1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Na lepszy rok. Kalendarz od polskich twórców na świąteczny prezent

Na lepszy rok. Kalendarz od polskich twórców na świąteczny prezent

Kalendarz Wycinki w termosie x Papierniczeni. (Fot. materiały prasowe)
Kalendarz Wycinki w termosie x Papierniczeni. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 9 Zdjęć
Rok 2020 dał nam wszystkim w kość. Sprawmy więc, by 2021 był zdecydowanie spokojniejszy, zdrowszy, bardziej inspirujący - po prostu piękniejszy. A dobrym tego początkiem będzie kalendarz na prezent komuś bliskiemu lub samemu sobie. Oto nasz wybór najpiękniejszych kalendarzy od polskich twórców na 2021 rok. 

Wycinki w kalendarzu

Kalendarz 'Wycinki w termosie' 2021, Papierniczeni X Wycinki w termosie, cena: 85 zł. Kalendarz "Wycinki w termosie" 2021, Papierniczeni X Wycinki w termosie, cena: 85 zł.

Ten kalendarz będzie idealny nie tylko dla miłośników "Wycinków w termosie", czyli genialnych kolaży słownych z wycinków prasowych, które tworzy Gosia Konieczna, ale również dla minimalistów. Niemal wszystkie wycinki powstały z myślą o kalendarzu i nie były dotąd publikowane. Kalendarz zawiera 70 kolaży – po jednym na każdy tydzień oraz dwanaście otwierających każdy miesiąc – które wspierają, bawią, wprowadzają w zadumę, inspirują i odwracają perspektywę. Kalendarz ma piękną, grafitową okładkę i można go kupić w dwóch wersjach - z detalami w kolorze szaro-srebrnym lub szaro-złotym. Jest dostępny na stronie papierniczeni.pl.

Ekologia i minimalizm

Ilustrowany kalendarz 2021, KOI Book, cena: 120 zł. Ilustrowany kalendarz 2021, KOI Book, cena: 120 zł.

Ekologiczny, unikatowy, tworzony ręcznie kalendarz z przepięknymi ilustracjami wspaniałej artystki - Anny Bartosiewicz. Jest wykonany z papieru z renomowanej i najbardziej ekologicznej papierni na świecie – Munken Pure, a okładka została zrobiona z papieru pochodzącego z recyklingu. Prostota, minimalizm i ekologia - połączenie idealne. Do kupienia na stronie internetowej Targów Rzeczy Ładnych.

Wzory z natury

 

Wyświetl ten post na Instagramie.
 

Post udostępniony przez Pan Kalendarz (@pan_kalendarz)

Pan Kalendarz powstaje nieprzerwanie od 2013 roku, a zaprojektowała go grupa znajomych ze studiów: Ola Dębniak-Gocławska, Palina Rek-Gromulska oraz Joanna Walczykowska i Mateusz Kowalski. Kalendarz na 2021 rok jest uniwersalny, jednak, dzięki okładkom w kolorze głębokiego granatu, idealny jako prezent dla mężczyzn. Dostępny w trzech wzorach okładki - kąty, porost i woda. W środku każdego z nich przejrzysty układ, ciekawe ilustracje, kiszonka na drobiazgi oraz dużo miejsca na notatki, zapiski i bazgroły. Do kupienia na pankalendarz.com, cena: 70 zł.

Kwiaty w torebce

Kalendarz Ana Rudak, Papiery Wartościowe, cena: 119 zł. Kalendarz Ana Rudak, Papiery Wartościowe, cena: 119 zł.

To zdecydowanie mój faworyt. Okładka, na którą nie można się napatrzeć. Jej przepiękny wzór zaprojektowała Ana Rudak. Każdy miesiąc to w tym kalendarzu osobny rozdział - rozpoczyna go ogólny plan miesiąca, a następnie plan tygodnia na jednej stronie (z lewej strony karty) oraz miejsce na notatki (z prawej). Na końcu kalendarza znajduje się plan na 2022 rok oraz notatnik. Do kupienia na stronie internetowej Targów Rzeczy Ładnych oraz papiery.pl. Warto sprawdzić również inne wzory kalendarzy od Papierów Wartościowych - są przepiękne!

Nowoczesny, na ścianę

Kalendarz ścienny, Kal-Store, cena: 129 zł. Kalendarz ścienny, Kal-Store, cena: 129 zł.

Kalendarz ścienny, który świetnie będzie pasował zarówno do nowoczesnych, jak i klasycznych wnętrz. Kal to minimalistyczny i ponadczasowy kalendarz ścienny, zaprojektowany tak, by wyraźnie przypominać to co ważne. Składa się z metalowego haczyka i sześciu dwustronnych arkuszy wysokogatunkowego papieru o gramaturze dobranej tak, by zachował niezmienny kształt, nie gniótł się i nie zawijał. Czytelna siatka każdego tygodnia pozwala przejrzyście zaplanować każdy dzień i miesiąc – dzięki czemu staje się wygodnym organizerem. Do kupienia na stronie internetowej Targów Rzeczy Ładnych oraz kal-store.com.

Naturalnie piękny

Patrząc na ilustrację na okładce aż czuje się spokój, zupełnie jak podczas zachodu słońca wysoko w górach. W Pracowni Zeszytów Ireny Dżyga-Rudzkiej powstały ręcznie oprawiane kalendarze z pięknymi, naturalnymi okładkami. Kalendarze wyjątkowe, bo przeplatają się w nich drobne, słowne kolaże. Takie prawdziwe – wycięte z papieru nożyczkami, ułożone w kompozycje i zeskanowane do projektu. Na każdej lewej stronie znajduje się rozpiska dni tygodnia, po prawej pusta strona w kropki na notatki. Miesiąc zaczyna się skrótowym, poglądowym kalendarzem. Na końcu kalendarza znajduje się kolorowanka antystresowa, trackery nawyków oraz kalendarz skrócony na 2022 rok. W kalendarzu jest 11 dodatkowych stron na notatki. Do kupienia na stronie internetowej notebooks-design.com, cena: 129 zł.

Kobiecy kalendarz

 

Wyświetl ten post na Instagramie.
 

Post udostępniony przez Marta Chmielecka (@pod_kloszem)

Kalendarz ścienny firmy Pod kloszem to dwanaście kobiecych ilustracji, które w oryginale zostały narysowane cienkopisem. Każda kobieta symbolizuje inną cechę - może to być wielozadaniowość, asertywność, uważność, empatia czy siła. Pięknie dopełni wnętrze, a jednocześnie nacieszy oko. Do kupienia na stronie podkloszem.pl, cena: 89 zł.

Kalendarz roślinny

Ilustrowany roślinny eko-kalendarz na 2021, Aleksandra Stanglewicz, cena: 99zł. Ilustrowany roślinny eko-kalendarz na 2021, Aleksandra Stanglewicz, cena: 99zł.

Coś dla miłośników roślin, botaniki, miejskich ogrodów i domowych dżungli albo po prostu osób, które tęsknią za kontaktem z naturą. Ilustratorka Aleksandra Stanglewicz stworzyła wyjątkowy kalendarz z pięknymi, ręcznie malowanymi akwarelowymi roślinami. Króluje w nim zieleń, prostota i... ekologia. Bo kalendarz został wydrukowany na najwyższej jakości ekologicznym papierze recyklingowym. Co więcej, powstał w duchu less waste, bo każdą z 12 ilustracji będzie można wyciąć, oprawić i powiesić na ścianie. Do kupienia na stronie pakamera.pl. 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Sztuka w czasie pandemii. Flagi - wystawy prac Moniki Drożyńskiej

Projekt Dwa Moniki Drożyńskiej. (Fot. Monika Stolarska)
Projekt Dwa Moniki Drożyńskiej. (Fot. Monika Stolarska)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Monika Drożyńska, artystka, performerką i autorką instalacji, uprawia sztukę zaangażowaną. A dosłownie rzecz ujmując, haftuje sztukę zaangażowaną. Jej ostatni projekt "Flagi" można oglądać w Warszawie i w Gdańsku.

Monika Drożyńska wybrała ciekawą formę sztuki - haftuje ręcznie na tkaninie.  Realizuje projekty zaangażowane, które często odnoszą się do aktualnej sytuacji politycznej i społecznej. Jej pracy przypominają sztandary, na których haftowane godzinami hasła wybrzmiewają niczym protest wobec otaczającej rzeczywistości.

Monika Drożyńska poprzez sztukę staje w obronie kobiet (Fot. Grażyna Makara) Monika Drożyńska poprzez sztukę staje w obronie kobiet (Fot. Grażyna Makara)

Najnowszy projekt Flagi nawiązuje do sytuacji pandemii koronawirusa. Artystka zaczęła pracę nad nim w czasie lockdownu. Charakterystycznym elementem projektu jest wyhaftowany znak palców rozpostartych w geście Victorii, z zaznaczeniem odległości między nimi, dwóch metrów, czyli dystansu, który w obecnej sytuacji może uratować zdrowie i życie.

Flagi, Monika Drożyńska, dwa, biennale warszawa. Fot. (Monika Stolarska) Flagi, Monika Drożyńska, dwa, biennale warszawa. Fot. (Monika Stolarska)

- Symbol oddaje frustrację i bezradność, w której znalazło się podczas pandemii wielu mieszkańców krajów na całym świecie. Z jednej strony czuliśmy potrzebę zaprotestowania, a z drugiej było ono praktycznie niemożliwe - mówi artystka.

Pierwsza flaga została zaprezentowana w Galeriach „Arsenał” w Białymstoku oraz Poznaniu. Poza tym flagi pokazuje Biennale Warszawa, Biuro Wystaw/Fundacja Polskiej Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, poleciały też do Izraela i Berlina.

Two, praca Moniki Drożyńskiej 2020 (Fot. Mateusz Torbus) Two, praca Moniki Drożyńskiej 2020 (Fot. Mateusz Torbus)

Od 14 sierpnia 28 flag będzie prezentowało Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku w ramach projektu  Solidarni z dystansem!” organizowanego z okazji 40. rocznicy podpisania porozumień sierpniowych.

Natomiast 15 sierpnia Biuro Wystaw w Warszawie otworzy indywidualny pokaz Moniki Drożyńskiej pt. “Dwa znaczy my”. Wystawa będzie poruszała tematykę kryzysu. Tu będzie można zobaczyć także tkaninę Dwa/Pół która jest matką flagi Dwa.

Od 10.8 do 31.08 Europejskie Centrum Solidarności, Gdańsk Od 15.08 do 15.09 Biuro Wystawa, Warszawa. Wystawa indywidualna “Dwa znaczy my”

 

  1. Psychologia

Bałagan w głowie równa się bałagan w życiu. Jak uprościć życie? Wyjaśnia Wojciech Eichelberger

Minimalizm jest naszą naturalną, ludzką potrzebą. (Fot. iStock)
Minimalizm jest naszą naturalną, ludzką potrzebą. (Fot. iStock)
Ganiamy z językiem na brodzie wykonując setki czynności, często całkowicie zbędnych. Namiastkę szczęścia znajdujemy kupując gadżety i sprzęty, które „trzeba mieć”. Przestrzeń się kurczy, długi rosną, a my biegniemy dalej, po więcej i lepiej… Czarne myśli się kłębią, życie wymyka z rąk, stres rośnie - jak żyć w tym bałaganie? Z Wojciechem Eichelbergerem rozmawia Joanna Wilgucka-Drymajło.

Często powtarzamy - „nie mam czasu”. Pasje? Spotkania ze znajomymi? Odpoczynek? Jakoś trudno to wcisnąć do grafiku, gdy jest tyle pracy. Co się z tym czasem dzieje? Czyżby doba się skurczyła, a może nam tak obowiązków przybyło?
Doba nam się na pewno nie skurczyła, tylko obowiązków, pośpiechu i zamieszania lawinowo przybywa i obawiam się, że nadal przybywać będzie. Skoro więc nie możemy liczyć na to, że rzeczywistość się nad nami ulituje, to jedynym wyjściem i podstawowym zadaniem staje się walka z chaosem w naszej głowie. Bo tylko spokojna, jasna głowa umożliwi nam ustawienie priorytetów i pogodne nadążanie za przyspieszającym życiem. Jeśli nadal nie będziemy mieli ani chwili, ani sposobu, by uspokajać i ukierunkowywać nasz niespokojny, rozpędzony umysł, to nie usłyszymy własnych, istotnych potrzeb ani uczuć. W końcu całkowicie rozminiemy się z tym, co naszym życiu ważne.

W tym całym zagonieniu, w natłoku informacji - nie mamy raczej warunków do refleksji, rozliczenia się i poukładania sobie w głowie różnych spraw. Czy w tej sytuacji można stwierdzić, że nasz umysł zaczyna przypominać zagraconą szafę, w której trudno ustalić, co gdzie jest, że tworzy się jeden wielki chaos?
Dobre porównanie. Bałagan w szafie, chaos na biurku, zagracone mieszkanie. Gromadzimy i kolekcjonujemy rzeczy, sprawy i zadania, którym nie jesteśmy w stanie sprostać, ani ich zagospodarować - a o cieszeniu się nimi możemy w ogóle zapomnieć. Robi się tego tak dużo, że coraz więcej odkładamy na później - a zaległości rosną, szafy pękają, półki się uginają. W końcu przytłaczają nas tak, że w głowach, sercach i 24 godzinach doby brakuje miejsca na cokolwiek nowego, świeżego, kreatywnego. Bezmiar niezałatwionych spraw więzi naszą uwagę i energię w przeszłości, a to gwarantowany smutek czy nawet depresja.

Nie sposób pędzić przez współczesne, pokręcone i skomplikowane życie, patrząc we wsteczne lusterko. To musi się skończyć jakąś kolejną kraksą. Uciekamy przed przeszłością, ale nie mamy gdzie uciec. Bo przyszłość też nie rysuje się różowo. Przerażające wyobrażenia o skutkach naszych zaniedbań i niedoróbek każą uciekać także przed przyszłością. Zakleszczeni pomiędzy smutkiem a strachem, nie mamy gdzie i jak się wyrwać, by złapać trochę luzu i oddechu. Tu i teraz nie istniejemy. Nie łapiemy kontaktu. Z nikim nie możemy się spotkać. Bo trzeba by wyhamować, rozejrzeć się, usłyszeć, poczuć. Kto ma na to czas? I jak to zrobić?

Jak taka sytuacja rzutuje na jakość naszego życia, na nasze zdrowie, finanse, relacje z bliskimi? Można mieć bałagan w głowie – a nie mieć go w życiu?
Prawie zawsze bałagan w głowie równa się bałagan w szafie, na biurku, w domu - a także w życiu. A ten ostatni jeszcze bardziej nakręca bałagan wewnętrzny. Gonitwa smutnych, lękowych i agresywnych myśli wyzwala bezładne, często skrajne emocje - a te napędzają chaotyczne i destrukcyjne zachowania. W efekcie wzrasta ilość stresu i poczucie braku kierunku w naszych wyborach i działaniach. Błędne koło, które trudno przerwać. Bo stres - gdy staje się chroniczny - prócz zdrowia odbiera nam również możliwość dokonywania inteligentnych wyborów, a także możliwość doświadczania empatii i współczucia. (Za mało krwi dopływa do płatów czołowych mózgu.) To wystarczy, aby nasze relacje z ludźmi dramatycznie się pokomplikowały. Błędne koło stresu generując depresyjne, agresywne, złowrogie myśli i wyobrażenia - utrzymuje nas w narastającym napięciu. Bo ludzki organizm nie jest w stanie odróżnić realnego zagrożenia od wyobrażonego. W realu może być wszystko OK., lecz my i tak tego nie zauważymy.

Czyli potwierdza się przekonanie, że „Ludzie sami komplikują sobie życie”. Czy nie da się wyjść z tego błędnego koła?
Na szczęście – da się. Pierwsza lekcja: odróżniamy myślenie od myślactwa". To pomoże zdystansować się nieco od rozgadanego jarmarku w naszych głowach. Myślenie to uporządkowany proces uruchamiany pytaniem czy wątpliwością, prowadzący do rozwiązania. Rozwiązanie kończy myślenie na dany temat. Myślactwo" jest bezładną, samoistną, bezcelową gonitwą myśli. Można je porównać do spamu, który zawala nam skrzynkę mailową. Kradnie czas i energię, których i tak za mało mamy na sprawy naprawdę ważne. By przestać zajmować się mózgowym spamem - myślami, które odciągają naszą uwagę od tego, co w tej chwili rzeczywiście się dzieje i na co mamy realny wpływ - potrzeba wyostrzonej uwagi i dyscypliny.

Gdy choć trochę się tego nauczymy, to umysł zacznie się urealniać i porządkować, jak regularnie sprzątany i resetowany komputer. Wtedy na jego przejrzystym i przestronnym ekranie ujrzymy sprawy naprawdę dla nas istotne. Zrozumiemy, że najważniejszą z nich - bo nadającą naszemu życiu barwę, wyrazistość i sens - jest uważne, świadome i zaangażowane istnienie we wszystkim, co się nam realnie przydarza. Zapragniemy skończyć z przenoszeniem niespełnionej przeszłości w przyszłość, z życiem pomiędzy smutkiem i lękiem, aby w końcu odzyskać kontakt z naszym upragnionym, realnym, prostym życiem - tu i teraz.

„Nic nie poradzę, no taki mam nawyk...” - z uporem maniaka powtarza wiele osób, tłumacząc w ten sposób swoje np. problemy ze zdrowiem wynikające ze złego odżywiania czy długi będące efektem nieprzemyślanych zakupów. Czy raz nabyty nawyk to wyrok do końca życia?
Nie. Stosunkowo łatwo - jeśli się naprawdę do tego przyłożymy - możemy zmieniać nasze nawyki. Wystarczy przez 20 minut dziennie posiedzieć w spokoju, skoncentrować uwagę na oddechu, na jakimś harmonijnym dźwięku, na inspirującym symbolu/obrazie, albo na widoku kwiatu czy drzewa - do wyboru. I wtedy tylko patrzeć, tylko słuchać, tylko odczuwać. Te 20 minut to dla mózgu to samo, co resetowanie dla komputera. Uwolniony od nadmiernej, chaotycznej stymulacji umysł, zachowuje się jak pozostawione w spokoju szklane naczynie wypełnione wzburzoną, mętną wodą. Po jakimś czasie zanieczyszczenia opadają na dno, a woda robi się tak przejrzysta, że ku naszej ogromnej radości - można wreszcie zobaczyć przez nią świat. Wtedy to, co dla nas najważniejsze zostanie uświadomione, a szkodliwe nawyki ujawnią swoją szkodliwość z taką mocą, że wyzwolą ogromną, wewnętrzną, autonomiczną motywację i potrzebę zmiany. A to jest już połowa zwycięstwa. Umysł spokojny i prosty - poprowadzi nas prostą drogą do pożądanej zmiany.

Mówi Pan o tym, że warto dążyć do upraszczania swojego życia. Od razu przychodzi mi na myśl - „wyrzeczenia, rezygnacja, post”. Czy rzeczywiście może nam to przynieść jakąś korzyść? Czy sami się w ten sposób nie pozbawiamy czegoś istotnego, wartościowego?
Wręcz przeciwnie - minimalizm jest naszą naturalną, ludzką potrzebą. No bo na czym polega minimalizm? Na tworzeniu przestrzeni i czasu, w których możemy coś zauważyć w szczegółach, doświadczyć głębiej, przyjrzeć się, wsłuchać, zrozumieć. A to wszystko składa się na smak życia. Podobnie niemowlakowi, lepiej się żyje, gdy ma w swoim kojcu jednego ukochanego misia, a nie 20 kolorowych, konkurujących ze sobą pluszaków - i nie wiadomo, którym się zająć. W końcu rozkojarzone dziecko dostaje napadu wściekłej histerii i wrzeszcząc. wyrzuca z kojca wszystko. Dzieci odruchowo wybierają jedną rzecz, którą chcą się zajmować. Warto brać z nich przykład. Potrafią zająć się na długo najprostszą sprawą, której wagi, piękna i znaczenie zabiegani dorośli nie widzą - np. przez pół godziny z uwagą i zachwytem przyglądać się kałuży, kamykowi, mrówce czy kwiatu. To pouczająca demonstracja wrodzonej człowiekowi potrzeby minimalizmu. Niestety z upływem życia zostaje ona zagłuszona wyuczoną - destrukcyjną dla życia - potrzebą posiadania jak najwięcej i stymulowania się na wszystkie możliwe sposoby jednocześnie.

  1. Psychologia

Pieniądze szczęścia nie dają. Czy masz zdrowy stosunek do pieniędzy?

Musimy pamiętać, że pieniądze nie mają żadnej wartości, żadnej energii, dopóki to my sami nie zdecydujemy, jakie znaczenie im nadamy. (Ilustracja: iStock)
Musimy pamiętać, że pieniądze nie mają żadnej wartości, żadnej energii, dopóki to my sami nie zdecydujemy, jakie znaczenie im nadamy. (Ilustracja: iStock)
Dają wolność czy zniewalają? Stwarzają możliwości czy ograniczają? Oddzielają od innych czy łączą z nimi? Dają szczęście? Warto o nie zabiegać? Nasza relacja z pieniędzmi odzwierciedla to, kim myślimy, że jesteśmy.

Iwona Pochitonow, projektantka mody, pięć lat temu, po 28 latach działalności, zamknęła firmę, ponieważ „przestała kochać to robić”. Projekty jej kobiecych sukienek, żakietów, spodni, kostiumów i płaszczy modelki prezentowały na okładkach kobiecych pism, także „Zwierciadła”. „Byłam bogata” – mówi Iwona. Wybudowała duży dom pod Warszawą w otulinie starych drzew, podróżowała. Teraz sama tworzy naturalne mydła i kremy. Nie chce już firmy. Żyje za grosze w porównaniu z tym, ile zarabiała jeszcze kilka lat temu. Kiedyś uwielbiała rzeczy, zakupy, piękne przedmioty przywożone z zagranicy. Dziś – jak mówi – nie potrzebuje już ani rzeczy, ani nowych ubrań. Jest szczęśliwa, żyć nie umierać. Zawsze już będzie „podążać za radością”.

Iza Pawelec, aktorka z Wrocławia, przez dziesięć lat przebijała się w branży – rólki w teatrze, rólki w filmach, chałtury w reklamie. „Ledwo spinałam budżet” – mówi. W tym zawodzie trzeba o siebie dbać. Gdy opłaciła czynsz za wynajmowane mieszkanie, reszta wystarczała na masażystę, dietetyczkę, kosmetyczkę, fryzjerkę. Trochę ekojedzenia i po pieniądzach. Wakacje u znajomych na Mazurach. „Trochę głupio to przyznać – Iza zawiesza głos – ale odżyłam, gdy bogato wyszłam za mąż. Jakie możliwości dają pieniądze! Lepiej być bogatą”. Dwóm siostrzenicom opłaca prywatne studia. Chorej na serce mamie leczenie w dobrej klinice. Wakacje, gdy nie trzeba myśleć o pieniądzach, mają znaczenie dla dobrego samopoczucia. I tak dalej, i tak dalej.

Dają wolność czy zniewalają? Stwarzają możliwości czy ograniczają? Oddzielają od innych czy łączą z nimi? Dają szczęście? Podobno tylko szczęśliwym. Ale chcemy sprawdzić. Podobno nie dają szczęścia, ale – jak mawiała Marilyn Monroe – zakupy owszem. To też chcemy sprawdzić.

Warto o nie zabiegać? A co na to badania? Zdarza się, że wyniki badań się wykluczają. Jedne mówią o tym, że najszczęśliwsi są mieszkańcy krajów najbiedniejszych. Inne, że wręcz przeciwnie – największe zadowolenie z życia zgłaszają mieszkańcy zamożnych krajów Europy. Jeszcze inne badania pokazują, że nasze dobre samopoczucie nie rośnie wraz ze wzrostem dochodów. Jeśli mamy środki na podstawowe potrzeby (jedzenie, dach nad głową), to zdobycie pieniędzy na większy dom, lepszy samochód czy droższe wakacje nie spowoduje wzrostu naszego poczucia szczęścia.

Niezmiennie zdumiewają badania dotyczące ludzi, którzy wygrali duże sumy na loterii. Wyniki są zawsze takie same: w przeciągu kilku miesięcy ludzie ci tracą miliony, przegrywają w kasynie, wpadają w uzależnienie od alkoholu i narkotyków, a nawet popełniają samobójstwo. Publicznie żałują wygranej. Mówią nawet, że to był najgorszy dzień w ich życiu! Chcieliby wygrać może dwa tysiące euro, ale nie dwa miliony!

Energia, którą reprezentują pieniądze, jest mocna, ale i subtelna, może wzmocnić, ale może też zabić. Z całą pewnością uwrażliwienie na nią, przyjmowanie jej i oswajanie wymaga świadomości. Świadomości czego? Przede wszystkim tego, że pieniądze nie mają żadnej wartości, żadnej energii, dopóki to my sami nie zdecydujemy, jakie znaczenie im nadamy. Bez udziału naszej świadomości to tylko kawałki papieru. Badacze rozwoju świadomości zwracają uwagę, że dobra moda na minimalizm i proste życie sprawiają, iż nasza relacja z pieniędzmi także się zmienia. Przechodzimy niezwykły, czasem burzliwy i chaotyczny proces przemiany. Coraz wyraźniej widzimy, że pożądanie rzeczy, aby uśmierzyć wewnętrzny ból i pustkę, ten ból dodatkowo pogłębia. Używając pieniędzy do wzmacniania własnej pozycji i wizerunku, paradoksalnie osłabiamy siebie. Widać to jasno wtedy, gdy odkrywamy, że posiadanie nie daje nam radości ani wolności. Jesteśmy znużeni, zmęczeni i wypaleni.

Na naszych oczach i w głębi nas rodzi się nowe. Nowa świadomość. Nowa era pieniądza – jak nazywa te zmiany Mayuri Onerheim, autorka książki „Pieniądze. Duchowość. Świadomość...”, jeszcze do niedawna główna księgowa światowych korporacji. Relacja z pieniędzmi dla wielu z nas staje się fascynującym źródłem nowego sposobu życia. Ten nowy sposób to zupełnie inna perspektywa, inna narracja. Przeczuwamy, a niektórzy z nas już to wiedzą, że istnieje całkowicie inny sposób doświadczania pieniędzy niż do tej pory; że ich zarabianie i wydawanie nie musi łączyć się z bólem i lękiem. Że możemy puścić w ruch inny taniec energii – pieniędzy i miłości.

Zaczynamy od świadomości obfitości poza pieniędzmi. Jak pisze Onerheim: Jeden kwiat wystarczy. A czy to ważne, gdzie rośnie ten kwiat – w twoim ogrodzie czy w ogrodzie sąsiada? Nie posiadasz gwiazd, a przecież możesz się cieszyć ich widokiem. Nie posiadasz ptaków szybujących, a przecież cieszy cię ich śpiew. Nie potrzebujesz więcej rzeczy. Potrzebujesz większej wrażliwości, większej uważności na piękno wokół, uszu bardziej wyczulonych na muzykę, oczu artysty. Potrzebujesz wyobraźni, która przemienia wszystko w coś istotnego i znaczącego. Jesteś już bogata. Dostałaś już to, czego potrzebujesz. Niech to się rozwija, a wszystko, co masz w świecie zewnętrznym, okaże się wystarczające.

Świadomość obfitości to też świadomość naszych wewnętrznych skarbów: spokoju, pogody ducha, pokory, prawdomówności, odwagi. I bogactwa natury. Rzadko na co dzień zdajemy sobie sprawę z tego, że na Ziemi jest więcej jedzenia, niż kiedykolwiek mogłyby spożyć zamieszkujące ją istoty. Słońce wytwarza więcej energii, niż Ziemia mogłaby kiedykolwiek zużyć. Gdy powstawało nasze życie, miliony plemników wyruszyły w drogę, by zapłodnić jedno z tysiąca jaj czekających na to w organizmie naszej matki od chwili jej narodzin. Zadaniem wiśni jest, by w trakcie swojego życia dać początek dwóm kolejnym drzewom wiśniowym. W tym celu rodzi ona każdej wiosny tysiące kwiatów, a w ciągu lata – tysiące owoców, ciesząc tym nasze oczy oraz dając pokarm tysiącom owadów i ptaków. To tylko niewielkie przykłady bogactwa życia wokół nas, przepychu i luksusu, w którym żyjemy i którym jesteśmy jako część natury.

Pieniądze mogą się stać częścią tego obfitego świata. Kiedy połączymy je z sercem, zechcemy wydawać je na wszystko, co wzmacnia i wspiera życie. Poczujemy, że dzięki nim współtworzymy rzeczywistość, że mamy wpływ. W nowej erze pieniędzy wiemy już, że nasze decyzje i wybory naprawdę tworzą nasz świat. Wyobraźmy sobie, jak zmieniłoby się życie nas wszystkich, gdybyśmy widzieli i odczuwali ten przepływ.

To już się dzieje – na naszych oczach i w głębi nas. Ten duchowy – bo powiązany z miłością do życia – stosunek do pieniędzy idzie w parze ze świadomością, w jaki sposób zarabiamy, wydajemy i inwestujemy pieniądze. Klarowność i przejrzystość naszych transakcji finansowych wzmacnia nas i czyni wolnymi – tu badania są zgodne. Także w tym, że wszelkie długi działają obciążająco na naszą psychikę, ograniczają swobodę wyboru, kreatywność i szersze spojrzenie na spektrum życiowych możliwości.

Obserwując nasz stosunek do pieniędzy, nasze myśli i emocje z nimi związane, a także proces zarabiania i wydawania, stajemy się świadomi. Od tej chwili to my decydujemy, co dzieje się w naszym finansowym imperium.

Wdzięczność jest początkiem prawa wzrostu i tworzenia. To, za co dziękujemy dziś, będzie pomnożone jutro. Jeśli mamy w kieszeni kilka złotych i ucieszymy się z nich, życie je pomnoży. Jeśli natomiast obrazimy się na sytuację i będziemy opowiadać wszystkim naokoło, czego nam brakuje, ten brak będzie się powiększał. Wdzięczność pozwala cieszyć się tym, co już stworzyliśmy dla siebie, ucisza obawy i lęki, a nawet – w miarę praktykowania wdzięczności – całkowicie z nich wyzwala.

  1. Styl Życia

Jak uprościć swoje życie? Po prostu

Im mniej mamy, tym bardziej jesteśmy wolni i możemy się rozwijać. (Fot. iStock)
Im mniej mamy, tym bardziej jesteśmy wolni i możemy się rozwijać. (Fot. iStock)
Dominique Loreau, autorka kultowej „Sztuki prostoty”, twierdzi, że prostota uwalnia od uprzedzeń, ograniczeń oraz obciążeń, które nas rozpraszają i stresują. Dlatego jeśli miałabyś zrobić w tym roku tylko jedną rzecz ze swoim życiem, uprość je sobie.

Dominique Loreau, autorka kultowej „Sztuki prostoty”, twierdzi, że prostota uwalnia od uprzedzeń, ograniczeń oraz obciążeń, które nas rozpraszają i stresują. Dlatego jeśli chcesz zrobić ze swoim życiem tylko jedną rzecz - uprość je sobie.

DOM
Niech będzie skromnie urządzony, a znajdujące się w nim przedmioty i meble funkcjonalne i piękne: powinny zaspokajać potrzeby ciała i oka. Pozbądź się wszystkich niedziałających sprzętów, niewygodnych krzeseł oraz sztucznych materiałów. Doceń monochromatyczność w kolorach. Dom powinien być miejscem odpoczynku, azylem w otaczającym nas świecie. Miej w nim tylko to, co jest ci niezbędne i co ci odpowiada.

CZAS
Rób tylko jedną rzecz naraz. Codziennie wybierz się na półgodzinny spacer, rób sobie krótkie przerwy w pracy. Powoli odbieraj telefon. Naucz się mówić „nie” spokojnie i ze stanowczością. Nie bierz nadgodzin i nie pracuj w czasie wolnym. Bądź w pełni obecna w tym, co robisz. Unikaj rutyny: staraj się zmieniać co jakiś czas drogę do pracy czy to, co jesz na śniadanie. Ułóż harmonogram prac domowych, z podziałem na pomieszczenia i dni tygodnia. Rób listy zakupów. Oszczędzaj pieniądze – nie po to, by więcej wydawać, ale po to, by mniej pracować.

CIAŁO
Twoje ciało jest twoim domem. Nie powinnaś zaniedbywać służących mu zabiegów na korzyść troski o innych. Odżywiaj się właściwie, ćwicz i wystarczająco dużo pij, wysypiaj się, myj czystą wodą i myśl pozytywnie. Wypracuj w sobie dyscyplinę codziennej prostej i łagodnej pielęgnacji. Poranną toaletę wykonuj tak, jakby to było ćwiczenie fizyczne.

JEDZENIE
Złota reguła: by jak najdłużej zachować zdrowie i młodość, trzeba jeść mało. Inaczej organizm nie przyswoi w pełni składników z pożywienia. Jedz żywność świeżą i dobrej jakości. Staraj się też o przyjemne otoczenie i estetyczne podanie – jeżeli ich zabraknie, będziesz dążyła do tego, by zastąpić je większą ilością jedzenia. Jeść dobrze oznacza też jeść wytwornie, powoli, mieć szacunek do pożywienia i do swojego organizmu. Jedz, kiedy jesteś głodna, i smakuj każdy kęs.

UMYSŁ
Jeżeli umysł jest przepełniony, nie możemy normalnie funkcjonować. Kiedy unikasz jednych myśli, robisz miejsce dla innych, a ponieważ negatywnymi myślami wyrządzamy sobie tyle samo krzywdy, co niezdrowym jedzeniem czy paleniem papierosów, wyćwicz w sobie nawyk powracania przed snem do miłych momentów dnia. Ćwicz się także w dystansowaniu się do myśli, nieutożsamianiu się z nimi. Unikaj stresu i nie rozmyślaj nad nękającymi cię problemami. Wystarczy, że znasz ich istotę, by umysł sam znalazł drogę do rozwiązania. Jak najczęściej medytuj, by oczyścić głowę, najlepiej rano, w odosobnionym miejscu.

RELACJE
Zerwij bezowocne znajomości, zakończ te, które nie dają ci oparcia. W miłości nie bądź niewolnikiem drugiej osoby. Nie staraj się dostosowywać do niekomfortowych sytuacji i nie wymagaj od innych nadmiernej szczerości. Nie zmieniaj swoich planów, by zadowolić innych. Nie martw się, co pomyślą lub powiedzą na twój temat. Nie bądź osobą odpowiadającą oczekiwaniom innych, ale taką, którą sama chcesz być. Nie czuj się zakłopotana, gdy coś dostajesz, ale sama nie dawaj zbyt dużo. Zdobądź spokój płynący z przekonania, że wszystko, czego potrzebujesz, możesz osiągnąć sama. Mniej mów, więcej słuchaj. Nie krytykuj innych, bo w ten sposób tworzysz problem i umniejszasz swoją wartość. Zamiast zajmować się cudzymi wadami, zajmuj się swoimi, ale też nie zadręczaj się. Odnoś się do siebie z miłością, dzięki temu będziesz traktować innych z większym uczuciem. Wybaczaj dla własnego dobra. Nie próbuj zmieniać innych.

Dlaczego mniej znaczy więcej?

Według Dominique Loreau:
  • im mniej mamy, tym bardziej jesteśmy wolni i możemy się rozwijać,
  • kiedy mamy niewiele, tworzymy miejsce dla spraw najważniejszych,
  • życie wśród małej liczby rzeczy podwyższa jakość egzystencji,
  • nie skupiając się na nadmiarze, masz czas, by skupić się na sobie: dowiedzieć, jaka jesteś,
  • mając mniej, zostawiasz przestrzeń dla kreatywności,
  • twoje decyzje stają się instynktowne, twój styl ubierania bardziej elegancki, dom wygodniejszy, a terminarz mniej zapełniony.

  1. Styl Życia

Minimalizm - modny trend czy pomysł na lepsze życie?

Minimalizm to trend zdawałoby się zupełnie nieprzystający do czasów konsumpcji i komercji. A jednak żyjemy przytłoczeni nadmiarem rzeczy, pomysłów, umów, ofert. (Fot. iStock)
Minimalizm to trend zdawałoby się zupełnie nieprzystający do czasów konsumpcji i komercji. A jednak żyjemy przytłoczeni nadmiarem rzeczy, pomysłów, umów, ofert. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Musi istnieć coś pomiędzy mieszkaniem w beczce a w Bizancjum. Jakaś przeciwwaga dla konsumpcjonizmu, nadmiernego gromadzenia dóbr, tego szaleństwa naszych czasów. Tylko jak chcieć mniej? W tym miesiącu Katarzyna Droga testuje minimalizm, by sprawdzić, czy to kolejny modny trend, czy pomysł na lepsze życie.

Minimalizm w życiu. Trend zdawałoby się zupełnie nieprzystający do czasów konsumpcji i komercji. A jednak. Jest jakaś racja w tym, że żyjemy przytłoczeni nadmiarem rzeczy, pomysłów, umów, ofert. Gdyby tak pozbyć się tego, co zbędne, przejrzeć wszystko – od mieszkania po relacje? Usunąć te elementy, które nie tylko zajmują przestrzeń, ale też hamują nasze działania. Minimalizm nie jako asceza, lecz jako pomysł na lepsze życie. No to jak odmówić kolejnej znakomitej ofercie kolejnego świetnego banku albo superoperatora. Jak sprawdzić, czy „mniej może znaczyć więcej” jak pisała Dominique Loreau, minimalistka, która czerpała mądrość z kultury japońskiej. Przyjaciółka mojej babci, pani Kazia, mówiła to samo prościej: „co masz wyrzucić jutro, wyrzuć dziś…”, ale Kazia, wzorowa gospodyni, miała na myśli stan spiżarni, podejrzany serek i podpleśniałe piętki chleba. Nie wiem, czy zgodziłaby się z minimalistami, bo chciwie gromadziła wiele przedmiotów, a jej kultowym sprzętem na strychu był kufer pełen staroci. Ja takiego kufra nie mam, ale jestem świeżo po przeprowadzce i sprawdziłam na własnej skórze: to fakt, że natłok rzeczy i spraw odsuwa w dal to, co prawdziwe. Gonitwa za posiadaniem i pośpiech przekładają się na stres, zmęczenie, strach o utratę dóbr. Koniec z tym!

Można uprościć sobie życie? Można. Przyda się jednak jakiś plan. Na przykład ten zaczerpnięty z warsztatów „Proste życie” psychologa Wojciecha Eichelbergera. Zgodnie z dzisiejszą wiedzą na temat działania mózgu, 21 dni wystarczy na zmianę przyzwyczajeń i wyrobienie nowych nawyków. To do mnie dociera, podobnie jak to, że każdy przedmiot w mojej przestrzeni zabiera mi cząstkę uwagi, czasu, emocji – kawałek mojego życia. Czy każdy jest tego wart? Zobaczymy. Postanawiam swoją przygodę z minimalizmem zacząć od posprzątania domu.

Przestrzeń mieszkalna

Dom mam nieduży, akurat, właściwie brakuje oddzielnego kąta do pracy. W ramach dążenia do minimum rezygnuję z planu dobudowania pokoiku na strychu. Tłumaczę sobie, że kiedy wszystko jest w laptopie, pokoik do pisania jest tak samo bez sensu jak absurdalny byłby mały loch pod piwnicą, mimo to oba pomieszczenia budzą we mnie chęć posiadania. Pokoik byłby absolutnie minimalny: tylko ja i laptop, biurko, krzesło, fotel, lampa, by poczytać, mała półka na książki. Loszek zaś jeszcze bardziej zgodny z filozofią M: wąski tapczanik z materacem, lampka, coś dla nadprogramowego gościa. Można w takiej celi odbębnić codzienny rytuał medytacji, a „Proste życie” radzi od niego zacząć dzień.

Najwyraźniej źle podeszłam do tematu, bo zamiast ująć, dobudowuję. Usuwam zatem loszek i pokoik na strychu z wyobraźni, biorę się do realnych książek w przeładowanej biblioteczce. Życie w zgodzie z minimalizmem każe zapytać: po co mi tyle książek? Powinnam je podać dalej do przeczytania, oddać do biblioteki, a zostawić te najważniejsze, potrzebne do pracy. Na przykład po co mi stary Tomek Sawyer, tomy o życiu Ani z Kanady i Polyanny? Sięgam po nie i wiem, że nie mogę się z nimi rozstać. Na marginesach mam notatki, które pisałam jako nastolatka. Wiele z tych książek wyniosłam: całe życie będę grać w zadowolenie („Polyanna”), wiem, że nie wolno ranić ludzkich uczuć („Ania z Zielonego Wzgórza”). Właściwie pasują do mojego programu – w warsztacie „Proste życie” jest ćwiczenie z nienarzekaniem. Przeglądam cały zbiór, książki zbierane latami, niektóre po rodzicach, do każdej czasem wracam. Nie chcę ich ani wyrzucić, ani oddać. Na tym polu klęska. Być może łatwiej pójdzie mi z trylionem drobiazgów na półkach i w szufladach.

Duperele, czyli pamiątki

Zajmują mi czas i zabierają energię. Budzą niepotrzebne emocje. W pudełku z napisem „starocie” lądują przedmioty z półek: popielniczka-muszla (nikt w domu nie pali), fajka z piany morskiej, mały flakonik z marmuru, szkatułka z kamieniami półszlachetnymi, które zbierał stryjek Lutek przed II wojną światową. Nie trzeba będzie odkurzać, pamiętać. Tyle tylko że pusta półka wygląda żałośnie i jednak wyciągam „te skarby” z pudła. Kiedy patrzę na muszlę, mam wrażenie, że są ze mną rodzice, którzy sporo palili i ta popielniczka zawsze była w zasięgu wzroku. Przeżyła ich, ale miło mieć złudzenie, że za chwilę ktoś położy na niej papierosa. Fajka należała do pradziadka sybiraka, mówił, że przyniosła mu szczęście. Flakonik przyjechał z podróży do Turcji, a każdy kamyk w szkatułce to osobna historia. Potrzebuję ich. Przeszły test minimum: potrzebne, wprawdzie nie do przeżycia, ale do pamięci o życiu innych.

Szuflada z zeszytami? Jakie ładne i jak porządnie prowadzone! Wołam córkę, niech zobaczy, albo nie – dwója za brak pracy domowej. Pamiętniki i zapiski, dzięki którym napisałam książkę. Kto by wpadł na pomysł, żeby to wyrzucać? Zostają. Stare numery „Przeglądu Sportowego” to co innego. Mogę też wyrzucić notatki ze swoich wykładów, ale już te napisane ręką ojca – nie, zbyt duża pamiątka. Testu nie przeszły: rachunki z roku 1955, zaświadczenia o stanie zdrowia sprzed dekady, dowody wpłat za nieistniejące już telefony stacjonarne. Jestem zadowolona, mam mniej szpargałów, więcej miejsca na pamiątki. Mój wniosek: nie wyrzucaj niczego, co ma swoją historię i budzi dobre emocje. Odkurzanie ich jest podróżą w czasie, a pustka po nich nie ma wartości.

Porządki w szafie - co naprawdę się przyda?

Tu będzie zdecydowanie łatwiej, bo prawie nie działa reguła sentymentu. Korzystam z podpowiedzi warsztatu „Proste życie” – ustawiam worki z napisami: „zima”, „do PCK”, „do wyrzucenia”. Zasada pierwsza: czego nie założyłam na siebie przez rok, nie włożę już nigdy. Do wora z tym! I po kolei: sukienka kupiona dwa lata temu, bardzo ją lubię, problem taki, że za ciasna. Ale może stanie się motywacją? Jak by to było przyjemnie schudnąć do niej na następny sezon? „Nigdy do niej nie schudniesz, tylko zawala miejsce” – skrzeczy głos rozsądku, lojalny z minimalizmem. Nienawidzę tego głosu. „Już mi się kiedyś udało” – odpowiadam mu – „i to było nieopisania dobre uczucie”. Niech czeka, kiecka i kilka spódnic, których jedyną winą jest to, że się nie dopinają. Jakże przydadzą się, kiedy wreszcie schudnę! Robię worek „po schudnieciu”. A co z tymi oto bluzeczkami, które sprały się i na pewno nie założę ich „do ludzi”. I stare dresy, wygodne jak żadne? Wyrzucić. Chwileczkę… Prócz ludzi istnieją w moim życiu chwile pracy w ogrodzie, sprzątania, remonty. Przydadzą się wtedy niechybnie. Zostają jako "domowe". Mam jednakże sukcesy: dwie kiecki, których nie założyłam od lat. Porządne, markowe, zupełnie nie w moim stylu, jedną kupiłam, bo była okazja, a drugą dostałam. Oddam z miłym poczuciem, że ktoś się ucieszy. Lądują w worku PCK, ten wygląda najlepiej, bo mam sporo rzeczy, z których wyrosły moje córki. Wpada mi w ręce własna sukienka ze studniówki, z aksamitnego materiału zdobytego w Peweksie. Przyda się… Nie, nigdy się już nie przyda, podobnie jak dwie sukienki ciążowe sprzed dwudziestu lat. A jednak… płaczę nad nimi z powodu upływu czasu i ze wzruszenia. Warsztat „Proste życie” powiada: nie siedź w przeszłości, wracaj do „tu i teraz”, dotknij chwili obecnej. To dotykam, słyszę zegar, patrzę na wskazówkę i stwierdzam, że straciłam na szafy dwie godziny. Na pociechę znajduję kilka rzeczy, których serdecznie nie znoszę, więc wrzucam je w niebyt worków. Klęskę z ciuchami usiłuję zatuszować redukcją przedmiotów kuchennych.

Kuchciki

Mam w domu kredensik z lat siedemdziesiątych, zwany słupkiem. W nim kuchciki – skarby prawdziwe: młynki do kawy, stare trzepaczki do białek, otwieracze, filiżanki z PRL-u, o proszę… znalazła się kamienna miseczka, której szukałam przed świętami. Zapasowy otwieracz też tu jest, jakże przydał się, gdy zaginął nowy! A kiedy zabrakło prądu, ręczne trzepaczki zastąpiły mikser. Cóż, ja żyję w Polsce, nie w Japonii. Potrzeba poczucia bezpieczeństwa jest najsilniejsza. Potrzeba – to słowo rozbłyska w mojej głowie jak żarówka Pomysłowego Dobromira. Po co ja to wszystko robię? Dla zyskania wolności, czasu i życiowej przestrzeni, zapanowania nad swoim życiem. Na razie straciłam sporo czasu, utknęłam na dobre w przeszłości, przestrzeni nie zyskałam wcale. Może trochę po słoikach, które są całkowicie pozbawione charakteru. Wnioski są raczej ponure: mam za dużo przedmiotów i nie umiem się ich pozbyć. Uciekam się do ćwiczenia polegającego na zapytaniu każdej rzeczy: Po co mi jesteś potrzebna? Czy korzystam z ciebie dla rzetelnych potrzeb? Laptop w liczbie jeden (starego, zostawionego na wszelki wypadek nie liczę), torebka naprawdę jedna, komórka, okulary, krzesło i biurko – wychodzą z analizy obronną ręką. Mogę usunąć z biurka flakon z kwiatami i zdjęcia członków rodziny, ale nie chcę. Potrzebuję zerknąć na twarze moich bliskich i lubię ładne kwiaty. Wracam do ćwiczenia, które przemawia do mnie najbardziej „po prostu posprzątaj po kolei”: przedpokój, kuchnię, pokój do pracy i sypialnię. Idę jak burza, wiem, że więcej znaczy mniej, a ładniej znaczy przyjemniej. To działa. Wniosek? Warto zweryfikować, czego potrzebuję naprawdę. Natomiast nie warto czynić z minimalizmu kolejnej zmory w życiu.

Katarzyna Droga, wieloletnia redaktor naczelna miesięcznika Sens, autorka sagi „Pokolenia”.