Jak kochają Szwedzi: Szwedzka teoria miłości

fot. iStock

W Szwecji w pojedynkę żyje już połowa społeczeństwa. Jakie są tego konsekwencje? Na to pytanie odpowiada reżyser Erik Gandini w „Szwedzkiej teorii miłości”, filmie dokumentalnym, który na świecie zdążył wywołać sporo zamieszania.

Nakręciłeś dokument o tym, jak dziś w Szwecji żyje się, dorasta, wychowuje dzieci i starzeje. Wnioski robią wrażenie. Weźmy choćby seniorów – gdy samotny starszy człowiek umiera w swoim mieszkaniu, świat zewnętrzny nierzadko dowiaduje się o tym po miesiącach, nawet latach. Ty, włoski imigrant, oskarżasz Szwedów o egoizm i niechęć do budowania wspólnoty.

To dlatego po szwedzkiej premierze mojego filmu w mediach zaroiło się od miażdżących recenzji. Podczas gdy do tej pory traktowano mnie jako szwedzkiego reżysera, Włocha z pochodzenia, teraz w wielu tekstach pojawiły się formułki typu „włoski filmowiec Erik Gandini”. Z drugiej strony muszę podkreślić, że film został sfinansowany przez Szwedzki Instytut Filmowy i państwową telewizję, która bez przerwy go reklamuje. Wygląda więc na to, że Szwedzi mimo wszystko są otwarci na dyskusję nawet o najbardziej bolesnych aspektach otaczającej rzeczywistości.

Wspominasz, że sytuacja w kraju zaczęła się zmieniać w latach 60., gdy do głosu doszła moda na pielęgnowanie własnego ja. Nie powiesz chyba, że chciałbyś żyć w konserwatywnym i pełnym zakazów społeczeństwie sprzed rewolucji obyczajowej 1968 roku?

Oczywiście, że nie. Pewne przemiany musiały nadejść i bardzo dobrze, że tak się stało. Problem w tym, że ludzie, którzy przyjęli tę rewolucję z euforyczną radością, nie zauważyli jednego. Choć wyzwolili się od konserwatywnego porządku, bardzo szybko wpadli w inną pułapkę. Wszyscy zgodzili się na to, by potraktować wolność jako towar i wyrażać ją przez pryzmat tego, jakiej słuchamy muzyki, jakie nosimy ciuchy i jakimi jeździmy samochodami. W konsekwencji staliśmy się niewolnikami konsumpcji. Chciałem pokazać, że ten proces cały czas się pogłębia. Czemu innemu niż właśnie konsumpcjonizmowi hołduje kobieta, która zamawia kurierem spermę z banku i zapładnia się nią bez wychodzenia z domu?

Pod koniec lat 60., czyli dokładnie w tym samym czasie, gdy Szwecja przeżywała przemiany obyczajowe, których skutki odczuwamy do dziś, na Zachodzie popularne stały się teorie brytyjskiego psychiatry R.D. Lainga. Ich zawartość można najkrócej podsumować słowami: „Rodzina jest źródłem wszelkiego zła”. W Szwecji sprowokowało to rozmaite dyskusje, w wyniku których dochodzono do wniosku, że dopiero rozluźnienie więzi z krewnymi pozwoli człowiekowi żyć w zgodzie z samym sobą. Idee te przeniknęły także do sztuki i zainspirowały chociażby Ingmara Bergmana. Nie przez przypadek powstanie filmu „Sceny z życia małżeńskiego” podwoiło w Szwecji liczbę rozwodów. Najlepiej tę sytuację ilustruje wypowiedź osoby, którą poznałem w trakcie pracy nad „Szwedzką teorią…”. Brygida jest urzędniczką, a do jej obowiązków należy odszukiwanie ludzi, którzy nie mieli żadnych bliskich i umarli w samotności. Mówi ona, że w jej ojczyźnie, gdy znajdujesz się w kryzysie egzystencjalnym, zwykle wypełniasz formularz i czekasz, aż państwo zapewni ci wizytę u specjalisty, zamiast po prostu wypłakać się w rękaw bliskiej osobie.

Myślisz, że twój film może wywrzeć realny wpływ na kształt szwedzkiej rzeczywistości?

Szwedzi, gdy czegoś pragną, na pewno to osiągną. Gdy ponad pół wieku temu uznali, że należy znieść kary cielesne wobec dzieci, przestać piętnować homoseksualizm i zrównać pozycję społeczną kobiet i mężczyzn, błyskawicznie wcielili te idee w życie. Wierzę, że jeśli będziemy wystarczająco często powtarzać, iż powinni skończyć z egoizmem i na powrót zatroszczyć się o siebie nawzajem, dadzą sobie radę i z tym problemem.

Przeczytaj więcej w artykule: Kim są single w Polsce?

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »