1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura

„Inni ludzie” – w rytmie rapu. O filmie rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland

„Inni ludzie” w reżyserii Aleksandry Terpińskiej w kinach od 18 marca. (Fot. materiały prasowe)
Język, jakiego używają bohaterowie filmu „Inni ludzie”, oddaje nie tylko ich zagubienie, ale też rozedrganie współczesnego świata. O tym, co może ich (i nas) uratować, rozmawiają psycholożka Martyna Harland i filmolożka Grażyna Torbicka.

Martyna Harland: Myślę, że film „Inni ludzie” Aleksandry Terpińskiej świetnie oddaje aktualne problemy, o których od lat rozmawiamy. Pokazuje brak bliskości i czułości w związkach. Samotność w relacjach. Seks pornograficzny. Brak możliwości czucia czegokolwiek, a w efekcie podążanie za „więcej, szybciej, mocniej”…
Grażyna Torbicka: Tak, ten obraz jest realistyczny, ale też mocno symboliczny, ponieważ film toczy się w rytmie rapu, podobnie jak powieść Doroty Masłowskiej „Inni ludzie”, na podstawie której powstał. Dla mnie jako widza najciekawsze było właśnie to, czy uda się przenieść rytm opowieści literackiej na rytm opowieści filmowej. Jak nie zgubić tej frazy? Myślę, że reżyserce bardzo dobrze się to udało.

W tytule jest zawarta pewna przekora. Bo jeśli spojrzymy oczami głównego bohatera Kamila (w tej roli znakomity Jacek Beler) na ludzi, którzy żyją w dobrobycie i którym, wydaje się, niczego nie brakuje – to możemy powiedzieć: to są ci „inni”. Z kolei dla Iwonki (równie znakomita rola Soni Bohosiewicz) „innymi” są ci, którzy żyją w blokach, bez żadnych perspektyw na przyszłość, z dnia na dzień – tak jak Kamil, który może tylko pomarzyć o karierze rapera. A przecież ani jedni, ani drudzy nie są wcale „inni” – to jesteśmy my, różne nasze oblicza. Każdy z nas, obywateli XXI wieku, potrzebuje drugiego człowieka, prawdziwego dotyku i naturalności. Tylko zamiast się do tego przyznać, ciągle za czymś gonimy, nawet nie potrafiąc tego nazwać czy zdefiniować, co tylko powoduje jeszcze większe rozedrganie.

A dla Ciebie bohaterowie w tym filmie to są „inni ludzie” czy jednak odnalazłaś tu cząstkę siebie? Do kogo było Ci najbliżej?
Najbliżej było mi do Kamila, ponieważ z ufnością wchodzi w te inne, nie swoje światy. Żyje nadzieją, że właśnie tam odnajdzie coś wartościowego, za czym tęskni i czego pragnie. Chciałby mieć pieniądze, mieszkanie, samochód. Jednak gdy się do tego świata zbliża i poznaje Iwonkę, jego główną reprezentantkę, to widzi, że po drugiej stronie jest dokładnie tak samo jak u niego w środku, wewnętrznie. Dostrzega tę samą pustkę, gorycz i zagubienie.

Kamil i Iwonka są do siebie bardzo podobni. Chociaż ona robi tak wiele, żeby poczuć się lepiej, i wydaje się, że ma ku temu wszelkie warunki, to jednak nic nie jest w stanie zapełnić pustki, którą w sobie nosi. Ani nowy biust, ani romans z młodszym mężczyzną…

„Inni ludzie” w reżyserii Aleksandry Terpińskiej w kinach od 18 marca. (Fot. materiały prasowe)

Mnie właśnie najbardziej poruszyła jej postać. Znudzonej mężatki, która chciałaby jeszcze coś poczuć. Tak bardzo tęskniącej za bliskością i dotykiem. Myślę, że takich Iwonek jest pełno wśród współczesnych kobiet. A do tego te jej wielkie, sztuczne piersi. Nie powiększone, tylko sztuczne.
To młoda, piękna, żądna życia kobieta. Mąż zapewnia jej odpowiedni standard życia, biorąc kolejne kredyty i nieustannie uciekając z domu w pracę. On w ogóle nie istnieje w jej życiu – jest, a jakby go nie było. Zresztą Iwonka też żyje na kredyt, i nawet nie chodzi o kredyt finansowy, tylko kredyt uczuć i emocji. Ona też czerpie zewsząd, ze świata, tylko nie z siebie.

Tak naprawdę ulice tej filmowej Warszawy przepełnione są ludźmi nie ludźmi. Oni jeszcze nie wiedzą, co jest w życiu ważne. Nie znają czułości, nie znają siebie.

Książkę Masłowskiej czyta się jak dobry utwór rapowy. To wszystko płynie, a właściwie zasuwa, poprzez różne powtórzenia czy refreny. Takim refrenem jest w filmie postać Jezusa (Sebastian Fabijański), który przygląda się bohaterom i mówi: „Wszędzie szarzy ludzie, wszędzie szarość”. Oni nie potrafią dostrzec kolorów życia, które są na wyciągnięcie ręki. Widzą tylko konsumpcjonizm, który mieni się złotem.

Co ten rytm filmu robi nam psychologicznie, w jaki sposób na nas wpływa?
Rytm filmu jest jednym z fundamentów kontaktu między dziełem a odbiorcą. Myślę, że ogromna grupa widzów nie będzie potrafiła czy nie zechce znaleźć kontaktu z tą frazą. To samo dotyczy prozy Doroty Masłowskiej, która ma miliony czytelników, ale też przeciwników, ponieważ jest to bardzo specyficzny sposób spojrzenia na świat, ludzi i relacje i opowiadania o nich. Akurat mnie się podoba.

Rap wydaje mi się idealny do opowiedzenia tej historii. To współczesny język XXI wieku, identyfikuje się z nim ogromna grupa pokoleniowa. Rozmawiałam o tym kiedyś z Krzyśkiem Skoniecznym, reżyserem serialu „Ślepnąc od świateł”, ale też performerem zainteresowanym interdyscyplinarnym podejściem do sztuki. Teksty raperów dotykają prawdy, są z życia wzięte. Ja ufam rapowi. Co nie zmienia faktu, że – jak już wspomniałam – niektórzy nie będą w stanie za tym podążać, bo to nie jest ich język i nie jest to spokojna opowieść.

Myślę, że we współczesnym świecie to duży plus, bo film dotrze do ludzi młodych. Chyba potrzebujemy dzisiaj w kinie mocnego uderzenia, żeby w ogóle coś poczuć, przeżyć.
Ten film został skonstruowany właśnie w taki sposób, choć przecież istnieje też kino, które operuje bardzo spokojną narracją, równie mocno trafiającą do widza. Tutaj widzimy ludzi zagubionych, którzy nie mają poczucia szczęścia ani miłości, chociaż bardzo tego łakną. Ludzi, którym wydaje się, że lepiej jest zawsze w tym innym świecie, u innych. Ale tam też tego nie znajdują. Bo nie szukają w tym miejscu, co trzeba – czyli w sobie.

Czy kiedy rozglądasz się wokół siebie, to widzisz wielu zagubionych ludzi?
Problem polega na tym, że wielu z nas nie zdaje sobie sprawy ze swojego zagubienia. Uważamy, że wszystko w naszym życiu idzie dobrze, tak jak chcieliśmy. I pogrążamy się w tym zagubieniu coraz bardziej. W powierzchownym i wirtualnym kontakcie na Facebooku czy Instagramie. A jeśli chcielibyśmy dotknąć prawdziwego przyjaciela, to wśród tych tysięcy i milionów nie znajdziemy nikogo. To jest właśnie nasz świat.

Pewnym przełamaniem w filmie jest dla mnie scena pod koniec, gdy spod dresu Kamila wystaje biała koszula. Myślę, że to jest symboliczne. Wcześniej Kamil szukał swojej szansy, buntował się i ubierał się tylko w dres. W końcu jednak zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę chciałby być ze swoją dziewczyną Anetą. Że to jest dla niego najważniejsze. Jak myślisz, co wpłynęło na tę przemianę?
Kamil zrozumiał, że najważniejsza jest w związku prawda. Nie chcę tutaj używać słowa „miłość”, bo tu nie chodzi o nią, tylko o takie zatrzymanie, czułość i nieobojętność ze strony drugiego człowieka. Iwonka również tęskni za nieobojętnością. Pod koniec filmu Kamil zaczyna wreszcie szukać siebie w swoim świecie, zaczyna tam zaglądać, a nie uciekać, jak do tej pory, gdzie indziej.

Tak wygląda droga do samoświadomości. Myślę, że to właśnie tego brakuje wszystkim bohaterom w tym filmie – świadomości siebie.
Tak, w momencie, o którym mówisz, Kamil odzyskuje samoświadomość, a w każdym razie zbliża się do niej, rozumie, że coś takiego w ogóle istnieje.

Czy ten film może być terapeutyczny dla młodych ludzi – choć nie tylko – by mogli to wreszcie zobaczyć? Oczywiście drugi człowiek też jest dla nas lustrem. Ale ostatecznie trzeba i tak zajrzeć w oczy samemu sobie.
Myślę, że dzisiaj jest bardzo dużo młodych osób, które oglądają siebie tylko poprzez pryzmat tego, jak widzą ich inni. Nie potrafią sami siebie zaakceptować. Wolą lustro ekranu Androida albo iPhone'a. A tam są różne filtry, które dają każdemu szansę na to, żeby stał się ideałem ze swojej wyobraźni. Dlatego później przychodzą: smutek, nieszczęście, niezadowolenie i rozczarowanie.

Iwonka nie potrafi spojrzeć na siebie w lustrze odważnie. A przecież ma w sobie siłę! Uważam, że jest fascynującą kobietą, tyle że poznajemy ją w momencie, gdy ulega temu, jak chcą ją widzieć inni…

Grażyna Torbicka, dziennikarka, krytyczka filmowa, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi” w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996–2016 autorka cyklu „Kocham Kino” TVP2.

Martyna Harland, autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” TVP2.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze