Strach być kobietą. Kiedy wracam do domu po zmroku, w kieszeni płaszcza nerwowo ściskam klucze, gotowa w każdej chwili zrobić użytek z ostrej końcówki. Spoconą ręką wybieram numer kogoś bliskiego, licząc, że jego głos odprowadzi mnie do drzwi. Znajome ulice w ciemności zaczynają płatać figle, boję się własnego cienia, każdego, kto mnie mija. To nie jest wyjątek, tak jest każdego dnia. Gdy wychodzę do kina, do teatru, na imprezę. „Bądź grzeczna, bo przyjdzie zły pan i cię zabierze” – moje koleżanki też dobrze to znają.
Obawa jest w nas zakodowana jak mycie zębów.
Tytułowa bohaterka „Josephine” w reżyserii Beth de Araújo bardzo wcześnie musi nauczyć się żyć z codziennym strachem. 8-letnia dziewczynka (Mason Reeves) podczas porannej przebieżki, dla zabawy oddziela się od swojego taty i ukryta za drzewami staje się świadkiem zajścia, które zatrzęsie jej rzeczywistością. Na jej oczach mężczyzna gwałci kobietę przy parkowych toaletach. Dosadna scena jawnej przemocy, skrajnie trudna dla widzów dorosłych, co dopiero dla dziecka, zostawia w jej głowie ślad. Mały znak zapytania, który stopniowo nabiera mocy, kwestionując wszystko, czego do tej pory dowiedziała się o świecie i kształtując to, jak od tej pory będzie na ten świat spoglądać.
Pierwsza niewiadoma to słowo „gwałt”, podsłuchane w nerwowych szeptach dorosłych (Gemma Chan, Channing Tatum). Josephine wprost pyta o znaczenie, a gdy jej tacie odejmuje mowę, sama znajduje odpowiedź w wyszukiwarce na telefonie. Film de Araújo świetnie portretuje rodzicielską ignorancję, co do kompetencji własnych dzieci: tego, że słyszą i chłoną absolutnie wszystko, a w obecnych czasach mogą również wziąć sprawy w swoje małe łapki i dotrzeć do dowolnej informacji. Uzmysławia nam także, jaką wagę ma źródło tej informacji. Udzielona przez wujka Googla, czy co gorsza – wygrzebana w bagnie TikToka, bez nadzoru, weryfikacji, psychologicznego przygotowania, empatycznego pogłębienia może być nie cenna, a wręcz przeciwnie: przerażająco szkodliwa. Nerwowa atmosfera panująca w domu Josephine jest bardzo znajoma. Jak wielu rodziców niepewność powstrzymuje przed komunikacją, uprzedzenia przed zaprowadzeniem dziecka na terapię? Ilu z nich ucieka z pokoju lub wpada we wściekłość, gdy pytanie zaczyna ich przerastać? Ponieważ z małą Josephine nikt otwarcie nie porozmawia, zaczyna budować mur z własnych wyobrażeń na temat nieprzeniknionego świata dorosłych. Mur, który staje się jej więzieniem.
Doceniam to, jak Beth de Araújo prezentuje dziecięcą traumę. Zamiast poprzestać na typowych flashbackach, reżyserka i scenarzystka wolała przypomnieć nam o nieograniczonej wyobraźni małego człowieka. Napastnik (Philip Ettinger) staje się niewidzialnym towarzyszem Josephine. Jest przy niej, gdy mała je obiad, bawi się, przygotowuje do szkoły. Równie prawdziwy jak pluszaki czy meble. Już nigdy jej nie opuści. Niekomfortową bliskość tematów, które zwykle trzyma się jak najdalej od dziecka, podkreśla kamera, koncentrująca się na twarzy dziewczynki. Bliskie kadry szczegółowo rejestrują, jak stawia pierwsze kroki po tej brutalnej stronie rzeczywistości. Odtwórczyni tytułowej roli, Mason Reeves, trafiła do filmu przypadkiem, została odkryta przez reżyserkę na placu zabaw i ma tyle lat, co jej bohaterka, a jednak targające nią uczucia: dezorientację, strach, niepewność wyraża z szokującym zrozumieniem. Jestem pełna podziwu, bo na barkach Reeves spoczęła cała produkcja. 8-latka udźwignęła to, czemu dorośli nie dają rady. Podobnie jak Josephine.
Mężczyzna tego nie zrozumie. Będzie szedł ulicą nie dostrzegając potencjalnych niebezpieczeństw, przynajmniej dopóki nie dotkną go osobiście. W „Josephine” najważniejsza relacja to właśnie ta na linii ojciec-córka. Channing Tatum nie jest wybitnym aktorem, ale w swojej roli sprawdza się doskonale. Jak przyznał w trakcie konferencji, sam ma córkę i wejście w buty bohatera było dla niego naturalne. Łatwo mi sobie wyobrazić, że tak jak filmowy Damien, on także woli rozwiązywać problemy fizycznie, niż słownie. Tata Josephine obiecuje jej, że zawsze będzie bezpieczna i w tym samym momencie zdaje sobie sprawę, że tej obietnicy spełnić nie może. Zamiast posłać córkę do „konowałów”, wybiera to, co z maczystowskiej perspektywy jest najbardziej użyteczne: lekcje samoobrony. Amerykanie kupują pistolety z obawy przed ulicznymi strzelaninami. Podobne koło przemocy zamyka się w życiu małej bohaterki. Josephine uczy się zadawać profesjonalne ciosy, a od taty dostaje zielone światło, by skrzywdzić napastnika. Zamiast przerywać błędny cykl, działania dorosłych tylko go utwierdzają. W wieku 8-lat dziewczynka jest przekonana, że przetrwa tylko, jeśli będzie silniejsza, bardziej nieufna, bardziej agresywna. Tata ramię w ramię z bezużytecznym systemem zaszczepia w niej przekonanie: jeśli coś jej się stanie, wina należy do niej.
„Josephine”, tak samo jak kiedyś zrobiła to „Obiecująca. Młoda. Kobieta”, wyciąga na wierzch systemową bezsilność, bezbłędnie punktuje dziury w strukturach pomocowych. W tym przypadku wybrzmiewają z jeszcze większą mocą, w końcu rzecz tyczy się 8-latki. Absurdy świata dorosłych najlepiej widać oczami dziecka, dla którego wszystko jest czarno-białe. Kruchy dziecięcy umysł powinien być pod ochroną, a jednak wymiar sprawiedliwości, zamiast chronić niewinnych i wymierzać to, co ma w nazwie, miga się od odpowiedzialności, zwalając ją, o ironio, na małą dziewczynkę. Josephine jest targana po sądach, zmuszona, by raz po raz odtwarzać z pamięci traumatyczne wydarzenia, narażona na kontakt z oprawcą. Biurokracja nie jest empatyczna.
Beth de Araújo nie wyssała sobie tego z palca. Film bazuje na prawdziwym wspomnieniu amerykańsko-brazylijskiej reżyserki. Kiedy miała 8 lat, ona i jej tata również przeszkodzili w napaści seksualnej. Jako dorosła twórczyni filmowa chciała wrócić do swojego dziecięcego spojrzenia, by zmierzyć się ze źródłem zakodowanych w niej lęków. Jej film jest tym cenniejszy, że jako bezpośrednie świadectwo, uwrażliwia na to, co po latach funkcjonowania w wadliwej strukturze, może być dla nas niedostrzegalne. I pozostawia z pytaniem: jak wychować dziewczynkę bezpiecznie, nie odmawiając jej prawdy i nie zarażając strachem? Mam nadzieję, że gdzieś jest na nie odpowiedź.