Szkockie góry nie są szczególnie wysokie. Najwyższe szczyty mają niewiele ponad 1300 metrów. Tyle że wysokość to jedno, a pogoda, torfowiska, wrzosowiska i szlaki, które czasem po prostu bywają trudno widoczne – drugie.
Karolina Skarysz i Paweł Kurczab spędzili tu blisko dwa tygodnie. Mieszkając w niewielkim campervanie, wypatrywali okien pogodowych, żeby każdego dnia realizować plan eksploracji rowerem zapierającego tech w piersiach interioru. Z wyprawy wrócili z filmem „Szkocka”, który we wrześniu zobaczymy na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Rowerowych Bike Days. Wydarzenie z ludźmi, kulturą i jednośladami w rolach głównych zagości w warszawskim Kinie Muranów już wkrótce – w dniach 18–20 września.
Karolinę i Pawła można byłoby uznać za parę stworzoną do takich przygód. Paweł od około 30 lat jeździ po górach na rowerze i od dekady rejestruje swoje wyprawy w formie vlogów na platformie YouTube, prowadząc kanał o nazwie ENDUROFINA. Karolina, żona Pawła, sportowo aktywna od dziecka, trenerka fitness w latach studenckich, obecnie pracuje jako lekarka, specjalistka ortopedii. Z rowerem górskim na poważnie zaprzyjaźniła się dopiero jako dorosła kobieta, gdy poznała Pawła – to on zaraził ją swoją pasją, którą obecnie wspólnie dzielą. Miała już pracę, rodzinę, obowiązki i kalendarz, w którym czasu wolnego raczej łatwo się nie znajduje – trzeba go sobie wygospodarować.
I może właśnie dlatego historia Pawła i Karoliny jest ciekawa także dla tych z nas, które na widok górskiego szlaku myślą najpierw: „pięknie”, a sekundę później: „ale ja bym nie dała rady”.
(Fot. Materiały prasowe)
Z gabinetu i sali operacyjnej prosto na rower
– To wymaga niezłej ekwilibrystyki – śmieje się Karolina, zapytana o to, jak udaje jej się łączyć pracę lekarki z wyjazdami.
Nie ma na to żadnego wymyślnego systemu. Czasem najlepiej sprawdzają się zwykły kalendarz i notatnik. Bywa, że przyjeżdża do pracy już spakowana na wyprawę, a po skończonym dyżurze zostawia w szafce codzienne ubrania i przebiera się w rowerowe.
Aktywność towarzyszy jej od dzieciństwa: było żeglarstwo, narciarstwo, tenis, fitness. Zawodowo wybrała ortopedię, więc na co dzień widzi również skutki tego, co dzieje się, kiedy ruchu w naszym życiu zaczyna brakować.
– Zdecydowanie więcej mam pacjentów, u których występują różnego rodzaju problemy wynikające z braku aktywności, a nie jej nadmiaru – mówi. – Dlatego osobom zupełnie nieaktywnym powtarzam: znajdźcie dla siebie aktywność fizyczną, która będzie sprawiała wam przyjemność i do której będziecie chcieli wracać. Tylko to zapewni regularność, która jest tutaj kluczowa.
Nie chodzi więc o to, żeby zacisnąć zęby i zmuszać się do sportu, którego nie znosimy. Ani o to, żeby po każdym weekendzie sprawdzać wynik i porównywać go z osiągnięciami innych. Dla Karoliny ruch ma sens wtedy, kiedy chce się do niego wracać.
Rower okazał się właśnie taką aktywnością.
Słońce, które cieszy trzy razy bardziej
Pomysł na Szkocję był prosty: jeszcze tam nie byli. Wiedzieli, że czekają na nich wrzosowiska, wodospady i góry. Chcieli zobaczyć je na własne oczy i zrobić to tak, jak lubią najbardziej, czyli z perspektywy siodełka.
Na miejscu szybko przekonali się, że kraj słynący – delikatnie mówiąc – z nie najlepszej pogody nie zamierza ułatwiać im zadania. Trafili na wyjątkowo zimne i deszczowe lato. Zamiast realizować sztywno ustalony plan, każdego dnia szukali więc pogodowego okna, które pozwoli im ruszyć w trasę.
– Z perspektywy czasu pamięta się przede wszystkim dobre chwile: widoki, góry, te momenty, kiedy można było jechać. Kiedy przez długi czas jest pochmurno i nagle wychodzi słońce, ma ono chyba trzy razy większą wartość – mówi Paweł.
Rower pozwalał im przy tym doświadczać miejsca inaczej, niż gdyby przemieszczali się samochodem. Pieszo trudno byłoby w ciągu jednego dnia pokonać podobne odległości. Auto z kolei pozwala szybko dostać się z punktu A do punktu B, ale oddziela od tego, co pomiędzy.
Na rowerze jest się wystarczająco szybkim, żeby w ciągu dnia zobaczyć dużo, i wystarczająco wolnym, żeby naprawdę zanurzyć się w interiorze i doświadczyć go bardziej.
– Możemy wjechać głęboko w dany region. Samochodem często się przez niego po prostu przejeżdża, a pieszo na pokonanie podobnego dystansu potrzebowalibyśmy dwóch czy trzech dni – tłumaczy Paweł.
(Fot. Materiały prasowe)
A co, jeśli nie mam formy?
Karolina i Paweł przemierzali Szkocję na rowerach elektrycznych z napędem Bosch eBike Systems. I tu pojawia się stereotyp, który oboje znają aż za dobrze: elektryk jedzie sam, więc właściwie trudno nazwać to wysiłkiem.
– Z tym mylnym przekonaniem „walczymy” już od wielu lat – mówi Karolina. – Wszystko zależy od tego, jak używamy roweru elektrycznego.
W ich przypadku eBike służy do jazdy w górach po wymagających trasach. Wspomaganie nie sprawia, że wysiłek znika. Pozwala natomiast pokonywać odcinki, na których na tradycyjnym rowerze część amatorów musiałaby zejść z siodełka, a przede wszystkim – inaczej planować całe dni w drodze.
Paweł zna tę różnicę dobrze. Po górach jeździ od około trzech dekad. Kiedyś intensywnie trenował i podporządkowywał temu dużą część życia. Dziś praca i obowiązki ograniczają wolny czas, a rower elektryczny pozwala mu nadal czerpać z gór to, co lubi najbardziej.
Nie chodzi już jednak o sportowy wynik, a o możliwość dotarcia dalej, zobaczenia więcej i spędzenia całego dnia w miejscu, do którego przyjechało się właśnie po to doświadczenie.
Elektryczne wspomaganie może mieć jeszcze jedną zaletę: zmniejszać różnice pomiędzy osobami o różnej kondycji. Karolina opowiada o koleżance, która wybrała się ze znacznie bardziej wytrenowanymi znajomymi do Toskanii. Oni zabrali swoje rowery, ona na miejscu wypożyczyła eBike’a. Dzięki temu mogli podróżować razem, zamiast nieustannie na siebie czekać.
To nie znaczy, że rower elektryczny jest magicznym skrótem. W górach sam podjazd jest przecież tylko częścią wyprawy. Potem trzeba jeszcze zjechać – a tego wspomaganie za nas nie zrobi.
– Ja jeżdżę od 30 lat i nadal się uczę – przyznaje Paweł. Dlatego osobom, które dopiero chcą spróbować, radzi jedno: zaczynać małymi krokami i mierzyć siły na zamiary.
Kilka metrów kwadratowych we dwoje
Jest jeszcze jeden bohater „Szkockiej”: campervan. Niewielki, zbudowany na bazie busa, przez blisko dwa tygodnie był ich domem, sypialnią, miejscem odpoczynku i suszarnią dla mokrych rzeczy.
Brzmi romantycznie, dopóki nie pomyślimy o kilkunastu dniach spędzonych we dwoje na czterech metrach kwadratowych.
Tyle że dla Karoliny i Pawła właśnie takie wyjazdy są jednym ze sposobów dbania o relację.
– Na co dzień pędzimy. Każde z nas ma swoje obowiązki i pracę. Możemy być razem i funkcjonować w jednym domu, ale to nie zawsze naprawdę zbliża. Na wyprawie musimy na sobie polegać, pomagać sobie w różnych sytuacjach. Jesteśmy kompanami – mówi Karolina. – Wspólne przeżywanie emocji bardzo zbliża.
Zmieniają się nawet problemy.
– Nie ma rachunków i codziennych spraw. Trzeba znaleźć wodę, nocleg, zdecydować, dokąd jedziemy. To zupełnie inny pakiet problemów, który paradoksalnie bardzo odpręża głowę – dodaje Paweł.
Karolina mówi wręcz o „totalnym resecie”. Jej praca jest stresująca i absorbująca, a zawodowych emocji nie zawsze da się nie przynosić do domu. W podróży największym zmartwieniem może być to, co zjedzą rano albo którędy pojadą dalej.
Może właśnie dlatego po powrocie tak szybko zaczyna się planować kolejną wyprawę.
(Fot. Materiały prasowe)
Bike Days, czyli rower i kultura to synonimy
O tym, że rower potrafi prowadzić do znacznie ciekawszych historii niż ta o liczbie przejechanych kilometrów, dobrze wiedzą też organizatorzy Bike Days. Międzynarodowy Festiwal Filmów Rowerowych Bike Days odbędzie się od 18 do 20 września 2026 roku w warszawskim Kinie Muranów. Warto podkreślić, że to – oczywiście – wydarzenie nie tylko dla mieszkańców stolicy. W końcu można na nie nie tylko przyjść, ale i przyjechać. Na przykład rowerem: analogowym lub elektrycznym.
Jednym z filmów pokazywanych podczas tegorocznej edycji będzie właśnie „Szkocka”, a partnerem wydarzenia jest Bosch eBike Systems.
– Mamy takie festiwalowe motto: „rower i kultura to synonimy”. Bardzo je lubimy, bo świetnie oddaje esencję tego, co robimy – mówi Sonia Mielnikiewicz, organizatorka Bike Days.
Rower jest na festiwalu wspólnym mianownikiem, ale nie zawsze głównym tematem. Filmy opowiadają o podróżach, wolności, mieście, relacjach, nierównościach czy potrzebie zmiany. Dlatego Bike Days nie jest wydarzeniem wyłącznie dla osób mocno zanurzonych w świecie kolarstwa. Dzisiejszą kulturę rowerową tworzą przecież także ludzie dojeżdżający rowerem do pracy, rodzice wożący dzieci rowerami cargo czy ci, którzy po prostu lubią w weekend pojechać do lasu.
– Bardzo chcemy widzieć na festiwalu różne osoby, w każdym wieku. Dla nas rower jest czymś więcej niż jednośladem. To pewien sposób myślenia związany z ruchem, aktywnym trybem życia, ale też z tym, jak poruszamy się po miastach, odkrywamy je i doświadczamy ich na co dzień – mówi organizatorka wydarzenia.
„Kulturalne Przełożenie”, czyli rower mówi językiem kultury
Hasłem przewodnim Bike Days 2026 jest „Kulturalne Przełożenie”. Rowerzystom „przełożenie” natychmiast kojarzy się ze zmianą biegu. Tutaj ma jednak jeszcze drugie znaczenie.
– Próbujemy przełożyć rower i język rowerowy na język kultury – tłumaczy Sonia Mielnikiewicz.
W programie znalazły się więc nie tylko filmy o sportowych wyzwaniach, lecz także historie o podróżowaniu, społeczeństwie i relacjach. Czytelniczkom „Zwierciadła” Sonia szczególnie poleca blok poświęcony kobietom i równości w kolarstwie „Pod górę. Po równy peleton”, którego częścią będzie seans filmu „Half the Road”, czyli „W połowie drogi”. Produkcja zagląda za kulisy kobiecego kolarstwa zawodowego i pokazuje nierówności, z którymi zawodniczki wciąż mierzą się w świecie przez lata zdominowanym przez mężczyzn. Po seansie zaplanowano rozmowę z kobietami związanymi z kulturą rowerową i różnymi rowerowymi inicjatywami.
Organizatorka Bike Days zwraca również uwagę na blok „Prozą jechane”. Punktem wyjścia będzie film inspirowany „Gronami gniewu” Johna Steinbecka: grupa przyjaciół przemierza Stany Zjednoczone, sprawdzając, jak zmieniła się Ameryka od czasu powstania książki. W programie znalazł się także estoński film fabularny „Our Erika”.
– To historia kobiety z Estonii, która w czasach sowieckich zaczyna trenować kolarstwo, żeby móc wyjeżdżać i startować w zawodach. Rower staje się narzędziem, dzięki któremu stara się odmienić swoje życie. Sportowa kariera okazuje się dla niej poniekąd pułapką. To opowieść o samotności, potrzebie akceptacji, cenie ambicji i poszukiwaniu własnej tożsamości – opowiada.
Żeby znaleźć coś dla siebie na Bike Days, nie trzeba zresztą szczególnie interesować się kolarstwem. Równie dobrym powodem może być ciekawość świata, zamiłowanie do podróży i dobrych historii.
– Rower jest wspólnym mianownikiem tych filmów, ale tak naprawdę opowiadają one o ludziach, emocjach i otaczającej nas rzeczywistości. Chcemy, żeby z seansów widzowie wychodzili z refleksją i poczuciem, że dowiedzieli się czegoś nowego o sobie i świecie. Bike Days to coś więcej niż obrazki z jazdy na rowerze – podkreśla Sonia Mielnikiewicz.
Jedną z takich historii jest właśnie „Szkocka”.
Nie trzeba od razu ruszać do Szkocji
Bo film Karoliny i Pawła to nie tylko zapis blisko dwutygodniowej podróży przez góry, wrzosowiska i szkocką niepogodę. Pod zachwycającą warstwą zdjęć kryje się opowieść, którą można odnieść do własnego życia.
O tym, że nie każda podróż musi wyglądać tak samo. Że czas spędzony razem może znaczyć więcej niż kolejna rzecz, którą sobie kupimy. Że można zacząć coś nowego jako dorosła osoba. I że przygoda nie musi czekać do momentu, w którym będziemy mieć idealną formę, mnóstwo wolnego czasu i wszystkie warunki po swojej stronie.
Technologia Bosch eBike Systems, z której Karolina i Paweł korzystają podczas swoich wypraw, pozostaje w tej historii dokładnie tam, gdzie powinna: w tle. Bosch eBike Systems dostarcza napędy i systemy do rowerów elektrycznych, a elektryczne wspomaganie poszerza możliwości podróżowania – pozwala planować dłuższe trasy, docierać dalej i przeżywać przygodę także wtedy, gdy sportowy wynik nie jest naszym celem.
Karolina nie proponuje zaczynać od Szkocji. Na początek warto stawiać sobie mniejsze cele, a przede wszystkim – spróbować.
– Dziś eBike’a można wypożyczyć i po prostu sprawdzić, czy taka forma jazdy nam odpowiada. Można znaleźć kogoś bardziej doświadczonego albo dołączyć do jednej z lokalnych grup rowerowych – podpowiada.
Sama jeździ z dziewczynami, które spotykają się na „babskiej środzie”.
– Takie rowerowe ustawki odbywają się w różnych miastach. Warto uśmiechnąć się do jakiejś ekipy i powiedzieć: „Hej, chciałabym z wami pojeździć, pokażcie mi, jak to zrobić”. Czasem właśnie tak zaczynają się nowe przyjaźnie – mówi.
A potem? Potem może pojawić się pierwszy weekendowy wyjazd. Pierwsza dłuższa trasa. Miejsce, do którego nigdy wcześniej nie przyszłoby nam do głowy pojechać rowerem.
Nie trzeba przecież od razu przemierzać szkockich wrzosowisk. Ale można najpierw zobaczyć w kinie, jak zrobili to Karolina i Paweł – i sprawdzić, czy gdzieś w połowie „Szkockiej” zamiast „ja bym nie dała rady” nie pojawi się zupełnie inna myśl: „A właściwie dlaczego nie?”.
Bike Days 2026 odbędą się w dniach 18–20 września w Kinie Muranów w Warszawie. W programie festiwalu znajdzie się film „Szkocka” Karoliny Skarysz i Pawła Kurczaba z ENDUROFINY. Bosch eBike Systems jest partnerem wydarzenia. Bilety będą dostępne w kasach Kina Muranów oraz na kinomuranow.pl. Szczegółowy program festiwalu znajduje się na bikedays.pl.