1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Filmy
  4. >
  5. Zostawili go samego na Marsie, skazując na pewną śmierć. To, co zrobił Matt Damon w tym filmie, do dziś robi ogromne wrażenie

Zostawili go samego na Marsie, skazując na pewną śmierć. To, co zrobił Matt Damon w tym filmie, do dziś robi ogromne wrażenie

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)

Odsłuchaj artykuł

Marta Waszkiewicz - Zostawili go samego na Marsie, skazując na pewną śmierć. To, co zrobił Matt Damon w tym filmie, do dziś robi ogromne wrażenie

00:00 05:39
15s
0,5 x
15s
Po nieudanej ekspedycji jeden z astronautów (Matt Damon) zostaje sam na Marsie. Mimo znikomych zapasów żywności oraz zerwanej łączności z dowództwem mężczyzna stara się jednak przetrwać. Ten nominowany do siedmiu Oscarów film to jednak nie tylko efektowna marsjańska epopeja, która czaruje wybitnym aktorstwem i fantastyczną oprawą audiowizualną, ale też emocjonujące widowisko, które pokazuje, że nawet z najbardziej patowej sytuacji, jest zawsze jakieś wyjście.

Trzymający w napięciu od początku do samego końca „Marsjanin” w rezyserii Ridley’a Scotta, zapierający dech w piersiach film przygodowy z 2015 r., powstał na postawie bestsellerowej powieści. Straszliwa burza piaskowa sprawia, że marsjańska ekspedycja musi uciekać z Czerwonej Planety. Kiedy ciężko ranny Mark Watney odzyskuje przytomność, orientuje się, że został na Marsie sam w zdewastowanym przez wichurę obozie, z minimalnymi zapasami powietrza i żywności, a do tego bez łączności z Ziemią.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Co gorsza, zarówno pozostali członkowie ekspedycji, jak i sztab w Houston uważają go za martwego, nikt więc nie zorganizuje wyprawy ratunkowej; zresztą, nawet gdyby wyruszyli po niego niemal natychmiast, dotarliby na Marsa długo po tym, jak zabraknie mu tlenu, wody i jedzenia. Czyżby to koniec? Nic z tego. Mark rozpoczyna heroiczną walkę o przetrwanie, w której równie ważną rolę co naukowa wiedza, zdolności techniczne i pomysłowość odgrywają niezłomna determinacja oraz umiejętność zachowania dystansu wobec siebie i świata, który nie zawsze gra fair.

Czytaj także: „Odyseja” Nolana zaskoczyła mnie wrażliwością, jakiej nie spodziewałam się po epickim kinie o wojnie

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Marsjańskie przypadki Matta Damona. Ten nominowany do siedmiu Oscarów film wciąż ogląda się z zapartym tchem

Samotny człowiek na Marsie, ograniczone zapasy jedzenia, zero kontaktu z Ziemią i perspektywa śmierci. Brzmi jak przepis na ponury dramat? Nie tym razem. Legendarny reżyser Ridley Scott postanowił bowiem uczynić z tej historii coś znacznie lżejszego – emocjonujące, zabawne i zaskakująco podnoszące na duchu kino o tym, jak daleko może zaprowadzić człowieka wiedza, spryt i niezłomna wola przetrwania.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Matt Damon gra tutaj astronautę uwięzionego na obcej planecie po nieudanej misji. Zamiast jednak biernie czekać na ratunek, bohater zakasuje rękawy i zaczyna kombinować, jak przeżyć. Wątki z uprawą ziemniaków, odzyskiwaniem wody czy konstruowaniem kolejnych prowizorycznych rozwiązań zamieniają więc „Marsjanina” w swoistą robinsonadę sci-fi, w której science przeważa nad fiction, a kolejne problemy rozwiązywane są nie supermocami, lecz wiedzą, logicznym myśleniem i odrobiną improwizacji.

Czytaj także: Matt Damon od 20 lat jest w udanym małżeństwie z Lucianą Barroso. Mają jedną „nienegocjowalną” zasadę

Co więcej, Damon jest w tej roli naprawdę doskonały i przekonujący. To w zasadzie spektakl jednego aktora, który z łatwością dźwiga ciężar emocjonalny swojej postaci, a jednocześnie nadaje jej niesamowitą lekkość. Dzięki temu nawet w najbardziej dramatycznych momentach film nie pogrąża się w patosie, a humor, który jest tu wyjątkowo w punkt, sprawia, że jeszcze mocniej kibicujemy znajdującemu się w patowej sytuacji bohaterowi.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Ogromne wrażenie robi także nienaganna strona wizualna, szczególnie urzekające zdjęcia autorstwa Dariusza Wolskiego, które wyglądają tak, jakby ekipa filmowa naprawdę kręciła na Marsie. Czerwona planeta w jego obiektywie jest zatem zarówno piękna, jak i surowa, ale też śmiertelnie niebezpieczna, a oszałamiające efekty specjalne, świetny montaż i genialna scenografia tworzą widowisko, które zachwyca, ale nie przytłacza samej historii. Wszystko to natomiast spina sprawna reżyseria oraz solidny scenariusz napisany przez Drew Goddarda, którego największą siłą jest przede wszystkim prostota i błyskotliwość.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Efekt? Kapitalna rozrywka, która idealnie sprawdzi się na wieczór przed telewizorem, i poruszający pean na cześć ludzkiego rozumu, nauki i hartu ducha. Zjawiskowy film o przetrwaniu, odwadze, odpowiedzialności, potędze ludzkiej inteligencji i solidarności, który pokazuje, że nie ma sytuacji bez wyjścia, a każdy problem można rozwiązać. Do tego opowiedziany bez zadęcia, za to z dużą dawką pozytywnej energii.

Czytaj także: Matt Damon uderza w Netflixa. „Każą nam tłumaczyć fabułę, bo widz i tak patrzy w telefon”

Scott sprawnie łączy natomiast dramat, sporą dozę humoru i widowiskowe kino sci-fi w całość, która wywołuje w widzach całą gamę emocji: bawi, wzrusza i ekscytuje, a także przypomina nam, że nawet jeśli sytuacja wygląda beznadziejnie, warto zacząć od rozwiązania pierwszego problemu. A potem kolejnego i jeszcze jednego...

„Marsjanina” obejrzeć można na HBO Max, Disney+, Prime Video, Apple TV+ i Playerze.

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE