1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Nie jesteś taka mała!

Nie jesteś taka mała!

Chcesz funkcjonować w świecie biznesu na równych prawach z mężczyznami? Możesz sprawić, że będą cię traktować jak partnera w interesach.

Biznes to świat mężczyzn. Kobietom daje się mniej odpowiedzialne zadania i rzadziej zaszczyca awansem. Koledzy ich fachowość na ogół kwitują z przymrużeniem oka albo traktują koleżanki jako ozdobę towarzystwa (jeśli są atrakcyjne). Dlatego kobiety zwykle przedstawiane są jako ofiary, które nie potrafią sobie radzić w świecie biznesu.

– Kobiety są nie tyle ofiarami mężczyzn, ile… samych siebie. Pozwalamy się wykorzystywać, mężczyźni tylko korzystają z naszej uległości – mówi Monika Zalewska, specjalistka od tworzenia wizerunku i autoprezentacji, właścicielka firmy szkoleniowej m2 Potęga Możliwości zajmującej się kreowaniem wizerunku, aktorka. – Tylko my same możemy zmienić tę sytuację, zachowując się inaczej.

Jak? Pracując nad czterema powiązanymi ze sobą elementami: sylwetką, oddechem, sposobem mówienia oraz unikaniem prezentowania uległej postawy.

Poczuć ziemię

Mężczyźni budzą większe zaufanie, bo wydają się bardziej solidni. Kobiety zaś sprawiają wrażenie wiotkich, delikatnych: wystarczy je lekko pchnąć, by je przewrócić – fizycznie i psychicznie. Problem nie polega tylko na tym, że chodzimy na obcasach, przez co wydajemy się mniej stabilne.

Pozwalając, by w pracy nazywano cię słoneczkiem, zgadzasz się na utrwalenie swojego obrazu jako małej nieodpowiedzialnej istotki.

– Kobiety często chodzą lub stają w taki sposób, jakby nie miały kontaktu z ziemią – zauważa Monika Zalewska. – Idąc, stawiają małe kroczki. Ciało wiecznie spieszącej się kobiety lekko ją wyprzedza, pozbawiając stabilności. W dodatku kobiety często stoją lub chodzą na palcach, zapominając o piętach.

Jeśli chcesz więc zademonstrować siłę i wyglądać pewnie, musisz czuć ziemię. To podstawa. Trzeba czuć palce i piętę. A kiedy masz świadomość stabilności, cała sylwetka inaczej wygląda. Do podświadomości kontrahenta dociera wtedy inny sygnał: już nie jesteś wiotką niewiastą, ale kimś, na kim można polegać. I z kim trzeba się liczyć.

Co robić? Przede wszystkim zrezygnuj z obcasów wyższych niż 5-6 cm. I ćwicz kontakt z podłożem. Zacznij boso. Kiedy nauczysz się czuć ziemię całą stopą, załóż buty i ucz się czucia gruntu w butach. Trzeba też zmienić sposób widzenia siebie.

– Zmień wyobrażenie o sobie, a zmienisz się fizycznie. Polecam wszystkim paniom ćwiczenie z dębem (patrz ramka) – mówi trenerka.

Ważne, by nie traktować biustu jako przeszkody. Biznes jest męski, więc biust jest w nim „nie na miejscu”. Kobiety najczęściej garbią się, kulą ramiona, by go ukryć. Tymczasem piersi w biznesie nie przeszkadzają. Za to przeszkadzają głębokie dekolty. A my, skulone, zgarbione, wyglądamy na niepewne, przestraszone. Jeśli chcesz przekonać mężczyzn, że trzeba się z tobą liczyć, musisz wyprostować plecy.

– Zawsze powtarzam kobietom „czuj się, jakbyś była wyższa niż w rzeczywistości, myśl o sobie jak o dębie”. Radzę im też, by ćwiczyły dobrą postawę, zarówno wtedy, kiedy stoją, jak i wtedy, kiedy siedzą. Kiedy stoimy, jeszcze się kontrolujemy, ale kiedy siedzimy, wydaje nam się, że krzesło i biurko zasłaniają nas, chronią i że nie widać naszych zgarbionych pleców – przestrzega Monika Zalewska.

Poleca też ćwiczenie z balonikiem – najprostsze do znalezienia właściwego ustawienia sylwetki (patrz ramka). I powtarza: „Z balonikiem można zmywać, pisać na komputerze, wygłaszać przemówienia”. A plecy? Proste jak struna!

Kto w biurze piszczy

Jak mówią kobiety? Szybko. Cicho. I… wysokim głosem.

– Kiedy mężczyzna słyszy cichy piskliwy kobiecy głosik, nie traktuje rozmówcy poważnie – twierdzi specjalistka od kreowania wizerunku. – To zwierzęcy odruch, podświadomość mężczyzny interpretuje: masz do czynienia z istotą słabą.

W dodatku głos kobiety jest bardzo podatny na emocje: kiedy się denerwujemy albo boimy, mówimy jeszcze wyżej. Dodatkowy minus: wysoki głos nie budzi zaufania, ponieważ posługują się nim kłamcy.

„Ale przecież nie będę mówić basem!” – zawołasz.I wcale nie musisz. Zbyt niski głos też nie jest dobry, bo uwodzi i usypia. Za to każda z nas ma swój naturalny rejestr. Kiedy go używamy, promieniujemy pewnością siebie.

– Kobiety powinny zrobić wszystko, by mówić swoim naturalnym głosem – uważa Monika. – Tym, którego używają, kiedy chcą uspokoić płaczące dziecko, dać mu poczucie bezpieczeństwa. Powinny używać tego głosu świadomie.

Jak? Można to wyćwiczyć. Wypróbuj ćwiczenie z mruczeniem (patrz ramka). Poza tym, kiedy musisz wygłosić jakieś przemówienie, staraj się zrelaksować szczękę. W zdenerwowaniu zaciskasz ją. A wtedy zaciska się krtań, co powoduje zwiększone napięcie strun głosowych. W rozluźnieniu szczęki doskonale sprawdza się ćwiczenie z korkiem (patrz ramka) i rozgrzewka twarzy.

 

Długi oddech

Jako dzieci oddychałyśmy całą powierzchnią płuc, używając przepony. A potem…

Po rozmowie z szefem odruchowo dygamy. Jednak to, co rozbrajało tatusia, w dorosłym życiu już się nie sprawdza.

– My, kobiety, oddychamy szczytowo, czyli piersiami – tłumaczy Monika. – To wynik stresu, wychowania, uwarunkowań kulturowych. Unieruchamiamy pas, co sprawia, że podczas oddechu nasze piersi falują. To się podoba mężczyznom, ale taki niepewny, płytki oddech odbiera nam trzy czwarte siły.

Tymczasem istnieje ścisła zależność między sposobem oddychania a sposobem mówienia. Kiedy bierzesz mały wdech, musisz mówić szybko, żeby w wydechu upchnąć całe zdanie. I sprawiasz wrażenie niepewnej, bo osoby pewne siebie i swojej racji mówią powoli. Człowiek niepewny mówi szybko, by nikt nie zdążył wtrącić pytań czy uwag, których się obawia. Dlatego długi, pełny oddech sprawia, że robisz wrażenie silniejszej, pewniejszej.

Jeśli potrafisz właściwie oddychać, twój głos staje się nośniejszy – i słychać cię nawet w końcu sali. Im silniejszy jest wypychany przez przeponę strumień powietrza, w tym większe drgania wprawiane są struny głosowe i tym silniejszy głos wydobywa się z krtani.

– Głos „żyje” na oddechu – podsumowuje nasza ekspertka. – Trenowałam kiedyś z panią pracującą w męskim środowisku. Skarżyła się, że w trakcie spotkania nie może się przebić, bo głosy panów są silniejsze. Kiedy nauczyła się głęboko oddychać, stwierdziła, że jednak potrafi zmusić mężczyzn do słuchania.

Staraj się oddychać brzuchem, ciągnąc siłę z samej macicy. A w sytuacjach biznesowych, kiedy z nerwów na pewno przyspieszysz i oddech, i słowa, mów wolniej niż na co dzień; świadomie kontrolując głębokość oddechu i szybkość wypowiedzi.

Czy mogę zająć momencik?

Mężczyzna na końcu zdania stawia kropkę. Kobieta – znak zapytania. Mężczyzna mówi: „Szefie, potrzebuję pana uwagi przez chwilę”. Kobieta, zwłaszcza dobrze wychowana: „Czy mogę zająć momencik?”. I komu szef odpowie „nie”?

– Stawianie kropek na końcu zdania świadczy o naszej pewności, o tym, że sprawy, o których mówimy,  są dla nas ważne, szanuję je i oczekuję tego samego od innych. To buduje partnerstwo – podkreśla Monika Zalewska.

Staraj się więc mówić krótkimi zdaniami. Nie trajkocz, nie mów wszystkiego, o czym myślisz, bo rozmowa w biurze to nie seans telefoniczny z przyjaciółką. Słuchacz zapamięta najwyżej 40 proc. twojej wypowiedzi. Poza tym, kiedy się streszczasz, szanujesz swój czas i masz prawo wymagać od rozmówcy, by też go szanował.

Kobiety często podpierają wypowiedzi takimi wyrazami jak „może”, „w zasadzie”, „tak jakby”. Mówią: „Panie Tadziu, może pan zająłby się tą sprawą”. A pan Tadzio myśli wtedy: „A może nie”… Jeśli chcesz coś przekazać, zrób to bez ozdobników, powiedz: „Bardzo proszę, by zajął się pan tą sprawą”. I nie czekaj, aż inni domyślą się, co chodzi ci po głowie. Mężczyźni mówią wprost. Kobieta, która myśli o podwyżce, przychodzi do szefa i zaczyna opowiadać, że spędza w firmie dużo czasu, ma nowe pomysły, klienci ją chwalą itp. Wychodząc, ma pretensje, że nie zaproponował jej podwyżki. Mów więc „po męsku” wprost, czego oczekujesz.

Kolejna kobieca bolączka: nawet jeśli zaczynamy głośno, kończymy cicho.

– Mówiąc w ten sposób, same sobie odbieramy skuteczność, bo rozmówcy najwyraźniej zapadają w pamięć ostatnie wyrazy w zdaniu. Gdzieś podświadomie zapala mu się czerwona lampka: „Ta osoba nie jest pewna swoich racji, z nią da się wszystko załatwić”. Skutek? Nie zostaniesz potraktowana poważnie – ostrzega Monika Zalewska.

Bo ja jestem taka mała

Kobiety bardzo często swoim zachowaniem wyrażają uległość wobec mężczyzn. A potem dziwią się, że ci z tego korzystają…

– Wyrażanie uległości obejmuje te wszystkie techniki, które stosowałyśmy jako dziewczynki – tłumaczy trenerka. – To rozbrajało tatusia, ale w dorosłym życiu się nie sprawdza.

Jakie to przyzwyczajenia? Na końcu wypowiedzi dygamy – czasem dosłownie, czasem tylko potrząśnięciem ramion czy głowy. Zdarza się nam to także np. po rozmowie z szefem: jako „dziękuję za rozmowę” wykonujemy taki symboliczny dyg. Trzeba to wyeliminować.

Kolejny problem: zdrobnienia. Miło, kiedy ktoś do nas mówi: „Kochanie, słonko, Małgoniu”. Ale tak się mówi do dzieci, a dziecko ma prawo być nieodpowiedzialne. Jeśli pozwalasz w środowisku zawodowym nazywać się słoneczkiem albo Małgonią, pozwalasz, by komuś utrwalił się twój obraz jako małej nieodpowiedzialnej istotki. A szef nie powierzy odpowiedzialnego zadania Małgoni, co najwyżej pani Małgorzacie. Małgonia może zrobić kawę, a nie odpowiadać za coś, co jest dla firmy istotne.

– W środowisku zawodowym w ogóle unikamy zdrobnień – przestrzega Monika Zalewska. – Pieniążki? Ja wolę zarabiać pieniądze. Noszę je w portfelu, a nie w portfeliku i chodzę ubrana w kostium, a nie kostiumik. I nie nazywam kolegi Tadzinkiem, bo to dopuszczenie do intymnej strefy.

Monika przestrzega też przed robieniem z siebie słodkiej idiotki. Uwodząca, bezradna i trzepocąca rzęsami kobieta, która używając swojego uroku, prosi mężczyzn o wykonanie za nią czegoś, nigdy nie będzie traktowana jak partner w interesach.

 

Szanuj swoją przestrzeń

Uległość manifestujemy także przesadną skromnością w zajmowaniu miejsca. Zaczyna się przy drzwiach. Kobieta delikatnie puka, otwiera je ociupinkę, wsuwa do środka kawałek głowy i ledwo słyszalnym głosikiem pyta: „Czy mogę na chwileczkę?”. Wchodzi małymi kroczkami. Jeśli siada, to na brzeżku krzesła. Ma torebkę albo żakiet? Kładzie je sobie na kolanach, wysyłając sygnał: „Jestem mało ważna”.

– Nie bój się zajmować przestrzeni, która ci się należy – podkreśla Monika Zalewska. – Szanuj swoją przestrzeń, czas i siebie. Masz prawo, by ktoś ci wskazał, gdzie odwiesić okrycie, nie bój się prosić o kawę czy szklankę wody. Skoro sama siebie uważasz za ważną, będziesz tak postrzegana.

A zatem: zapukaj zdecydowanie, wejdź pewnym krokiem, z uśmiechem na ustach. Odłóż swoje rzeczy i zajmij swoje miejsce.

Pamiętaj: myśl i mów o sobie dobrze. Kobiety mają skłonność do wygłaszania negatywnych autokomentarzy. „Jak ja mogłam coś takiego zrobić?” Albo: „Nigdy sobie z tym nie poradzę…”. Mężczyzna powie co najwyżej: „To może być niełatwe” – ale odniesie się do zadania, nigdy do samego siebie.

Kontroluj wyraz twarzy. Ważne, byś nie miała przyklejonego do niej bez przerwy uśmiechu. Monika Zalewska: – Możemy uśmiechem obdarzać, ale nie miejmy takiego grymasu przyklejonego do twarzy. To maska, za którą coś się kryje, przeważnie niepewność.

Oto najważniejsze rzeczy, o których musisz wiedzieć, budując swój wizerunek partnerki w biznesie. Jednak to tylko narzędzia. Sposób, w jaki ich użyjesz, zależy od ciebie.     

Ćwiczenie z dębem

Stań boso na podłodze, zamknij oczy. Wyobraź sobie, że jesteś wielkim stuletnim dębem. Poczuj bardzo grubą korę, która otacza całe twoje ciało i chroni cię przed atakami, niepogodą, niebezpieczeństwami. Poczuj długie, silne i grube konary oraz potężny pień zapewniający ci pełną stabilność. Poczuj, że twoje stopy zapuszczają w głąb ziemi korzenie, które sięgają głęboko i rozciągają się szeroko, sprawiając, że masz tak pełny kontakt z ziemią, absolutne w niej zakotwiczenie. Wyobraź sobie, jak czuje się takie potężne drzewo, któremu nic nie zagraża, nie jest w stanie się przewrócić.

Ćwiczenie z balonikiem

Stań boso, nogi rozstaw na szerokość bioder. Wyobraź sobie, że na twoich ramionach leżą dwie potężne cegły. To stres gromadzący się w mięśniach  ramion usztywnia je. Wyobraź sobie, że z czubka głowy wyrasta nitka. Uwaga, nie z czoła, nie z tyłu głowy, to musi być najwyższy punkt głowy. Do niej przyczepiony jest balonik w twoim ulubionym kolorze. Ciągnie cię do nieba, twoja głowa „odfruwa” do góry, a za nią reszta ciała. W ten sposób twój krok będzie pewny, choć lekki, a twoja sylwetka ładna i prosta.

Ćwiczenie z mruczeniem

Kiedy obudzisz się rano, poleż w łóżku i zmysłowo pomrucz swojemu mężczyźnie do ucha (możesz też mruczeć do poduszki). To masaż strun głosowych poprawiający ich elastyczność. Dzięki temu twój głos stanie się niższy. Codzienne mruczenie pomaga obniżyć głos, znaleźć właściwy rejestr. Jadąc samochodem, śpiewaj i mrucz piosenki.

Ćwiczenie z korkiem

Woź ze sobą w samochodzie korek od wina. Podczas jazdy weź go między zęby i delikatnie trzymaj. To rozluźni szczękę. Powtórz ćwieczenie przed wystąpieniem czy prezentacją. Nie masz korka? Zrób „masaż” twarzy: nadmij usta, mocno wypychając policzki, zrób kilka „głupich” min, szeroko otwórz buzię, poruszaj szczęką w prawo i lewo, opuść szczękę jak w chwili zdziwienia. Postaraj się świadomie rozluźnić mięśnie.

Ćwiczenie z kamerą

Postaw na stelażu kamerę, włącz muzykę i nagraj siebie: jak tańczysz, chodzisz do rytmu, gestykulujesz. Jak wyglądasz z przodu, z boku, z tyłu. Potem stań przed kamerą i wygłoś krótkie przemówienie. Dzięki temu będziesz miała szansę zobaczyć siebie taką, jaką cię widzą inni. Najlepiej, gdybyś ćwiczenie to przeprowadziła z koleżanką – kiedy jesteśmy w towarzystwie zachowujemy się nieco inaczej niż na osobności.

Czego powinnaś unikać w pracy

  • Chcesz przypudrować nos czy uczesać włosy? Idź do łazienki. Nigdy i pod żadnym pozorem koledzy nie mogą widzieć cię poprawiającej urodę.
  • Podajesz komuś dłoń? Przygotuj się na uścisk. Nie podawaj dłoni do pocałunku. Uścisk powinien być zdecydowany i krótki.
  • Czerwone paznokcie i krwiste usta są dobre na wieczorne wyjście, nie wolno ich „przynosić” do biura.
  • Podczas rozmowy ręce nie powinny dotykać twarzy. To nie tylko odzwierciedla niepewność, ale też sprawia wrażenie seansu autodopieszczania. Zgadnij, o czym myśli obserwujący takie autozaloty mężczyzna?
  • Nie baw się bucikiem, który masz na stopie. To wabik seksualny, w biurze nie na miejscu.
  • Kiedy kobieta czuje się podległa mężczyźnie, zwłaszcza jeśli jest przystojny, słuchając go, przechyla głowę. A on, chcąc nie chcąc, muśnie jej szyję spojrzeniem. W jego podświadomości powstanie skojarzenie seksualne, a to dyskwalifikuje kobietę jako partnerkę w biznesie, a stawia w pozycji partnerki seksualnej.
Monika Zalewska specjalistka od tworzenia wizerunku i autoprezentacji, właścicielka firmy szkoleniowej m2 Potęga Możliwości

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Alicja w krainie czarów – klimat Prowansji na warszawskim Ursynowie

Stylistka Alicja Radej razem z mężem Darkiem stworzyła dom marzeń. Niemal każdy element został dotknięty ręką właścicieli. Stół w kuchni Alicja znalazła w mieszkaniu starego zielarza. Pod olejną farbą w kolorze musztardy zobaczyła arcydzieło. Meble kuchenne przyjechały z Włoch, ale początkowo były w brązowym kolorze. Złoty włoski taborecik kupiony został na targu staroci w Bytomiu. (Fot. Alicja Radej, Dariusz Radej; Weranda)
Stylistka Alicja Radej razem z mężem Darkiem stworzyła dom marzeń. Niemal każdy element został dotknięty ręką właścicieli. Stół w kuchni Alicja znalazła w mieszkaniu starego zielarza. Pod olejną farbą w kolorze musztardy zobaczyła arcydzieło. Meble kuchenne przyjechały z Włoch, ale początkowo były w brązowym kolorze. Złoty włoski taborecik kupiony został na targu staroci w Bytomiu. (Fot. Alicja Radej, Dariusz Radej; Weranda)
Metafizyka – tym słowem można określić uczucie, jakiego doznaje się, wchodząc do mieszkania Alicji Radej. W jednej magicznej chwili przenosimy się z warszawskiego Ursynowa do francuskiej Prowansji. Tylko zamiast przez lustro przechodzimy przez czarodziejskie drzwi...

Drzwi od zewnątrz nie wyróżniają się spośród innych na piątym piętrze ursynowskiego bloku. Ale w środku stanowią kolaż ulubionych zdjęć i cytatów domowników. Jeden z nich najbardziej oddaje ducha tego domu: „Przyzwoitość. Lojalność. Uczciwość. Prawość. Szlachetność. Wierność prawdzie. Empatia”.

Ołtarzyk stanowi centralne miejsce domu. (Fot. Alicja Radej, Dariusz Radej; Weranda)Ołtarzyk stanowi centralne miejsce domu. (Fot. Alicja Radej, Dariusz Radej; Weranda)

Dom niewątpliwie pachnie Francją. W dzień przez tiulowe firany z falbanami, które czasem bywają narzutą na kanapę, wpadają tu ciepłe promienie słońca, odbijając się w drewnianych, bielonych i patynowanych meblach oraz przeróżnych wysmakowanych drobiazgach. Wieczorem można okryć się pikowaną narzutą boutis, wtulić głowę w poduszkę z motywem Toile de Jouy, zatopić się w przepastnym „ludwiku” i przy świetle kryształowego żyrandola cieszyć oko paradą dekoracyjnych przedmiotów.

Łóżko Darek zrobił sam i uzupełnił ozdobnymi ornamentami, które kupił na Kole. Alicja zadbała o haftowaną pościel i bukiet gipsówki, który zawiesiła u wezgłowia. (Fot. Alicja Radej, Dariusz Radej; Weranda)Łóżko Darek zrobił sam i uzupełnił ozdobnymi ornamentami, które kupił na Kole. Alicja zadbała o haftowaną pościel i bukiet gipsówki, który zawiesiła u wezgłowia. (Fot. Alicja Radej, Dariusz Radej; Weranda)

W poszukiwaniu spokoju

– Dom to dla mnie sanktuarium, nie tylko miejsce zaczepienia. Urządziłam go z czułością i rozwagą, wyczuleniem nie na mody, ale na to, czego faktycznie potrzebujemy – mówi Alicja Radej. Choć nie jest wielki, spokojnie mieści czteroosobową rodzinę i dwa przygarnięte psiaki. Ważnym miejscem w domu jest tak zwany ołtarz. Tego typu ołtarze były obecne w wielu kulturach na przestrzeni wieków, i nadal są. To miejsce, które emanuje spokojem na cały dom, wspomaga refleksję, przypomina o najważniejszych wartościach, celach życiowych, łącząc to, co duchowe, z fizycznym. Aby powstał, nie trzeba wiele. – U mnie jest to blat komody w centrum domu. Znajdują się tu cenne dla mnie i duchowo ważne przedmioty oraz zdjęcia najbliższych. Codziennie rano zapalam tutaj świece w intencji zdrowia i pomyślności rodziny i świata. Układam kwiaty, palę kadzidła. Ta chwila wypełnia dobrą energią na cały dzień – opowiada Alicja. – Bliska jest mi filozofia buddyjska, zgodnie z którą żyjemy: „Zmniejsz swoje pragnienia, a zmniejszysz swoje cierpienia”. Ale ponieważ wierzę, że trzon duchowy wszystkich religii jest jeden – bycie dobrym człowiekiem – otaczają mnie również figurki i obrazki z Biblii, mam kilka rzeźb Maryi, jest Święty Michał Archanioł. Mój dom rodzinny w Cieszynie był zresztą bardzo religijny i uduchowiony. Przeprowadzka do Warszawy 15 lat temu nie zmieniła tej potrzeby duchowości, a może nawet ją pogłębiła – dodaje.

Zamiast sofy w salonie stoi łóżko ze złoconą ramą. Stąd Alicja ogląda filmy. Nad ulubionym 'ludwikiem' wisi gobelin. (Fot. Alicja Radej, Dariusz Radej; Weranda)Zamiast sofy w salonie stoi łóżko ze złoconą ramą. Stąd Alicja ogląda filmy. Nad ulubionym "ludwikiem" wisi gobelin. (Fot. Alicja Radej, Dariusz Radej; Weranda)


Kontakt z przyrodą ma dla Alicji niezwykłe znaczenie. I choć w dużym mieście jest to trudniejsze niż na wsi, Alicja nie tylko codziennie spaceruje po rezerwacie przyrody, do którego ma niedaleko, lecz także otacza się naturą w domu. Lubi kwiaty. W swojej książce „Prosto z roślin” akcentuje szacunek dla zwierząt i roślin, zapraszając do empatycznego spojrzenia nie tylko na naszych braci mniejszych, ale na całą Matkę Ziemię i w końcu na siebie samych, bo też zasługujemy na zdrowe życie, pełne harmonii.

Kryształy na domowym ołtarzyku. (Fot. Alicja Radej, Dariusz Radej; Weranda)Kryształy na domowym ołtarzyku. (Fot. Alicja Radej, Dariusz Radej; Weranda)

Moc kryształów

Innym ważnym elementem są kryształy. – To naturalne klejnoty, które rodzi sama natura. Ich wkomponowanie w dom było wyzwaniem, bo chciałam uniknąć efektu sklepu geologicznego czy chatki nowoczesnej wiedźmy – kontynuuje Alicja. Kryształy używane są w holistycznym leczeniu od tysiącleci. Odkrywanie ich tajemnic oraz stosowanie ich dla podnoszenia poziomu własnej harmonii to jej ogromna pasja. Śmieje się, że niezła z niej sroka, choć tak naprawdę wybiera je z wielką rozwagą. – Ich piękno fascynuje mnie od lat. Dobrze się czuję w ich towarzystwie i pomagam innym korzystać z ich leczniczych dobrodziejstw. Kryształy mogą nam towarzyszyć na wiele sposobów. Przy medytacji, w kąpieli, podczas relaksacji – jestem przekonana, że każdy odczuje ich wpływ. Może to właśnie one emitują dobrą energię, bo wszyscy mi mówią, że nasz dom działa terapeutycznie – dodaje. A może to kwestia kolorów? Dominują tu pudrowe barwy nawiązujące do azjatyckich klimatów, które są Alicji także duchowo bliskie, i nieco pozłoty, symbolizującej słońce, jasność i radość. Jej zdaniem wnętrze ma wzbudzać emocje, inspirować i działać na zmysły. – W ludziach, przyrodzie, ale i w przedmiotach codziennego użytku zawsze szukam piękna – tłumaczy.

Suszone kwiaty, torebeczki z targów staroci, lustr w drewnianej ramie - Alicja dba o każdy szczegół. (Fot. Alicja Radej, Dariusz Radej; Weranda)Suszone kwiaty, torebeczki z targów staroci, lustr w drewnianej ramie - Alicja dba o każdy szczegół. (Fot. Alicja Radej, Dariusz Radej; Weranda)

Wanna z szyldem

Przedmioty w tym domu nie mają raz na zawsze określonych funkcji: to, co wczoraj było narzutą, dziś jest obrusem, a jutro być może stanie się zasłoną. W roli jedynie dekoracyjnej występuje tutaj... zastęp emerytowanych zegarów; wszak szczęśliwi czasu nie liczą, ale mogą przyglądać się pięknej tarczy czy wahadłu.

Wieszak bardziej dekoracyjny. (Fot. Alicja Radej, Dariusz Radej; Weranda)Wieszak bardziej dekoracyjny. (Fot. Alicja Radej, Dariusz Radej; Weranda)

Meble i ozdoby wędrują z salonu do sypialni, z sypialni do kuchni. – O każdym przedmiocie w moim domu mogę opowiedzieć historię, bo to głównie rzeczy z odzysku, wiekowe rzemiosło albo meble, które wykonał mój mąż. Także drzwi są jego dziełem – wylicza Alicja. – Moje ukochane materiały to drewno, len, stare szkło, antyczne koronki, ręcznie tworzona ceramika i stara porcelana. Lubię spękania, sprucia czy wypłowienia – to dla mnie znaki życia przedmiotów, ich historii.

Łazienka w stylu prowansalskim. (Fot. Alicja Radej, Dariusz Radej; Weranda)Łazienka w stylu prowansalskim. (Fot. Alicja Radej, Dariusz Radej; Weranda)

W urządzaniu liczą się też zabawa konwencją i humor. Stąd za przedmioty dekoracyjne robią w mieszkaniu Alicji cekinowe torebki wizytowe w stylu vintage czy hinduskie elementy ubioru. Z kolei nad wanną znalazł się stary szyld „Nieupoważnionym wstęp wzbroniony”. – Chętnie zestawiam to, co zgrzebne, z pałacowym, rustykalne – z etnicznym. I lubię, gdy całość jest ciepła, przyjazna oraz kobieca – mówi właścicielka.

  1. Styl Życia

Big Mind – jakie korzyści przynosi praktyka zen?

Metoda Big Mind zakłada, że każdy człowiek ma w sobie niezliczoną ilość aspektów, czyli głosów. Aby stać się ich prawdziwym szefem, czyli swoim własnym mistrzem, należy je poznać, wiedzieć, w jaki sposób funkcjonują. (fot. iStock)
Metoda Big Mind zakłada, że każdy człowiek ma w sobie niezliczoną ilość aspektów, czyli głosów. Aby stać się ich prawdziwym szefem, czyli swoim własnym mistrzem, należy je poznać, wiedzieć, w jaki sposób funkcjonują. (fot. iStock)
Całe nasze życie to pełne koło, choć zwykle funkcjonujemy, jakbyśmy byli tylko połówką - mawia amerykański mistrz zen, roshi Genpo Merzel, twórca procesu Big Mind.

Często zadajemy sobie pytania: Kim jesteśmy? O co w tym życiu naprawdę chodzi? Czy moje życie w ogóle ma sens?...

Metoda Big Mind pomaga odpowiedzieć na takie pytania. Daje klucz do poznania głębi nas samych. Uczy, jak zintegrować rozwój osobisty z duchowym. Wydobywa na światło dzienne to, co znajduje się w cieniu osobowości, co jest z różnych względów niedostępne i tkwi wyparte poza naszą świadomość. Jest drogą do bogatszego doświadczania życia, siebie, swoich relacji i całego świata. Do lepszego zrozumienia i akceptacji własnego „ja”.

Usuń blokadę

Aby wyjaśnić główną ideę procesu Big Mind i wprowadzić w nią uczestników warsztatów, mój nauczyciel roshi Genpo Merzel posługuje się pewną analogią: Jesteś rodzicem, nadajesz imiona swoim dzieciom, ale niektóre z tych imion są bardzo brzydkie, np. gniew, pożądanie, zazdrość, złość, lęk… Więc lokujesz te dzieci w piwnicy, zamykasz na klucz, mając nadzieję, że nigdy z niej nie wyjdą. Z kolei uwielbiasz dzieci, które mają takie imiona, jak szczęście, miłość, radość, zadowolenie... Więc tylko tym dzieciom dajesz prawo do istnienia. Ale jeśli pewnego dnia drzwi piwnicy znienacka otworzą się i wyskoczy z niej gniew lub zazdrość, to jesteś tym bardzo nieprzyjemnie zaskoczony i potem z jeszcze większą determinacją spychasz je do podziemi.

Inny przykład: Wyobraź sobie, że jesteś szefem wielkiej firmy, ale tak naprawdę nie wiesz, kogo zatrudniasz, kim są twoi pracownicy. Może nawet wiesz, na jakich są stanowiskach, ale nie znasz ich kompetencji i zakresu obowiązków. Nie wiesz, co robią. Więc jak możesz nimi racjonalnie zarządzać? I kiedy pewnego dnia firma się rozpada, twoje zdumienie jest ogromne, jesteś zaskoczony, pytasz siebie: „Jak mogło do tego dojść?!”. Potem często musisz poddać się jakiejś terapii, żeby znaleźć odpowiedź.

Metoda Big Mind zakłada, że każdy człowiek ma w sobie niezliczoną ilość aspektów, czyli głosów. Aby stać się ich prawdziwym szefem, czyli swoim własnym mistrzem, należy je poznać, wiedzieć, w jaki sposób funkcjonują. A poznając siebie, poznajemy też innych. Gdy sami przestajemy być obcy dla siebie, inni przestają być obcy dla nas.

Dzięki tej metodzie dowolnie zmieniamy naszą perspektywę, tak jakbyśmy zmieniali biegi w samochodzie. „Zablokowany na którymś biegu staje się bezużyteczny. Aby ci służył, musisz usunąć blokadę” – rozwija tę metaforę roshi Genpo w swojej książce „Big Mind. Wielki Umysł, Wielkie Serce”. To właśnie cel procesu Bing Mind.

Wywołaj głosy

Podczas warsztatu proszę uczestników spotkania o wywołanie w sobie jakiegoś aspektu, czyli głosu, np. Kontrolera. Wszyscy robią delikatny ruch ciałem, żeby nie tylko umysł, ale i ono poczuło tę zmianę, i utożsamiają się z danym głosem, mówiąc w pierwszej osobie: „Ok, jestem Kontrolerem”. Następnie pytam: „Opowiedz mi o sobie, jaki masz cel, jakie zadanie?”. „Moim zadaniem jest kontrolowanie” – słyszę w odpowiedzi. „Co chciałbyś kontrolować?” – pytam dalej. Z sali padają różne odpowiedzi, np.: „Ja, Kontroler, kontroluję myśli, uczucia, ludzi, lęki, pragnienia, absolutnie wszystko...”. Drążę głębiej: „Jakie myśli, czyje?”. „A co np. z jej/jego emocjami? Dlaczego to robisz?”. „Bo emocje jej nie służą i nie powinno się ich ujawniać” – odpowiada ktoś z sali. „W jakich sytuacjach coś ci się wymyka spod kontroli? Co wtedy się dzieje?” – kontynuuję. Taki dialog trwa jakiś czas. Następnie proszę, byśmy porozmawiali z innym głosem, np. z Pragnieniem. Wszyscy znów robią delikatny ruch ciałem i zaczynamy dialog z Pragnieniem.

I tak przechodzimy od aspektu do aspektu, od głosu do głosu. Najpierw wywołujemy tzw. głosy dualne, rozróżniające rzeczywistość, w której zawsze są „ja” i „ty”, „ja” i świat: Kontrolera, Obrońcy, Sceptyka, Złości, Pożądania, Ofiary, Poszukującego Umysłu...

Potem przychodzi czas na głosy niedualne, transcendentne: Umysł Nieposzukujący, Czysty Umysł, Głos Jedności, Głos Mądrości, a następnie głosy absolutne: Wielki Umysł, Wielkie Serce.

Na końcu spotkania wywołujemy Mistrza lub Zintegrowanego, Swobodnie Funkcjonującego Człowieka, który jest głosem obejmującym te dwie zasadnicze perspektywy: dualną i niedualną. To on jest szefem tej wielkiej korporacji, popularnie zwanej osobą. On jest obecny w każdym z nas i tylko czeka, żeby móc wreszcie zacząć swobodnie funkcjonować.

Kiedy na przykład siadam do medytacji, to przywołuję głos Umysłu Nieposzukującego, który donikąd nie zmierza, niczego nie planuje, akceptuje, to, co jest: cisza, spokój... – wtedy po prostu jestem.

Jeśli gram na scenie i zapomnę tekstu, to zdarza mi się, że wzywam głos Pamięci. To bardzo prosty proces, ale wymaga czasu, by się z nim oswoić i stosować go na co dzień.

Bardziej świadomi

Musimy pamiętać, że nie ma głosu niepotrzebnego, każdy pełni jakąś określoną funkcję, jest po to, żeby nam służyć. A tylko wywołując go, dowiemy się, jak działa. Równie ważne jest to, by się przekonać osobiście, że wszystkie te aspekty są w nas i nikt nam ich nie narzuca z zewnątrz. Gdy je poznamy, zmienimy się, staniemy ludźmi bardziej świadomymi i odpowiedzialnymi – nie tylko za siebie, lecz także za innych. A jeśli my się zmieniamy, to zmieni się też wszystko wokół nas. Kiedyś zapytano Buddę: kim jest. Odpowiedział, że pytanie jest źle postawione, że należało zapytać: nie kim, a czym jest. Człowiek nie jest martwy, cały czas się zmienia, staje się tym, co się w danej chwili w nim pojawia.

No, chyba, że ktoś bardzo boi się odpowiedzialności i woli wypierać ją, trzymając w piwnicy pod kluczem. Bo z różnych powodów tłumimy niektóre z naszych aspektów, nie przyznajemy się do nich, krytykujemy je, nie dopuszczamy do głosu i nie chcemy mieć z nimi żadnego kontaktu. Ale z takimi również da się porozmawiać, choćby po to, żeby dowiedzieć się, dlaczego są wypierane i jaką rolę w nas pełnią.

Stosując metodę Big Mind, obserwuję jej wielką skuteczność u wielu ludzi. Nie jest ona związana z żadnym wyznaniem. Może ją praktykować każdy, bez względu na to, czy jest Chrześcijaninem, Żydem, Muzułmaninem, czy ateistą. I przejść przez ten głęboki proces – pod warunkiem, że naprawdę tego chce i będzie aktywnie w nim uczestniczyć.

Na początku polecałabym udział w warsztatach i praktykowanie pod okiem trenera. Pomocna będzie również książka roshiego Genpo Merzela „Big Mind. Wielki Umysł, Wielkie Serce” i dołączone do niej płyty DVD z oryginalnymi sesjami prowadzonymi przez twórcę metody (w języku angielskim).

Zostań swoim Mistrzem

Warto otworzyć się na Big Mind i spróbować dotrzeć do istoty samego siebie, sięgnąć po to, co już w nas jest. Wtedy zmieni się nasze funkcjonowanie, działanie, zmieni się nasze życie. Wszystkiego zaczniesz doświadczać bardziej świadomie. Nie musisz już tkwić w tym samym miejscu i kręcić się w kółko – możesz to radykalnie zmienić. Zobaczyć, że nie jesteś tylko rozgadaną głową czy niszczącymi, rozedrganymi emocjami, nie jesteś tylko ograniczonym „ja”, że masz też w sobie ciszę, spokój i przepastną przestrzeń Wielkiego Umysłu i Wielkiego Serca.

Proces Big Mind opracował mistrz zen, roshi Genpo Merzel. Metoda łączy dwie podstawowe szkoły rozwoju – dwie drogi, które wydawały się dotychczas zupełnie rozbieżne: zachodnią szkołę terapii (Voice Dialog) i psychologii oraz wschodnią szkołę medytacji i wglądu w prawdziwą naturę człowieka. Ma więc dwa korzenie: Wschód i Zachód. W świadomości roshiego Genpo proces ten rodził się latami, a wykrystalizował ok. 2000 roku. Jego twórca chciał, żeby każdy – tak jak on – mógł przebudzić swój umysł i uświadomić sobie, kim naprawdę jest. Nazwa Big Mind, czyli Wielki Umysł, to ukłon roshiego Genpo złożony ojcu Benowi Merzelowi (stąd inicjały) oraz wyraz szacunku dla swojego nauczyciela roshiego Taizana Maezumiego i syna Tai (Tai znaczy po japońsku „wielki”). Zanim roshi Merzel został buddyjskim mnichem, był mistrzem pływackim, ratownikiem i instruktorem pływackim, a także nauczycielem w szkole dla niepełnosprawnych. W 1980 roku został spadkobiercą Dharmy w linii przekazu roshi Taizana Maezumiego. Prowadzi SLC Center, gdzie łączy praktykę zen z procesem Big Mind.

W Polsce spadkobierczynią roshiego Genpo była Małgorzata Jiho Braunek (sensei, szefowa Polskiej Sanghi Kanzeon w Warszawie), która powadziła wykłady, spotkania indywidualne i grupowe warsztaty „Big Mind/Wielkie Serce, Wielki Umysł”.

  1. Styl Życia

Kompulsywne zbieractwo. Niezwykła opowieść o najsłynniejszych syllogomanach w historii

Langley Collyer (od lewej) oraz inspektor ds. budownictwa i mieszkalnictwa John O'Connor pośród tunelu pudeł i gazet w domu braci Collyer. (Fot. BEW Photo)
Langley Collyer (od lewej) oraz inspektor ds. budownictwa i mieszkalnictwa John O'Connor pośród tunelu pudeł i gazet w domu braci Collyer. (Fot. BEW Photo)
Niczego nie wyrzucą. Żyją i umierają w stertach swoich skarbów. Syllogomaniacy.

21 marca 1947 roku o godzinie 8:53 na posterunek policji w Nowym Jorku zadzwonił niejaki Charles Smith, donosząc, że w budynku przy ulicy Fifth Avenue w Harlemie znajduje się ciało mężczyzny w stanie zaawansowanego rozkładu. Funkcjonariusze pojawili się we wskazanym miejscu o 10 rano i otoczyli dom kordonem, by nie dopuścić zbyt blisko gromadzących się już gapiów. Wyważono zabezpieczone kratą drzwi, prowadzące do piwnic. Dalszą drogę zagradzało zwarte rumowisko cuchnących odpadów wylewających się z wnętrza. Policja nowojorska stanęła twarzą w twarz z jednym z najbardziej dramatycznych i tragicznych przypadków syllogomanii, czyli zbieractwa kompulsywnego. Kilkupiętrowy budynek wypełniony szczelnie, po ostatnią kondygnację, makulaturą, śmieciami, odpadkami był własnością braci Homera i Langleya Collyerów, należących do jednego z najznamienitszych nowojorskich rodów.

Zamożni odludkowie

Dotknięci kompulsywnym zbieractwem gromadzą wszystko – stare gazety i pojemniczki po jogurcie. W ich mieszkaniach nie znajdziesz skrawka wolnej przestrzeni. Syllogomania atakuje więcej osób niż bylibyśmy skłonni podejrzewać. Jedyne do tej pory badania epidemiologiczne przeprowadzono w amerykańskim stanie Massachussets wykazały, że syndromem zbieractwa dotkniętych okazało się 26 na 1000 mieszkańców.

Jednym z nich jest Olga – profesor literatury, emerytowana nauczycielka akademicka z Bostonu. Kiedy przestała panować nad sytuacją i zadzwoniła po pomoc, drzwi do jej apartamentu nie sposób już było otworzyć. Blokowało je ponad sto ogromnych plastikowych worków wypełnionych notatkami, materiałami do wykładów z ostatnich 10 lat. Sterty ubrań, większość jeszcze z metką, po 10 sztuk takich samych – różniły się tylko kolorami. Mnóstwo butelek, spakowanych w torby i pudła. Starych listów, słoików, plastikowych toreb po zakupach, zepsutych zegarków... Rzeczy pokrywały podłogę grubą, ponadmetrową warstwą. W sypialni sięgały sufitu. Od kilku lat nie używała łóżka, bo nie można było się do niego dostać. Sypiała więc w kuchennym kąciku – jedynym wolnym jeszcze miejscu w jej mieszkaniu. Wiedziała, że nie sposób tak żyć, ale nie potrafiła niczego wyrzucić. Jej pasja gromadzenia nie wynikała ani z biedy, ani traumatycznych przeżyć młodości. Podobnie jak legendarne już zbieractwo braci Collyerów.

Homerowi i Langleyowi nigdy niczego nie brakowało. Obaj odebrali znakomite wykształcenie. Starszy, Homer, był prawnikiem. Młodszy ukończył studia na kierunkach mechanika stosowana oraz chemia, ale nie podjął pracy w zawodzie. Oddawał się swojej pasji muzycznej, wygrał nawet kilka prestiżowych konkursów pianistycznych. Bracia byli nieśmiali, uprzejmi i bardzo kulturalni. Ubierali się zwykle z wyszukaną, XIX-wieczną elegancją i przypominali dżentelmenów z epoki wiktoriańskiej. Nie mieli bliskich przyjaciół. Nie znano też nikogo, kto by kiedykolwiek przekroczył drzwi ich domu. „Zamożni odludkowie, ot co” – kwitowali sprawę sąsiedzi.

W 1933 roku Homer przeszedł udar, po którym stracił wzrok i został częściowo sparaliżowany. Langley porzucił koncertowanie i oddał się opiece nad bratem. Przekonał go, że jego oczy powinny być stale zamknięte, by mogły odpocząć, i że dla pokonania ślepoty trzeba jeść 100 pomarańczy dziennie. Po ojcu bracia odziedziczyli ogromną bibliotekę ksiąg medycznych, Langley zadecydował więc, że sam zajmie się rehabilitacją Homera.

Skarby śmietników

„Tajemniczy faceci z Harlemu” budzili niezdrową ciekawość i stali się tematem najbardziej niezwykłych opowieści. Wierzono, że ich dom kryje nieprzebrane skarby, a bracia sypiają na materacach wypchanych pieniędzmi. Ludzie usiłowali za wszelką cenę zajrzeć do środka, a okoliczne dzieci zabawiały się wybijaniem okien kamieniami. Langley nie wstawiał nowych szyb, a tylko zabijał kolejne otwory deskami i tekturą. W ten sposób izolacja braci pogłębiała się. Przestali płacić rachunki i podatki. Odłączono im gaz i elektryczność. Choć mieli spore oszczędności i nie cierpieli biedy, Langley całymi nocami przeszukiwał ulice miasta, wyciągając ze śmietników żywność i najprzeróżniejsze „skarby”, które gromadził w swojej posiadłości.

Typowe objawy syllogomanii obejmują nie tylko zbieranie wszystkich możliwych śmieci, ale również obsesyjne robienie zapasów. Niektórzy chorzy kupują niewiarygodne wręcz ilości dóbr wszelakich, w tym tony żywności. Zasoby ich spiżarek pozwoliłyby wykarmić kilka rodzin przez wiele lat. Zbieracz wykupuje na wyprzedaży „wyjątkowe okazje” – rzadko jednak zadowala się pojedynczą sztuką jakiegoś produktu, bierze od razu 30 czy 40. Nigdy niczego nie używa. Trzyma swoje skarby „na przyszłość”. Ma kłopoty z wyrzuceniem czegokolwiek, bo przecież zawsze kiedyś komuś do czegoś może się przydać. A nie daj Boże do śmieci trafi coś niezwykłego... Zbieractwo bywa też ściśle wyspecjalizowane. Jedni gromadzą zapasy jedzenia, inni otaczają się na przykład stadem zwierząt.

Ogólnie rzecz biorąc, ludzie dotknięci syllogomanią mają trudności z podejmowaniem decyzji i realizacją zamierzeń. Choroba może towarzyszyć zespołowi Diogenesa, czyli zaburzeniu osobowości, polegającym na skrajnym zaniedbywaniu higieny osobistej i stanu sanitarnego w mieszkaniu. Także unikaniu kontaktów z najbliższymi i towarzystwa innych ludzi. Ofiara zespołu Diogenesa przypomina niekiedy zaniedbanego, bezdomnego nędzarza, choć jej status materialny może być całkiem wysoki.

Pułapki na włamywaczy

Kiedy oficerowie policji wyważyli drzwi domu Collyerów, gromadzone latami śmieci dosłownie wylały się na ulicę. Wejście do środka było niemożliwe. Po kilku godzinach, za pomocą drabiny straży pożarnej, udało się sforsować jedno z okien. Funkcjonariusze z ogromnym trudem poruszali się w labiryncie wąskich korytarzy pomiędzy zwałami odpadków. W jednym z pokojów natknęli się na ciało siwego mężczyzny, który został zidentyfikowany jako Homer Collyer. Lekarz sądowy stwierdził, że śmierć nastąpiła około 10 godzin wcześniej – najprawdopodobniej na skutek odwodnienia i ogólnego wyniszczenia organizmu. Nikt nie miał pojęcia, gdzie był i co robił jego brat. Podejrzewano, że wyruszył na kolejną wyprawę zbieraczy. Nie było jasne, jakim sposobem wydostał się z domu, zważywszy kompletnie zawalony korytarz prowadzący do wyjścia.

Policjanci wyważyli jeszcze kilka okien na ostatniej kondygnacji i rozpoczęli odgruzowywanie posesji. Wyciągnięto stamtąd setki żyrandoli, kompletny szkielet wozu konnego, kozły do piłowania drewna, ramy materacy z uszkodzonymi sprężynami, wózki dziecięce, stołki, zepsute rowery, pudła z pocztówkami świątecznymi, kilka tysięcy książek i niezliczone ilości gazet. Wyniesiono z domu pięć pianin, mahoniowy kominek z ogromnym pękniętym lustrem, zielony zabawkowy autobus, skrzynkę pełną kółek z żabkami do wieszania zasłon, starą lodówkę i pudło połamanych zabawek. Labirynt tuneli wyryty w śmieciowisku Collyerów był naszpikowany licznymi pułapkami i przemyślnymi zapadniami, które miały ustrzec przed włamywaczami. 27 marca, po tygodniu sprzątania, natknięto się na skrzynkę po cygarach, a w niej cztery rewolwery, karabiny kalibru 22 i 30, bagnety, trzy szable, dubeltówkę i skrzyneczkę rozmaitej amunicji. Ogółem z 12 pokoi domu Collyerów wydobyto ponad 120 ton odpadków, śmieci i odchodów, 11 pianin i tyle części do samochodu, że można by z nich złożyć kompletnego Forda T.

To mój dom!

Zorganizowane akcje sprzątania podejmowane od czasu do czasu przez najbliższych, instytucje opieki czy służby miejskie na wiele się nie zdają. Wyczyszczona do cna posiadłość w ciągu kilku miesięcy znów obrasta w rozmaite dobra. Wystarczy pół roku, by sytuacja powróciła do poprzedniego stanu. Wszelkie próby pomocy w sprzątaniu są zresztą zwykle torpedowane przez zbieracza już w zarodku. Gazety? „Proszę ich nie wyrzucać. Mam zamiar w najbliższym czasie przejrzeć wszystkie i zachować tylko najważniejsze dla mnie wycinki”. Chory potrafi wytłumaczyć przydatność każdej rzeczy. Wszystko jest potrzebne i nie wolno uzbieranego zmarnować.

Bałagan? „No, mnie on nie przeszkadza, nie rozumiem więc, czemu by miał przeszkadzać tobie. W końcu to mój dom, a nie twój, nieprawdaż?” – słyszą niejednokrotnie dorosłe dzieci usiłujące zaprowadzić ład w mieszkaniu rodziców. Z powodu nałogowego zbieractwa cierpią nie tyle sami „kolekcjonerzy”, co członkowie ich rodzin. „Ojciec załatwiał się do nocnika, bo zbiory matki uniemożliwiały wejście do łazienki” – skarżyła się Angela na forum dla krewnych osób uzależnionych.

Podobnie było w przypadku Collyerów. Syllogomania dotyka często osoby bardzo inteligentne i wrażliwe, a to dlatego, że – jak próbują tłumaczyć psychologowie – widzą one więcej niż inni powiązań między rzeczami i to każe im bardziej je doceniać. Co charakterystyczne, nałogowi zbieracze kategoryzują swoje skarby wedle mocno niekonwencjonalnych kryteriów. Ot, na przykład rachunek za prąd szybciej wyląduje na stercie różnych kartek niż w szufladzie z innymi rachunkami.

Choć nie potrafimy jeszcze wyjaśnić mechanizmu narodzin tej obsesji, obserwacja braci Collyerów pozwala wierzyć, że źródło problemu przynajmniej częściowo tkwi w genach. Jeśli jedno z rodzeństwa odczuwa chorobliwą potrzebę kolekcjonowania, prawdopodobieństwo, że przymus ten dotknie również brata czy siostrę wynosi ok. 27 proc. U bliźniąt jednojajowych, które wyposażone są w ten sam garnitur genetyczny –ryzyko choroby rośnie dwukrotnie.

Leczenie osób dotkniętych syllogomanią jest trudne przede wszystkim dlatego, że sami chorzy nie wyrażają chęci podejmowania prób walki z tym problemem. Najczęściej stosuje się psychoterapię wspomaganą podawaniem antydepresantów, na przykład fluwoksaminy.

Zamknięcie królestwa

1 kwietnia odbył się pogrzeb Homera Collyera. Jego brat wciąż był nieobecny i stało się jasne, że najprawdopodobniej nie żyje. Jego ciało znaleziono tydzień później – o ironio! – w tym samym pokoju, w którym umarł Homer. Zginął przygnieciony przez stertę ciężkich przedmiotów. Medycy sądowi ustalili, że śmierć Langleya nastąpiła około miesiąca wcześniej niż zgon brata, którym się opiekował.

  1. Styl Życia

Jak rozbudzić w sobie energię do działania? 13 kroków

Energia śpi? Obudź ją! Czasem wystarczy kilka prostych metod. (Fot. iStock)
Energia śpi? Obudź ją! Czasem wystarczy kilka prostych metod. (Fot. iStock)
Pełni radości ludzie, żywe kolory - to wystarczający program energetyzujący. Nie ma na to lepszej pory niż późna wiosna!

Nic mi się nie chce! Za oknem piękna pogoda, a ja myślę tylko, by poleżeć w łóżku. Energia śpi? Obudź ją! Czasem wystarczy kilka prostych metod. Zacznij działać, uruchom wewnętrzną siłę! Oto szczęśliwa trzynastka sposobów na pobudkę.

1. Znajdź swój rytm! Zapisz się na zajęcia taneczne. Salsa, afro dance, rock and roll – zatańcz jak lubisz. Jeśli masz wątpliwości, co wybrać, idź na lekcję próbną. I wyciągnij ze sobą kogoś znajomego. Energetyzująca muzyka jest bardzo skuteczna!

2. Spacerując, staraj się co jakiś czas zmieniać rytm kroków – idź szybciej, potem wolniej i znów szybciej. Rozglądaj się uważnie. Dostrzegaj szczegóły, zatrzymuj wzrok na kolorach. Szukaj rzeczy śmiesznych lub zaskakujących.

3. Uprawiaj sport. Wybierz coś dla siebie: jogging, aerobic, pływanie, jogę…, każda z tych form ma swoje zalety i – jak każdy sport – pobudza wydzielanie endorfin, czyli tzw. hormonów szczęścia.

4. Zaplanuj przyjemne i aktywne popołudnie. Nie przed telewizorem czy komputerem. Twój kierunek to zieleń, majowa eksplozja. Przyroda doda ci sił. Wyjedź za miasto, idź do parku, wybierz się na spacer, na rowery z przyjaciółmi. Zwłaszcza teraz, późną wiosną, kiedy wszystko jest tak intensywne – zaczerpnij do woli energii od drzew i kwiatów, ich mocy i soczystych barw.

5. Podobnie jak w przypadku innych marzeń i potrzeb – wizualizuj swoją energię. Napisz wyraźnie: „Mam mnóstwo energii” i powieś sobie taki transparent nad biurkiem w pracy lub domu. Chodzi o to, żeby to zdanie towarzyszyło ci każdego dnia. Powtarzaj je w myślach, aż zaczniesz w nie wierzyć. Wtedy stanie się tak jak chcesz!

6. Otaczaj się ludźmi pełnymi energii, unikaj maruderów. Masz do tego prawo. Możesz nawet poprosić, żeby kolega w pracy nie narzekał w twojej obecności i nie marudził. To zatruwa i odbiera energię otoczeniu.

7. Nie żyj tęsknotą za weekendem! Potrzebujesz radości z każdej chwili, a nie męczarni od poniedziałku do piątku. Pomyśl, że każdy dzień niesie swoją własną porcję energii.

8. Nie daj sobie wmówić, że jesteś na coś za stary albo za młody, że pewnych rzeczy nie wypada. Jeśli masz nagłą chęć na lody albo taniec na placu zabaw, skakankę, zabójczą czerwoną apaszkę, głośny śmiech... Czemu nie? Rób to, co uważasz za dobre dla ciebie, czyli wszystko, co ładuje cię pozytywną energią!

9. Nie dziw się, że na nic nie masz siły, jeśli śpisz 5 godzin na dobę, a od rana pijesz litrami kawę, byle tylko się obudzić. Na śnie nie da się zaoszczędzić. Każdy dorosły człowiek potrzebuje przespać w nocy minimum 7–8 godzin. Zadbaj o tę podstawową potrzebę. Wyrzuć z sypialni laptop, telewizor, a kładąc się na odpoczynek, wyłącz telefon.

10. Przed tobą trudne lub nużące zadanie? Usiądź na chwilę, zamknij oczy i przywołaj wszystkie pozytywne emocje, które pojawią się, gdy będzie już zrobione. Ulga? Radość? Zaskoczenie, że nie było takie trudne? I zabierz się do pracy! Teraz pójdzie ci szybciej i łatwiej.

11. Na koniec każdego dnia zaplanuj sobie małą przyjemność: przeczytanie fragmentu książki, wieczorny spacer, obejrzenie zdjęć. Spraw, by ten wieczór był nazajutrz miłym wspomnieniem.

12. Weź telefon i zadzwoń do kogoś, kogo kochasz i powiedz mu o tym. Nie oczekuj odwdzięczenia się tym samym, po prostu ciesz się, że spotkałeś go na swojej drodze. Przywołaj wspólne, szczęśliwe chwile.

13. Jeśli mieszkasz z partnerem, umówcie się, że każdego dnia po pracy zafundujecie sobie niestresującą, przyjemną rozmowę, a raz w tygodniu wybierzecie się tam, gdzie panuje luźna atmosfera.

Julia Nowicka - trenerka umiejętności psychologicznych.

  1. Styl Życia

Ekologiczna higiena osobista. Jak o siebie dbać i wybierać artykuły higieniczne, aby nie szkodzić planecie?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
W 2018 roku w Europie wyprodukowano 61,8 mln ton tworzyw sztucznych, na świecie - 359 mln ton. Tworzywa sztuczne w ostatnich kilkudziesięciu latach zdominowały nasze codzienne życie. Ze względu na swoją wszechstronność, trwałość, niską cenę i odporność znajdują niezliczoną ilość zastosowań, od opakowań, artykułów higieny osobistej i przedmiotów codziennego użytku, przez rolnictwo i budownictwo, po naukę, sprzęty medyczne i elektroniczne.

Tworzywa sztuczne. Czy można zminimalizować ich szkodliwość?

Tworzywa sztuczne ze względu na swoje unikalne cechy są w stanie zaspokoić mnóstwo potrzeb i wymagań człowieka, czynią życie łatwiejszym i bezpieczniejszym. Z tego względu nie sposób wyeliminować je z codziennego życia. Należy jednak zwrócić uwagę na pełne wykorzystanie potencjału tworzyw sztucznych oraz ich odpowiednie zagospodarowanie po zakończeniu użytkowania, jednocześnie pamiętając, że większość z nich jest obecnie produkowana, bazując na nieodnawialnych surowcach kopalnych – ropie naftowej i gazie ziemnym.

Tworzywa sztuczne mają ogromny potencjał. Choć w wielu przypadkach zastosowany materiał może być użyty ponownie, a żywotność wytworzonych z plastiku produktów to często dziesięciolecia, to wiele przedmiotów stworzonych z tworzyw sztucznych jest wykorzystywana jednokrotnie, często przez bardzo krótki czas. Według prognoz produkcja tworzyw sztucznych wciąż będzie rosnąć, dlatego konieczne jest zamknięcie obiegu plastiku, czego kluczem jest odejście od składowania tworzyw i skupienie się na recyklingu – ponownym wykorzystaniu zasobów. W Polsce większość, bo ponad 42% z zebranych w 2018 roku 1,9 mln ton odpadów z tworzyw sztucznych została poddana składowaniu, a jedynie 27,4% - recyklingowi.

Nie sposób nie wspomnieć tu o problemie śmieci trafiających na łono natury. Środowisko naturalne jest niedopuszczalnym miejscem dla tworzyw sztucznych, a co niepokojące okazuje się, że właśnie tam dostaje się część plastiku wytworzonego przez człowieka. Szacuje się, że do oceanów co roku trafia od 5 do nawet 13 milionów ton tworzyw sztucznych. Plastik trafia nawet do najbardziej niedostępnych miejsc na Ziemi. Plastikowe torebki odnaleziono nawet na dnie Rowu Mariańskiego – czyli prawie 11 km pod powierzchnią wody.

Tworzywa sztuczne a recyklingTworzywa sztuczne a recykling

Coraz bardziej rośnie potrzeba lepszego zagospodarowania odpadów z tworzyw sztucznych. Stopniowo wdrażane są odgórne regulacje, przedsiębiorstwa wprowadzają bardziej ekologiczne rozwiązania i produkty, a ekologiczny styl życia jest nie tylko modny, ale staje się powoli koniecznością. Każdego dnia możemy podejmować nawet drobne wybory, które będą korzystniejsze dla natury, zmniejszą ilość plastiku trafiającego do środowiska i ograniczą ilość produkowanych śmieci, w tym poprawią stopień ponownego wykorzystania odpadów z tworzyw sztucznych, zamykając ich obieg. Segregacja odpadów, wielorazowe torby na zakupy czy rezygnacja z jednorazowych opakowań foliowych do ważenia warzyw i owoców to podstawowe kroki, które wielu z nas wprowadziło już do swojego życia. Warto przyjrzeć się także artykułom higieny osobistej. Jak dbać o środowisko, jednocześnie dbając o higienę? Chcąc podejmować bardziej ekologiczne wybory w tym zakresie, warto przyjrzeć się sposobowi pakowania produktów do higieny osobistej oraz temu, z jakich materiałów je stworzono.

Jak dbać o ziemię wybierając artykuły higieny osobistej?

Głównym segmentem zastosowania tworzyw sztucznych w Europie są opakowania. W 2019 roku na ten cel zużyto niemal 40% wyprodukowanego plastiku. Chcąc więc dokonywać bardziej ekologicznych wyborów podczas zakupu artykułów higieny osobistej, warto zwrócić uwagę, w co są zapakowane. Zamiast produktów opakowanych w plastik, bardziej ekologicznym wyborem będzie biodegradowalne, papierowe pudełko. Jeszcze lepiej, jeśli użyty do produkcji takiego opakowania papier pochodzi z recyklingu. Przykładem ekologicznego rozwiązania w tej kwestii są szampony w kostce. Zamiast opakowanego w plastikową butelkę płynu, kostka szamponu znajduje się w papierowym kartoniku lub metalowej puszce. Niektórzy producenci zastępują plastikowo-kartonowe opakowania artykułów higienicznych takimi, wykonanymi w pełni z papieru. Plastikowe opakowanie szczoteczki do zębów Jordan Green Clean zastąpiono kartonikiem, wykonanym ze zrecyklingowanych włókien papierowych. W krótkim czasie pozwoliło to na zaoszczędzenie ponad 30 ton dziewiczego plastiku. Co ciekawe – również nić dentystyczna Jordan Green Clean jest zapakowana w tekturowe opakowanie wytworzone w pełni ze zrecyklingowanego papieru i służące jednocześnie jako pojemnik na nić. Ze względu na specyfikę produktu, opakowanie pasty do zębów nie może być papierowe, jednak i w tej kwestii możliwe są bardziej ekologiczne rozwiązania. W przypadku past do zębów Jordan Green Clean plastikowa tubka, zamiast z dziewiczego tworzywa sztucznego, wyprodukowana jest niemal w połowie z plastiku z recyklingu. Aby zaoszczędzić zasoby, pasty do zębów Jordan Green Clean nie są dodatkowo pakowane w kartonik, a umieszczony na tubce opis zachęca do rozcięcia opakowania i zużycia produktu do samego końca.

Jak dbać o Ziemię?Jak dbać o Ziemię?

Ekologiczna higiena osobista

Poza opakowaniem artykułów do higieny osobistej warto zwrócić uwagę na materiały, z jakich je wykonano. Papierowe lub drewniane trzonki patyczków do uszu, ekologiczne podpaski, wykonane z organicznej bawełny i biodegradowalnego ochronnego tworzywa, czy kompostowalne mokre chusteczki to przykłady artykułów do higieny osobistej, przy których tworzeniu wzięto pod uwagę wpływ na środowisko. Również wśród artykułów do higieny jamy ustnej można znaleźć ekologiczne rozwiązania. Szpulka, na którą nawinięto nić dentystyczną Jordan Green Clean w całości wykonana jest ze zrecyklingowanego, przetworzonego plastiku. Z kolei rączka szczoteczki do zębów Jordan Green Clean oraz flosser – uchwyt do nici dentystycznej tej marki wykonane są z przetworzonego plastiku z pojemników na żywność, m.in. z kubeczków po jogurtach. To rozwiązanie pozwoliło do lutego 2021 roku na zastąpienie ponad 80 ton dziewiczego plastiku tworzywem pochodzącym z recyklingu. W sumie aż 90% szczoteczki Jordan Green Clean wraz z opakowaniem jest wykonane z materiałów pochodzących z recyklingu. Dzięki temu zminimalizowano zużycie zasobów i w znacznym stopniu zamknięto ich obieg. Pozostałe 10% produktu to ekologiczne włosie, które do tej pory zastąpiło ponad 6 ton nylonowych nici, produkowanych z nieodnawialnych zasobów kopalnianych. W szczoteczkach Jordan Green Clean połączono trwałość i dbałość o zrównoważony rozwój z nowoczesnym i minimalistycznym skandynawskim designem. Szczoteczka dostępna jest w czterech różnych kolorach oraz w trzech wersjach twardości włosia.

Bibliografia

Jambeck, Jenna R., et al. "Plastic waste inputs from land into the ocean." Science 347.6223 (2015): 768-771.

„Jak odejść od jednorazowego plastiku? Poradnik, jak implementować dyrektywę w sprawie jednorazowych produktów z tworzyw sztucznych”, Rethink Plastic Alliance i Break Free From Plastic, 2019 https://www.greenpeace.org/static/planet4-poland-stateless/2020/02/b90b92b4-jak_odejsc_od_plastiku.pdf

Raport „Tworzywa – Fakty 2020. Analiza produkcji, zapotrzebowania oraz odzysku tworzyw sztucznych w Europie”, PlasticsEurope (Stowarzyszenie Producentów Tworzyw Sztucznych w Europie) https://www.plasticseurope.org/pl/resources/publications/4433-tworzywa-fakty-2020

„Plastic proliferates at the bottom of world's deepest ocean trench”, Sarah Gibbens

https://www.nationalgeographic.com/science/article/plastic-bag-mariana-trench-pollution-science-spd