1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura

Katarzyna Wajda – genialna jak matka Polka

Katarzyna Wajda aktorka filmowa i serialowa. Znana z roli Justyny Łuszcz w filmie „Jesteś Bogiem”. Właśnie zagrała główną rolę w pierwszej polskiej produkcji Max Original, serialu kryminalnym „Odwilż” w HBO Max. (Fot. Jacek Piątek)
Na planie spotkało i spotyka mnie wiele wyzwań, ale to w domu z dziećmi wielokrotnie stawałam na rzęsach. Musiałam wykazać się siłą, elastycznością, kreatywnością, opanowaniem i zdolnościami logistycznymi – mówi aktorka Katarzyna Wajda, odtwórczyni głównej roli w nowym polskim serialu kryminalnym „Odwilż”.

Kim jest komisarz Katarzyna Zawieja, którą zagrałaś w „Odwilży”?
Kobietą w dużym kryzysie, która straciła męża. Poznajemy ją, kiedy jest kompletnie rozsypana, ale nie chce, nie potrafi tego pokazać. Zawieja jest też, a może przede wszystkim, mamą, która próbuje poradzić sobie z macierzyństwem, udźwignąć jego ciężar. Robi to bardzo nieudolnie, córka ją denerwuje, bo jest jej wielkim wyrzutem sumienia.

Mam wrażenie, że to historia wielu z nas. Niezależnie od tego, co nas spotkało, staramy się być silne za wszelką cenę, perfekcyjne na każdym odcinku życia, a na tym jednym w szczególności… To jest ci prywatnie bliskie?
Zdecydowanie tak. Wiele moich doświadczeń, w tym to najcenniejsze, czyli właśnie bycie mamą, czasem nieudolne, a już z pewnością nie zawsze cukierkowe, pozwoliło mi karmić tę serialową postać. Bardzo dobrze znam wagę wyrzutów sumienia, które moja bohaterka ma jako matka. Nie musiałam sobie tego wyobrażać. Wiem, jak czuje się kobieta, kiedy w odniesieniu do dziecka, oprócz wielkiej miłości i oddania, pojawiają się zmęczenie i frustracja. Jestem matką trzech synów. Miewałam, wciąż mam dni, okresy, kiedy macierzyństwo mnie przerasta. I jestem pewna, że – tak jak powiedziałaś – wiele z nas tego doświadcza. Ale to wciąż tabu. Matka ma odgórnie przypisane, co może czuć wobec dziecka. A jeśli nie przystaje…

Jest złą matką.
A nie ma nic gorszego niż ta łatka. Silnie zakorzeniona w naszej kulturze rola matki Polki, z całym absurdem, który w sobie zawiera, nie jest dla nas propozycją do rozważenia, jest nakazem. I jak jeszcze, nie daj Boże, trafi na grunt perfekcjonizmu, nie ma już żadnej ucieczki. A Zawieja jest perfekcjonistką. Nie potrafi odpuścić. Z takiej mieszanki rodzą się dramaty. Tylko różną przybierają formę. To może otwierać drogę na przykład do depresji, a z pewnością do nielubienia siebie.

A w tym nielubieniu siebie często bardzo efektywnie „wspierają” nas oceny bliskiego i dalszego otoczenia.
Uwielbiamy oceniać. My się wszyscy znamy na wszystkim, a na rodzicielstwie, macierzyństwie w szczególności. Mam na to uczulenie. Kiedy słyszę, niezależnie, kogo to dotyczy: „Ona jest kiepską matką”, gotuje się we mnie. Odkładając na bok patologię – nie ma kiepskich matek. Matki, myślę, że wszystkie, czasem po prostu potrzebują pomocy, by móc wydobyć z siebie te najpiękniejsze i najcieplejsze pokłady, które w sobie mamy. Potrzeba nam wsparcia.

Tylko – to też kłopot wielu z nas – o wsparcie trzeba umieć poprosić.
Widzę po sobie, po kobietach dookoła, że zupełnie tego nie potrafimy. „Dam sobie radę” – to jest myśl, która jest w naszych głowach wciąż silna. I choć od pewnego czasu mówi się o tym coraz więcej, wcale nie widzę wielkich zmian w naszej mentalności. Te wszystkie wątpliwości typu: „Po co mi niania? Obca osoba ma opiekować się moim dzieckiem? No nie. A ja wtedy będę odpoczywać?”. No właśnie tak, kobieto, położysz się i odpoczniesz! Bo jak tego nie zrobisz, prędzej czy później staniesz się nerwowa, opryskliwa, niecierpliwa, bo nie jesteś robotem. Zobacz, ile lat zajmuje nam czasem, by pojąć, że nie jesteśmy maszynami. I ten cholerny przekaz – miliony kobiet na całym świecie wychowuje dzieci, więc to nic takiego, mamy to we krwi, jak nie dajesz rady, coś jest z tobą nie tak.

Takiej oceny boimy się najbardziej?
Za nią bardzo często idą od razu wyrzuty sumienia. I ten pakiet bywa nie do udźwignięcia. Niewiele z nas potrafi nie oglądać się na innych. Przyjęło się, że nasze dzieci są naszą wizytówką, a nawet więcej – to, jakie są, jak wyglądają, jest automatycznie legendą o nas, ich matkach. Jeśli dziecko skacze w amoku po drzewach – a na przykład moi chłopcy skaczą po wszystkim, co zobaczą – świadczy to o twojej wychowawczej nieudolności. A dla mnie to, że skaczą po drzewach, jest właśnie super. I z takimi właśnie opiniami musimy się mierzyć.

Ty się już zmierzyłaś?
Mierzę się codziennie. Wychodzi mi różnie. Z zazdrością i dumą jednocześnie wysłuchałam ostatnio opowieści mojej znajomej. Wybrała się na spacer ze swoimi czterema synami. Jeden z nich był na rowerku. Mały w pewnym momencie zaczął wjeżdżać z impetem w płot, uderzył w niego kilka razy, zanim moja znajoma, próbująca podzielić uwagę na wszystkich chłopców, to dostrzegła. Ale oczywiście ktoś życzliwy ją ubiegł. Jakiś mężczyzna zaczął wrzeszczeć: „Jak pani wychowuje te dzieci?!”. Ona, zamiast wchodzić z nim w polemikę, przepraszać i kajać się, powiedziała łagodnym, ale zdecydowanym tonem: „Staram się, proszę pana, jak mogę”.

Jaka była reakcja?
Opowiadała, że był bardzo skonfundowany, odszedł ze spuszczoną głową. Uważam, że zachowała się genialnie. Przecież to jest oczywiste, że każda z nas robi wszystko, co może, ale… nie wszystko możemy. I tyle.
Jeśli zdołamy postawić mur chroniący nas od często idiotycznych ocen, przestaniemy kolekcjonować wyrzuty sumienia, wstydzić się, będziemy szczęśliwsze. Ja się tego uczę, uczę się zastępować moje wszystkie „muszę” słowem „mogę” albo „wybieram”, ale też nie biczować się za każde zaniedbanie i dobrze o sobie myśleć. My wszystkie zawsze się staramy. A na co nas, matki, stać, to doskonale można zobaczyć teraz, kiedy wszyscy obserwujemy dramat wojny, która toczy się nieopodal. Kobieta jest w stanie wykrzesać z siebie nadprzyrodzone siły, iść kilkadziesiąt kilometrów w ciąży czy nieść dziecko na rękach, by tylko je ochronić. I jestem absolutnie pewna, że to próba, fizyczna i psychiczna, którą przeszłaby zdecydowana większość z nas, gdyby znalazła się w takiej sytuacji. Więc, wszystko, co sobie zarzucamy, jest naprawdę bezzasadne.

Zostawmy ekstremum, jakim jest wojna, ale też przekaz kulturowy i zawartą w nim matkę Polkę. Czy to nie jest tak, że my trochę same wpędziłyśmy siebie w tę pułapkę wszechmocy? Przez setki lat kobiety zajmowały się domem; w pewnym momencie, i chwała za to naszym babkom, zapragnęły czegoś więcej. Tylko dodałyśmy sobie bardzo wiele obowiązków, choćby zawodowych, nie zdejmując sobie niczego z głowy. Powtarzamy: „Kobieta to siła”, „Kobieta może wszystko”…
Kobieta może wszystko, ale… nie wszystko naraz. To jest myśl, która bardzo mi się spodobała. Przeczytałam to zdanie w książce „Jak to ogarnąć”, którą napisała Agnieszka Stefaniuk, mama siedmiorga dzieci! Jestem przekonana, że my rzeczywiście możemy wszystko, tylko brakuje nam przynajmniej dwóch elementarnych uczuć wobec samych siebie, mam na myśli wyrozumiałość i życzliwość. Wobec innych potrafimy je z siebie wykrzesać, tylko dla nas samych już nie starcza.

Kadr z serialu „Odwilż” (materiały prasowe HBO Max)

Nie rozumiem też tej prawidłowości, że zdecydowanie bardziej doceniamy siebie, kiedy realizujemy się poza domem. Jakby to, co „zdobyte” na zewnątrz, było bardziej wartościowe. Kiedy kobieta nie pracuje akurat zawodowo, mówi o sobie, czasem ze wstydem, że teraz „nic nie robi, bo jest w domu z dziećmi”. A to „nic” w domu z dziećmi to orka o strategicznym znaczeniu społecznym. Poza tym nie wiem, czy jest drugie miejsce, w którym można zdobyć tak szerokie kompetencje. Z pewnością o zarządzaniu kryzysem „kura domowa” wie całkiem sporo. Może nie pracuje w korporacji, ale z pewnością jest szefową działu!

Znasz to z autopsji?
Jestem aktorką, na planie spotkało i spotyka mnie wiele wyzwań, ale to w domu z dziećmi wielokrotnie stawałam na rzęsach. Musiałam wykazać się siłą, elastycznością, umiejętnością zarządzania kryzysem właśnie, spontanicznością, kreatywnością, opanowaniem, zdolnościami logistycznymi i tak dalej. Bycie matką to jest sztuka.
Bardzo jestem ciekawa reakcji na serial, to zrozumiałe, ale przede wszystkim ciekawa jestem, jak kobiety odbiorą Zawieję, jakie emocje ona w nich obudzi. Mam wielką nadzieję, że nie będzie to ocena typu „beznadziejna matka”, ale refleksja nad samą sobą, zaproszenie, by dać sobie samej więcej czułości, by być wobec siebie bardziej wyrozumiałą. Myślę, że wszystkie bardzo tego potrzebujemy. Zasługujemy na to, by poczuć dumę z tego, że jesteśmy wystarczająco dobre w roli matki, partnerki, pracownika, i w każdej innej roli. Bo my się staramy, proszę pana…

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze