminalne – 8 tytułów dostępnych na platformie Netflix.

”Rojst”

„Rojst” to polski serial kryminalny, z którego wręcz bije ponury, męczący i nad wyraz dojmujący klimat PRL-u, co niewątpliwie jest jego największą zaletą. Na uznanie zasługuje również obsada, a właściwie dwie główne role – genialny aktorski duet – Andrzeja Seweryna jako dziennikarza lokalnej gazety oraz Dawida Ogrodnika w roli początkującego redaktora. „Rojst” rozgrywa się w małym miasteczku w Polsce, w latach 80-tych. Dwóch dziennikarzy ma wątpliwości co do sposobu, w jaki lokalna policja rozwiązuje sprawę morderstwa prostytutki i komunistycznego działacza. Rozpoczynają własne śledztwo – pełne trudnych emocji, zawiłych (a jakże!) historii i zwrotów akcji. Jeszcze w 2021 roku na platformę Netflix ma trafić kontynuacja serialu – „Rojst'97”. Reżyserem obu sezonów jest Jan Holoubek.

„W głębi lasu”

„W głębi lasu” był drugim, po „1983” Agnieszki Holland, polskim serialem oryginalnym na platformie Netflix. Jego fabuła obejmuje dwa wymiary czasowe: rok 1994 oraz 2019. Opowieść w zaskakujący sposób przedstawia losy warszawskiego prokuratora, Pawła Kopińskiego (w tej roli Grzegorz Damięcki), który mimo upływu lat nie potrafi otrząsnąć się po stracie ukochanej siostry, zaginionej w niewyjaśnionych okolicznościach podczas obozu letniego. Niespodziewane odnalezienie ciała, którego śmierć zdaje się powiązana ze zniknięciem dziewczyny, może w końcu doprowadzić do przełomu w śledztwie. Nadzieję na rozwiązanie sprawy przyćmiewają jednak głęboko skrywane rodzinne tajemnice. „W głębi lasu” jest adaptacją bestsellerowego thrillera Harlana Cobena o tym samym tytule.

„Paradoks”

„Paradoks” jest dostępny na platformie „Netflix” od kilku miesięcy i, choć powstał blisko 10 lat temu, wielu widzów twierdzi, że bije nowe polskie seriale kryminalne na głowę. Być może to zasługa jego klimatu, rodem z kultowych polskich filmów kryminalnych, niebanalnej historii i intrygujących postaci, na czele z inspektorem Markiem Kaszowskim, brawurowo zagranym przez Bogusława Lindę. To właśnie wokół jego postaci oraz podkomisarz Joanny Majewskiej (Anna Grycewicz), funkcjonariuszki Biura Służby Wewnętrznej, zbudowana jest cała historia serialu. Majewska zostaje skierowana do zespołu Kaszowskiego, aby przy okazji badania wybranych spraw kryminalnych przeprowadzić śledztwo dotyczące samego inspektora. Każdy odcinek opisuje jedną, tajemniczą sprawę z niedalekiej przeszłości. Relacje dwójki głównych postaci ewoluują na przestrzeni serialu. Początkowo cechuje je wyraźna wzajemna niechęć, z czasem zaczynają nabierać do siebie wzajemnego szacunku, aby wreszcie obdarzyć się zaufaniem, a nawet szczerą, choć wciąż skrywaną sympatią.

„Instynkt”

Polskie serialne kryminalne najczęściej opierają swoje historie na silnej i tajemniczej postaci płci męskiej, w tym serialu jest inaczej. Anna Oster (w tej roli świetna Danuta Stenka) to obdarzona wyjątkową intuicją, tajemnicza pani komisarz z wydziału dochodzeniowo-śledczego stołecznej komendy policji. Wspierana przez swojego partnera, podkomisarza Krzysztofa Tarkowskiego (Szymon Bobrowski), musi wyjaśnić nie tylko zagadki kolejnych zbrodni, ale i intrygującą tajemnicę swojej przeszłości. Mimo doskonałego instynktu i sprawności w rozwiązywaniu kolejnych zagadek, Oster nie potrafi odpowiedzieć na wiele pytań dotyczących własnego życia, a praca w wydziale będzie tym trudniejsza, że z inspektorem Janem Rogożem (Paweł Królikowski) łączy ją tajemnicza przeszłość.

„Znaki”

Małe miasteczko w malowniczych plenerach Gór Sowich i makabryczna zbrodnia, której ofiarą jest młoda kobieta. Tajemniczą i okrutną egzekucją żyją media w całej Polsce. Śledztwo podąża w wielu kierunkach, jednak sprawa nie zostaje rozwiązana. Po latach, w tej samej miejscowości, dochodzi do kolejnej zbrodni. Śledztwo prowadzi komisarz Trela (Andrzej Konopka), który, by dotrzeć do prawdy, musi przełamać zmowę milczenia panującą w miasteczku. I choć fabuła i motyw serialu wydaje się dość powszechny i często wykorzystywany przez polskie seriale kryminalne, „Znaki” całkowicie odbiegają od schematu. Dodajmy do tego piękne zdjęcia krajobrazów Gór Sowich, niezłe dialogi, zupełnie nieoczywiste rozwiązanie zagadki i... wątki mistyczne. „Znaki” to serial, który zdecydowanie warto zobaczyć.

„Ultraviolet”

„Ultraviolet” to polski serial kryminalny inspirowany książką "The Skeleton Crew", autorstwa Deborah Halber. Za jego reżyserię odpowiadają Jan Komasa i Sławomir Fabicki. Główną bohaterką jest trzydziestoletnia Ola Serafin, którą osobiste przejścia zmusiły do opuszczenia Londynu i powrotu do rodzinnej Łodzi, w której staje się świadkiem wypadku. Rozpoczyna się śledztwo. Policja uznaje, że było to samobójstwo. Młoda dziewczyna nie zgadza się z tym i po zamknięciu sprawy przyłącza się do grupy detektywów amatorów, działających pod pseudonimem Ultraviolet. Grupa za pomocą nowoczesnych technologii rozwiązuje zagadki kryminalne, których nie jest w stanie wyjaśnić policja.

„Prokurator”

„Prokurator” to kolejny polski serial kryminalny sprzed lat, który, po ukazaniu się na platformie Netflix, zyskał nowe grono miłośników. Kazimierz Proch (Jacek Koman), tytułowy prokurator, jest człowiekiem doświadczonym, opanowanym, wyznającym zasadę "prawo jest jedno" i nieco staroświeckim. Jego świat to zagadki kryminalne, układanie puzzli, muzyka słuchana na starym walkmanie i wspomnienia z przeszłości, o której stara się zapomnieć, a która dogoni go w najmniej spodziewanym momencie. Jego partnerem jest komisarz Witold Kielak (Wojciech Zieliński) – energiczny i porywczy, niecierpliwy i żywiołowy ekstrawertyk. Razem tworzą duet przeciwieństw, które to doprowadzają ich do rozwiązań nawet najbardziej tajemniczych zabójstw. Współautorem scenariusza „Prokuratora” jest Zygmunt Miłoszewski.

„Zbrodnia”

„Zbrodnia” to z kolei adaptacja dwóch powieści (kolejno dwa sezonu serialu) skandynawskiej pisarki Viveki Sten: „Na spokojnych wodach” oraz „W zamkniętym kręgu”. Wiodący spokojne życie mieszkańcy malowniczego nadbałtyckiego miasteczka są wstrząśnięci, gdy dochodzi tam do serii przerażających zabójstw. Prawniczka, Agnieszka Lubczyńska (Magdalena Boczarska), która wraz z rodziną wypoczywa nad polskim morzem, odkrywa zwłoki topielca. Śledztwo w tej sprawie prowadzi komisarz "z przeszłością", Tomek Nowiński (Wojtek Zieliński), który zna Agnieszkę jeszcze z liceum. Ponowne spotkanie bohaterów po latach i sprawa zagadkowych morderstw spowodują, że ich dotychczasowe życie odmieni się diametralnie. Śledztwo komplikuje się, kiedy policja odnajduje kolejne ofiary. W drugim sezonie podczas corocznych wyścigów konnych, na mecie od postrzału w klatkę piersiową, ginie zwycięzca finałowej gonitwy – prezes znanej trójmiejskiej fundacji i ceniony prawnik. Cień podejrzeń pada na jego najbliższych współpracowników. Śledztwo ponownie trafia w ręce komisarza Tomasza Nowińskiego.

  1. Kultura

Netflix ogłosił datę premiery 5. sezonu serialu "Dom z papieru"

Znamy datę premiery 5. sezonu serialu
Znamy datę premiery 5. sezonu serialu "Dom z papieru". (Fot. materiały prasowe Netflix)
Netflix ujawnił datę premiery ostatniego sezonu serialu "Dom z papieru". Najsłynniejszy napad w historii platformy dobiegnie końca pod koniec tego roku.

”Zbliża się koniec napadu” - to zdanie zapowiada nowy sezon jednego z najpopularniejszych seriali Netflixa „Dom z papieru”. O tym, że trwają pracę nad piątym sezonem hiszpańskiej produkcji, mówiono już od kilku miesięcy. Dziś poznaliśmy oficjalną datę premiery - 5. sezon serialu „Dom z papieru” ukaże się 3 września, zostanie jednak podzielony na dwie, pięcioodcinkowe części. Na drugą z nich będziemy musieli poczekać do 3 grudnia.

„Kiedy zaczęliśmy pisać 5. część w środku pandemii, czuliśmy, że musimy zmienić to, czego oczekiwano od 10-odcinkowego sezonu i wykorzystaliśmy wszelkie dostępne narzędzia, aby dać poczucie finału sezonu lub finału serialu już w pierwszej części. Zdecydowaliśmy się na agresywny styl, stawiając nasz gang złodziei na krawędzi. W drugiej części skupiamy się bardziej na emocjonalnej sytuacji bohaterów. To podróż po ich sentymentalnej mapie, która łączy nas bezpośrednio z ich odejściem”- powiedział Álex Pina, twórca serialu.

W 5. sezonie „Domu z papieru” gang jest zamknięty w Banku Hiszpanii od ponad 100 godzin. Udało im się uratować Lizbonę, ale ich najmroczniejszy moment nadchodzi po utracie jednego ze swoich. Profesor został schwytany przez Sierrę i po raz pierwszy nie ma planu ucieczki. Kiedy wydaje się, że już nic więcej nie może pójść źle, na scenie pojawia się wróg, który jest znacznie potężniejszy niż ktokolwiek, z kim się spotkali: wojsko. Zbliża się koniec największego napadu w historii, a to, co zaczęło się jako rabunek, zamieni się w wojnę.

Pedro Alonso jako Berlin w 5. sezonie serialu 'Dom z papieru'. (Fot. materiały prasowe Netflix)Pedro Alonso jako Berlin w 5. sezonie serialu "Dom z papieru". (Fot. materiały prasowe Netflix)

Wśród aktorów odgrywających główne role ponownie pojawią się: Úrsula Coberó (Tokio), Álvaro Morte (Profesor) , Itziar Ituño (Lizbona), Pedro Alonso (Berlin), Miguel Herrán (Rio), Jaime Lorente (Denver), Esther Acebo (Sztokholm), Enrique Arce (Arturo), Darko Peric (Helsinki), Hovik Keuchkerian (Bogota), Luka Peros (Marsylia), Belén Cuesta (Manila), Fernando Cayo (pułkownik Tamayo), Rodrigo de la Serna (Palermo), Najwa Nimri (inspektor Sierra), José Manuel Poga (Gandia) i inni. Do gwiazdorskiej obsady dołączą również Miguel Ángel Silvestre („Sky Rojo”, „Sense8”) i Patrick Criado (nominacja do nagrody Goya za rolę w „Wielkiej hiszpańskiej rodzinie”, „Życie bez pozwolenia”).

  1. Kultura

"Kobieta w oknie" – A.J. Finn o chorobie, która stała się impulsem do napisania bestsellerowej powieści

Amy Adams jako Anna Fox w filmie
Amy Adams jako Anna Fox w filmie "Kobieta w oknie". Film dostępny na platformie Netflix. (Fot. materiały prasowe Netflix.
Szalony psychopata okazuje się zabójcą, a agentka z zaburzeniami afektywno dwubiegunowymi wpada na trop szpiega – kino i literatura coraz częściej sięgają po postaci z problemami psychicznymi. Moda czy może wierny opis naszych czasów? Pytamy pisarza A.J. Finna, który przyznaje, że jego własna choroba była impulsem do napisania bestsellerowej „Kobiety w oknie”. 

Czy fakt, że główna bohaterka twojej książki, Anna Fox, ma agorafobię, jak się potem okazuje, wynikającą z depresji, miał dać wsparcie osobom doświadczającym podobnych problemów? Czy może chciałeś przez to podkreślić, że rozmaite schorzenia psychiczne są tak popularne, że praktycznie wszystkich nas dotykają?
Cudownie, że o to pytasz, bo mam dużo do powiedzenia na ten temat (śmiech). Zacznijmy od genezy powstania tej książki i głównej bohaterki. W wieku 21 lat zdiagnozowano u mnie ciężką depresję kliniczną, z którą zmagałem się przez kolejne 15 lat. Przez ten czas byłem w stanie żyć względnie normalnie i na dość dobrym poziomie – udało mi się zrobić doktorat na Oxfordzie, odnosiłem sukcesy, robiłem całkiem obiecującą karierę w branży wydawniczej, tworzyłem satysfakcjonujące związki i utrzymywałem dobre relacje z rodziną i przyjaciółmi. A jednocześnie byłem głęboko nieszczęśliwy. Próbowałem wszystkiego, żeby sobie pomóc, od farmakoterapii po medytację, od hipnoterapii i terapii elektrowstrząsami po ketaminoterapię – ale nic nie zmieniało mojego stanu. Aż pewnego dnia, trzy lata temu, poszedłem na konsultację do nowego psychiatry, bo chciałem zmienić leki. Wysłuchał mojej opowieści o symptomach i dolegliwościach, która trwała około półtorej godziny i pod koniec powiedział: „Nie wydaje mi się, żeby miał pan depresję. Moim zdaniem cierpi pan na pewną odmianę zaburzeń afektywnych dwubiegunowych“. Byłem zaskoczony i początkowo nie zgodziłem się z  jego diagnozą. Powiedziałem, że oglądałem serial „Homeland” i nie widzę podobieństw między moim stanem a stanem Carrie, głównej bohaterki. Odparł, że są różne rodzaje zaburzeń dwubiegunowych i że według niego ja cierpię na odmianę drugą, w której epizody manii nie są tak euforyczne, za to epizody depresji są o wiele głębsze. Wystarczyło sześć tygodni terapii nowymi lekami, bym poczuł się nie tylko lepiej, ale wręcz doznał transformacji. Wtedy postanowiłem, że chciałbym przyjrzeć się moim doświadczeniom, jakoś je opisać.

Nie jest to jednak książka o depresji.
Nie chciałem pisać książki o depresji, bo to by było zbyt dołujące. Nie mam zamiaru rozwodzić się zbyt długo nad gatunkiem, jakim jest thriller psychologiczny, ale w kryminałach czy powieściach detektywistycznych najbardziej pociąga mnie to, że można je odczytywać na dwu różnych poziomach. Pierwszy poziom, dość powierzchowny, to sama zagadka kryminalna. Jeśli jednak zajrzymy pod powierzchnię fabuły, to wejdziemy na drugi poziom i znajdziemy tam o wiele głębsze spostrzeżenia na tematy społeczne, kulturowe czy właśnie psychologiczne. Nie każda powieść kryminalna czy thriller są tak skonstruowane, ale jeśli taka sztuka uda się autorowi, to z pewnością  wywrze duży wpływ na czytelniku, a przynajmniej zawsze wywiera na mnie. Świetnym przykładem jest „Zaginiona dziewczyna“ Gillian Flynn. Z jednej strony to trzymający w napięciu thriller ze znakomitym zwrotem akcji, a z drugiej – dość przerażający portret socjopatki, czyli osoby, która ma ogromne problemy ze swoją kondycją psychiczną i nawiązywaniem relacji. Ta książka chodziła za mną jeszcze długo po tym, gdy skończyłem ją czytać. Zależało mi na napisaniu takiej właśnie powieści, która oferuje więcej zarówno na poziomie intelektualnym, jak i emocjonalnym. Nie jest tylko samą rozrywką. Przy okazji mogłem zgłębić własne podejście do choroby i dać czytelnikom wgląd w świat wewnętrzny osób zmagających się z problemami psychicznymi.

Nie masz wrażenia, że tzw. zdrowe społeczeństwo trochę się ich obawia?
Jako społeczeństwo nie tylko często stygmatyzujemy takie osoby, ale też unikamy z nimi kontaktu. Po pierwsze dlatego, że zwykle nie wiemy, co im powiedzieć, a po drugie, bądźmy szczerzy – ludzie, którzy cierpią na depresję i inne zaburzenia psychiczne nie są zbyt wesołymi kompanami. Amerykańska psychiatra Kay Redfield Jamison, jedna z wiodących specjalistek w dziedzinie zaburzeń dwubiegunowych, na które też sama cierpi, zauważyła, że osoby w depresji są nudnym towarzystwem. Kiedy jesteś w depresji, tracisz umiejętność doprowadzania siebie i innych do śmiechu. Jamison powiedziała – i tu cytuję dosłownie, bo jej słowa wywarły na mnie duże wrażenie: „Kiedy masz depresję, odczuwasz całym sobą, co to znaczy być starym, słabym, brzydkim i nie mieć wiary w to, że w twoim życiu mogłoby się coś zmienić. Brakuje ci gracji, obycia, nawet koordynacji ruchów, czujesz się niezdarny, nieatrakcyjny, wstyd ci, że jesteś sobą”. Takich ludzi się unika i mówię to jako ktoś, kto cierpiał na depresję przez praktycznie całe dorosłe życie. Podsumowując, stworzyłem postać Anny Fox z wielu powodów. Po pierwsze, pragnąłem ukazać wewnętrzny obraz osoby cierpiącej na depresję, jego głębię i wielowymiarowość. Po drugie, chciałem zwrócić uwagę na to, że osoby cierpiące na depresję tak naprawdę nie chcą jej mieć i nawet jeśli Anna ma duże problemy sama ze sobą i widać, że nie radzi sobie z tym, jak wygląda jej życie, to nie znaczy, że nie robi nic, żeby to zmienić. I po trzecie, tak jak zauważyłaś, chciałem dać Annie jakąś sprawczość, przekonanie, że jest w stanie pomagać innym i mieć realny wpływ na świat wokół siebie. Ona próbuje przysłużyć się innym, być przydatna. Świadczy darmową pomoc psychologiczną w Internecie osobom zmagającym się z agorafobią, i stara się pomóc chłopcu z naprzeciwka, który jej zdaniem też ma problemy psychiczne. I choć nie zawsze trafnie lokuje w ludziach swoje zaufanie, to jednak się stara. Przedstawiając taką osobę w roli głównej bohaterki, chciałem wzbudzić u czytelników nie tylko współczucie, ale również zrozumienie i szacunek do niej. Gdybym miał wymienić jedną wartościową rzecz, jaką dała mi depresja, to byłaby to większa empatia. Myślę teraz o wiele więcej o innych ludziach i troszczę się o nich bardziej niż kiedyś. To mnie łączy z Anną.

Może te wszystkie powody, które wymieniłeś, są przyczyną tego, że we współczesnych serialach czy książkach postaci z psychiczną niedoskonałością pojawiają się coraz częściej.
Współczesna popkultura chętnie sięga po takie postaci, bo choć o zdrowiu społecznym nie mówi się jeszcze powszechnie, to jest to temat, który dotyka coraz większej liczby osób, więc staje się coraz bardziej widoczny. Już sam fakt, że dzięki mojej książce mogę zachęcić ludzi do rozmowy na ten temat, że na przykład teraz udzielam wywiadu pismu psychologicznemu, bardzo mnie cieszy. Z drugiej strony z powodu swojej aktualności temat ten jest często wykorzystywany przez popkulturę w sposób zbyt przedmiotowy. Choroba psychiczna staje się dziś atrakcyjnym dodatkiem do głównego bohatera książki czy filmu. Na przykład w  jednej bardzo popularnej książce, też thrillerze psychologicznym, opowiadającej o kobiecie nadużywającej alkoholu, temat alkoholizmu jest użyty jako wytrych fabularny, by uzasadnić, że może czegoś nie pamiętać. W mojej książce bohaterka też nadużywa alkoholu, ale ma bardzo uzasadniony powód, by to robić.

Sama jestem fanką kryminałów i uważam, że na przykład książki Agathy Christie sprawiły, że psychologia postaci i dociekanie, dlaczego człowiek jest w stanie popełnić zbrodnię, zaczęło nas wreszcie interesować.
Ciekawe, że przywołujesz Agathę Christie, bo jako dziecko zaczytywałem się w jej kryminałach, a potem, kiedy pracowałem w branży wydawniczej, nawet wydawałem jej książki. I choć uważam ją za absolutnego geniusza w kwestii budowania fabuły i tworzenia zagadki, to uważam, że była mniej przekonująca, jeśli chodzi o głębokie psychologiczne portrety postaci. Niedawno przeczytałem, jak konstruowała swoje kryminały. Budowała fabułę do przedostatniego rozdziału, po czym zastanawiała się, która z postaci jest najmniej prawdopodobnym mordercą, cofała się i wstawiała w różne fragmenty książki wskazówki, które uprawdopodobniały, że ta osoba jest mordercą… To tylko anegdota, więc nie musi być prawdziwa, przynajmniej mam taką nadzieję (śmiech). Ale trzeba przyznać, że Christie była bardzo zainteresowana problemami zdrowia psychicznego – w kryminale „A..B..C...” jedna z głównych postaci cierpi na coraz bardziej rozwijającą sie fobię społeczną, ale też ma kompleks Edypa. W innej powieści, mojej ulubionej, zabójcą jest młoda dziewczyna i to według mnie bardzo przekonujący opis socjopatki. Obsesyjna miłość, monomania, socjopatia – to były motywy zabójstw w jej książkach i doceniam sposób, w jaki starała się je jak najlepiej przedstawić i wytłumaczyć. Z kolei w jednej z najbardziej popularnych książek – „Morderstwo w Orient Expressie“ – motywem zbrodni stała się długo przeżywana żałoba, co jest błyskotliwą diagnozą psychiczną.

Nie sądzisz jednak, że niektóre współczesne kryminały oddają niedźwiedzią przysługę osobom z problemami psychicznymi? Irytuję się, kiedy oglądam bądź czytam thriller psychologiczny i na końcu odowiaduję się, że zabójcą jest szalony psychopata.
Absolutnie się zgadzam. We współczesnych powieściach zabójca jest psychopatą zwykle dlatego, że to najłatwiejsze rozwiązanie, a nie dlatego, że autor miał potrzebę stworzenia i opisania takiej postaci. To mi przypomina o sytuacji kryzysu AIDS w latach 70. i 80., kiedy bardzo wiele filmów przedstawiało osoby homoseksualne – zarówno kobiety, jak i mężczyzn – jako morderców, tych złych. Na przykład film „Zadanie specjalne” („Cruising“) z Alem Pacino lub „Nagi instynkt” z  Sharon Stone. Odmienność osób homoseksualnych była wykorzystywana jako łatwe wyjście fabularne i proste wytłumaczenie, dlaczego zabijali. Bo byli inni. Zwykle najbardziej się obawiamy osób, które są inne. Kryminały ukazują ten lęk właśnie poprzez obsadzenie takich osób w roli tych, którzy nam zagrażają. Sięgam po tę analogię po to, by ukazać, że osoby homoseksualne też zasługują na nasze zrozumienie i szacunek, dokładnie tak samo jak każda inna osoba w społeczeństwie, i dokładnie tak jak każda osoba cierpiąca na zaburzenia psychiczne. Gdybym miał jakoś wytłumaczyć autorów, którzy stosują takie rozwiązania fabularne, to powiedziałbym, że może bardziej przerażająca jest dla nas myśl, że ktoś miałby popełnić zbrodnię bez żadnego powodu, ale nie jest w porządku zakładanie, że ktoś rzuci się w wir mordowania tylko dlatego, że ma zaburzenia psychiczne. To,  że osoby, które cierpią na psychopatię, są bardzo często opisywane jako potencjalni zabójcy, jest bardzo krzywdzące i niesprawiedliwe, ale też wypacza samą naturę tego zaburzenia. I nie mówię tego po to, by bronić psychopatów, tylko tych, którzy są w ich otoczeniu, którzy są przez nich w jakiś sposób atakowani. Sam pracowałem z kimś, kto potem został zdiagnozowany jako psychopata i ten człowiek nie musiał nikogo zabijać, by osiągnąć to, co chciał, potrafił znaleźć o wiele subtelniejsze i paskudniejsze metody, by zniszczyć komuś życie.

W twojej ksiażce bohaterka często ogląda filmy Alfreda Hitchcocka i kino noir, sam przyznajesz się do fascynacji tym gatunkiem. Co ciekawe, w tych filmach bohaterowie, głównie kobiety, często są „wrabiani“ przez inne osoby w chorobę psychiczną, by uczynić ich mało wiarygodnymi świadkami. I cała ich walka polega na tym, żeby udowodnić, że nie są szaleni, że można ufać temu, co widzą i co słyszą. Twoja bohaterka też o to walczy. Może wszystkie osoby mające problemy ze zdrowiem psychicznym walczą o to samo?
Podobno kiedy Alfred Hitchcock był młodym chłopcem, zdarzyło się, że ponieważ był niegrzeczny, rodzice za karę zabrali go na policję i poprosili policjanta, by zamknął go na parę godzin w celi. Hitchcock do końca życia upierał się, że nie zrobił rzeczy, za którą rodzice tak go ukarali, myślę, że dlatego był tak zafascynowany historiami, w których niewinni ludzie muszą tłumaczyć się z fałszywych oskarżeń. Widać to praktycznie w każdym jego filmie, od „Niewłaściwego człowieka” do „Szału”. Jednym z  powodów, dla których uwielbiam filmy Hitchcocka, kino noir i w ogóle stare filmy, jest to, że centralną rolę zajmowała w nich psychologia postaci. I rzeczywiście, często czarne charaktery wykorzystują problemy lub cechy psychologiczne głównych postaci – na przykład wrażliwość lub niską samoocenę – przeciwko nim samym. W konsekwencji bohaterowie wpadają w coś w rodzaj paranoi czy zaburzenia, co sprawia, że w oczach otoczenia są mniej wiarygodni. Oczywiście to też narzędzie fabularne, bo jeśli bohater od początku do końca filmu ma absolutną pewność, co widział i słyszał, nie jest to takie interesujące dla widza. W filmach „Okno na podwórze” Hitchcocka i „Gasnący płomień” George'a Cukora widzimy postaci, które coraz bardziej zapadają się w swoją paranoję i zaczynają wątpić  w to, czy są wiarygodne, a my razem z nimi. W mojej „Kobiecie w oknie” wykorzystuję to samo narzędzie fabularne, by zrobić suspens i popchnąć do przodu akcję. Nie mam zamiaru udowadniać, że choroba Anny nie ma wpływu na to, jak ona odbiera otaczający świat. Z drugiej strony masz rację, że osoby cierpiące na różne zaburzenia psychiczne są z automatu traktowane jako niewiarygodni świadkowie. To nie jest fair, nie można dyskredytować kogoś tylko dlatego, że cierpi na jakąś chorobę, która sprawia, że nie postrzega otoczenia w 100 procentach tak jak osoby zdrowe. Kolejną grupą, której się nie ufa, wręcz systemowo, i której się nie wierzy, są kobiety. Jak często słyszymy, że kobiety są „histeryczne“? A pamiętajmy, że histeria historycznie była klasyfikowana jako zaburzenie. Pisząc ksiażkę, zastanawiałem się, czy inni bohaterowie bardziej ufaliby i wierzyli Annie, gdyby była mężczyzną. I przykro mi to mówić, ale prawdopodobnie tak.

Czasem w redakcji powtarzamy sobie takie zdanie, że wszyscy jesteśmy wariatami, czyli każdy ma coś: manię, pasję, fobię, kompleks. Czy w naszym współczesnym świecie, w którym mamy tendencję do izolacji i zamykania się w sobie, nie jest to czymś, co nas łączy? Dzięki książkom, takim jak twoja, możemy poczuć się bardziej „połączeni“?
Jednym z  centralnych wątków mojej książki jest właśnie samotność oraz to, jak trudno jest tworzyć relacje z innymi i zostać przez otoczenie przyjętym i zaakceptowanym. Jeszcze zanim zacząłem pisać, wiedziałem, że czytanie jest aktem empatii. I choć zawsze uwielbiałem kryminały, to czytałem je z wyjątkową przyjemnością zwłaszcza kiedy zmagałem się z depresją. Dlatego że mogłem się zidentyfikować z postacią, która zmaga się z różnymi problemami życiowymi i wewnętrznymi, a na koniec wszystko się rozwiązuje w jakiś satysfakcjonujący dla niej sposób, co dawało mi nadzieję. Dlatego też, jak sądzę, ludzie, którzy nie mają w jakimś momencie życia szczęścia w miłości, lubią oglądać komedie romantyczne, bo nie tylko mogą się utożsamić z  główną postacią, ale też uwierzyć, że jest i dla nich nadzieja. Kiedy więc czytamy ksiażkę lub oglądamy film, w którym główna postać jest szalonym psychopatą, i czujemy, że to sztucznie wygenerowany wątek, to nic nam to nie daje. Ale kiedy tego typu problemy są pokazane z empatią i zrozumieniem, pomaga to nawiązać więź z drugim człowiekiem. Nigdy nie byłem w śpiączce, ale niedawno przeczytałem książkę o bohaterze, który jest w śpiączce, co pozwoliło mi nie tylko znaleźć empatię wobec osoby, która tego doświadcza, ale też zrozumieć, czym jest to doświadczenie. Natomiast w ciągu ostatniego roku zrozumiałem, że nie tylko czytanie jest aktem empatii, ale też pisanie.