1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Dorota Wellman: "Musi się dziać"

Dorota Wellman: "Musi się dziać"

Dorota Wellman:
Dorota Wellman: "Im wolniej, bardziej konsekwentnie, ucząc się po drodze wszystkiego, tym lepiej. Tak długo jestem w zawodzie, bo nigdy nie było szybko."(Fot. Rafał Masłow)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Dorota Wellman jest jedną z najbardziej lubianych przez widzów prowadzących „Dzień Dobry TVN”, magazynu świętującego swoje 15-lecie. Przenikliwa, bezpretensjonalna, wyrazista. Prawdziwa telewizyjna osobowość.

W „Dzień Dobry TVN” pracujesz prawie od samego początku. Jaki jest świat, który pokazujecie?
Bardzo różnorodny. Tolerancyjny. Nie krytykuje inności. Mimo banalnej formy i czasami banalniejszej treści tworzymy magazyn, który przynosi trochę wiedzy, trochę rozrywki. Nie zbawiamy nim świata. Ale w chwilę potrafimy zebrać dwa miliony na leczenie jednego dziecka albo dodać odwagi kobiecie, by zdecydowała się wyjść z opresyjnego związku. To ważniejsze niż cały świat.

Jakie były media, kiedy zaczynałaś?
Wiązane sznurkiem do snopowiązałki. Zaczynałam w prywatnej Nowej Telewizji Warszawa. Pierwsze nagrania były na jedną kamerę, operator nie miał doświadczenia studyjnego. Wszyscy uczyliśmy się zawodu na żywym organizmie. Pamiętam, jak drukowaliśmy i cięliśmy paski z prognozą pogody. Scenografię przynosiliśmy z domu. Sprzątaliśmy studio, nosiliśmy kable. Jeszcze nie trafiliśmy do telewizji publicznej. Naszym szefem był Michał Komar, wybitny publicysta, pisarz, fantastyczny człowiek. Nie robił wcześniej telewizji, ale wiedział, jakie treści powinniśmy przekazywać, jaką polszczyzną mówić, co jest dobrym, a co złym przekazem, co trzeba powiedzieć w skrócie, a co rozwinąć. Uczył nas podstaw – jak się przygotować, jak zachować wobec gości. Piękne czasy, które wspominam z sentymentem. Wiele osób, które wtedy zaczynały, teraz doskonale sobie radzi w swoich dziedzinach – Grzesiek Kalinowski, który w Nowej zajmował się sportem, został pisarzem, Ula Rzepczak przez wiele lat była korespondentką TVP w Rzymie i Watykanie, nadal pracuje stamtąd dla Polsatu.

Wszyscy mieliście osobowości.
Osobowości stanowią o telewizji. Pracując w mediach, należy za nimi podążać. Tak było w przypadku państwa Walterów, za którymi ja miałam szczęście podążać.

Miałaś punkty odniesienia?
Miałam szczęście, trafiłam na szkolenia, które dla przyszłych dziennikarzy telewizji publicznej prowadził prof. Aleksander Bardini, przejeżdżając po każdym z nas jak czołg. Nadawał się do zawodu ten, któremu udało się podnieść. Profesor w niczym mnie nie oszczędził. Zrównał mnie z ziemią jak nikt nigdy.

Co mówił?
Że się nie nadaję do telewizji – nie mam urody, jestem zbyt ekspresyjna, bo dużo wyrażałam całą sobą, a mniej treścią, jaką miałam przekazać. Drażnił go mój „szipiaszczy” sposób mówienia – twierdził, że będę szeleściła przed mikrofonem. „To ja ci jeszcze pokażę”, pomyślałam. Zaczęłam chodzić do znanej logopedki Joanny Luboń, aż w ogóle nie było tego słychać. Dużo później powiedział, że jest jeden powód, dla którego nadaję się do telewizji. Osobowość. Silna, przebijająca ekran, która może ludzi drażnić albo ich zachwycić. Mówił: „Bądź sobą, nie daj sobą manipulować, bądź pewna swoich racji, musisz umieć dyskutować”. Dzisiaj widzę, jak wielu dziennikarzy próbuje naśladować innych. Pokaż, kotku, co masz w środku. Tylko indywidualność przyciąga. Kiedy spotykam się ze studentami, mówię, że nic nie następuje szybko. Jedna ze studentek zapytała, jak zrobić szybko karierę w telewizji. Odpowiedziałam: „Dupą. Z prezesem najlepiej”. Tylko tak można szybko dostać się na górę. Im wolniej, bardziej konsekwentnie, ucząc się po drodze wszystkiego, tym lepiej. Tak długo jestem w zawodzie, bo nigdy nie było szybko. Nie wstydzę się, że nosiłam za innymi dziennikarzami kable i statywy. Bardini ostrzegał, że inni będą próbowali mnie zmieniać i jeśli się temu poddam, stracę.

Ktoś próbował?
Wielokrotnie. Trzeba mieć twardy kręgosłup, żeby się w telewizji nie poddać. Słyszałam: „Powinnaś być słodka”. No, gdzie ja i słodka pańcia? „Powinnaś mówić wolniej, mniej, inaczej”. Edward Miszczak, kiedy czasami coś mi proponował, mówił: „A, już widzę, że nie”. Nawet nie musiałam odpowiadać. Albo próbowano mnie nakłonić, abym była taką spowiedniczką – miałabym słuchać poruszających historii i zachować spokój. Ale jak być obojętną wobec trudnych wyznań? Była taka rozmowa, która nigdy mnie nie opuści. Rozmawiałam z dziewczyną, ofiarą gwałtu zbiorowego. Miała 17 lat. Ich było 12. Postanowili dobić ją cegłówkami. Przeżyła, jak, skąd miała w sobie siłę?! Ta rozmowa była dla mnie nie do wytrzymania, prawie czułam jej traumę. Ta rozmowa wraca we śnie…

Nie boisz się przekroczenia granicy?
Nauczyłam się tak pytać, żeby nikogo nie urazić i wykorzystać fakt, że ktoś nie chce odpowiedzieć. Milczenie jest wymowne, a gnamy, byle szybciej, zmontujmy to, pokażmy, już. A z zawieszenia głosu, pauzy przed odpowiedzią można czasem wyczytać więcej niż ze słów. Tak też było w przypadku tej dramatycznej rozmowy. Były we mnie emocje, mimo makijażu czułam, że goreję, robię się czerwona. Powoli szłyśmy przez tę historię. Kiedy nie chciała, nie odpowiadała. Zapytałam na przykład, czy jest w stanie iść do łóżka z mężczyzną. Nie odpowiedziała. Zostawiłam jej milczenie. Duży wpływ miała na mnie Nina Terentiew, moja szefowa w TVP. Pracowałam przy programach społecznych. I żeby wyciągnąć trudne treści, zadawałam dużo szybkich pytań. Nazywano mnie Kałasznikow. Nina mówi: „Dlaczego ty, ku..., do nich strzelasz? Daj im chwilę na odpowiedź”. Czasami w rozmowie trzeba zwolnić, czasami przyspieszyć, a czasami docisnąć serią pytań. Doświadczenie zbieramy latami. Teraz w studiu mam bardzo dużą uważność na to, co mówię. Mam świadomość, że jak coś raz padnie, to się nie da tego odkręcić. Możemy komuś zrobić krzywdę.

W telewizji śniadaniowej istnieje chyba większe ryzyko pomyłki, macie ok. 20 gości w jednym programie, materiały filmowe, zmienność tematów...
Dziennikarze przestali się przygotowywać do swojej pracy. A to dokumentacja daje nam pewność na antenie, spokój. Jeśli siadamy, żeby zrobić show, rzucić w kogoś puszką napoju energetycznego, zagonić w mysią dziurę pytaniami bez merytorycznych podstaw, dla jatki, zabawy – to zginiemy. Oglądalność jest źródłem naszej udręki. Każdego dnia musimy sprawdzać, czy jeszcze funkcjonujemy. Widocznie jestem stara, bo dla mnie nie liczą się skandal czy sensacja, tylko treści. Przez lata wypracowaliśmy z Marcinem Prokopem pewne metody. Jedną z nich jest właśnie solidne przygotowanie do każdego, najbanalniejszego tematu, bo na banalnym temacie łatwo się poślizgnąć, i maksymalna koncentracja na gościu. Widz może odnieść wrażenie, że są między nami takie przepychaneczki zabawne, ale przychodzi gość i koncentrujemy się tylko na rozmowie, na jego obecności w studiu. Witamy się z nim przed rozmową, żegnamy po. Ten kontakt jest ważny, bo często goście potrzebują, żeby ich dotknąć, uspokoić. Przez lata nie zdarzyło mi się popełnić błędu, którego bym się wstydziła. A jeśli mamy wątpliwości co do rozmów, mówimy, że ich nie zrobimy. Nie chcę, żeby do naszego programu przyszedł Korwin-Mikke i popularyzował swoje treści. Trzeba umieć powiedzieć „nie”. Ale wiele osób tego nie robi.

Czy dzisiaj media nadal są czwartą władzą?
Zdecydowanie. Dyktują mody, nie zawsze dobre. Nawet w telewizji, w której pracuję, są programy pokazujące postawy i treści, do jakich mi bardzo daleko. Nie cieszę się, że są, bo wiele osób korzysta z nich jako źródła wiedzy. Pokazywanie prostactwa, cwaniactwa bardzo źle wpływa na społeczeństwo.

Czasem jednak musisz rozmawiać z celebrytami o ich wózkach dla dzieci, a to niekoniecznie twoje newsy dnia. Czujesz się wtedy niewygodnie?
Mam do tego dystans. Czasem zarzuca mi się, że widać, co myślę o gościu. To też sobie z Marcinem wymyśliliśmy – nie trzeba takiego gościa obnażać, wystarczy go zapytać, zrobi to sam. Widzowie szybko odczytają, czy pustak. Za to mamy paru idoli spoza tego świata. Pan leśnik z Bieszczad, który opowiada o życiu zwierząt jak o sąsiadach. Gęby same nam się śmieją. Albo Jacek Karczewski, autor książki „Jej wysokość gęś”. Okazuje się, że życie ptaków jest fascynujące – erotycznie bogate i kryminalnie niebezpieczne. Albo koło gospodyń wiejskich, w którym panie darły pierze i wymyśliły bar z jedzeniem na wynos. Ktoś zapytał: „Porąbało was?! Na wsi jedzenie na wynos?”. Po dwóch miesiącach przedszkole brało na wynos, przychodnia brała, strażacy biorą.

Palec wcięłaś tak ostro przy krojeniu?
Tak, codziennie gotuję obiad. To był nóż z piłką, więc dojechałam porządnie.

Co jest w głowie, kiedy kończy się program?
Wychodzę ze studia zmęczona, z głową naładowaną jak sklep. W czasie programu mam w uchu słuchawkę, a w niej trzy mówiące naraz głosy. „Idź w lewo, w prawo, spadł nam materiał, jeden, dwa, trzy, patrz w kamerę w lewo, patrz w prawo, masz do końca 30, 20, 10 sekund”. Przede wszystkim nie mogę odpuścić rozmowy, jej temperatury i muszę uzyskać od gościa informacje, na których nam zależy. To rollercoaster emocji i tematów. Kocham każdą osobę, z którą pracuję, bo żyjemy dość intymnie. Koledzy znają nasze słabości, widzą gorsze dni, dźwiękowiec cię ogląda w majtkach, wszystko o sobie wiemy. Bez tych ludzi nie istnieję. Tak więc kiedy kończy się program, słyszę echo głosu mojej nieżyjącej mamy, dziennikarki, która po nagraniu radiowym, odkładając słuchawki, mówiła: „Bardzo dziękuję wszystkim za pracę”. Robię to samo. Tak jak ona mam szacunek dla wszystkich współpracowników.

Mama uczyła cię zawodowej etyki?
Tak, miała twardy kręgosłup moralny. Ponad wszystko kochała swoją pracę.

Zabierała cię do redakcji?
Montowała audycje na tych wielkich magnetofonach – stołach, a ja pod nimi siedziałam. Pamiętam ze studia teatru radiowego największe osobowości. „Dzbanuszek!” – wołała Irena Kwiatkowska do Jana Kobuszewskiego, podobnego do amfory. „Dzbanuszek, chodź, idziemy nagrywać!”.

Mama wiedziała, że będziesz dziennikarką?
Dawała mi wolność wyboru. Ja ją z kolei oddałam synowi. Nigdy nie mówiłam, że coś musi.

Ale byłaś krok za nim.
Szedł w lewo, szłam w lewo, szedł w prawo, szłam za nim. Jestem blisko. Podobne sprawy nas interesują. Zdzwaniamy się kilka razy dziennie. Zawsze byłam w jego świecie. Kiedy Kuba był mały i grał na komputerze, moja mama mówiła: „Nic z tego nie rozumiem”. „To po co tam siedzisz?”, „Bo chcę zrozumieć, na czym polegają jego fascynacje”. Jeśli odpuścisz, to nie będziesz wiedziała, w jakim świecie żyje twoje dziecko.

Mama była wobec ciebie krytyczna?
Potrafiła znaleźć równowagę między pochwałą a krytyką. Nigdy nie traktowała mnie ulgowo. Siebie też nie. Pamiętam, jak kiedyś uderzyła ręką w stół, bo coś jej nie wyszło. Nie potrafiła inaczej wyrzucić złości, więc przypierdzieliła tak, że mało sobie ręki nie złamała. To dla mnie była lekcja – ta perfekcyjna osoba coś zrobiła gorzej, wie o tym i chciałaby to poprawić. Drobna, szczupła, eteryczna, a bardzo mocna.

Z magnetofonem?
Tak, z magnetofonem na ramieniu. Wszystko miała przemyślane, czasem rozpisane, bo robiła duże audycje, ale potem nie korzystała z tych kartek. W stu procentach mnie ukształtowała.

A ojciec?
Był surowy, wymagający. Myślę, że bardziej chciał mieć syna niż córkę. Postanowiłam, że będę chłopcem dla mojego ojca, i byłam. Zebrałam wiele niedziewczęcych doświadczeń. Chciałam mu pokazać, że ze wszystkim daję sobie radę.

A kiedy nie dawałaś sobie rady?
To się tacie nie podobało. Bardzo nie lubił słabości. A może nauczył mnie zawziętości? Mam prawie 60 lat i jak słyszę starszych ludzi – takich w moim wieku – jak mówią: „Nie mogę, jestem na to za stara…”, to od razu coś we mnie krzyczy: „Ja, ku…, nie potrafię?! To się nauczę!”. Ciągle udowadniam mojemu ojcu, że sobie poradzę. Chociaż wtedy jego metody nie bardzo mi się podobały. Ale sam został tak wychowany.

Czym się zajmował?
Był inżynierem, wielkim fachowcem w swojej dziedzinie – zajmował się elektrowniami. Mama go rozmiękczała. Uczyła tego, czego nie potrafił. Mówiła, że okazanie czułości to nie powód do wstydu ani słabość. Rozmiękczyła jakąś część jego stalowej osobowości. To było pokolenie wojenne, które wszystko przeszło. Może to go tak zmarmurzyło.

Pamiętasz swój pierwszy protest?
Z ojcem się cały czas spierałam. Wprowadzał jakieś reguły, miały być obowiązkowe, a mnie się nie podobały. Któregoś dnia oświadczyłam, że wyprowadzę się z domu. Miałam 13 lat. Zapytał: „Kiedy?”. „Jak się spakuję”. „Dobrze”. Widziałam, że nawet się zdenerwował na chwilę. Nie wyprowadziłam się.

Powinno być tak, jak chcesz?
Wtedy tak uważałam. Nauczyłam się, żeby czasami było, jak chce mój mąż. Ale potrafię postawić na swoim.

Kiedy to się zmieniło?
Założyłam rodzinę i zrozumiałam, że mogę stracić coś dla mnie najważniejszego, jeśli będę walczyć na śmierć i życie. Mój mąż nie ma łatwego życia z moim „ADHD”. Uważam, że ciągle musimy coś robić. Małżeństwo to trudna sztuka kompromisu.

A musi się ciągle dziać?
W nicnierobieniu wytrzymuję pięć minut. Syn mówi, że miał ciężki tydzień i dzisiaj będzie na lenia. Mówię: „Ja pierd…! Jak można całą niedzielę na lenia spędzić”.

Wstajesz i jesteś gotowa?
Cała naszykowana. Jest weekend, wstaję o czwartej rano i mówię: „Pojechałabym na giełdę kwiatową”. Mój mąż: „To jedź”. „Nie mam prawa jazdy”. Kocham to miejsce, znam każdego sprzedawcę.

Mieszkam blisko giełdy. O dwunastej, trzynastej też można dostać świeże kwiaty.
Ale na pewno jest mniejszy wybór.

Dorota Wellman: 'W nicnierobieniu wytrzymuję pięć minut.' Fot. Rafał Masłow Dorota Wellman: "W nicnierobieniu wytrzymuję pięć minut." Fot. Rafał Masłow

To jakie są wasze wakacje?
Od lat jeździmy do Grecji, znamy ją jak własną kieszeń. Wybieramy małe, nieturystyczne miejsca. Wykąpaliśmy się, opalamy na leżaku, mówię: „Pojedźmy zobaczyć, co jest za rogiem”. Krzysiek: „Ja nie wytrzymam. Nie mogłabyś poleżeć?”. „Poleżymy po powrocie”. Dzięki temu dużo zobaczyłam i poznałam mnóstwo ludzi, bo wszędzie rozmawiam. Krzysiek mówi: „Ty masz taką przysiadalność”. Bo od razu z każdym rozmawiam, tak znajduję tematy. Ale mój mąż też jest typem sołtysa. Mieszkamy na wsi i on wszystkich zna: ten jest chory, a tamtemu trzeba zaorać. W Bieszczadach spotkałam rockmana. Nie chciał gadać, bo jest samotnikiem, alkoholikiem. Ale miał konie. Zgodził się na rozmowę tylko dlatego, że pocałowałam jego ukochanego konia w nos. Był taki piękny, że nie mogłam się powstrzymać.

W kilku wywiadach mówiłaś, że chciałabyś prowadzić program w stylu Marthy Stewart.
Gdybym miała absolutną wolność, zrobiłabym program łączący domowe treści z istotnymi, ale nie w formie „perfekcyjnej pani domu”. Sama sprzątam, gotuję, wiem, jak zaprosić gości, i wiem, jak przekonać kobiety do walki o wyrównanie szans. Taki kobiecy talk-show, niewykorzystana forma w telewizji.

Poszłaś z tym do szefa?
Tak, ale już nic większego nie zrobię w TVN. Nie mam złudzeń.

Mówisz bez żalu?
To oni nie wiedzą, co tracą. Regularnie spotykam się z kobietami w całej Polsce i widzę, że potrzebują nie tylko programów o tym, jaką sukienkę założyć na ślub i jak zachować młodość. Chcą wiedzieć, jak zrównać płace, jak walczyć o swoją pozycję, jak się nieustannie rozwijać. Ciągle musimy je motywować, kształcić, żeby walczyły o swoje.

Co się stało z tą Solidarnością, o którą tłukłaś się kiedyś z milicją na Barbakanie?
Nie istnieje. Jest okropny kraj podziału, w którym liczy się zysk i każdego można kupić.

Da się zszyć społeczeństwo?
Już nie. Mam nadzieję, że nie dożyję wojny domowej. Głęboko liczę, że któregoś dnia, kiedy będą odbierali nam wolność i prawa obywatelskie, ludzie się obudzą i wyjdą na ulice, że ducha wolności nie da się kupić za żadne „plusy”. Ale to naiwna wiara.

Co czułaś w 1989 roku?
Ogromną radość. Pierwsze wybory – i moje pierwsze wybory. Pierwszy paszport, jakbym Pana Boga złapała za nogi. Kartkowałam, oglądałam ze wszystkich stron, wąchałam. Poczucie, że zdobyliśmy coś naprawdę ważnego. A teraz powoli to tracimy. To bolesne, ale nigdy stąd nie wyjadę. Nigdy. I nikt mnie stąd nie wygoni. No, to chyba dobrnęliśmy do puenty. 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło poleca

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Zwracamy się w sprawie zapowiadanego nowego, dodatkowego obciążenia mediów działających na polskim rynku, myląco nazywanego „składką” wprowadzaną pod pretekstem COVID-19.

List otwarty do władz Rzeczypospolitej Polskiej i liderów ugrupowań politycznych

Jest to po prostu haracz uderzający w polskiego widza, słuchacza, czytelnika i internautę, a także polskie produkcje, kulturę, rozrywkę, sport oraz media.

Wprowadzenie go będzie oznaczać:

1. osłabienie, a nawet likwidację części mediów działających w Polsce, co znacznie ograniczy społeczeństwu możliwość wyboru interesujących je treści;

2. ograniczenie możliwości finansowania jakościowych i lokalnych treści. Ich produkcja daje obecnie utrzymanie setkom tysięcy pracowników i ich rodzinom oraz zapewnia większości Polaków dostęp do informacji, rozrywki oraz wydarzeń sportowych w znaczącej mierze bezpłatnie;

3. pogłębienie nierównego traktowania podmiotów działających na polskim rynku medialnym. W sytuacji, gdy media państwowe otrzymują co roku z kieszeni każdego Polaka 2 mld złotych, media prywatne obciąża się dodatkowym haraczem w wysokości 1 mld zł;

4. faktyczne faworyzowanie firm, które nie inwestują w tworzenie polskich, lokalnych treści, kosztem podmiotów, które w Polsce inwestują najwięcej. Według szacunków firmy określane przez rząd jako „globalni cyfrowi giganci” zapłacą z tytułu wspomnianego haraczu zaledwie ok. 50-100 mln zł w porównaniu z 800 mln zł, jakie zapłacą pozostałe aktywne lokalnie media.

Skandaliczne jest również niesymetryczne i selektywne obciążenie poszczególnych firm. Dodatkowo niedopuszczalna w państwie prawa jest próba zmiany warunków koncesyjnych w okresie ich obowiązywania.

Jako media działające od wielu lat w Polsce nie uchylamy się od ciążących na nas obowiązków i społecznej odpowiedzialności. Co roku płacimy do budżetu państwa rosnącą liczbę podatków, danin i opłat (CIT, VAT, opłaty emisyjne, organizacje zarządzające prawami autorskimi, koncesje, częstotliwości, decyzje rezerwacyjne, opłata VOD itd.). Własną działalnością charytatywną wspieramy też najsłabsze grupy naszego społeczeństwa. Wspieramy Polaków, jak i rząd w walce z epidemią zarówno informacyjnie, jak i przeznaczając na ten cel zasoby warte setki milionów złotych.

Zdecydowanie sprzeciwiamy się więc używaniu epidemii jako pretekstu do wprowadzenia kolejnego, nowego, wyjątkowo dotkliwego obciążenia mediów. Obciążenia trwałego, które przetrwa epidemię COVID-19.

Sygnatariusze listu

Agencja Wydawnicza AGARD Ryszard Pajura Agora S.A. AMS S.A. Bonnier Business Burda Media Polska CANAL+ Dziennik Trybuna Dziennik Wschodni Edipresse Polska Eleven Sports Network sp. z o.o. Gazeta Radomszczańska Green Content sp. z o.o. Gremi Media S.A. Grupa Eurozet Grupa Interia.pl sp. z. o.o. Grupa Radiowa Agory sp. z o.o. Grupa RMF Grupa ZPR Grupa Wirtualna Polska Helios S.A. Infor Biznes Kino Polska TV S.A. Lemon Records sp. z o.o. Marshal Academy Music TV sp. z o.o. Muzo.fm sp. z o.o. naTemat.pl OKO.press Polityka Polska Press Grupa Ringier Axel Springer Polska STAVKA sp. z o.o. Superstacja sp. z o.o. Telewizja Polsat sp. z o.o. Telewizja Puls sp. z o.o. TIME S.A. TV Spektrum sp. z o.o. TVN S.A. Tygodnik Powiatu Wołowskiego Kurier Gmin Tygodnik Powszechny Wydawnictwo Bauer Wydawnictwo Dominika Księskiego Wulkan Wydawnictwo Magraf Wydawnictwo Nowiny Zakopiańskie Towarzystwo Gospodarcze – Tygodnik Podhalański

  1. Psychologia

Co mówią o naszych potrzebach wybierane przez nas kolory?

Kolory, które wybieramy, niosą wiele informacji o naszej osobowości. (fot. iStock)
Kolory, które wybieramy, niosą wiele informacji o naszej osobowości. (fot. iStock)
Wybór ubioru w określonym kolorze jest tylko pozornie przypadkowy. W rzeczywistości barwa, po którą sięgamy, określa nasze nastroje, tęsknoty, a nawet głęboko skrywane problemy i potrzeby psychiczne.

Kolory, podobnie jak muzyka, wywołują uczucia i nastroje, wyrażają najbardziej subtelne emocje. I jak muzyka mają właściwości terapeutyczne, bo stymulują nasz system nerwowy. Dlaczego, wchodząc do sklepu z ubraniami, odruchowo sięgamy po te lub inne kolory? Nawet wtedy, gdy pragniemy przełamać schemat i odmienić kolorystykę swojej szafy? Bo podświadomość podpowiada co innego niż świadomość. To ona decyduje o wyborze konkretnej rzeczy, a świadomość racjonalizuje te decyzje zwykle po fakcie. Wolność wyboru jest tylko pozorna. Zakładając to, co nam się podoba, ukazujemy osobowość, wewnętrzne problemy i przeżycia. Dlatego upodobanie do określonych barw może zmieniać się z wiekiem, sytuacją, a nawet z nastrojem chwili. Apetyt na kolory jest związany ze stanem wewnętrznym, w jakim jesteśmy w danym czasie.

Często po rozpadzie związku kobieta, która nigdy nie lubiła czerwonego, nagle zaczyna nosić ubrania w tym kolorze. To manifestacja: „Jestem aktywna, dzielna, silna, ze wszystkim sobie poradzę!”. Osoby trzymające się jednej gamy kolorów zazwyczaj są konserwatywne i wyciszone. Ludzie często zmieniający kolorystykę są twórczy, ale i wewnętrznie niespokojni. Kolor mówi o naszych tęsknotach i chwilowych nastrojach, ale także o głęboko ukrytych w podświadomości potrzebach psychicznych. W książce „Zrozumieć człowieka z wyglądu” Dariusz Tarczyński, ekspert w dziedzinie mowy ciała, komunikacji i autoprezentacji, opisał skrótowo charakterystyczną dla kultury europejskiej symbolikę kilku podstawowych kolorów. Pamiętajmy, że każdy kolor ma swoją pozytywną i negatywną stronę. Wiele też mówi o człowieku, gdy sięga on po daną barwę często lub gdy całkowicie ją odrzuca.

Biel

  • Zwiększa przestrzeń.
  • Kojarzy się z uroczystymi chwilami.
  • Jest dowodem dbałości o wygląd.
  • Sygnalizuje: „Nie dotykaj mnie”.
  • Uwydatnia inne kolory.
  • Oznacza: sterylność, jasność, niewinność, uczciwość i czystość, prostotę, wyrafinowanie, efektywność, oziębłość, zahamowania, wrogość, elitarność, koncentrację na sobie, poszukiwanie energii do działania, myśli egzystencjalne i tęsknotę za miłością, smutek i izolację.

Kolor żółty

  • Stymuluje.
  • Niektóre odcienie poprawiają nastrój i zwiększają poczucie własnej wartości.
  • To kolor pewności siebie i optymizmu.
  • Nadmiar lub nieodpowiednia tonacja może wzmagać strach, budzić niepokój.
  • Może też wskazywać na kłopoty z przewodem pokarmowym na tle nerwowym.
  • Oznacza: optymizm, pewność siebie, siłę emocjonalną, życzliwość, twórczość, irracjonalność, strach, obawę emocjonalną, depresję, niepokój, skłonność do samobójstwa, potrzebę kontaktu z innymi i dążenie do rozładowania problemów psychicznych, symbolizuje lęk przed samotnością.

Kolor pomarańczowy

  • Kolor zmiany.
  • Łączy ze sobą fizyczność i emocje.
  • Kieruje nasze myśli na komfort fizyczny: pokarm, ciepło, schronienie oraz zmysłowość.
  • Barwa radości.
  • Może też skupiać się na potrzebie straty.
  • W zbyt dużej ilości oznacza frywolność i brak poważnych wartości intelektualnych.
  • Oznacza: komfort psychiczny, pokarm, ciepło, bezpieczeństwo, wrażliwość, pasję, obfitość, radość, ubóstwo, frustrację, frywolność, brak dojrzałości, dążenie do osiągnięcia celu, który odpowiada za nasze szczęście.

Kolor czerwony

  • Mówi o potrzebie aktywności emocjonalnej i fizycznej.
  • Może informować o słabym krążeniu krwi i niskim ciśnieniu.
  • Przyciąga naszą uwagę.
  • Podnosi ciśnienie krwi, jest pobudzający, żywotny i bardzo przyjazny, jednocześnie jednak może być postrzegany jako wymagający.
  • Wpływa pobudzająco na organizm.
  • Osoby wybierające ten kolor pragną zainteresowania ze strony innych, są dynamiczne, uwielbiają być adorowane i pewnie dążą do celu.
  • Jest to kolor namiętności.
  • W nadmiarze może zwiększać agresję.
  • Oznacza: odwagę, fizyczną siłę, ciepło, energię, fizyczne przetrwanie, stymulację, męskość, ekscytację, bunt, wizualną agresję, napięcie, życie, wolę, wiarę, odwagę, przedsiębiorczość i dominację, energię, pewność siebie, entuzjazm.

Kolor różowy

  • Dobry na ukojenie nerwów, raczej wycisza niż pobudza.
  • Jest psychologicznie znaczącym kolorem, reprezentującym zasady kobiecości i przetrwanie gatunku.
  • Jednak w zbyt dużych ilościach wyczerpuje fizycznie i nieco zubaża.
  • Nadmiar różu może świadczyć o tęsknocie za delikatną, nieco infantylną miłością.
  • Często, kiedy w domu panuje chłód emocjonalny, jest za mało czułości, tęsknimy za różem. Sprawia wrażenie ciepła, łagodności i jest kojarzony z bezinteresowną miłością.
  • Osoby wybierające ten kolor są bardzo uczuciowe, potrzebują wsparcia i opieki.
  • W obecności tego koloru szybciej wracają do normy podwyższone ciśnienie oraz przyspieszony puls.
  • Oznacza: spokój fizyczny, proces wychowania, ciepło, kobiecość, miłość, wrażliwość, zahamowania, klaustrofobię emocjonalną, słabość fizyczną, zniewieściałość.

Kolor fioletowy

  • Przenosi naszą świadomość na wyższe poziomy, nawet do sfer duchowych.
  • Jest introwertyczny, zachęca do głębokiej kontemplacji i medytacji.
  • Kojarzy się z majestatem i zazwyczaj oznacza najwyższą jakość.
  • Wiąże się z czasem, przestrzenią i kosmosem.
  • Symbolizuje zainteresowanie sferą duchową, religią, poszukiwanie odpowiedzi na pytania egzystencjalne.
  • Może świadczyć o dewocji.
  • Przesadne użycie fioletu może jednak wnosić zbyt wiele introspekcji.
  • Zły odcień oznacza coś taniego i tandetnego, bardziej niż w przypadku innych kolorów.
  • Oznacza: świadomość duchową, wizje, luksus, jakość, prawdę, autentyczność, introwertyzm, dekadencję, tłumienie uczuć.

Kolor niebieski

  • Kolor umysłu.
  • Jest zimny, ma działanie kojące, łagodzi stresy.
  • Mocne błękity rozjaśniają myśli, jasne uspokajają umysł i wzmagają koncentrację.
  • Jest kolorem czystej komunikacji. Pomaga w nawiązywaniu nowych kontaktów, gdyż wzbudza zaufanie.
  • Może być jednak odbierany jako zimny, bez emocji i nieprzyjazny.
  • Mówi o potrzebie dokonań, tworzenia czegoś oryginalnego i docenianego.
  • Wyraża pragnienie, by inni dostrzegli naszą mądrość i kreatywność. Osoby wybierające ten kolor charakteryzują się sprawiedliwością, otwartym umysłem, lubią uchodzić za specjalistów w swojej dziedzinie i wykazywać się kreatywnością.
  • Odmładza.
  • Oznacza: inteligencję, komunikację, pełne zaufanie, spokój, obowiązek, logikę, opanowanie, rozwagę, ciszę, oziębłość, rezerwę, brak emocji, brak życzliwości.

Ciemnoniebieski i granatowy

  • Podkreśla naszą odpowiedzialność i chęć kontrolowania świata zewnętrznego.
  • Uśmierza ból i obniża ciśnienie krwi.
  • Oznacza:  autorytet i władzę, budzi zaufanie i szacunek, rozsądek, równowagę wewnętrzną, porządek,  nadzieję, sprawiedliwość, wierność, inteligencję, dyplomację.

Kolor zielony

  • Nie wymaga żadnego przystosowywania się oczu, jest kojący. Instynktownie czujemy się ukojeni zielenią.
  • To kolor równowagi (w o wiele większym stopniu niż to sobie uświadamiamy).
  • Relaksuje, bo kojarzy się z przyrodą i wzrostem.
  • Gdy zieleń wypełnia świat, oznacza to obecność wody i brak zagrożenia głodem.
  • Przywraca równowagę energetyczną i poczucie bezpieczeństwa.
  • Osoby wybierające ten kolor mogą być postrzegane przez otoczenie jako osoby poszukujące spokoju, czujące silną więź z naturą oraz godne zaufania.
  • Działa stabilizująco, uzdrawia i wzmacnia.
  • Oznacza: harmonię, równowagę, świeżość, ciągłą odnowę, uspokojenie, świadomość naturalnego środowiska, wszechobecną miłość, wyważenie, pokój, nudę, stagnację, osłabienie, zwątpienie, kłopoty emocjonalne, potrzebę skupienia się na sobie i tęsknotę za równowagą wewnętrzną, pragmatyzm, zrozumiałość i ugodowość.

Kolor brązowy

  • Składa się z czerwieni, żółci, oraz znacznej ilości czerni. W konsekwencji tak jak i czerń ma w sobie wiele powagi, jest jednak cieplejszy i bardziej miękki.
  • Jest kolorem ziemi i natury.
  • To solidny kolor dodający otuchy. Wspiera, w sensie pozytywnym, bardziej niż czerń, która jest raczej tłumiąca.
  • Zapewnia człowiekowi poczucie bezpieczeństwa, stabilność życiową, ciepło rodzinne i wytrwałość.
  • Kolor ludzi pracowitych, mocno stąpających po ziemi, preferujących ład i porządek. Może oznaczać pracoholika, osobę gotową do dyspozycyjności w pracy.
  • Może również łączyć się ze skrytością emocjonalną i obawą przed światem zewnętrznym. Kolor kojarzony ze zubożeniem.
  • Oznacza: powagę, ciepło, naturalność, doczesność, niezawodność, wsparcie, brak poczucia humoru, ociężałość, brak wyrafinowania, zagrożone poczucie bezpieczeństwa, niepewność jutra, brak wiary w siebie i potrzebę stabilizacji, osłabienie i niskie ciśnienie.

Czerń

  • To wszystkie kolory razem - pełna absorpcja.
  • Skupia całą energię biegnącą w twoim kierunku.
  • Może stwarzać bariery ochronne i chronić osobowość, ale też może przyciągać zło.
  • W sensie pozytywnym wyraża pełną jasność, wyrafinowanie i bezkompromisowe zalety.
  • Kreuje percepcję rozwagi i powagi.
  • Jest nieobecnością światła, dlatego może też przerażać.
  • Oznacza koncentrację na sobie, poszukiwanie energii do działania, a także myśli egzystencjalne i tęsknotę za miłością.
  • Jest to też kolor smutku.
  • Symbol tajemniczości, niedostępności, wiedzy i śmierci.
  • Kolor ten wybierają osoby zdyscyplinowane, mądre i pewne siebie albo wręcz odwrotnie - ludzie niepewni swojej wartości, samotnicy i szukający własnego sposobu na życie.
  • Oznacza: prestiż, elegancję, powagę,wyrafinowanie, czar, zaufanie, bezpieczeństwo emocjonalne, skuteczność, solidność, ucisk, oziębłość, ociężałość.

Kolor szary

  • Niezwykle tłumiący.
  • Jest wirtualną nieobecnością koloru i dlatego wywołuje depresję. Gdy świat staje się szary, instynktownie przygotowujemy do zimowego snu.
  • W nieodpowiedniej tonacji działa gasząco również na inne kolory.
  • Intensywne stosowanie szarego wskazuje zazwyczaj na brak pewności siebie i obawę przed obnażeniem.
  • Grafit w biznesie oznacza władzę i profesjonalizm.
  • Może podkreślać wiek i zmęczenie.
  • Oznacza: neutralność, profesjonalizm, autorytet i władzę, brak pewności siebie, przygnębienie, depresję, hibernację, brak energii.
Dariusz Tarczyński: założyciel i dyrektor Instytutu Nieinwazyjnej Analizy Osobowości. Autor książek: „Jak odczytać człowieka z wyglądu”, „Zrozumieć człowieka z wyglądu”, „Psychografologia”, „Słowa klucze”.

  1. Psychologia

Konflikt wewnętrzny - ile postaci mieści się w jednym człowieku?

W ramach naszej osobowości kryje się wiele wewnętrznych postaci. Czasem każda z nich pragnie czegoś zupełnie innego - wtedy mamy konflikt wewnętrzny. (Fot. iStock)
W ramach naszej osobowości kryje się wiele wewnętrznych postaci. Czasem każda z nich pragnie czegoś zupełnie innego - wtedy mamy konflikt wewnętrzny. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
W ramach naszej osobowości kryje się wiele wewnętrznych postaci. I czasem każda z nich pragnie czegoś zupełnie innego - wówczas mamy do czynienia z konfliktem wewnętrznym. Z Agnieszką Wróblewską, psychoterapeutką z Akademii Psychologii Zorientowanej na Proces, rozmawia Aleksandra Nowakowska. 

Dlaczego człowiek doświadcza konfliktów wewnętrznych?
Bo człowiek nie jest monolitem. Mamy określoną osobowość, ale w jej ramach dużo aspektów, tak jakby wiele różnych wewnętrznych postaci. To wspaniałe, bo to oznacza, że mamy bogatą, ciekawą osobowość. Czasem jednak te nasze kawałeczki chciałyby wędrować w zupełnie inne strony. To też może być fajne, bo wówczas zmieniamy się, rozwijamy. Trudności pojawiają się, kiedy nasze wewnętrzne osoby działają w sposób nieświadomy. Wtedy ktoś przychodzi do psychologa i mówi na przykład: „Tyle razy próbowałam zakończyć swój związek, ale za każdym razem mi się nie udaje”. Bo co z tego, że kawałek mi znany podjął decyzję o rozstaniu, jeśli drugi ma zupełnie inny pomysł na moje życie. Trzeci z kolei siedzi cicho, ale jest przerażony wizją samotności i straszy nas z ukrycia.

Jakie konflikty wewnętrzne najczęściej miewamy?
Konflikty wewnętrzne mamy od rana do wieczora, a w bardzo interesujący sposób przejawiają się też w naszych snach. Są przeróżne - od takich „czy chcę iść dzisiaj na kawę czy do kina” poprzez „czy mam wziąć kredyt czy nie”, po „czy mam zmienić pracę” albo „czy chcę wychodzić za mąż”. To są rzeczy, które immanentnie wynikają z naszej natury. Są takie cudowne momenty w życiu, kiedy jesteśmy cali za czymś. Całą sobą czujemy, że to ten mężczyzna, że chcę kupić to mieszkanie albo koniecznie muszę zmienić pracę. Najważniejszy jest ten jeden kawałek, który w tym momencie na przykład pragnie zmiany. I cała nasza energia nakierowana jest na tę zmianę, a wszelkie niepokoje, wątpliwości znikają lub są w tle, ale czujemy, że nad nimi panujemy. Jednak przez większość życia jesteśmy pomiędzy.

Z czego wynika, że jeden człowiek ma w sobie tyle różnych aspektów?
Z całego bogactwa osobowości. Z tego na przykład, że nie jesteśmy tylko spokojną zorganizowaną kobietą nastawiona na jeden cel, jakim jest wychowanie potomstwa, bo czasem okazujemy się kimś szalonym, żeby za jakiś czas poczuć się jak przestraszone dziecko. I to jest super, nie nudzimy się sobą. Nasze poszczególne kawałki pomagają nam radzić sobie z różnymi sytuacjami w życiu.

Kiedy nasze wewnętrzne postacie przysparzają nam problemów?
Kłopot się robi wtedy, kiedy pewnych postaci nie chcemy przyjąć. Kiedy się uprę na przykład, że jestem silną, zmotywowaną i zdyscyplinowaną kobietą, a wychodzi ze mnie coś słabego, delikatnego. Nie chcę tego i postanawiam sobie, że tego nie będzie.

To chyba częsty konflikt. Jak sobie z nim radzić?
To kwestia skali. Jeśli ta słabość jest czymś, czego nienawidzę i zaczynam cierpieć, wtedy wyjściem może okazać się pójście do terapeuty. Po to, żeby zobaczyć skąd się bierze we mnie postawa, która uznaje, że nie mogę sobie pozwolić nawet na cień słabości. Często w takich sytuacjach natrafiamy na bardzo złe doświadczenia z przeszłości związane z siłą. Ktoś kiedyś używał przeciwko mnie siły i to mnie nauczyło, że nigdy nie można być słabym. Bo dopóki jestem po stronie siły, nikt mnie nie skrzywdzi. Gdy przejdę na stronę słabości, zaraz mogę oberwać.

Czyli warto uświadomić sobie, jakie mamy w sobie subosobowości?
Warto zrobić sobie czasem trochę więcej miejsca na inną mnie.

To wcale nie musi być proste.
Czasami jest bardzo trudne. Czasami dużo czasu upłynie, zanim zobaczymy i poczujemy tę drugą stronę. Nic dziwnego, bo skoro zawsze jestem po jednej stronie, trudno mi tamtą dostrzec. Często tą ukrytą część pokazują nam konflikty zewnętrzne. Kiedy ktoś przychodzi i mówi: „Zrób coś ze swoją pracą, bo pracujesz poniżej swoich możliwości” i ja reaguję na to emocjonalnie, to znaczy że mam konflikt wewnętrzny wokół tego. Albo mam jedno dziecko i reaguję strachem, gdy słyszę od teściowej „Wychowasz samotnika”.

I co dalej?
Warto poszukać, kto we mnie i dlaczego chce mieć jedno dziecko a kto dwoje. Czy drugie dziecko chce urodzić kobieta, która naoglądała się reklam margaryny, w których zawsze wpadają do kuchni uśmiechnięci chłopiec i dziewczynka? Czy to jest kobieta, która ma poczucie, że wokół dzieci jest dużo fajnej energii i potrzebuje tego? Czy może jest to kobieta, która więcej czasu chce spędzać w domu? A kto chce mieć jedynaka? Kobieta, która chciałaby mieć więcej przestrzeni na takie obszary życia jak praca, rozwój osobisty czy bycie z partnerem? Czy może matka, która boi się, że nie będzie potrafiła kochać drugiego dziecka, tak jak pierwszego lub nie sobie rady z dwójką dzieci? Czasami te informacje już wystarczają, bo odkrywają się pewne karty, które znajdowały się pod spodem. Czasami następnym krokiem jest negocjacja między tymi dwiema, dwiema czasem nawet trzema stronami.

Z tym jest cały problem. Konflikty wewnętrzne często biorą się stąd, że mocno stoimy po jednej stronie, którą wspiera nasza kultura, nasi rodzice, nasze doświadczenia życiowe. Mogę na przykład nie chcieć mieć drugiego dziecka, ale jak widzę, że ani moja matka, ani babka nie miały jedynaków, skłaniam się jednak do takiej decyzji, bo po prostu w mojej rodzinie zawsze tak było. Jak rozpoznać, którą z tych stron posłuchać?
Takich przekonań mamy bardzo wiele, nie zawsze są one świadome, po prostu: u nas w rodzinie dzieci są zawsze najważniejsze, albo kobieta powinna zawsze liczyć na siebie, albo to mężczyzna powinien utrzymywać całą rodzinę. Dobrze jest zbadać swój system przekonań wokół konfliktowej sprawy, poznać jego pochodzenie i zobaczyć jak się to ma do mnie, mojego aktualnego życia, mojej sytuacji. Może się zdarzyć, że hołdujemy pewnym przekonaniom, które niewiele mają wspólnego ze mną, np. moja matka być może nie mogła na nikogo liczyć, ale ja mam wokół siebie bliskich ludzi, którzy już wielokrotnie dali dowód tego, że w trudnej sytuacji nie jestem sama. Inny przykład: boję się zmiany zawodowej, kurczowo trzymam się swojej posady, chociaż jej nie lubię, nie dostrzegając, że zawsze dobrze radziłam sobie w każdej nowej pracy, ale jestem wierna rodzinnej mądrości, że jak się coś ma, to trzeba się tym cieszyć i nie sięgać po więcej.

Jak to zobaczymy, to się dowiemy, czego tak naprawdę chcemy?
Tak i troszkę się rozluźnimy. Zmieni się perspektywa. Bo skoro uświadomię sobie, że mój strach przed zmianą pracy to nic innego, jak efekt atmosfery w moim rodzinnym domu, to może łatwiej dam miejsce tej mnie, która ma odwagę do nowego i wcale nie ma zamiaru rezygnować ze swoich aspiracji i sięgania po więcej.

W jaki sposób konflikty wewnętrzne przekładają się na zewnętrzne?
Zazwyczaj automatycznie. Jeśli ciągle kłócimy się o jakąś sprawę ze swoim partnerem, jest to sygnał, że podobny konflikt jest w nas. Bo jeśli mam absolutne przekonanie, że coś jest dla mnie ważne i ja tak chcę, to wtedy to, że on ma inne zdanie, nie stanowi dla mnie problemu. Wtedy albo uznaję, że to jest sprawa nie do dyskusji, albo rozmawiamy o tym, ale nie ma wokół tego emocjonalnego zamieszania. Może być na przykład smutek, że mamy inne zdania na dany temat, ale nie ma ciągłego napięcia.

Zatem źródeł naszych konfliktów z ludźmi należy szukać w sobie?
Na pewnym poziomie tak, ale to jest tylko połowa prawdy. Często po prostu trzeba skonfrontować się z drugą osobą, mocno stanąć za sobą. Buddyjska maksyma „Zacznij od siebie” nie zawsze zdaje egzamin. Czasem trzeba powiedzieć mężowi czy koleżance, że to czy tamto mi się nie podoba. Dobrze jest mieć, oczywiście, świadomość jak to się ma do moich aspektów wewnętrznych, ale to nie zmienia faktu, że trzeba również coś zrobić w rzeczywistości zewnętrznej.

Nasze konflikty wewnętrzne wpływają silnie na związki. Lepiej starać się je rozwiązywać zanim przerodzą się w zewnętrzne?
Trzeba jednak liczyć się z tym, że jak już rozwiążę swój konflikt wewnętrzny, mogę mieć kolejny konflikt zewnętrzny, który będzie reakcją na nową mnie. Bo jeśli na przykład partner podważa moje poczucie wartości i ja stanę mocno za tym moim kawałkiem, który mówi mi, że dam sobie z czymś radę i to zrobię, to zmienia się cała konstelacja między nami. Partner nagle staje przed czymś nowym i nie wiadomo, jak to wpłynie na cały układ.

Może lepiej znać nawzajem swoje konflikty wewnętrzne. To chyba ułatwia porozumienie w związku?
Czasem tak, a czasem to nie wystarcza. Mam za sobą doświadczenia terapeutyczne z parami, którym wystarczyło kilka spotkań, podczas których ujawnienie takich wewnętrznych konfliktów bardzo dużo zmieniło, ale są takie sytuacje, że znamy swoje konflikty doskonale, ale pojawia się potrzeba zrobienia czegoś więcej.

Czyli?
Samouświadomienie sobie to za mało. Są konflikty, które realnie mogą rozbić związek. Jeżeli stanę po jednej stronie, to ten związek może dalej istnieć, jeśli stanę po drugiej stronie – nie da się już go poskładać. To, co można zrobić, to obojętnie w którą stronę, ale odważyć się na dwa kroki dalej. Jeśli mam poczucie, że nie chcę z tym mężczyzną być, to przenieść się przynajmniej do drugiego pokoju. Jeżeli czuję, że chcę jednak ratować związek, to powiedzieć mu o swoich uczuciach, wyjechać razem na weekend. Czasami jednak takie wahanie trwa długo. To czas potrzebny do wewnętrznej zmiany, dojrzewanie decyzji. Szykujemy się bądź do zerwania, bądź do świadomej zgody na związek taki, jaki jest, a w każdym z tych przypadków przy okazji powstaje również moje nowe „ja”.

Dlaczego nasze konflikty wewnętrzne bywają takie trudne?
Dlatego, że często dotykają bolesnych rzeczy z przeszłości, pojawiają się emocje, wzajemnie się ranimy. Do konfliktu wystawiamy naszą mocną część, nie dostrzegamy że jest w nas przestraszone, poranione dziecko. Podobnie nasz partner, partnerka w konflikcie. Często boimy się kolejnych zranień, trudno okazać emocje, które są pod spodem, takie jak strach, odrzucenie. Ale poprzez konflikty intensywnie się rozwijamy. Jeśli ktoś z zewnątrz atakuje jakiś nasz aspekt, zmusza nas do zrobienia jakiegoś kroku, do sięgnięcia po dodatkowe zasoby. To wzbogaca naszą osobowość.

Są ludzie, którzy w ogóle nie mają konfliktów wewnętrznych?
Trudno mi sobie kogoś takiego wyobrazić. Oświecony Budda?

Agnieszka Wróblewska, dyplomowana psychoterapeutka i trenerka pracy z procesem. Psycholożka, współzałożycielka Akademii Psychologii Zorientowanej na Proces. Prowadzi psychoterapię indywidualną (również przez skype’a) i grupową oraz warsztaty rozwoju twórczego. Zajmuje się szkoleniami dla firm, coachingiem i rozwiązywaniem konfliktów w organizacjach. Jest współautorką programów projektu wyjazdów psychologiczno-podróżniczych Experience Expeditions.

  1. Kultura

Marek Niedźwiecki i inne gwiazdy Trójki zakładają nowe radio

Marek Niedźwiecki (Fot. Maciej Biedrzycki/Forum)
Marek Niedźwiecki (Fot. Maciej Biedrzycki/Forum)
Wracają. Razem i na swoich warunkach. Byli dziennikarze radiowej Trójki zapowiadają powstanie kolejnej rozgłośni. Internetowe Radio 357 nawiązujące nazwą do słynnego adresu Myśliwiecka 3/5/7 ruszy w grudniu bieżącego roku, a na antenie usłyszymy m.in. Marka Niedźwieckiego, Piotra Stelmacha i Michała Olszańskiego. 

Było kiedyś takie radio... i już go nie ma. Ale radio to ludzie, a nie budynek czy częstotliwość. Gramy więc dalej! Dla Państwa i z Państwem. Wiedzą Państwo, jakie radio chcemy robić, bo robiliśmy je przez lata. A teraz wreszcie będzie brzmiało tak, jak powinno, a nie tak, jak musiało - zapowiadają start nowej stacji byli dziennikarze radiowej Trójki. Radio 357, bo tak nazywa się ich nowy projekt, nawiązuje nazwą do słynnego adresu Myśliwiecka 3/5/7 i będzie drugą internetową rozgłośnią założoną przez gwiazdy Programu III Polskiego Radia. Pieniądze potrzebne na start stacji zbierane są za pośrednictwem platformy Patronite.

Kogo usłyszymy na antenie Radia 357? Będzie poranek z Marcinem Łukawskim, będą audycje Marka Niedźwieckiego i muzyka Piotra StelmachaKatarzyna Borowiecka znowu opowie o filmach, a Piotr Kaczkowski przeliczy płyty. Po południu dowiedzą się Państwo, co przyniósł dzień, Tomek Michniewicz zabierze Państwa w świat, a Ola Budka zagra, jak tylko ona potrafi. W Święta zaśpiewamy piosenkę z dzwoneczkami, a w Nowy Rok wspólnie będziemy odliczać miejsca Topu Wszech Czasów - zapowiadają twórcy Radia 357. W dotychczas ogłoszonym składzie znaleźli się również inni dobrze znani i podziwiani dziennikarze Trójki: Michał Olszański, Kuba Strzyczkowski, Agnieszka Szydłowska, Piotr Kaczkowski, Roma Leszczyńska. 

Radio 357 będzie wolne od partyjnych układów i wpływu polityków, pełne szacunku dla ludzi o różnych poglądach i bez reklam. Jeśli tęsknią Państwo za naszym wspólnym radiem, zrobimy je. Razem - komentuje start nowej stacji Piotr Stelmach.

Na pytania związane z nową rozgłośnią odpowiada Tomasz Michniewicz.

Przypominamy, że pierwsza rozgłośnia byłych dziennikarzy Trójki, czyli internetowe radio Nowy Świat wystartowało 10 lipca 2020 roku. Dostępne jest bezpłatnie na platformach Open FM oraz WP Pilot, a także w aplikacji mobilnej na Android i iOS. W radiu Nowy Świat możemy usłyszeć m.in. Wojciecha Manna, Marcina Kydryńskiego czy Jana Chojnackiego.

  1. Styl Życia

Prawdziwe piękno tkwi w naszej kobiecości i różnorodności. Wyjątkowa kampania marki L'Oréal Paris

Grażyna Torbicka i Marieta Żukowska w kampanii
Grażyna Torbicka i Marieta Żukowska w kampanii "KobieTY w roli głównej". (Fot. materiały prasowe)
Coraz więcej mówi się o kobiecej sile, wyjątkowości i potencjale, który w nas drzemie. Jednak najważniejsze w tym wszystkim jest, by każda z nas prawdziwie poczuła to głęboko wewnątrz siebie. Pomóc w tym ma najnowsza kampania marki L'Oréal Paris. 

"Dziś największą siłą jest siła kobiet" - mówi z przekonaniem Grażyna Torbicka w spocie promującym kampanię "KobieTY w roli głównej". I jakoś ciężko jest nie uwierzyć w te słowa. Tym bardziej, że wtóruje jej osiem wyjątkowych kobiet, znanych nam ze świata kultury, telewizji i Internetu.

https://youtu.be/nloEJUdaiqE

Kampania L'Oréal Paris "KobieTY w roli głównej" powstała, by docenić siłę kobiecości - dodawać kobietom pewności siebie i odwagi do odnajdowania własnej definicji kobiecości. Jej bohaterkami jest dziewięć wyjątkowych kobiet, które poprzez swoją różnorodność, pasje i historie, mają zaszczepić w nas siłę do inicjowania zmian. Marieta Żukowska, Ola Żebrowska, Magda Bereda, Karolina Gilon, Alicja Szemplińska, Anna Markowska, Olga Kleczkowska, Radzka oraz Grażyna Torbicka opowiadają nam swoje historie po to, byśmy w każdej z nich odnalazły cząstkę siebie i wyciągnęły z nich odpowiednie wnioski.

Z jednej strony Grażyna Torbicka – niezwykła osobowość, prawdziwa ikona kina, telewizji, dziennikarstwa - która niejednokrotnie musiała udowadniać swoją siłę. Z drugiej reprezentantki młodego pokolenia – piosenkarki, youtuberki, modelki, których głos trafia szczególnie do tak ważnej grupy dorastających dziewczyn. Alicja Szemplińska, Magda Bereda, Ania Markowska czy Olga Kleczkowska to kobiety, które pasją i aktywną postawą udowadniają, że wiara w swoją wartość jest prawdziwą potęgą. Z kolei Marieta Żukowska, aktorka znana z niesamowitej energii, uśmiechu i wyjątkowego uroku, przekonuje, że sekretem kobiecej siły jest miłość do samej siebie. Radzka, czyli Magdalena Kanoniak, dodaje, by pamiętać o samoakceptacji i pod żadnym pozorem nie ulegać presji otoczenia. Natomiast Karolina Gilon to symbol podążania własną drogą, którą sama sobie wyznaczyła: „To ja decyduję o tym, kim jestem”.

To, że nasza siła płynie ze wzajemnego wsparcia, potwierdza Ola Żebrowska, której nie zobaczymy w spocie marki, ale odnajdziemy w szeregach kobiet kampanii. Podczas, gdy pozostałe dziewczyny dzieliły się swoimi doświadczeniami na planie zdjęciowym, Ola pisała swój własny scenariusz historii KobieTy w roli głównej” – została po raz kolejny mamą. Ola kobiecą solidarność miała okazję odkrywać od najmłodszych lat – wychowała się w końcu wśród ośmiu sióstr!

Kampania "KobieTY w roli głównej" i manifesty jej głównych bohaterek mają przypominać o sile naszej kobiecości, którą możemy odnaleźć również w naszej różnorodności. Każda z nas ma za sobą inne doświadczenia, a mimo tego niektóre prawdy o nas i naszych potrzebach są niezwykle uniwersalne. Przez najbliższe miesiące bohaterki kampanii będą wspierać i promować kobiecą współpracę, a owoce tego będzie można odnaleźć na ich profilach instagramowych. Kampania L'Oréal Paris to wielowątkowy i wielowymiarowy kobiecy dialog, wzajemne dzielenie się własnymi historiami i doświadczeniami. My się do niego przyłączamy!