Marta Waszkiewicz - Zapomnijcie o „Skazanych na Shawshank”. Nowy filmowy przebój HBO Max pokazuje więzienie od zupełnie innej strony
00:00
06:24
Motyw więzienia w kinie został już na tyle wyeksploatowany, że ciężko o coś nowego i naprawdę świeżego. Nowość HBO Max zachwyciła jednak widzów zupełnie nietypowym podejściem do tematu. „Wiezień” nie jest bowiem kolejnym tytułem osadzonym w więziennych murach, a brutalną opowieścią o samczym świecie, w którym testosteron miesza się z agresją w walce o dominację, a słabość to natychmiastowy cel drapieżników. Jeśli „Skazani na Shawshank” to zatem wasz lubiony dramat więzienny, koniecznie powinniście obejrzeć ten film. Trwa niecałe półtorej godziny, ale w tym czasie gwarantuje istną jazdę bez trzymanki.
Nowa filmowa propozycja HBO Max to kameralny dramat więzienny o przetrwaniu za kratami; trzymające w napięciu intensywne kino z zaskakującym twistem. Surowe, nihilistyczne, pokazujące mroki odsiadki, ale bez zbędnego romantyzowania i upiększeń. Intensywna opowieść ukazująca hierarchię, przemoc i brutalność więziennej rzeczywistości, a także ciekawie nakręcony i zgrabnie zamknięty w 90 minutach klasyczny obraz, który zachwyca dusznym klimatem i umiejętnie budowanym napięciem.
Czytaj także: Najlepsze filmy na HBO Max. Nie spodziewałam się, że platforma skrywa takie filmowe perełki
Bohaterem tej opowieści jest Taylor (David Jonsson), cichy więzień odbywający surowy wyrok za drobne przestępstwo. Przetrwanie w więziennej rzeczywistości zapewnia mu przede wszystkim niewidzialność i trzymanie się swojej rutyny oraz rozmyślanie o synu, którego prawie nie zna. Gdy po 13 latach odsiadki otrzymuje szansę na przedterminowe zwolnienie, to zmusza go do zachowania bezwzględnej dyscypliny. Sytuację komplikuje jednak pojawienie się w placówce charyzmatycznego i niebezpiecznego współwięźnia Dee (Tom Blyth), który chce zachwiać dotychczasową więzienną hierarchią i próbuje wciągnąć Taylora w ryzykowną grę. W obliczu nadchodzącej wolności bohater musi zdecydować, czy pozostać wiernym zasadom, czy zaryzykować dla czegoś więcej.
(Fot. materiały prasowe)
Kino więzienne od lat uwielbia historie o odkupieniu. Spójrzmy chociażby na kultowych „Skazanych na Shawshank” Franka Darabonta z 1994 roku, którzy są idealnym przykładem wiary w to, że człowiek jest w stanie zachować siebie, nawet kiedy cały system i świat zewnętrzny próbują mu to odebrać. „Więzień”, nowość HBO Max, nie dostarcza nam jednak tej przypowieści. W zamian dostajemy brutalną narrację o tym, że w strukturach więziennych nie ma miejsca na neutralność i możliwość potrwania do końca wyroku „po cichu”. Neutralność często wiąże się bowiem z próbą zrzucenia odpowiedzialności i niemożnością obrania stanowiska w sytuacjach, w które tego wymagają.
(Fot. materiały prasowe)
Tę odwagę twórców należy docenić, bo nie jest to kolejna pełna nadziei opowieść o braterstwie za kratami, gdzie w niedoli i znoju rodzi się prawdziwa męska przyjaźń. W tej produkcji więzienie nie zbliża ludzi; to świat, w którym trzeba wybierać między przyzwoitością i własnym kodeksem moralnym, a próbą osiągnięcia bezpieczeństwa. Dodatkowo twórcy lokują akcję we współczesności, tłumacząc nam, że więzienia nie są wolne od social mediów. Więźniowie mają telefony, korzystają z aplikacji i sprawnie obracają się w systemie wykształconym przez ich rozwój: nagrywają pobicia i upokorzenia, a następnie wrzucają je do sieci, budując na tym swoją pozycję i status, tak jak influencerzy w świecie zewnętrznym. Tu gra toczy się jednak trochę na innych zasadach i stawkach.
(Fot. materiały prasowe)
Dużym plusem nowej produkcji jest również rewelacyjny duet aktorski Davida Jonssona, nowej gwiazdy Hollywood, o której z pewnością niejednokrotnie jeszcze usłyszymy (wkrótce aktor wcieli się w nową Czarną Panterę), i Toma Blytha, który stoi tu w największym możliwym kontraście do swoich poprzednich ról („Igrzyska Śmierci”, „Ludzie, których spotykamy na wakacjach”). Taylor i Dee są natomiast zupełnie różni, ale właśnie dlatego ich relacja działa tak dobrze. Taylor to więzień, który chce po prostu przetrwać i nie stracić szansy na wyjście na wolność, natomiast Dee ma znacznie większe ambicje i szybko zaczyna wikłać ich obu w coraz większe problemy. Blyth dominuje przy tym niemalże w każdej scenie, ale też pozwala dostrzec w skazańcu człowieka, a nie tylko kryminalną statystykę.
(Fot. materiały prasowe)
Nie jest to zatem lekkie kino, ale sprawnie zrealizowane, perfekcyjne zagrane, mocne i warte uwagi, które ciekawi bawi się formą i tematem moralności. To również udany debiut reżyserski, który nie próbuje robić z więzienia efektownego miejsca rodem z typowych thrillerów. Jest brudno, ciasno i nieprzyjemnie. Całość ma surowy charakter, a kamera (genialne ujęcia z ręki robią robotę) często znajduje się bardzo blisko bohaterów w sytuacji bez wyjścia, przez co można naprawdę poczuć klaustrofobiczną atmosferę.
(Fot. materiały prasowe)
„Więzień” zachowuje też pełny realizm i trafnie portretuje środowisko więzienne jako miejsce, gdzie każdy może liczyć wyłącznie na siebie. Pokazuje też brutalną prawdę: więzienie to w wielu przypadkach fabryka zwyrodnialstwa, która tak naprawdę nie resocjalizuje i nie moralizuje przestępców, a jedynie konserwuje ludzkie rozterki i zamiast „prostować” ludzi, jeszcze bardziej ich „wykręca”, co fenomenalnie puentuje rozegrany po mistrzowsku finał. Dodatkowo zostawia widza z pytaniami i wnioskami (główny jest taki, że każdy walczy jak umie, a jeśli nie umiesz, musisz kombinować), a to chyba najlepszy dowód na to, że mamy do czynienia z naprawdę solidnym kinem.
„Więzień” dostępny jest na platformie HBO Max.