fbpx

O filmie „Nie ma nas w domu” rozmawiają Martyna Harland i Grażyna Torbicka

O filmie "Nie ma nas w domu" rozmawiają Martyna Harland i Grażyna Torbicka
Kadr z filmu "Nie ma nas w domu". Od 25 lipca produkcję będzie można oglądać na HBO GO. (fot. materiały prasowe)

Brytyjczyk Ken Loach od lat skupia się na peryferiach społeczeństwa, jednak jego obserwacje są uniwersalne. Czego uczy jego film „Nie ma nas w domu” – zastanawiają się filmolożka Grażyna Torbicka i psycholożka Martyna Harland. Od 25 lipca produkcję będzie można oglądać na HBO GO.

Martyna Harland: Filmoterapeutyczne rozmowy rozpoczęłyśmy dokładnie trzy lata temu od filmu „Ja, Daniel Blake” Kena Loacha. Wtedy podobało mi się to, że główny bohater walczy o siebie i swoje prawa. Ty zwróciłaś uwagę na ludzi, którzy są bardziej wrażliwi, słabsi lub chorzy i potrzebują pomocy. Dziś wracamy do Loacha, bo w jego najnowszym filmie „Nie ma nas w domu” znów mamy podobną sytuację.
Grażyna Torbicka: I jak zawsze u tego reżysera, trudno winić bohaterów za to, że w takiej sytuacji się znaleźli. Przecież nie można powiedzieć, że to z powodu lenistwa. Oni chcą coś zrobić, tyle że zazwyczaj już na starcie nie mają możliwości ani siły przebicia. Są uzależnieni od systemu społecznego. Para z dwójką dzieci, z którą spotykamy się w tym filmie, jest w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Rodzice ledwo wiążą koniec z końcem. Jednak głównemu bohaterowi wydaje się, że jeśli weźmie sprawy w swoje ręce: zainwestuje w nowy samochód i zostanie kurierem, zyska niezależność i polepszy byt swojej rodziny. Pracodawca przekonuje Ricky’ego, że będzie mógł decydować o czasie pracy i wreszcie stanie się panem swojego losu.

Gdy tylko zobaczyłam tę scenę, zaczęłam się martwić. Czułam, że to nie będzie takie proste.
Ricky nie ma nikogo, kto mógłby go przestrzec. Być może jego żona ma trochę obaw, ale chce wierzyć, że ich życie się odmieni na lepsze. Jednak oboje wpadają w pułapkę niekończącej się pracy. Do ich ciągłej nieobecności nawiązuje właśnie tytuł „Nie ma nas w domu”. Ricky i Abbie pracują od świtu do nocy, nie mają czasu dla dzieci, nie rozmawiają z nimi, a jedynie udzielają instrukcji przez telefon: „odrób lekcje” czy „wyjmij obiad z lodówki”. Chcieli zapewnić córce i synowi lepszą przyszłość, a tracą z nimi kontakt, rodzina rozpada się na naszych oczach.

Mężczyzna zakłada własny biznes i pracuje ponad siły. Jednak syn Seb, który dzięki decyzji ojca ma mieć lepsze życie, nie docenia jego wysiłków, nie szanuje go. Z kolei żona wyrzuca Ricky’emu, że nie było go, gdy rodzina go potrzebowała. Nie da się tego nijak pogodzić…
Bo to niemożliwe do pogodzenia… Czy naprawdę lepiej byłoby, gdyby Ricky stał się bezrobotny, ale przychodził na wszystkie wywiadówki syna?! Nie sądzę, przecież ta rodzina nie ma za co żyć. To sytuacja „być albo nie być”, a nie uciekanie w pracę, co robi dziś wiele osób pod pretekstem troski o rodzinę.

A jaka powinna być twoim zdaniem rola pracy w życiu?
Oboje z mężem mamy to szczęście, że robimy to, co lubimy, co daje nam głównie bodźce pozytywne. Praca jest dla mnie elementem rozwoju, sposobem poznawania świata i bardzo trudno byłoby mi z niej zrezygnować. Nawet kiedy jestem zmęczona, to jednocześnie moja praca daje mi siłę, zyskuję dzięki niej nowe pokłady wewnętrznej energii.

Dla kogo ten film może być najbardziej terapeutyczny: pracodawców, zapracowanych rodziców? Komu byś go pokazała?
Życie we współczesnym świecie wymaga od nas biegu sprintem, a jednocześnie niezwykłej czujności na drugiego człowieka. Jednak nie sposób być bez przerwy empatycznym wobec bliskich: każdy z nas ma przecież gorszy dzień, źle się czuje, ma problemy w pracy. Dlatego powinniśmy zadbać także o siebie, bo tylko dzięki temu jesteśmy w stanie dbać innych. Ricky’emu tego brakuje i w tym sensie ten film może być terapeutyczny dla wszystkich osób, które znalazły się w podobnej sytuacji i nie widzą z niej wyjścia. Może dawać widzom poczucie, że nie są osamotnieni.

A ja znalazłam tu pozytywne przesłanie, jak choćby podczas rozmowy Seba z policjantem, który mówi: „Słuchaj, młody, najważniejsze, co masz, to rodzina, która się tobą interesuje”. Czy takie, że pomimo ciężkiej sytuacji Ricky i Abbie trzymają się razem, nie wylewają na siebie frustracji.
Tak, oni naprawdę chcą, żeby w ich życiu było lepiej. Starają się ze wszystkich sił. Muszą ciężko pracować, jednak potrafią rozmawiać i wspierać się nawzajem. Tego możemy się od nich uczyć. Podobnie jak druga przytoczona przez ciebie scena, która w prosty sposób przypomina nam, jak ważne jest, być żyć świadomie. Przez jedną chwilę nieuwagi można kogoś bardzo skrzywdzić. Podziwiam Kena Loacha za to, z jaką konsekwencją przygląda się ludziom pokrzywdzonym przez los. Bierze ich pod swoje skrzydła, żeby pokazać nam ich problemy.

Grażyna Torbicka, dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996-2016 autorka cyklu „Kocham Kino” w TVP2.

Martyna Harland, autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” w TVP2.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze