1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Unikalne portrety Cate Blanchett z Festiwalu Filmowego w Wenecji

Unikalne portrety Cate Blanchett z Festiwalu Filmowego w Wenecji

Cate Blanchett (Fot. Greg Williams)
Cate Blanchett (Fot. Greg Williams)
Zobacz galerię 20 Zdjęć
77. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Wenecji dobiegł końca. Podczas tegorocznej edycji królowała ona - zjawiskowa Cate Blanchett, przewodnicząca jury i globalna ambasadorka Armani Beauty. Marka podzieliła się z nami ekskluzywnymi fotografiami zza kulis tego ważnego dla światowej kinematografii wydarzenia. Najbardziej intymne momenty Cate Blanchett z tegorocznego festiwalu uwiecznił brytyjski fotograf gwiazd Greg Williams. Zapraszamy do naszej galerii!

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Materiał partnera

Wywoływanie zdjęć – przewodnik dla początkujących

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Zdjęcia cyfrowe mają wiele zalet, ale warto również wywoływać ulubione fotografie, by wyeksponować je w domu lub zgromadzić w wygodnym w przeglądaniu albumie. Obecnie odbitki można zamówić online, w łatwy  sposób wybierając ich parametry, takie jak rozmiar, kadrowanie czy rodzaj papieru. Wbrew pozorom ma to całkiem duże znaczenie. Dowiedz się, na jakim papierze warto wywoływać zdjęcia.

Mat czy błysk?

Jedną z najważniejszych decyzji, jaką musisz podjąć przy zamawianiu wydruków zdjęć, jest ta dotycząca wykończenia papieru. Zarówno odbitki błyszczące, jak i odbitki matowe mają swoich zwolenników, a ich zalety są zgoła odmienne. Odbitki błyszczące to:
  • gładka powierzchnia,
  • żywe, wyraziste kolory, głębokie czernie
  • bardzo dobre odwzorowanie szczegółów,
  • świetny wybór do albumów.
Z kolei odbitki matowe wyróżniają się:
  • powierzchnią odporną na odciski palców i drobne uszkodzenia,
  • delikatniejszą kolorystyką,
  • brakiem refleksów świetlnych utrudniających oglądanie,
  • idealnymi parametrami do ekspozycji w ramkach, choć mogą być przechowywane również w albumach, a nawet „luzem” w pudełkach
To jednak nie wszystko! Jeśli decydujesz się na wywoływanie zdjęć online, możesz wybrać papier o wykończeniu jedwabistym. Nie odbija on światła podobnie jak ten matowy, dlatego wykonane na nim wydruki dobrze prezentują się w ramkach. Ma jednak unikalną fakturę, która sprawia, że fotografie prezentują się bardzo elegancko, jak wykonane przez profesjonalistę. Papier jedwabisty doda szyku Twoim ujęciom, dlatego często wykorzystuje się go podczas drukowania zdjęć ślubnych i innych ważnych pamiątek.

Zwróć uwagę na jakość papieru foto!

Dobranie właściwego papieru, na którym zostaną wydrukowane Twoje zdjęcia, jest wbrew pozorom bardzo istotnym czynnikiem podczas zamawiania zdjęć. W końcu przecież każdemu zależy, aby ulotne chwile złapane na fotografiach zachowały trwałość i niezmienną jakość na lata, by mogły się nimi cieszyć następne pokolenia. Dlatego jakość stosowanego w laboratorium fotograficznym materiału ma ogromne znaczenie.

W ofercie niemal każdego fotolabu znajdziesz papier w jakości standard oraz premium. Te dwa rodzaje nośnika różni przede wszystkim grubość (gramatura). Papier standardowy jest cieńszy i tańszy. Nie oznacza to jednak, że jest nietrwały. To nośnik wysokiej jakości, który idealnie nadaje się do wydruku różnych typów zdjęć, w szczególności mniejszych formatów. Przy wywoływaniu większych ilości możesz liczyć na bardzo przystępną cenę.

Papier premium jest nieco grubszy, dzięki czemu uzyskane odbitki sprawiają wrażenie bardziej solidnych. Jego dużą zaletą jest większa przestrzeń kolorystyczna. Za jej sprawą wydruki są znacznie żywsze i prezentują się bardziej profesjonalnie. To wybór dla tych, którym zależy na dokładnym odwzorowaniu każdego detalu zdjęcia oraz wydobyciu jego atutów.

W ofercie Foto Fujifilm znajdziesz również papier profesjonalny. To najgrubszy wariant, który gwarantuje uzyskanie doskonałych parametrów odwzorowania obrazu, głębokiej czerni, nasyconych barw i maksymalnej ostrości. To właśnie na takim nośniku drukowane są zdjęcia zawodowych fotografów. Pozwala on na wyeksponowanie ich wszystkich walorów.

Ostatnim rodzajem nośnika jest papier fotograficzny velvet o matowym wykończeniu i aksamitnej powierzchni. To dobry wybór dla ujęć, którym chcesz dodać elegancji, w szczególności zaś zdjęć artystycznych. Odbitki na papierze velvet mogą być eksponowane bez oprawiania w szkło i uzyskują unikalny charakter. Wyróżniają się też miękką kolorystyką.

Kadrowanie

Ostatnim, jednak równie ważnym parametrem przy zamawianiu zdjęć jest możliwość ich kadrowania, nawet na zwykłych odbitkach. Nie każdy zdaje sobie sprawę, że większość fotografii, które obecnie wykonujemy smartfonem, ma spore różnice w proporcjach kadru w porównaniu do klasycznej odbitki 10x15 (format pocztówkowy). Ma to szczególne znaczenie w przypadku kadrów, w których znaczące elementy obrazu są na jego skraju. Takie istotne części zdjęcia są automatycznie ucinane. Dlatego warto poszukać serwisu, który umożliwia kadrowanie każdej fotografii indywidualnie. Na Foto Fujifilm masz pełną kontrolę nad tym, jak będą finalnie wyglądać Twoje zdjęcia na odbitkach.

  1. Kultura

Helmut Newton - władza, sława, bogactwo

„Crocodile Eating Ballerina”, Wuppertal (1983). (Fot. materiały prasowe; Helmut Newton Estate)
„Crocodile Eating Ballerina”, Wuppertal (1983). (Fot. materiały prasowe; Helmut Newton Estate)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Helmut Newton, jedna z największych i najbardziej kontrowersyjnych gwiazd fotografii modowej. Gdyby żył, skończyłby w tym roku sto lat. Jego dorobek jest nie tylko zbiorem wybitnych prac, lecz także przyczynkiem do dyskusji o seksizmie, przemianach wrażliwości i ewolucji wizerunku kobiety w społeczeństwie.

Stulecie urodzin to pretekst do organizowania mu wystaw, premiery poświęconego mu filmu dokumentalnego, ale też do rozliczeń z jego twórczością. W Toruniu możemy oglądać jego retrospektywę. Tytuł wystawy „Lubię silne kobiety” to cytat. Newton powtarzał tę deklarację przez całe życie, nierzadko w odpowiedzi na zarzuty o seksizm. Czy mówił szczerze?

Ulubiona bohaterka jego fotografii to rzeczywiście kobieta na swój sposób silna – supermodelka o nierealnie długich nogach, nienagannej urodzie, o wyzywającym wyrazie twarzy, prawdziwa walkiria stylu i seksapilu. Newton nie był zainteresowany zwykłymi ludźmi, fascynowali go „nadludzie”, a dokładniej mówiąc – „nadkobiety”. Patrząc na niektóre jego zdjęcia, trudno nie pomyśleć o kulcie ciała i siły, którym przesycona była sztuka III Rzeszy. To skojarzenie jest tak mylące, jak to tylko możliwe. A jednocześnie na swój sposób słuszne, nazizm wywarł bowiem ogromny wpływ zarówno na wrażliwość, jak i losy fotografa.

„Rue Aubriot”, fotografia Helmuta Newtona dla marki Yves Saint Laurent, Paryż (1975). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate) „Rue Aubriot”, fotografia Helmuta Newtona dla marki Yves Saint Laurent, Paryż (1975). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate)

Kwintesencja piękna

Zanim został Newtonem, nazywał się Neustädter. Urodzony w 1920 roku w Berlinie w rodzinie przedstawicieli żydowskiej burżuazji, pierwszy aparat zdobył w wieku 12 lat. Dwa lata później odmówił uczęszczania do szkoły. Po następnych dwóch był już asystentem Yvy, pierwszej kobiety, której udało się w Berlinie przebić na rynku fotografii modowej. Berlin, w którym przyszedł na świat, uchodził za najbardziej dekadenckie miasto w Europie. Berlin, w którym dojrzewał – po dojściu Hitlera do władzy – stał się miastem niebezpiecznym, szczególnie dla młodego Żyda. W swej autobiografii fotograf wspomina narastający terror i grozę tamtych lat, przyznaje się jednak do swego rodzaju fascynacji estetyką reżimu. Wrażenie robiły na nim filmy Leni Riefenstahl, ulubionej reżyserki Hitlera. Jej prace, na czele ze słynnym dokumentem o olimpiadzie w 1936 roku, są kwintesencją nazistowskiej idei piękna. Młody Helmut wyciągnął z lekcji Riefenstahl swoje wnioski i nie wszystkie spodobałyby się hitlerowskim piewcom czystości rasy, zdrowia i siły. Wiele lat później, już po wojnie, miał zresztą okazję podyskutować o tym z Riefenstahl osobiście, kiedy spotkał się z reżyserką, by zrobić jej portret.

Tymczasem rodzina Neustädterów musiała uciekać z Niemiec. Rodzice udali się do Argentyny, on sam zaokrętował się na statek płynący do Chin, ale utknął w Singapurze. Próbował szczęścia jako fotoreporter prasowy, ale mu się nie powiodło. Po wybuchu drugiej wojny światowej brytyjskie władze kolonialne wysłały go wraz z innymi obywatelami Niemiec do obozu internowania w Australii. I to tam Helmut Neustädter stał się Helmutem Newtonem. Już w powojennym Melbourne otworzył studio fotograficzne. Poznał też miłość swojego życia, June Browne, aktorkę, modelkę i fotografkę, znaną pod pseudonimem Alice Springs. Newton lubił kreować się na kobieciarza, co nie przeszkodziło mu stworzyć związku, w którym wytrwał do końca swego 84-letniego życia. June towarzyszyła mu w życiu i pracy, współorganizując sesje, kuratorując wystawy i menedżerując karierę nie tylko swoją, lecz także męża.

„David Lynch and Isabella Rossellini”, Los Angeles (1988). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate) „David Lynch and Isabella Rossellini”, Los Angeles (1988). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate)

Ryzykowna ścieżka

Było czym się zajmować, bo jego kariera nabierała rozpędu. Został zauważony przez redakcję brytyjskiego „Vogue’a” i ściągnięty do Londynu. Nie spodobało mu się tam, przeniósł się więc do Paryża. Zaczynały się lata 60., dekada obyczajowej rewolucji. Newton był na nią gotowy. Fotografia modowa często igra z erotyką, ale on wzniósł tę grę na nowy, nieznany wcześniej poziom. Przyprawiał swoje sesje aluzjami do kultury sado-maso, równie obficie korzystając z lekcji estetyki nazistowskiej, którą, chcąc nie chcąc, odebrał za młodu. Jego przewrotność polegała na przywłaszczeniu sobie wypracowanego w hitlerowskich Niemczech stylu po to, by go „zdeprawować”, odrzeć z figowych listków ideologii i odsłonić nagą, cyniczną prawdę: tym co, ludzi naprawdę ekscytuje, tym, co ich podnieca, jest dominacja nad innymi, a seks, bogactwo albo sława to tylko różne synonimy tego samego pojęcia: władzy. Nic dziwnego, że jego zdjęcia gorszyły odbiorców, ale im się podobały, a mówiąc dokładniej: podobały się właśnie dlatego, że były gorszące. Ta ryzykowna ścieżka już w latach 60. zaprowadziła go na szczyt, choć nieraz próbowano go z tych wyżyn strącić. Obrońców dobrego smaku do białej gorączki doprowadzały flirty gwiazdora z kiczem. Feministki krytykowały wizerunek kobiety zredukowanej do roli seksualnego obiektu.

„Arena” dla „New York Timesa”, Miami (1978). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate) „Arena” dla „New York Timesa”, Miami (1978). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate)

Jeden z paradoksów jego twórczości polega właśnie na tym, że choć pracował przede wszystkim dla pism przeznaczonych dla kobiet, jego fotografie należą bez reszty do uniwersum męskiego spojrzenia i męskich erotycznych fantazji, lęków, fetyszów. Bohaterki inscenizacji Newtona rzeczywiście grają często role kobiet „silnych” i erotycznie dominujących, ale jednocześnie niepokojąco przypominają lalki – realistyczne zabawki w rękach dużego chłopca, który bawi się nimi przed obiektywem aparatu. Znamienne, że w swej późnej twórczości artysta eksperymentował z zastępowaniem żywych modelek manekinami i lalkami z sex shopów.

W nakręconym na stulecie urodzin fotografa dokumencie „Helmut Newton. Piękno i bestia” wypowiadają się: Claudia Schiffer, Isabella Rossellini, Grace Jones i wiele innych kobiet, które miały okazję pracować z Newtonem. Wszystkie mówią zgodnie, że choć namawiał je nierzadko do robienia przed obiektywem rzeczy perwersyjnych, nigdy nie czuły się przez niego poniżone czy uprzedmiotowione. Sam Newton tłumaczył, że to, co przedstawia na zdjęciach, jest inscenizowaną fikcją, która dotyka jednak pewnej niewygodnej prawdy: bogactwo, uroda, władza i erotyka po prostu są takie, jakimi je ukazuje – podniecające, okrutne i niebezpieczne. Osławiona redaktorka naczelna amerykańskiego „Vogue’a”, Anna Wintour, również występuje w roli jego adwokatki. Przyznaje jednak, że dziś taka fotografia, jaką uprawiał, byłaby już nie do pomyślenia. W latach 60. Newton wystawiał na próbę granice obyczajowej przyzwoitości. Dziś nie zmieściłby się w kryteriach politycznej poprawności. Jak na epokę #MeToo i #BlackLivesMatter jego twórczość jest zbyt maczystowska, zbyt biała, ostentacyjnie elitarna.

Portret fotografa: Helmut Newton pozuje z Sylvią Gobbel (1981). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate) Portret fotografa: Helmut Newton pozuje z Sylvią Gobbel (1981). (Fot. materiały prasowe/ Helmut Newton Estate)

Przybysz z innej epoki

W 2004 roku Helmut Newton zasłabł w Hollywood za kierownicą i zginął w wypadku samochodowym. Przebył w życiu daleką drogę od pogrążającego się w cieniu nazizmu Berlina lat międzywojennych do świata XXI wieku, Internetu, cyfrowych aparatów i nowych wyobrażeń o seksualności, kobiecości oraz o tym, co jest, a co nie jest etyczne w fotografii. Dziś wydaje się przybyszem z innej, odległej epoki. Ten dystans nie unieważnia jednak przyjemności zagłębiania się w perwersyjne, niepoprawne politycznie uniwersum jego fotografii. Jest to przyjemność grzeszna, może i godna potępienia, ale zarazem niezaprzeczalna. Podobnie jak niezaprzeczalne są osiągnięcia Helmuta Newtona, który – jak mało który fotograf w XX wieku – rozumiał, że piękno niekoniecznie musi iść w parze z dobrem.

Wystawa „Helmut Newton: Lubię silne kobiety” w CSW Znaki Czasu w Toruniu potrwa do 28 marca 2021 roku.

Rubryka powstaje we współpracy z Jankilevitsch Collection.

  1. Materiał partnera

Prezent na święta? A może to coś więcej. Przyłącz się do akcji Answear

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Święta Bożego Narodzenia to czas, kiedy każdy z nas ma trochę więcej czasu dla siebie i swoich bliskich, to czas refleksji i przemyśleń. Dlatego marka Answear postanowiła zaprosić swoich fanów i klientów do akcji #CatchTheCharity z której całkowity dochód zostanie przekazany na wskazanych przez klientów sklepu dom dziecka.

Na początku był konkurs fotograficzny

Akcja charytatywna, do której zaprasza marka, została zapoczątkowana przez konkurs fotograficzny, który trwa nieprzerwanie od marca 2020, a wynikiem którego, jest nadesłanie ponad 15 000 zdjęć ukazujących najciekawsze momenty z życia ludzi skupionych wokół marki. Widząc zaangażowanie osób nadsyłających zdjęcia, Answear postanowił przekuć to na kolejny projekt, który zatrzymanym w kadrze chwilom daje kolejne życie. We współpracy z dwiema graficzkami powstała kolekcja limitowana, w skład której wchodzą plakaty i puzzle. Wszystkie produkty biorące udział w akcji możesz kupić tutaj.

Cały dochód ze sprzedaży tych produktów zostanie przeznaczony na cele pomocowe dla dzieci z domu dziecka.

Tym razem możemy więcej

To nie jest pierwsza inicjatywa marki, ale na pewno pierwsza świąteczna, do której chce zaprosić szersze grono. Bo w myśl hasła #WeAreTheAnswar to właśnie razem tworzymy coś wielkiego, to razem możemy przenosić góry, to razem możemy więcej. Produkty, które weszły w skład kolekcji limitowanej, są idealnym pomysłem na prezent, wykonane z myślą o współczesnych trendach nie tylko będą cieszyć oko, ale także będą przypominać realne wsparcie, jakie dał każdy z klientów, który kupi produkt.

”Pomoc domom dziecka wynika z wieloletniej tradycji pomocy takim ośrodkom, która została zapoczątkowana przez pracowników marki i przez nich samych z ogromnym sercem prowadzona. W tym roku – jakże innym od poprzednich, chcemy zaprosić do tej akcji także naszych fanów i klientów. Przygotowane przez dwie artystki Maję Nowakowską i Magdalenę Bażelę, plakaty i puzzle są urealnieniem myśli, że każda chwila, nawet ta uwieczniona na fotografii, może stać się pretekstem do czegoś o wiele większego.” – mówi Joanna Kosman, marketing manager Answear.com

 #WeAreTheAnswar

Zachęcamy Was do nabycia plakatów lub puzzli oraz wskazania domu dziecka, do którego sugerujecie, aby trafiło wsparcie. Możecie to zrobić pod instagramowym postem dedykowanym akcji #CatchTheCharity lub na stronie catchthecharity.answear.com

Answear to sklep multibrandowy zrzeszający ponad 300 marek z całego świata, to miejsce, w którym gromadzą się miliony klientów chcących zaspokoić swoje rozliczne potrzeby związane z odzieżą, butami i dodatkami.

To nie jest jedyny projekt o takim charakterze, którego organizatorem jest marka Answear. Na swoim koncie ma wiele projektów skierowanych do młodych, kreatywnych osób, do których należą między innymi: Bitwa Stylistów, #CatchTheMoment, Manifest Your Style czy wiele innych.

Marka skupia wokół siebie ludzi z pasją, którzy aktywnie współtworzą obraz otaczającego nas świata pop kultury. Takie podejście stanowi niezaprzeczalny wyróżnik Answear i silnie zaczyna plasować go w obszarze szeroko pojętego lifestylu.

  1. Styl Życia

Fotografia przyrody - jak to robią mistrzowie

(Fot. Stefan Christmann/Nature Talks)
(Fot. Stefan Christmann/Nature Talks)
Zobacz galerię 13 Zdjęć
Już w najbliższy weekend 12-13 grudnia odbędzie się festiwal fotografii Nature Talks Photo Festival. W tym roku, ze względu na pandemię, w formule online. Podczas imprezy zostanie ogłoszony Fotograf Przyrody 2020.

Miłośnicy fotografii i przyrody z całego świata połączą się wirtualnie. Nature Talks Photo Festival to wydarzenie poświęcone różnym gatunkom fotografii przyrodniczej: zdjęcia makro, fotografia krajobrazu, zdjęcia przyrody oraz tzw. story.

W tym roku uczestnikom festiwalu biorącym udział w imprezie zostanie udostępniona specjalna platforma do wymiany doświadczeń. W warsztatach mogą wziąć udział profesjonaliści i amatorzy.  25 najlepszych fotografów przyrody na świecie zapowiedziało swoje wykłady, podczas których podzielą się tajnikami swojej pracy i zaprezentują swoje najlepsze prace.

Kursy mistrzowskie poprowadzą w tym roku między innymi: Andrew (Andy) Parkinson z Wielkiej Brytanii - „Sztuka podświetlania”, Johan Lolos (Belgia) - „Wskazówki i triki, jak poprawić swój Instagram”, Emanuele Biggi (Włochy) - „Fotografia makro z szerokim kątem oraz innymi <szaleństwami>”.

W ofercie festiwalu znajduje się również możliwość przeglądu twojego portfolio zorganizowanego przez ekspertów.

Dochody z festiwalu i konkursu przeznaczone jest na wsparcie projektów związanych z ochroną przyrody na małą skalę, takich jak na przykład organizacja Butterfly Vlinderstichting lub Photographers Against Wildlife Crime.

Więcej na: www.naturetalks.com/festival-program

  1. Styl Życia

Kaia Gerber i Cindy Crawford - córka i matka o swojej relacji

Cindy Crawford i jej córka Kaia Gerber wyglądają uderzająco podobnie. Nie bez powodu w Internecie mnożą się quizy – zadanie polega na tym, by je rozróżnić. (Fot. Getty Images)
Cindy Crawford i jej córka Kaia Gerber wyglądają uderzająco podobnie. Nie bez powodu w Internecie mnożą się quizy – zadanie polega na tym, by je rozróżnić. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Nie każda córka jest wpatrzona w matkę. Nie każda matka chce uczyć się od córki. Ale relację Cindy Crawford i Kai Gerber tak właśnie można opisać. Obie są supermodelkami, obie odniosły sukces i ciężko na niego pracują. Choć świat lubi widzieć w Kai kopię słynnej matki, ona coraz dobitniej udowadnia, że wzięła z niej to, co najlepsze, ale tworzy już swoją własną historię. 

Piękne, szeroko rozstawione migdałowe oczy w kolorze głębokiego brązu, mocno zarysowane kości policzkowe i opadające na ramiona błyszczące, kasztanowo-miodowe włosy – Cindy Crawford i jej córka Kaia Gerber wyglądają uderzająco podobnie. Nie bez powodu w Internecie mnożą się quizy – zadanie polega na tym, by je rozróżnić. I rzeczywiście, patrząc na zestawienie starych zdjęć Cindy i stylizowanych na vintage fotografii Kai, łatwo się pomylić. Sama Kaia przyznała w jednym z wywiadów, że jako dziewczynka miała potrzebę podkreślania swojej indywidualności i odmienności, także w wyglądzie (raz nawet obcięła sobie sama grzywkę „na Audrey Hepburn”, na której punkcie miała wtedy obsesję) – jednak teraz im więcej znajduje w sobie cech i zainteresowań, które łączą ją z mamą, tym bardziej jest dumna. Bo od zawsze ją podziwiała. Zresztą nie tylko ona.

Diament znaleziony wśród pól kukurydzy

Od początku się wyróżniała. Wiedziała, czego chce, punktualnie zjawiała się na planie zdjęciowym, nie kaprysiła, stroniła od używek. Przez ponad 30 lat kariery nie był z nią związany żaden skandal, czego nie uniknęły jej słynne koleżanki, jak Kate Moss czy Naomi Campbell. Pozostała wierna nie tylko swojemu wizerunkowi (nigdy nie eksperymentowała z kolorem włosów ani stylem ubierania), ale też instytucji małżeństwa (od 22 lat jest związana z biznesmenem Randym Gerberem) czy markom, z którymi współpracuje (między innymi Omedze – od 25 lat). Dla wielu osób Cindy Crawford nadal jest ucieleśnieniem klasycznej, nieprzemijającej urody i wzorem zdrowego, sportowego wyglądu.

Cindy Crawford z mężem Randy Gerberem, córką Kaią i synem Presleyem. (Fot. materiały prasowe Omega: Peter Lindbergh) Cindy Crawford z mężem Randy Gerberem, córką Kaią i synem Presleyem. (Fot. materiały prasowe Omega: Peter Lindbergh)

Wychowana w niewielkim amerykańskim miasteczku w hrabstwie DeKalb w Illinois jako nastolatka dorabiała, pracując przy zbiorach na pobliskich polach kukurydzy. To właśnie tam miała zostać zauważona przez jednego z lokalnych fotografów, który zrobił jej zdjęcia do regionalnej gazety. Dzięki temu dostała pierwsze zlecenia w Chicago. Pozowała do katalogów, reklam pasków i butów. Drzwi do wielkiego świata uchylił przed nią fryzjer, z którym pracowała przy jednej z testowych sesji i który polecił ją prestiżowej agencji Elite. Na jej prośbę w 1986 roku przeprowadziła się do Nowego Jorku. Wielkie miasto, tak dalekie od tego, co dobrze znała w DeKalb, początkowo ją przytłaczało. – To wszystko było dla mnie nowe. Nie potrafiłam nawet zatrzymać taksówki – wspominała z rozbrajającą szczerością w jednym z wywiadów. A świat mody pokochał ją właśnie taką. W tym samym roku trafiła na sesję okładkową do amerykańskiego „Vogue’a”, przed obiektyw słynnego fotografa Richarda Avedona. Miała zaledwie 20 lat, ale w różowej, satynowej bluzce i z nonszalancko przewiązanym szalem wyglądała jak bogini. Nie przeszkadzał w tym nawet słynny pieprzyk, którego tak nie lubiła (między innymi przez wyśmiewające ją z jego powodu szkolne koleżanki) i który chciała usunąć. Ale skoro zaakceptowała go wielka moda, postanowiła go zostawić.

Rozsądna supermodelka

– Uwielbiałam w okładkach Avedona to, że skupiały się na twarzy. Jedną z rzeczy, których mnie nauczył i które przekazałam Kai, była następująca rada: „Za każdym razem, kiedy patrzysz w obiektyw aparatu, miej w głowie jakąś myśl. Nie muszę wiedzieć jaką, ale nie chcę pustego wyrazu twarzy” – wspomina Cindy. Przełomem w jej karierze była kultowa już okładka brytyjskiego „Vogue’a” ze stycznia 1990 roku. Odpowiedzialny za nią był Peter Lindbergh. Dostał zadanie – sfotografować modelkę, która miała zostać twarzą nowej dekady. Niemiecki fotograf nie mógł i nie chciał decydować się na jedną. Postanowił pokazać, że piękna nie można zamknąć w sztywne ramy. Wybór padł na pięć nazwisk, które zdaniem Lindbergha były wówczas najbardziej inspirujące – Christy Turlington, Linda Evangelista, Naomi Campbell, Tatjana Patitz i oczywiście Cindy Crawford. Efekt zachwycił. Okładka była zaprzeczeniem wszystkiego, z czego słynęły lata 80., symbolem nowego początku. Zamiast przestylizowanych kobiet z natapirowanymi włosami i kolorowym, mocnym makijażem czytelnicy zobaczyli pięć naturalnych młodych dziewczyn pozujących w minimalistycznych stylizacjach na ulicy Nowego Jorku. Z czarno-białej fotografii biły świeżość i spokój. O modelkach na niej pozujących momentalnie zrobiło się głośno. Niedługo po ukazaniu się numeru odezwał się do nich George Michael z propozycją, by wystąpiły w teledysku do jego najnowszego singla, „Freedom! ’90”. Na plan w Londynie leciały pierwszą klasą najnowszego samolotu typu Concorde. Crawford razem z koleżankami stały się popsensacją, znanymi na całym świecie osobistościami i pierwszymi prawdziwymi supermodelkami. W efekcie ich gaże poszybowały do nieznanych wcześniej kwot. „Mamy z Christy [Turlington] takie powiedzenie: nie wstajemy z łóżka za mniej niż 10 tysięcy dolarów dziennie” – mówiła Linda Evangelista. A jednak to właśnie Cindy Crawford w 1995 roku została ogłoszona przez magazyn „Forbes” najlepiej zarabiającą modelką świata z roczną pensją wynoszącą blisko 9 milionów dolarów. Obecnie, po prawie trzech dekadach, tytuł ten należy do Kendall Jenner, jednej z pięciu sióstr z klanu Kardashian. Tuż za nią plasują się siostry Hadid i Cara Delevingne. Kaia, która we wrześniu skończyła 18 lat, znalazła się na miejscu 14., z trzema milionami dolarów rocznie na koncie. Popularne są też Hailey Bieber (née Baldwin), Iris Law (córka Jude’a) czy Adwoa Aboah. Tym samym nastała nowa era modelek, które oprócz nienagannej sylwetki, ślicznej buzi i wyczucia stylu, często mogą pochwalić się wpływowymi rodzicami i rozpoznawalnym nazwiskiem.

Zmiana warty

Kaia miała zupełnie inny start w branży niż Cindy. Otrzymała złoty bilet na wybiegi topowych światowych projektantów – największe marki niczym w blokach startowych czekały, aż skończy 16 lat. Zaledwie cztery dni po osiągnięciu ustawowego wieku, który pozwala modelce uczestniczyć w pokazach, zadebiutowała na wybiegu kolekcji Calvina Kleina 205W39NYC Rafa Simonsa. W tym samym sezonie (wiosna–lato 2018) chodziła między innymi w pokazach: Marca Jacobsa, Burberry, Alexandra Wanga, Coach, Prady, Chanel (który otwierała), Fendi, Moschino, Saint Laurent i Alexandra McQueena. Dużym przeżyciem musiał też być ten dla Versace, który w hołdzie dla Gianniego zamykały supermodelki lat 90., w tym jej mama. – Myślę, że tym, co pociągało mnie w modelingu, był fakt, że skoro i tak moje zdjęcia pojawiały się w gazetach z racji tego, czyją córką byłam, chciałam mieć na to jakiś wpływ. Ale mama nigdy mnie w tę stronę nie popychała – mówiła w jednym z wywiadów. Świat mody upomniał się o nią, już kiedy była dziewczynką. Nie mogła chodzić po wybiegu, ale za zgodą rodziców mogła przecież występować przed obiektywem. I tak już w wieku dziesięciu lat została twarzą kampanii Versace linii junior. Pięć lat później pozowała do zdjęć reklamujących zapach Daisy Marca Jacobsa i zadebiutowała jako aktorka w filmie „Sister Cities”. Od 2017 roku wszystkie drzwi stały przed nią otworem. Rok później odebrała prestiżową nagrodę Fashion Awards w kategorii modelka roku (z mównicy podziękowała rodzicom), a także, wspólnie z Karlem Lagerfeldem, stworzyła kolekcję KarlxKaia. Nic dziwnego, że praktycznie całą szkołę średnią zaliczyła online… Kaia Gerber ma wszystko, co jest wymagane, by być modelką – jest naturalnie piękna, wysoka, niebanalnie prezentuje się na zdjęciach i doskonale chodzi po wybiegu. Nie ma wątpliwości, że cenne umiejętności wyssała z mlekiem matki. Ma też coś, co zawsze się przydaje – zna ten biznes od podszewki. – Dla mnie modeling nie był obcym światem. Czułam, że go rozumiem. Wiedziałam, w co się pakuję, więc było to dla mnie zdecydowanie mniej przerażające. Bardzo cenię kobiety, takie jak moja mama i inne dziewczyny, które wchodząc do branży, nie wiedzą o niej nic. Miałam wyjątkowe doświadczenie, ale nieważne, jak dobrze byłabym przygotowana, wielu rzeczy i tak musiałam się nauczyć sama – przekonywała niedawno. Jak podkreśla, nigdy nie chciała specjalnego traktowania, a jeśli je jej oferowano, odmawiała. Jest na tym punkcie wręcz przeczulona. – Zawsze, ale to zawsze stawiam się na planie punktualnie. Zapamiętuję nazwiska i imiona wszystkich osób, z którymi pracuję. Czasem aż wychodzę z siebie, żeby pomóc innym – mówi z siłą. Jej predyspozycje i profesjonalizm pozwalają sądzić, że nawet jeśli nie byłaby córką Crawford, mogłaby osiągnąć w branży sukces. Tylko jej droga byłaby wówczas dłuższa i podobna do tej, którą musiała przejść jej matka. Świat, do którego wkroczyła Kaia, ma już niewiele wspólnego z tym, w którym zaczynała Cindy. Supermodelka lat 90. często podkreśla, że tak szalenie teraz ważnych mediów społecznościowych musiała się nauczyć od nastoletniej córki. Gdy ona stawiała pierwsze kroki w modelingu, na sesjach były wyłącznie aparaty analogowe. – Kiedy robisz zdjęcia na kliszy i nie ma monitora, cała uwaga skupiona jest na planie, na modelce. Wszyscy na ciebie patrzą, a ta uwaga sprawia, że starasz się jeszcze bardziej. Później wszyscy zaczęli gromadzić się wokół ekranu, a ja na planie zostawałam sama. To była dla mnie wielka zmiana – tłumaczy Cindy. Kaia w naturalny sposób rozumie technologiczne przemiany i łatwo się wśród nich odnajduje. Na Instagramie śledzi ją obecnie blisko sześć milionów osób. Jej mamę – o milion mniej.

Predyspozycje i profesjonalizm Kai Gerber pozwalają sądzić, że nawet jeśli nie byłaby córką Crawford, mogłaby osiągnąć w branży sukces.(Fot. materiały prasowe Omega: Peter Lindbergh) Predyspozycje i profesjonalizm Kai Gerber pozwalają sądzić, że nawet jeśli nie byłaby córką Crawford, mogłaby osiągnąć w branży sukces.(Fot. materiały prasowe Omega: Peter Lindbergh)

Modelowa rodzina

Pierwszą ich wspólną okładką był francuski „Vogue” z kwietnia 2016 roku. Chwilę potem pojawiły się w grudniowym numerze holenderskiego wydania. Tak samo w naturalny sposób rozpoczęła się współpraca Kai z prestiżową marką zegarków Omega, której Crawford jest ambasadorką. – Gdy miałam około sześciu lat, pojechaliśmy razem, rodzinnie, na igrzyska olimpijskie do Pekinu. Była to jedna z najlepszych wypraw z Omegą w życiu – wspominała Kaia w Paryżu, gdzie trzy lata temu firma ogłosiła współpracę z nastoletnią modelką. Na uroczystości wydawała się trochę wycofana, lekko przytłoczona, ale jednocześnie pewna siebie. Z nogami do nieba i rozświetloną blaskami fleszy twarzą robiła piorunujące wrażenie. Na miejscu odbyła się też premiera najnowszej kampanii Omegi, której twarzami została cała rodzina Gerber-Crawford (Cindy, Randy, Kaia i jej starszy brat Presley). By historia zatoczyła koło, fotografował ich nie kto inny jak Peter Lindbergh. Pytana, jak radzi sobie z sukcesem w tak młodym wieku i czy nie żałuje, że jej dzieciństwo było zbyt krótkie, uspokaja: – Od dziecka byłam najmłodszą osobą w pokoju, i to się nadal nie zmieniło. Mnóstwo czasu spędzałam z rodzicami i ich znajomymi. Można powiedzieć, że byłam dorosłą kobietą w ciele dziewczynki.  Już jako pięciolatka świetnie dogadywałam się z 50-latkami. Dorastając w sielskim i dostatnim Malibu, długo nie zdawała sobie sprawy z popularności matki. Cindy i Randy starali się wychować dzieci z dala od blasków fleszy. Pytany w szkole o zawód rodziców Presley twierdził, że mama nigdzie nie pracuje. Dopiero gdy supermodelka wystąpiła w jednym z odcinków popularnego serialu Disneya „Czarodzieje z Waverly Place” z Seleną Gomez, rodzeństwo uwierzyło, że mama jest sławna. Dla Cindy odpowiednie wykształcenie dzieci było priorytetem. Sama, uzyskawszy stypendium, zaczęła studia na Uniwersytecie Northwestern na kierunku technologia i inżynieria chemiczna, które zmuszona była jednak przerwać. Dzieci wysłała więc do dobrych szkół i zachęcała do czytania i samorozwoju. Kaia mówi biegle po francusku, jest prawdziwym molem książkowym, a w wypowiedziach czaruje elokwencją. W dodatku sprawia wrażenie skromnej i naturalnej. I choć znawcy trendów i ekonomiści wróżą jej nawet bardziej lukratywną karierę od matki, ona podchodzi do tego z dużą pokorą. Jak podkreśla, słowo „supermodelka” nie powinno być obecnie tak powszechnie używane. – Zdecydowanie uważam, że trzeba sobie na nie zasłużyć. Gdy ludzie tak o mnie mówią, myślę, że powinni dać mi jeszcze trochę czasu – tłumaczy. Przez długi czas konsekwentnie odmawiała wywiadów. – Co ma ciekawego do powiedzenia 16-latka?! – tłumaczyła. Dziś jest starsza i coraz bardziej otwiera się na swój temat, mówiąc na przykład, że… nie lubi uzewnętrzniać się przed innymi. W wywiadzie dla magazynu „i-D” wyznała, że taką niewidzialną barierę zbudowała też między sobą a mamą. Nie zwierzała jej się z problemów, nie dzwoniła, gdy była smutna. Kiedy jednak przełamała w sobie opór, okazało się, że mają nie tylko podobne przemyślenia, ale i doświadczenia. Od tego momentu bardzo się zbliżyły. – Mama jest otwarta na świat i ludzi. Ciągle chce się czegoś uczyć, zadaje mi mnóstwo pytań i nie jest w ogóle oceniająca. Potrafimy rozmawiać godzinami. Zrozumiałam, że nie musi być zawsze moją mamą, może być też przyjaciółką. Wspierać, a nie martwić się o mnie – mówi. Bo kiedy jesteś córką znanej osoby, masz łatwiej, ale i trudniej. Zderzasz się z cudzymi oczekiwaniami, z góry ukształtowanymi opiniami, a niekiedy i uprzedzeniami. – Czasem czuję, że najpierw muszę  ludzi rozczarować, by udowodnić, ile jestem warta – przyznaje Kaia. I udowadnia to z coraz lepszym skutkiem. – Nie dziękujcie mi za to, jak niesamowita jest moja córka – przekonywała Cindy, kiedy redaktorka „Vogue'a” pochwaliła profesjonalizm Kai. – Ona taka już się urodziła. To w ogóle nie jest moja zasługa. No, może odrobinę.