fbpx

Julia Roberts – aktorka ponadczasowa

Julia Roberts - wywiad
Julia Roberts (Fot. 123rf)

Uwielbiana przez widzów. Aktorka ponadczasowa, kojarząca się z najlepszym hollywoodzkim kinem. Ćwierć wieku temu zagrała w „Pretty Woman”, przed 15 laty w „Erin Brockovich”, a tuż za nią inna wyjątkowa rola – w filmie „Sekret w ich oczach”. Julia Roberts nie kryje, że tym razem praca na planie nie przypominała żadnego z jej dotychczasowych doświadczeń: „Pierwszy raz w mojej karierze tak trudno było mi oddzielić własne emocje od pracy”.

Jest południe, Roberts spóźnia się już 30 minut. Kiedy wreszcie pojawia się w drzwiach, na powitanie rzuca uśmiech wart milion dolarów, przepraszając za spóźnienie. To dobry znak, w filmowym świecie krążą plotki, że potrafi być opryskliwa dla dziennikarzy. Ubrana w marynarkę i bardzo elegancki kostium wygląda bardziej jak prezeska biznesowego imperium niż jedna z największych gwiazd w historii amerykańskiego kina. Jeszcze szybki rzut oka na jej dłonie, subtelny i idealnie wykonany manicure. Siada przy stole, uspokaja oddech i w ciągu całego wywiadu sprawia wrażenie, jakby nigdzie się nie spieszyła. Pełen profesjonalizm, siła spokoju. A kiedy ustalony wcześniej czas rozmowy minie, z tym samym rozbrajającym uśmiechem będzie się tłumaczyć, choć wcale nie musi, że pędzi do męża, przejąć od niego dzieciaki.

Chciałabym zweryfikować plotki. Czy to prawda, że w „Sekrecie w ich oczach” miałaś zagrać lesbijkę?
Taki był pierwotny plan i przyznam, że byłoby to dla mnie prawdziwe wyzwanie. Podobał mi się ten pomysł godny XXI wieku. W argentyńskim oryginale filmu najważniejszą postacią jest mężczyzna, który traci żonę. W naszej wersji miała to być kobieta, która traci ukochaną. Zaczęłam czytać scenariusz naszego remake’u i gdzieś w połowie, kiedy akcja zaczęła się zagęszczać, pomyślałam: „To jednak powinno być dziecko, należy pokazać w filmie stratę kogoś, kogo wszyscy mamy lub kim byliśmy – czyimś dzieckiem. Historia zyska wtedy na uniwersalności”.

Ostatecznie w filmie zagrałaś pogrążoną w żałobie matkę.
Gram policjantkę Jess, która w trakcie służby znajduje nagie ciało swojej zamordowanej córki w śmietniku. Cały świat Jess umiera w tamtym momencie. Moja własna córka Hazel ma dziesięć lat. Nie mogę nawet o tym mówić. To niewyobrażalna strata i tragedia. Myślę, że każdy w tym filmie odnajdzie dla siebie znajomy motyw, wątek bliski sercu.

A jednak zdecydowałaś się na tę bardzo trudną emocjonalnie rolę. Podobno argentyński oryginał cię zachwycił.
Tak, i byłam bardzo zaskoczona, kiedy otrzymałam scenariusz amerykańskiej wersji. „Po co?” – pomyślałam. Nie minęło przecież tak wiele czasu od argentyńskiej premiery. Ustalmy jedno, tamten film był wybitny. Doskonałe kino zrealizowane przez znakomitych twórców, obraz wartki, trzymający w napięciu, pełen akcji, a wszystko zrealizowane tak delikatnie, subtelnie, jakby opowiedziane szeptem. Niemniej w amerykańskim scenariuszu zostały zmienione kluczowe elementy. Dlatego uznałam, że warto opowiedzieć tę historię na nowo. Zdecydowałam się na tę rolę, mimo że, przyznaję, po raz pierwszy w mojej karierze tak trudno było mi oddzielić prywatne emocje od reakcji mojej bohaterki. To było przerażające. Starałam się wykorzystać mój stan psychiczny i rozdarcie w trakcie pracy na planie najlepiej, jak potrafiłam. Z korzyścią dla roli. Niemniej było to ciężkie doświadczenie.

Scena, kiedy znajdujesz swoje martwe dziecko, jest wstrząsająca. Próbuję sobie wyobrazić, jak wielki ból niesie ze sobą takie wyzwanie aktorskie.
Nie wiem, czy ktokolwiek jest to sobie w stanie wyobrazić. Dzień, kiedy kręciliśmy tę scenę, pamiętam jak przez mgłę. Nie do końca wiem, co się wtedy wydarzyło. Straciłam tego dnia nawet głos, ale nie przypominam sobie dokładnie dlaczego. Pamiętam natomiast, jak pewnego dnia na planie jadłam śniadanie z moją filmową córką Zoe Graham. To naprawdę świetna dziewczyna. Siedzimy więc sobie i rozmawiamy o jakichś bzdetach. A ja nagle zdaję sobie sprawę, że to nie tylko śmieszne, ale wspaniałe zarazem. Obudziły się we mnie matczyne odruchy i od tego momentu wiedziałam, że granie z Zoe będzie dla mnie bardzo trudne. W głowie miałam obraz swojej własnej córki, a przed oczami tę piękną młodą istotę, na której zaczęło mi naprawdę zależeć. Codziennie na planie o tym myślałam. Żadnej taryfy ulgowej. Zero miłych dni zdjęciowych. Żyłam tragedią Jess przez cały plan zdjęciowy. Wierz mi, to było wykańczające.

Praca nad filmem jest naznaczona także bardzo osobistymi doświadczeniami. Wystarczy powiedzieć, że w czasie, kiedy kręciliście, zmarła twoja matka.
Chcę podkreślić, że cudownie pracowało mi się przy tej produkcji z całą ekipą. Niemniej jednak boję się, że w filmie jest o wiele więcej moich prawdziwych, osobistych emocji, niż chciałam pokazać. Niespodziewanie przyszło mi się zmierzyć z wieloma moimi lękami. Wiesz, że jeszcze nie widziałam filmu? Szczerze boję się zobaczyć samą siebie z tego okresu na ekranie. Chociaż, kto wie, może to będzie wyzwalające? Moja matka była wspaniałą kobietą. Bardzo wspierającą. Staram się być taką samą matką dla moich dzieci i być może dlatego „Sekret w ich oczach” jest dla mnie tak ważny.

Czy to, że pracowałaś z mężem [aktorka jest żoną operatora Danny’ego Modera – przyp. red.], przynosiło ci ulgę? Czy dzięki jego obecności łatwiej było ci zmierzyć się z własnymi demonami na planie?
Zdecydowanie tak. Danny był moim hamulcem bezpieczeństwa. Wiem, że bardzo się o mnie martwił i kontrolował, czy nie przekraczam własnych granic, czy to dla mnie nie za wiele. Najważniejsze to czuć grunt pod nogami. I taka była jego rola, był dla mnie oparciem. Oczywiście – poza tym, co się wtedy działo w moim życiu prywatnym – wykonywał po prostu swoją pracę, a ja swoją. Pełen profesjonalizm. I tylko czasami, po nakręceniu którejś z trudniejszych scen, dobrze było mieć go przy sobie i się do niego przytulić. Danny nieustannie przypominał mi, że dom jest blisko.

Na ekranie nie przypominasz siebie. Twoja charakteryzacja daleka jest od „Pretty Woman”.
Ta metamorfoza bardzo pomogła mi zbudować postać. Filmowe losy Jess rozgrywają się na przestrzeni 13 lat. Ten czas znacząco wpłynął na jej wygląd. Nie ma w niej życia. W Jess umarł duch. Na ekranie jestem szara, i to dosłownie. Mam nawet szare szkła kontaktowe. Jak inaczej pokazać, że po mojej bohaterce została jedynie skorupa? Jak pokazać kogoś, komu umarła dusza?

Quizy: czy znasz filmy o miłości - zwierciadlo.pl
Fot. materiały prasowe

Tak piękna kobieta jak ty zamienia się nagle w postać niemal przezroczystą, niedostrzegalną dla innych. To całkowita zmiana perspektywy.
Pytasz, czy to wyzwalające nie czuć tej presji piękna, będąc na planie zdjęciowym? Na pewno było to ekscytujące. Moim obowiązkiem jako aktorki jest być autentyczną w każdym możliwym aspekcie mojej pracy. Swoją drogą prawda jest taka, że wystarczy, że znana osoba ma nieuczesane włosy i zdawkowy makijaż, a już traktuje się ją jak nieatrakcyjną wersję samej siebie.

Najnowsza premiera to także dobry czas na podsumowania. Minęło 25 lat od premiery filmu „Pretty Woman” i 15 lat, od kiedy wcieliłaś się w Erin Brockovich. Jak z perspektywy oceniasz te dwa kamienie milowe w swojej karierze?
Bardzo radośnie. Weźmy za przykład „Pretty Woman”. Nie mam zielonego pojęcia, komu Garry Marshall [reżyser – przyp. red.] zaprzedał duszę, ale jego film był strzałem w dziesiątkę. Ludzie wciąż z przyjemnością go oglądają, a my wciąż jesteśmy o niego zagadywani. To prawdziwy skarb mieć taki tytuł na koncie.

Czego teraz szukasz? Czy od czasów „Pretty Woman” i „Erin Brockovich” coś się zmieniło w twoim podejściu do grania, scenariuszy, pracy na planie?
Przede wszystkim nie martwię się już o czynsz, a był to dla mnie realny problem, kiedy kręciliśmy „Pretty Woman” [śmiech]. Oczywiście, dużo rzeczy zmieniło się w moim życiu osobistym, ale nadal twierdzę, że mam najlepszy zawód na świecie, a moje potrzeby i oczekiwania „dorosły” wraz ze mną. Wszystko przyszło w swoim czasie. Rzeczy, których poszukiwałam na początku mojej kariery, pojawiły się wraz z rzeczami, które są mi bardzo potrzebne w dojrzałym życiu. Jasne, że jestem teraz o wiele bardziej świadoma jako aktorka, ale przede wszystkim jako kobieta, żona i matka.

Na koniec chciałam zapytać o temat, o którym w środowisku filmowym jest naprawdę głośno. Chodzi o seksizm w Hollywood, o nierówność płac i groteskowe traktowanie kobiet w przemyśle filmowym. Jakie jest twoje stanowisko w tej sprawie?
Przede wszystkim nie rozmawiałabym o tym problemie jedynie w kontekście Hollywood. Problem równości kobiet i mężczyzn zawsze był bardzo delikatną kwestią. Szczególnie w kontekście pracy. Moim zdaniem należy się uspokoić, zamiast rozdmuchiwać temat. Po co nam dramatyczne wystąpienia, jeśli można znaleźć rozwiązanie, które będzie wygodne, oficjalne, przejrzyste. Dla wszystkich. Tutaj sama dyskusja, która, szczerze powiedziawszy, zaczęła mnie już nudzić, niczego nie zmieni. Każdy musi walczyć o sprawiedliwe dla siebie warunki. A jeśli mamy rozmawiać, rozmawiajmy o czymś znacznie przyjemniejszym. Najlepiej o filmach i emocjach.

Julia Roberts, ur. 28 października 1967 roku. Przełomowy był dla niej rok 1990, kiedy po roli w „Stalowych magnoliach” nie tylko została dostrzeżona, ale i dostała pierwszą nominację do Oscara. Statuetkę zdobyła dekadę później za „Erin Brockovich”. Ma też na koncie trzy Złote Globy. W roku 2002 wyszła za mąż za operatora Danny’ego Modera. Para wychowuje bliźniaki: Hazel Patricię i Phinnaeusa Waltera oraz najmłodszego syna Henry’ego Daniela.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze