1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Lagom - szwedzki sposób na szczęśliwe życie

Lagom - szwedzki sposób na szczęśliwe życie

Słownik szwedzko-polski określa lagom jako „umiarkowanie, wystarczający, odpowiednia ilość; właśnie tyle, ile trzeba”. (Fot. iStock)
Słownik szwedzko-polski określa lagom jako „umiarkowanie, wystarczający, odpowiednia ilość; właśnie tyle, ile trzeba”. (Fot. iStock)
Lagom, czyli skandynawski sposób na znalezienie złotego środka - umiejętność określenia, ile wystarczy nam do szczęścia i kiedy powiedzieć „dość”. To po prostu szwedzki sposób na szczęśliwe życie.

 

Słownik szwedzko-polski określa sprawę jasno: lagom to „umiarkowanie, wystarczający, odpowiednia ilość; właśnie tyle, ile trzeba”. Może się to odnosić do liczby pochłoniętych mięsnych pulpetów, temperatury kaloryfera, a także do wysokości zarobków. Kto odwiedził kiedyś naszych północnych sąsiadów, miał z pewnością okazję zauważyć, że lagom to po prostu szwedzki sposób na życie – zamiłowanie do tego, co funkcjonalne, lecz dyskretne, i organiczna wręcz niechęć do przesady. W każdej dziedzinie życia: od architektury przez modę i motoryzację po urządzanie wnętrz czy kuchnię. Brzmi znajomo? Oczywiście, wystarczy przecież zajrzeć do Ikei. Dlaczego zatem dopiero teraz ten termin zaczął robić karierę?

Od ekscesu do pokuty

Nie oszukujmy się: od kiedy umiar jest sexy? Wiele z nas uwielbia się obżerać tylko po to, żeby potem katować się detoksami; wydajemy ostatnie pieniądze na szałowe buty, żeby do końca miesiąca jeść tylko ryż; żyjemy od ekscesu do pokuty. Z tego, na szczęście, nikt nie zrobił jeszcze life­style’owego trendu, choć potencjał marketingowy byłby ogromny. Ze skandynawskich pojęć hygge (wym. huga) miało o wiele łatwiejszą drogę do kariery, bo jak nie myśleć ciepło o idei, która kojarzy się z przyjemnością, gorącą czekoladą, puszystym kocem i ogniem w kominku? Filozofia lagom nie wyklucza co prawda ani koców, ani czekolady, ale zgodnie z trendem przyjemność czerpie się właśnie z tego, że – nieco upraszczając –  koc może być wełniany, a niekoniecznie z kaszmiru, a kubek słodkiego napoju wystarczy dla dwojga. Lagom to skrót od frazy „laget om” – wokół drużyny, dla całego zespołu. Na biesiadach w czasach wikingów butlę miodu pitnego podawano z rąk do rąk i każdy pociągał z niej łyk – taki, żeby zaspokoić pragnienie, ale żeby wystarczyło również dla innych. Dbanie o dobro wspólnoty jest przecież również dbaniem o każdego z jej członków. Szwedzkie przysłowie „Lagom är bäst” znaczy dosłownie „odpowiednia ilość jest najlepsza”, ale tłumaczy się je też jako „umiar jest źródłem cnoty”.

Bez przesady

Cnota, powściągliwość, pamiętanie o potrzebach innych – czy ktoś widział coś równie trudnego do wypromowania? Szwedom nie tylko się to udało, ale zrobili z tego pomysł na życie. Pytać Szweda, co to jest lagom, to jak zapytać rybę, czym jest woda. – To droga środka. Jest jak wewnętrzny głos, który mówi ci, żeby nie budować największego domu w mieście, ale przypomina, że nie chcesz żyć w biedzie. Nie powinieneś być bezczelny, ale nie daj też z siebie zrobić popychadła – tłumaczył w brytyjskim „The Telegraph” producent muzyczny Johan Hugo. – Widać to też w naszych wartościach społecznych – przecież od pokoleń jesteśmy socjalistycznym krajem.

– Lagom to część skandynawskiej psychiki – mówi mi Bronte Aurell, autorka książki kucharskiej „The Scandi Kitchen” i właścicielka szwedzkiej restauracji w Londynie. – Umiar widać we wszystkim, co robimy. Moda nie epatuje przesadą – wystarczy spojrzeć na takie marki jak Filippa K, Acne czy sieć H&M. Szwedzki design to lekcja funkcjonalizmu bez kompromisu z estetyką. Ciekawe też, że Szwedzi, niezależnie od figury, z reguły dobrze czują się we własnej skórze, nagość jest czymś naturalnym, a botoksu stosuje się tam o wiele mniej niż w innych krajach Europy.

By żyć lepiej

Dzięki kilku czarodziejom marketingu lagom zatacza coraz szersze kręgi. Ikea i H&M od lat sprzedają lagom na cały świat, ale w Wielkiej Brytanii meblarski gigant dopiero ostatnio zainwestował w program „lagom living”. Rozdał pracownikom i klientom setki kuponów na niedrogie produkty, dzięki którym można oszczędzać wodę i energię, łatwo segregować śmieci i zdrowiej żyć. Naukowcy z Uniwersytetu Surrey monitorują powodzenie tego projektu, a w brytyjskich sklepach Ikea można się zwrócić o radę do „lagom hero”, który doradzi, które gadżety z ich oferty pomogą nam lepiej żyć.

Na Wyspach, zawsze głodnych nowych trendów, powstał też magazyn „Lagom”. Wydawany co pół roku w Bristolu przez małżeństwo, Elliota i Samanthę Stocksów, celebruje ludzi, a nie pusty image. „Interesują nas osobiste historie, które stoją za pokazywanymi przez nas produktami, i motywacje światowych twórców” – głosi ich strona internetowa. Grupa międzynarodowych autorów prezentuje w każdym numerze ciekawe wnętrza, wywiady z artystami i rzemieślnikami oraz pomysły na spędzanie czasu. Bo ten magazyn, jak tłumaczą jego założyciele, ma pokazywać, że można wieść piękne życie w prostocie i harmonii. Proszę nie ziewać – wywiad z grenlandzkim artystą rzeźbiącym w kości był naprawdę ciekawy.

Czy lagom – w sumie znajomy, ale wciąż słabo wypromowany sposób na życie – będzie trendem roku lub kilku lat? Oby. W świecie, w którym ciągle namawia się nas do konsumpcji, lagom oferuje alternatywę. Pierwszy krok to zdanie sobie sprawy z tego, że prawdziwa satysfakcja z życia nie płynie z ilości nagromadzonych dóbr. To dobre nie tylko dla psyche, ale i dla kieszeni. Drugi to wzięcie odpowiedzialności za swój wpływ na lokalną społeczność i na otaczający nas świat. Można zacząć od dbania o środowisko, ale warto na tym nie poprzestawać.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Podstawa dobrze zaprojektowanej kuchni – odpowiednio rozmieszczone korpusy kuchenne

(Fot. materiały partnera)
(Fot. materiały partnera)
W kuchni spędzamy dużo czasu, dlatego ważne jest, aby pracować wygodnie i komfortowo, niezależnie od jej wielkości i stylu. Optymalnie urządzona musi spełniać kilka ważnych wymagań. Istotne jest chociażby przestrzeganie zasady trójkąta roboczego i odpowiednie wypełnienie przestrzeni ergonomicznymi korpusami szafek kuchennych. Oto nasze porady, jak stworzyć funkcjonalną kuchnię.

Kuchnia - serce każdego domu. To tutaj koncentruje się większość domowych czynności, bo nie oszukujmy się - nie jest ona wyłącznie miejscem, z którego korzystamy podczas gotowania. Ci, którzy przygotowują posiłki, muszą mieć wszystko pod ręką: garnki blisko płyty grzewczej czy kosze na odpady blisko zlewozmywaka. Oczywistym zatem jest fakt, że projekt kuchni musi być przemyślany i staranny, aby w jak najwyższym stopniu uwzględnić wszystkie funkcje kuchennej przestrzeni.

(Fot. materiały partnera)(Fot. materiały partnera)

Od czego zacząć projektowanie kuchni? Warto rozrysować sobie wymiary pomieszczenia, elementy stałe (gniazdka, drzwi, okna, ciąg wentylacyjny) i wyciąć z papieru meble w odpowiedniej skali, co ułatwi ich swobodne przemieszczanie. Lepszym pomysłem okaże się skorzystanie z planera online, co zobrazuje całokształt kuchni w widoku 3D, a na dodatek pozwoli na rozmieszczenie takich elementów, które ciężko oddać na papierze w rzucie, np. korpus szafki kuchennej wiszącej.

Zasada trójkąta roboczego

Dobrze zorganizowana kuchnia to taka, która uwzględnia rozmieszczenie przestrzeni roboczej i całe otoczenie, aby każda z czynności wykonywanych w kuchni odbywała się w jak najbardziej komfortowy i płynny sposób. W latach 40. prowadzono badania o ergonomii na Wydziale Architektury University of Illinois i przeanalizowano relacje i odległości pomiędzy głównymi punktami w kuchni. Jakie to obszary?

  1. Miejsca, w których jest przechowywana żywność, czyli lodówka i szafki.
  2. Obszar, w którym myje się żywność, czyli zlewozmywak. Warto, by wraz z ociekaczem przestrzeń ta wynosiła co najmniej 90 cm.
  3. Strefa przygotowywania i gotowania posiłków, czyli blat i płyta grzewcza.

Jeśli kuchnia jest dobrze zaprojektowana, powinieneś być w stanie narysować trzy proste linie łączące przestrzenie do mycia, przygotowania i gotowania, tworząc trójkąt. Idealnie, jeśli boki trójkąta mają wymiar od 1,2 m do 2,7 m.

(Fot. materiały partnera)(Fot. materiały partnera)

Rozmieszczenie korpusów kuchennych

Po ulokowaniu niezbędnych sprzętów AGD, czas na korpusy kuchenne. Garści praktycznych wskazówek dostarcza poradnik na stronie Salonów Agata. Oto niektóre z nich:

  • Ważne, by nie zakłócać odmiennych czynności i odseparować strefę zmywania od strefy gotowania. W praktyce oznacza to, by pomiędzy komorą zlewu a płytą grzewczą zachować co najmniej 15 cm odstępu. Jeśli przestrzeń na to pozwala, najlepiej zachować odległość min. 50 cm z obu stron płyty grzewczej, co pozwoli na bezpieczne odkładanie gorących potraw. Dobrą praktyką jest umieszczenie pod blatem korpusu kuchennego z półkami lub wysuwanymi szufladami, który zapewnia miejsce na pomoce kuchenne przydatne podczas przyrządzania posiłku.
  • Wszystkie urządzenie ze strefy zmywania powinny znajdować się blisko siebie. By korpusy kuchenne były odpowiednio wytrzymałe, producent powinien zabezpieczyć je laminowanym wykończeniem, które uchroni materiał przed uszkodzeniami. Drewniane korpusy szafek kuchennych czy fronty to obecnie rzadkość - naturalne drewno jest szczególnie wrażliwe na wilgoć. W zamian stosuje się korpusy kuchenne z płyty MDF o wyglądzie przypominającym strukturę drewna. Są one wzbogacone o warstwę akrylową, która zwiększa odporność na uszkodzenia.
  • Nie należy umieszczać urządzeń AGD w narożnikach kuchni, bowiem uchylony piekarnik lub zmywarka zablokuje dostęp do innych szafek. W narożniku świetnie sprawdzi się korpus szafki kuchennej narożnej, szczególnie z zastosowaniem mechanizmu Evo lub Le Mans.

Wymiary korpusów szafek kuchennych powinno dopasować się do ilości dostępnej przestrzeni z zachowaniem odpowiednich odległości minimalnych od głównych sprzętów, które wyznaczają trójkąt roboczy. Po stworzeniu tej - najtrudniejszej - części projektu przychodzi czas na najprzyjemniejsze czynności - dobór frontów i blatów, dzięki którym nasza kuchnia nabierze wymarzonego charakteru.

  1. Moda i uroda

#cottagecore – Maria Antonina z Instagrama 

Erdem, lato 2021 (Fot. Imaxtree)
Erdem, lato 2021 (Fot. Imaxtree)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
Modna od kilku sezonów estetyka lat 70. XX w., inspiracja folklorem, docenianie rękodzieła oraz zwrot ku modzie odpowiedzialnej sprawiły, że niszowy cottagecore, o którym do niedawna wiedziały jedynie młode użytkowniczki mediów społecznościowych, stał się jednym z najgorętszych trendów sezonu.  

Długie sukienki z bufkami i kwadratowym dekoltem, wyplatane koszyki, kapelusze z szerokim rondem oraz drewniaki, a to wszystko na tle leśnej polany, łanów zboża, świeżo wypieczonego chleba i truskawek zebranych z przydomowego ogródka…

Cottagecore - pragnienie spokojnego i prostego życia

Cottagecore (znany również pod nazwami Farmcore i Countrycore) to prężnie rozwijający się w social mediach trend, którego estetyka została zainspirowana romantyczną interpretacją wiejskiego stylu życia, harmonią z naturą, baśniowymi podaniami i ludowymi wierzeniami. Wielu ekspertów zajmujących się analizą trendów zauważyło, że popularność cottagecore jest z jednej strony spowodowana rosnącym sprzeciwem wobec zasad kapitalistyczno-konsumpcyjnego społeczeństwa, z drugiej związana jest ze wzrostem zainteresowania zrównoważonym rozwojem i wellness. Koncepcja cottagecore odzwierciedla pragnienie spokojnego i prostego życia z dala od technologii i zgiełku wielkich miast, choć życie cottagecore toczy się przede wszystkim w mediach społecznościowych. Trend, który zachęca do powrotu do bardziej tradycyjnych aktywności i cyfrowego detoksu największą popularnością cieszy się na na platformach społecznościowych takich jak TikTok czy Instagram (tag #cottagecore został użyty ponad dwa miliony razy).

Rodarte, lato 2021 (Fot. Imaxtree)Rodarte, lato 2021 (Fot. Imaxtree)

Beccaria, lato 2021 (Fot. Imaxtree)Beccaria, lato 2021 (Fot. Imaxtree)

Wygląda na to, że cottagecore wyraża tęsknotę za prostym życiem i powrotem do korzeni, niż faktyczną chęć odcięcia się od nowoczesnej technologii i udogodnień. Nic dziwnego, że cottagecore zaczął zdobywać ogromną popularność w 2020 roku, gdy w trakcie globalnego lockdownu tempo życia nagle zwolniło, a większość chciała przenieść się do świata, w którym jedynymi obowiązkami były pielęgnacja ogrodu czy pieczenie ciasta. Wielu miłośnikom trendu spodobał się przede wszystkim ekologiczny aspekt cottagecore: popularyzowanie zakupów z drugiego obiegu, własnoręczne wytwarzanie kosmetyków, uprawa przydomowego ogródka, pieczenie chleba, wspieranie rękodzielników i rzemieślników, etyczna moda i lokalna produkcja.

Cottagecore - z Instagrama na wybiegi

Jak w przypadku każdego innego trendu, wykreowanego przez ulice, czy media społecznościowe, cottagecore został zauważony przez znane domy mody i szybko zagościł na wybiegach wiosna/lato 2021. Aby przekonać się, że cottagecore przestał być niszowym trendem popularnym wśród młodych użytkowniczek TikTok czy Instagrama, wystarczy spojrzeć na ostatnie kolekcje takich projektantów jak Ann Sui, Batsheva, Ulla Johnson, Molly Godard czy Erdem. W ostatnim czasie powstało też wiele nowych marek, które doskonale wpisują się w kategorię cottagecore i oferują sukienki - zwiewne, baśniowe, uszyte z naturalnych tkanin, z bufiastymi rękawami, marszczonymi kwadratowymi dekoltami i falbanami, inspirowane modą regencyjną i serialem “Bridgerton”. Modne są sukienki gładkie i proste, przypominające XIX-wieczne koszule nocne oraz sukienki wzorzyste (najbardziej pożądane wzory to oczywiście motywy roślinne, ale także kratka Vichy i groszki). Nieodłącznym elementem estetyki cottagecore są wyplatane dodatki - słomkowe kapelusze z szerokim rondem i koszyki w stylu Jane Birkin, barwne chusty wiązane na włosach tak, jak robiła to Michalina Wisłocka i aksamitne kokardy, wianki wyplatane z kwiatów, sznurowane trzewiki albo drewniaki. Najpopularniejszymi markami cottagecore są między innymi Hill House Home, Doen, Cia Lucia, Christy Dawn, Mie, Sea New York i Campo Collection.

Za pierwszą ikonę trendu cottagecore uważana jest dziś Maria Antonina, która pod koniec XVIII w. zleciła budowę Hameau de la Reine, rustykalnej posiadłości na terenie parku pałacowym Wersalu, inspirowanej naturalizmem w sztuce i architekturze oraz filozoficznym trendom ukształtowanym pod wpływem hasła "powrotu do natury" głoszonego przez szwajcarskiego filozofa Jean-Jacques Rousseau. Kompleks budynków inspirowanych flamandzką i normańską architekturą oraz przylegająca do niego łąka z jeziorem, zaprojektowany został przez ulubionego architekta królowej, Richarda Mique'a oraz malarza Huberta Roberta. Na terenie Hameau de la Reine znajdowały się budynek gospodarczy, (gospodarstwo miało produkować jajka dla królowej), mleczarnia, gołębnik, buduar, stodoła, młyn i wieża w kształcie latarni morskiej. Dziś brakuje dowodów, które jednoznacznie wskazywałyby, że Maria Antonina czy jej dworzanie przebywający na terenie Hameau de la Reine, przebierali się w stroje chłopów, pasterzy czy rolników. Wiadomo na pewno, że rustykalna i idylliczna posiadłość stała się ulubionym miejscem królowej, w której organizowane były kameralne przyjęcia.

  1. Styl Życia

Halina Mlynkova: "Nic tak nie ładuje akumulatorów jak kontakt z naturą"

Halina Mlynkova, piosenkarka, autorka tekstów i muzyki. W latach 1998–2003 wokalistka zespołu Brathanki. Od 2003 roku występuje solowo, wydała trzy albumy studyjne. (Fot. Ula Koska)
Halina Mlynkova, piosenkarka, autorka tekstów i muzyki. W latach 1998–2003 wokalistka zespołu Brathanki. Od 2003 roku występuje solowo, wydała trzy albumy studyjne. (Fot. Ula Koska)
Wokalistka Halina Mlynkova jako nastolatka zamieszkała w wielkim mieście, ale ostatnio uciekła stamtąd do domu pod lasem. Już wie, że nic innego nie daje jej więcej siły niż życie w otoczeniu zielonego.

Wychowałam się na Zaolziu, szacunek do natury miałam wdrukowany od samego początku. Choć jako nastolatka z radością „uciekłam” do szumu i gwaru miasta, potrzeba kontaktu z naturą gdzieś głęboko we mnie siedzi i właśnie się odezwała. Po latach życia w dużych miastach zatoczyłam koło – poczułam, że znów muszę „uciekać”, ale tym razem już na dobre do zielonego. Niedawno zamieszkałam na skraju lasu, z dala od zgiełku. Nic nie ładuje akumulatorów i nie koi tak jak kontakt z naturą, jak możliwość obserwowania zmieniających się pór roku. Wśród szklanych budynków nie da się tego doświadczyć. Z natury, jeśli tylko zechcemy, można czerpać na wiele nieinwazyjnych sposobów. Na przykład żeby wiedzieć, jaka będzie zima, uczę się obserwować pszczoły. Natura jest też dla mnie genialną inspiracją do tworzenia muzyki. Przecież cały gatunek muzyki etno to właśnie zapatrzenie się, wsłuchanie się w naturę, w korzenie. Pamiętam moją cudowną współpracę z Joszkiem Brodą. On na liściu, który spadł z drzewa, potrafi wyczarować dźwięki, które pobudzają wyobraźnię do kreatywności.

Ekomama

Moja mama zawsze szanowała Ziemię, długo przed tym, zanim zaczęło się mówić o ekologii. Śmieci segreguje wręcz obsesyjnie. Kiedy jestem u niej w domu, nie pozwala mi posprzątać w kuchni, mówi: „Ja to zrobię, ty mi źle powyrzucasz”. Mojego syna, który spędzał u babci każde lato, też od początku nauczyła dbałości o naturę. Pamiętam, że kiedy miał trzy–cztery lata, zgniatał wielkie dla niego wtedy plastikowe butelki z całych sił; byłam z niego dumna. Od małego oglądaliśmy też razem – być może ktoś powie, że zbyt poważne na jego wiek – dokumenty pokazujące to, co człowiek robi z planetą. Był bardzo przejęty, kiedy patrzył na ginące ryby czy ptaki. Dziś ma 17 lat i temat ekologii nie jest mu obojętny. Wie, co robić, by nie szkodzić, a to już dużo!

Na co dzień

Przestałam gromadzić ciuchy, już nie kupuję bezsensownie tego, co wpadnie mi w oko lub jest w promocji albo widziałam na koleżance i mi się spodobało… Muszę przyznać, że miałam niechlubny moment – w mojej szafie wisiało sporo rzeczy z metkami, których nigdy nie założyłam, a jednak robiłam kolejne zakupy. Ten czas dawno mam za sobą. Dziś kupuję ubrania w second-handach, a potem przekazuję je dalej.

W naszym domu nie kupuje się wody mineralnej, korzystamy z filtra. Sama piekę chleb. Nie używam oleju palmowego ani konserwantów. Owoce i warzywa, które jemy, pochodzą z ekologicznych upraw. Wspieram lokalnych rolników. Zresztą jestem genialnym testerem – mam tak silne uczulenie na pestycydy, że kiedy tylko ugryzę coś pryskanego, natychmiast to czuję. Nie mam więc problemu z odróżnieniem, czy jabłko na pewno jest ekologiczne, czy jednak spotkało się z chemią… Nie mam też problemu z tym, że ono nie wygląda ładnie albo że zamieszkiwał je robak. Jako dziecko w malinach i czereśniach zjadłam dziesiątki robaków, pamiętam, że mama wtedy mówiła: „Trochę białka ci nie zaszkodzi!”. I nie zaszkodziło.

Halina Mlynkova, piosenkarka, autorka tekstów i muzyki. W latach 1998–2003 wokalistka zespołu Brathanki. Od 2003 roku występuje solowo, wydała trzy albumy studyjne.

  1. Moda i uroda

Kostium z recyklingu – najmodniejszy model tego lata

Bodymaps (Fot. materiały prasowe)
Bodymaps (Fot. materiały prasowe)
Kostiumy kąpielowe uszyte z dziewiczego poliestru są ogromnym problemem dla środowiska. Dziś ponad 60 proc. wszystkich ubrań produkowana jest z syntetycznych materiałów, a tylko 12 proc. wraca do obiegu jako produkt recyklingu kaskadowego. Na świecie powstaje coraz więcej marek, które decydują się szyć kostiumy kąpielowe z odpadów przed i pokonsumpcyjnych, plastikowych butelek, sieci rybackich, skrawków nylonu oraz innych tworzyw sztucznych odzyskanych z Morza Śródziemnego. Dwie od kilku lat z powodzeniem funkcjonują na polskim rynku.

Według szacunkowych danych kupujemy dziś pięć razy więcej ubrań niż w 1980 roku, ale nosimy je o wiele krócej i znacznie szybciej się ich pozbywamy. Świat zużywa obecnie około 80 miliardów nowych sztuk odzieży rocznie. To o 400% więcej niż jeszcze dwie dekady temu. Tania i szybka produkcja, nieustanne kreowanie kolejnych trendów i konsumpcja napędzana przez marki odzieżowe, celebrytów oraz influencerów sprawiają, że niedrogie ubrania stają się kłopotliwym dla środowiska odpadem. Kostiumy kąpielowe wpadły w tę samą pułapkę, co pozostałe kategorie odzieży fast fashion. W związku z nieustannie zmieniającymi się trendami, większość strojów kąpielowych po jednym sezonie ląduje na wysypiskach śmieci.

Kostiumy kąpielowe to dla mody odpowiedzialnej ogromne wyzwanie

Ogromna nadprodukcja ubrań, które albo nie są noszone albo szybko wyrzucane, jest jednym z głównych grzechów obecnego systemu mody. Ilość kostiumów kąpielowych to tylko jeden z problemów tego przemysłu. Drugi ma więcej wspólnego z ich składem. Większość marek szyje stroje kąpielowe z materiałów syntetycznych produkowanych na bazie ropy naftowej. Produkcja opiera się na nylonie, poliestrze i lycrze, tkaninach, które są rozciągliwe, łatwo dopasowują się do ciała i dobrze odprowadzają wilgoć. Syntetyczne materiały są stosunkowo tanie do wyprodukowania i bardzo wszechstronne. Szacuje się, że każdego roku powstaje około 65 milionów ton materiałów z tworzyw sztucznych, a ilość szytej z poliestru odzieży podwoiła się od 2000 r. i stanowi dziś ponad 60 proc. całkowitej produkcji. Plastikowe ubrania zalegają na wysypiskach śmieci i trafiają do oceanów, a przemysł odzieżowy nadal nie ma chęci ani pomysłu, aby zająć się tym, co już zostało już wyprodukowane. Wciąż niewiele ubrań powstaje z ponownie przetworzonych tekstyliów, a recykling starej odzieży na surowiec jest problematyczny, ponieważ ubrania powstają najczęściej z kombinacji syntetycznych i naturalnych włókien, które trudno rozdzielić i poddać recyklingowi. Popularne marki nie tylko stosują tanie metody produkcji, ale również starają się, aby każdy kostium kąpielowy miał jak najkrótszą żywotność. To dlatego stroje kąpielowe (oraz inne ubrania z metką fast fashion) tak szybko się rozpadają, a później trafiają na wysypiska śmieci.

Włókna syntetyczne, z których powstaje większość kostiumów kąpielowych, nie tylko nie są biodegradowalne, ale również zanieczyszczają środowisko mikroplastikiem. Pojedyncza włókna tkaniny (najczęściej poliestru, nylonu i akrylu) oddzielają się od ubrań za każdym razem, gdy je nosimy i pierzemy. Według danych zamieszczonych w raporcie wydanym w 2017 roku przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody od 15 do 31 procent plastiku zanieczyszczającego środowisko to mikroplastik, a ⅓ zalegającego w oceanach plastiku to syntetyczne włókna, które odrywają się od ubrań w trakcie prania. Mikrowłókna zjadane są przez większe skorupiaki, ryby i morskie ssaki, przechodzą na kolejne ogniwa łańcucha pokarmowego, by ostatecznie trafić na nasze talerze.

Kostiumy kąpielowe z recyklingu odpowiedzią na rosnącą górę plastikowych ubrań

Na szczęście moda, która stara się mniej szkodzić środowisku, zainteresowała się również strojami kąpielowymi. Wiele marek zaczęło korzystać z przetworzonych materiałów i szukać alternatywnych tkanin, które pozwalają ograniczyć ilość odpadów tekstylnych. Na rynku pojawia się coraz więcej producentów, którzy oferują kostiumy kąpielowe wysokiej jakości, wyprodukowane z poszanowaniem surowców oraz środowiska. Wśród najbardziej znanych marek, które do produkcji kostiumów wykorzystują tkaniny pochodzące z recyklingu, znajdują się luksusowe brandy, takiej jak Mara Hoffman, Baythe, Sage Larock, ale również bardziej przystępne cenowo marki - Reformation, Vitamin A, Vilebrequin, allSisters czy Stay Wild.

Kostiumy kąpielowe powstają najczęściej z nylonu, który jest produkowany z włókien ECONYLU (technologia opracowana przez markę Aquafil), pozyskanych z plastiku pochodzącego z recyklingu, w tym plastiku przemysłowego z wysypisk śmieci i oceanów. ECONYL nie tylko mniej szkodzi środowisku, ale jest również dwa razy bardziej odporny na działanie chloru i olejków do opalania, może być również przetwarzany wiele razy. Drugim, coraz częściej stosowanym włóknem nylonowym wytwarzanym z surowców wtórnych, jest Q-nova marki Fulgar. Lekki materiał o wysokiej wytrzymałości, posiadający certyfikaty Global Recycled Standard i EU Ecolabel.

Na świecie nadal funkcjonuje niewiele firm szyjących kostiumy kąpielowe, które zdecydowały się odejść od dziewiczego poliestru i zastąpić go materiałem, którego włókna pozyskiwane są z recyklingu. Podjęcie decyzji o korzystaniu wyłącznie z tkanin tego rodzaju wymagało sporego researchu, ale na polskim rynku są marki, których założycielki uznały, że warto podjąć taki wysiłek.

Bodymaps (Fot. Zuza Krajewska/materiały prasowe)Bodymaps (Fot. Zuza Krajewska/materiały prasowe)

Bodymaps (Fot. materiały prasowe)Bodymaps (Fot. materiały prasowe)

Bodymaps powstało w 2015 roku z inicjatywy projektantki Ewy Stepnowskiej. Marka znana jest przede wszystkim z zachwycających wzorów i fasonów inspirowanych modą retro lat 50. i 60. XX w. Dlaczego Ewa zdecydowała się na kostiumy z recyklingu? “U nas odbyło się to dosyć przewrotnie, prawie 7 lat temu, jeszcze przed założeniem Bodypamps i przy okazji researchu materiałów, znalazłam producenta dzianin z Econylu. Korzystałyśmy z niego w dużej mierze już od pierwszej kolekcji. Od początku istnienia Bodymaps mniej więcej połowa naszych kostiumów, została wykonana z dzianin z tej przędzy. Zdecydowałam się na przędzę regenerowaną z powodu własnych przekonań dotyczących zrównoważonej produkcji, to zupełnie nie był chwyt marketingowy. Przez pierwsze kilka lat nawet tego nie komunikowaliśmy z obawy, że recycling może źle się kojarzyć i w oczach klientek ujmować jakości. Ale to był przełom 2014/2015 r. i trochę inne spojrzenie na kwestię zrównoważonej produkcji. Oczywiście nasze materiały z przędzy Econyl są świetne jakościowo, teraz wiem to już z doświadczenia - kostiumy świetnie wyglądają i sprawdzają się przez długie lata.”

Sonia Włoszyńska, projektantka i współzałożycielka imprm studio, marki która powstała w 2018 roku, tłumaczy: “Przygotowanie do pierwszej kolekcji imprm trwało prawie rok, z czego największą częścią było właśnie odszukanie odpowiedniej dzianiny na stroje. Nie chciałyśmy iść na żaden kompromis, gdybyśmy nie odnalazły takiego rozwiązania, nie zdecydowałybyśmy się na produkcję strojów kąpielowych.”

Imprm (Fot. materiały prasowe)Imprm (Fot. materiały prasowe)

Imprm (Fot. materiały prasowe)Imprm (Fot. materiały prasowe)

Kostiumy kąpielowe z recyklingu to wciąż domena raczej niewielkich marek. W sieciówkach sporadycznie pojawiają się kolekcje, w których do produkcji wykorzystuje się z poliester, choć przecież duzi gracze mają większe zaplecze finansowe i technologiczne, aby wdrożyć u siebie taką produkcję. “Myślę, że wiele firm nie decyduje się na dzianiny z przędzy regenerowanej z bardzo prozaicznego powodu - są one po prostu sporo droższe. Regeneracja przędzy wiąże się z większymi kosztami niż korzystanie z przędzy virgin - a to przekłada się na cenę dzianin. Myślę, że wraz z rozwojem technologii i popularyzacji przędz regenerowanych to zacznie się zmieniać” - tłumaczy Ewa Stepnowska.

Czy w kolejnych latach kostiumy z recyklingu mają szansę stać się bardziej popularne czy nadal będzie to nisza i produkt skierowany do świadomych konsumentów? “W przeciągu ostatnich dwóch-trzech lat można było zauważyć ogromny wzrost zainteresowania tym tematem, a co za tym idzie dostępności recyklingowanych dzianin. Podczas wprowadzania kolejnych kolekcji/produktów możliwości znacznie się zwiększały, a producenci wprowadzali coraz więcej zróżnicowanych materiałów. Podejrzewam, że świadomość konsumentów i ich oczekiwania sprawią, że takie oraz podobne rozwiązania staną się nowym standardem, a nie tylko limitowanymi kolekcjami.” - mówi Sonia Włoszyńska. Także według Ewy Stepnowskiej konsumenci stają się coraz bardziej świadomi i więcej wymagają od marek. “W ostatnich latach obserwujemy dynamiczny rozwój różnych technologii tworzenia materiałów recyklingowych. Myślę, że wraz z dalszym rozwojem, zwiększy się ich dostępność, a cena może zacząć być konkurencyjna do ceny przędz z pierwszego obiegu. Pamiętajmy, że mimo większych budżetów, działalność sieciówek jest obliczona na zysk, a jednym z kluczowych aspektów przy projektowaniu produktów wciąż jest niska cena detaliczna. Inwestowanie w materiały produkowane w zrównoważony sposób nie za bardzo idzie w parze z taką strategią - chyba, że ma przynieść wymierne efekty marketingowe. Myślę że celem wielu tych kolekcji z recyclingu jest po prostu greenwashing.”

“Trzeba także bacznie przyglądać się technologiom, bo czasem może okazać się że recykling materiałów jest dużo bardziej obciążający dla planety niż produkcja w pierwszym obiegu - np. pod względem zużytej energii.” - wyjaśnia Ewa - “To jest taki temat, który nigdy się nie kończy i wciąż jest wiele niewiadomych wynikających z długiego i rozległego geograficznie cyklu produkcji materiałów na świecie - zawsze warto zadawać kolejne pytania. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości wiedza o recyklingowaniu surowców będzie coraz bardziej uporządkowana i dostępna, nie tylko dla producentów, ale także dla konsumentów.”

  1. Styl Życia

Kochamy Bałtyk, ale go nie znamy. Rozmowa z Natalią Uryniuk, autorką projektu Balticarium

Natalia Uryniuk (Fot. Mikolaj Roszak/archiwum prywatne)
Natalia Uryniuk (Fot. Mikolaj Roszak/archiwum prywatne)
Polskie dzieci wiedzą dużo więcej na temat rekinów czy wielorybów niż zwierząt, które mieszkają w Bałtyku. Natalia Uryniuk, artystka i ilustratorka z Gdańska, postanowiła przybliżyć małym i dużym czytelnikom fascynujący świat Morza Bałtyckiego. Tak powstały internetowy projekt Balticarium.com, ilustrowany album o tej samej nazwie oraz fantastyczna opowieść „Skok przez Bałtyk”.

Jak to się stało, że postanowiłaś powołać do życia artystyczno-edukacyjny projekt i zająć się morskimi stworzeniami Bałtyku?
Pochodzę z Gdańska i odkąd pamiętam, zawsze zastanawiałam się, jakie zwierzęta pływają w wodach Bałtyku i mieszkają na plaży. Jestem ilustratorką i szukam ciekawych tematów, a zwierzęta są dla mnie niezwykle interesującymi bohaterami do ilustrowania. Przed Balticarium na polskim rynku wydawniczym brakowało informacji na temat zwierząt Bałtyku podanych w przystępny sposób. Oprócz naukowych opracowań, nie było zbyt wielu publikacji poświęconych florze i faunie naszego morza, a tym bardziej książek skierowanych do młodszego czytelnika. Mieliśmy całkiem sporo wydawnictw na temat zwierząt Afryki czy Antarktydy, bajek o leśnych czy wiejskich stworzeniach, albo książek, z których można dowiedzieć się o rekinach czy wielorybach. Niestety mało było takich, które byłyby poświęcone mniej popularnym zwierzętom morskim, takim jak wężynka, małgiew piaskołaz czy lisica. Już same nazwy tych stworzeń są niesamowite, dlatego postanowiłam wypełnić lukę i tak narodził się projekt Balticarium.com, który na początku składał się ze strony internetowej i interaktywnych gier edukacyjnych o bałtyckiej faunie.

Ilustracja do albumu 'Balticarium: Natalia Uryniuk (Fot. materiały prasowe)Ilustracja do albumu "Balticarium: Natalia Uryniuk (Fot. materiały prasowe)

Balticarium to niesamowicie ciekawy projekt, który na początku powstał jako strona internetowa. Jesteś jego pomysłodawczynią i do udziału zaprosiłaś szerokie grono osób zainteresowanych tematem Bałtyku – naukowców, artystów, tłumaczy.
Chciałam współpracować z osobami, którym Bałtyk jest bliski i pokazać, że można połączyć świat sztuki ze światem nauki, i zrobić to z humorem. Projekt konsultowany był z dziećmi, rodzicami i pedagogami, ponieważ to przede wszystkim z myślą o nich powstało Balticarium.com. Do projektu zaprosiłam także Towarzystwo Polsko-Szwedzkie, studentów Uniwersytetu Gdańskiego, Warszawskiego, Wrocławskiego, UMCS w Lublinie, Kantońskiego Uniwersytetu w Chinach (poprzez Konsulat Generalny RP w Kantonie), którzy przetłumaczyli stronę na języki duński, szwedzki, niemiecki, litewski, angielski, fiński, chiński i rosyjski. Przyjaciółmi Balticarium są osoby, które chcą dzielić się swoimi talentami, angażują się w ochronę środowiska i chcą popularyzować wiedzę o zwierzętach Bałtyku. Zapraszam do współpracy między innymi pisarzy, animatorów, artystów, nauczycieli, muzyków, samorządy i organizacje pozarządowe. Do projektu mogą włączyć się również firmy, które chcą uczestniczyć w rozbudowie społecznej odpowiedzialności biznesu i wspólnie z nami szerzyć wiedzę o Bałtyku.

A jak to się stało, że Balticarium zostało przetłumaczone na język chiński?
Miałam indywidualną wystawę w Galerii w Kantonie, której współorganizatorem był Konsulat Generalny Rzeczypospolitej Polskiej w Kantonie. Osoby, które odwiedzały wystawę niewiele wiedziały na temat Bałtyku, dlatego bardzo się cieszę, że dzięki mnie mogły poznać jego mieszkańców. Ciekawostką jest natomiast fakt, że w Chinach ogromną popularnością cieszy się bałtycki bursztyn, który traktowany jest przez wiele osób jako talizman. Grafiki, które były prezentowane na wystawie, bardzo się spodobały i dostałam ogromne wsparcie ze strony Konsulatu, który postanowił włączyć się w promocję projektu. W ramach swoich praktyk w Konsulacie, studenci polonistyki Kantońskiego Uniwersytetu Spraw Międzynarodowych w Chinach mieli za zadanie przetłumaczenie strony Balticarium na język chiński.

Strona internetowa i media społecznościowe to nie wszystko, ponieważ Balticarium pojawiło się także w wersji drukowanej. Efektem twojej pracy jest bogato ilustrowana książka o takim samym tytule. Czy pomysł na książkowe wydanie pojawił się w tym samym czasie, w którym wystartowała strona?
Portal to jedno, ale chciałam, żeby pojawiło się tradycyjne, papierowe wydanie, czyli książka o zwierzętach Bałtyku, którą dzieci będą mogły zabrać ze sobą na plażę. Z tym zamiarem udałam się do Wydawnictwa Wytwórnia, a wydawczyni, Magdalena Kłos-Podsiadło, wpadła na pomysł, żeby wydać książkę nie tylko o zwierzętach, ale album w pełni ilustrowany, poświęcony wszelkim zagadnieniom związanych z Morzem Bałtyckim. Praca nad książką trwała około roku, przygotowałam treść oraz ilustracje i opracowałam projekt graficzny. Balticarium jest nie tylko o florze i faunie Bałtyku, jest tam także szereg informacji o ciekawych osobistościach, interesujących miejscowościach oraz najpiękniejszych plażach. Sporo miejsca poświęciłam również ekologii, ponieważ uważam, że należy tłumaczyć dzieciom i dorosłym, jak dbać o Morze Bałtyckie.

Ochrona środowiska to bardzo ważna część Balticarium. Organizacje ekologiczne, między innymi WWF alarmują, że Bałtyk poważnie choruje – powiększają się martwe strefy, do morza trafiają ogromne ilości pestycydów i plastikowych odpadów (szacuje się, że rocznie trafia do Bałtyku 10 tys. sztuk sieci rybackich), poławia się zbyt dużą liczbę ryb, co zagraża stabilności ich populacji. Które zagrożenia są według ciebie największe?
Niedługo planuję wydanie kolejnej książki, którą tworzę w ramach studiów doktoranckich na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Na początku będzie dostępna w wersji interaktywnej online, później chciałabym, żeby pojawiła się także w wersji papierowej. Publikacja będzie poświęcona jednemu z największych zagrożeń, jakim jest według mnie mikroplastik. Jest na ten temat sporo w pierwszej książce, w której pisałam również o nawozach sztucznych używanych w rolnictwie, które zakwaszają Morze Bałtyckie czy o pustyniach tlenowych, w którym nie ma żadnego życia. Kiedy pięć lat temu rozpoczynałam studia doktoranckie, temat mikroplastiku nie był jeszcze tak szeroko omawiany i zbadany, dziś wiemy już o nim sporo więcej. Mikroplastikiem określa się mikrodrobinki tworzyw sztucznych, które pod wpływem promieni słonecznych i fal morskich rozpadają się na mikroskopijne kawałki. Zwierzęta morskie mylą te drobinki z planktonem, połykają je, w konsekwencji ich żołądki są wypełnione plastikiem, którego nie są w stanie strawić ani wydalić. Dotyczy to ptaków i ryb, które na skutek spożycia mikroplastiku umierają. Wielkie koncerny muszą zacząć generować mniej plastikowych odpadów, a turyści nauczyć się, aby nie zostawiać na plaży plastikowych śmieci. Chcę, aby kolejna książka była skierowana do młodszego czytelnika, myślę, że już pięcio- i sześciolatki będą mogły do niej zajrzeć.

Jesteś mamą półtorarocznego chłopczyka. Czy zastanawiałaś się nad książką o faunie Bałtyku dla takich maluchów?
Tak, chciałabym opublikować książkę sensoryczną dla takich maluszków. Małe dzieci bardzo interesują się morskimi zwierzątkami, dlatego książka dotykowa poświęcona bałtyckim stworzeniami, byłaby dla nich, ale także dla ich rodziców, czymś fascynującym.

W ramach projektu prowadzisz również warsztaty plastyczne dla maluchów. Ostatnie spotkanie odbyło się na początku czerwca w Gdańsku, w ramach promocji najnowszej książki ‘Skok przez Bałtyk”, podczas preludium do Bałtyckich Spotkań Ilustratorów. Jestem ciekawa, o co pytają dzieci i jaka jest ich wiedza na temat zwierząt Bałtyku.
Kiedy pytam, jakie zwierzęta Bałtyku znają, dzieci bardzo często odpowiadają, że w morzu pływają filety. Niestety, wiedza na temat bałtyckiej fauny jest bardzo znikoma. To pokazuje, że warto prowadzić zajęcia edukacyjne dla najmłodszych. Dzieci mają ogromną wyobraźnię, rysunki które tworzą nie są realistyczne, są kreatywne i niezwykle inspirujące.

Balticarium jest projektem edukacyjnym. Czy zastanawiałaś się, żeby rozszerzyć swoją działalność i tworzyć wspólne projekty z urzędem miasta albo organizacjami ekologicznymi?
Zeszłego lata Miasto Gdańsk zorganizowało wystawę prac moich studentów, dla których prowadziłam zajęcia z ilustracji na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. W ramach zajęć powstała seria plakatów dotyczących zagadnienia mikroplastiku, które zostały zaprezentowane na przystankach oraz w środkach komunikacji miejskiej. Dzięki temu mogło obejrzeć je sporo osób. Współpracowałam również z Fundacją Rozwoju Uniwersytetu Gdańskiego, dzięki czemu wystawa plakatów dotarła również przed Fokarium w Helu. Teraz chciałabym nawiązać kontakt z organizacjami ekologicznymi i połączyć siły. Przez ostatnie lata świadomość na temat zagrożeń, z którymi zmaga się Bałtyk znacznie wzrosła i coraz więcej firm i organizacji podejmuje ten temat. Udział w programie akceleracyjnym „Biznes w Kobiecych Rękach”, realizowanym w ramach Sieci Przedsiębiorczych Kobiet, dał mi wiele motywacji do dalszego rozwoju. Wpadłam też na pomysł, żeby przed każdym wejściem na plażę ustawić tablice, na których znalazłyby się informacje na temat zwierząt Bałtyku, pokazane w ciekawy, graficzny sposób. Myślałam też o tym, aby bałtyckie zwierzęta promować w formie ciekawych ilustracji na ekologicznych ubraniach.

Twoja przygoda z Bałtykiem nie skończyła się na Balticarium, ponieważ w maju tego roku na rynku ukazała się druga książka poświęcona morskim zwierzętom. „Skok przez Bałtyk”, która powstała we współpracy z inną gdańszczanką.
Monika Milewska jest pisarką i wykładowczynią na Uniwersytecie Gdańskim, pisze m.in. książki, słuchowiska i sztuki teatralne. Kiedy się poznałyśmy, opowiedziałam jej o projekcie Balticarium i po jakimś czasie zaproponowałam, żebyśmy wspólnie stworzyły książkę o Bałtyku. Monika opowiedziała mi o swojej przygodzie z czasów dzieciństwa, na kanwie której powstała ostateczna fabuła „Skoku przez Bałtyk”. Tekst bardzo mi się spodobał i postanowiłyśmy poszukać wydawnictwa, które byłoby zainteresowane publikacją. Tak trafiłyśmy do Wydawnictwa Widnokrąg. Ilustracje w tej książce trochę różnią się od tych, które stworzyłam do Balticarium, są bardziej bajkowe i utrzymane w klimacie retro, dlatego że sama opowieść jest odrealniona i magiczna. Historia piłki plażowej porwanej przez wiatr jest pretekstem do przekazania wielu informacji na temat bałtyckich zwierząt, które piłka spotyka na swojej drodze.

Ilustracja do książki 'Skok przez Bałtyk' Natalia Uryniuk (Fot. materiały prasowe)Ilustracja do książki "Skok przez Bałtyk' Natalia Uryniuk (Fot. materiały prasowe)

W trakcie przygotowywania ilustracji i treści do Balticarium oraz „Skoku przez Bałtyk” miałaś okazję dobrze poznać florę i faunę naszego morza. Czy jakieś zwierzęta szczególnie zapadły ci w pamięć i zostały twoimi ulubieńcami?
Bardzo podoba mi się kur diabeł. Sama nazwa tego stworzenia jest cudowna, a jego wygląd trochę przerażający. Bardzo lubię zmieraczka plażowego, który w nocy sprząta plaże i zjada wszelkie nieczystości pozostawione przez turystów. Podoba mi się też sercówka, gatunek małża, którego dwie połączone muszle tworzą kształt serca. Chełbia morska jest też takim ciekawym stworzeniem, które szczególnie fascynuje dzieci. Składa się aż w 98% z wody. Wszystkie zwierzęta, które znalazły się na stronie Balticarium uważam za bardzo ciekawe, zamierzam rozwijać tę listę i dodawać do niej kolejne gatunki, które żyją w Bałtyku.

Natalia Uryniuk, artystka, ilustratorka. Doktorantka Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Laureatka Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, stypendystka Programu Młoda Polska oraz Escola Superior Artística w Porto. Stworzyła pierwszy międzynarodowy projekt edukacyjny o Morzu Bałtyckim, w ramach którego działa portal w 9 językach – www.balticarium.com. Projekt Balticarium otrzymał wyróżnienie w konkursie Kampania Społeczna Roku 2016. Uczestniczyła w licznych wystawach, m.in. w Kuala Lumpur, Warszawie, Kairze, Berlinie, Hongkongu, Porto, Pekinie czy Singapurze. Autorka publikacji między innymi „Balticarium” oraz współautorka książki „Skok przez Bałtyk”. Absolwentka programu akceleracyjnego „Biznes w Kobiecych Rękach”, realizowanego przy wsparciu mentorek Sieci Przedsiębiorczych Kobiet.