1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura

Cirque du Soleil – między niebem a ziemią

Międzynarodowa siedziba Cirque du Soleil znajduje się w Montrealu, gdzie fabuły i scenografie spektakli tworzą najbardziej kreatywni eksperci z różnych dziedzin sztuki. (Fot. materiały prasowe)
Dawniej inscenizacje cyrkowe inspirowane były literaturą piękną i librettami operowymi. Cirque du Soleil przywraca ten artystyczny klimat. We wrześniu wystawi u nas jedną ze swoich najpopularniejszych produkcji – „Corteo”, bez zwierząt, za to z dużą dawką magii, sztuk pięknych i muzyki na żywo. Na arenie wystąpi m.in. Joseane Martins Costa, uczennica mistrza Polski w akrobatyce sportowej.

Po prawie dwóch latach przerwy Cirque du Soleil wraca do Polski. Występowałaś u nas wcześniej?
Nie, pierwszy raz odwiedzę wasz kraj, ale mam już do niego ogromny sentyment, bo większość swoich akrobatycznych umiejętności zawdzięczam Tomkowi Kapuścińskiemu, wielokrotnemu mistrzowi Polski i wicemistrzowi Europy w akrobatyce sportowej, z którym trenowałam przed pierwszym spektaklem. Dużo mu zawdzięczam i mam poczucie, że występując przed polską widownią, poniekąd oddaję to, co od was dostałam.

„Corteo” to spektakl o pożegnaniu z życiem. Czy pogrzeb to na pewno dobry temat na sztukę cyrkową?
Dlaczego nie? Śmierć często pojawia się w operze i teatrze, a w XIX wieku spektakle cyrkowe uważano za sztukę równie prestiżową. W „Corteo” główny bohater, klaun Mauro, wyobraża sobie swój własny pogrzeb nie jako pożegnanie życia, ale jego celebrację. Tytuł sztuki po włosku oznacza procesję, ale jest to raczej radosna, świąteczna parada w karnawałowej atmosferze, podczas której iluzja przeplata się z rzeczywistością. Poszczególne sceny spektaklu są retrospekcją wspomnień klauna, który wraca do czasów pracy w cyrku, przeżytych miłości i beztroskiego dzieciństwa.

Spektakl „Corteo” w reżyserii Danielego Finziego Paski zadebiutował w 2005 roku w Montrealu. W sztuce występuje 54 artystów z całego świata. Wśród nich, na zdjęciu w białym kapeluszu, Joseane Martins Costa. (Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)

To wróćmy może do twojego dzieciństwa. Chodziłaś z rodzicami do cyrku?
Oczywiście, byłam kilka razy na różnych spektaklach, ale nie marzyłam wtedy o tym, by fruwać na trapezie. Moją pasją od trzeciego roku życia był balet, a jako siedmiolatka dołączyłam do sekcji gimnastycznej i zaczęłam trenować pływanie synchroniczne. Traktowałam to jednak bardziej jako sport niż sztukę. Przez lata należałam do brazylijskiej drużyny narodowej, z którą w Rzymie w 2009 roku dotarłam nawet do finału mistrzostw świata w pływaniu synchronicznym. Dwa lata później powtórzyliśmy ten sukces w Szanghaju. Bardziej myślałam wtedy o medalach niż o owacjach publiczności. Potrzeba artystycznej ekspresji pojawiła się później.

Czyli kiedy?
W 2012 roku trafiłam przypadkiem na ogłoszenie, w którym poszukiwano pływaków do pokazu artystycznego. Brzmiało to jak zapowiedź niezłej przygody, postanowiłam więc spróbować. Nie podchodziłam do tego jakoś szczególnie poważnie, a już na pewno nie myślałam o występach jako o sposobie na życie. Chciałam mieć normalną pracę. Kiedy jednak po pokazie wróciłam do domu, pomyślałam: „Wow, to było naprawdę fajne doświadczenie! Gdybym robiła to zawodowo, mogłabym się świetnie bawić przez całe życie”. I tak zaczęłam wysyłać zgłoszenia do kolejnych projektów.

W spektaklu nie pływasz jednak, ale fruwasz.
Akrobatyki zaczęłam się uczyć dopiero w Cirque du Soleil. Pamiętam, jak osiem lat temu w Rio de Janeiro pierwszy raz zobaczyłam ich spektakl. Zachwyciła mnie teatralna, artystyczna oprawa. To był poruszający show z piękną fabułą, ogromną dawką energii i emocji. Sama od dawna już występowałam na scenie jako pływaczka, ale nigdy wcześniej nie widziałam sztuki cyrkowej na takim poziomie. Postanowiłam więc wysłać swoje CV, dostałam zaproszenie na szkolenie i zdałam sobie sprawę, że to miejsce, w którym mogę się nauczyć wielu nowych rzeczy. Rozpoczęłam więc naukę ewolucji na trapezie, co było sporym wyzwaniem ze względu na mój wysoki wzrost i wagę. Prawdę mówiąc, moje ciało nie jest stworzone do akrobatyki, ale to mnie nie ogranicza. Oficjalnie częścią zespołu zostałam po czterech latach treningów. Ale do dziś czuję się tu jak dziecko, które wciąż odkrywa i sprawdza nowe możliwości.

Teatralną atmosferę wprowadza niezwykła obrotowa scena, dzięki której publiczność z każdego miejsca widzi doskonale nie tylko detale przedstawienia, ale także reakcję innych widzów na to, co się dzieje na scenie. (Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)

Tylko cztery lata zajęło ci doprowadzenie tych wszystkich ewolucji do takiej perfekcji?
Niezupełnie, bo dużo umiejętności zdobyłam już w dzieciństwie. Miałam dobry grunt, między innymi opanowany balans, synchronizację i gimnastykę. Mając takie zaplecze, mogłam skupić się na doskonaleniu nowych elementów. W Cirque du Soleil uczę się non stop. Przygotowanie do występu w „Corteo” to pół roku intensywnych ośmiogodzinnych treningów od czterech do siedmiu dni w tygodniu.

Przez osiem godzin non stop ćwiczysz? I to każdego dnia, bez przerwy na regenerację?
Treningi są urozmaicone i podobnie jak lekcje w szkole podzielone na różne dziedziny i tematy. Na przykład: najpierw przez godzinę trenuję ewolucje na trampolinie, później mam stretching, po nim pantomimę, następnie trapez, taniec, siłownię, pływanie, a na koniec pilates.

Regularnie ćwiczę, ale obawiam się, że nie przeżyłabym jednego dnia w cyrku.
To praca, w której nie ma stałego rozkładu dnia. Intensywność i rodzaj treningów zależą od tego, na jakim etapie są przygotowania do spektaklu. Teraz ćwiczymy nieco więcej, ponieważ szykujemy się do otwarcia sezonu, ale kiedy zaczniemy już grać, skupimy się na występach i ograniczymy treningi do minimum. Przed pokazem powtarzamy tylko najtrudniejsze ewolucje.

Dla mnie jako widza większość z tego, co robisz na scenie, przekracza ludzkie możliwości. Które figury nadal są dla ciebie wyzwaniem?
To nie jest tak, że wszystko da się przewidzieć i wyćwiczyć idealnie. Zawsze jest ryzyko, że coś pójdzie nie tak. W historii ewolucji na trapezie przez lata największym wyzwaniem było zrobienie potrójnego salta. Większość śmiałków, którzy podejmowali ryzyko, kończyła tragicznie, ale Alfredo Codona, syn właściciela meksykańskiego cyrku objazdowego, zawziął się i latami ćwiczył uparcie tę sztukę, aż w 1930 roku opanował ją do perfekcji i zaprezentował publiczności w Chicago. Do dziś uważany jest za najwybitniejszego artystę trapezu wszech czasów, ale nawet jemu nie za każdym razem udawało się wykonać potrójne salto, choć tej sztuce poświęcił życie. Dla mnie największym wyzwaniem wciąż są transfery, czyli ewolucje, podczas których stoję na zawieszonych pod sufitem platformach lub obręczach, a koledzy przerzucają mnie między sobą. Naprawdę niewiele trzeba, by coś poszło nie tak.

To chyba nie jest bezpieczna praca?
Kiedy moja mama dowiedziała się, że będę ćwiczyć akrobatykę, zapytała z przerażeniem: „Jesteś pewna? Naprawdę nie musisz tego robić!”. Ale marzyłam o tym. Podczas treningów mam zapewnione maksymalne bezpieczeństwo. Każdą figurę ćwiczę i powtarzam tysiące razy, przypięta do liny asekuracyjnej. Dopiero kiedy poczuję się pewnie, lina jest odpinana. Podczas pokazu nie mamy już asekuracji, ale pod nami zawsze jest rozciągnięta niewidoczna dla widzów siatka. A w planie treningów znajdują się także ćwiczenia upadków. Nawet jeśli spadnę z dużej wysokości, ale w locie odpowiednio ułożę ciało, siatka bezpiecznie mnie otuli i ryzyko kontuzji będzie niewielkie. W życiu też nie możemy przewidzieć tego, co się stanie, ale staramy się odpowiednio przygotować na najgorsze. To dlatego zapinamy pasy w samochodzie.

Bez względu na to, co robisz, najpierw musisz nauczyć się upadać. Ważne też, by po upadku podnieść się i jak najszybciej wrócić do przerwanego zadania. Jeśli tego nie zrobisz, z czasem twój umysł będzie demonizował całą sytuację i strach może całkowicie cię sparaliżować. Dlatego bez względu na to, czy upadek zdarzył się podczas treningu, czy spektaklu, natychmiast wracam do gry.

Cirque du Soleil to sztuka uliczna w artystycznej oprawie. Obok kultowych kuglarskich sztuczek, jak żonglerka, pojawiają się więc sceny zaczerpnięte prosto z teatru i opery. Te kontrastowe zestawienia zachwycają i przypominają, że w cyrku, tak jak w życiu, nic nie jest takim, jakim się wydaje. (Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)

Skąd w tobie tyle odwagi?
Na trapezie, jak w życiu, łatwo stracić balans od nadmiaru emocji. Strach jednak jest częścią naszego instynktu samozachowawczego, to on sprawia, że staję się bardziej czujna i skoncentrowana. Gdybym przestała się bać, zaczęłabym ryzykować, a to zapewne skończyłoby się źle. W mojej pracy rozsądek i mierzenie sił na zamiary to być albo nie być. Mimo środków bezpieczeństwa wciąż zdarzają się tragiczne wypadki. W historii Cirque du Soleil trzech akrobatów zmarło po niefortunnych upadkach podczas występów. Staram się o tym nie myśleć, ciężko trenuję i powtarzam każdą ewolucję tysiąc razy, by poczuć się pewnie i ujarzmić strach. On jednak nigdy mnie nie opuszcza, a ja pilnuję tylko, by nie przerodził się w obezwładniającą panikę. Podczas występów pojawiają się także adrenalina i trema wywołana spojrzeniami setek oczu. Największym wyzwaniem nie jest więc zrobienie salta na wysokości, ale trzymanie emocji w ryzach, tak by działały dopingująco, a nie paraliżująco. Na szczęście mamy do dyspozycji sztab psychologów, którzy pomagają w pracy nad sobą. Zawsze mogę też liczyć na kolegów. Cyrk uczy solidarności, niezbędnej przy współpracy na arenie, gdzie silniejszy, zarówno fizycznie, jak i psychicznie, musi pomóc słabszemu.

Kiedy zobaczyłam, jak w akcie „Paradise” koledzy przerzucają cię pod sufitem między jedną platformą a drugą, pomyślałam, że musisz im bardzo ufać.
Bez tego nie mogłabym wykonywać swojej pracy. Budowanie zaufania to długi proces. Każdy nowy członek zespołu przez kilka miesięcy uczy się przede wszystkim współpracy i komunikacji w grupie. To trudne, bo skład jest międzynarodowy, każdy z nas pochodzi z innej części świata, a mimo to musimy się doskonale rozumieć i dogadywać. Dbamy o to, by każdy dokładnie wiedział, co i kiedy ma robić. Celem jest, by patrzeć sobie w oczy i rozumieć się bez słów. Mamy też ustalone sygnały na wypadek sytuacji awaryjnych. Na przykład jeśli podczas ewolucji na trapezie kolega złapie mnie nie tak, jak powinien – sygnalizuje umówionym uściskiem dłoni, że musi poprawić uchwyt, a następnie daje znak, że jest już gotowy, by bezpiecznie mnie podrzucić. Dobra komunikacja tworzy zespół. Myślę, że teraz jesteśmy właśnie na takim komfortowym etapie, świetnie się dogadujemy, bezbłędnie odbieramy swoje intencje, dzielimy się energią, wspieramy.

Nie ma między wami rywalizacji?
Środowisko cyrkowe jest niesamowicie inspirujące. Podziwiam wszystkich kolegów, bo każdy z nas specjalizuje się w czymś innym. Nie patrzę na nich z zazdrością, raczej z zachwytem, dużo się od nich uczę.

Czyli jest przyjaźń w cyrku. A miłość?
Spędzamy ze sobą tyle czasu, że rozkwita ona naturalnie. W spektaklu „Corteo” występuje para niskorosłych artystów, którzy są małżeństwem od 20 lat. Ale podczas treningów do tej sztuki powstało też kilka nowych związków w zespole. Może się wydawać, że dla artystki założenie rodziny to koniec kariery cyrkowej, ale nie zawsze tak jest. Akrobaci, którzy z różnych względów nie mogą chwilowo wykonywać ewolucji, często pomagają przy scenografii, makijażach czy kostiumach. W Cirque du Soleil podczas spektaklu artyści wszystko robią sami: charakteryzacje, fryzury, zmiany dekoracji. W „Corteo” gram w trzech aktach. Najpierw jestem aniołem, później fruwam w raju na trapezie, a w międzyczasie wcielam się w marionetkę. Za każdym razem mam inną charakteryzację. Muszę sama zrobić makijaż według instrukcji przygotowanej przez wizażystkę. Zajmuje mi to średnio 40 minut, ale są charakteryzacje, których wykonanie trwa ponad godzinę. Kiedy przebrniemy przez te wszystkie przygotowania, sama akrobatyka wydaje się bułką z masłem.

Trudno jednak pomagać za kulisami i jednocześnie opiekować się dzieckiem.
Nie żyjemy w taborach, dzieci cyrkowców jak wszystkie inne chodzą do przedszkoli i szkół, mają nianie. Ale korzystają także z pedagogiki cyrku, czyli uczą się poprzez zabawę. Są badania, które potwierdzają, że nabywanie umiejętności sprawnościowych podnosi samoocenę dzieci i pozytywnie wpływa na ich pewność siebie. Tych cech „cyrkowym” dzieciakom z pewnością nie brakuje.

Jest powiedzenie: jak nie chcesz się uczyć, to idź do cyrku.
Ten stereotyp powielany jest chyba na całym świecie. Borykają się z nim także sportowcy. Umiejętności fizyczne są mniej cenione niż umysłowe. Wielu osobom wydaje się wręcz, że jedno wyklucza drugie. Dlatego mama, która kibicowała mi w każdym sporcie, powtarzała, że nie mogę zaniedbywać nauki. Woziła mnie na treningi, szykowała jedzenie, szukała najlepszych trenerów i leczyła moje kontuzje, ale też upewniała się, że o umysł dbam równie skrupulatnie jak o ciało. Teraz doceniam jej mądrość, bo wiem, że moja obecna praca, choć cudowna, nie będzie trwać wiecznie. Jestem także absolwentką nauk lotniczych, więc nawet kiedy moja kariera w cyrku się skończy, wciąż pozostanę między ziemią a niebem.

Joseane Martins Costa (Fot. materiały prasowe)

Joseane Martins Costa, brazylijska tancerka, pływaczka synchroniczna i akrobatka. Od 2018 roku występuje na arenie Cirque du Soleil. W spektaklu „Corteo” można ją zobaczyć w trzech aktach: Paradise, Little Angel i Marionette.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze