1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań - subiektywny przewodnik po miejscach wyjątkowych

Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań - subiektywny przewodnik po miejscach wyjątkowych

Magazyn Dekoratorium
Magazyn Dekoratorium
Zobacz galerię 8 Zdjęć
Z roku na rok na mapie naszego kraju przybywa także pięknych miejsc wyczarowanych ręką człowieka. Hotele, restauracje, kafejki i puby, a nawet galerie handlowe – oto ich całkiem nieobiektywny przegląd z czterech stron kraju.

Od plaż Bałtyku po szczyty Tatr, od sudeckich uzdrowisk po malownicze polodowcowe pagórki Suwalszczyzny – wszędzie urokliwie, wszak „piękna nasza Polska cała”.

KrakOn

Średniowieczny gród Kraka nie bez przyczyny cieszy się popularnością wśród turystów. Słynie bowiem nie tylko z historii przez duże „H” czy pięknej i dobrze zachowanej starówki. Ma także szczęście do ludzi potrafiących wydobyć to, co najlepsze, z budynków i pomieszczeń zaadaptowanych dla celów użytkowych.

Pasaż „trzynastka” mieszczący się na Rynku Głównym pod numerem… trzynastym, to luksusowy conceptstore założony przez – znaną choćby z ciekawych hoteli w Krakowie czy Katowicach – rodzinę Likusów. Warto tam wejść, żeby zobaczyć, jak można odnowić wiekową kamienicę, z szacunkiem dla historii i zachowaniem jej charakteru. Pod „trzynastką” mieszczą się rozmaite sklepy, z których na pewno należy odwiedzić delikatesy w podziemiu. Można tam znaleźć specjały ze wszystkich stron świata czy ręcznie robione czekoladki – warto pozwolić sobie na chociaż jedną.Barka Alrina to niezwykłe miejsce z ciekawą historią. Kiedy fundacja, która otrzymała barkę od zaprzyjaźnionego milionera, próbowała sprowadzić ją z Holandii do Polski – w jej ojczyźnie zaczęły się protesty. Na szczęście barka przycumowała spokojnie w okolicach pieszej kładki łączącej Kazimierz i Podgórze. Na pokładzie, zaprojektowanym przez polskich designerów, mieści się restauracja. Koniecznie trzeba ją zobaczyć i spróbować serwowanych tam dań.

MCK, czyli Międzynarodowe Centrum Kultury, zajmuje przepiękną kamienicę na Rynku. Warto wpaść tam na chwilę, nie tylko po to, by podziwiać architekturę, ale przede wszystkim by zobaczyć pokazywane tam wystawy. MCK bowiem niezmiennie dba o poziom swoich ekspozycji, a jednocześnie zawsze proponuje coś ciekawego, uzupełnionego o bogaty program edukacyjny dla dorosłych i dzieci.

WrocLove

Z Krakowa jedziemy do Wrocławia – jest już autostrada, co znacznie ułatwi naszą podróż. Najważniejsze śląskie miasto powoli wyrasta na kulturalnego konkurenta dawnej stolicy Polski. Jest także mekką wielu młodych ludzi, których przyciąga witalność i duże możliwości, jakie mieszkańcom oferuje Wrocław.

Jest czynny całą dobę – piątek i sobotę. W pozostałe dni - do ostatniego klienta. Bistro Łubu Dubu zaprasza obywatelki i obywateli na ulicę Odrzańską 24. Gwarantuje niezapomnianą atmosferę Polski lat 70. i 80. I to dosłownie, w lokalu można bowiem spocząć na siedzisku zestawu wypoczynkowego z widokiem wprost na meblościankę „na wysoki połysk”, zachwycić się komunistyczną czerwienią ścian bądź (jeśli ktoś chce się pośmiać) poczytać gazety z epoki, które służą we wnętrzu jako tapeta. Relikty z czasów słusznie minionych widać wszędzie – na stołach pięknie ozdobionych ceratowymi obrusami, w wazonikach ukwieconych – a jakże – goździkami i oczywiście w menu. Lista potraw rozbawi młodych, starszym zaś na jej widok zakręci się łza w oku…Rzeka Czekolady – produktu, o którym nasi rodzice słyszeli, że ktoś kiedyś widział, że ktoś gdzieś jadł. A w dzisiejszym Wrocławiu nie tylko jemy, ale i pijemy! Czekoladziarnia przy ulicy Włodkowica 18 kusi słodkim przysmakiem we wszystkich jego odmianach. W ofercie nie tylko coś dla podniebienia, ale także dla ducha – dzięki bogatej ofercie kulturalnej – oraz  znowu dla ciała, ale inaczej. Lokal współdzieli bowiem adres z Ubieralnią, gdzie można obejrzeć i nabyć stroje autorstwa polskich projektantów. Wnętrze także cieszy oko – ściany i sufit w żywych, meksykańskich kolorach, do tego kafle na podłodze i barze, ciemne drewno krzeseł i stołów. Poszczególne boksy oddzielają od siebie przepierzenia z giętego metalu. Odwiedzającym to miejsce polecam także wizytę w toalecie – nawet jeśli nie musisz – warto! Oczywiście ze względów estetycznych.

Miejsce to zostało rozsławione przed laty przez nieszczęśliwych malarzy, podupadłych poetów i demoniczne muzy, którzy przesiadywali tutaj godzinami. Art Café Kalambur trochę się zmieniła od tego czasu, ale nadal pozostała jednym z ulubionych miejsc wrocławskiego światka artystyczno-uniwersyteckiego. W tej kultowej knajpce przy ulicy Kuźniczej 29a warto zwrócić uwagę na wystrój, w którym dominują freski i drewniane ornamenty. Atmosfera jest tu miła i bezpretensjonalna, muzyka – niebanalna, a obsługa – przesympatyczna (możesz się spodziewać, że gdy przyjdziesz tu po raz trzeci, barman będzie już pamiętał, co zazwyczaj zamawiasz).

RozPoznań

Następnym etapem naszej podróży po kraju jest Poznań. Jedno z najstarszych polskich miast, jedno z największych i… jedno z najciekawszych. Także jeśli chodzi o miejsca „ze smaczkiem”.

Jeśli na zakupy, to oczywiście do Starego Browaru. Również dla wrażeń estetycznych. Sklepy, restauracje, kawiarnie, teatr, sala koncertowa, kilkanaście wnętrz wystawienniczych, osiem sal kinowych, BlowUp Hall 50 50, trzy kluby muzyczne i zabytkowy park – a wszystko to w ścisłym centrum Poznania, w niezwykłym otoczeniu bazującym na historycznej architekturze XIX-wiecznego browaru Huggera. Dzięki rewitalizacji Stary Browar umiejętnie łączy historię z nowoczesnym designem. Miłośników zakupów i miłośników sztuki zapraszamy na ulicę Półwiejską 42.

Miejsce z kropką, czyli SPOT., znajduje się w byłej elektrowni. Poznańskie budynki mają szczęście do pasjonatów, którzy w XIX-wiecznym gmachu przy ulicy Dolna Wilda 87 otworzyli conceptstore. Oprócz kawiarni, przestrzeni wystawienniczej, sklepu z ubraniami młodych projektantów i designerów, filii księgarni Bookarest znajdziesz nawet miejsce przeznaczone na dziecięce zabawy. A wieczorem weźmiesz udział w wernisażach, imprezach tematycznych, degustacjach i panelach dyskusyjnych. Tłem tych wydarzeń są przemysłowe wnętrza połączone z minimalistycznym współczesnym designem. Gratka dla miłośników adaptacji przestrzeni poprzemysłowych.

Wchodzisz do starodawnego, opuszczonego budynku z PRL-owskim designem w sercu Poznania (ul. św. Marcin 40). Wsiadasz do rozklekotanej windy i naciskasz przycisk z numerem 11. Po kilku minutach otwierają się drzwi, a ty znajdujesz się w klubie na szczycie wieżowca, z którego rozpościera się widok na panoramę miasta. Wieczorem możesz się tu zrelaksować na wygodnych skórzanych kanapach przy chilloutowej muzyce jak w prawdziwym lounge’u, a nocą poszaleć do dźwięków muzyki elektronicznej.

WarShow

Mam tak samo jak ty… Tak o Warszawie śpiewał Czesław Niemen. Tymi samymi słowami mogłoby o stolicy naszego kraju zaśpiewać milion siedemset tysięcy jej mieszkańców. Każdy z nich potrafiłby nas także zaprowadzić do swojego ukochanego, wyjątkowego miejsca w swoim ukochanym, wyjątkowym mieście. Warszawa ma naprawdę wiele do zaoferowania.

To mogło się wydarzyć tylko w Warszawie. Po dwóch stronach jednej ulicy świetnie prosperują dwie knajpy: żydowski Tel-Aviv (Poznańska 11) działający od 2010 r. i arabski Beirut (Poznańska 12) otwarty przed wakacjami. Tutaj podstawą jest przysmak Bliskiego Wschodu – koszerna cieciorka w wersjach hummus i falafel. Te wysokiej jakości żydowskie i arabskie specjały smakują wyśmienicie, tym bardziej że są serwowane w przyjemnych wnętrzach, urządzonych ze smakiem w duchu nowoczesności. Odległość 20 metrów, jaka dzieli konkurencyjne knajpy, to dobra karta dla odwiedzających – zawsze można zaspokoić apetyt, wolny stolik powinien się znaleźć – jeśli nie w Beirucie, to w Tel-Avivie.

Świetlica dla matek i dzieci, klimatyczna knajpka, pracownia, w której szyje się wyjątkowe przytulanki, miejsce szczególne – tak w skrócie można opisać Kalimbę przy ul. Mierosławskiego 9. Kiedy dorośli odpoczywają przy pysznej kawie, dzieci załatwiają swoje „ważne” sprawy, bawiąc się zabawkami, dla których czas się zatrzymał – drewnianą kaczką, bawełnianą rybą, prostymi, ale niezwykle estetycznymi stworami. Po kilkugodzinnym testowaniu można maskotkę zakupić. A jeśli Kalimba się prawdziwie spodoba, warto śledzić organizowane tam inicjatywy – warsztaty, pogadanki, wystawy, pokazy czy imprezy tematyczne.

Opracowane na podstawie artykułu w magazynie .

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Elektrownia Powiśle - nowa modna miejscówka w Warszawie

Elektrownia Powiśle (materiały prasowe)
Elektrownia Powiśle (materiały prasowe)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Świetna lokalizacja, ciekawa rewitalizacja i atrakcyjna oferta - Elektrownia Powiśle ma sporo atutów. Dziś otwarcie części handlowej, kilku barów i restauracji.

Warszawskie Powiśle od pewnego czasu tętni życiem. Teraz pojawia się tu kolejna atrakcja. Elektrownia Powiśle, która dziś otwiera swoje podwoje, to miejsce, które z pewnością przyciągnie nie tylko warszawiaków, ale również turystów, odwiedzających pobliskie Centrum Nauki Kopernik, Muzeum nad Wisłą, czy spacerujących bulwarami wzdłuż Wisły.

Nowe marki w starej kotłowni

Nie jest to ani typowe centrum handlowe, ani kompleks sieciowych restauracji, które można spotkać w galeriach handlowych. W odrestaurowanych budynkach starej elektrowni, w których zachowano m.in. metalową konstrukcję pod dachem z silosami, do których wsypywano węgiel, kominy czy szyb windy, którą transportowano w przeszłości węgiel, docelowo będzie działać blisko 60 sklepów, 30 restauracji (w tym należący do Kuby Wojewódzkiego "Niewinni Czarodzieje") i barów. Na piętrze, zapewne od czerwca, będzie otwarta strefa beauty.

Wystrój wnętrza Elektrowni Powiśle współgra z charakterem miejsca (materiały prasowe Wystrój wnętrza Elektrowni Powiśle współgra z charakterem miejsca (materiały prasowe

W Elektrowni Powiśle nie znajdziemy popularnych sieciówek. Będziemy mogli za to odwiedzać sklepy marek, których do tej pory w Warszawie nie było, między innymi sklepy Urban Outiffiters czy Weekday. Będą też butiki COS, Levi’s, Converse czy Hugo, a także sklepy polskich marek: Warsaw Concept Store, Jestem Slow Concept Store, Chosen By, Confashion, Orska. Pierwszy butik otworzy tu również projektantka Vasina, znana z projektowania dla gwiazd muzyki, takich jak Monika Brodka czy Krzysztof Zalewski. Wielbiciele pięknych zapachów i niszowych kosmetyków będą mogli upajać zmysły w znanej perfumerii Galilu.

Food court, czyli strefa restauracji i barów zajmuje znaczącą powierzchnię Elektrowni Powiśle (materiały prasowe) Food court, czyli strefa restauracji i barów zajmuje znaczącą powierzchnię Elektrowni Powiśle (materiały prasowe)

Elektrownia Powiśle to nie tylko sklepy i restauracje. Na terenie odrestaurowanego kompleksu mieszczą się także trzy biurowce, apartamenty na wynajem, a także 4-gwiazdkowy hotel, którego otwarcie zaplanowano na przyszły rok.

Podświetlane fontanny to kolejna atrakcja tego miejsca (materiały prasowe) Podświetlane fontanny to kolejna atrakcja tego miejsca (materiały prasowe)

 

  1. Styl Życia

Życie w czasie pandemii koronawirusa [FOTOREPORTAŻ]

Życie w Warszawie w czasie pandemii koronawirusa toczy się wolniej (Fot. Marta Rybicka)
Życie w Warszawie w czasie pandemii koronawirusa toczy się wolniej (Fot. Marta Rybicka)
Zobacz galerię 24 Zdjęcia
Nasze życie od kilku tygodni zmieniło się diametralnie. Miasto, które normalnie tętni życiem, opustoszało, a życie toczy się w nim zupełnie innym trybem. Wolniej, ciszej, na odległość.

Zobaczcie niezwykły fotoreportaż Marty Rybickiej, dokumentujący codzienność w Warszawie w czasie trwania epidemii koronawirusa.

Wstałam wcześnie rano. Obejrzałam wiadomości z Hiszpanii i Włoch. To dzieje się tu i teraz. Szybko wybiegam z domu, jak zwykle z aparatem. Do kieszeni wkładam maseczkę i rękawiczki. Ulica. Pusta. A przecież słonecznie i ciepło. Przecież wiosna. Wsiadam do metra, ludzie podejrzliwe patrzą na siebie. Niektórzy w maskach. Pan na końcu wagonu delikatnie chrząknął. Spore poruszenie. Mnie nie wystraszył, ale od jutra będę jednak jeździć wyłącznie samochodem.

Nie trzeba być fotografem, żeby widzieć jak wiele się zmieniło. Nagle nasze przyzwyczajenia nie do końca pasują. Nawet nasz kot nie wie, skąd taki tłok w domu. Każdy próbuje zaadoptować swój świat do rzeczywistości.

Wszystko nagle podlega weryfikacji – nasz styl życia, nasze potrzeby, nasze relacje. W czasie, kiedy powinniśmy być blisko, musimy trzymać dystans – najlepiej dwa metry.

Marta Rybicka, fotografka

  1. Styl Życia

Wiele dobrych wiadomości. Roczny horoskop dla Bliźniąt

Większość Bliźniąt w czasie nadchodzących 12 miesięcy może liczyć na trwałe efekty swoich starań. Bliźnięta przekonają się, że kryzysowe czasy mogą okazać się niepowtarzalną szansą na wprowadzenie w życie korzystnych zmian i pójście do przodu. (Ilustracja: iStock)
Większość Bliźniąt w czasie nadchodzących 12 miesięcy może liczyć na trwałe efekty swoich starań. Bliźnięta przekonają się, że kryzysowe czasy mogą okazać się niepowtarzalną szansą na wprowadzenie w życie korzystnych zmian i pójście do przodu. (Ilustracja: iStock)
Bliźnięta czeka jeden z lepszych okresów być może od wielu lat. Dzieje się tak przede wszystkim dzięki harmonijnym tranzytom dwóch planet społecznych: Jowisza i Saturna, które przemierzają znak Wodnika. Trygony, jakie tworzą i będą tworzyć do Bliźniąt, są sprzyjające i mają wyjątkowo mocne działanie.

Trygon Jowisza zaktywizuje wrodzone umiejętności i talenty komunikacyjne Bliźniąt, ale też przyspieszy wiele spraw. Wniesie do życia więcej dynamizmu i luzu: życie potoczy się lżej, przyjemniej, efektywniej. Jowisz sprawia, że minimum wysiłku nagradzane jest maksimum korzyści. Bliźnięta będą cieszyć się wielością kontaktów oraz lukratywnych okazji biznesowych czy relacyjnych. Trygon Jowisza do Słońca w tradycyjnej astrologii nazywa się królewskim aspektem, czyli wyjątkowo szczęśliwym. To te momenty, kiedy życie pozytywnie nas zaskakuje. Zawsze jednak warto wspomóc farta – prezent od Jowisza – przemyślanymi działaniami i świadomymi decyzjami.

Na Bliźnięta działa też obecnie Saturn. Planeta ta ma swoją ponurą sławę, ale tym razem oddziałuje harmonijnie, dlatego Bliźnięta poczują jej łaskawszą stronę. Czyli? W życiu zapanuje kojąca stabilizacja, ład, ich umysł zostanie zaangażowany do osiągania konkretnych celów. Ze swoją tendencją do tymczasowości i totalnego bałaganu Bliźnięta będą Saturnowi za to wdzięczne. Wpływy Saturna pozwolą im uporządkować chaos, para nie będzie szła w gwizdek. Korzystnego działania Saturna doświadczą w 2021 roku przede wszystkim Bliźnięta urodzone w pierwszej dekadzie, a w przyszłym roku te z drugiej dekady. A zatem z jednej strony Jowisz przyniesie nowe perspektywy i możliwości, z drugiej – Saturn wcieli je w życie. To będzie doskonała okazja, żeby w spektakularny sposób zawalczyć o swoje. Ambitne działania biznesowe mają zielone światło. Ograniczenia lockdownu spłyną po Bliźniętach jak woda po kaczce. Ten czas wyzwoli w nich skuteczną przedsiębiorczość. Bliźnięta dostają właśnie od planet szansę, żeby osiągnąć sukces, zdobyć zaszczyty i dobra materialne.

Bliźnięta urodzone między 9 a 15 czerwca są pod wpływem kwadratury Neptuna, przez którego rzeczywistość może się nieco rozmywać. Wpływów tej duchowej planety często nie odczuwamy w bezpośredni sposób, w postaci jakichś negatywnych wydarzeń, ale Neptun może Bliźniętom przynieść nieefektywne rozprężenie. Jak się to objawia? Spadkiem energii witalnej i zawirowaniami emocjonalnymi. Bliźnięta działają na dużych obrotach, a Neptun będzie im to utrudniał. Sprawność ich błyskotliwego umysłu może szwankować, a nerwowość, lęki i fobie nasilą się. Bliźniętom z drugiej dekady od maja do lipca 2021 roku może usuwać się grunt spod nóg – do działania Neptuna bowiem dołączy Jowisz, który wyjdzie z Wodnika i wejdzie w znak Ryb, tworząc kwadraturę. Końcówka wiosny i większość lata może przynieść im gorszy czas, który najlepiej wykorzystać na zdystansowanie się i porzucenie zbyt dużych oczekiwań. W sierpnia Jowisz znowu wróci do Wodnika, przynosząc dobrodziejstwa Bliźniętom z trzeciej dekady. Od początku 2022 roku planeta ta ponownie wkroczy w Ryby i jej kwadratura zostanie z Bliźniętami na dłużej, czyli do czerwca, a potem od października do końca roku. Bliźnięta powinny w tym okresie działać metodycznie, wystrzegając się popadania w przesadę i życzeniowe myślenie.

W sierpniu i pierwszej połowie września, kiedy Mars utworzy nieprzyjemną kwadraturę, Bliźnięta czekają turbulencje. Wtedy tłumione trudne emocje ujrzą światło dzienne, przez co można się trochę pogubić. Za to od połowy września fantastyczny trygon Marsa w Wadze będzie sprzyjał wszelkim inicjatywom. Dość trudnym momentem będzie 4 grudnia, kiedy dojdzie do kolejnego zaćmienia, tym razem Słońca w Strzelcu. Dodatkowa opozycja Marsa w tym znaku może przynieść Bliźniętom konflikty, spadek sił i poczucie niepotrzebnego szarpania się z własnymi emocjami i ludźmi wokół. Końcówka roku zapowiada się zatem jako czas dużego napięcia. Poprawa sytuacji nastąpi około marca 2022, kiedy Mars znajdzie się w Wodniku i razem z Saturnem utworzą serię trygonów do drugiej dekady Bliźniąt. Do połowy kwietnia 2022 roku Bliźnięta mogą zaliczyć spektakularne sukcesy na polu zawodowym. Potem obecność Jowisza i Marsa w Rybach przyniesie zawirowania i brak oparcia w faktach.

Podsumowując: większość Bliźniąt w czasie nadchodzących 12 miesięcy może liczyć na trwałe efekty swoich starań. Nie trzeba będzie gimnastykować się kosztem przeciążeń nerwowych i emocjonalnych. Dlatego warto z siebie dać dużo. Bliźnięta przekonają się, że kryzysowe czasy mogą okazać się niepowtarzalną szansą na wprowadzenie w życie korzystnych zmian i pójście do przodu.

Piotr Gibaszewski, astrolog, autor corocznych prognoz dla Polski i świata. Wykładowca w Studium Psychologii Psychotronicznej.

  1. Styl Życia

Równowaga między pracą a odpoczynkiem i codzienny rachunek sumienia. Sposób na życie według św. Hildegardy

Według programu św. Hildegardy oprócz diety i rachunku sumienia potrzebna jest też równowaga między pracą a snem, między brakiem ruchu a aktywnością fizyczną. Ważny jest codzienny spacer, który poprawia krążenie i uspokaja. (Fot. iStock)
Według programu św. Hildegardy oprócz diety i rachunku sumienia potrzebna jest też równowaga między pracą a snem, między brakiem ruchu a aktywnością fizyczną. Ważny jest codzienny spacer, który poprawia krążenie i uspokaja. (Fot. iStock)
Odpowiednia dieta, równowaga między pracą a odpoczynkiem i codzienny rachunek sumienia – sposób na zdrowe życie? Tak twierdziła wieki temu św. Hildegarda. Jej współcześni naśladowcy mówią, że miała świętą rację.

„Za panowania Henryka IV w Świętym Cesarstwie Rzymskim żyła w Galii Bliższej dziewica słynąca ze swego szlachetnego urodzenia i świętości. Na imię jej było Hildegarda. Jej rodziciele, Hildebert i Mechthylda, choć ludzie możni i ze sprawami światowymi obeznani, mieli na względzie dary należne Stwórcy, oddali przeto córkę w służbę Bogu. Jeszcze w dziecięctwie od spraw ziemskich się odsunęła, odgrodzona od nich przedziwną czystością…” – tymi słowami Gottfryd, mnich z Góry Świętego Dyzyboda, sekretarz Hildegardy, rozpoczął pierwszą księgę dzieła „Żywot świętej Hildegardy”.

Z braku harmonii

Alfreda Walkowska od ponad 25 lat popularyzuje w Polsce wiedzę o osobie i dziele św. Hildegardy. W książce „Powrót do harmonii” opisała podstawowe założenia jej programu. Jak się zaczęła jej przyjaźń ze średniowieczną wizjonerką?

– Mieszkałam wtedy w Niemczech. Po urodzeniu dzieci moje zdrowie zaczęło nieco szwankować – wspomina. – Miałam problemy z kręgosłupem, trzustką, krążeniem. Zaczęłam szukać pomocy medycznej. Tymczasem wybrałam się z moimi małymi dziećmi na pieszą, 30-kilometrową pielgrzymkę, podczas której po raz pierwszy usłyszałam o Hildegardzie. Był to czas mojego dojrzewania duchowego. Mieszkałam przy uniwersytecie i miałam dostęp do biblioteki, więc zaczęłam o niej czytać i sprawdzać na sobie jej metody leczenia. Okazały się tak skuteczne, że mogłam się obyć bez medycyny konwencjonalnej, także przy różnych dolegliwościach moich dzieci.

Grono korzystające z pomocy Hildegardy szybko się powiększało. Przyjaciele Alfredy prosili ją o pomoc w rozwiązywaniu problemów zdrowotnych. – Na początku skupiałam się na dolegliwościach fizycznych, z czasem zaczęłam odkrywać, jak duży wpływ ma na nie obszar duchowy. Poprzez muzykę Hildegardy, jej obrazy i wizje, zaczął docierać do mnie porządek świata.

– Po powrocie do Polski stwierdziła, że brakuje tu specjalistów i literatury na ten temat. Sprowadzała książki, dokształcała się i służyła radą wszystkim, którzy tego potrzebowali. W końcu chętnych zrobiło się tylu, że powstał kłopot z przekazem informacji na temat programu zdrowia św. Hildegardy. Postanowiła, że zajmie się tym profesjonalnie.

Obecnie Alfreda Walkowska prowadzi Polskie Centrum św. Hildegardy w Legnicy, w którym m.in. propaguje naturalny system leczenia, przywracający harmonię ducha i ciała.

Czym jest zdrowie?

„W samym centrum wszechświata umiejscowił Bóg człowieka, jako najważniejsze ze stworzeń. Swoją postawą jest on wprawdzie niewielki, ale siłą swojej duszy potężny. Jego głowa jest zwrócona do góry, a stopy oparte są pewnie na twardym podłożu. Ma on moc wprawiać w ruch tak to, co w dole, jak i to, co w górze. Ze względu na siłę swojego wnętrza jest w stanie zrealizować każde dzieło” – pisze Hildegarda.

Jesteśmy całością – duszą i ciałem. Zdrowie to harmonia obu tych sfer. Hildegarda wyróżnia cztery podstawowe obszary, w których funkcjonuje człowiek: najbliższe otoczenie, kontakt z naturą, wszechświatem i Bogiem. Według niej, zamiar Boży był taki, żeby człowiek żył w zgodzie z każdym z nich, był zdrowy i szczęśliwy. Ale ludzie popełnili grzech pierworodny i doszło do zakłócenia pierwotnego stanu.

Skąd się bierze choroba?

Choć Hildegarda za praprzyczynę choroby uznaje grzech pierworodny, to jednocześnie twierdzi, że możemy powrócić do zdrowia i harmonii. Na nasz stan w 10 procentach wpływa środowisko, w kolejnych 10 – obciążenia genetyczne, a w pozostałych 80 procentach – styl życia. Ten z kolei zależy od diety, czystego sumienia, higieny i proporcji między pracą a odpoczynkiem. Gdy równowaga tych wszystkich obszarów zostaje naruszona, w organizmie gromadzą się soki chorobotwórcze, zmniejsza się viriditas, czyli nasze siły witalne, dochodzi do zaburzenia funkcjonowania w tych czterech podstawowych obszarach. Następnie tracimy harmonię w innym, na który składają się: ziemia, powietrze, woda i ogień. Z nich zbudowany jest cały wszechświat. W konsekwencji dochodzi w nas do zaburzenia równowagi czterech soków ustrojowych: krwi, śluzu, żółci i czarnej żółci.

Jak powrócić do zdrowia?

To proste – należy cały ten proces odwrócić, uporządkować siebie i swoje życie. Musi także pojawić się chęć wyjścia z choroby. Potem zmiana diety, odpowiednie środki lecznicze, post czy określone zabiegi proponowane przez Hildegardę. Następnie chory powinien uporządkować sferę swoich cnót i grzechów, zrównoważyć pracę i odpoczynek. Wtedy powróci harmonia czterech obszarów, zostaną wydalone soki chorobotwórcze, zwiększą się siły żywotne, pojawi się równowaga pomiędzy czterema elementami… I tak choroba opuści ciało i duszę.

Kluczową rolę w procesie zdrowienia odgrywa silna wola. Alfreda Walkowska wierzy, że jeśli chory zacznie się porządkować, Bóg poczuje się zaproszony do jego życia i będzie w nim działać, ale to my jesteśmy odpowiedzialni za swoje zdrowie, za to, jak funkcjonujemy i korzystamy z zasobów Matki Ziemi.

– Hildegarda przeniknęła całe moje życie – przyznaje Alfreda. – W domu stosuję się do jej zaleceń dietetycznych, doświadczam dobroczynności postów i zabiegów. Niedawno moja córka zachorowała na ciężką grypę, miała 40 stopni gorączki. Jak radzi Hildegarda, poiłam ją herbatą malinową i porzeczkową, bo zawierają dużo witaminy C, galgantem z koprem na regulację krążenia i obniżenie temperatury, podawałam korzeń goryszu i robiłam okłady. Po 5 dniach powróciła do szkoły. Dietę hildegardową stosuję też w odżywianiu mojej sparaliżowanej od dziesięciu lat mamy. Podaję jej galgant, napój pietruszkowy, okładam plewami orkiszowymi. Jej stan jest stabilny, nie ma odleżyn.

Dieta Hildegardy

Program dietetyczny niemieckiej wizjonerki, to odżywanie rozumiane jako wzmacnianie viriditas – boskiej, życiodajnej siły. Hildegarda wszystkim bez wyjątków zaleca orkisz, który zawiera mnóstwo pełnowartościowego białka (uwaga: obecnie na rynku jest wiele odmian orkiszu skrzyżowanego z pszenicą, co ułatwia uprawy i podnosi plony, ale pozbawia go właściwości leczniczych).

Ważne miejsce w tej diecie zajmują też kasztany jadalne, koper włoski i różne przyprawy. Jej szczegółowy program dietetyczny uwzględniał subtilitet, czyli subtelności, które sprawiają, że pewne produkty są dobre dla konkretnych osób. Hildegarda brała pod uwagę różne uwarunkowania, które decydują o tym, jak czuje się dana osoba: jej stan zdrowia, płeć, wiek, pracę, porę roku i dolegliwości. Potem podpowiadała, co i w jakich proporcjach stosować. Jej dieta nie wyklucza jednak żadnej grupy pokarmów. Je się wszystko: zboża, warzywa, owoce, nabiał, mięso, ale z pewnymi zastrzeżeniami (warzywa tylko sezonowe, mięso: delikatniejsze dla kobiet, np. ptactwo, cięższe dla mężczyzn).

Hildegarda spisała konkretne wskazówki, co, kiedy i ile należy jeść przy danym schorzeniu. Na wzmocnienie systemu nerwowego i antystresowo zaleca gaszone wino i ciasteczka, które najlepiej przygotować samemu (mąka orkiszowa, masło, gałka muszkatołowa, cynamon i goździki; we właściwych proporcjach). Kto ma kłopoty z krążeniem powinien pić napój pietruszkowy (wino, pietruszka, ocet winny i miód; w odpowiednich proporcjach). Osoby cierpiące na chorobę nowotworową – ograniczyć białko zwierzęce i zadbać o stałą dostawę dobrej jakości orkiszu z białkiem budulcowym. Chorym na wątrobę zaleca spożywanie w dużej ilości kasztanów z miodem. Dobrze robi też post, nazywany przez Hildegardę „operacją bez noża”. To silny środek leczniczy, który oczyszcza i regeneruje organizm, ale są też pewne przeciwwskazania do jego stosowania. Według Hildegardy post wykluczają: choroby psychiczne, ostre infekcje, wyniszczenie organizmu, choroba nowotworowa, gruźlica i ogólnie zły stan zdrowia. Jeśli ktoś musi zrezygnować z postu, może zastąpić go zabiegami – stawianiem baniek, moczeniem stóp, pielęgnacją jamy ustnej, masażami i moksowaniem (rozgrzewaniem różnych punktów ciała).

Program dla ducha

– Ważne jest, co człowiek je i pije, bo to wpływa na jego umysł, duszę i ciało. Trzeba też dbać o higienę i czystość duchową: medytować, modlić się i regularnie robić rachunek sumienia, najlepiej przed snem – inaczej problemy się odkładają, nawarstwiają i dają podłoże do rozwoju choroby – tłumaczy Alfreda. Dlatego równolegle do programu żywieniowego, dobrze jest wprowadzać porządek wewnętrzny.

Hildegarda zestawiła ludzkie grzechy i cnoty. Królową wszystkich cnót nazwała umiar: należy go zachować i w modlitwie, i w pracy, i w wypoczynku. Brak umiaru w jedzeniu powoduje kłopoty z wątrobą, a w następstwie z krążeniem. Wielkie spustoszenie czynią też i inne grzechy. Na przykład tchórzostwo zżera człowieka, a lęk zakleszcza go i hamuje przed życiem, co wymaga wprowadzenia odwagi. Rozpasanie z kolei domaga się dyscypliny i porządku. Pycha, duma i hardość – pokory. Zgorzkniałość, nieżyczliwość i zazdrość – miłości. Rozpacz i desperacja – nadziei. Apatia, gnuśność i letarg – męstwa, energii, a ból istnienia – radości.

– Gdy przyjmuję ludzi w moim gabinecie i porządkuję ich sposób odżywiania, podpowiadam też delikatnie rachunek sumienia i spowiedź – mówi Alfreda Walkowska. – Nie da się oddzielić duszy od ciała.

Program dla ciała

Oprócz diety i rachunku sumienia potrzebna jest też równowaga między pracą a snem, między brakiem ruchu a aktywnością fizyczną. Ważny jest codzienny spacer, który poprawia krążenie i uspokaja.

– Gdy do tych programów dołączymy wszelkie formy ruchowe, obszar cielesny i duchowy zaczną się powoli równoważyć – zapewnia terapeutka. – Będziemy dobrze funkcjonować i pozytywnie oddziaływać na otoczenie. Nasza praca stanie się bardziej wydajna i twórcza, powrócimy do harmonii z naturą, zacznie się dobrze dziać w całym kosmicznym wymiarze naszego świata.

– Codziennie dziękuję za pomoc, jakiej doświadczam od Hildegardy – wyznaje Alfreda. – Ona w prosty sposób pokazuje mi, co robić, żeby być szczęśliwą na tej ziemi. Co nie znaczy, że żyję w pełnej szczęśliwości. Jestem tylko człowiekiem. Spotykają mnie różne choroby, dolegliwości i problemy, ale teraz zupełnie inaczej do nich podchodzę. Robię, co mogę, zawierzam problemy Bogu i żyję dalej.

Życie św. Hildegardy

Urodziła się w 1098 roku w nadreńskim Bermersheim, niedaleko Alzey. Była dzieckiem chorowitym, cierpiała na różne dolegliwości. W wieku ośmiu lat Hildegarda znalazła się w klasztorze. W 1141 roku w jednej z wizji ujrzała potężny ogień i nadzwyczajnie jasne światło, w których objawił jej się Bóg. Usłyszała wówczas słowa: „Zapisz to, co słyszałaś i widziałaś”. Tak powstało pierwsze dzieło Hildegardy – „Scivias” („Poznaj drogi Pana”). Potem pojawiły się kolejne dzieła teologiczne: „Liber vitae meritorum” („Księga zasług życia”) i „Liber divinorum operum” („Księga dzieł Bożych”). A także 70 pieśni, dramat „Ordo Virtutum”, komentarz do reguły benedyktyńskiej, życiorysy świętych oraz dzieła naukowo–medyczne: „Przyrodoznawstwo”, „O przyczynach i leczeniu chorób”.

Warto przeczytać: Alfreda Walkowska, „Powrót do harmonii”, wydanie drugie, wydawnictwo Polskie Centrum św. Hildegardy, 2008.

Alfreda Walkowska – doktor nauk teologicznych; tytuł naukowy otrzymała na podstawie dysertacji o św. Hildegardzie przedstawionej na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu; twórczyni Polskiego Centrum św. Hildegardy z siedzibą w Legnicy; wydawca, tłumaczka i konsultantka książek o Hildegardzie, znawczyni dzieła św. Hildegardy; inicjatorka i prezes pierwszego polskiego Stowarzyszenia „Centrum św. Hildegardy w Polsce”.

Artykuł archiwalny.

  1. Styl Życia

Slow Food, czyli świadomy posiłek. Kosztuj, celebruj, poczuj prawdziwy smak

Kawa, którą pijesz na śniadanie: Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, czy ludzie, którzy ją zbierali, zostali uczciwie opłaceni, czy mają prawo do odpoczynku, do przerw w pracy? (Fot. iStock)
Kawa, którą pijesz na śniadanie: Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, czy ludzie, którzy ją zbierali, zostali uczciwie opłaceni, czy mają prawo do odpoczynku, do przerw w pracy? (Fot. iStock)
Jemy dziś szybko, byle jak, byle co i byle gdzie. Stop! Czas na odkrycie radości w delektowaniu się zapachem i smakiem potraw.

Cóż może być przyjemniejszego niż pyszne danie spożywane w spokoju i w dobrym towarzystwie? Nie pochłaniasz, ale kosztujesz. Nie gryziesz w biegu, ale celebrujesz, czujesz smak... Nie pamiętasz takiego zdarzenia? Tak. Obiad z bliskimi stał się dziś luksusem lub stratą czasu. Pochłaniamy w pośpiechu kolejne dania, które są jedynie dawką paliwa, jaką tankujemy, by mieć energię do działania. W ten sposób odbieramy sobie prawo do smacznego jedzenia. Może szkoda?

Koniec z jedzeniem na klawiaturze!

Zjedz uważnie choć jeden posiłek w ciągu dnia. Nie oglądaj w tym czasie telewizji, nie pracuj na komputerze, nie czytaj gazety. Skup się tylko na jedzeniu. Daj sobie 15 minut! Dokładnie przeanalizuj składniki posiłku – pod względem pochodzenia i smaku. Czy wiesz, jaki jesz chleb? Jaką drogę odbył, by znaleźć się na twoim stole? Kiedy postanowisz skończyć z biernym wprowadzaniem pożywienia do organizmu i zechcesz odkrywać smaki oraz medytować nad nimi, czeka cię wspaniała przygoda, ale też… frustracja. Bo gdy przestaniesz jeść w pośpiechu kanapki i jogurty na klawiaturze w pracy, a zaczniesz robić sobie przerwy na smakowanie, może się okazać, że jedzenie, które wydawało ci się dotychczas w miarę zdrowe, jest pozbawione smaku. Aby być uważnym smakoszem, trzeba najpierw stać się sprawnym detektywem, który potrafi wytropić dobre, naturalne i lokalne produkty, a wyeliminować te, które poza ładnym opakowaniem nie oferują nic wartościowego.

Precz z fast foodami!

Slow Food to organizacja pomocna na drodze do świadomego smakowania. Podjęła się ochrony ginących odmian warzyw, zbóż i gatunków zwierząt, tradycyjnych sposobów przyrządzania jedzenia i kultury kulinarnej w poszczególnych regionach świata. Jednym słowem, prawa do smaku.

Powstała w 1986 roku we Włoszech jako bezpośrednia reakcja na otwarcie baru McDonald’s w Rzymie, naprzeciwko Hiszpańskich Schodów. Dla Włochów, którzy mają bardzo silne tradycje kulinarne, tak różnorodne w poszczególnych regionach, jedzenie w barze szybkiej obsługi, gdzie serwuje się to samo menu na całym świecie, było… sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem.

Slow Food występuje w obronie lokalnych upraw i specjalności, wspiera kultywowanie regionalnych tradycji. Dawniej kuchnia tętniła życiem i buchała zapachami, w niej tworzyły się więzi między ludźmi. Podczas rodzinnego biesiadowania przy jednym stole skupiano się przede wszystkim na jedzeniu i czerpano z tego mnóstwo przyjemności. Przypomnij sobie ostatnie święta. Ile spośród wigilijnych dań przygotowałaś od początku do końca w domu, sama lub z bliskimi? Do ilu dodałaś ulepszaczy smaku, półproduktów tylko po to, by oszczędzić czas lub ze zwykłego lenistwa. A może ten wspaniały zwyczaj przygotowywania posiłków we własnej kuchni ma szansę przetrwać?

Uwaga skierowana na „fair trade”

„Slow” znaczy powoli. To słowo pojawiło się w manifeście organizacji Slow Food jako hasło kluczowe, a jej symbolem został… ślimak. To sympatyczne zwierzątko ma przypominać, co jest w życiu najważniejsze – wydaje wojnę pośpiechowi, który stał się naszym codziennym towarzyszem i zmorą – wciąż zwiększa tempo życia, nawet gdy chcemy zwolnić. Popędzani przez obowiązki żywimy się na ulicy fast foodami...

A gdyby tak spróbować „zatrzymać czas”. Nie znaczy to wcale, że nagle mamy stać się flegmatyczni i leniwi, ale zwyczajnie rozejrzeć się wokół z większym zainteresowaniem, zwrócić uwagę na szczegóły i smaki. Wybierz się na targ lub do sklepu z ekologiczną żywnością i degustuj różne odmiany jabłek, pieczywa, serów. Porównuj, oceniaj i ciesz się z tego, że dokonujesz wyboru produktów ze względu na ich smak, pochodzenie, jakość, a nie tylko cenę i kolorowe opakowanie. Na przykład kawa, którą pijesz na śniadanie: czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, czy ludzie, którzy ją zbierali, zostali uczciwie opłaceni, czy mają prawo do odpoczynku, do przerw w pracy. Aby mieć taką pewność, wybieraj produkty oznaczone hasłem „fair trade”, czyli „sprawiedliwy handel”. Ten znak mówi, że produkt pochodzi albo z małych plantacji, które nie pracują dla wielkich koncernów, albo z takich, gdzie godnie traktuje się pracowników i sprawiedliwie dzieli dochodami.

Ratuj własne podniebienie!

W laboratorium badawczym naukowcy potrafią już odtworzyć smak, zapach i konsystencję każdego niemal produktu. Na półkach sklepowych bogactwo... substytutów, w których więcej chemii niż natury. Świadczy o tym chociażby lista związków chemicznych na etykietach.

Ponad 80 procent światowych odmian warzyw i owoców zniknęło już na dobre z uprawy. Ich miejsce zastąpiło kilkanaście wyselekcjonowanych lub tak zmodyfikowanych genetycznie, by szybciej dojrzewały, były odporne na choroby, dawały obfitsze plony i pięknie wyglądały. Smak zszedł na plan drugi.

Komu to się opłaca? Producentom, supermarketom, ale nie konsumentom. Czy niska cena rekompensuje brak smaku? Czy nie boisz się, że twoje dzieci nie poznają już tajemnic z babcinej spiżarni? Znajdź, np. w internecie, farmy ekologiczne w swoim regionie: mleczarnie, piekarnie, masarnie… Wspierając małe gospodarstwa, które starają się produkować żywność metodami tradycyjnymi, pomożesz nie tylko w ratowaniu zanikających odmian, ale przede wszystkim odkryjesz prawdziwe, trochę już zapomniane, smaki i aromaty. A także przepisy na robienie pysznych serów czy wędlin. Nawet na małą skalę, dla własnych korzyści, warto ratować podniebienia przed globalizacją!

Recepta Agnieszki Kręglickiej, restauratorki felietonistki, autorki książek: „Wybieram drogę ślimaka”

Całe moje życie, i rodzinne, i zawodowe, kręci się wokół kuchni. Jedzenie od zawsze było w centrum mojej uwagi. Nie jest tak, że pewnego dnia poznałam ideę Slow Foodu i z dnia na dzień „przechrzciłam się” na nowy model życia. To droga, którą wciąż idę, tyle że teraz ze świadomością, że uczestniczę w wielkim, światowym marszu. Coraz więcej uczę się o jedzeniu. Liczy się, jak powstało to, co na talerzu, skąd się wzięło, w jaki sposób zostało przygotowane. Produkty wybieram świadomie, czytam etykiety, odrzucam jedzenie przemysłowo przetworzone. Wolę to, co sezonowe, świeże, miejscowe, niż sprowadzane z daleka i dojrzewające na statkach. Niedawno jeszcze zachłystywaliśmy się nowymi egzotycznymi smakami. Teraz coraz bardziej doceniamy produkty krajowe, lokalne, naturalne. Jako restauratorka stawiam na ich jakość. Kupujemy jajka tylko z „jedynką”, czyli od kur z wolnego wybiegu, ekologiczne kurczaki, ekologiczną polską jagnięcinę... Nie używamy przypraw ze wzmacniaczami smaku. W naszym letnim ogrodzie w Fortecy, gdzie organizujemy przyjęcia z daniami kuchni polskiej – serwujemy sery, wędliny i inne produkty rekomendowane przez Slow Food. A jeszcze kilka lat temu kelnerzy musieli długo przekonywać gości do produktów spod znaku ślimaka. Na szczęście to się już zmienia. Zwiększa się świadomość, zapotrzebowanie i chęć próbowania. Wysokiej jakości produkty ekologiczne są wprawdzie droższe, ale zaobserwowałam, że w sklepach ekologicznych dokonuje się zdecydowanie bardziej uważnego wyboru i kupuje tyle, ile rzeczywiście potrzebujemy na przygotowanie posiłku. Inaczej zachowujemy się w supermarketach: wkładamy do koszyka zwykle za dużo i potem wyrzucamy. W ostatecznym rozrachunku wychodzi na to samo.

Warto przeczytać: Carlo Petrini, „Slow food. Prawo do smaku”, Wydawnictwo Książkowe Twój Styl 2007.