1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Kosze i koszyki w mieszkaniu

Kosze i koszyki w mieszkaniu

123rf.cpm
123rf.cpm
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Dawno temu, pewnie przed kilkoma tysiącami lat, jakiś nasz praprzodek wyplótł pierwszy koszyk. Okazało się, że wynalazł coś, bez czego ludzkość nie może się obejść po dziś dzień. I chociaż od tamtej pory wymyślono różne inne przedmioty o podobnym przeznaczeniu, to nadal nie rezygnujemy z wyplatania koszy. I nic dziwnego, bo kosze pozwalają przechowywać niezbędne graty, a różnorodność materiałów i kształtów, gwarantuje, że każdy odnajdzie wzór dla siebie.

123rf.com 123rf.com

Klasyka gatunku to kosze wyplatane z materiałów naturalnych np. wikliny, trawy, liści palmowych.Pięknie wyglądają zarówno w naturalnych odcieniach, jaki i  kolorowo pomalowane.  Od jakiegoś czasu dużą popularnością na salonach cieszą się również kosze metalowe. Widząc to, ludzie, którzy jeszcze kilkadziesiąt lat temu przechowywali w takich koszach np. fajerki od pieca, pewnie dziś popukaliby się w głowę. Ale jeszcze bardziej mogliby się zdziwić na wieść o wyplataniu koszy z papieru lub pasków materiału. Takie też są coraz częściej spotykane, może dlatego, że łatwo zrobić je samodzielnie.

Kosz łatwo znajdzie swoje przeznaczenie właściwie w każdym pomieszczeniu w domu. W salonie świetnie się sprawdzi w roli pojemnika na gazety lub książki. Można do niego wrzucić koce i poduszki, które wyciągamy jedynie w chłodne wieczory. A szczęśliwi posiadacze kominków mogą – z dużą korzyścią dla estetyki wnętrza – w koszach przechowywać  drewno.

123rf.com 123rf.com

Ośmielę się stwierdzić, że kolorowe koszyki są wręcz niezbędne w pokoju dziecinnym. Nie tylko jako piękna dekoracja, ale też  (a może przede wszystkim) jako magazyn wszelkiego rodzaju zabawek, klocków i miśków. Do składowania warto wykorzystać kosze również w kąciku biurowym. Te duże przydadzą się do przechowywania rolek papieru, projektów, czy rysunków, a te małe można – ustawione na blacie biurka posłużą jako pojemniki na długopisy i inne drobne przedmioty.

123rf.com 123rf.com

Pojemny kosz można ustawić również w przedpokoju. Docenią go zapewne zwłaszcza kobiety, które nie mają gdzie trzymać licznych torebek lub apaszek. Ale w wysokim i wąskim koszu swoje miejsce odnajdą również męskie parasole.

A co w kuchni? Na przykład koszyk na owoce lub na przyprawy. Ciekawe są również specjalne metalowe koszyczki na butelki, do których możemy włożyć oliwę lub mleko. Nie zapominajmy też o łazience. I nie myślę tutaj o koszu na brudne ciuchy czekające na pranie. Można przecież użyć koszyków do przechowywania ręczników lub papieru toaletowego. A mniejsze koszyczki warto wykorzystać jako pojemniki na biżuterię lub kosmetyki.

fot. materiały prasowe zara home fot. materiały prasowe zara home

A jeśli nie ma miejsca na koszyk w roli mebla, to może warto zaopatrzyć się chociaż w kosz piknikowy i korzystać z niego na łonie natury?

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Wszystko wymyślone

Marzena Todorowska-Kieć jest właścielką concept storu Made for home. (Fot. Made for home)
Marzena Todorowska-Kieć jest właścielką concept storu Made for home. (Fot. Made for home)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Są tu motywy roślinne, ale przede wszystkim są dowcip, lekkość i kolor. – Potrzebujemy odrobiny dystansu, by nie traktować życia zbyt serio. W domu chcę czuć radość bycia w nim– mówi Marzena Todorowska-Kieć, która wspólnie z mężem Kacprem prowadzi concept store Made For Home.

Są tu motywy roślinne, ale przede wszystkim są dowcip, lekkość i kolor. – Potrzebujemy odrobiny dystansu, by nie traktować życia zbyt serio. W domu chcę czuć radość bycia w nim– mówi Marzena Todorowska-Kieć, która wspólnie z mężem Kacprem prowadzi concept store Made For Home.

Porównywano już to mieszkanie do różnych miejsc, pewnie dlatego, że odstaje od polskich standardów czy inspiracji czerpanych choćby z wielkich dyskontów meblowych, których osobiście nie uznaję i nie szanuję z powodu kopiowania. Kiedy człowiek zaczyna tworzyć i sprzedawać swoje projekty, nabiera ogromnego szacunku do praw autorskich i tego, co inni wytwarzają. Mam też awersję do płyty meblowej, której pełno w takich sklepach – usuwaliśmy ją z naszego domu uparcie i skutecznie.

Stolik z niedźwiadkiem od Kare Design wzbudza mieszane reakcje. – Niektórzy widzą w nich symbol poddaństwa zwierząt wobec człowieka, ja widzę dystans i poczucie humoru – mówi Marzena. (Fot. Made for home) Stolik z niedźwiadkiem od Kare Design wzbudza mieszane reakcje. – Niektórzy widzą w nich symbol poddaństwa zwierząt wobec człowieka, ja widzę dystans i poczucie humoru – mówi Marzena. (Fot. Made for home)

Często słyszę, że nasze wnętrze jest utrzymane w stylu „babcinym”. „O, masz okno takie, jak miała moja babcia, i kanapę taką samą, i dużo kwiatów”. Albo że jest „takie artystyczne”. Co jeszcze, Kacper, było?

Kacper: Eklektyzm.

Marzena: Właśnie. Ty porównałaś je do mieszkania bohaterki filmu „Amelia”. A ja chyba nie chciałabym go w żaden sposób określać. Ono jest moje, nasze. Po prostu.

Nowe życie mebli

Większość rzeczy, które pokazuję na zdjęciach na Instagramie, sami produkujemy. Zaczyna się od tego, że ja coś chcę mieć w domu, opowiadam o tym Kacprowi, on robi wstępny projekt, a potem wrzucamy to na stronę i okazuje się hitem. Kacper jest ilustratorem, ja wolę robić zdjęcia, urządzać i wymyślać projekty, które potem Kacper dla mnie realizuje. Zawsze nas fascynowały duńskie marki typu Bloomingville czy House Doctor, czyli idea, zgodnie z którą tworzysz coś dla siebie i pod siebie, a jeśli to się spodoba innym, to świetnie.

Jakiś czas temu do grafik i tapet, które już mieliśmy w ofercie na stronie, doszły sklejka i produkty z drewna. Bardzo chciałam, by nasze kwiaty miały fajne stojaki – nie metalowe, nie plastikowe, tylko wykonane z naturalnego materiału. Kupiliśmy więc maszynę do cięcia w drewnie i zaczęliśmy sami uczyć się jej obsługi. Potem zaczęliśmy robić z niego wieszaki, wazony, ozdoby. Cieszę się, że przekonałam do tego ludzi; że sklejka nie kojarzy się im już z tandetą. Ona jest idealna do drobnych dekoracji, ale już mebli ze sklejki bym nie chciała. Jak meble, to przedwojenne. Lubię je wyszukiwać, choć staje się to coraz trudniejsze. W tej kwestii jestem bardzo zasadnicza, nie uznaję na przykład tych z lat 50. czy 60. – nie przedstawiają dla mnie żadnej wartości. Zdecydowanie wolę początek XX wieku.

Drewniana sklejka i przykład na to, co można z niej zrobić. (Fot. Made for home) Drewniana sklejka i przykład na to, co można z niej zrobić. (Fot. Made for home)

Mieszkamy na Dolnym Śląsku, który jest magiczną krainą, pełną poniemieckich rzeczy, a i same Niemcy są blisko. Lubię ich styl urządzania mieszkań, antykwariaty czy targi ze starociami. Gorąco polecam książkę „Poniemieckie” Karoliny Kuszyk. Pokazuje, że Ślązacy są niesamowicie powiązani z Niemcami, głównie trudną historią. Oczywiście są tacy, którzy chcieliby niszczyć wszystko, co poniemieckie, a są i tacy jak ja, którzy chcą to uratować, bo przedstawia dla nich ogromną wartość, głównie ze względu na doskonałą jakość wykonania, która nam, Polakom, jest nadal, niestety, daleka.

Kącik z czaplami, bocianami i żyrafą to miejsce, gdzie cała rodzina siada razem i gra w planszówki. Schody prowadzą na górę, do pokoi Marzeny, Kacpra i ich syna Filipa. (Fot. Made for home) Kącik z czaplami, bocianami i żyrafą to miejsce, gdzie cała rodzina siada razem i gra w planszówki. Schody prowadzą na górę, do pokoi Marzeny, Kacpra i ich syna Filipa. (Fot. Made for home)

Mniej bodźców

Gdzie właściwie znajduje się nasz dom? Jest Wrocław, obok jest Wałbrzych, a my mieszkamy tuż za... Jakby to wytłumaczyć… Kacper?

Kacper: Najlepiej powiedzieć: Sudety. Ja jestem tu dosyć nowy, dopiero 15 lat temu przeprowadziłem się z Wrocławia do starego domu dziadków Marzeny.

Marzena: Zawsze chciałam tu mieszkać. Chyba ze względu na przyrodę, która wręcz wchodzi do środka. A na pewno do naszego weszła...

Kacper: Kiedyś ciągnęło nas do dużych miast, ale zrozumieliśmy, że nie bylibyśmy wtedy tak twórczo płodni. Tam człowiek jest stale bombardowany bodźcami, co sprawia, że nie jest już w stanie zbyt wiele dać od siebie. Odkąd mieszkamy w małym miasteczku, gdzie sklepów jest niewiele i czasem doskwiera nuda, wpadamy na o wiele więcej pomysłów. Ale pracownię mamy w osobnym budynku, dzięki temu nasz syn widzi nas w domu tylko jako rodziców.

Przyroda jest silnie w mieszkaniu. (Fot. Made for home) Przyroda jest silnie w mieszkaniu. (Fot. Made for home)

Odwagi!

Marzena: Nasze wnętrze zmienia się wtedy, kiedy my się zmieniamy. Gdy czegoś nowego się nauczymy albo czymś zafascynujemy, to czujemy, że w naszym wnętrzu też powinna nastąpić zmiana. Żeby znaleźć swój styl, trzeba eksperymentować. My próbowaliśmy już chyba wszystkiego. Było więcej kolorów, były też białe podłogi, ostatecznie doszłam do wniosku, że najbardziej odpowiadają mi białe ściany, plus tapety, a do tego dodatki. Kiedyś dobrze się czułam we wnętrzu „z przepychem”, teraz wolę mieć kilka rzeczy, ale za to solidnych i dobrej jakości.

Przyroda jest silnie obecna na zewnątrz i w środku mieszkania (także we wzorze tapety). (Fot. Made for home) Przyroda jest silnie obecna na zewnątrz i w środku mieszkania (także we wzorze tapety). (Fot. Made for home)

Chciałabym zainspirować innych do tego, by byli bardziej odważni we wnętrzach, by nie bali się szukać, zmieniać zdania, nawet szaleć. Myślę, że w tym domu osiągnęliśmy już wszystko. I jeśli wymyślimy coś nowego, to zrealizujemy to już w kolejnym, najchętniej starym i położonym na odludziu, pod lasem.

Kacper: Może wtedy wreszcie będziemy mieć hutę szkła, żeby móc tworzyć szklane fiolki czy wazony, które są elementem naszych projektów. Jak na razie jesteśmy w tej kwestii skazani na łaskę i niełaskę hut, które wyprzedają końcówki kolekcji.

Marzena: Ale umówmy się, jak sobie coś wymyślimy, to na pewno to zrobimy. Nauczyłam się jednego: dla wyobraźni nie ma ograniczeń. Wiem, że jeśli czegoś pragnę, to znajdę sposób, by powołać to do życia.

  1. Styl Życia

Zapas dobrej energii

Fot. Anita Suchocka
Fot. Anita Suchocka
Przypomina anioła i ma takie jak anioł zadanie, być stróżem w moim domu – mówi wokalistka Natalia Grosiak o drewnianym gołąbku.

Prawda, że przepiękny? Zobaczyłam go w São Paulo, w sklepie z rękodziełem ludów zamieszkujących północną Brazylię. Nigdy w te rejony nie dotarłam, co mi się marzy, bo to ziemie, gdzie rzadko docierają turyści. Do tego sklepu zaprowadziła mnie Fernanda Cardoso, producentka muzyczna, którą poznałam na Red Bull Academy w Melbourne w 2006 roku. Potem dwukrotnie odwiedziłam ją w São Paulo, razem nagrywałyśmy muzykę, do tej pory się przyjaźnimy.

Gołąbek od razu przykuł moją uwagę. Dostojny, cały w koronie z promieni. Przypomina anioła, a nawet ukrzyżowanego Chrystusa. Jest dowodem na to, jak pięknie mieszają się kultury, ile w nich jest podobieństw. Od Fernandy dowiedziałam się, że rzeźby gołębi w kulturze brazylijskiej służą do tego, żeby wieszać je na ścianach, ponieważ odganiają złe duchy. Dlatego ten gołąb przyjechał ze mną do Polski i przez dziesięć lat wisiał w moim mieszkaniu przy ulicy Wesołej we Wrocławiu. Niedawno przeprowadziliśmy się do domu na Biskupinie. I pierwsze, co zrobiłam, zanim przywieźliśmy rzeczy, to dokładnie pozamiatałam całą przestrzeń, w każdym rogu postawiłam słoik z wodą i z solą, potem rozpaliłam białą szałwię i okadziłam nią cały dom. Następnie było długie wietrzenie. Wiem, że niektórzy mogą się z tego śmiać, ale dla mnie to takie rytualne przywitanie się z domem i wyproszenie starej, dla mnie obcej energii. Chodzi o to, żeby wejść do domu, który jest energetyczną białą kartką. Bo ja mocno wierzę w energię, wszyscy jesteśmy z niej zbudowani.

Tak więc, po całej dobie przygotowań, pierwszym mieszkańcem naszego domu został gołąb. Wisi zaraz przy wejściu, jest pierwszą rzeczą, którą widzi się po przekroczeniu progu. Powierzyłam mu zadanie czuwania nad domem. Wierzę, że dba o nas, że odgania wszystkie złe duchy. Dzięki niemu – jestem o tym przekonana – złe energie mają do nas wstęp wzbroniony.

Magiczne myślenie? Raczej pozytywne. Wydaje mi się, że najważniejsze, co może nas uratować, zwłaszcza teraz, w tych strasznie trudnych czasach, to właś­nie pozytywne myślenie, dobre intencje oraz wspieranie i przyjmowanie wsparcia. Także od takich magicznych gołąbków.

Natalia Grosiak, wokalistka, autorka tekstów, członkini zespołu Mikromusic. (Fot. Anita Suchocka) Natalia Grosiak, wokalistka, autorka tekstów, członkini zespołu Mikromusic. (Fot. Anita Suchocka)

  1. Styl Życia

Przestrzeń z duszą - mieszkanie projektantki i kostiumografki Agaty Koschmieder

Kryształowy żyrandol to serce salonu, a nawet całego domu. Pochodzi z czeskiej fabryki kryształów. To spełnienie dziecięcych marzeń właścicielki. „Od dziecka uwielbiam  wnętrze Teatru Wielkiego, ten pałacowy charakter i oświetlenie”. (Fot. Kuba Pajewski)
Kryształowy żyrandol to serce salonu, a nawet całego domu. Pochodzi z czeskiej fabryki kryształów. To spełnienie dziecięcych marzeń właścicielki. „Od dziecka uwielbiam  wnętrze Teatru Wielkiego, ten pałacowy charakter i oświetlenie”. (Fot. Kuba Pajewski)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Styl wnętrza nazwałabym pomieszaniem z poplątaniem, jest tu bardzo eklektycznie, ale właśnie to mi się podoba – mówi Agata Koschmieder, projektantka i kostiumografka.

Przez osiem lat mieszkałam pod Warszawą, w Puszczy Kampinoskiej, ale zatęskniłam za miastem. Jestem warszawianką z dziada pradziada i do tej żywej miejskiej tkanki bardzo mnie ciągnęło. Szukałam czegoś w starej kamienicy, ale miałam mało czasu na przeprowadzkę i nie udało się znaleźć niczego, co by mi odpowiadało. Kupiłam więc mieszkanie w apartamentowcu, do którego jednak nie byłam przekonana, więc miało być przejściowe. I… ta „tymczasowość” trwa już 12 lat! W urządzenie wnętrza zdecydowanie włożyłam całe serce, tak jakby intuicja podpowiadała mi, że ta chwila może się przedłużyć. Przedłużyła się tak znacząco chyba dlatego, że dobrze się tu czuję. Poza tym jestem osobą, która przywiązuje się do miejsc, przedmiotów. Osiadłam. Przez ostatnie lata byłam bardzo aktywna zawodowo, ale to nie przeszkadzało mi w tym, by wciąż oddawać temu miejscu po trochu siebie.

Agata Koschmieder, projektantka i kostiumografka. (Fot. Kuba Pajewski) Agata Koschmieder, projektantka i kostiumografka. (Fot. Kuba Pajewski)

Barokowe inklinacje

Mieszkanie ma wiele zalet, a główną jest jego wysokość – aż 3,5 metra! Taka przestrzeń daje wiele możliwości. Jestem osobą, która nie podąża za modą. Znam aktualne trendy, one mi się mogą nawet podobać, ale to nie oznacza, że chcę mieć je we własnym domu. Zresztą ta sama zasada przyświeca mi w pracy zawodowej. Jestem projektantką, kostiumografem – bacznie śledzę, co dzieje się w mojej branży na całym świecie, ale idę własną ścieżką. Coco Chanel mawiała: „Moda przemija, styl pozostaje”. To jest bardzo moje. Mam wypracowany swój styl i zawsze się go trzymam, we własnym ubiorze, w swoich kolekcjach, we wnętrzach również. Na przykład trendbooki pokazują, że w danym sezonie modny jest pomarańczowy, ale ja czuję, że teraz bliższy jest mi akurat fiolet, tajemniczy, trochę magiczny, a ja mam w sobie coś z wróżki, więc wybieram fiolet, choć nikomu się on nie podoba.

W sypialni nad łóżkiem wisi instalacja autorstwa właścicielki – na tle złotego podobrazia umieściła żakardowy żakiet uszyty wiele lat temu dla Edyty Górniak do sesji zdjęciowej. (Fot. Kuba Pajewski) W sypialni nad łóżkiem wisi instalacja autorstwa właścicielki – na tle złotego podobrazia umieściła żakardowy żakiet uszyty wiele lat temu dla Edyty Górniak do sesji zdjęciowej. (Fot. Kuba Pajewski)

Nie muszę szukać potwierdzenia ani u innych ludzi, ani w modzie. Ale muszę czuć swój wybór. Tak samo nie potrafiłabym pozbyć się tego, co w estetyce mnie zbudowało, ukształtowało. Zawsze miałam barokowe inklinacje – stąd na przykład w moim domu wygięte nogi od stołu czy stylizowane krzesła. Innym może się to nie podobać, barok kojarzy się z kiczem, nie wiem dlaczego.

Funkcjonalna i modernistyczna kuchnia, w tym samym duchu wykonane są wszystkie drzwi z palisandrowego drewna. (Fot.Kuba Pajewski) Funkcjonalna i modernistyczna kuchnia, w tym samym duchu wykonane są wszystkie drzwi z palisandrowego drewna. (Fot.Kuba Pajewski)

Jednak nie oznacza to, że moje mieszkanie całe jest barokowe – bardzo nie lubię, kiedy wszystko pochodzi z jednego stylu, wolę odważny miks. I myślę, że takie właśnie jest moje wnętrze; wszystkiego po trochu, bo są tu – choć nieliczne – także nowoczesne elementy, jak na przykład kubistyczna półka na książki. Prosta i czarna.

Fragment salonu – jego część „artystyczna”. (Fot. Kuba Pajewski) Fragment salonu – jego część „artystyczna”. (Fot. Kuba Pajewski)

Stare i solidne

Styl mojego wnętrza nazwałabym pomieszaniem z poplątaniem. Jest tu bardzo eklektycznie, ale właśnie to mi się podoba. Nudzą mnie jednorodne mieszkania, bardzo nie lubię stylu hotelowego, taka sterylność to nie moja bajka. We wszystkim, co mnie otacza, musi być dusza. Moja dusza. Podoba mi się to, że kiedy ktoś wchodzi do mojego mieszkania i rozgląda się po nim, może coś o mnie powiedzieć, poznać mnie. Szukam tego także w innych wnętrzach. Uwielbiam, kiedy czyjeś mieszkanie jest jak legenda, która „oprowadza” mnie po człowieku, jego pasjach, zainteresowaniach – pokaż mi swój dom, a powiem ci, kim jesteś! Dlatego właśnie nigdy nie zdecydowałam się wpuścić do mojego wnętrza architektów, choć jest wielu, których zdolności i prace podziwiam. Ale tak jak potrafię zaprojektować i uszyć sukienkę dla siebie, i to w niej czuję się najlepiej, podobnie muszę sama stworzyć miejsce, w którym żyję. Bo moja przestrzeń musi być częścią mnie. Świat wokół siebie tworzę sama, tym bardziej że potrafię wbić gwóźdź, wziąć do ręki wiertarkę i działać.

Łazienka to „gabinet luster”. Jest ich kilkanaście: duże, małe, stare, nowsze. (Fot. Jakub Pajewski) Łazienka to „gabinet luster”. Jest ich kilkanaście: duże, małe, stare, nowsze. (Fot. Jakub Pajewski)

Lubię kontrasty, ale im dojrzalsza jestem, tym silniej zauważam w sobie oddanie temu, co stare, solidne, rzemieślnicze. Zatem raczej nie płyta MDF, raczej nie plastik-fantastik, nie „taśma”, czyli jeden element identycznej i masowej produkcji, ale kawałek drewna, wyrzeźbiony przez artystę rzemieślnika. W pracy zawodowej też opieram się na tej zasadzie – że trzeba samemu coś „wyrzeźbić”, czyli w moim przypadku zaprojektować i uszyć, żeby się móc z tym utożsamiać. 

Pracownia właścicielki. Na manekinach wiszą kimona, które sama projektuje i szyje z jedwabiu. Amarantowa kreacja z nadrukiem została uszyta do opery „Don Giovanni” w reżyserii Mariusza Trelińskiego. (Fot. Kuba Pajewski) Pracownia właścicielki. Na manekinach wiszą kimona, które sama projektuje i szyje z jedwabiu. Amarantowa kreacja z nadrukiem została uszyta do opery „Don Giovanni” w reżyserii Mariusza Trelińskiego. (Fot. Kuba Pajewski)

  1. Styl Życia

Zaklęte w szkle

Im prościej, tym czytelniej. Samo szkło jest już wystarczająco dekoracyjne.
Niewiele potrzeba, by nim zachwycić. (Fot. Karolina Lewandowska/Projekt Pracownie
Im prościej, tym czytelniej. Samo szkło jest już wystarczająco dekoracyjne. Niewiele potrzeba, by nim zachwycić. (Fot. Karolina Lewandowska/Projekt Pracownie
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Szkło jest szlachetne, trwałe i praktyczne. A szklane dekoracje pięknie odbijają światło, zwłaszcza jeśli to światło świec czy lampek, które chętnie wieszamy w domu nie tylko w czasie świąt, ale również jesienią i zimą.

Maku, pracownia szkła Matyldy Makulskiej, mieści się przy ulicy Koziej w Warszawie, a właściwie nad tą ulicą, bo znajduje się dokładnie w łuku łączącym dwie przeciwległe kamienice, tuż obok gwarnego i turystycznego Krakowskiego Przedmieścia. Zaciszna, wybrukowana Kozia ma klimat i magię dawnej Warszawy, mimo że – jak większość zabudowań na Starówce – została zniszczona i odbudowana po wojnie. Pracownia też jest zaciszna, a i proces, który się tu odbywa, można porównać do magii, bo wygląda jak ożywianie lodowych tafli.

Przejrzystość

Szkło wraca do łask, a przecież jeszcze kilka lat temu wszystkim wydawało się, że zostanie całkowicie zastąpione przez tani i praktyczny plastik. Tymczasem znowu jadamy ze szkła, przechowujemy w nim drobne przedmioty, zapasy, ozdabiamy nim wnętrza i zewnętrza. Z pozoru kruche, w rzeczywistości jest bardzo wytrzymałe i odporne, może nam służyć latami. – Ja najbardziej lubię szkło z powodu jego przejrzystości. Nie ma drugiego materiału, który dawałby taki efekt. Może poza pleksi i plastikiem, ale to nie są szlachetne materiały – zaznacza Matylda. – Szkłem otaczamy się na co dzień i nawet nie dostrzegamy, jak bardzo jest piękne i wyjątkowe. Mnie daje tyle możliwości, że ciągle coś w nim wymyślam i produkuję. Zakochała się w szkle podczas zajęć w pracowni szkła i witrażu w liceum plastycznym w Dąbrowie Górniczej. Po liceum wybrała Akademię Sztuk Pięknych we Wrocławiu. To jedyna wyższa uczelnia w Polsce, która ma wydział szkła i ceramiki. Pracownię założyła pod koniec studiów. Zaczynała z jednym małym piecem, który nadawał się tylko do wyrobu biżuterii. Dziś, już na Koziej, ma dwa duże piece (mają nawet swoje imiona: Stefan i Teodor), a w ofercie oprócz biżuterii – talerze, podstawki, zawieszki. Zwłaszcza te ostatnie zdominowały produkcję, na biżuterię zostaje mniej czasu. Nadal jednak można kupić u niej kolczyki jak sople lodu, zrobione z kawałków lustra, czy malowane i wydrapywane. Wykonuje je ze szkła z recyklingu, czyli ze ścinków, które dostaje od szklarzy albo które zostają jej samej po wycięciu na przykład talerzy.

Szklana miseczka, cena 120 zł Szklana miseczka, cena 120 zł

Kształt

Podczas pracy trochę się kurzy, dlatego większość obróbki wykonuje się w wodzie. – Pod tym względem ceramicy mają o wiele gorzej – śmieje się Matylda. – Najbardziej pyli się z powodu proszków, którymi posypuje się piec czy formy do wypiekania – dodaje. Samo szkło jest ciężkie, metr kwadratowy o grubości czterech milimetrów waży dziesięć kilo. A trzeba je przenosić, podnosić, kłaść. Matylda pracuje w technice fusingu, która polega na stapianiu w odpowiedniej temperaturze płaskiego szkła. – Moim tworzywem są gotowe tafle – to mogą być zwykłe szyby okienne lub specjalne szkło fusingowe – które wycinam, nadaję im kształt, maluję i wypalam – tłumaczy. W technice, którą wybrała, nie można wykonać na przykład wazonu, bo do tego potrzeba szkła dmuchanego, ale misę czy głęboki talerz – już tak. Przykładowo, aby zrobić talerz, najpierw z płaskiej tafli wycina się kształt. Zwykle potrzebne są dwa lub trzy szklane kółka, między którymi umieszcza się barwnik. – Ale równie dobrze może być tylko jedna warstwa. To zależy na przykład od sposobu barwienia – wyjaśnia artystka. I kontynuuje: – Do wyrobu takiego talerza potrzebujemy dwóch wypałów – jednego na płasko, by wykonać wzór, a drugiego na specjalnej formie – by uzyskać kształt. Oba wypały mają inną temperaturę. Formy są bardzo delikatne, wykonane z papieru ceramicznego i pokryte wspomnianym specjalnym proszkiem, by szkło do nich nie przywierało. Płaskie szkło układa się na powierzchni i pod wpływem temperatury dopasowuje się ono do formy pod spodem. Brzmi prosto i przyjemnie, jednak Matylda wyznaje, że od momentu, w którym wymyśli projekt, do wprowadzenia go do sprzedaży mija często pół roku. Najpierw trzeba go przetestować, czyli zrobić kilka lub kilkanaście prób ze szkłem w piecu, by zobaczyć, czy w praktyce projekt odpowiada jej tak, jak odpowiadał w teorii, albo by dopracować go tak, by wreszcie była zadowolona. I niejednokrotnie końcowy efekt to jedno wielkie zaskoczenie.

Misa „Ręka”, cena 250 zł Misa „Ręka”, cena 250 zł

Blask

Boże Narodzenie w Maku zaczyna się już pod koniec lutego – wtedy Matylda wymyśla pierwsze projekty świątecznych zawieszek, a w połowie roku zaczyna je produkować. – Talerze wychodzą u mnie zawsze jako pojedyncze krótkie serie, natomiast ozdoby choinkowe to już masowa produkcja. Dlatego już od kilku lat zlecam je do wycięcia maszynowego. Czyli robię projekty zawieszek, daję do wycięcia, a potem są już obrabiane, malowane i wypalane u mnie w pracowni – opowiada Matylda. Zawieszki mają tradycyjne kształty: bałwanka, renifera, płatka śniegu, choinki, piernikowego ciasteczka, ptaszka, niedźwiadka. W tym roku do tego grona dołączył lis. Można powiedzieć, że to nowa wersja bombki, rzadziej się tłucze, bo zrobiona jest z czteromilimetrowego szkła, podczas gdy klasyczna bombka ma grubość mniej niż milimetr. Do tego czyste, białe szkło lepiej oddaje klimat zimy i odbija blask świątecznych świecidełek. Zresztą klienci Matyldy kupują zawieszki nie tylko jako ozdobę na choinkę, wieszają je w oknach, na ścianach, ozdabiają nimi stół.

Ozdoba świąteczna 20 zł/szt. lub 150 zł/10 szt.; ozdoby wielkanocne 50 zł/3 szt Ozdoba świąteczna 20 zł/szt. lub 150 zł/10 szt.; ozdoby wielkanocne 50 zł/3 szt

Jej projekty są klasyczne i minimalistyczne, mają podstawowe kolory i proste kształty. – Pomysły przychodzą do mnie znienacka, zawsze tak miałam. Nie siedzę godzinami przy biurku, tworząc rysunek za rysunkiem. Często dzieje się to w trasie, zapisuję je wtedy szybko na telefonie. Już jakiś czas temu zrozumiałam, że jeśli chodzi o projekt, to im prościej, tym czytelniej. Samo szkło jest już wystarczająco dekoracyjne. Niewiele potrzeba, by nim zachwycić – mówi Matylda. 

www.maku-pracownia.pl

  1. Styl Życia

Cabin Porn - chata na końcu świata

W Gospodarstwie na Wzgórzu na preriach Dakoty Południowej nie ma prądu ani instalacji wodno-kanalizacyjnej. Jenna Polland, właścicielka domku, zbudowała wieżę ciśnień, dzięki której prysznic jest zasilany grawitacyjnie. Zdjęcie z książki
W Gospodarstwie na Wzgórzu na preriach Dakoty Południowej nie ma prądu ani instalacji wodno-kanalizacyjnej. Jenna Polland, właścicielka domku, zbudowała wieżę ciśnień, dzięki której prysznic jest zasilany grawitacyjnie. Zdjęcie z książki "Cabin Porn. Wnętrza, Wydawnictwo Smak Słowa.
Zobacz galerię 11 Zdjęć
Posiadanie własnej kryjówki, azylu ukrytego gdzieś wśród dzikiej natury wydaje ci się nieosiągalnym marzeniem? Każde z tych przytulnych miejsc na zdjęciach stworzyli ludzie tacy jak ty. Wymagało to czasu, entuzjazmu i dobrych przyjaciół do pomocy, ale okazało się możliwe.

Rzucić wszystko i uciec, najlepiej na łono przyrody – okazuje się uniwersalną potrzebą ludzi na każdym kontynencie. Tylko jak to zrobić, gdy nie dysponuje się odpowiednim budżetem na budowę domu? Zbudować chatkę, samodzielnie, z łatwo dostępnego drewna lub z materiałów z odzysku.

Zach Klein po sześciu latach spędzonych w Nowym Jorku i intensywnej pracy nad kreowaniem wirtualnych społeczności zapragnął zmiany. „Chodziło mi o to, by spędzać czas w gronie znajomych, dalej od pracy zawodowej, bliżej natury i ludzi, a jednocześnie uczyć się czegoś nowego. Nie mieliśmy żadnego doświadczenia w budowaniu, a jednak oczami wyobraźni widziałem las, w którym przycupnęły chatki postawione przez nas samych” – pisze w książce „Cabin Porn. Wnętrza”.

Marzenie długo dojrzewało. Zach przez ponad rok szukał ziemi w przystępnej cenie, zataczając coraz większe kręgi wokół Nowego Jorku. W końcu znalazł 20 hektarów lasu na zboczu potoku Delaware. Strome kamieniste zbocze, brak prądu i kanalizacji odstraszały innych chętnych. Niedługo po zakupie ziemi Zach stworzył stronę internetową Cabinporn.com, aby wraz ze znajomymi kolekcjonować zdjęcia miejsc, które będą inspiracją do budowy ich własnych domów. Stronę od 2010 do 2017 roku odwiedziło 10 milionów osób, a 24 tysiące przysłało zdjęcia własnych chatek.

Chatka Scotta o powierzchni 28 metrów kwadratowych w Beaver Brook w Barryville, stan Nowy Jork. Pierwsza chatka zbudowana na ziemi kupionej przez Zacha Kleina, założyciela strony Cabinporn.com. Chatka Scotta o powierzchni 28 metrów kwadratowych w Beaver Brook w Barryville, stan Nowy Jork. Pierwsza chatka zbudowana na ziemi kupionej przez Zacha Kleina, założyciela strony Cabinporn.com.

„Nie dziwi mnie, że Cabinporn.com zdobyła tak wielką popularność” – wyznaje. „Im głębiej bowiem wciąga nas świat technologii, tym bardziej uskrzydla nas natura. Owe fotografie konsekwentnie przypominają nam, że każdy z nas nosi w sobie dom gotowy do zbudowania, jeśli tylko zechcemy spróbować. Otuchą napełnia myśl, że prosta konstrukcja może zapewnić nam schronienie i pozwala serdecznie ugościć innych. Narzędzia nigdy nie były tańsze, a know-how – nigdy bardziej dostępny. Grupy społecznościowe, zarówno online, jaki i offline, pomagają nawiązać kontakty z ludźmi, którzy służą swoim doświadczeniem i pokazują, jak wiele możemy sami dla siebie zrobić”.

Wpisane w krajobraz

Drewniane chatki jak z dziecięcych rysunków, domki na drzewie czy letniskowe, ziemianki, lepianki, mieszkalne tratwy – wszystkie one mają pewne cechy wspólne. Czas. Choć chatę z drewna może postawić kilka osób w kilka dni, jeśli tylko budowniczowie mają odpowiednie narzędzia, to zwykle cały projekt zajmuje więcej czasu.

„Ptasia budka”, dom do obserwacji ptaków, zbudowany przez Damiana Maynarda w Hadelandzie w Norwegii. „Ptasia budka”, dom do obserwacji ptaków, zbudowany przez Damiana Maynarda w Hadelandzie w Norwegii.

Budowa schroniska Böseckhütte na wysokogórskim szlaku w austriackich Alpach trwała 20 lat. Ale to wyjątkowy przypadek. Najpierw jednak trzeba poznać miejsce, w którym stawiamy dom. Zobaczyć, którędy wędruje tu słońce, skąd wieje wiatr i idealnie dopasować budynek do panujących w danym miejscu warunków.

Schronisko Böseckhütte w austriackich Alpach. W środku spartańskie warunki:nie ma piecyka ani wody. Schronisko Böseckhütte w austriackich Alpach. W środku spartańskie warunki:
nie ma piecyka ani wody.

Prosta konstrukcja i materiały z odzysku. To druga wspólna cecha domków DIY, „zrób to sam”. Ben Sargent kupił dwustuletnią stajnię w stanie Nowy Jork, rozłożył ją, a następnie złożył ponownie w Górach Zielonych w stanie Vermont. Pracował dwa lata, zanim wszystkie deski trafiły na swoje miejsce. Sercem domu jest zabytkowy piecyk z płytą, która wciąż nadaje się do gotowania. Większość wyposażenia została zaadaptowana lub uratowana przed zniszczeniem, jak podłogi pochodzące z pobliskiej szkoły.

Bent Apple Farm – dom zainspirowany domkiem dla lalek, powstał z dwustuletniej stajni. Wnętrze jest celowo proste i surowe. Bent Apple Farm – dom zainspirowany domkiem dla lalek, powstał z dwustuletniej stajni. Wnętrze jest celowo proste i surowe.

W podobnym stylu swój domek, w typie Brda, czyli trójkątnego domku letniskowego, zbudowali w Anglii Siobhan i Peter. Szyby zdobyli od firmy zajmującej się podwójnym szkleniem, drewno to pozostałości z renowacji innych domów, a konstrukcję zbudowali z walijskiego modrzewia od lokalnego dostawcy.

Reclaimed A-Frame, w budowę tej chatki właściciele zainwestowali jedynie 2600 dolarów. Pembrokeshire, Anglia. Reclaimed A-Frame, w budowę tej chatki właściciele zainwestowali jedynie 2600 dolarów. Pembrokeshire, Anglia.

Chata to styl życia

Życie w zbudowanej przez siebie od podstaw lub odnowionej chacie – niezależnie od tego, czy są to amerykańskie i kanadyjskie cabins, niemieckie Hutten, angielskie cottages, rosyjskie dacze i chyżyny, czy skandynawskie hytter – oparte jest na zespoleniu z naturą i pogodą. Na minimalizacji potrzeb i rzeczy.

Bianca Apostol i Daniel Vernooij w swoim domu na czterech kołach. Gandawa, Belgia. Bianca Apostol i Daniel Vernooij w swoim domu na czterech kołach. Gandawa, Belgia.

Jeden z bohaterów książki „Cabin Porn. Wnętrza” mówi, że „czynność tak prosta, jak zaparzenie kubka porannej kawy, urasta tu do rangi misternego rytuału: trzeba porąbać drewno, powoli podgrzać wodę i doglądać zmielonych ziaren, jakby pełniło się duchową posługę”.

Domek „kukułcze gniazdo”, usytuowany wśród wierzchołków drzew, sześć metrów nad ziemią. Gjerstad, południowa Norwegia. Domek „kukułcze gniazdo”, usytuowany wśród wierzchołków drzew, sześć metrów nad ziemią. Gjerstad, południowa Norwegia.

Nahiro Nakumara, który porzucił Tokio na rzecz życia na wyspie Hokkaido, najdzikszym rejonie Japonii, podkreśla konieczność większej samodzielności i samowystarczalności. „Kiedy mieszkałem w Tokio, wszystko rozwiązywałem za pomocą pieniędzy” – mówi. „Jeśli w domu pojawił się jakiś problem, wzywałem fachowca. Teraz, kiedy coś trzeba zrobić, najpierw próbuję to zrobić sam”. A w niedogodnościach wiejskiego życia – takich jak praca w polu latem czy odśnieżanie zimą – Nahiro widzi nie ograniczenia, lecz możliwości: „Tutaj nie trzeba chodzić na siłownię”.

The Undercroft, okrągły dom inspirowany projektami ziemianek. Berllan Dawel, Walia. The Undercroft, okrągły dom inspirowany projektami ziemianek. Berllan Dawel, Walia.

Zdjęcia pochodzą z książki "Cabin Porn. Wnętrza", Wydawnictwo Smak Słowa.

Cabin Porn. Wnętrza oprac. Zach Klein, wyd. Smak Słowa Druga część albumu „Cabin Porn. Podróż przez marzenia – lasy i chaty na krańcach świata” Zacha Kleina. Tym razem możemy zajrzeć do środka niesamowitych domków. Cabin Porn. Wnętrza oprac. Zach Klein, wyd. Smak Słowa Druga część albumu „Cabin Porn. Podróż przez marzenia – lasy i chaty na krańcach świata” Zacha Kleina. Tym razem możemy zajrzeć do środka niesamowitych domków.