1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Retro
  4. >
  5. Pina Bausch – niezwykła tancerka, która zrewolucjonizowała balet

Pina Bausch – niezwykła tancerka, która zrewolucjonizowała balet

Pina Bausch w 1987 roku. (Fot. Ingrid von Kruse/SZ-Photo/Forum)
Pina Bausch w 1987 roku. (Fot. Ingrid von Kruse/SZ-Photo/Forum)
Mawiała: „Interesuje mnie nie to, jak poruszają się ludzie, ale to, co ich porusza”. I taki też jest teatr tańca Piny Bausch, wybitnej tancerki i choreografki. Rozbudzający wyobraźnię, rozpalający emocje.

Trójwymiarowa Pina

Cieszyła się na film Wendersa (film „Pina” miał swoją premierę w 2011 roku - przyp. red.), z którym znali się ponad 20 lat. Ponieważ nie była zadowolona z dotychczasowych prób przeniesienia na ekran spektakli jej teatru tańca, Wenders szukał wierniejszego sposobu oddania tej niezwykłej sztuki. A to niełatwe zadanie, bo taniec najpełniej wybrzmiewa przecież na żywo. Aż po premierze trójwymiarowego nagrania koncertu U2 w Cannes reżyser wybiegł z projekcji z okrzykiem: „mam!”. I zadzwonił do Piny, że oto wpadł na pomysł wykorzystania techniki 3D. Zaśmiała się i powiedziała: „nie mam pojęcia, o czym mówisz”.

Bardzo się jednak do projektu zapaliła, ale nie zdążyła go zrealizować. Zmarła pięć dni po zdiagnozowaniu nowotworu, 29 czerwca 2009 roku. Miała 68 lat.

Wenders powiedział dla „The Daily Telegraph”: „Interesował mnie jej przenikliwy sposób patrzenia na ludzi. Umiała bardzo subtelnie odczytywać ich wnętrze poprzez gesty, ruchy, taniec. Była w stanie widzieć w taki sposób jak nikt inny. Wielu reżyserów albo fotografów cechuje precyzja spojrzenia, ale ona miała coś więcej. Naprawdę chciałem zobaczyć to, co ona widzi”.

Dwa dni przed śmiercią Piny jej Tanztheater Wuppertal ze spektaklem „Nefés” przyjechał do Wrocławia na festiwal Świat Miejscem Prawdy. Wcześniej występował w Polsce dwa razy: w 1987 roku też we Wrocławiu, na Festiwalu Teatru Otwartego, gdzie pokazał „Café Müller” z muzyką Purcella oraz „Święto wiosny” Strawińskiego, potem w 1998 roku – w Warszawie na Międzynarodowych Spotkaniach Sztuki Akcji „Rozdroże” ze spektaklem „Goździki”.

W 2009 roku zespół przyjechał do Wrocławia bez Piny. Oficjalnie podano, że nie wystąpi ze względu na kłopoty ze zdrowiem. Nikt, nawet członkowie zespołu, nie zdawał sobie sprawy, że jej stan jest tak poważny. Dwa tygodnie wcześniej świętowała premierę nowej sztuki. Szykowała się do pracy z Wendersem. Mariusz Treliński był przypadkowym świadkiem przekazania zespołowi wiadomości o jej śmierci. „Było wtorkowe popołudnie, 29 czerwca 2009 roku – opowiada. – Piłem kawę na rynku we Wrocławiu. W pobliskiej restauracji siedzieli członkowie baletu Piny, rozdyskutowani, roześmiani. Nagle widzę, jak jeden z tancerzy odbiera telefon i w jednej chwili zmienia się wyraz jego twarzy. Wszyscy na ułamek sekundy zamierają jak rażeni prądem. Bez słowa biorą się za ręce, przytulają, obejmują, płaczą, ale bez histerii. To niezwykły moment zjednoczenia, ogromnej więzi między nimi, także na poziomie ciała. Byli jak taka grupa Laokoona. Po chwili odkryłem, że zespół dowiedział się o śmierci Piny. Było w tym coś niesamowicie przejmującego”.

Wieczorem zrozpaczeni artyści zagrali przedstawienie w hołdzie swojej mistrzyni i koleżance. Na początku wydawało się, że bez niej zespół nie może istnieć. Potem przeważyło przekonanie, że powinni nieść jej dzieło w świat. I niosą.

Kroki nie rodzą się w nogach

Mówi się o Pinie, że zrewolucjonizowała balet. Pierwsza połączyła taniec z innymi sztukami: aktorstwem, muzyką, piosenką, tworząc nowy gatunek – teatr tańca. Najbardziej niezwykła była jednak jej metoda pracy. Mawiała: „szukam ludzi, którzy tańczą, a nie tancerzy”. Podczas prób, siedząc w kłębach papierosowego dymu za stołem pełnym notatek, zadawała tancerzom dziwne pytania: Co czułeś, gdy byłeś pierwszy raz zakochany? Jak wyobrażałeś sobie miłość? Co cię jako dziecko śmieszyło lub napawało strachem?

Jej pytania dotyczyły osobistych doświadczeń tancerzy. Bo dla Piny najważniejsze było odwołanie się do ich własnych emocji, a dopiero potem prosiła o znalezienie dla tych emocji właściwego wyrazu w ruchu. Tancerze szukali rozwiązań sami, często w ukryciu. A kiedy już znaleźli, Pina dokonywała korekt, kazała powtarzać, aż w końcu rodził się scenariusz. Było w tym tyleż improwizacji, co morderczego treningu. Niczego nie narzucała, raczej inspirowała, wyzwalała nieznaną wcześniej energię. To sprawiało, że tancerze, którzy zazwyczaj wędrują od jednego zespołu do drugiego, zostawali z nią na dziesięciolecia. Wielu występowało nawet po pięćdziesiątce. Bo też Pina głosiła tezę, że tańczyć mogą wszyscy i w każdym wieku.

Jeden z jej tancerzy, Rosjanin Andrej Berezin, tak określił specyfikę pracy z Piną: „Najważniejsze są w jej balecie uczucia, a nie jak w tradycyjnym – geometria ciała i klasyczny ideał piękna stworzony jakby wbrew człowiekowi i jego naturze. U nas technika postępuje za duszą – nie odwrotnie”. Ona sama o swojej pracy powiedziała: „Zaczynam bez żadnych narzędzi, bez żadnego uzbrojenia poza uczuciem wewnątrz, na które nie ma odpowiedniego słowa ani obrazu”. A w innym: „Kroki biorą swój początek gdzie indziej – nie rodzą się w nogach. Ruch wypracowujemy po drodze. Stopniowo budujemy krótkie taneczne sekwencje, które zapamiętujemy. W przeszłości, by wywołać stan strachu czy paniki, zaczynałam od ruchu, unikałam pytań. Obecnie zaczynam od pytań”.

Wiara w wyobraźnię

Pina stwarzała tancerzom nowy rodzaj wyzwań. Musieli na przykład tańczyć na rozsypanej na scenie ziemi, trawie, liściach albo w mokrych kostiumach. „Pamiętam, że kiedy pierwszy raz tańczyłam na ziemi, pomyślałam: Boże, nie umiem tańczyć. Nie wiem, jak się poruszać!” – wspomina tancerka Julie Shanahan. A Pinie chodziło o to, aby zakotwiczyć tancerzy w realności, wyzwolić w nich prawdziwe odczucia, doświadczyć. „Wiele rzeczy robimy na scenie – mówiła w wywiadzie. – Ludzie biegają, upadają, rzucają się na ściany lub ociekają wodą. Trawa na scenie pachnie. Wszystko to jest rzeczywiste. To coś, co lubię!”

W teatrze tańca Piny równie ważni byli widzowie. Reżyserka włączała ich w przedstawienie, czyniła współodpowiedzialnymi za kształt widowiska. Tancerze schodzili ze sceny na widownię, zapraszali widzów do zabawy, siadali im na kolanach, obejmowali, oblewali wodą. Tak rodził się teatr interaktywny, ale niepozbawiony ironii.

W ten sposób Pina nawiązywała do zjawiska zanikania granic między przestrzenią publiczną a prywatną, do ingerowania mediów w nasze życie. Tworzyła spektakle pełne konkretów (choreograficznych i scenograficznych), ale odrealnione i poetyckie. Wyrastające z osobistych doświadczeń tancerzy, jednak uniwersalne. Rozpalające emocje i zarazem kojące.

Dominique Mercy, tancerz baletu, mówił: „Jej fenomen polega na tym, że pozostaje stale otwarta na nasze propozycje, możliwości, odmienne osobowości. Możemy się nimi dzielić, dawać je i brać, koncentrować się na nich. Podążać swoją drogą, jakakolwiek by była. Pracujemy na sobie, jednocześnie bez konieczności eksponowania siebie za wszelką cenę, bez potrzeby mówienia o sobie w sposób bezpośredni. A jednak gdy mowa jest o uczuciach czy emocjach, to ukazujemy je poprzez własne doświadczenie, wrażliwość, dzielimy się swoim życiem, a tym samym lepiej poznajemy samych siebie”.

Krytycy byli na ogół bezradni wobec jej niedookreślonych, surrealistycznych propozycji. Dziennikarz „Guardiana” po angielskiej premierze „Café Müller” napisał nawet: „to błąd próbować interpretować inscenizacje Bausch”.

Krytyczka teatralna Aleksandra Rembowska w książce „Teatr tańca Piny Bausch” pisze, że dla Piny ciało tancerza, a wraz z nim jego wnętrze stają się podstawowym, a zarazem najdoskonalszym instrumentem do wyrażenia prawdy o człowieku, jego osobowości i uczuciach. Poprzez ów instrument artystka zbliża się do tajemnicy człowieka, ale jej nie dotyka. Zdaniem Rembowskiej u Piny liczy się bowiem poszukiwanie, dążenie, a nie osiąganie celów. „Sztukę Bausch cechuje lekkość i błyskotliwość w splataniu różnych rytmów i wątków, sprzeczności i porządków, owo bycie pomiędzy, a także intuicja w dokonywaniu wyborów i zaskakujące bogactwo skojarzeń. […] Najważniejszym drogowskazem w dziele artystki wydaje się wiara w wyobraźnię”.

„Kiedy zobaczyłem jej spektakl, byłem do głębi poruszony choreografią, bo po raz pierwszy zobaczyłem coś tak zupełnie innego od klasycznego baletu – wspomina belgijski choreograf Alain Platel. – W jej przedstawieniach widzi się uczucia każdego tancerza”.

Człowiek w centrum

Zaczęła tańczyć jako dziewczynka. Rodzice (właściciele restauracji; babka była z pochodzenia Polką) posłali ją w 1955 roku do Folkwang Academy w Essen, gdzie uczyła się pod kierunkiem najbardziej wpływowego choreografa niemieckiego Kurta Joossa, nazywanego ojcem niemieckiego tańca ekspresjonistycznego. Potem wyjechała do Nowego Jorku na stypendium do słynnej Juilliard School i została członkiem Metropolitan Opera Ballet Company. Po powrocie w 1962 roku dołączyła do nowego zespołu Kurta Joossa Folkwang Ballett Company jako solistka i asystentka Joossa. W 1972 roku została dyrektor artystyczną ówczesnego Wuppertal Opera Ballet, później nazwanego Tanztheater Wuppertal Pina Bausch.

Początki w Wuppertalu nie były łatwe. Widzowie, przyzwyczajeni do klasycznego baletu, wychodzili z jej przedstawień, trzaskając fotelami, krytyka była oburzona. Ale Pina trwała przy swoim. Coraz częściej jej zespół odnosił sukcesy za granicą.

Pina całe swoje życie związała z baletem. Nawet mężowie pochodzili ze świata tańca: Rolf Borzik, scenograf (zmarł na raka w 1980 roku), i Ronald Kay, tancerz, (ich syn urodził się w 1981 roku). Pina jako pierwsza kobieta w 2008 roku otrzymała nagrodę Kioto – 400 tysięcy euro – za całokształt dokonań w dziedzinie sztuki i filozofii. Rok później przyznano jej Nagrodę im. Goethego, a jej teatrowi – pierwszą nagrodę Laurence Olivier Award w Londynie w kategorii tańca nowoczesnego.

Stworzyła nowoczesny język baletowy, w którym poetyka tańca łączy się harmonijnie z rozwiązaniami scenograficznymi. Jej spektakle są poszatkowane – składają się z luźnych, niezależnych obrazów. Pozornie można je w każdej chwili zakończyć albo uzupełnić następnymi. A wszystko nie po to, aby epatować awangardowymi rozwiązaniami, tylko opowiedzieć nam o nas. Bo w centrum zainteresowań Piny Bausch zawsze stał człowiek – jego walka z żywiołami, światem i samym sobą.

Tekst pochodzi z archiwalnego numeru „Zwierciadła”.

Lektury: Aleksandra Rembowska „Teatr tańca Piny Bausch”, wydawnictwo Trio; przedruk wywiadu Wima Wendersa dla „The Daily Telegraph” w „Forum” z 26 kwietnia 2011 roku.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).