Filmy o odmienności i potrzebie bliskości

Kadr z filmu "Don Juan", reż. Jerzy Śladkowski (fot. materiały prasowe / Millenium Docs Against Gravity)

Pewność siebie pozwala iść przez życie jak burza. Ale czy przebojowość oznacza, że znamy swoją wartość? Czy może ją czuć ktoś odrzucany przez społeczeństwo?

Skąd się bierze pewność siebie, którą często emanują osoby narcystyczne? Podobno im większa kruchość wewnętrzna, tym bardziej trzeba udowadniać, że jest inaczej. Świetnie pokazuje to holenderski film „A Strange Love Affair with Ego” w reżyserii Ester Gould. Główna bohaterka, Rowan – piękna, przebojowa dziewczyna, wyjeżdża z małej miejscowości do Londynu, gdzie studiuje sztukę i otacza się artystami. W pewnym momencie presja bycia przebojową i kreatywną oraz brak akceptacji porażek odciskają coraz mocniejsze piętno na jej życiu. Tak jak mówi Rowan, bez nadmiernych ambicji, każdy dzień mógł stać się wreszcie pięknym dniem. Wie, jaka chciałaby być, ale nie wie, jaka jest. Nie akceptuje siebie, więc akceptacji szuka na zewnątrz. Jest narcystyczna i skrajnie wrażliwa na opinie innych o tym, jak wygląda, jak jest ubrana, jak się zachowuje. Ten film pokazuje, jak nacisk na sukces i popularność powodują, że co wrażliwsze jednostki przestają sobie z nim radzić – a współczesna, konsumpcyjna kultura nie daje narzędzi, żeby mądrze przepracować poczucie odrzucenia.

Skąd dzisiaj tylu narcyzów?

Psychologowie twierdzą, że narcyzm staje się dominującą osobowością naszych czasów. To coraz bardziej powszechna psychologiczna strategia przetrwania w kulturze, którą stworzyliśmy. Wolny rynek produkuje narcyzów – rzeczywistość to dzisiaj więcej, szybciej i lepiej. W Polsce to pokolenie – nazywane pokoleniem X – zostało wychowane przez bohaterów przemiany ustrojowej. Ludzi, którzy po 1989 roku walczyli o miejsce w nowej rzeczywistości, zakładali firmy, pracowali ponad normę i nie mieli czasu dla dzieci.

Osoby narcystyczne widzą świat czarno-biały. Albo coś jest idealne, albo beznadziejne. Narcyzm sprawia, że możemy osiągnąć szczyty kariery i prześcignąć innych. Nie dlatego, że jesteśmy lepsi, ale bardziej skłonni do poświęcania wszystkiego dla sukcesu. Kobieta narcyz? Więcej w jej życiu sfer, w których musi być najlepsza: w pracy, w kuchni, w łóżku, jako matka, dobra córka. Nie ma czegoś takiego jak 60 proc., jest tylko 100, bo lepiej być jeden dzień lwem niż sto lat owieczką. Muszę być mistrzynią świata albo nie ma mnie wcale. Uroda przemija, dlatego łatwiej realizować swój narcyzm w innych dziedzinach: bogactwo, kariera, władza, sztuka, popularność.

Jeśli ktoś z cechami narcystycznymi ma talent, to może znaleźć niszę, do której taka osobowość pasuje. Wbrew pozorom to jeszcze pogłębia problem, bo potwierdza wrażenie „wielkości”. Nie ma wtedy powodu do tego, żeby rozpocząć pracę nad sobą. Narcyz buduje swój wizerunek kosztem więzi z innymi – to analfabeta emocjonalny, jeśli chodzi o głębsze relacje i o kontakt z samym sobą. Dlatego jest bezbronny wobec wyzwań życiowych, jak śmierć bliskich, starzenie się czy choroby. Dla dojrzałej osobowości przechodzenie przez trudne uczucia jest okazją do rozwoju. Narcyz właściwie się nie uczy.

Don Juan z Aspergerem

Narcyz chciałby być inny niż jest naprawdę, co więcej, myśli, że ten „inny” to naprawdę on. Zupełnie odwrotny problem ma Oleg, rosyjski student ekonomii, bohater filmu „Don Juan” Jerzego Śladkowskiego. On czuje, że nie do końca dorósł do roli mężczyzny. Poszukuje miłości, której nie jest w stanie znaleźć. – Ja nie umiem kochać – twierdzi chłopak. – Nie umiem żyć, nie umiem rozwiązywać problemów.

A może to jego bliscy mają z tym kłopot? „Czy jeśli całuję kobietę, mogę ją złapać za biust? Oczywiście. Ale wtedy mogę trafić do więzienia? Chyba w Ameryce, w Rosji można dotykać czego się chce, szczególnie biustu!” – ten dialog z filmu prowokuje pytanie: Jak kochać, będąc „innym”? Oleg nieustannie szuka sposobu na to, żeby być taki sam jak inni. Nie dopuszcza do siebie bliskiej osoby, bo nie chce jej zawieść. – To niebezpieczne, być ze mną – mówi. – Jako dziecko skrzywdziłem kota.

Co właściwie czyni go szczególnym? Oleg ma zespół Aspergera.

Czym jest norma?

Kobiety będą miały ogromne biusty, a mężczyźni dwa metry wysokości – tak będzie wyglądał świat w niedalekiej przyszłości według 27-letniego Jacoba Nossella, bohatera filmu „Natural disorder”, w reżyserii Christiana Jepsena. Dlaczego się tym interesuje? Jacob ma porażenie mózgowe i zastanawia go, czy w przyszłości będzie miejsce dla osób niepełnosprawnych w społeczeństwie. Co to właściwie znaczy być normalnym? Jacob studiuje dziennikarstwo, jest w pełni sił intelektualnych, ale niedomaga fizycznie. Szuka odpowiedzi na pytanie, czym jest „normalność” – w sztuce, którą sam reżyseruje dla Duńskiego Teatru Królewskiego. Zaczyna szekspirowskim „być albo nie być”. – Pierwsza reakcja ludzi na mnie? Uciec ode mnie albo mnie zabić – opowiada. – Czy moje życie jest warte życia? Co czyni mnie człowiekiem? Czy sam chciałbym mieć niepełnosprawne dziecko? Co je czeka w takim świecie? – pyta siebie, ale i nas, widzów. – Jestem tą pierwszą zmarszczką, której nie chcesz. Piwnym brzuszkiem, który zaczyna rosnąć – w ten sposób mówi o sobie Jacob, tak widzi go świat. – W moim domu jestem normalny, to na zewnątrz jestem inny – dodaje.

 

Bo tak naprawdę każdy z nas przechodzi walkę o to, żeby znaleźć swoje miejsce na Ziemi, pomimo trudności. W liście do swojego jeszcze nienarodzonego syna Jacob pisze: „To najbezpieczniejszy czas, w macicy u mamy. Świat jest pełen trosk. Jeśli nie chcesz trosk, nie radzę Ci, byś był taki jak tata. Ale jeżeli chcesz mieć wgląd w życie i w siebie, biec wewnętrzne kilometry, to dalej – bądź taki jak ja”.