1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Podlaskie szeptuchy – jak żyją i czym się zajmują?

Podlaskie szeptuchy – jak żyją i czym się zajmują?

Prawie każda wieś w kwadracie między Bielskiem Podlaskim, Hajnówką, Czeremchą i Siemiatyczami ma swoją uzdrowicielkę. Trudno oszacować dokładnie, ile ich jest. Twierdzą, że to nie one leczą, tylko zamawiają zdrowie u Boga. (Fot. iStock)
Jedni uważają je za uzdrowicielki w sprawach beznadziejnych. Inni za szarlatanki. Albo za praktykujące czarną magię. One same powołują się na dar boży, którym dzielą się z innymi modlitwą. Jak w XXI wieku funkcjonują podlaskie szeptuchy, które zdrowie, miłość i bogactwo zamawiają u Boga – sprawdza dziennikarka Izabela Cieplińska.

Ty masz na sobie urok, dziecko” – orzekła koścista starowinka z chustą na głowie. Wskazała krzesło w kuchni i spytała: „Z czym przychodzisz, Ania?”. Ania przyjechała z egzemą. Wysypka pojawiła się na jej dłoniach kilka lat wcześniej, podczas studiów doktoranckich. Zanim trafiła do drewnianej chatki na Podlasiu, odwiedziła wielu specjalistów medycyny akademickiej, w tym słynną dermatolożkę z Białegostoku, która była jej ostatnią deską ratunku. „Siedziałam w poczekalni pełna nadziei. Bez żadnych badań lekarka zdiagnozowała łuszczycę. Nie byłam zaskoczona, to samo mówili specjaliści, u których byłam wcześniej. Ale nie pomógł żaden z przepisanych przez nich leków ani maści i sterydy. Co więcej, pani doktor powiedziała, że nie zajmie się leczeniem skóry rąk, ponieważ łuszczyca jest chorobą przewlekłą i nie da się jej wyleczyć. A ona lubi sukcesy” – wspomina swoją wizytę Ania. Po wyjściu z gabinetu przepłakała kilka godzin. Nie mogła uwierzyć w ten brak profesjonalizmu i zwykłej empatii ani pogodzić się z tym, że nie ma dla niej ratunku.

Ale pomoc przyszła, choć z dość niespodziewanej strony. Od podlaskiej szeptuchy.

Znała moje imię

Ania nie wiedziała, czego ma się spodziewać, gdy za namową przyjaciółki pojechała z problemem do wsi Orli. „W sieni czekało kilka kobiet. Gdy otworzyły się drzwi od innego pomieszczenia, ze środka wyszły dwie kobiety. Jedna krzyczała, druga płakała. Jak się później dowiedziałam, ta płacząca miała raka. Szeptucha nie mogła jej już pomóc” – opowiada Ania i dodaje: „Wtedy wskazała na mnie. Powiedziała, że przyjechałam z daleka, więc przyjmie mnie w pierwszej kolejności”.

Szeptucha zaskoczyła ją swoją wiedzą jeszcze nieraz. „Znała moje imię, mimo że jeszcze się nie przedstawiłam. Znała imię mojej prababci, chociaż nie było popularne – Ksaweryna. Skarżyła się na dzieciaki bawiące się na zewnątrz, chociaż okna były zasłonięte, a w izbie było cicho jak makiem zasiał” – wymienia Ania. Zanim przeszła do rytuału uzdrawiającego, szeptucha powiedziała o rzuconym uroku. Wymieniła nazwiska osób odpowiedzialnych za klątwę. „Zapytała, czy ma ją zdjąć, bo to będzie miało swoją cenę. Zgodziłam się. Nie dopytałam, jaka to będzie cena. Chciałam się oczyścić. Jeszcze zanim przyjechałam do szeptuchy, słyszałam opowieści, że te wizyty zawsze coś kosztują i nie chodzi o pieniądze. Mówi się, że one coś dają i coś odbierają” – wyjaśnia Ania.

Staruszka założyła jej na głowę białą chustę, spaliła paczuszkę lnu i okadziła ciało dymem. Cały czas się modliła. Na początku wolno i głośno, później coraz szybciej i szybciej, aż przeszła w bełkot. W pewnym momencie całkowicie ucichła i zdjęła chustkę. „Powiedziała: »Nie bój się«. Odpowiedziałam, że się nie boję, na co ona zaczęła się śmiać. Ten śmiech był dość demoniczny. Gdy dotknęła mnie, poczułam, że jest bardzo gorąca” – wspomina Ania. Wychodząc, dostała zalecenie, że ma przyjechać jeszcze dwa razy, i pracę domową. Nie zdradzi jaką, to tajemnica. Poza tym każdy dostaje inną. Na przykład należy wylać wodę pod krzyżem, spalić kawałek papieru o konkretnej godzinie, odmówić różaniec, zjeść kawałek chleba, schować stearynę z roztopionej świeczki pod poduszką. Ania po wizycie czuła się bardzo zmęczona. Gdy wróciła do domu, padła na łóżko i długo spała. Wkrótce jej życie miało się zmienić…

Boży dar

Szeptuchy na Podlasiu znają wszyscy. To uzdrowicielki. Lekarki pierwszego kontaktu dla mieszkańców podlaskich wsi i ostatnia instancja w sprawach beznadziejnych dla przyjezdnych.

Prawie każda wieś w kwadracie między Bielskiem Podlaskim, Hajnówką, Czeremchą i Siemiatyczami ma swoją uzdrowicielkę, choć trudno oszacować dokładnie, ile ich jest. Znają zaklęcia ludowe i modlitwy prawosławne, którymi leczą ciała i dusze. Formuły wypowiadają zazwyczaj szeptem (stąd ich nazwa), niewyraźnie, melorecytując w języku polskim

i staro-cerkiewno-słowiańskim. Twierdzą, że to nie one leczą, a tylko zamawiają zdrowie u Boga. „Dla tożsamości szeptuch kluczowy jest wątek daru bożego. To, co robią, nie jest ich decyzją, ale darem od Boga. One pełnią swoją posługę” – tłumaczy Małgorzata Anna Charyton, etnolożka, antropolożka medyczna, popularyzatorka kultury Podlasia, która przez wiele lat badała praktyki szeptuch. Poznała większość z nich.

Ekspertka wyjaśnia, że medycyna akademicka, w antropologii nazywana biomedycyną, ponieważ opiera się na naukach przyrodniczych, jest integralną częścią kultury Zachodu wyższych warstw społecznych. Medycyna ludowa należała do niższych warstw chłopskich. Ta pierwsza przez wieki miała swoich wykształconych lekarzy. Druga lekarzy z ludu, do których właśnie należały szeptuchy.

Utrudniony dostęp do medycyny akademickiej mieli też podlascy Białorusini, rdzenni mieszkańcy tych ziem, wyznawcy prawosławia, którzy na skutek postanowień traktatu ryskiego zostali przyłączeni do Polski. „Praktyki szeptuch są ściśle związane z językiem białoruskim, dialektami i gwarami lokalnymi, z całą symboliką chrześcijańską w odmianie wschodniej. Podlaskie szeptuchy stanowią pewną lokalną odmianę szerszego zjawiska występującego na Białorusi, Ukrainie i Rosji. Prawosławni uzdrowiciele wywodzili się z Rusinów, później ulegli dywersyfikacji. Tutaj została ta bardziej konserwatywna część szeptuch, która praktykuje to samo, co przed wojną. Ich wiedza opiera się tylko na przekazie ustnym. Różnią się nazwą od tych ze Wschodu, u nas nazywają się szeptuchami, na Białorusi i Ukrainie – szeptunami. Ale to są ludzie stąd, nawet mówią o sobie: »tutejsi«” – dodaje Małgorzata Charyton. Szeptuchy niezależnie od miejsca zamieszkania łączy ten sam mianownik: pośrednictwo między człowiekiem a siłą wyższą, boski dar, cenny prezent, którym trzeba dzielić się z innymi. Jak pomagają? Twierdzą, że wystarczy wierzyć w uzdrowienie.

Róża, wiatr, kołtun

„W życiu nie ma przypadków, ale czy wyzdrowienie córki jest zasługą szeptuchy, tego nie wiem. Wiem za to, że faktycznie problem zniknął” – mówi Małgosia, dziennikarka z Warszawy. Jej córka chorowała na zapalenie ucha. Pierwszy raz obudziła się z bolącym uchem tuż przed czwartymi urodzinami, dwa miesiące po pójściu do przedszkola. Standard. Tylko że ten pierwszy raz rozpoczął cały maraton chorobowy. W ciągu dwóch miesięcy zachorowała trzykrotnie. Laryngolog dał skierowanie do szpitala na operację założenia sączków z możliwym usunięciem trzeciego migdała, ponieważ konsekwencją chorób był niedosłuch. Terminy zabiegu były odległe. Przyszło lato, problem ustał. Jesienią wrócił ze zdwojoną siłą. „Nie chciałam tej operacji, ponieważ nie zawsze przynosi rezultaty, ale czułam się bezradna” – wyznaje Małgosia. O szeptusze usłyszała od znajomej znajomych. „Możliwe, że nie zdecydowałabym się, gdyby nie fakt, że można to było zrobić zdalnie. Wyglądało to tak, że po umówieniu się telefonicznym miałam przesłać na podany adres koszulkę córki, a dokładnie nową koszulkę kupioną specjalnie na tę okazję, w której przespała noc. Do koperty dorzuciłam zdjęcie córki i 20 złotych. Słyszałam, że daje się co łaska” – relacjonuje. Wkrótce potem Małgosia zapomniała o sprawie. Głównie dlatego, że córka przestała chorować. „Miewała katar, ale już nigdy nie zakończył się zapaleniem ucha. O szeptusze przypomniała mi przyjaciółka, która po prostu o nią kiedyś zapytała. Nie wiem do końca, czy to jej zasługa, czy córka wyrosła z tej choroby. Ale cieszę się, że wyzdrowiała i obeszło się bez operacji” – dodaje.

„Mama mówiła, że bałam się wody, co było dość powszechnym powodem zabierania dzieci do szeptuch” – wspomina Ewelina Sadanowicz, etnolożka, doktorantka w Instytucie Socjologii i Kognitywistyki Uniwersytetu w Białymstoku, która zajmuje się naukowo szeptuchami. „Pamiętam, że kobieta wodziła czymś nad moją głową, a później dała mi herbatniki, które miałam jeść przez kilka dni po wizycie” – opowiada. Przyznaje, że chociaż rytuały wciąż są takie same, to przyczyny, z którymi przyjeżdża się do szeptuch, są różne. „Począwszy od bardzo poważnych chorób jak nowotwory, przez problemy skórne i inne choroby, na które lekarze medycyny klasycznej machnęli ręką, po kłopoty miłosne albo finansowe. W kwestiach zdrowotnych szeptuchy zachowały ogólną ludową klasyfikację chorób, którą można było spotkać na całej Słowiańszczyźnie na początku XX wieku” – wyjaśnia etnolożka. Cały świat bolączek dzielą na pięć problemów. „Pierwszy to róża, czyli najróżniejsze zmiany i choroby dermatologiczne. Drugi to wiatr, czyli przewianie powodujące bóle szyi, korzonków, przeziębienia. Są jeszcze przestrach i urok, będące przyczynami chorobowymi, a nie samą jednostką chorobową, i ostatni, najpoważniejszy, nerw-kołtun. Wierzenia ludowe mówią, że każdy człowiek ma w sobie wrażliwą istotę, która – podrażniona – zaczyna wędrować po ciele i powodować różne dolegliwości, np. guzy, paraliże, a nawet nowotwory. Jest odpowiednikiem współczesnego stresu” – mówi Ewelina Sadanowicz.

Medycyna akademicka to integralna część wyższych warstw społecznych. Medycyna ludowa należała do niższych warstw chłopskich. I miała swoich lekarzy, do których zaliczały się szeptuchy. (Fot. iStock)

Rogaty za piecem

„Słyszałam o przypadkach, że osoba, która rzuciła na kogoś urok, po zdjęciu go przez szeptuchę, umarła. Wśród szeptuch istnieje bardzo duża wiara w ciąg przyczynowo-skutkowy, który można nazwać karmą” – dodaje etnolożka.

Szeptuchy często posądzane są o czerpanie siły od diabła. Na forach internetowych można przeczytać, że babcia ma „rogatego za piecem”. Szeptuchy wierzą, że tego nie robią, natomiast zdanie mieszkańców Podlasia jest podzielone. „Większość szanuje je i wierzy w to, co czynią, ale są takie osoby, zwłaszcza ortodoksyjnie wierzące, które uważają, że szeptuchy są zagrożeniem, ponieważ nie wiadomo, od kogo czerpią swoją moc. Kiedy zapyta się duchownych katolickich czy prawosławnych, zawsze mówią, że trzeba uważać. Oficjalnie Kościół katolicki i Cerkiew prawosławna zakazują praktykowania i korzystania” – podsumowuje Małgorzata Charyton. Tyle w teorii, w praktyce bardzo wiele osób korzysta z ich pomocy, nie przyglądając się źródłom pochodzenia uzdrowicielskich mocy.

Pomogą czy zaszkodzą?

To ciężka praca i niemalże dożywotnia posługa, bo szeptucha nie może zrezygnować ze swojej praktyki, zabrałaby bowiem ludziom coś ważnego. Nigdy nie odmawia. Przyjmuje codziennie, z wyjątkiem świąt prawosławnych i niedziel. Pracuje po osiem godzin dziennie, a trzeba pamiętać, że szeptuchy mają swoje lata. Do tego nie dostaje za swoją pracę wynagrodzenia.

Małgorzata Charyton podkreśla, że szeptucha nie ma cennika, kasy fiskalnej, nie żąda zapłaty i nie weźmie pieniędzy do ręki. Ale – jak mówi ekspertka – ludzie mają taką potrzebę, żeby zapłacić choćby 5 zł na świeczkę, którą później zapali w cerkwi w intencji chorego. Często ludzie, którzy przyjechali z daleka i wydali mnóstwo pieniędzy na inne badania i konsultacje, chcą zapłacić więcej, tak jak za normalną wizytę. Wtedy mogą usłyszeć, że połowa tego wystarczy za całą rodzinę.

Kiedyś gratyfikacją dla szeptuch był kapitał społeczny. Cieszyły się szacunkiem i uznaniem. Nawet współcześnie wielu lekarzy medycyny akademickiej patrzy na nie przychylnym okiem. Antropolożka przyznaje, że zna lekarzy, którzy zetknęli się z szeptuchami i polecają je, ponieważ wiedzą, że zachodnia medycyna ma swoje ograniczenia.

Doktor nauk medycznych, specjalista ginekolog-położnik Tadeusz Oleszczuk, który słynie z holistycznego podejścia do pacjenta, potwierdza, że jeśli medycyna akademicka nie przynosi oczekiwanych efektów, trudno się dziwić, że osoby szukają takich porad. „Sam pamiętam, że kiedy miałem kilka lat, moja babcia odprawiała nade mną jakieś czary. Coś szeptała, robiła jakieś znaki nad głową i delikatnie spluwała obok każdego ucha” – opowiada lekarz. Przyznaje, że medycyna ludowa stara się patrzeć na choroby i człowieka całościowo – na to, co on je, jak żyje, w jakim środowisku przebywa. Odwołuje się do naturalnych środków wzmacniających odporność, poprawiających pracę jelit. Ale też przestrzega: „Najgorzej jest, kiedy leczenie nowotworu rozpoczyna się od medycyny ludowej. Tracimy cenny czas i zmniejsza się szansa na skuteczne leczenie nowoczesną medycyną akademicką. Sukcesy leczenia onkologicznego zależą od zaawansowania nowotworu w chwili rozpoczęcia leczenia. To jest bardzo ważne i nie można marnować czasu. Trzeba wykonać określone badania, aby potwierdzić lub wykluczyć nowotwór. Badania przede wszystkim”.

Siła kobiet

Chociaż zapotrzebowanie na pomoc przedstawicieli medycyny ludowej jest większe, to szeptuch jest coraz mniej. Jak twierdzi Małgorzata Charyton, wykańcza je kapitalizm, chrystianizacja i propaganda. Dziś szacunek nie wystarcza, starsze kobiety nie znajdują swoich następczyń. „Przekazy ludowe mówią, że szeptucha musi przekazać swój dar. Jeśli tego nie zrobi, będzie miała problemy z odejściem z tego świata. Ale podlaskie wsie z roku na rok pustoszeją, więc tego daru nie ma fizycznie komu przekazać” – wyjaśnia Ewelina Sadanowicz. Być może tradycję uchroni marketing szeptany, bo przypadków uzdrowień jest bardzo wiele.

Ania wspomina, że po trzeciej wizycie czuła się inaczej. Oczyszczona. Jej ręce wyglądały dużo lepiej. Zrobiła tak, jak zasugerowała szeptucha. „Wykonałam wiele testów alergicznych i okazało się, że pewne produkty muszę wyeliminować z diety, bo mi szkodzą. Ale nawet jeśli się złamię i zjem coś, czego nie powinnam, skóra na rękach nigdy nie wraca do stanu sprzed wizyty u szeptuchy. Teraz też rozumiem jej zalecenie z pierwszego spotkania, gdy powiedziała: »Nie rób tego, czego ci nie wolno«” – opowiada. Przyznaje jednak, że drugi raz by już nie poszła. „To jest bardzo silne przeżycie. Mistyczne. Całe Podlasie jest mistyczne, ale wizyta u szeptuchy to mistyka razy sto” – mówi Ania. Małgorzata Charyton zwraca uwagę, że na fali ruchów feministycznych dochodzimy do wniosków, że kobiety nie są słabą płcią, że mają moc. „A szeptuchy mają moc w odmianie pogańskiej” – puentuje.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze