1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Spektakl „Między nami dobrze jest” bezpłatnie na platformie Ninateka.pl

Spektakl „Między nami dobrze jest” bezpłatnie na platformie Ninateka.pl

Filmowa wersja spektaklu „Między nami dobrze jest” została nakręcona w 2014 roku. Autor tekstu: Dorota Masłowska. Scenariusz: Grzegorz Jarzyna (Fot. Screen z filmu „Między nami dobrze jest”/ Ninateka.pl)
Filmowa wersja spektaklu „Między nami dobrze jest” została nakręcona w 2014 roku. Autor tekstu: Dorota Masłowska. Scenariusz: Grzegorz Jarzyna (Fot. Screen z filmu „Między nami dobrze jest”/ Ninateka.pl)
Jeśli macie dość upałów i tęsknicie za dobrą sztuką, platforma Ninateka.pl udostępniła za darmo filmową wersję przedstawienia „Między nami dobrze jest”. To jeden z lepszych spektakli Grzegorza Jarzyny z wybitną rolą Danuty Szaflarskiej.

Między nami dobrze jest” to jeden z największych przebojów TR Warszawa - grany od lat, wciąż oblegany przez widzów, chwalony przez krytykę i wielokrotnie nagradzany na festiwalach. Spektakl oparta na sztuce Doroty Masłowskiej, nominowanej w 2009 roku do Nagrody Literackiej NIKE.

„To śmieszny i poruszający portret podzielonego polskiego społeczeństwa, przytłoczonego ciężarem traumatycznej historii, rozdartego między narodową dumę i poczucie wstydu. Za pomocą szalonego, pełnego inwencji języka i ostrego jak brzytwa humoru Masłowska portretuje współczesną Polskę, w której nuworysze, pseudoartyści i medialni celebryci spotykają się z rozczarowaną młodzieżą i żyjącymi na skraju ubóstwa ludźmi z klasy pracującej. Wszyscy próbują utrzymać się na powierzchni toksycznej mieszaniny komercji, katolickiego nacjonalizmu i idealizowanej tragicznej przeszłości. Medialni celebryci spotykają się z rozczarowaną młodzieżą i żyjącymi na skraju ubóstwa ludźmi z klasy pracującej. Wszyscy próbują utrzymać się na powierzchni toksycznej mieszaniny komercji, katolickiego nacjonalizmu i idealizowanej tragicznej przeszłości.” - czytamy na stronie Teatru Rozmaitości.

W filmowej wersji sztuki możemy zobaczyć znakomitą obsadę aktorów: Danutę Szaflarską, Aleksandrę Popławską, Magdalenę KutęMarię MajAdama WoronowiczaRafała MaćkowiakaAgnieszkę PodsiadlikRomę GąsiorowskąKatarzynę WarnkeLecha Łotockiego.

Film jest krótszy od przedstawienia teatralnego, bo reżyser dokonał w nim kilku zmian. Między innymi zrezygnował w finałowych scenach  z nagrań dokumentujących bombardowanie Warszawy we wrześniu 1939 roku. W epilogu ujawnił za to kulisy powstawania filmu, czyli wnętrze studia z urządzeniami technicznymi i ekipą współpracowników. Natomiast Metalowa Dziewczynka powtarza, że nie jest Polką, lecz Europejką, przy akompaniamencie fortepianowych  kompozycji Leszka Możdżera na motywach utworów Fryderyka Chopina.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Danuta Szaflarska. Piękna podróż

Danuta Szaflarska (Fot. Marlena Bielińska/MOVE)
Danuta Szaflarska (Fot. Marlena Bielińska/MOVE)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Przyszła na świat 6 lutego 1915 roku. Do końca swoich dni tryskała humorem, zwłaszcza na własny temat. Była charakterna – nie dała sobie wejść na głowę, stanowczo odmawiała gry w serialach i udzielania wywiadów. Dla nas zrobiła wyjątek. Przypominamy ostatnią rozmowę Danuty Szaflarskiej ze "Zwierciadłem", którą z okazji setnych urodzin aktorki przeprowadziła w 2015 roku Alina Gutek.

Wywiad pochodzi z archiwalnego wydania miesięcznika Zwierciadło (numer 3/2015).

Mam trudne zadanie – wiem, że nie cierpi pani wywiadów.
Tak, bo wszyscy się dziwią, że tak długo żyję i pracuję.

Raczej chcą poznać sekret długowieczności. Naukowcy też go szukają. Psychologowie na przykład twierdzą, że optymiści żyją dłużej.
No to by się zgadzało, bo jestem optymistką z natury. To znaczy – nie załamuję się w ciężkich chwilach. Czasami, oczywiście, gdy dopada jakaś tragedia, to w pierwszym momencie człowiek się załamuje, trudno, żeby było inaczej. Ale ja nie rozpamiętuję tego, co się stało, myślę do przodu: co zrobić, co zmienić. Inaczej bym nie mogła żyć i pracować tyle lat w tak ciężkim zawodzie. Bo ludzie nie wiedzą, że aktorstwo to ciężki zawód. Jak już dobrze się zagra, to przychodzi radość, ale droga do tego celu jest trudna. Jednak dla kogoś, kto pasjonuje się aktorstwem, dochodzenie do roli jest niesłychanie ciekawe.

Czyli jednak praca to jest ten sekret. Pięć lat temu powiedziała mi pani, że nie wyobraża sobie życia bez pracy. Dalej pani sobie tego nie wyobraża?
Czasami, jak bywam zmęczona, to sobie nawet to wyobrażam. Jestem chyba najstarszą na świecie pracującą aktorką. Grzegorz Jarzyna, proponując mi rolę w „Drugiej kobiecie”, zapytał, czy zgodzę się zagrać epizod. Odpowiedziałam: „wyłącznie”. Ze mną trzeba uważać, bo bywam niedysponowana, może coś mi się stać, jak to było przed premierą „Drugiej kobiety”, kiedy rozwaliłam głowę i wylądowałam w szpitalu. No bo jestem za szybka, ciągle mnie ta szybkość dobija. Teraz już chodzę z kulą, uważam, ale szybkość zawsze mnie gubiła. Na szczęście z każdych kłopotów jakoś wychodziłam.

Widocznie ma pani jakąś samoodnawialną moc.
Tak, mam.

A dlaczego inni nie mają?
Bo każdy musi sam ją zbudować. Nie ma tak, że mi się nie chce. Trzeba zmuszać organizm do wysiłku, nie usprawiedliwiać się z byle powodu. Jeżeli źle się czuję, to mówię sobie: „Jestem silna i zdrowa, będzie dobrze”.

Nigdy się pani nie poddała?
Wie pani, jakieś momenty słabości się zdarzały, ale w tym zawodzie nie można sobie odpuszczać, no, chyba że przydarza się jakiś wypadek. Ale nie będę opisywać chorób. Jestem zahartowana wojną, powstaniem. Cierpiałam głód mniej więcej przez 12 lat, bo i w czasie studiów, i podczas wojny, i w powstaniu. A po wojnie też się nie przelewało.

Niedojadanie jest podobno dużo zdrowsze niż objadanie się.
To pewnie dlatego żyję tyle lat. Studiowałam najpierw w Krakowie, potem w Warszawie, no i wszędzie człowiek głodował, bo miał za mało pieniędzy. Ale największy głód panował w powstaniu i tuż po. Zdarzyło się, że znalazłam na ulicy ogryzek, podnosiłam go, umyłam i zjadłam. Wie pani, różne świństwa się jadło z głodu. Na przykład w czasie powstania chłopcy zdobyli wytłoczyny z maku, takie odpadki, które daje się świniom. I to było wspaniałe jedzenie.

„Zakazane piosenki” w reż. Leonarda Buczkowskiego – pierwszy po wojnie polski film pełnometrażowy (1947 rok). (Fot. East News) „Zakazane piosenki” w reż. Leonarda Buczkowskiego – pierwszy po wojnie polski film pełnometrażowy (1947 rok). (Fot. East News)

Moja córka Marysia, która urodziła się rok przed wybuchem powstania, też głodowała, w ciągu trzech miesięcy zjadła tylko jedno jajko. W tych ciężkich czasach przekonałam się jednak, jacy ludzie są wspaniali, pomocni. Miałam kolegę z reżyserii, który leżał ranny, i kiedy go odwiedziłam, powiedział: „Dostałem puszkę odżywki, dam ci dla dziecka”. Inny kolega dzielił się ze mną kaszą, bo miał zapasy. Myśmy z mężem tego nie jedli, tylko zostawiali dziecku.

Trudności mobilizują?
No tak, człowiek nie ma przecież innego wyjścia! Spałam na podłodze i muszę przyznać, że spało się bardzo dobrze, bo podłoga była drewniana. A swoją drogą – nasz mózg jest genialnym urządzeniem. Jak usłyszałam w czasie snu dźwięk innego pocisku, niż znałam, wtedy od razu się budziłam. Przy tych, które oswoiłam, to już nie. Nowy dźwięk i od razu czujność, bo człowiek nie wie wtedy, jak się ratować.

Opowiada pani wnukom o tamtych czasach?
Czasami, ale opowiadanie nic nie daje, bo rzeczywistość zawsze przerasta wyobraźnię. Wyobrażałam sobie wojnę tak, jak mi przedstawiano pierwszą, a tu wszystko było inaczej. Te opowieści strasznie mnie nudziły. Po co o tym opowiadać, niech się młodzi cieszą młodością, pokojem. Starsi zawsze mówią młodym, jak to dawniej było pięknie.

A może trzeba dawać świadectwo, jak było strasznie?
Strasznie było tylko w czasie wojny, bez wojny było świetnie. Oczywiście, dobrze, żeby młodzi znali historię, żeby wiedzieli, jak się dawniej żyło. Dlatego opowiadam wnukom przeróżne rzeczy: co można było kupować, co ludzie wtedy jedli, jak się ubierali. Młodych to na ogół nudzi, toteż ich nie zamęczam specjalnie.

„Skarb” w reż. Leona Buczkowskiego (Danuta Szaflarska z Jerzym Duszyńskim). (Fot. East News) „Skarb” w reż. Leona Buczkowskiego (Danuta Szaflarska z Jerzym Duszyńskim). (Fot. East News)

W filmie „Inny świat” opowiada pani o tym, jak uszła kilka razy z życiem. Miała pani szczęście, czy zawsze umiała znaleźć odpowiednie wyjście?
I jedno, i drugie. Jakoś tak błyskawicznie przychodziło mi do głowy, co mam robić. Ale też miałam szczęście, że spotykałam takich, a nie innych ludzi. Jak wracałam nielegalnie z Wilna do Warszawy, to na granicy żandarm chciał mnie zawrócić. Tak strasznie się wściekłam, że wzięłam się pod boki i zaczęłam krzyczeć: „O co w ogóle chodzi, jestem aktorką z Warszawy, dwa lata byłam w piekle bolszewickim, a teraz, jak jesteście i w Wilnie, i w Warszawie, to chyba mogę być i tam, i tu”. Żandarm popatrzył na mnie i powiedział po polsku: „Proszę bardzo”.

Świetnie pani zagrała.
Każdy człowiek, który znajdzie się w takiej sytuacji i nie straci przytomności, tylko zacznie myśleć, to zawsze się uratuje. Nie jestem tu wyjątkiem.

Przerażenie nigdy nie odjęło pani rozumu?
Nie wytrzymuję tylko bombardowania, wtedy jestem obłędnie przerażona. Natomiast z ludźmi zawsze można się dogadać. Poza tym mam coś danego przez naturę, co sprawia, że wiem, gdzie jest bezpiecznie, a gdzie nie jest. Dzięki temu cała moja rodzina wyszła z powstania nietknięta. Wiedziałam wcześniej, gdzie zbombardują, a gdzie nie.

To się nazywa intuicja.
Nie, to raczej odczuwanie w związku z pewnymi miejscami lęku albo spokoju, i to nawet z wyprzedzeniem paru miesięcy. Kiedy Niemcy wyrzucili nas z Mokotowa i dostaliśmy koszmarne mieszkanie na Zielnej, postanowiłam je zamienić na inne. Pośrednik zaproponował nam mieszkanie w kolonii Staszica, w domu z ogrodem. Powiedziałam: „Nawet nie obejrzę”. Mąż pyta dlaczego, a ja na to, że na samą myśl o tym mieszkaniu czuję lęk. To było w maju. A w czasie powstania, czyli w sierpniu, pijani własowcy urządzili tam rzeź. Jak kogoś prowadziłam podczas powstania, to wiadomo było, że przejdzie żywy. Nagle się zatrzymywałam, a po chwili czułam, że już można iść. Mój mąż wierzył, że ja wiem, gdzie jest bezpiecznie, i zawsze, gdy miał do przejścia trudną trasę, prosił, żebym go przeprowadziła.

Skąd pani to wiedziała?
Nie wiem. To wielki dar, który niejeden raz ocalił życie mnie i bliskim.

A może jest pani bardziej niż inni odważna?
Po prostu zawsze mocno się koncentrowałam.

Nie pomyślała pani, że to Bóg podpowiada? Jest pani wierząca?
Teraz tak, ale przez 40 lat byłam niewierząca. W czasie powstania chodziłam na świetne kazania jezuity Edwarda Kosibowicza, ale nie praktykowałam. W domu też nie było strasznej nabożności. Mama mówiła: „Nie idź na te rekolekcje, bo się zaziębisz”, więc w tym czasie wymyślałam różne zajęcia. Owszem, jeździło się bryczką do kościoła, tradycje były zachowane, ale nigdy nie było w domu w tym względzie przesady.

„Pora umierać” w reżyserii Doroty Kędzierzawskiej. (Fot. materiały prasowe) „Pora umierać” w reżyserii Doroty Kędzierzawskiej. (Fot. materiały prasowe)

Mocny charakter zawdzięcza pani genom czy wychowaniu?
O genach nic nie wiem, a wychowana byłam w swobodzie, bez kontroli, zawsze uprawiałam sporty: łyżwy, narty, żeglarstwo, turystykę.

Odrzuca pani role, propozycje wywiadów, a mimo to wszyscy panią kochają.
Role odrzucam z różnych powodów, bywało, że z politycznych, ale głównie dlatego, że po prostu mi się nie podobają. U Dorotki Kędzierzawskiej zagrałabym jednak nawet bez honorarium, bo to wielka artystka.

Mówi pani, co myśli, a zachowuje dobre relacje z ludźmi. To wielka sztuka.
Rzeczywiście mam dobre relacje. Ksiądz Popiełuszko, z którym się przyjaźniłam, mówił, że nie rozgrzesza tylko jednego grzechu – nienawiści. Mogę kogoś nie lubić, ale nie nienawidzić.

Podobno była pani kochliwa. Może to jest ten najmocniejszy napęd do życia?
Tak, miłość jest napędem do życia, zakochanie to najfajniejszy okres, ale krótki. Zakochiwałam się rzeczywiście dość często, ale trwało to rok, czasem dwa, potem mijało. Jednak zawsze byłam wierna swoim mężom, dopóki byliśmy razem.

Możliwy jest związek na całe życie?
Tak, bo miłość przeradza się potem w przyjaźń. Moje związki nie przetrwały,  ponieważ mężowie zakochiwali się i mnie zostawiali. Na początku myślałam: „Trudno, przejdzie im”. Ale kiedy widziałam, że rodzi się coś poważniejszego, natychmiast się rozwodziłam, nie tolerowałam trójkątów małżeńskich, choć bardzo to przeżywałam. Gdyby była szansa naprawienia małżeństwa, tobym przeczekała. Ale nie było.

'Jestem optymistką z natury. To znaczy – nie załamuję się w ciężkich chwilach' - mówiła Danuta Szaflarska. (Fot. Marlena Bielińska/MOVE) "Jestem optymistką z natury. To znaczy – nie załamuję się w ciężkich chwilach" - mówiła Danuta Szaflarska. (Fot. Marlena Bielińska/MOVE)

Cierpienie uszlachetnia?
Czy ja wiem? W każdym razie jestem szczęśliwa, że moja córka Agnieszka ma udane małżeństwo.

Mieszka pani sama…
Myślałam, że zapyta pani: „Czy pani mieszka sama, czy razem z nim? Koszulka czy pidżama jest strojem twym?”. [Śmiech]. Nie znoszę opieki, oczywiście, opiekuje się mną rodzina, był taki okres, że córka Marysia ze mną mieszkała. Mam bardzo dobre dzieci, wnuki, zięcia, ale jak jestem zdrowa, to nie ma powodu, żeby ze mną mieszkać.

Co by pani powiedziała teraz tamtej 18-letniej Danusi?
Mówienie i tak by nic nie pomogło, bo głupota tego wieku jest ogromna. Moja matka była bardzo mądra, nie mieszała się do moich spraw, dała mi tylko parę  życiowych wskazówek. Powiedziała na przykład: „Nie wychodź za mąż przed 25. rokiem życia, ciesz się życiem, baw się, na obowiązki małżeńskie przyjdzie czas”.

Posłuchała pani mamy?
Tak, miałam 26 lat, jak wyszłam za mąż. Mama powiedziała mi jeszcze: „Pamiętaj, że żonaty i ksiądz to nie mężczyzna”. Więc nie interesowałam się księżmi ani żonatymi. Nigdy nie rozbiłam żadnego małżeństwa, mam czyste sumienie.

A co pani powiedziała swoim córkom?
Nic specjalnego, zostawiłam im swobodę.

Nie musiała pani nic mówić, miały dobry przykład, jak żyć.
O, takim znowu dobrym przykładem to nie byłam. Miałam dla nich mało czasu, nie stworzyłam im takiego domu, w którym rodzina siada razem codziennie do obiadu, kolacji. Wiedliśmy zawsze cygańskie życie.

Myśli pani, że takie życie nie jest dobre dla dzieci?
Tak myślę. Dzieci nie mają wtedy poczucia stabilizacji, bezpieczeństwa. Teraz to w ogóle inaczej się żyje przez te laptopy, telewizje, ludzie w ogóle nie mają czasu, żeby ze sobą pobyć, ale dawniej było inaczej.

Co sprawia pani teraz największą przyjemność?
Jak zawsze, czytanie. W telewizji oglądam tylko „Szkło kontaktowe”, programy przyrodnicze, TVP Kulturę, bo pokazują tam ciekawe filmy. Seriali nie oglądam, to strata czasu. Ponieważ w wypadku straciłam wzrok w jednym oku, czytam tym drugim, przez szkło powiększające. Teraz na przykład czytam „Jezioro Bodeńskie”. To paradoks, że przyjaźniłam się tyle lat ze Stasiem Dygatem, dostałam od niego tę książkę, która leżała i leżała, i dopiero teraz, na stare lata, kiedy Stasiu już nie żyje, zabrałam się do czytania. Niedawno skończyłam genialną książkę Jana Kulmy „Dykteryjki przedśmiertne”. Miałam z czytania wielką radość, bo to coś wspaniałego.

Co trzeba robić, żeby zachować taką kondycję? Trzeba ćwiczyć umysł?
To nie tak, że trzeba, tyko że chcę. Mam wewnętrzny nakaz, żeby uczyć się, być aktywną, to sprawia mi radość. Granie też daje mi radość, ale teraz trochę mnie już męczy. Mam mało siły i to mnie strasznie denerwuje. Bo już nie mogę robić pewnych rzeczy, na przykład szybko chodzić albo zrobić coś w mig. No ale trzeba się z tym pogodzić. Jak się ma setkę na karku, to nie przesadzajmy, nie jest źle. Najważniejsze, że mam dobrą pamięć, że bez problemu uczę się tekstów, z czego bardzo się cieszę, bo jestem teraz w obsadzie czterech sztuk.

Jak to jest, gdy spełnia się życzenie, które słyszymy całe życie?
Dobiegnięcie do setki traktuję jak wyścig. Tak sobie teraz myślę: „Jak mi się uda dobiec, to będzie zabawnie”. Ale to nie jest żadne moje osiągnięcie, to osiągnięcie mojej natury. Myślę czasem, że może jestem tu potrzebna, bo poprzez moje role komuś pomagam? Człowiek nigdy nie wie, co inni wezmą z jego pracy. Jak kręciliśmy „Pora umierać”, to mówiłam do reżyserki Dorotki Kędzierzawskiej: „Kto będzie chciał oglądać starą babę?”. A potem podchodzili do mnie młodzi chłopcy i mówili, że ten film sprowokował ich do zastanowienia się nad życiem. To zasługa Dorotki, która robi mądre filmy o braku miłości. Życzę wszystkim, żeby kochali i byli kochani, żeby nie czuli się samotni.

Ma pani jakiś konkretny pomysł, jak spędzić setne urodziny?
Boję się tego dnia bardzo. Nie znoszę uroczystości, przemówień, oficjałek, najchętniej siedziałabym po cichu z rodziną. Nikt z moich rówieśników już nie żyje, umarli w normalnym wieku, tylko ja się wyłamałam, więc obecnie przyjaźnię się z młodzieżą, oni nie traktują mojej starości jako czegoś wyjątkowego, choć teraz, jak jestem niedołężna, to się mną opiekują. Obok naszego Teatru Rozmaitości jest knajpka, więc pewnie tam zrobimy jakąś balangę.

W „Między nami dobrze jest” według Doroty Masłowskiej w reżyserii Grzegorza Jarzyny, Teatr Rozmaitości. (Fot. materiały prasowe) W „Między nami dobrze jest” według Doroty Masłowskiej w reżyserii Grzegorza Jarzyny, Teatr Rozmaitości. (Fot. materiały prasowe)

Żeby zachować taką kondycję, trzeba o siebie jakoś szczególnie dbać?
Muszę panią rozczarować, żyłam niezbyt higienicznie. Głodowałam albo jadłam to, czego nie powinnam. Był okres, kiedy piłam. Z rozpaczy, codziennie przez pół roku, po tym jak dowiedziałam się, że zginął mój brat. Ale w pewnym momencie powiedziałam: „stop”. Przez 20 lat paliłam papierosy. Czyli robiłam wszystko to, czego nie powinno się robić.

A co się powinno?
Czerpać z życia pełnymi garściami, być otwartym, bo nigdy nie wiadomo, co  nam się przydarzy. Wyszłam kiedyś po chleb i spotkałam znajomego, który szedł z jakimś panem. Okazało się, że owym panem był węgierski reżyser István Szabó, który zaangażował mnie potem w filmie. Nic wielkiego, ale dzięki temu pojechałam do Wiednia, w Alpy, do Berlina. Dużo pieniędzy i mało pracy. Pytam potem reżysera, po co w ogóle wziął mnie do filmu, skoro niewiele miałam do zagrania, a on odpowiedział po niemiecku: „Schöne Reise”, czyli piękna podróż.

Fajnie jest już nic nie musieć?
Fajnie jest się nie spieszyć. Był taki okres, kiedy miałam strasznie dużo zajęć i dużo jeździłam tramwajem. I kiedy tak jechałam, denerwowałam się, że za wolno jedzie. Czułam, że strasznie się tym męczę, bo to było tak, jakbym pchała ten tramwaj, żeby jechał szybciej. I nagle myślę sobie: „A dokąd ja się tak spieszę?”. Jak człowiek pędzi, to nie zauważa tych wszystkich pięknych kwiatów, drzew, krajobrazów. Trzeba zrobić, co konieczne, ale w międzyczasie umieć się zatrzymać i rozejrzeć wokół siebie. Tylko czy to jest ten sekret, którego pani szuka? No, nie wiem.

Danuta Szaflarska (ur. 6 lutego 1915 roku) była aktorką i posłańcem w powstaniu warszawskim. W 1939 roku ukończyła szkołę teatralną w Warszawie. Występowała w Teatrze na Pohulance w Wilnie, w teatrze podziemnym i frontowym AK. Po wojnie zagrała w „Zakazanych piosenkach” i „Skarbie”, występowała w Starym Teatrze w Krakowie i Kameralnym w Łodzi oraz w warszawskich: Współczesnym, Narodowym i Dramatycznym. Grała w teatrach: Rozmaitości i Narodowym. Nagradzana, m.in. na festiwalu w Gdyni (za „Pora umierać”, „Pożegnanie z Marią”, „Diabły, diabły”), polskimi Orłami (za „Pora umierać”, „Ile waży koń trojański”), Feliksem Warszawskim (za „Daily Soup”), a także Kryształowym Zwierciadłem. Odeszła 15 lutego 2017 roku w wieku 102 lat. 

  1. Kultura

Paszporty Polityki 2020. Oto najciekawsze osobowości minionego roku

Laureatami 28. edycji Paszportów Polityki zostali: Piotr Domalewski (film), Justyna Sobczyk (teatr), Mira Marcinów (literatura), Małgorzata Mirga-Tas (sztuki wizualne), Ania Karpowicz (muzyka poważna), duet Siksa (muzyka popularna) oraz Different Tales (kultura cyfrowa). (Fot. Polityka/Leszek Zych)
Laureatami 28. edycji Paszportów Polityki zostali: Piotr Domalewski (film), Justyna Sobczyk (teatr), Mira Marcinów (literatura), Małgorzata Mirga-Tas (sztuki wizualne), Ania Karpowicz (muzyka poważna), duet Siksa (muzyka popularna) oraz Different Tales (kultura cyfrowa). (Fot. Polityka/Leszek Zych)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
Dziś wieczorem po raz 28. wręczono Paszporty Polityki, jedne z najważniejszych i najbardziej prestiżowych nagród w świecie kultury. Kogo wyróżniono w tym roku? Prezentujemy pełną listę laureatów. 

Paszporty Polityki to prestiżowa nagroda przyznawana przez tygodnik "Polityka" od 1993 roku. Wymyślił ją wieloletni szef działu kultury Zdzisław Pietrasik. Od 28 lat wręczana jest każdego roku młodym twórcom za wybitne osiągnięcia artystyczne. Artyści nagradzani są w następujących kategoriach: film, teatr, literatura, sztuki wizualne, muzyka poważna, muzyka popularna oraz, od 2016 roku, kultura cyfrowa. Od 2002 roku przyznawana jest także nagroda specjalna dla Kreatora Kultury. To wyróżnienie otrzymują osoby lub instytucje, które w sposób szczególny i niestandardowy przyczyniają się do krzewienia kultury polskiej w kraju i na świecie. W tym roku ogłoszono również wyjątkową Nagrodę Specjalną Kultura Zdalna 2020. Wszystkich laureatów wyłania specjalna kapituła składająca się z dziennikarzy tygodnika "Polityka".

Tegoroczna edycja Paszportów Polityki z pewnością przejdzie do historii. Większość zaplanowanych na 2020 rok wydarzeń kulturalnych odwołano, przesunięto, a w najlepszym razie przeniesiono do sieci. Ucierpieli zatem wszyscy zatrudnieni w tej branży ludzie. Najbardziej – ci najmniej widoczni. Wśród artystów szczególnie mocno dotknięci zostali debiutanci wchodzący do rywalizacji o uwagę w potrzaskanym sezonie oraz ci, którzy są w najlepszym momencie swojej kariery, a ich najwybitniejsze osiągnięcia trafiają do zamrażarki albo prezentowane są na sali z ograniczoną widownią. Widząc, w jak dramatycznej sytuacji są twórcy kultury, tygodnik "Polityka" postanowił zatem  podwyższyć finansowy wymiar nagrody i po raz pierwszy w historii przyznać w tym roku paszportowe „diety” nie tylko nagrodzonym, ale również nominowanym we wszystkich kategoriach.

Wśród nominowanych do Paszportów Polityki w 2020 roku znaleźli się:
  • film: Jan Holoubek, Maciej Cuske, Piotr Domalewski;
  • teatr: Maciej Pesta, Jędrzej Piaskowski i Hubert Sulima, Teatr 21;
  • literatura: Igor Jarek, Mira Marcinów, Patrycja Sikora;
  • sztuki wizualne: Małgorzata Mirga-Tas, Karol Palczak, Joanna Piotrowska;
  • muzyka poważna: Ania Karpowicz, Krystian Lada, Martyna Pastuszka;
  • muzyka popularna: 1988 (Przemysław Jankowiak), Marek Pędziwiatr, duet Siksa;
  • kultura cyfrowa: Different Tales, One More Level, Ovid Works.

Nazwiska zwycięzców ogłoszono 26 stycznia 2021 roku, podczas gali transmitowanej na żywo przez telewizję TVN. Wręczenie nagród ze względów bezpieczeństwa odbyło się bez udziału publiczności i mediów.

Paszporty Polityki 2020. Najciekawsze osobowości minionego roku według tygodnika "Polityka"

Film: Piotr Domalewski

Reżyser, scenarzysta, dramaturg, aktor (rocznik 1983). Pochodzi z Łomży. Ukończył z wyróżnieniem Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie oraz reżyserię na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Zaczynał jako aktor Teatru Wybrzeże, grając m.in. w spektaklach Anny Augustynowicz. Występował na deskach Teatru Muzycznego Capitol we Wrocławiu oraz w warszawskim Teatrze Roma. W 2017 roku jego pełnometrażowy debiut reżyserski „Cicha noc” (na podstawie własnego scenariusza) zdobył Złote Lwy na festiwalu w Gdyni, 10 Orłów i był nominowany do Paszportu Polityki. „Jak najdalej stąd” potwierdza jego autorską oryginalność, wyrażając zbiorowe odczucia Polaków AD 2020.

Piotr Domalewski - laureat Paszportu Polityki 2020w kategorii film. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Piotr Domalewski - laureat Paszportu Polityki 2020w kategorii film. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Teatr: Justyna Sobczyk (Teatr 21)

Aktorami Teatru 21 są osoby z zespołem Downa i autyzmem. Bazując na własnych doświadczeniach, poddają krytycznej analizie status prawny i społeczny osób z niepełnosprawnościami w Polsce. Unikatowym treściom towarzyszy równie oryginalna forma, co razem uczyniło z Teatru 21 jedną z najbardziej cenionych grup teatralnych w kraju. Powstała w 2005 roku, ma na koncie kilkanaście różnorodnych, nierzadko brawurowych i dowcipnych spektakli, wyreżyserowanych przez swoją założycielkę Justynę Sobczyk i zrealizowanych z różnymi instytucjami i artystami. Od 2020 roku Teatr 21 prowadzi Centrum Sztuki Włączającej – społeczną instytucję kultury poświęconą twórczości artystów z niepełnosprawnościami i włączaniu w pole sztuki, kultury i nauki różnorodnych grup społecznych.

Justyna Sobczyk, założycielka Teatru 21 - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii teatr. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Justyna Sobczyk, założycielka Teatru 21 - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii teatr. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Literatura: Mira Marcinów

Filozofka i doktor psychologii. Urodziła się w 1985 roku w Szczecinku. Pracuje jako adiunkt w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. W 2017 roku ukazał się tom 1. jej „Historii polskiego szaleństwa”. Wcześniej opublikowała „Na krawędzi wolności: szaleństwo jako wybór w filozofii Henryka Struvego” i – wspólnie z Bartłomiejem Dobroczyńskim – „Niezabliźnioną ranę Narcyza: dyptyk o nieświadomości i początkach polskiej psychoanalizy”. Rok temu została finalistką Nagrody Naukowej Polityki, a w tym roku otrzymała nominację za swój debiut prozatorski „Bezmatek” (wyd. Czarne), napisaną wyjątkowym, zarazem dzikim i precyzyjnym językiem opowieść o relacji córki i matki.

Mira Marcinów - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii literatura. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Mira Marcinów - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii literatura. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Sztuki wizualne: Małgorzata Mirga-Tas

Mówi o sobie, że ma trzy tożsamości: artystki, Polki i Romki. I ta ostatnia, konsekwentnie znajdująca wyraz w jej sztuce, ujmuje widzów swą autentycznością. Urodziła się w 1978 roku, ukończyła ASP w Krakowie i po studiach powróciła w rodzinne strony; mieszka w Czarnej Górze, na granicy Spisza i Podhala. Z czasem wypracowała własny, charakterystyczny styl malarski charakteryzujący się bogactwem wyrazistych kolorów, mnogością ornamentów, dekoracyjnością, czerpiącą z etnograficznego dorobku wspólnoty. A równocześnie są to prace niezwykle narracyjne, niemal reporterskie sceny rodzajowe z życia rodziny, sąsiadów, romskich społeczności.

Małgorzata Mirga-Tas - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii sztuki wizualne. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Małgorzata Mirga-Tas - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii sztuki wizualne. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Muzyka poważna: Ania Karpowicz

Flecistka i organizatorka. Urodzona w 1983 roku w Warszawie, studiowała w Łodzi i Detmold. W latach 1999–2015 nagradzana na ogólnopolskich i międzynarodowych konkursach. W latach 2006–2008 członkini European Union Youth Orchestra. W 2013 roku założyła kooperatywę muzyczną Hashtag Ensemble; zespół występuje na większości festiwali nowej muzyki w Polsce. Inicjowała szereg koncertów i festiwali, w tym WarszeMuzik, w ramach którego na podwórkach kamienic–ostańców getta warszawskiego grane są utwory kameralne kompozytorów – Żydów polskich. Jako solistka w swoim repertuarze kładzie szczególny nacisk na muzykę XX i XXI w. Angażuje się też w promocję twórczości kobiet.

Ania Karpowicz - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii muzyka poważna. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Ania Karpowicz - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii muzyka poważna. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Muzyka popularna: Siksa

Duet określany często jako punkowo–performerski, utworzony w 2014 roku przez wokalistkę, aktorkę i poetkę Alex Freiheit oraz basistę Buriego. Grupę założyli w Toruniu, mieszkają w Gnieźnie, a zagrali wspólnie ponad 250 koncertów w całej Polsce i za granicą. Ich występy to monologi Alex na tle przesterowanej gitary basowej. W interakcji z publicznością nabierają oryginalnych walorów dramatycznych. Nominację przyniósł im najnowszy album „Zemsta na wroga”, jak poprzednie podejmujący tematy seksistowskiej opresji. W proroczo gorącym, prowokującym, niestroniącym od wulgaryzmów stylu konfrontuje perspektywę feministyczną z postawami prawicowego radykalizmu.

Duet Siksa - laureaci Paszportu Polityki 2020 w kategorii muzyka popularna. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Duet Siksa - laureaci Paszportu Polityki 2020 w kategorii muzyka popularna. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Kultura cyfrowa: Marta Malinowska, Jacek Brzeziński, Artur Ganszyniec (Different Tales)

W deklaracji, jaką niesie nazwa studia Different Tales, nie ma cienia przesady. To są rzeczywiście Inne Opowieści. Odmienne formą, jak i intencją, od tradycyjnych gier wideo – to interaktywna proza, ilustrowana statycznymi głównie obrazami, z dźwiękowym pejzażem w tle. Jak znakomite rezultaty można osiągnąć, podążając tą ścieżką, dowodził już debiut studia: „Wanderlust: Travel Stories”, który zaowocował nominacją do Paszportów w roku ubiegłym. Tym razem o nominacji przesądziła opowieść „Werewolf: The Apocalypse – Heart of the Forest”, historia studentki z USA, która przybywa do Puszczy Białowieskiej w poszukiwaniu swoich korzeni.

Marta Malinowska, Jacek Brzeziński, Artur Ganszyniec (Different Tales) - laureaci Paszportu Polityki 2020 w kategorii kultura cyfrowa. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Marta Malinowska, Jacek Brzeziński, Artur Ganszyniec (Different Tales) - laureaci Paszportu Polityki 2020 w kategorii kultura cyfrowa. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Nagrodę Specjalną Kultura Zdalna otrzymał Artur Liebhart, dyrektor Festiwalu Filmowego Millennium Docs Against Gravity, natomiast tytuł Kreatora kultury przyznano Bożenie i Lechowi Janerkom. 

  1. Kultura

„Spóźnione odwiedziny” - premiera online w Teatrze Słowackiego w Krakowie

„Spóźnione odwiedziny” - premiera online w Teatrze Słowackiego w Krakowie. (Fot. Bartek Barczyk)
„Spóźnione odwiedziny” - premiera online w Teatrze Słowackiego w Krakowie. (Fot. Bartek Barczyk)
Spektakl „Spóźnione odwiedziny” w reżyserii Iwony Kempy zaczyna się trochę jak "Bóg mordu" Yasminy Rezy: dwa małżeństwa spotykają się, by porozmawiać o problemie, który skłócił ich dzieci. Tym razem jednak nie będzie śmiesznie, bo i temat nie nastraja do żartów.

Wykluczenie, hejt, samobójstwo – to problemy, które poruszają "Spóźnione odwiedziny" i które rozpaliły pospektaklowe dyskusje wśród publiczności w Kanadzie czy na West Endzie. Jak ta historia może rezonować w Polsce? W dzisiejszej Polsce? "Spóźnione odwiedziny" to fascynująca sztuka niewystawianego dotąd w naszym kraju, a cieszącego się ogromnym zainteresowaniem na świecie młodego kanadyjskiego artysty, Jordana Tannahilla. Premiera transmitowana będzie 29 stycznia na żywo z Domu Machin. Na scenie zobaczymy Dominikę Bednarczyk, Natalię Strzelecką, Macieja Jackowskiego, Marcina Sianko oraz gościnnie studentów AST: Aleksandra Gałązkę i Jakuba Suwińskiego.

  1. Kultura

Teatr na sylwestra. Jakie spektakle online warto obejrzeć?

Aleksandra Popławska w spektaklu TR Warszawa
Aleksandra Popławska w spektaklu TR Warszawa "Między nami dobrze jest". (Fot. materiały prasowe TR Warszawa)
Przed nami sylwestrowa noc - zupełnie inna, niż w poprzednich latach. Zamiast hucznego świętowania proponujemy więc wieczór ze sztuką teatralną online. Bo przecież dobry teatr to rozrywka doskonała. 

Teatr Kwadrat, "Ślub doskonały"

Wyłącznie w sylwestrowy wieczór, na platformie VOD Teatru Kwadrat „Ślub doskonały”, czyli znakomita farsa brytyjskiego dramaturga Robina Hawdona w gwiazdorskiej obsadzie sprzed lat. Rejestracja przedstawienia odbyła się na scenie Teatru Kwadrat 22 grudnia 2018 r., gdy w słynnym spektaklu wystąpili po raz ostatni Paweł Małaszyński, Andrzej Nejman, Marta Żmuda Trzebiatowska i Katarzyna Glinka.

Spektakl online dostępny na platformie VOD Teatru Kwadrat wyłącznie 31.12.2020 r. w godz. 20.00 – 23.59. Cena biletu: 39zł. Obsada: Paweł Małaszyński, Andrzej Nejman, Marta Żmuda-Trzebiatowska, Katarzyna Glinka. Ilona Chojnowska, Aldona Jankowska, Andrzej Grabarczyk. 

Teatr Powszechny, "Dobrobyt"

fot. Szymon Rogiński https://www.powszechny.com/spektakle/dobrobyt,s1715.html

Opublikowany przez Teatr Powszechny Wtorek, 22 grudnia 2020

Historia młodej pary, która otrzymuje zaproszenie na weekendowy pobyt w ekskluzywnym spa. Hotel położony w nadmorskim, zimnym klimacie, otoczony surową przyrodą, to zhierarchizowany system, w którym każdy zna swoje miejsce. Młody mężczyzna szybko dostosowuje się do wewnętrznych zasad hotelu, a obietnica płynących z tego korzyści przesłania jego trzeźwy osąd. Przeciw podporządkowaniu się występuje jednak kobieta – jej opór wywołuje nieoczekiwane następstwa. Spektakl o tym, jak nasza osobowość na każdym kroku ulega manipulacjom, które wymusza system polityczno-gospodarczy nagradzający oportunizm komfortem. Według logiki tego systemu działają nie tylko dyktatury, ale także kapitalizm współczesnych demokracji. Jak na razie, jedyną alternatywą jest wykluczenie, samotność i autoagresja.

Spektakl online dostępny na platformie VOD Teatru Powszechnego 31.12 o godzinie 19:00. Cena biletu: 30zł. Obsada: Klara Bielawka, Arkadiusz Brykalski, Anna Ilczuk, Michał Jarmicki, Wiktor Loga-Skarczewski, Natalia Łągiewczyk, Ewa Skibińska.

Teatr Powszechny, "Ronja, córka zbójnika"

Teatr Powszechny przygotował również propozycję dla najmłodszych widzów. Bohaterka kultowej powieści Astrid Lindgren jest „dzieckiem lasu”, żyje w symbiozie z przyrodą, jest wyczulona na potrzeby i cierpienie zwierząt, w relacjach z ludźmi kieruje się braterstwem i wrażliwością. Musi jednak odnaleźć się w świecie ludzi zarządzanym przez zbójników. Jakie przygody czekają Ronję? Czy jej uczucie do Birka przetrwa mimo konfliktu dwóch zwaśnionych rodów zbójnickich? Czy dzieci mogą wykazać się większą odwagą i otwartością niż dorośli? „Mówili o lesie. Ale nim sama nie zobaczyła, jak jest mroczny i zadziwiający ze swymi szumiącymi drzewami, nie rozumiała, czym jest las. I teraz śmiała się cichutko tylko dlatego, że istnieją rzeki i lasy. Prawie nie była w stanie tego pojąć – oto istnieją ogromne drzewa i wielka woda, i one żyją; czyż na samą myśl o tym można się nie uśmiechać?”

Spektakl online dostępny na platformie VOD Teatru Powszechnego 31.12 o godzinie 16:00. Cena biletu: 30zł. Obsada: Klara Bielawka, Aleksandra Bożek, Michał Czachor, Mamadou Góo Bâ, Andrzej Kłak, Mateusz Łasowski, Oskar Stoczyński, Kazimierz Wysota.

Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, "Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale"

"Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale" to opera komiczna we dwóch aktach oryginalnie przez Wojciecha Bogusławskiego napisana z muzyką Jana Stefaniego, a właściwie singspiel, czyli śpiewogra inspirowana Mozartem i jego "Uprowadzeniem z Seraju" i "Czarodziejskim fletem". Wystawiona po raz pierwszy w 1794 roku w Teatrze Narodowym w Warszawie, i od tego momentu pojawia się regularnie na polskich scenach i w repertuarze opery narodowej, a przez Leona Schillera okrzyknięta została pierwszą operą narodową. Narodowość tego dzieła opiera się na próbie uchwycenia wiejskiego krajobrazu, na wesołych i rubasznych scenach gdzie Krakowiacy, śpiewając uprawiają ziemie i śpiewając biją się za nią. Miłość, intrygi, konflikt klanów, śpiew i taniec. Brzmi to prawie jak scenariusz na musical country albo polskie West Side Story. Bliższy nam aniżeli wydaje się na pierwszy rzut oka.

Transmisja online na stronie internetowej teatru im. J. Słowackiego 31 grudnia, godz. 20:00. Cena biletu: 29zł. Obsada: Tomasz Wysocki, Ewelina Cassette, Dorota Godzic, Lidia Bogaczówna, Katarzyna Zawiślak-Dolny, Agnieszka Kościelniak, Alina Szczegielniak, Mateusz Bieryt, Dominik Stroka, Bożena Zawiślak-Dolny, Daniel Malchar, Antoni Milancej, Rafał Szumera,  Karol Kubasiewicz, Karolina Kazoń, Oskar Malinowski. 

TR Warszawa, "Między nami dobrze jest"

To jeden z największych przebojów TR Warszawa – oblegany przez widzów, chwalony przez krytykę i wielokrotnie nagradzany na festiwalach spektaklem "Między nami dobrze jest" to śmieszny i poruszający portret podzielonego polskiego społeczeństwa, przytłoczonego ciężarem traumatycznej historii, rozdartego między narodową dumę i poczucie wstydu. Za pomocą szalonego, pełnego inwencji języka i ostrego jak brzytwa humoru Masłowska portretuje współczesną Polskę, w której nuworysze, pseudoartyści i medialni celebryci spotykają się z rozczarowaną młodzieżą i żyjącymi na skraju ubóstwa ludźmi z klasy pracującej. Wszyscy próbują utrzymać się na powierzchni toksycznej mieszaniny komercji, katolickiego nacjonalizmu i idealizowanej tragicznej przeszłości. Spektakl Grzegorza Jarzyny, zastępcy dyr. ds. artystycznych TR Warszawa i jednego z najważniejszych polskich reżyserów, oparty jest na sztuce Doroty Masłowskiej – laureatki Nagrody Literackiej NIKE.

Transmisja online na platformie TR Warszawa 31 grudnia o godz. 20:00. Cena biletu: 49,90zł. Obsada: Aleksandra Popławska, Lech Łotocki, Magdalena Kuta, Maria Maj, Natalia Kalita, Agnieszka Podsiadlik, Justyna Wasilewska, Adam Woronowicz, Rafał Maćkowiak.

Teatr Studio, "Powrót Tamary"

Cezary Tomaszewski wraca do jednego z najbardziej legendarnych przedstawień w historii Teatru Studio, wystawionej oryginalnie w 1990 roku „Tamary”. I odnajduje jej mroczną tajemnicę, ukrytą pod powierzchnią atrakcyjnej fabuły opowieść o narodzinach faszyzmu. Rok 1919. Gabriele D’Annunzio wraz z weteranami pierwszej wojny światowej zajmuje Rijekę i na niewiele ponad rok powołuje niezależną Regencję Carnaro. Ten gest jest odpowiedzią na niezrealizowane aspiracje Włochów tego regionu, którzy wpuszczają poetę-żołnierza do miasta i nazywają go swoim Il Comendante. Wolne miasto Fiume staje się państwem, którego konstytucja zakłada organizację życia społecznego przez muzykę, dni rozpoczynają się odczytami poezji z balkonu, mieszkańcy sami siebie nazywają piratami, a co za tym idzie w modę wchodzą czarne koszule z trupimi czaszkami. Rok 1927. Polska malarka Tamara Łempicka odwiedza D’Annunzia w jego posiadłości - Vittoriale degli Italiani – podarowanej mu przez Benito Mussoliniego. Prowadzący namiętną korespondencję z Tamarą poeta liczy na bliższe spotkanie. Jak dokumentuje jednak jedna z wielu kochanek Il Comendante – Aelis Mazoyer, Łempicka nie ulega zalotom artysty. Rok 1990. W warszawskim teatrze Studio Waldemar Dąbrowski produkuje, a Maciej Wojtyszko reżyseruje pierwszy prawdziwie „kapitalistyczny” spektakl w Polsce. „Tamara” na podstawie dramatu Johna Krizanca staje się wydarzeniem dla aspirujących do miana elity mieszkańców Warszawy. Spektakl przyciąga swoją nieoczywistą formą – grany jest w całym teatrze, a widzowie mogą śledzić wybraną postać i jej losy. W ramach spektaklu przewidziana jest kolacja organizowana przez hotel Holiday Inn. Odbija się to na cenach biletów – gdyby spektakl odbywał się dziś, trzeba by było zapłacić za niego około 400 zł. W przedstawieniu kwestie dotyczące sentymentu, jakim bohaterowie obdarzają czasy Regencji Carnaro, a także wątki dotyczące rodzącego się faszyzmu włoskiego ustępują wątkom obyczajowym i sensacyjnym. Rok 2020. Sto lat po zajęciu Rijeki i trzydzieści po premierze „Tamary”. W teatrze Studio powstaje spektakl w reżyserii Cezarego Tomaszewskiego opierający się na fenomenie przedstawienia z 1990 roku i wydobywający z niego zaniechane wątki. Młody faszyzm lat 20. sąsiaduje tu bezpośrednio z młodym kapitalizmem lat 90.

Transmisja online na platformie VOD Teatru Studio 31.12.2020 od godziny 19:00. Cena biletu: 20zł. Obsada: Jan Peszek, Sonia Roszczuk, Monika Świtaj, Dominika Biernat, Monika Obara, Marcin Pempuś, Bartosz Porczyk, Marta Zięba, Filip Perkowski, Mateusz Smoliński. 

Studio Buffo, koncert sylwestrowo-noworoczny

  1. Kultura

Facet w kryzysie. Monodram "Agamemnon" w Teatrze Słowackiego w Krakowie

Fot. Bartek Barczyk
Fot. Bartek Barczyk
Pomimo rygorystycznych obostrzeń i braku możliwości realizacji programu artystycznego w obecności publiczności, krakowski Teatr im. Juliusza Słowackiego nie poddaje się. W piątek 18 grudnia będzie miała miejsce premiera – na żywo, transmitowana online ze Sceny Domu Machin. To monodram „Agamemnon” w reżyserii Szymona Kaczmarka. 

Ojciec, władca, mąż, dowódca. Ten mityczny archetyp stanowi dla Rodrigo Garcíi punt wyjścia w starciu z publicznością. Sam tytuł powoduje, że bohater jego tekstu staje się kimś więcej niż robiącym zakupy ojcem rodziny. Przypomina Michaela Douglasa z filmu "Upadek", któremu poszczają wszelkie hamulce. Nie jest w stanie znieść kłamstw, płytkości i małości otaczającej go rzeczywistości. Poddaje brutalnej terapii wszelkie więzi społeczne i rodzinne. Ktoś tu nie wytrzymuje? W kimś odzywa się głęboko skrywana frustracja? Ktoś tu nie daje rady? Ale czy tylko o ekscesy tutaj chodzi?

Obserwujemy rodzaj intymnego rodzinnego eksperymentu, który, choć drastyczny, powoduje rodzaj antycznego katharsis. Ma doprowadzić nas do oczyszczenia. Ma rozbroić tykające w nas bomby. Ta antyczna funkcja teatru jest miarą tego tekstu. Monolog, jeden aktor, potok słów i gestów. Na scenie ojciec i jego rodzina, którą stanowią hiperrealistyczne sylikonowe lalki. To monodram Marcina Kalisza. Agamemnon jest dziwaczną czarną komedią z wielkim potencjałem komicznym oraz ostrą jak żyletka diagnozą rzeczywistości. Bo czy można zbudować model współczesnego świata przy użyciu skrzydełek z KFC? Nasz bohater próbuje.

Więcej informacji o spektaklu oraz zakup dostępu do streamingu na stronie teatrwkrakowie.pl.