Co widać z boku: Roberto Bolaño, Rozmowy telefoniczne

Roberto Bolano, "Rozmowy telefoniczne"
mat. prasowe

Pierwsze wydane w Polsce książki Roberto Bolaño przeszły właściwie bez echa. Przełomem stała się dopiero publikacja najgłośniejszej powieści chilijskiego pisarza – „Dzikich detektywów” (wyd. pol. 2010).

Roberto Bolano, "Rozmowy telefoniczne"
mat. prasowe

I dla mnie było to pierwsze spotkanie z nim, takie oczywiście, po którym z przyjemnością sięgałam po kolejne tytuły. O czym wspominam, bo pisarz zmarł przecież dziesięć lat temu i niczego już nie napisze, a w kolejce na wydanie czekają już tylko jego poezja, opowiadania i publicystyka. I jakkolwiek owo „tylko” trzeba oczywiście ująć w cudzysłów, to i tak żal.

Tak czy inaczej, po powieściach – a w naszym kraju ukazały się już wszystkie – pora na opowiadania, które, naturalnie, nie ustępują powieściom, są jednak z mniejszym entuzjazmem traktowane przez wydawców. Podobno czytelnicy niechętnie po nie sięgają, co tłumaczy się najczęściej tym, że w krótkiej formie nie sposób się rozsmakować. Ledwie się poznało bohaterów, już trzeba się z nimi pożegnać – tak to lapidarnie ujmijmy. Mnie samej to nie przeszkadza, ale jestem w stanie przyjąć ten argument.

W przypadku „Rozmów telefonicznych” nie powinno być takiego problemu. Wielbiciele Bolaño znajdą bowiem w jego opowiadaniach wiele wątków, które pojawiły się już w powieściach. Najlepszym przykładem jest opowiadanie „Detektywi”. Wprawdzie z „Dzikimi detektywami” łączy je na pozór wyłącznie postać Arturo Belano (alter ego pisarza, funkcjonujące na różne sposoby w wielu jego książkach), ale i tło polityczne przedstawionych tu wydarzeń okazuje się znajome. Forma tego opowiadania jest jednak zaskakująca – to dialog dwóch policjantów, przypominający nam samochodowe rozmowy Vincenta Vegi i Julesa Winnfielda z „Pulp fiction” Quentina Tarantino. Dość groteskowa rozmowa na typowo męskie tematy staje się jednak coraz mniej komiczna, kiedy wychodzi na jaw, czym parają się bohaterowie i jakie mają podejście do swojej pracy. A polega ona na tropieniu, przesłuchiwaniu i torturowaniu więźniów politycznych, wśród których znajduje się także Belano, szkolny kolega jednego z nich. Ujmując temat w tak lekką formę, pisarz w dość specyficzny sposób odreagowuje własną traumę – opowiadanie oparte jest na wątkach autobiograficznych, co jeszcze bardziej zwiększa grozę, jaką odczuwa się po jego przeczytaniu.