Niesamowicie utalentowana, charyzmatyczna, wszechstronna, a jednak przez lata niedoceniana. W wieku 46 lat Rose Byrne po raz pierwszy w karierze staje w pełnym świetle reflektorów. Jak na ironię, dzięki roli matki, której codziennych poświęceń nikt nie dostrzega. Teraz, gdy Akademia kieruje swój wzrok w stronę „niewidzialnych" kobiet, australijska aktorka ma ogromną szansę na Oscara.
Mary Rose Byrne urodziła się 24 lipca 1979 roku w Balmain, na przedmieściach Sydney. Dorastała jako najmłodsza z czwórki rodzeństwa w rodzinie o irlandzkich i szkockich korzeniach, poza środowiskiem artystycznym. Jej mama była nauczycielką, tata statystykiem. Prawdopodobnie to wychowanie w „zwykłym domu” zadecydowało o jej sceptycznym podejściu do sławy, a bliskość z mocno stąpającą po ziemi rodziną pomogła przetrwać presję, gdy kariera nabrała rozpędu.
Na zajęcia teatralne zaczęła chodzić już w wieku 8 lat, za namową przyjaciółki rodziny, która dostrzegła w niej coś wyjątkowego. Wtedy Rose postanowiła, że w przyszłości zostanie aktorką. Marzenie małej dziewczynki szybko zaczęło się spełniać. Gdy miała 15 lat skauci dostrzegli ją na zajęciach aktorskich i zaprosili na przesłuchanie. Zagrała pierwszą rolę filmową w „Dallas Doll” (1994) i to u boku Sandry Bernhard. Wcieliła się w córkę głównej bohaterki, która ma obsesje na temat UFO, pierwszy, ale nie ostatni raz, udowadniając swój talent komediowy.
Rose Byrne jako Helen w filmie „Druhny” (Fot. materiały prasowe)
Zanim Rose Byrne stała się gwiazdą o formacie światowym, była gwiazdą lokalną. Sławę przyniosła jej główna rola w popularnej australijskiej operze mydlanej „Echo Point”. Co ciekawe, jako nastolatka, sama uwielbiała oglądać tasiemcowe seriale. Jak przyznała, to właśnie na tamtych planie nauczyła się technicznych umiejętności aktorskich. Przez 6 miesięcy nakręciła 130 odcinków.
Kariera Rose rozwijała się w szybkim tempie, jednak aktorka wciąż chciała pogłębić swoją wiedzę podczas studiów. Niestety szkoły teatralne odrzuciły jej aplikacje. Byrne obrała inny kierunek, za zachętą rodziców rozpoczęła naukę na Uniwersytecie w Sydney. Wybrała literaturę angielską i gender studies. Nie zapomniała jednak o swoich pierwotnych planach, bez przerwy chodziła na przesłuchania, brała udział w aktorskich programach, uparcie dążyła do celu. Pierwszą główną rolę dostała w 2000 roku w filmie Clary Law „Bogini roku 1967”. Poruszająca kreacja niewidomej dziewczyny, która rozkochuje w sobie japońskiego biznesmena przyniosła jej też pierwszą nagrodę. Rose Byrne otrzymała Puchar Volpi, nagrodę dla najlepszej aktorki, na festiwalu w Wenecji. Zapytana o tamten moment kariery, zdradziła, że to dla 21-latki było to surrealistyczne przeżycie i właśnie tamten film ukształtował ją artystycznie.
Kristen Wiig, Rose Byrne i Sarah Paulson, czyli koleżanki z planu spotykają się na gali Actor Awards 2026 (Fot. materiały prasowe Netflix)
Dwa lata później do Rose uśmiechnął się los. Okazało się, że drugi epizod „Gwiezdnych Wojen” George Lucas zamierza częściowo nakręcić właśnie w Australii. W ten sposób Byrne otrzymała rolę w pierwszym blockbusterze. W „Ataku klonów” zagrała Dormé, służącą senator Padmé Amidali (Natalie Portman). Aktorka, która nie była obeznana z tym uniwersum, przeżyła szok w zderzeniu z zaangażowanym fandomem serii. Rola była epizodyczna, ale okazała się przepustką do Hollywood.
Rose Byrne jako Bryzeida w filmie „Troja” (Fot. materiały prasowe)
W 2004 roku Rose Byrne zagrała u boku Brada Pitta, Erica Bana, Orlando Blooma, Diane Kruger, Briana Coxa i Seana Beana w epickim filmie „Troja” w reżyserii Wolfganga Petersena.
„Naprawdę uwielbiam tę rolę, ale historia nie dotyczy mojej postaci. Mam tę małą rolę w tym wielkim filmie z Bradem Pittem, a wszyscy tutaj myślą, że gram Sally dla Harry'ego Brada Pitta. Nie gram i ciągle muszę to powtarzać” – w wywiadzie promującym „Troję” Byrne skromnie oceniła swój wkład w produkcję.
Mimo to, jej interpretacja Bryzeidy, kochanki Achillesa, była jedną z najciekawszych w całym filmie.
Uczestnictwo w produkcji o tej skali było doświadczeniem, które otworzyło jej oczy na realia pracy w Hollywood. Pokazało jej też, z czym wiąże się prawdziwa sława. Rose nauczyła się jednak, że praca aktorki jest kapryśna i po zakończeniu produkcji nie miała zbyt wielu oczekiwań. Faktycznie propozycje nie zaczęły sypać się z nieba. Życie w Los Angeles wkrótce ją zmęczyło, czuła się samotna. „Postrzegam siebie bardziej jako aktorkę charakterystyczną niż celebrytkę” – powiedziała w jednym z wywiadów. Postanowiła więc przenieść się do Londynu, gdzie mieszkała jej siostra i wrócić do pracy w teatrze.
Wtedy niespodziewanie otrzymała propozycję od Sofii Coppoli. Pojechała do Paryża, by w „Marii Antoninie” zagrać Księżną de Polignac u boku Kirsten Dunst. Rola rozpuszczonej imprezowiczki, o komediowym charakterze, dająca pole do improwizacji, poprowadziła aktorskie portfolio Byrne w nowym kierunku.
Wtedy filmowe propozycje zaczęły się sypać. Tylko w 2007 roku Rose zagrała z Cillianem Murphy'm w filmie Danny'ego Boyle'a „W stronę słońca”, w filmie Chaza Thorne'a „Just Buried”, w filmie Juana Carlosa Fresnadillo „28 tygodni później” i u boku Glenn Close w serialu „Układy”. Kolejne lata również były obfite w pracę na planie.
„Uwielbiam zmieniać kierunek, chciałabym nie być wrzucana do żadnej szufladki” – Byrne podsumowała w wywiadzie swoją różnorodną karierę. Brała udział w produkcjach sci-fi, dramatach, thrillerach, nawet w filmach z superbohaterskiej serii „X-Men”, ale o jej talencie komediowym również nie dało się zapomnieć. Pierwszą gatunkową komedią w repertuarze aktorki był „Idol z piekła rodem” (2010), którego producentem był mistrz amerykańskiej komedii Judd Apatow. Ta rola wprowadziła Byrne do jego uniwersum. W dziewczyńskiej komedii, kultowych „Druhnach” (2011), zagrała razem z Kristen Wiig, Melissą McCarthy, Rebel Wilson i Mayą Rudolph. A trzy lata później z Sethem Rogenem i Zakiem Efronem w „Sąsiadach”. Z legendarną Melissą McCarthy wróciła na plan w 2015 roku, by pokładać się ze śmiechu podczas produkcji „Agentki”.
Rose Byrne jako Gloria Steinem w serialu „Mrs. America” (Fot. materiały prasowe)
„To jak »Gra o tron« dla feminizmu” – powiedziała Byrne o serialu „Mrs. America” (2020). Produkcja, której akcja toczy się w latach 70. i opowiada o drugiej fali feminizmu i walczącej z nią konserwatystce Phyllis Schlafly, była napakowana nazwiskami słynnych działaczek na rzecz praw kobiet oraz nazwiskami wybitnych aktorek, które je zagrały. Rose olśniła publiczność jako Gloria Steinem. W rolę Schlafly wcieliła się sama Cate Blanchett, a na małym ekranie obok nich pojawiły się Elizabeth Banks, Uzo Aduba, Kayli Carter, Ari Graynor, Margo Martindale, Jeanne Tripplehorn i Sarah Paulson. Choć serial zdobył uznanie krytyków i zapisał się w pamięci widzów, pomimo licznych nominacji, nagrodę Emmy otrzymała jedynie aktorka Uzo Aduba. Rose najmilej zapamiętała jednak ekscytację związaną z pracę w niemal wyłącznie kobiecym gronie.
Wtedy też mniej decyzyjna rola aktorki przestała jej wystarczać. W 2021 roku wyprodukowała swój pierwszy serial, „Physical”, w którym wcieliła się też w główną bohaterkę, gospodynię domową marzącą w latach 80. o karierze w świecie aerobiku.
Jak twierdzi, najważniejszą cechą, która przydaje jej się w aktorstwie jest ciekawość. Uwielbia zadawać pytania i woli rozmawiać o innych niż o sobie, może właśnie dlatego tak wspaniale zagrała Lindę w „Kopnęłabym cię, gdybym mogła”, matkę, która skleja swoje rozpadające się życie, desperacko poszukując empatii. Gdy pierwszy raz przeczytała scenariusz Mary Bronstein, kartki paliły się jej w rękach. Nigdy nie miała do czynienia z czymś podobnym. Osobista historia reżyserki stała się osobista również dla Rose. Jak twierdzi, dzięki temu projektowi poznała się z takich stron, o których istnieniu nie miała dotąd pojęcia.
Artystyczny duet, który stworzyła z Bronstein sprawił, że po raz pierwszy naprawdę została dostrzeżona przez środowisko filmowe. Za rolę Lindy już teraz ma na koncie Srebrnego Niedźwiedzia oraz Złoty Glob. Została także nominowana do Oscara i wszystko wskazuje na to, że ma ogromne szanse na statuetkę.
Rose Byrne Michael B. Jordan podczas gali Actor Awards 2026 (Fot. materiały prasowe Netflix)
Byrne przez ponad 6 lat była w związku z australijskim aktorem Brendanem Cowellem, jednak rozeszli się w 2010 roku. Jesienią 2012 wspólni znajomi przedstawili jej Bobby'ego Cannavale. Najpierw zostali przyjaciółmi, potem parą. Mają dwóch synów, Rocco i Rafaela, urodzonych w 2016 i 2017 roku. Doświadczenie macierzyństwa z pewnością przysłużyło się aktorce w stworzeniu szokująco realistycznego portretu matki w „Kopnęłabym cię, gdybym mogła”. „Każdego dnia, każdej godziny myślę sobie: »Co się dzieje?«. Uczę się w pracy. Bycie matką zmienia wszystko. Czuję, że wpływa na wszystko, co robię” – wyznała jeszcze w 2018 roku.
Chociaż zwracają się do siebie per „mąż” i „żona”, Byrne i Cannavale nie są małżeństwem. Wspominali wprawdzie, że planują ślub, ale nie znaleźli na to odpowiedniego momentu. Pozostają skryci, jeśli chodzi o życie prywatne, jednak widać, że stanowią zgrany zespół. W 2014 roku para miała okazję przetestować swój związek także na planie. Zagrali wspólnie w komedii „Młodzi dorośli”. Ich współpraca musiała być owocna, bo później wielokrotnie pojawiali się razem na ekranie, w: Annie (2014), Agentce (2015), „Seriously Red” (2022) i „Mój syn Ezra” (2024).
„[Aktorstwo] to bardzo intensywne doświadczenie, którego można doświadczyć razem. To nie jest dla każdego, ale uważam, że on jest świetnym aktorem” – powiedziała Byrne magazynowi People.
O ich wyjątkowej relacji, pełnej dystansu i humoru świadczy podziękowanie aktorki po tym jak w 2026 otrzymała Złoty Glob:
„Chcę podziękować mojemu mężowi, Bobby'emu, który nie mógł tu być, bo kupujemy (dla dziecka – przyp. aut.) agamę brodatą i pojechał na wystawę gadów w New Jersey. Więc dziękuję. Dziękuję, kochanie”.
Gdyby tylko mąż z „Kopnęłabym cię, gdybym mogła” był zdolny do podobnych rodzicielskich poświęceń!
Rose Byrne jako Linda w filmie „Kopnęłabym cię, gdybym mogła” (Fot. materiały prasowe)