1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Retro
  4. >
  5. "Kiedy się na niego patrzę żałuję, że nie mam 20 lat więcej". Zakazana miłość Giedroycia i Osieckiej

"Kiedy się na niego patrzę żałuję, że nie mam 20 lat więcej". Zakazana miłość Giedroycia i Osieckiej

Jerzy Giedroyc. (Fot. BEW PHOTO)
Jerzy Giedroyc. (Fot. BEW PHOTO)
Publicysta, polityk, działacz emigracyjny, twórca i redaktor paryskiej „Kultury”. Nieprzystępny, skupiony na pracy. Po latach w swojej autobiografii gorzko stwierdzi: „Wszystko, co zrobiłem, zrobiłem kosztem życia osobistego, którego nie mam”. A jednak w jego biografii jest wyłom: spotkanie, zauroczenie, które odkrywa innego Jerzego Giedroycia – mężczyznę, człowieka z krwi i kości.

W drodze z winobrania na południu Francji wstąpiła do Maisons-Laffitte. Uczesana w koński ogon, z maszynopisem „Cmentarzy” Marka Hłaski przemyconym z Polski. 21-letnia Agnieszka Osiecka siedzi przy kolacji w podparyskim domu „Kultury”. Jest późne lato 1957 roku.

Jerzy Giedroyc ma lat 51. „Zimny polip redakcyjny”. Cave hominem (strzeż się ludzi) – głosi napis na tabliczce u wejścia do jego gabinetu.

Osiecka opowiada o Studenckim Teatrze Satyryków, modnym miejscu skupiającym liberalną warszawską inteligencję. On słucha powściągliwie jak angielski lord. Ale to pozór, bo chłonie każdą wzmiankę o atmosferze Polski popaździernikowej. W jego melancholijnych oczach jest jednak coś więcej niż głód wiadomości z kraju. Urzeka go ta nieprzeciętna dziewczyna, której zabawna opowieść wypełnia surową jadalnię, jardin d’hiver, gabinet i rozsnuwa po domu czar młodości. Jakby kolorowa piłka wpadła do zakonnej celi.

Lustro jest do golenia

Swój dziennik z 1958 roku, pisany po powrocie do Warszawy, Osiecka zatytułuje „Kikimora”. Pod datą 17 stycznia przepisze fragmenty listu od Giedroycia: „Miła Kikimoro. – Najpierw parę słów wyjaśnienia. Kikimora w moich dalekich rodzinnych stronach to jest taki duszek, dziwożona – czy jak to nazwać – która normalnie żyje na naszych bagnach…”. Duszek, płomyk, tańczący ognik, który przybiera postać dziewczyny, zwodzi podróżnych i wciąga ich w topiele Mińszczyzny. Zachwyca ją to imię.

Pisze jej dalej o własnym niepokoju, którego nie chce nazwać. Gdyby był młodszy o 20 lat, mógłby traktować go jako zapowiedź zmiany czy przełomu. Ale jego życie „tak się nienormalnie wyginało”, tak pochłonęła go idée fixe, że zatracił poczucie czasu. „Lustro służy tylko po to, by goląc się, nie widzieć siebie”.

Czy ów niepokój wniosła w jego monotonne dni niebieskooka Kikimora? Czy Giedroyc unika spojrzenia w siebie, bo nie jest pewny bilansu życia? Bez reszty poświęcił je sprawom publicznym. Był żonaty przed wojną z piękną Tatianą Szwecow, córką rosyjskich emigrantów. Rozeszli się. Odtąd miał się za człowieka drewnianego. Tuż po wojnie zwierzał się w liście, że czuje się stary, śmieszny i niezdolny do zaznania szczęścia osobistego. Wiele lat później w „Autobiografii na cztery ręce” pozwoli sobie na poruszające wyznanie: „...mam poczucie zmarnowanego życia. Mówię nie o ambicjach, ale o życiu czysto osobistym”.

Pomazaniec redaktor

Pesymizm i marzenia są jego siłą napędową. Rozczarowanie Polakami, tym „okropnym narodem”, z którego wciąż zamierza się wypisać, współgra w nim z romantycznym snem o Polsce wolnej, sprawiedliwej i pięknej. Chciał ją naprawiać już przed wojną. Potomek zubożałej rodziny książęcej o litewskich korzeniach, radca prawny i urzędnik w ministerstwach, piłsudczyk, jako redaktor „Buntu Młodych” i „Polityki” skupiał wybitne pióra. Osiecka stawiała dopiero pierwsze kroki na świecie, gdy on ze swym zespołem formułował program polityczny z myślą o wyborach do sejmu w 1940 roku, udaremnionych przez Wrzesień. Exodus do Rumunii był zarazem pożegnaniem z Polską. Nawet do niepodległej – po roku 1989 – Giedroyc nie powróci.

W armii na Bliskim Wschodzie kierował wydawnictwami wojskowymi. Melchior Wańkowicz opisze go z tamtego czasu jako „pomazańca-redaktora”, który – gdy nagle zbudzą go w nocy – wskakuje najpierw „w redaktorstwo”, a potem w kalesony. Istotnie, po przyjemnych wakacjach – jak Giedroyc nazywał życie z karabinem – odnalazł w redagowaniu „Orła Białego” właściwy sposób istnienia. W połowie wojny zanotował w agendzie kredo: „Trzeba żyć, żeby zmieniać światy”.

Był namiot – „gabinet” w obozie na pustyni. Splotły się tam losy ludzi, którzy niebawem mieli się stać filarami „Kultury”. „Właściwie pod tym namiotem ciągle żyjemy” – powie Giedroyc w 1981 roku.

Józef Czapski, malarz i pisarz, wyszedł z armią Andersa z Rosji. Więzień Starobielska i Griazowca cudem uniknął śmierci w Katyniu. W tym chudym rudzielcu o niezwykłej aurze Giedroyc odkrywał głębię pytań metafizycznych oraz miłość do kultury rosyjskiej – wbrew grozie „nieludzkiej ziemi”. Czapski będzie współarchitektem „Kultury” w jej początkowych latach.

Juliusz Mieroszewski, już przed wojną znany dziennikarz, w „Kulturze” wyrośnie na wybitnego myśliciela politycznego. Jako korespondent z Londynu będzie pisał teksty programowe. Spośród żołnierzy Giedroyc wyłowił także pisarza Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. To współredaktor pierwszego numeru „Kultury” wydanego w Rzymie w czerwcu 1947 roku. Dekadę później stanie się jej czołowym autorem na półwiecze. I wreszcie Zofia Hertz, też z armii Andersa. W Maisons-Laffitte prawa ręka Giedroycia we wszystkim poza polityką. U kresu wojny powierzał jej w liście swe rozterki: „Życie nieznane, niewykorzystane, idzie obok i czuję się [...] nieszczęśliwy i opuszczony”. Nazywał siebie żartobliwie „cichym, skromnym i biednym adoratorem” Zofii, a ją – „pożeraczką serc”. Piękna, władcza, szorstka i trzeźwa nakaże mu zaciskać zęby i nie rozklejać się. Taka będzie w Laficie: praktyczna, chłodna i czujna, by nurt bujnego życia – te popaździernikowe tłumy, marcowi uchodźcy, gierkowscy emigranci, studenci i agenci – nie porwał domu. Miłosz napisze: „Stała za nim murem ta, bez której nie byłoby »Kultury«”. „Gdyby to było zakochanie, gdyby to można było wytłumaczyć uczuciem miłości [...]. Myślę jednak, że to było zafascynowanie ideą...”. Zofia ściągnie do zespołu swego męża Zygmunta, który obejmie sprawy gospodarcze, a także rolę wielkodusznego opiekuna przybyszów z Polski. Wśród jego podopiecznych znajdzie się traktowana przez Hertzów jak córka Agnieszka Osiecka.

Żałuję, że nie mam 20 lat więcej

I oto siedzą przy kolacji. Gdyby spotkała Giedroycia przed rokiem, ujrzałaby go w gorączce,bo wypadki Października ’56 – odsłonięcie kulisów terroru stalinowskiego i wybuch protestów społecznych w Polsce – obudziły jego nadzieję na poluzowanie systemu. Spadła zeń maska oschłości. Jak nakręcona sprężyna „urabiał” do współpracy Leszka Kołakowskiego, do niedawna marksistę, i podsycał ożywczy ferment pośród gości z kraju, którzy na fali liberalizacji płynęli szeroką strugą do Maisons-Laffitte. Pisarze, dziennikarze, a nawet spragnieni reformy aparatczycy. Osiecka zjawiła się, gdy wysoka fala Października już opadała. Tej jesieni 1957 roku jej przyjaciele z STS-u będą również gościć w „Kulturze”, a w Polsce władza zamknie z hukiem awangardowe pismo odnowy „Po prostu”, w którym zamieszczali śmiałe artykuły.

Giedroyc wie, że to koniec rewolucji. Znów nakłada maskę sfinksa. A rewolucję rozkłada na raty. Właśnie wtedy krystalizuje się jego koncepcja ewolucjonizmu, którą z Mieroszewskim będą modyfikować w przyszłości odpowiednio do wydarzeń w kraju. Jej zasadnicza myśl: system jest plastyczny, ustępuje pod presją społeczną. Budowa demokracji zaczyna się od postawy każdego człowieka. Chce skupić wokół swego Instytutu Literackiego – trybuny myśli politycznej i kulturalnej, i wydawnictwa – lewicową opozycję z kraju. I drążyć umysły… Z nadzieją spogląda na pokolenie Agnieszki, zaskoczony jego poziomem intelektualnym. Salonowa opozycja z cieniutkim nalotem komunizmu – uważa – ale dynamiczna i przydatna w poszerzaniu szczeliny wolności. W dziewczynie dostrzega fantazję i wyczuwa bliskiego mu ducha buntu.

Bo staroświecki pan nieraz wciągał na maszt swych poczynań czarną chorągiew anarchii. Kwestionuje dogmaty polskiej emigracji. Nie ma powrotu do Polski przedwrześniowej z jej ustrojem i granicą wschodnią – rzucił wysiedleńcom z Kresów. Antykomunizm sam w sobie jest jałowy, niezłomność bez programów nie przyniesie niepodległości. Niektóre przemiany społeczne w kraju są pozytywne. Ku oburzeniu polskiego Londynu wydał w książce relację Aleksandra Janty-Połczyńskiego „Wracam z Polski”, wcale nie potępieńczą. Popiera aspiracje narodowe Litwy, Ukrainy, Białorusi i państw bałtyckich. Wzywa do zaniechania paternalistycznego traktowania wschodnich sąsiadów i do wyzbycia się kompleksu antyrosyjskiego. Oskarża myśl endecką o zatruwanie polskiego społeczeństwa i Kościół – o jej wzmacnianie.

Już wprzągł do swego rydwanu najświetniejsze pióra: Czesława Miłosza, Witolda Gombrowicza, Konstantego Jeleńskiego, Jerzego Stempowskiego… Ale jego „żołnierze” są rozproszeni po świecie; jego kondycja to samotność. Płynie pod prąd, poza koteriami i salonami, sam sobie panem.

Sączy teraz whisky w hałaśliwej asyście ulubieńca, cocker-spaniela Blacka. Dumny Książę. „Nie umiałabym tak wejść do pokoju z kolią brylantów, jak pan Giedroyc wchodzi ze ścierką – napisze potem Osiecka do Hertzów. – Kiedy się na niego patrzę, żałuję – pierwszy raz w życiu – że nie mam 20 lat więcej. Tylko nie mówcie o tym nikomu”.

Nareszcie

W Londynie u ciotki pod koniec października 1957 roku Osiecka czeka na spotkanie z Giedroyciem. Redaktor ma się zatrzymać – jak zwykle, gdy przyjeżdża z Paryża na narady z Mieroszewskim – w hotelu Cumberland.

O 11.00 ona wykręca numer recepcji. Najpierw spokojna, jakby dzwoniła do pralni, nagle spięta na myśl, że on nie zechce się z nią widzieć. Słyszy: „Nareszcie!”.

Prasowanie płaszcza. Podszewka spalona. Ubranie w bieli i czerni. On wystąpi tak, jakby przed chwilą wstał od biurka. Przy kurczakach z różowym winem mówią o polityce; on wytyka jej pokoleniu, że się za mało stawia... Opowiada o Bliskim Wschodzie. Wracają do ważnej rozmowy, jaką odbyli w Laficie. Wreszcie prosi ją, by następnego dnia towarzyszyła mu w zakupach. „[…] Zakłopotany, szczeniacki, lubię go za tę minę”, Osiecka zanotuje w dzienniku. Nazajutrz wręczy jej cztery bukieciki fiołków. Kupią mu marynarkę. Siądą w barze i znów potoczy się trudna rozmowa. „Nigdy nie umiałem być z ludźmi” – wyzna jej. Mówią o jego „królewskości”, która jest samoobroną przed światem; skrywa nieśmiałość i nocne paniki. Ona zapisze tego wieczoru: „[…] Gapiłam się na niego bezwstydnie, zachwycona […]”. A w Warszawie, w dzienniku zatytułowanym „Kikimora”: „Idiota powiedziałby o nas, że spotkaliśmy się w złym miejscu i w złym czasie. Ale gdybyśmy się spotkali gdzie indziej i kiedy indziej, to nie wiem, czy byłoby to ważne i poważne – takie jak jest teraz”.

Czas nie skruszy powagi ich relacji. Wiosną 1959 roku „Przegląd Kulturalny” ogłosi ankietę „Najtrudniejsza decyzja w moim życiu”. Osiecka wyśle kilkustronicowy tekst, w którym opisze swą rozterkę związaną z powrotem do kraju w grudniu 1957. Opisze pobyt pod Paryżem w miasteczku jak podwarszawska Podkowa Leśna. „[…] Poznałam tam człowieka, którego pokochałam, i wtedy zaczęła się ta historia”. Uchylił przed nią maski. „Mówił do mnie i wiedział, że rozumiem […]. Pokochał mnie (nie należy do rzeczy opowiadanie o tym, skąd i jak o tym wiedziałam. Wiedziałam – to wszystko), ale nie mówiliśmy o tym”.

Zobaczą się dopiero w połowie lat 60. w Laficie. A gdy Osiecka wyjedzie do USA pod koniec 1967 roku, on znów nazwie ją w liście Kikimorą.

W tekście z lat 80. „Uczeń diabła” Osiecka nakreśli piękny i przewrotny portret Giedroycia. To jej hołd dla człowieka – ascety chowającego się przed światem w „pieczarze”, który mógłby jej zdaniem zostać świętym, gdyby nie grzech pychy. Nie zdając się na opatrzność ani konieczność dziejową, ani naturę ludzką, ani prawa historii – pchany pychą Giedroyc realizuje własną wizję Polski. Oceni go Historia.

Ostatnia podróż

Napisała wtedy w Londynie odę do Blacka. „[...] Ty, co się wkradłeś w łaski skrycie/samego Pana na Lafficie [...]”. Przy tym wersie dała odnośnik: „Giedroyc Jerzy, Redaktor. Patrz Encyklopedia Polska, wyd. przyszłe”. Nie omyliła się.

To nazwisko będzie wymawiane z atencją i znajdzie się w encyklopediach jeszcze za życia redaktora, choć nawet on – wizjoner – nie przewidywał rychłego upadku komunizmu. Będą do niego ciągnąć dostojnicy wolnej Polski „jak do cadyka z Góry Kalwarii”, ale jemu te rytualne pielgrzymki nie przyniosą satysfakcji. Polska niepodległa sprawi mu zawód swarliwością i karleniem polityki, poparciem społecznym dla prawicy, wilczym kapitalizmem i prywatą, uprzywilejowaniem Kościoła i klerykalizacją życia publicznego, małością ludzką. Uzna, że w kształtowaniu myślenia elit poniósł klęskę; że nie da się przerobić Polaków na anioły.

W ostatnią podróż do Lafitu Osiecka udała się niedługo przed wybuchem choroby, w listopadzie 1994 roku. Szła długą i płaską avenue de Poissy, kultowym szlakiem, jak napisała później, fotografując reklamy wyścigów konnych, domy wzdłuż ulicy i psy. Miała zielony aparat – jednorazówkę. „Przecież to jest wędrówka, która nie powtórzy się [...]”. Zamieściła zdjęcia w jednej ze swych książek. Jest wśród nich fotografia Giedroycia na tle biblioteki, w bawełnianej koszulce z napisem „OTAKE POLSKIE WALCZYŁEM”. Autorka opatrzyła ją komentarzem: „Był głęboko rozgoryczony. Rozczarowały go zmiany w Polsce, o którą walczył niezłomnie przez całe życie”.

Osiecka umrze trzy lata po ich ostatniej rozmowie.

Schował niegdyś w szufladzie poświęcony mu wiersz Kikimory, który przeznaczył do ostatniego numeru „Kultury”. Pośmiertny, 637. zeszyt ukazał się w listopadzie 2000 roku, z jej proroctwem na pierwszych stronach. Puenta wiersza:

„Przywilejem takich jak Pan – jest miejsce w historii i wieczny szacunek. I zazna Pan tego”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).