1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Upolować Osamę: Wróg numer jeden

Upolować Osamę: Wróg numer jeden

Monolith
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Po czterech latach przerwy Kathryn Bigelow wraca na Oscarowe pole bitwy. O miano Najlepszego Filmu walczy w tym roku kolejną opowieścią o wojnie: nie tej prowadzonej w pierwszym szeregu, ale – jak próbuje udowodnić – wymagającej równie dużych poświęceń.

W 2008 roku Akademia musiała paść przed nią na kolana, Hurt Locker zgarnął 6 statuetek, w tym Najlepszą Reżyserię dla Bigelow. Temat obsesji wojny w sporym stopniu przewija się w jej nowym filmie, chociaż Wróg Numer Jedennie zajmuje się już tym, jak wojna uzależnia i sprawia, że codzienne życie nie jest już wystarczająco ciekawe. Nie zajmuje, bo we Wrogu Numer Jeden” coś takiego jak powrót do codziennego życia nie istnieje w ogóle: jest tylko misja, którą trzeba wykonać. Odnaleźć i unicestwić Osamę bin Ladena.

- To portret poświęcenia dla sprawy. Portret ludzi, którzy oddali całe swoje życia, żyli w cieniu, nie mogąc z oczywistych względów zostać docenionymi publiczniemówi reżyserka o swoich bohaterach, agentach zajmujących się tropieniem terrorystów, odpowiedzialnych za zamachy z 11 września 2001. Inaczej niż w jej filmie o grupie saperów z 2008 roku, Bigelow najważniejszą postacią we „Wrogu Numer Jeden” czyni... kobietę. - To nie jest żaden feministyczny manifest. Uznaliśmy po prostu, że musimy być wierni danym, które wybraliśmy, a z nich jasno wynikało, że większość osób pracujących w służbach wywiadowczych, w tym okresie stanowiły kobiety wyjaśnia.

W filmie reprezentantką tej większości jest więc Maya (Jessica Chastain), która do wywiadu trafia od razu po szkole średniej. Jej przełożeni szybko rzucają ją też na głęboką wodę, wprost do Pakistanu, w sam środek pełnego brutalnych przesłuchać śledztwa. Mayę, co niektórym może przeszkadzać, znamy tylko z jej pracy, bo w filmie nie robi nic poza nią. Nie ma chłopaka, nie myśli o rodzinie,, nie korzysta nawet z okazji, żeby poflirtować z kolegami z pracy. Ma tylko jeden cel, któremu całkowicie poświęca 10 lat swojego życia. - Nie ma tu żadnego tła, innych osi czasu, punktów odniesienia w jej biografii. Wszystko na ekranie dzieje się w teraźniejszości, to tam musicie ją poznawać, utożsamiać się z jej determinacjątłumaczy swój zamysł Bigelow.

10 lat poszukiwań Bin Ladena jest tutaj skompresowanych do 180 minut. Dobór zdarzeń i przeskoki czasu mogą pozostawiać w związku z tym wiele do życzenia. Mimo bardzo dobrze zagranych, oszczędnych – przez co wymagających – ról, momentami wyjątkowo trudno jest utrzymać emocjonalną relację z bohaterami. Znacznie przesadzono też z dbałością o szczegółowe odwzorowanie faktów, a raczej o popisywanie się tym, czego nie przegapiono. Lawina nazwisk i małych, nieprowadzących nigdzie poszlak mogłaby zmęczyć nawet na bieżąco informowanych o tej sprawie Amerykanów, a co dopiero nieco mniej osobiście odbierających ją Polaków. Odrobinę większa dramatyzacja wydarzeń mogłaby chyba pomóc temu filmowi dotrzeć do jeszcze większej publiki.

Każdy kto widział we „Wrogu Numer Jeden potencjał na drugie Monachium” (nominowany do Oscara film Stevena Spielberga o izraelskim odwecie na palestyńskich terrorystach) musi niestety dokładniej przetrzeć okulary. Mało tutaj strzelania, wybuchów i pościgów, mnóstwo siedzenia za biurkami, dyskutowania i czekania (niesamowite było uświadomienie sobie, że po odkryciu miejsca, w którym prawdopodobnie mógł ukrywać się Bin Laden, na dalsze działania agenci tacy jak Maya musieli czekać... 4 miesiące!). To ostatecznie bardziej para-dokument niż film fabularny, o czym warto pamiętać przed wybraniem się do kina.

Przyda się też cierpliwość, która - przynajmniej w moim przypadku - nie została wynagrodzona. Do dziś z całej sagi po 11 września pamiętam najbardziej właśnie poranek, gdy pojawiła się informacja o zastrzeleniu Osamy bin Ladena. Wiwatujące tłumy na amerykańskich ulicach i wstydliwe uczucie moralnej niejednoznaczności. Terrorystom współczuć nie wypada, ale z drugiej strony tamtego dnia trudno było nie zastanowić się nad definicją sprawiedliwości i tym, „co z tego”, że do niego po tych wszystkich latach dotarli, co teraz, co dalej? Nie mogłem się więc doczekać jak na to pytanie odpowie sobie w filmie Maya i jak odpowie na nie widzom Kathryn Bigelow. I się rozczarowałem, bo te pytania tam właściwie nie padają (ostatnia scena, jeden grymas twarzy, niezupełnie wystarcza).

Może dla Amerykanki, szczególnie takiej jak Bigelow, podkreślającej jak dumna jest będąc częścią tego narodu, są to pytanie zbyt oczywiste. Jeśli macie podobne odczucia, nie powinniście przegapić tego filmu. Bigelow mówiła, że kręcąc go chciała oddać przysługę tym, którzy pracowali na końcowy sukces tego polowania. Osoby czujące, że też są coś winne wywiadowi USA, mogą spłacić ten dług w ten weekend w kinie. Ja, mimo że doceniam tutaj nowatorskie podejście do składania opowieści, zdecydowanie wolę „Hurt Lockera”. Mniej laurkowy, bardziej uniwersalny, prawdziwszy... No i 50 minut krótszy.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze