fbpx

Horror prawdę ci powie…

Horror prawdę ci powie...
123RF.com

Filmy grozy oglądamy zazwyczaj przy zawieszeniu niewiary, bo jakże wziąć na poważnie widmowe zjawy, psychopatów w fikuśnych wdziankach czy przerośnięte krokodyle-ludojady? I choć faktycznie lwia część horrorów to opowieści wyssane z palca, niektóre mają swoje korzenie w policyjnych kartotekach, gazetowych ploteczkach albo przekazywanych z ust do ust sąsiedzkich rewelacjach. Mimo że w procesie pisania scenariusza różne makabry stają się zazwyczaj jeszcze bardziej krwawe, historia źródłowa potrafi być nie mniej przerażająca…

Za maską z ludzkiej skóry

Przykładami nieco oczywistymi mogą wydawać się trzy słynne filmy oparte na jednej historii, choć zupełnie od siebie różne – „Psychoza”, „Milczenie owiec” i „Teksańska masakra piłą mechaniczną”. Mimo rozbieżności fabularnych, obrazy te mają wiele punktów stycznych, jeśli chodzi o kreację czarnych charakterów, i nic w tym dziwnego, bowiem zarówno Norman Bates, jak i Leatherface oraz Buffalo Bill wyrośli z biografii Eda Geina, psychopatycznego mordercy, który działał w latach pięćdziesiątych w stanie Wisconsin. Skazano go za jedno zabójstwo (choć sam przyznał się do dwóch), więc jego filmowi bracia mogą pochwalić się większym żniwem, lecz otoczka towarzysząca jego aresztowaniu mrozi krew w żyłach. Policjanci odkryli, że Gein uprawiał nekrofilski proceder i wykopywał z okolicznego cmentarza kobiece zwłoki, z których zdejmował skórę i wycinał niektóre organy. Z otrzymanych materiałów szył ubrania (a także abażury na lampy i obicia meblowe), w których chodził po domu. Psychiatrzy tłumaczyli potem jego zachowania chorobliwą obsesją na punkcie zmarłej matki oraz niezadowoleniem z własnej płci. Rzecz jasna Gein nie był jedynym mordercą, którego popkultura unieśmiertelniła, swoje filmy ma bodaj każdy ze słynniejszych psychopatów z amerykańskich kronik kryminalnych, lecz mało który stał się materiałem tak chętnie eksploatowanym przez kino jak Edward Theodore Gein.

Nieświęte duchy

O ile w psychopatycznego mordercę uwierzyć nietrudno, tak w ingerencję sił nadprzyrodzonych – już mniej. Istnieje jednak cała rzesza filmów o duchach, których twórcy utrzymują, że to zdarzyło się naprawdę. Weryfikacja podobnych deklaracji leży poza zasięgiem większości z nas, ale po dziś dzień historia rodziny Lutzów pobudza wyobraźnię. „Horror Amityville” powstał w oparciu o książkę autorstwa Jaya Ansona, gdzie opisał, rzekomo prawdziwe, zetknięcie się George’a i Kathy Lutz z siłami nieczystymi, które opanowały ich nowo nabyty dom na Long Island. Małżeństwo twierdziło, że podczas dwudziestu ośmiu spędzonych tam dni słyszeli nienaturalne, dochodzące znikąd odgłosy, doświadczyli nagłych zmian temperatury, ze ścian spływał zielony szlam, a krucyfiksy same się odwracały. Szybko zakwestionowano te opowieści, co nie zmieniło faktu, że dom Lutzów w Amityville stał się wręcz popkulturowym symbolem nawiedzonego miejsca. Nie był to jedyny budynek uznany za siedlisko złych mocy – w latach osiemdziesiątych rodzina Reedów z Connecticut utrzymywała, że zamieszkiwany przez nich dom, będący niegdyś zakładem pogrzebowym, znajduje się w rękach demonów. Pani Reed precyzyjnie opisała ich wygląd: „Jeden z nich był chudy, miał wysokie kości policzkowe, czarne włosy i oczy jak smoła. Drugi nosił garnitur, miał białe włosy i oczy; nieustannie przebierał nogami”. W filmie „Udręczeni”, który zrealizowano na podstawie historii Reedów, widoków podobnych nie uświadczymy, tam opętany jest syn rodziny mieszkającej w feralnym domostwie. Innym filmem bazującym na podobnych opowieściach jest „Byt”, gdzie samotna matka, Carla Moran, zostaje pobita i zgwałcona przez niewidzialną siłę. Scenariusz jest fabularyzowanym zapisem tego, co miało przytrafić się kobiecie nazwiskiem Doris Bither, mieszkance kalifornijskiego Culver City, której sprawę badało dwóch specjalistów od zjawisk paranormalnych – Kerry Gaynor i Barry Taff. Obaj twierdzili potem, że istotnie byli w domu Bither świadkami niewyjaśnionych zdarzeń, a nawet zrobili kilka zdjęć, na których miał widnieć uporczywy duch. Ale nie tylko straszne historie mogą posłużyć za punkt wyjścia dla horroru – na przykład pisarz i scenarzysta Frank De Fellita napisał swoją powieść „Audrey Rose”, przerobioną potem na film zainspirowany przez nadzwyczajne wydarzenie.Jego sześcioletni syn, Raymond, który nigdy nie brał żadnych lekcji gry na pianinie, już za pierwszym razem zagrał perfekcyjnie. De Fellita zasięgnął opinii okultysty i dowiedział się o reinkarnacji i talentach, które zachowujemy z poprzednich wcieleń. Pisarz pomysł przekuł na opowieść o dziewczynce opętanej przez ducha swojej rówieśniczki. O opętaniach mówi oczywiście niezliczona rzesza filmów, można choćby wymienić „Egzorcyzmy Emily Rose”, „Egzorcystę” czy „Demona – historię prawdziwą”. Każdy z tytułów chełpi się autentycznym, przerażającym rodowodem.

Uwaga! Zły rekin

Prócz horrorów o psychopatycznych mordercach, prawdopodobne wydają się te z podgatunku animal attack, czyli opowiadające o zmaganiach głównych bohaterów z dzikim zwierzęciem. Nie zawsze udaje się jednak trzymać biologicznych faktów co do natury i zachowań krokodyla czy tygrysa, nawet gdy filmowy scenariusz zainspirowała historia prawdziwa. Peter  Benchley, autor powieści „Szczęki” i twórca scenariusza do słynnego filmu Stevena Spielberga, przed przystąpieniem do pisania przeczytał o serii ataków na plażowiczów w New Jersey w lipcu 1916 roku, za którymi stał podobno dużych rozmiarów rekin. Terror trwał niemal dwa tygodnie i zwierzę udało się wreszcie pochwycić i zabić, a w jego żołądku istotnie znaleziono szczątki ofiar. Do dzisiaj nie jest jasne, czy złapano właściwego sprawcę, lecz faktem jest, że tego lata nie zanotowano dalszych ataków. Inny film biorący pod lupę rekiny i ich apetyt na ludzkie mięso to „Ocean strachu”, czerpiący z tragedii, która dotknęła w 1998 roku małżeństwo Longeranów, pozostawione samotnie przy Wielkiej Rafie Koralowej przez firmę organizującą wyprawy nurkowe. Poszukiwania wszczęto dopiero po dwóch dniach i ekipie ratunkowej nie udało się odnaleźć nieszczęśników. Kilka tygodni później natrafiono jedynie na ich rzeczy osobiste i nic nie wskazywało na atak rekina, lecz twórcy filmu „Ocean strachu” przyjęli właśnie taką dramatyczną wersję zdarzeń.

Interesujący jest wniosek, że nawet najbardziej nieprawdopodobna i podrasowana przez kino historia może mieć w sobie ziarno prawdy. Bo któż by pomyślał, że takie rzeczy jak „Wąż i tęcza” czy „Przepowiednia” faktycznie nie wzięły się znikąd, lecz mają jako takie (quasi)racjonalne podstawy. Za pierwszym z wymienionych filmów stoją książkowe relacje kanadyjskiego naukowca Wade’a Davisa, który badał haitańskie żywe trupy i wpadł na trop pewnej toksyny zdolnej wprowadzić człowieka w stan specyficznego transu. Drugi z filmów bazuje na relacjach świadków, którzy twierdzili, iż widywali wielokrotnie tajemniczą postać, człowieka-ćmę, w miasteczku Point Pleasant w Zachodniej Wirginii. Widmo miało być zwiastunem katastrofy – w grudniu 1967 roku runął most łączący Point Pleasant z Ohio, grzebiąc pod sobą ponad czterdzieści osób. Być może w filmowej niesamowitości tkwi więcej, niż widać na pierwszy rzut oka.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze