1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura

W życiu zawsze trzeba grać vabank. „Książę” z Jimem Broadbentem i Helen Mirren już w kinach

Helen Mirren i Jim Broadbent jako Państwo Buntonowie w filmie „Książę” (Fot. materiały prasowe)
Laureaci Oscara – Jim Broadbent i Helen Mirren – w zabawnej i wzruszającej opowieści o tym, że w życiu zawsze trzeba grać vabank. „Książę”, film producenta „Boskiej Florence” „Judy”, „Królowej” czy „Żelaznej damy”, to oparta na prawdziwych wydarzeniach komedia o zwykłym człowieku, który, niczym Robin Hood, ośmieszył brytyjskie władze dokonując zuchwałej kradzieży pewnego arcydzieła w szczytnym celu.

W 1961 roku Kempton Bunton, niepozorny brytyjski 60-letni taksówkarz, wykradł z Galerii Narodowej w Londynie ceniony obraz namalowany przez mistrza Francisco Goyę: „Portret księcia Wellingtona”. Była to pierwsza tego typu sytuacja w historii tej renomowanej instytucji – i do dziś pozostaje jedyną kradzieżą w jej obecnie niemal 200-letniej historii. Mężczyzna zaczął niedługo potem wysyłać żądania okupu, w których wyraźnie zaznaczał, że chętnie zwróci słynny obraz olejny pod jednym warunkiem: brytyjski rząd ma zainteresować się na poważnie dobrobytem emerytowanych obywateli Wielkiej Brytanii.

Jim Broadbent jako Kempton Bunton w filmie „Książę” (Fot. materiały prasowe)

Okazało się, że od Bunton od dawna wzywał polityków do zapewnienia emerytom dostępu do bezpłatnej telewizji, którą uważał za istotną kwestię w życiu zasłużonych i zmęczonych życiem starszych osób. To, do czego doszło w kolejnych dniach, tygodniach, miesiącach oraz latach, sprawiło, że narodziła się nowa wersja legendy o Robin Hoodzie, który zabrał możnym po to, by zapewnić biednym to, co według niego im się należało. Prawda miała jednak kilka oblicz. Prawdziwa historia, zaprzeczająca w wielu aspektach utrwalonej legendzie Kemptona, ujrzała światło dzienne aż pół wieku później. Pośród istniejących mitów jedyną prawdą była ta, że Bunton był dobrym człowiekiem, który postanowił zmienić świat i uratować własne małżeństwo za pomocą słynnego obrazu.

W 2021 roku minęło równe 60 lat od kradzieży namalowanego przez Goyę „Portretu księcia Wellingtona” z londyńskiej Galerii Narodowej, jednakże przed „Księciem” nikt inny nie podjął się przeniesienia tej niesamowitej historii na ekrany kin. Proces rozpoczął się wraz z emailem, który brytyjska producentka Nicky Bentham otrzymała pewnego dnia od Christophera Buntona, wnuka Kemptona. Mężczyzna opisał w nim pokrótce historię dokonań swojego dziadka i wyjaśnił, dlaczego uważa, że jest to doskonała podstawa dla podnoszącego na duchu filmu.

„Nie potrafiłam uwierzyć w to, co czytam. Historia wydawała się zbyt szalona, by mogła być prawdziwa”, wspomina producentka. „Byłam w szoku, że nikt jeszcze nie podjął się ekranizacji tak fantastycznej opowieści. Rodzina Buntonów rzadko kiedy mówiła publicznie o całej sprawie, więc czułam się zaszczycona, że zdecydowali się mi zaufać i dali dostęp do ogromu materiałów archiwalnych”.

Helen Mirren jako Dorothy Bunton w filmie „Książę” (Fot. materiały prasowe)

Gdy Bentham kupiła prawa do ekranizacji historii Kemptona Buntona, zaczęła rozglądać się za odpowiednim partnerem do realizacji tak niezwykłego projektu. „Od razu pomyślałam o Pathe. Ten temat wydawał się dla nich idealny. Miałam rację, błyskawicznie zainteresowali się moim projektem”. „Firma wyrobiła sobie reputację producenta jakościowych filmów opartych na prawdziwych historiach, więc byliśmy zachwyceni projektem”, tłumaczy Cameron McCracken, dyrektor zarządzający Pathe UK oraz producent wykonawczy „Księcia”. „Głęboko wierzymy w zasadę wspólności, którą wyznawał Kempton – że jesteśmy na różne sposoby ze sobą połączeni i opiekując się najsłabszymi jednostkami społeczeństwa, stajemy się silniejsi jako społeczeństwo, silniejsi jako ludzie”.

Do Bentham i producentów z Pathe i Neon szybko dołączyli przedstawiciele Ingenius Media i Screen Yorkshire, zaś do napisania scenariusza zatrudniono uznanych dramaturgów Richarda Beana i Clive’a Colemana.

„Kempton pisał o rzeczach, które leżały mu na sercu. Przelewał myśli, obawy i troski na kartki papieru”, wyjaśnia Bentham. „Choć żadna z jego sztuk nie doczekała się publikacji, widać w nich jego charakter i obywatelski upór. Dzięki nim Richard i Clive lepiej zrozumieli, kim Kempton był zanim stał się sławny, poczuli jego ciepło, humor i chęć ochrony ludzkiej godności”.

Coleman, były prawnik oraz korespondent BBC, doskonale znał historię Buntona i zawsze go podziwiał. „On szczerze wierzył, że jest w stanie zmienić świat i ludzi na lepsze, mimo że wszystko i wszyscy, których spotykał na swej drodze, zdawali się mu udowadniać, że nie ma żadnych szans”, mówi Coleman. „Ani przez chwilę nie traci w naszym filmie wiary w swoje powołanie. [...] On po prostu nie może sprzeniewierzyć się własnej naturze”.

„Podeszliśmy to tej opowieści jako do historii wyjątkowej rodziny, która stara się ze wszelkich sił trzymać razem”, dodaje Richard Bean. „Z kolei Kempton to jeden z typowo brytyjskich marzycielskich donkiszotów, którzy próbowali zmieniać świat na taki, w jakim sami chcieliby żyć”.

Gdy scenariusz trafił w ręce Rogera Michella („Noting Hill”, „Venus”), ten nie potrafił się od niego oderwać. „Clive z Richardem osiągnęli idealną równowagę pomiędzy relacjonowaniem faktów a czysto filmową rozrywką ku pokrzepieniu serc”, wyjaśnia Michell. „Wpisuje się również w popularne kiedyś w Anglii filmy polityczne o zwyczajnych-niezwyczajnych, którzy rzucali wyzwanie niesprawiedliwości rządu. Ten scenariusz ma w sobie piękny komediowy ton, prawdziwy patos, emocje, dramat. Podnosi na duchu, pokazuje, że jak się chce to się da, oraz zapewnia wyjątkowe kinowe doświadczenie”.

Coleman potwierdza słowa reżysera, podkreślając, że celowali właśnie w takie połączenie styli i gatunków, które ma przynieść widzowi emocje w trakcie i uśmiech na twarzy po zakończeniu seansu. „To film ku pokrzepieniu serc i mam nadzieję, że widzowie wyjdą z kin podbudowani. Opowiadamy o człowieku, z którym aż by się chciało zaprzyjaźnić, bo starał się nieść nadzieję i szczerość w świecie zbyt często emocjonalnie szarym i zniechęcającym. Gdyby żyło więcej ludzi takich jak Kempton Bunton, świat byłby znacznie szczęśliwszym miejscem”.

Kempton Bunton – lokalny bohater

Kempton Bunton wierzył w społeczeństwo, którego wielkość mierzy się przede wszystkim tym, w jaki sposób jego członkowie są odpowiedzialni za innych. Nie chciał, żeby w jakiekolwiek społeczności ludzie czuli się wykluczeni bądź samotni. Kempton stawał w obronie słabszych i pokrzywdzonych, miał też obsesję na punkcie emerytów, którzy zostali jakby odcięci od społeczeństwa, w którym funkcjonowali większość życia. Co więcej, był przekonany, że telewizja jest w stanie rozwiązać problem ich samotności, dlatego walczył zaciekle z rządem, żeby zapewnić starszym obywatelom darmowy dostęp do telewizji. Dwukrotnie trafił do więzienia, gdy odmówił opłaty za korzystanie z BBC.

Jak wyjaśnia reżyser Roger Michell, „Choć świat traktował Kemptona po macoszemu, co rusz rujnując jego plany, on był wiecznym optymistą i zagorzałym aktywistą. Potrzebujemy takich ludzi w każdej kulturze na każdej szerokości geograficznej, bo wypowiadają w naszym imieniu wątpliwości, które mamy wobec ludzi sprawujących władzę – bo mówią na głos to, czego my bardzo często boimy się powiedzieć”.

„Kempton zawsze myślał o społeczności, w której funkcjonował. Zastanawiał się, jaki sens ma bycie zamożnym, jeśli wokół ludzie cierpią i ledwo wiążą koniec z końcem”, twierdzi Bentham. „Daleko mu było do ideału, miał swoje wady, ale w moich oczach jawi się jako bohater. Był bowiem w stanie poświęcić życie na próbę poprawy warunków życia innych ludzi”.

Producentce wtóruje scenarzysta Clive Coleman. „Był bohaterem. Tacy ludzie by nam się przydali dziś, gdy społeczeństwa na całym świecie są coraz bardziej podzielone oraz pełne gniewu i nienawiści. On stuprocentowo wierzył, że społeczeństwo jest wspólnotą złożoną ze świadomych jednostek, czymś, co zależy od społecznej współpracy. Dzisiaj takie podejście wydaje się wręcz wywrotowe, bo zbyt wiele osób stara się żyć wyłącznie dla siebie”.

Jim Broadbent jako Kempton Bunton w filmie „Książę” (Fot. materiały prasowe)

Mając wielowymiarową postać człowieka, którego nie dawało się łatwo zdefiniować, twórcy wiedzieli, że kluczem do sukcesu jest odpowiedni casting. „Gdy pisaliśmy nasz scenariusz, wyobrażaliśmy sobie w roli Kemptona właściwie tylko jednego aktora: Jima Broadbenta”, wspomina Richard Bean. „Potrzebowaliśmy aktora, który potrafi jednym spojrzeniem nasączyć widza nadzieją i wątpliwością, a Jim jest w tym mistrzem”, dodaje Coleman. Wybór Broadbenta był podyktowany także pewnym podobieństwem aktora do prawdziwego Kemptona Buntona. „Wystarczy spojrzeć na zdjęcia. Jestem przekonana, że widzowie zakochają się w filmowym Kemptonie, bo Jim zagrał go z wdziękiem i szelmowską iskierką w oku”, podkreśla Nicky Bentham.

Broadbent wspomina, że słyszał o Kemtonie Buntonie. „Byłem zachwycony scenariuszem, który łączył wyzwanie intelektualne z mnóstwem wspaniale przemyconych gagów, a także świetnie opowiadał historię współczesnego Robin Hooda, o której świat z różnych względów, ale zupełnie niesłusznie zapomniał”, wyjaśnia nagrodzony Oscarem brytyjski aktor.

Broadbent podkreśla, że z perspektywy aktorskiej spodobało mu się przede wszystkim to, że filmowy Bunton był postacią niejednoznaczną, trudną do łatwego skategoryzowania, a sam film odnosi się na różne sposoby do dzisiejszych czasów. „To uniwersalna historia o tym, że warto czynić dobro dla innych ludzi, że warto pamiętać, że nasz los zależy także od losu tych, którzy nas otaczają, nawet jeśli nie znamy ich z imienia i nazwiska”, tłumaczy aktor. „Kempton nie był mężczyzną idealnym, miał w sobie różne mroki, mylił się, podejmował błędne decyzje, ale był też człowiekiem honoru, który nie obawiał się ryzykować, by osiągnąć społeczny sukces”.

Dorothy Bunton – żywicielka rodziny

Kempton Bunton nie jest natomiast jedyną ważną postacią „Księcia”. Równie istotna jest jego żona, Dorothy Bunton, która walczyła latami o dobro rodziny, gdy jej mąż prowadził społeczne kampanie lub walczył o dobro wszystkich poza swoimi najbliższymi. „Dorothy borykała się z wieloma przeciwnościami losu. Była w zasadzie żywicielką rodziny, bowiem jako jedyna miała regularne dochody ze sprzątania w domostwie pewnej rodziny z klasy średniej”, mówi reżyser Roger Michell. „Jeśli Kempton był marzycielem, którego warto podziwiać za to, że zrobił to, co zrobił, Dorothy była spoiwem utrzymującym ich rodzinę w całości – kobietą, którą należy podziwiać za wytrwałość w pokonywaniu życiowych przeszkód dla dobra swych bliskich”.

Helen Mirren jako Dorothy Bunton w filmie „Książę” (Fot. materiały prasowe)

Mimo, że przez większość filmu Kempton skutecznie ukrywa swoje plany przed Dorothy, jego żona nie jest naiwniaczką. Z tego względu twórcy szukali aktorki o dużej wewnętrznej sile i charakterze. Na szczycie ich listy była laureatka Oscara Helen Mirren, która dobrze pamięta czasy, w których Kempton Bunton dokonywał swojego zuchwałego aktu obywatelskiego buntu. „Uwielbiam scenariusze, którą łączą słodycz i nadzieję z wyraźną nutką goryczy, bo w życiu zaznajemy przecież i tego, i tego”, wyznaje aktorka.

„Dorothy jest w tej rodzinie osobą najbardziej praktyczną, racjonalną. Kempton to marzyciel, człowiek odważny i zaangażowany w słuszną sprawę, ale mimo wszystko marzyciel, nie potrafi stąpać po ziemi tak twardo jak ona”, dodaje Mirren. Filmowi Kempton i Dorothy musieli mieć również to coś, co określa się ekranową chemią, a Broadbent i Mirren świetnie wywiązali się z zadania.

Helen Mirren i Jim Broadbent jako Państwo Buntonowie w filmie „Książę” (Fot. materiały prasowe)

O ile Kempton stał się postacią znaną, tak skrywająca się w jego cieniu Dorothy pozostała tajemnicą. Do tego stopnia, że Mirren musiała opierać się praktycznie w całości na scenariuszu i własnym aktorskim instynkcie. Miała dostęp do wyłącznie jednego zdjęcia Dorothy Bunton, lecz fotografia ta skłoniła ją m.in. do przemiany fizycznej na potrzeby roli. „Byłem pod dużym wrażeniem przygotowania Helen, jej aktorskiej transformacji. Jestem pewien, że zaskoczy widzów tą rolą”, mówi Roger Michell.

Jackie Bunton – lojalny syn

Jackie Bunton to cichy, lojalny syn, na którym można polegać, młody mężczyzna, który chce być dla swoich rodziców wsparciem. Przez większość filmu skrywa pewną szokującą tajemnicę, obserwując większość wydarzeń, do których niejako doprowadził, z dystansu. Była to bardzo trudna rola. Filmowcom udało się przekonać do jej zagrania Fionna Whiteheada.

„Fionn ma iście magnetyczną osobowość, kamera uwielbia go i zawsze skupia na nim uwagę, co pozwala mu tworzyć pełnokrwiste, niejednoznaczne postaci”. „Świetnie gra enigmatyczność, ale jest mimo wszystko w jego interpretacji Jackiego coś ciepłego”, dodaje Richard Bean. „Jest aktorem, który intryguje”, wyznaje Roger Michell. „Ma w sobie naturalność, a w jego aktorstwie jest pewna ujmująca prostota”.

Whitehead czuł się zupełnie bezpieczny pod reżyserskimi skrzydłami Michella. „I z Rogerem, i z Jimem, i z Helen czułem się zawsze komfortowo. Roger był zawsze cierpliwy i wyrozumiały, zaś Jim i Helen… cóż mogę powiedzieć, miałem idealnych filmowych rodziców! Podziwiałem ich talent od dawna, a teraz miałem okazję stanąć z nimi na planie i obserwować, w jaki sposób tworzą swoją sztukę”.

Jim Broadbent jako Kempton Bunton i Fionn Whitehead jako Jackie Bunton w filmie „Książę” (Fot. materiały prasowe)

Podziały społeczne lat 60.

Na początku lat 60. Newcastle wciąż podnosiło się z traumy II wojny światowej, w trakcie której było często bombardowane przez nazistów. W efekcie rosła ekonomiczna i społeczna przepaść pomiędzy przemysłowymi ośrodkami na północy Anglii, a swingującym Londynem tamtych lat. Jak wyjaśnia jednak Bentham, czuć było nadciągający wraz z nową dekadą wiatr przemian, a sprawa Buntona była jednym z elementów społecznej transformacji. „Działania Kemptona trafiły idealnie w czasy, w których zwyczajni ludzie przestawali bać się arystokracji, elit i rządu i zaczynali stawiać się narzucanym im od wieków formom społecznej opresji”.

Siła wspólnoty

W 2020 roku pandemia uświadomiła milionom ludzi to, co dla innych było oczywiste – że dobrobyt jednostki zależy w dużej mierze od dobrobytu społeczności, w której rzeczona jednostka funkcjonuje. Choć zdjęcia do „Księcia” ukończono tuż przed pierwszym globalnym lockdownem w marcu 2020 roku, montaż i post-produkcja filmu odbywały się w zaostrzonym pandemicznym reżimie.

„Nie mieliśmy tego w planach, ale postawa Kemptona jest w jakiejś mierze remedium na strach, który miliony odczuły w tych pierwszych miesiącach pandemii”, tłumaczy Roger Michell. „On wierzył, że wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za wszystkich, że twój sąsiad to twój przyjaciel. W dzisiejszej rzeczywistości takie podejście należy celebrować”.

Jim Broadbent jako Kempton Bunton w filmie „Książę” (Fot. materiały prasowe)

„Książę” to pełna świetnie dawkowanej dramaturgii historia człowieka, który pragnął zapewnić emerytowanym Brytyjczykom darmowy dostęp do telewizji. 60 lat później temat ciągle wywołuje polityczne ożywienie. Pandemia wręcz potwierdziła, że narodowa telewizja BBC jest jednym z najbardziej trwałych spoiw brytyjskości, że łączy całe wspólnoty i pozwala im sprawnie funkcjonować. „Kempton wyznawał oczywistą z dzisiejszego punktu widzenia zasadę, że największym zagrożeniem starości jest samotność, poczucie izolacji od świata, który pomagało się zbudować”, mówi scenarzysta Coleman. „Telewizor, to magiczne pudło stojące w kącie lub wiszące na ścianie większości salonów jest jednym z najlepszych remediów na samotność starszych osób. Tak było 60 lat temu, tak jest i dzisiaj”.

„Koncepcja, że należy starsze osoby zostawić samym sobie jest absurdalny”, mówi Bentham. „Mam nadzieję, że pandemia uświadomi ludziom, jak ważny jest dobry dostęp do informacji i odrobiny rozrywki, która pomaga uciec na kilka chwil od szarej codzienności”. Roger Michell konkluduje: „Jestem wielkim zwolennikiem BBC, bo to firma, która daje ludziom tyle radości, ale i miejsce, w którym duża część brytyjskiej branży stawiała pierwsze kroki. Trudno w zasadzie znaleźć kogoś, kto nie jest związany z BBC, lub nie zna kogoś, kto tam pracował”.

Świat wciąż boryka się z kolejnymi falami pandemii, raz wygrywając, raz przegrywając walkę z wyjątkowo złośliwym wirusem, ale przesłanie zostawione sześć dekad temu przez Kemptona Buntona zdaje się stawać coraz bardziej aktualne. „Książę” pokazuje, że każdy z nas ma siłę, by zmienić świat na lepsze. Trzeba tylko chcieć. Tak po prostu.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze