fbpx

Bo ta noc należy do kochanków: Patti Smith „Poniedziałkowe dzieci”

autoiografa Patti Smith
materiały prasowe

Nie ma chyba drugiej artystki w historii rocka, która miałaby na warsztacie tylu klasyków muzyki. Teraz polski czytelnik ma okazję poznać Patti Smith w roli pisarki.

materiały prasowe

Pod koniec lat 90. polska telewizja pokazywała zapomniany już dziś w Polsce serial „Millennium”. Główny bohater serii, przeorany przez pług życia były agent FBI Frank Black zajmował się wyjaśnianiem wyjątkowo brutalnych zbrodni popełnianych przez rzesze obłąkańców, między jednym a drugim śledztwem próbując jeszcze dodatkowo zapobiec końcowi świata. Odcinek, w którym ostatecznie przekonaliśmy się o jego sukcesie/niepowodzeniu, zapisał się w historii amerykańskiej telewizji nie tylko ze względu na owo zakończenie, ale także na niesamowitą scenę szaleństwa jednej z bohaterek, zilustrowaną trwającą całe dziesięć minut piosenką „Horses” w wykonaniu Patti Smith. Dziś nikt już nie robi takiej telewizji. Na szczęście wciąż mamy Patti Smith.

O tym, jak ważną jest postacią w historii współczesnej muzyki, świadczy jej… książka „Poniedziałkowe dzieci” (bardziej adekwatny jest chyba tytuł oryginalny – „Just kids”). To wyjątkowa autobiografia, bo dla autorki ważniejsza od niej samej jest postać jej wieloletniego przyjaciela, platonicznej miłości życia – fotografa Roberta Mapplethorpe’a. Choć zapewne był on postacią mniej znaną, niż chciałaby Smith, to jednak obydwoje stanowili integralną część nowojorskiej bohemy artystycznej, kwitnącej w czasach świetności klubów CBGB’s i Max’s Kansas City. Jedno było muzą drugiego, inspiracją i najsurowszym recenzentem. Ich życiorysy przeplatały się wielokrotnie, aż do przedwczesnej śmierci Mapplethorpe’a. Na stronach książki obserwujemy borykającą się z codziennością, młodą, zagubioną dziewczynę, która pracując w kolejnych nowojorskich księgarniach ledwie wiąże koniec z końcem. Chce być artystką, jednak jej plany to marzenia ściętej głowy. Takich jak ona są miliony, udaje się tylko nielicznym. Gdy poznaje równie mało przebojowego Mapplethorpe’a, sytuacja nie zmienia się. Musi minąć wiele lat, by on został uznanym fotografem, a ona światowej sławy piosenkarką. Najbardziej niezwykłe w „Poniedziałkowych dzieciach” jest to, że przemiana ta następuje zupełnie niezauważenie, między wierszami. Bo Smith nie odniosła sukcesu z dnia na dzień, jak to ma miejsce w przypadku wielu współczesnych gwiazdeczek. Ba, odwleka go w czasie jak tylko się da. I pewnie w tym tkwi jej tajemnica. Jak sama przyznaje, nie zbiera plonów, na które nie zapracowała. Takich artystów jest już niewielu.

Patti Smith, „Poniedziałkowe dzieci”, wydawnictwo Czarne

?>